Angielski a logopedia

Przeczytałam dzisiaj, że mnóstwo dzieci i dorosłych ma problemy z poprawną wymową. To nie nowość, ale wpadło mi w oko, że logopedzi uważają, że nauczanie języka angielskiego w wieku przedszkolnym może powodować problemy z seplenieniem u dzieci, bo ten język wymaga takiej właśnie “sepleniącej” wymowy, np. the, itd…

Czy leci z nami logopeda? 🙂

Strona 2 odpowiedzi na pytanie: Angielski a logopedia

  1. Zamieszczone przez dorotka1
    jest w poznaniu jakies stowarzyszenie francuzow czy fancuskojezycznych polakow i wiem ze maja taka spoleczna szkole w soboty
    wiem bo na osiedlu mam 2 francuskich sasiadow jednych znam dobrze wiec moge wypytac o szczegoly
    a drugich dziecko chodzi z szymonem do grupy
    maja oooo! to zapraszam na kawke po przeprowadzce

    Oooo super Dorotko, dopytaj, dopytaj…please 🙂
    Ja wiem tylko o Domu Bretanii ale z tego co sprawdzilam na ich stronie internetowej to maja tylko roznego rodzaju kursy, biblioteka itp.
    Zaproszenie na kawke przyjete, dzieki 😉

    • Zamieszczone przez dorotka1
      no to odbiegaj odbiegaj 🙂
      co to za 4 jezyk ci sie pojawi?

      no to tak, polski po matce, angielski po ojcu
      slowenski po opiekunce (skubany, niezle wymiata, mlodszy zdecydowanie kuma)
      wloski, bo tutaj narod w sumie dwujezyczny, ale to tak tylko sie nabijam, ze hoduje poliglote, bo zna doslownie kilka slow z podworka (jego najlepszy kolega, pol-sloweniec, pol-rosjanin czesto mowi po wlosku, bo po wlosku mowia ze soba rodzice)
      o czyms zapomnialam?
      aaaa, mam
      bulgarski
      jest w sofii polska szkola, ale taka wieczorowo-niedzielna, wiec volens-nolens, oddaje dziecko w szpony pomieszania jezykowego

      • Zamieszczone przez majab

        Czy cos jeszcze brak mi wlasnie pomyslow 🙁

        moze w poznaniu maja francuski konsulat? jesli tak, czesto przy konsulatach sa szkoly dla dzieci expatow (szkolki wieczorowe raczej) i za jakas tam odplatnoscia mozna dzieciaki poslac na doksztalcanie

        • Zamieszczone przez kantalupa
          moze w poznaniu maja francuski konsulat? jesli tak, czesto przy konsulatach sa szkoly dla dzieci expatow (szkolki wieczorowe raczej) i za jakas tam odplatnoscia mozna dzieciaki poslac na doksztalcanie

          Dzieki za podpowiedz, wlasnie sprawdzilam i jest Konsulat Honorowy Francji w Poznaniu. Wysle do nich maila zapytaniem o szkolke dla dzieci 🙂
          Pozdrawiam

          • Zamieszczone przez polahola
            czyli wlasciwie rozbija sie o niuanse, w stylu doglebnie zbadanych samoglosek pana kissingera, ale w sumie mozna uznac, ze dziecko nauczane od malego jezyka obcego, powiedzmy intensywnie, jest w stanie opanowac go i uznac za swoj drugi i w przyszlosci mozna mowic o jego dwujezycznosci, nawet jesli to nie bedzie czysta dwujezycznosc 🙂 holendrzy tak wlasnie maja 🙂 ich angielski jest specyficzny i choc nie jest to czysty angielski, nie mniej jednak jest plynny i w mojej laickiej opinii, na bardzo wysokim poziomie.

            szukajac jeszcze info o dwujezycznosci w odniesieniu do pogladu mata harii natknelam sie na 10 mitow 😉

            [*]
            [*]
            [*]
            [*]
            [*]
            [*]
            [*]
            [*]
            [*]
            [*]zainteresoanym wklejam linka

            Szkoda tylko, że te linki nie pochodzą z żadnego obiektywnego źródła. W końcu trudno wymagać, aby ktoś krytykował sposób życia, do jakiego często został zmuszony 😉 Jak będziesz miała linki do źródeł obiektywnych, to wtedy chętnie poczytam, bo to co jest na zalinkowanej stronie niestety żadną miarą nie udowadnia czegokolwiek.

