Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie …

Czasem tak mam, a czasem mam tak czesto…
Czuje, że sie nie nadaje na matkę. Innym razem, że nie powinnam była wychodzić za mąż, a jeszcze kiedy indziej, że do niczego się już nie nadaję, nic nie potrafię.
Oczywiście są dni kiedy jest wszystko ok.
Natknełam sie na watek o PSM i sie zastanawiam czy to może nie jest przyczyną moich „nastrojów”.

Najczesciej wydaje mi sie, że daje ciała jako mama. Są takie dni, kiedy nie mam ochoty na lepienie ciastoliny i ustawianie korka z resoraków, gotowanie obiadu, a nawet dyskusje z moim synem. Nie jestem mamą trzesącą sie nad swoim dzieckiem, rozpieszczającą je. Wychowuje go raczej „rozumem” i nie jest on moim „cycusiem”. Jesteśmy raczej w relacji kumpelskiej. Nie rozmawiam z nim jak inne mamy ze swoimi dziećmi, z pieszczotą w głosie i godzinami objasniając zjawiska tego swiata. Po prostu gadam z nim jak z małym „dorosłym”. jak wariujemy , to wariujemy. Jestem w 90% konsekwentna, stanowcza. Jak sie bawimy to sie bawimy, ale jesli trzeba go ukarac (nie biciem!), to nie lamię sie jak inne mamy i doprowadzam sprawe do końca, nawet jak gile z ryku F ma do pasa.
Najczesciej wtedy słyszę „dość, daj mu spokój, przecież on płacze” albo „to tylko dziecko” lub coś w stylu „co z Ciebie za matka” , „Ty to sie na matke nie nadajesz”.

Do rzeczy, bo nie dacie rady przeczytać tego wywodu…
Autorem wiekszosci tych tekstów jest moja wlasna matka, która jeszcze potem jak sie oddale, robi wyklad mojemu dziecku jaka to ja jestem okrutna mamusia.
Co zauwazyłam?
Mój syn woli przebywac z dziadkami , z babcią – jesli ma do wyboru, co jest dodatkowym atutem dla mojej mamy w kłotniach ze mną – wychodzi na jej, że dziecku ze mną źle itp…
Oczywiscie wyprowadza mnie tym z równowagi, a gdy mam dzien zwątpienia we wlasne siły to sprawia, że już kompletnie mam doła, bo zaczynam wierzyc w te slowa.
Mój syn chetniej przytula sie do mojej mamy, faktycznie lubi jej towarzystwo, ale medal ma drugą strone jak zwykle. Filip robi z babcią co chce, a ona mu na to pozwala, na wszystko pozwala. Bije ją, zachowuję sie przy niej okropnie. drze się, gdy coś chce, rzuca sie na podłogę, bluźni jak szewc, z premedytacją potrafi np. ściagnąc garnek z zupą i rozdeptac po całej kuchni! Babcia wtedy oczywiscie dostaje szału i jej metody wychowawcze są takie :
„idz sobie, jesteś niegrzeczny, już Cie nie kocham, kupie swobie nowego wnusia!”
i po 5 min jest już wszystko ok.

oczywiscie kiedy ja na coś nie pozwalam Filipowi słysze dokładnie ten sam cytat, co powyżej.

Kiedy ja jestem z moim synem nie zachowuje sie w ten sposób. Jest grzeczny. Zupełnie inne dziecko!

Z moją mamą jakikolwiek dialog prowadzi do nikąd!

Kiedy zaczynam się nad tym wszystkim głebiej zastanawiać, wydaje mi sie, że dobrze wychowuję syna, że to przecież mały facet, nie można się z nim pieścić i rozdrabniac.
Chciałabym by był kiedyś fajnym „facetem z jajami”- odpowiedzialny i konkretny, a nie taki „cycek” co sobie nie może trafić palcem do nosa:(

Wiem, że relacja z dziadkami jest ważna i dlatego moj syna ma czesty kontakt z dziadkami, ale ja wtedy muszę sie usuwać na bok, bo zwyczajnie nie moge patrzec na to, co dziadkowie wyprawiają z moim dzieckiem i jak moj syn się zmienia w „potworka”.
Może to tak ma być…(?)

