Angielski a logopedia

Przeczytałam dzisiaj, że mnóstwo dzieci i dorosłych ma problemy z poprawną wymową. To nie nowość, ale wpadło mi w oko, że logopedzi uważają, że nauczanie języka angielskiego w wieku przedszkolnym może powodować problemy z seplenieniem u dzieci, bo ten język wymaga takiej właśnie “sepleniącej” wymowy, np. the, itd…

Czy leci z nami logopeda? 🙂

Strona 3 odpowiedzi na pytanie: Angielski a logopedia

  1. ja jestem logopedą. z mojego punktu widzenia u dzieci, które seplenią międzyzębowo tzn. wymawiają głoski s, z, c, dz z językiem między zębami lub też w podobny nieprawidłowy sposób wymawiają głoski t, d, n odradzałabym póki co naukę angielskiego, aż te głoski zostaną skorygowane. w języku angielskim, hiszpańskim chyba też i pewnie kilku innych występują głoski wymawiane międzyzębowo. u dziecka z międzyzębową wymową przy każdym the, that ta wada byłaby utwalana. z doświadczenia wiem, że bardzo trudno skorygować te głoski u dziecka anglojęzycznego.
    jeśli chodzi o naleciałości językowe u osób przebywających za granicą to nie jest to wada wymowy. podobnie jak z gwarą, która też nie jest wadą wymowy.
    jeśli więc twoje dziecko nie wymawia głosek w jęz. polskim międzyzębowo polecam naukę języka obcego. jeśli zauważysz ten problem, lepiej przerwać lekcje żeby ułatwić troche zadanie logopedzie:)

    • Zamieszczone przez agusjot
      Przeczytałam dzisiaj, że mnóstwo dzieci i dorosłych ma problemy z poprawną wymową. To nie nowość, ale wpadło mi w oko, że logopedzi uważają, że nauczanie języka angielskiego w wieku przedszkolnym może powodować problemy z seplenieniem u dzieci, bo ten język wymaga takiej właśnie “sepleniącej” wymowy, np. the, itd…

      Czy leci z nami logopeda? 🙂

      Dziwne. mój zięć jest dwujezyczny. I w angielskim i w polskim jego wymowa jest prawidłowa!
      Basia uczy sie angielskiego,…. wymowę polska ma poprawną ai po angielsku “wysepleni” the!

      Nie zgadzam sie z tą terią!

      • Zamieszczone przez Mata_Hari
        Kantalupa – Ależ ja się nie gniewam, bo przecież każdy może mieć swoje zdanie.
        Mnie tego nauczyły dwie uczelnie: Uniwersytet Łódzki oraz obecna Akademia Polonijna w Częstochowie. Doskonale pamiętam zajęcia z psychologii rozwojowej, bo bardzo mnie interesowały, a nauczanie od zawsze było moim konikiem (choć ostatnio konik ten zaczyna trochę kuleć 😉 ale to ze względów zupełnie innych). Tego co piszę, nie opieram tak jak Ty na second language acquisition, ale właśnie na psychologii rozwojowej, która nie traktuje tylko o przyswajaniu drugiego języka, ale o możliwościach rozwojowych dziecka i potencjalnych niebezpieczeństwach, jakie różne akty mogą ze sobą nieść.

        P. S.
        Ja wcale niczego nie bronię, tylko usiłuję uzmysłowić innym to, czego zdają się nie dostrzegać. Inaczej wygląda przyswajanie obcego języka przez dziecko, gdy ojczysty ma już opanowany niż gdy go dopiero poznaje i rozwija oraz inaczej wygląda sprawa, gdy danego języka uczymy się w jego naturalnym środowisku, a inaczej, gdy na “sucho”. Tych wszystkich aspektów nie powinniśmy wrzucać do jednego wora. Przypadek małżeństw mieszanych, czy ludzi na obczyźnie nie powinien w zasadzie być omawiany, bo to jest zupełnie inny przypadek. To jest tak samo, jak nie mieć innego wyjścia, a robić coś z własnej woli 😉 Mówimy tu o świadomym posyłaniu dziecka Polaków do przedszkola z jęz. Angielskim w Polsce. Przepraszam, jeśli ktoś się za moment poczuje urażony, ale dla mnie to nie jest nic innego, jak snobizm. Jestem metodykiem, ale tak to właśnie widzę. Zresztą nie tylko ja, bo takie samo spojrzenie mieli jak do tej pory wszyscy metodycy jęz. angielskiego, z którymi miałam do tej pory kontakt. Zawsze na maluszki uczące się w przedszkolu, czy przychodzące na prywatne lekcje patrzono z uśmiechem na twarzy. Uśmiechem, który rozumieli tylko inni metodycy 😉