            • Zamieszczone przez polahola
              jako ciekawostke dodam, ze moja szwagierka posluguje sie jezykiem wloskim nie gorzej niz jezykiem polskiem, a zaczela go zdobywac dopiero w liceum. rodowici wlosi nie sa w stanie pojac jakim cudem, ale nie ma ani akcentu ani zadnych innych brakow jezykowych. pewnie to cechuje poliglotow 😉

              Czyli udowadniasz, że nauka języka obcego i jego “wchłonięcie” wcale nie jest zależne od wieku, że i dorośli ludzie są w stanie to zrobić.
              Dla mnie, teksty o wyższości efektów nauczania rozpoczętego w wieku dziecięcym nie są niczym innym, jak propagandą napędzającą biznes szkół językowych i językowców. Owszem, dziecko łatwiej przyswaja, ale nie znaczy to, że jako dorosły człowiek też tego nie zrobi. A zrobić to może znacznie szybciej i bardziej świadomie.

              • Wiesz, ja uważam, że to świetne, jak taki mały ludzik śmiga w obcym języku, tylko że wg mnie nauczanie takiego ludzika obcej mowy ma sens, gdy dany język ma być/jest wykorzystywany na co dzień, gdy dziecko żyje i rozwija się w jego otoczeniu. (Tak jak w Twoim np. przypadku.) Ja rozgraniczam dzieci z rodzin wielojęzykowych, od tych, które na siłę NAUCZANE SĄ od najmłodszych lat i takiemu nauczaniu na siłę i wg mnie bez sensu jestem przeciwna. Dla mnie to nic innego, jak wykorzystywanie mody na języki przez tych, którzy mogą ze świadczenia usług językowych czerpać korzyści oraz uspokojenie sumień rodziców, którzy w tej sposób, wydając nie rzadko duże pieniądze, trochę oszukują się sądząc, że jak poślą dziecko w wieku przedszkolnym na angielski, to zapewnią mu lepszy start 😉 Co innego, gdyby takie dziecko poza przedszkolem miało styczność z tym językiem ale tak dla samej nauki jednej, czy dwóch piosenek 😉
                Z nauczaniem małych dzieci jest podobnie, jak z uczeniem dorosłych. Co z tego, że ktoś się nauczy, jeśli nie będzie wiedzy wykorzystywał. Między dorosłymi, a małymi dziećmi jest jednak ta różnica, że dorosły język ojczysty ma już opanowany (przynajmniej teoretycznie), a małe dziecko dopiero go rozwija. O to mi cały czas chodzi.

                • no ale co do slowanii ma sofia? i dlaczgo opuszczasz wloska granice – tego nie zrozumialam 🙂
                  w sofii mam przyjaciol polsko-bulgarskich – w ogole lubie bulgarie za poludniowy styl zycia 🙂

                  edytuje bo juz doczytalam 😀
                  bedzie dobrze w tej bulgarii
                  zobaczysz

                  • dawno wiekszej glupoty w temacie nie czytalam ;-P Troche w srodowisku miedzynarodowym pomieszkalam i nie zaobserwowalam podobnych rzeczy u dzieci. Jak ktos ma problem z wymowa to w kazdym jezyku go bedzie mial a jak nie ma,to wymowe dostosuje do jezyka ktorego zywa