Dreczy mnie jeszcze inna sprawa.
JA NIE PRACUJE!
Nie jest to dla mnie problem – nienawidzilam pracować!
pracowałam w firmie tescia, gdzie bylam celem nr 1 dla 3/4 firmy do obgadywania, podkładania świń i wszelkich zachowań nie uznawanych za koleżeńskie. Ta praca to był dla mnie koszmar i powiedziałam, ze nigdy do niej nie wróce.

Cieszyłam sie, ze jestem w domu i „siedzę” z dzieckiem.
Jak sie okazuje coraz czesciej – otoczenie bliższe i dalsze ma z tym problem.
Tysiace razy słysze, że POWINNAM pracować, że SIEDZENIE w domu to nie robota, ŻE SIĘ ZWYCZAJNIE OPIERDALAM, a reszta haruje!
Nie uwierzycie, ale autorkami tych słów są kobiety- matki itp.
To, że prowadze dom, wychowuje dziecko nie ma żadnej wartosci.
Kiedy się zaczynam uzewnętrzniac i tłumaczyć, że to co robie jest wg. mnie słuszne i najlepsze dla mojego dziecka, mojej rodziny i dla mnie, to co słyszę? … że mi sie już od tego „nic nie robienia” we łbie pomieszało…
Nie pracuje, daje sobie rade, nikogo o pieniądze na życie nie proszę. Ja i mój mąż jestesmy zadowoleni z naszego trybu życia, tylko wciąż dookoła słyszę, że TO WSZYSTKO powinno być inaczej!.
Może faktycznie mam w życiu trochę lepiej, bo naprawde NIE MUSZĘ pracować. Ja dla swojej wlasnej samorealizacji nie czuje takiej potrzeby i nie ma tez ku temu powodów finansowych. Nie żyjemy jakoś wystawnie, ale od 1go do 1go starcza:)
No i wlasnie to wszystko sprawia, że w takie dni jak dziś jestem BEZNADZIEJNA i nie wiem już po której stronie leży „racja”…

opisałam to wszystko naprawde w telegraficznym skrócie, bo mogłabym tak jeszcze długo wylewac żale… czuję się nieco „obnażona”…


POZDRAWIAM 🙂 bruni

Strona 2 odpowiedzi na pytanie: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie …

koyaga Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie …

Troszke jakbym czytała o swoich relacjach z moją mamą. Troszke, bo moja mama tez rozpieszcza Tyśkę na maxa ale co najgorsze byc może, podważa moje zdanie w jej obecności.
Tyle rozmów co z nią przeprowadziłam to tylko ja wiem. Jak grochem o ścianę.
Ostatnio wymyśliła, że Tyśka ma anemię, bo jest bladziutka, chudziutka (16kg.) i za długo w dzien śpi. Argumentowała to tym, że co pół roku trzeba robic badania krwi a ona sama robiła… 5 lat temu.
Extra.
Bruni.
Ja sobie powtarzam: co mnie nie zabije to mnie wzmocni.
Nic nie poradzę ci na twoje – po trosze – i moje problemy.
Życzę tylko cierpliwości.
Na pewno jestes dobrą matką. Filip kiedyś sam ci to powie.
trzymam kciuki.


Aga,Tysia (3 l.) i SYNek (34tc)

nucha Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

„To jest tak, ze jak masz brazowe oczy, a codziennie słyszysz, ze są zielone, to po jakimś czasie faktycznie zaczynasz sie zastanawiać jaki one mają kolor … ”

Podaję Ci w tym momencie rękę, taka jest prawda niestety:(


[Zobacz stronę]

elik Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie …

KAzdy ma prawo do wybierania sobie wlasnego stylu zycia i innych powinno to obchodzic o tyle o ile komus dzieje sie krzywda. Niestety czesto tak jest, ze ludziom trudno jest zrozumiec styl zycia, ktorego sami nie prowadza. Zawsze lepiej jest uwazac, ze moj styl zycia jest najlepszy , jedynie sluszny – to zdecydowanie poprawia samopoczucie;-)