        Z mojej strony temat uważam ze wyczerpany, bo mam wrażenie, że w cały czas piszę o tym samym.

        ha.. nie bardzo mam czas na cytowanie calosci, wiec pomine opis badan, a zacytuje jedynie wnioski (zrodlo potem)

        “.. dzieki badaniom wiemy wreszcie, jaki okres ma decydujace znaczenie dla przyswojenia sobie jezyka. najbardziej chlonny na wiedze jezykowa, zwlaszcza reguly i logike gramatyki, jest mozg dziecka do 6 roku zycia. po tym okresie zdolnosc opanowania zasad skladni stale sie zmniejsza. trawa to az do okresu pokwitania, po ukonczeniu ktorego calkowicie zanika.
        Osoba pozbawiona w ogole kontaktu z jezykiem, taka jak gluche dziecko, u ktorego nie wykryto w pore tej wady, nigdy nie opanuje nawet jednego jezyka (…)
        jezeli chodzi o uczenie sie drugiego jezyka, to z badan wynikaja nieco inne wnioski. oczywiscie, nauczenie sie drugiego jezyka po okresie pokwitania nie jest niemozliwe. chociaz wymaga to od doroslych duzo wiekszego wysilku i koncentracji (…)
        niemniej jednak to, ze ktos nauczyl sie jakiegos jezyka po okresie krytycznym, jest wyraznie widoczne. chocby najbardziej sie starali, wiekszosc doroslych ktorzy ucza sie jezyka obcego, ma pewne klopoty z wymowa oraz z gramatyka (…) chociaz znajac juz jeden jezyk, mozg jest lepiej przygotowany do opanowania innych w pozniejszym okresie zycia, to nigdy nie wywiaze sie ze tego zadania tak dobrze jak we wczesnym dziecinstwie. ”

        to cytat z ksiazki Lise Eliot “co tam sie dzieje” Lise jest neurobiologiem, autorka licznych publikacji na temat rozwoju mozgu.
        tam mozna sobie przeczytac rowniez opisy roznych badan dwodzacych tej teorii.
        przypisy dotyczace tego fragmentu to min:
        E.L Newport, “maturational constraints on language learning”, “cognitive Science” 14 (1990), 11-28.

        to to co mam pod reka. niestety sporo z moich ksiazek ciagle jeszcze jest w polsce wiec moge sie w tej chwili powolac na to.
        oraz… na UŁ 😀
        bo tez konczylam.. ale jakos z tego co sobie zapamietalam to wlasnie takie informacje.
        rowniez w poznaniu na akademii nauki spotkalam sie z podobna opinia. no i jeszcze gdanski osrodek naukowy.

        jestem mama dziecka dwujezycznego, w domu polski, dookola angielski. we wrzesniu marta idzie do szkoly francuzkiej. ja nie znam francuzkiego wcale, maz troche jeszcze pamieta.
        (dla mnie jezyk to prawdziwa orka, jemu przychodzi nadzwyczaj latwo, mam nadzieje, ze marta odziedzicyla to po nim)

        zapewniam. to nie snobizm, ja naprawde wierze, ze jezyki to jedna z najlepszych rzeczy jakie moge dziecku dac. (oprocz milosci, uwagi, akceptacji itp)
        to oprocz samej wiedzy, przede wszystkim inne spojrzenie na swiat, dostrzerzenie innego czlowieka (mowiacego innym jezykiem), kultury, otwartosc.

        • skoro podpiete do glownej, to zapewne do glownej 😉

          Znasz odpowiedź na pytanie: Angielski a logopedia

          Dodaj komentarz

          Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
          Logo