                    • Polahola – Nie no, oczywiście, że dzieci w przedszkolach uczą się w formie zabawy – źle mnie zrozumiałaś. Chodziło mi o to, że w tak wczesnym wieku wdraża się dziecko w coś, co tak naprawdę wcale nie jest mu tym wieku potrzebne. Jeśli traktuje się to jako zabawę i czas spędzony z innymi dziećmi, to nie ma problemu, ale znam wiele przypadków, gdy rodzice do tego podchodzą bardzo serio. Wyszukują przedszkola prywatne, gdzie dziecko, które nie rzadko ma jeszcze problemy z wysławianiem się, “uczy się” nie tylko angielskiego, ale i innych języków równocześnie, a rodzice są Polakami, “słowa w języku obcym nie znają” i nie zamierzają nigdzie emigrować. Dla mnie pachnie to snobizmem na odległość. Tego nie rozumiem.
                      Naprawdę wielu ludzi uważa, że jak dziecko ma angielski w przedszkolu, to mogą być spokojni, bo zapewniają mu “dobry start”. Ale o tym, że aby taka nauka, nawet przez zabawę, miała głębszy sens, by była owocna na przyszłość, nie wystarczy tylko dziecka posyłać na zajęcia. Dziecko powinno mieć możliwość żyć danym językiem.
                      Ja bardzo bym chciała żyć za granicą, w mieszanym małżeństwie właśnie ze względów językowych, ale z doświadczenia moich znajomych koleżanek i kolegów wiem, że takie związki i życie na obczyźnie niesie z sobą wiele innych problemów, tak więc póki co, zadowolę się tym, co mam 😉

                      Wasza sytuacja jest zupełnie inna i nie powinna być tu w ogóle brana pod uwagę, bo nauka, nauce nie równa.

                      • Zamieszczone przez elik
                        dawno wiekszej glupoty w temacie nie czytalam ;-P Troche w srodowisku miedzynarodowym pomieszkalam i nie zaobserwowalam podobnych rzeczy u dzieci. Jak ktos ma problem z wymowa to w kazdym jezyku go bedzie mial a jak nie ma,to wymowe dostosuje do jezyka ktorego zywa

                        A do której wypowiedzi się odnosisz?

                        • Zamieszczone przez Mata_Hari
                          Szkoda tylko, że te linki nie pochodzą z żadnego obiektywnego źródła. W końcu trudno wymagać, aby ktoś krytykował sposób życia, do jakiego często został zmuszony 😉 Jak będziesz miała linki do źródeł obiektywnych, to wtedy chętnie poczytam, bo to co jest na zalinkowanej stronie niestety żadną miarą nie udowadnia czegokolwiek.

                          with all due respect

                          mata_hari, nie gniewaj sie, przyznaje, ze rozumiem, ze mozesz nie zgazdac sie z trendem, czymkolwiek, ale siedze troche w temacie i chyba siedze na tyle, zeby powiedziec, ze zrodla podane przez polahole, a rowniez nazwisko faceta z montrealu obilo mi sie o uszy

                          ok, masz prawo, juz napisalas, ze nie wierzysz naukowcom, tez masz prawo

                          ale zastanawia mnie, ktory uniwersytet uczy tego, czego tak intensywnie bronisz (bo wydaje mi sie, ze to dosc nietypowe dla lingwistyki naszych czasow, chyba ze wszystko diametralnie zmienilo sie od 1999 roku, kiedy skonczylam studia, ale chyba nie? bo jakies dwa lata temu entuzjastycznie przyjeto moj artykul pisany w duchu naturalnego nabywania jezyka)
                          i jakie masz ku temu podstawy, naukowe, oczywiscie
                          bo jesli opierasz sie na swoich wlasnych przemysleniach, ok, masz prawo
                          ale podejmujac sie krytyki tego, co wyszperala polahola, a co w sumie jest zgodne ze wspolczesnym spojrzeniem na second language acquisition, prosze, podaj swoje podstawy, ok?
                          ja bede doprawdy wdzieczna, zupelnie bez zlosliwosci, bo jak napisalam wczesniej, dwujezycznosc i nabywanie jezyka to moj konik
                          powaznie, bez ZADNEJ zlosliwosci

                          edytuje, zeby dolozyc, ze konczylam anglistyke, wiec chyba ten sam kierunek, co ty.
                          jeden rok w warszawie, cztery lata w toruniu, specjalilzacja z jezykoznawstwa

                          • Zamieszczone przez dorotka1

                            w sofii mam przyjaciol polsko-bulgarskich – w ogole lubie bulgarie za poludniowy styl zycia 🙂

                            namiary poprosze!!!
                            wiesz, jak sie samotnie czuje jadac w nieznane???