Co do babci… Pewnie troche pozwolilas na to co sie dzieje, ale
jezeli Filipek jest w domu i przedszkolu grzeczny, to najwyrazniej potraffi odroznic czego sie moze od kogo spodziewac. WIec moze nie walcz z wiatrakami, tylko konsekwentnie pilnuj, zeby na TWoim gruncie panowaly Twoje zasady. A jak zacznie przenosic jakies zachowania z „podworka” babci – to mow mu, ze to u babci moze sobie na takie rzeczy pozwalac. Walcz bronia babci – nieech to ona zbiera zniw swoich pomyslow wychowawczych a nie Ty. Ja co prawad mam kontakt z dziadkami Antka bardzo sporadyczny, ale jak zaczynaja takie akcje odstawiac, to mowie wprost. NIby do dziecka ( bo robilam to jak Antek jeszcze byl maly i niewiele pewnie z tego rozumial) ale tak naprawde do nich. „jak Ci babcia /dziadek pozwala na takie rzeczy to rob sobie to przy babci/dziadku. Mama na to nie pozwala.
Rady radami, a zycie zyciem. WIekszosc z nas chyba ma momenty, kiedy zycie przerasta i mamy wrazenie ze sie do niczego nie nadajemy 😉

Elik i Antek 2,5 latek

niki23 Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie …

Bruni….proszę Cię…..nie znam Cie osobiście, ale mam nosa do ludzi i również osobiście nie znam drugiej takiej matki jak Ty…matki dziko szlejącej z dzieckiem (patrz m.in. fotka-masz bardziej błogą minę od Filipka ), matki pijącej z dzieckiem poranne capuccino, nie garnącej się do pracy ( czyt. „wytchnienia od dziecka” )
Nie chrzan,że sie nie nadajesz…..ja sie bardziej nie nadaje, a jakoś jest
I też mam czesto „jazdy” z dziadkami Ninki……ale pamietaj,ze dziecko głupie nie jest i ono doskonale wie,że relacje z każdym czlonkiem rodziny mamą/babcią/wujkiem wyglądaja inaczej, a i to zawsze na pierwszym miejscu zostaną relacje z rodzicami!
Trzymaj sie:)

Niki & córcia 2,5 roku 🙂

kotagus Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

Ja się tylko odniosę do wątku pracowego.

Może w tekstach „Idź do pracy” zawarta jest troska o Ciebie? Nie zaś zazdrośc….

Chodzi o lata do emerytury i wypracowanie sobie tejże. No powiedźmy, że nie pracujesz, ale zakładasz, że kiedyś będziecie mieć z mężem jego świetną emeryturę. Ale jak wiadomo różnie w zyciu bywa. I może rodzinie chodzi o to, żebyś samodzielnie zabezpieczyła swoją starość?

PS. siedzę z dziecmi już trzeci rok w domu, na koncie emerytalnym odkładają mi minimalną składkę. Nikt mi nigdy nie policzy tych lat (poświęconych dzieciom, czasem cięższych niż niejedna praca) godziwie do emerytury. A jak facet zmieni zdanie co do małżeństwa ze mną? Można się sądzić o alimenty, ale ile ich przyznają?? A jak umrze wcześnie z przepracowania na zawał? Zostanę z tym co mam, a sama mam niewiele…
Chyba że się dysponuje majątkiem, z którego odsetek da się swobodnie żyć na bieżąco, ooo, to wtedy jak najbardziej – mozna nie pracować 😉

Mati 01.04 Marta 04.05

emalka Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie …

niedawno mialam swietna rozmowe z psycholog… bylo o rozpieszczaniu przez dziadkow – i padla tam fajna rzecz, ze byc moze to, ze np. dziecko zachowuje sie tam potwornie (szaleje, za nic ma wyznaczone granice itp) jest nie tylko kwestia samego braku zasad u dziadkow, ale byc moze np. proba zwrocenia uwagi, ze jemu samemu taka sytuacja nie pasuje, co wiecej, podkreslone zostalo, ze najczesciej jest to wynikiem zlych relacji miedzy rodzicami a dziadkami. No i to by sie zgadzalo w 100%. Czytajac tego posta mam troche przed oczami swoich tesciow, ktorzy rozpuszczaja Zuze do cna, jak napisala basiogroszek – robia z siebie posmiewisko byle tylko ja zadowolic. Kiedys widywali ja CODZIENNIE – ja bylam o krok od rozwodu (maz mi sie nawet z domu wyprowadzil na jakis czas). W koncu trzeba bylo podjac decyzje. W krotkich zolnierskich slowach oznajmilam co mi sie nie podoba, dlaczego czuje sie z tym zle itp. Tez mialam wrazenie, ze Zuza chetniej jedzie do dziadkow, z powrotami do domu byl dramat (ja sama nie jestem w stanie dostarczyc jej tylu atrakcji i zabaw co tesciowie – bo oni zawsze sa z nia we dwojke, nigdy „sam na sam”, szczeglonie w samochodzie). Byl placz, zgrzytanie zebow, bylam zla synowa (nigdy wprost nir uslyszlam, ale domyslna jestem 😉 ), skarzenie sie, ze utrudniam widywanie z JEDYNA wnuczka. Teraz mieszkam jakies 30 km od nich, Zuza widzi dziadkow 1-2 razy w tygodniu, jesli pracuje to czasem czesciej. Nie spedzam czasu z nimi wszystkimi razem, zwykle wtedy robie zakupy, korzystam z chwili oddechu. Gdybym nie zdolala zaakceptowac i tych wizyt – zatrudnialabym opiekunke, na 2-3 h dziennie, nawet po to zeby sie w spokoju wykapac czy poprasowac (czy isc na angielski 😉 ). Moim zdaniem JEDYNYM wyjsciem z sytuacji jest calkowite uzniezlaeznienie sie od dziadkow, oczywiscie kosztem wlasnego wolnego czasu, fryzjera, kosmetyczki itp. ALe kochana, cos za cos. Mozna sprobowac poszukac kolezanki, ktora posiedzi z Filipem i ustalic grafik kiedy koniecznie musisz wychodzic, sa „kluby maluchow” gdzie dziecko moze siedziec np. 2 h bez obecnosci rodzicow..
nie pamietam jak u F z przedszkolem – chodzi? Od wrzesnia Zuza idzie do rpzedszkola i juz nie wiem co zrobie z tym wolnym czasem bez niej w domu…
Z perspektywy czasu widze, ze im czesciej jestem z Zuza sama, im wiecej czasu ze soba spedzamy – tym lepiej sie z nia dogaduje, bo widze, ze to ja wychowuje ja na takiego czlowieka, na jakiego chce by wyrosla – nie tesciowie, moi rodzice. Dostaje w tylek niezle, zakupy z dzieckiem, do urzedu i mechanika z dzieckiem, szczeglonie, ze mojego mazlonka wiecej nie ma w domu niz jest. Ale wszystko da sie zrobic, i moze tak jak juz Ci ktos napisal, po jakim czasie „niewidzenia” sie z dziadkami, oni wyczuja, ze byla to „kara” i niechcac dopuszczac do takich sytuacji zaczna respektowac Twoje prosby? Mam wrazenie, ze u nas tak sie stalo 🙂

figa Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

W odpowiedzi na:


Tysiace razy słysze, że POWINNAM pracować, że SIEDZENIE w domu to nie robota, ŻE SIĘ ZWYCZAJNIE OPIERDALAM, a reszta haruje! […]
Kiedy się zaczynam uzewnętrzniac i tłumaczyć, że to co robie jest wg. mnie słuszne i najlepsze dla mojego dziecka, mojej rodziny i dla mnie, to co słyszę? … że mi sie już od tego „nic nie robienia” we łbie pomieszało…


Jeśli ktoś tak mówi, to raczej nie kieruje nim troska o samopoczucie Bruni 😉
Zbyt ogólnie sformułowałam swoją wypowiedź. Nie miałam na myśli wszystkich ludzi i wszystkch wypowiedzi na temat „pójścia do pracy”, a jedynie te przytoczone przez Bruni.