                            pozdrowienia:)

                            • Kantalupa – Ależ ja się nie gniewam, bo przecież każdy może mieć swoje zdanie.
                              Mnie tego nauczyły dwie uczelnie: Uniwersytet Łódzki oraz obecna Akademia Polonijna w Częstochowie. Doskonale pamiętam zajęcia z psychologii rozwojowej, bo bardzo mnie interesowały, a nauczanie od zawsze było moim konikiem (choć ostatnio konik ten zaczyna trochę kuleć 😉 ale to ze względów zupełnie innych). Tego co piszę, nie opieram tak jak Ty na second language acquisition, ale właśnie na psychologii rozwojowej, która nie traktuje tylko o przyswajaniu drugiego języka, ale o możliwościach rozwojowych dziecka i potencjalnych niebezpieczeństwach, jakie różne akty mogą ze sobą nieść.

                              P. S.
                              Ja wcale niczego nie bronię, tylko usiłuję uzmysłowić innym to, czego zdają się nie dostrzegać. Inaczej wygląda przyswajanie obcego języka przez dziecko, gdy ojczysty ma już opanowany niż gdy go dopiero poznaje i rozwija oraz inaczej wygląda sprawa, gdy danego języka uczymy się w jego naturalnym środowisku, a inaczej, gdy na “sucho”. Tych wszystkich aspektów nie powinniśmy wrzucać do jednego wora. Przypadek małżeństw mieszanych, czy ludzi na obczyźnie nie powinien w zasadzie być omawiany, bo to jest zupełnie inny przypadek. To jest tak samo, jak nie mieć innego wyjścia, a robić coś z własnej woli 😉 Mówimy tu o świadomym posyłaniu dziecka Polaków do przedszkola z jęz. Angielskim w Polsce. Przepraszam, jeśli ktoś się za moment poczuje urażony, ale dla mnie to nie jest nic innego, jak snobizm. Jestem metodykiem, ale tak to właśnie widzę. Zresztą nie tylko ja, bo takie samo spojrzenie mieli jak do tej pory wszyscy metodycy jęz. angielskiego, z którymi miałam do tej pory kontakt. Zawsze na maluszki uczące się w przedszkolu, czy przychodzące na prywatne lekcje patrzono z uśmiechem na twarzy. Uśmiechem, który rozumieli tylko inni metodycy 😉

                              Z mojej strony temat uważam ze wyczerpany, bo mam wrażenie, że w cały czas piszę o tym samym.

                              • Zamieszczone przez Mata_Hari

                                Z mojej strony temat uważam ze wyczerpany, bo mam wrażenie, że w cały czas piszę o tym samym.

                                szkoda, bo ja naprawde jestem ciekawa jakiejs zelaznej literatury, z ktorej nauczono ciebie takiego podejscia
                                zupelnie powaznie, chetnie poczytam autorytety, ktore powatpiewaja w zasadnosc wystwiania dziecka na jezyki obce
                                nie ukrywam, ze dla mnie to kuriozum, a z twoich postow wynika, ze to fundamentalne twierdzenie szkoly metodyki, z ktorej pochodzisz, stad takie zainteresowanie
                                edytuje tutaj, zeby dorzucic, ze na jednym z obozow jezykoznawczych byli ludzie z uniwersytetu w lodzi i jakos nam sie wowczas poglad na swiat zgadzal, zreszta jeden z nich pisal potem artykuly o tzw. “false accents,” czyli ludziach, ktorzy zmieniaja wymowe po pobycie zagranicznym, tym wieksze moje zdziwienie, kiedy twierdzisz, ze ten wlasnie uniwersytet promuje zupelnie inna postawe; szkoly czestochwoskiej niestety nie znam

                                i jeszcze musze koniecznie dodac, ze przyswajanie jezyka i jego teoria nie mialaby prawa bytu bez psychologii rozwoju; metodyka nauczania (czegokolwiek, ale w tym rowniez jezykow obcych) ma swoje glebokie uzasadnienie w teorii przyswajania jezyka, wiec nie jest tak, ze mowimy o rozbieznych konceptach

                                • A ja się chyba zgodzę z Mata Hari – ale nie poprę tego niczym bo to moje prywatne przemyślenia 😉
                                  inna sprawa jeśli dziecko jest stale otoczone jdrugim językiem, nabywa go w sposób naturalny, równiez w celu kominikacji ze swoim naturalnym otoczeniem, a inna jesli uczy się języka którego poza lekcją angielskiego praktycznie nie słyszy bo w domu mówi się po polsku, na ulicy mówi się po polsku, w sklepach, wszędzie dookoła mówi się po polsku.
                                  Jasne, osłuchanie się z językiem na pewno nie zaszkodzi a pewnie i pomoże w przyszłej nauce, ale żadnych super efektów chyba nie będzie jeśli kontakt z językiem dziecko ma np. raz czy dwa w tygodniu przez pół godziny (tak wyglądają zajęcia z angielskiego w przedszkolu Niny).