Beata i Ptysia 3l. 5m.

dorotka1 Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

w odpowiedzi na pierwszy post:
czesto tak mam:)
nie jestem matka POLKA i relacje nasze sa nie jak mamusi toksycznej z maminsynkiem i nie dziubdziam z Szymonem

jestem konsekwentna i wkurza mnie to ze dziadkowie rozwalaja to co zbuduje

niestety zachowanie dziadkow – szczegolnie babc, a najbardziej tesciowej doprowadza mnie do szalu i albo wychodze albo robie sie opryskliwa bo nie daje rady ugryzc sie w jezyk jak prosze Szymon zmien buty na kapcie a ta leci do przedpokoju coby mu nieba przychylic i zmienic bo to jeszcze dziecko – a on juz od dawna robi to sam
to taki przyklad lajtowy o innym wyreczaniu mnie w rozpieszczaniu nie wspomne a dzieciak to wykorzysuje na maxa

w sumie nie moge mu miec tego za zle i tlumacze ze babcia nie zwrac mu uwagi na zle zachowanie bo chce byc dla niego mila, ale to nie znaczy ze moze sie tak u niej zachowywac – ale to wolanie na puszczy

zmiana podejscia musialaby wyjsc od tesciowej, bo moja mama juz zrozumiala, a przynajmniej powoli zdaje sie rozumiec ze cugle musza byc:)

a tesciowej zmienic sie NIE DA

jak w jej obecnosci stosuje jakas kare czy cos w stylu: wiecej smietany do truskawek nie odstaniesz to ta leci do kuchni i w ukryciu mu dorzuca do talerza albo prawie ze placze w kacie ze matka wyrodna dziecko katuje

szkoda gadac

Szymon 10.02.03 i Michał 20.06.06

Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

Bruni, ja też wiecznie słyszę że Nina na pewno jest głodna. Moja matka karmłaby ja co 10 minut, nie pozwoli dziecku odpocząć między posiłkami.
Przy nas ( przy mnie czy przy mężu) dziecko jest na pewno non stop głodne – bo nie latamy za nia z jedzeniem.
Mogłabym duzo pisać o tym jak skutecznie moja matka podkopuje we mnie przekonanie że jestem mamą może nie świetną ale całkiem do zniesienia.
Nie napiszę bo nie chce sie po raz kolejny przez to wkurzać. Na dodatek mieszkamy razem więc nie mam prawie w ogóle szans od tego odpocząć.
Mam dość. Doskonale znam to uczucie agresji wobec własnej rodzicielki o którym piszesz.

Monika i
Nina (2,5)

ahimsa Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

Dokladnie! bruni, zachowujesz się czasem jak infantylne dziecko ( tu na forum) a to, co opisalaś tylko to potwierdza!

Tym razem zgadzam się ze szpilki w 100%!


14.10.2004 Mati

ahimsa Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

W odpowiedzi na:


Dla higieny psychicznej wolę się spotkać z moją przyjaciólką lub dobrymi znajomymi, wyjść z meżem gdzies we dwoje:)

W odpowiedzi na:


To robię dla relaksu;)))
I chyba większość pracujących dziewczyn też…ale nie wyobrażam sobie ( mimo wszystko) siedzieć w domu i żyć bez spelniania się zawodowego! Bez pasji! bez poczucia, że jestem dobra w tym, co robię. Bez fajnej adrenalinki…

Zresztą….oboje z mężem jesteśmy ambitni i nie wyobrażam sobie, że on robi karierę, a ja? nie rozwijam się. Chyba szybko zaczęloby między nami zgrzytać;) bo wiem, że on oczekuje PARTNERKI, musimy być mniej więcej na tym samym poziomie. Rówież zawodowym.

Taka jest stara prawda.


14.10.2004 Mati

Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

Myślę, że Ty po prostu nie rozumiesz, że można żyć inaczej, że ludzie moga mieć różne potrzeby, na rózne sposoby dbają o swoją higienę.
Można mieć pasje i się spełniać nie pracując zawodowo.

I wbrew temu co piszesz, to żadna ze starych prawd. Nie zgadzam się z Tobą.
Być może wcale nie jestem mniej ambitna niż Ty czy Twój mąż. Nie uważam też, że „siedząc” w domu się nie rozwijam!
Sądzę też, że własnie dzieki temu, że jestem w domu to moje małżeńtwo i rodzina wygląda tak a nie inaczej, bo nie robie niczego wbrew sobie. Mój mąż nigdy nie uważał i nie uważa, że moje zajecia są mniej ważne niż jego „zawodowe”. Nadal jestesmy partnerami. Spróbuj to sobie wyobrazić – jak nam się fajowo żyje:)

Co do zarzutu z wczesniejszego posta, to jak widac nie tylko ja mam taki problem z dziadkami mojego dziecka. I co? Reszta Dziewczyn też jest infantylna?
Lepiej mnie w ten sposób nie osądzaj, bo wypomne Ci publiczne pranie brudów z kolezanką (przyjaciólką) na forum.
Witaj w takim razie w gronie „dzieciaków”


POZDRAWIAM 🙂 bruni

Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

jesli chodzi o skladki i lata do emerytury to nie mam zmartwienia, bo cały czas mi one lecą;)

jak już kiedyś pisałam pracuje okazyjnie, dorywczo. jak sie trafia zlecenie, to pracuje przez 3dni i 2 noce w tyg non stop (organizacja imprez), ale to na moje szczescie trafia się rzadko:)

Dla mnie jest naprawde wielkim szczesciem to że moge być w domu. Jeszcze pracując na pełnym etacie o tym marzyłam. 🙂
I wbrew temu o co posadza mnie ‚szpilki’ to ja wcale nie siedzę w kuchni:)
Wrecz przeciwnie:)
Dopiero teraz mam czas by się realizować. Poza tym, ze prowadzę dom i zajmuje sie dzieckiem, chodzę na kurs jezyka angielskiego, od wrzesnia zamierzam zaczac nauke jezyka włoskiego. Chodzę na basen, bede chodziła na aerobic:)
Także, ściagam czasem podomke i wałki z głowy, a przydeptane kapcie zamieniam na szpilki:)
Wreszcie mogę robić to na co nigdy nie było mnie stać, bo pochodzę z ubogiej rodziny i moi rodzice nie finansowali mi kursów jezykowych i żadnych hop-siup zachcianek poza 3 posiłkami dziennie i ksiazkami do szkoły:)

A jak któraś z Was wspomniała – wykształcenie mam wyższe, doświadczenia zawodowego mi nie brakuje – pracowałam w handlu, marketingu, byłam głowną kadrową w firmie i w ogrodnictwie mi dobrze szło… jesli najdzie mnie kiedyś ochota na prace, to mam jeszcze jeden atut – pare calkiem zaradnych rąk;)


POZDRAWIAM 🙂 bruni

Edited by bruni on 2006/07/16 22:23.

Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

kanatalupo, czytam Twój pamietnik i myśle, że sie nadajesz:)

W odpowiedzi na:


A do tego drugiego mi sie zachcialo.


O matko, znam ten lęk:) …”jak Wy dacie radę?”… Dopiero sie zacznie biadolenie, jaka to nieodpowiedzialnosc:) Już o tym myśle… choc jak na razie bociany latają inna trasą:)

Kantalupa, mam przypuszczenia co do płci, chcesz wiedziec?
ps. jak się czujesz w tej wywrózonej ciązy??


POZDRAWIAM 🙂 bruni

Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie …

Odpowiadając na Twoje pytanie:
Filip do przedszkola nie chodzi, nie dałam rady, bo był non stop chory. Ilośc antybiotyków i nocy nieprzespanych (bo dziecko sie dusiło) mnie przerosła. W marcu powiedziałam „dość!” i tym samym od marca mam zdrowe dziecko (tfu tfu, odpukać) …

a co do resty tresci posta , to psychologiczny punkt widzenia faktycznie zgadza sie w 100% – może to jest ten „trop”, ale nawet jak powiem o tym mamie, to powie , ze ci psychologowie co to wymyslili to „głupki” etc:)

I z tym co napisałas tłustym drukiem sie zgadzam, bo sama to zaobserwowałam:)

Mietek? Tak ma na imie mój Tata:) Podoba mi sie, choć przyznam, że jest niedzisiejsze, ale i w wersji żenskiej funkcjonuje:) Mietka:)


POZDRAWIAM 🙂 bruni

ahimsa Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

W wypominaniu jesteś niezla..;) Zwlaszcza, że często nie doczytasz a potem ot, bzdury Ci wychodzą…
A czasem warto pomyśleć, zanim się coś napisze, nie?:)
( tak, jak w rzeczonym poście-zresztą wypowiedzialam się tam ze 3 razy w tym RAz na glówny temat).