                                  • Zamieszczone przez kantalupa
                                    tak w najwiekszym skrocie, dwujezycznosc w terminologii lingwistycznej to umiejetnosc poslugiwania sie dwoma jezykami na poziomie native speakera (z mozliwie najblizsza native speakerowi artykulacja i, to bardzo wazne, intuicja jezykowa, czyli umiejetnoscia oceny poprawnosci wypowiedzi – “to brzmi dobrze/to mi nie brzmi prawidlowo” nawet bez posiadania konkretnej wiedzy, dlaczego tak jest)

                                    czesto w potocznym znaczeniu mowi sie o poliglotach, czyli ludziach sprawnie poslugujacych sie jezykami obcymi, jako o multilingualistach, ale zasadniczo (bo to w zasadzie taka niekonczaca sie tyrada filozoficzna) dwujezycznosc to posiadanie wiecej niz jednego jezyka ojczystego (mother tongue, bo po polsku ten “jezyk ojczysty” ma takie trioche brzmienie bardziej symboliczne)

                                    rzeczywiscie w jezykoznawstwie teoretycznych (i automatycznie rowniez stosowanym) co jakis czas pojawia sie pytanie, czy mozna mowic o nabywaniu drugiego jezyka i rozwoju dziecka w kierunku dwujezycznego poprzez zwykla (mowiaz najprosciej) nauke w przedszkolu i szkole
                                    no i gdzie przebiega granica pomiedzy jezykiem obcym a drugim

                                    w jezykoznawstwie teoretycznym, generalnie znowu, bo zawilosci i pobocznych dyskusji mozna prowadzic wiele, mowimy jezyku obcym i jezyku drugim
                                    roznica miedzy nimi, to wlasnie owa intuicja
                                    czyli tak po trosze umiejetnosc wyprodukowania nieskonczonej ilosci poprawnych wypowiedzi niekoniecznie wiedzac, dlaczego tak sie dzieje (ale znowu, osoba wprawnie poslugujaca sie obcym jezykiem moze miec rowniez takie umiejetnosci)
                                    rowniez umiejetnosc, ktora pozwala na zlokalizowanie bledu jezykowego bez wiedzy dodatkowej (oczywiscie pomijamy tutaj idiolekty, poziomy jezykowe, czyli np slawne polskie “poszlem” itp, bo to doprowadziloby nas do kolejenej niekonczacej sie dyskusji)

                                    roznica pomiedzy metodami akwizycji
                                    ktorys z naukowcow napisal kiedys, ze – i chyba do mnie ta roznica najbardziej trafia – jezyka obcego sie uczymy (w zamierzony sposob, bardziej lub mniej aktywnie), ale uczymy sie; natomiast ten pierwszy jezyk to jezyk, w warunkach ktorego rosniemy, ktory stanowi nasza codziennosc i nasze otoczenie (matka, ojciec, realia zycia na zewnatrz itp)
                                    oczywiscie i tutaj mozna dyskutowac zasadnosc takiego podejscia, ale w teoretyzowaniu nie ma konca i nie ma latwych i ostatecznych odpowiedzi

                                    dla ciekawostki moge dorzucic, ze kilka lat temu mowilo sie na nauczycieli jezykow obcych EFL czyli English as a Foreign Language; teraz raczej ESL czyli English as a Second Language, to tez byc moze wskazuje na pewne zachodzace zmiany w podejsciu do rozgraniczenia pomiedzy drugim a obcym jezykiem
                                    byly kiedys jakies badania, nie tak dawno temu, w ktorych toku usilowano udowodnic, ze mozna przejsc do dwujezycznosci od nauki jezyka obcego; ich wyniki jednak potknely sie o tzw. efekt kissingera, czyli perfekcyjna znajomosc struktur, leksykonu, morfologii a jednak doglebna analiza fonologii wypowiedzi wykazala, ze samogloski pana kissingera sa ciagle nie do konca angielskie