Co do pracy. Nie każdy lubi, to fakt. I ok. Natomiast para: on prezes firmy, ona – kucharka…może i wychodzi taki duet, ale ja w to nie wierzę. Przynajmniej wśród moich znajomych nie ma takich par. Ja bym też nie chiala, by mój malżonek byl na moim utrzymaniu! 😉 I na odwrót. Emancypacja? Może…osobiście bym oszalala będąc 24h w domu! ( nie ważne, czy wliczam w to wyjście do kosmetyczki/sklepu/koleżanki etc.
Ale to tylko moje zdanie.


14.10.2004 Mati

Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

Po pierwsze – nie wyszły mi żadne bzdury.
Po drugie – faktycznie jestem niezła:)
Po trzecie – myśle:)
Po czwarte – jeszcze mi sie nie zdarzyło nie doczytać.
Po piate – nigdzie nie pisałam, że jestem z wykształcenia kucharką, wiec skad to przyrównanie?
Po szóste – skąd pewnosc, ze moj mąz jest prezesem?

ad, piate i szóste – czyżbyś operowała jakimiś schematami, w które na siłe próbujesz nas wpisac?

Po siódme – jakich masz znajomych zdązylismy sie już na forum czesciowo (co podkreslam) przekonać.

Po ósme -Twoje slowa: Ja bym też nie chciala, by mój malżonek byl na moim utrzymaniu!
nie napisałam, ze urzrymuje małzonka i nie rozumiem co znaczyć ma to „ja też”… Poza tym nie jestem na niczyim utrzymaniu, bo wylacznie moge sie domyslec, że i na odwrót wlasnie o to ci chodziło.
Gdyby nie to, że „siedzę” w domu, to opiekunka, kucharka i sprzataczka wyniosłyby nas znacznie wiecej niz to, co przepuszczam w m-cu na buty, ciuchy, kosmetyczke i fryzjera:)
Poza tym, przecież to że Ty nie chciałabyś utrzymywać Twojego męza, ani On Ciebie nie musi oznaczac, ze kazde małzenstwo musi „nie chcieć” tak samo, co próbuje Ci przekazac. Rózni ludzie, w róznych związkach, postepując różnie, inaczej niż Ty, mogą być szczesliwi, spelnieni etc.

Cieszę się, ze masz swoje zdanie i że jestes happy, ale to nie znaczy, że masz prawo do obrażania mnie tylko dlatego, ze ja mam inne zdanie i inne poglady i tez jestem happy.
Najpierw piszesz, ze rozumiesz i „ok” a potem wynika, ze jednak wcale nie rozumiesz…
I komu tu bzdury wychodzą?


POZDRAWIAM 🙂 bruni

myszka74 Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie …

Bruni !nie nadazam za czytaniem watku padajac wieczorem po calym dniu gdy zasiade na forum popatrzec co nowego…masz Ty „talent”do dlugich watkow!!!
wiesz co ja to odwrotnoscia Twojej sytuacji jestem…pracuje,babcia daaaleko bo w Arizonie mieszka a my w Chicago,tesciowa Bogu dzieki w Polsce,a ostatnio wnuk ku babc rozczarowaniu z nimi przez telefon nie chce gadac(zreszta jest na nie do telefonu z kazdym),wiec nie wiem co to rozpuszczenie przez dziadkow,choc z autopsi pamietam ze moja najukochansza babcia rozpuszczala mnie do granic mozliwosci (ja to pamietam nawet)a wyroslam na ludzi…chyba.nie mam czasu tak jak Ty na kursy jezykowe,baseny,aerobiki…ale dobra ,po awfie jestem to mi wystarczy to co bylo(zartuje),bo pracy spedzam czas z Michalkiem bo nie mam go jak do dziadkow odstawic .i na mame sie nadaje,mysle ze sobie radze,gorzej z byciem malzonka….tu maz by sie musial wypowiedziec a wlasnie krzyczy „idziesz juz spac!!!!”
nie zabraniaj powiem ci jedno kontaktu z dziadkami,uwierz mi kobieto,jestem jedynaczka rozpuszczana przez Babcie i wiesz co????patrzac na swoje dziecinstwo nie wyobrazam sobie by moglo byc inaczej,by moglo by nie byc babci,by mogo nie byc tego co z nia przezylam,DZiadkowie sa od ROZPIESZCZANIA!!!i nie mowcie mi ze jest inaczej.ja przysiegam ubolewam bardzo ze Michal moj nie bedzie mial takich wspomnien z dziadkami jak ja!!!!az mi sie lza w oku kreci jak sobie przypominam…
a ze nie pracujesz???jak Tobie z tym dobrze to co sie przejmujesz innymi,zwariowalas,tez by tak moze chcialy…
ide juz do lozeczka spaciu…
Bruni ja stanelam do dzialania o rodzenstwo dla Michala,to kiedy na oczekujacych sie spotykamy????
to by byl watek .z Twoimi zdolnosciami do obszernosci watkow bysmy z pierwszego miejsca nie spuszczaly…
pozdrawiam
kasia i michalek 9 styczen 2004