                                    ups, chyba wdepnelam w moja ulubiona tematyke, wiec lepiej juz skoncze

                                    a czemu moje dzieci uwazam za czysto dwujezyczne?
                                    bo dwoch jezykow sie nie ucza, ale je nabywaja w najbardziej naturalny ze sposobow, od najbardziej naturalnych ze zrodel

                                    chyba tyle
                                    pozdrawiam:)

                                    Zaciekawiło mnie to szufladkowanie :).

                                    A jak byś zakwalifikowała dziecko mojej koleżanki: ona jest Polką, mąż Finem, mieszkają w Austrii.
                                    Dzieciak posługuje się sprawnie językiem polskim i sporo powie po niemiecku (przedszkole – ma 4 lata, dogaduje się z 2 latkami) i tu chyba można mówić o dwujęzyczności? Ale z tatą porozumiewają się po angielsku (tata nie zna ani polskiego ani niemieckiego, mały nie zna fińskiego). No i ten angielski, to taki “fiński angielski” na poziomie… może 2-go/3-go roku nauczania (u ojca). I jak – zakwalifikowałabyś to jako język obcy czy pierwszy? Czy takich casusów nie bierze się pod uwagę ;)?

                                    • Dzisiaj w radiu pani logopedka komentowała ten artykuł – wg niej język angielski może mieć wpływ, ale baaaardzo niewielki. Ona powody zwiększonej liczby wad wymowi widziała raczej w tym, że teraz dzieci więcej oglądają (TV, gry komp.) niż słuchają (np. bajek czytanych przez rodziców, słuchowisk).

                                      • Zamieszczone przez kurczak1
                                        Zaciekawiło mnie to szufladkowanie :).

                                        A jak byś zakwalifikowała dziecko mojej koleżanki: ona jest Polką, mąż Finem, mieszkają w Austrii.
                                        Dzieciak posługuje się sprawnie językiem polskim i sporo powie po niemiecku (przedszkole – ma 4 lata, dogaduje się z 2 latkami) i tu chyba można mówić o dwujęzyczności? Ale z tatą porozumiewają się po angielsku (tata nie zna ani polskiego ani niemieckiego, mały nie zna fińskiego). No i ten angielski, to taki “fiński angielski” na poziomie… może 2-go/3-go roku nauczania (u ojca). I jak – zakwalifikowałabyś to jako język obcy czy pierwszy? Czy takich casusów nie bierze się pod uwagę ;)?

                                        na moj gust zdecydowanie ten angielski jest jezykiem obcym
                                        uczy sie od ojca, dla ktorego angielski nie jest pierwszym (o ile dobrze zrozumialam, odbiega on od standardu native speakera)
                                        a za jezyk ojczysty uznaje sie najczesciej wersje na poziomie native speakera, z pelna intuicja dotyczaca znaczenia, uzycia i poprawnosci

                                        a ojciec nie mowi do dziecka po finsku?
                                        szkoda, bo to w sumie fajny i niespotykany chyba jezyk

                                        mam zreszta w okolicy podobnie zagmatwana sytuacje, ona jest ze sri lanki, on jest slowencem, ale spotkali sie w niemczech, wiec jakby w naturalny sposob ich wspolnym jezykiem “domowym” jest niemiecki
                                        no, ale matka rozmawia z dziecmi w swoim jezyku, wiec tutaj ten niemiecki ma zdecydowanie sluzalcza funkcje

                                        • Zamieszczone przez kantalupa

                                          a ojciec nie mowi do dziecka po finsku?
                                          szkoda, bo to w sumie fajny i niespotykany chyba jezyk

                                          Niestety nie 🙁
                                          Wszyscy oprócz głównego zaineresowanego twierdzą, że szkoda…

                                          Znasz odpowiedź na pytanie: Angielski a logopedia

                                          Dodaj komentarz

                                          Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                                          Logo