redford Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

W odpowiedzi na:


infantylne dziecko


Dziecko z definicji jest infantylne, tak jak masło maślane

Kasia&Maciek 25.04.2003

redford Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

Szukam i szukam i znaleźć nie mogę, gdzie szpilki napisała coś o byciu przez Bruni „infantylnym dzieckiem” i gdzie ty mogłabyś się z nią w takim poglądzie w 100% zgadzać?

Kasia&Maciek 25.04.2003

redford Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

A kto powiedział, że relaks nie jest formą higieny psychicznej w dzisiejszych zabieganych czasach, gdy wszyscy muszą pracować, bo inaczej są obibokami, opierdalają się, pozwalają się utrzymywać małżonkom?

W odpowiedzi na:


nie wyobrażam sobie ( mimo wszystko) siedzieć w domu i żyć bez spelniania się zawodowego! Bez pasji! bez poczucia, że jestem dobra w tym, co robię. Bez fajnej adrenalinki…


A ja sobie wyobrażam, że można mieć pasję nie łączącą się z pracą zawodową. Że można się spełniać poza biurem. Że można mieć poczucie bycia dobrym w tym, co się robi i nie będzie to siedzenie 8 godzin na stołku.

Nie rozumiem takiego zaszufladkowywania kobiet niepracujących jako tępych, bezmózgich, nieambitnych jamochłonów ssących kasę ze współmałżonka. Czy nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, że można się rozwijać nie uczestnicząc w wyścigu szczurów za coraz większą dawką „fajnej adrenalinki”, a przy tym jeszcze być na codzień troskliwą mamą dla swojego dziecka? Na tym samym poziomie powinno się być, ale wykształcenia, które otwiera nas na to, co nas otacza, ale zawodowym? Wydawało mi się, że przestał ten pogląd pokutować wraz z przeminięciem poprzedniego stulecia.

Teraz nawet kucharka z prezesem może tworzyć szczęśliwy związek, bo kto powiedział, że ona poza byciem szefową kuchni w luksusowej restauracji nie ma innych zajęć i nie jest bardziej wykształcona, otwarta na świat niż jej mąż-prezes?

Nie szufladkuj ludzi: kucharka-niewarta mojej uwagi ograniczona baba : prezes-człowiek o wysokiej kulturze osobistej, wykszałcony i obyty w wielkim świecie. Możesz stracić szansę na poznanie kogoś naprawdę wartościowego, a z drugiej strony przejechać się na ludziach maluczkich udających wielkich.

Kasia&Maciek 25.04.2003

annika Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

Przepraszam – ale się wtrącę…

Trochę na tym świecie żyję, trochę już widziałam – a Ty chyba jednak mniej. Widziałam rózne pary, rózne sytuacje zawodowe – zapewniam Cię, że szacunek i miłość w związku nie jest związany z zajmowanym stanowiskiem! Ani z tym, czy ktoś pracuje lub nie. Jeżeli para zgadza się na pewien układ, do tego świetnie się w nim czuje – to w czym problem??? Nich se będą prezesem i kucharką…
Ja tam Bruni świetnie rozumiem. Choć lubiłam swoją ostatnią pracę – to przenosiłam do domu masę stresów – niestety na szefa nie mogłam się wydrzec – wydzierałam się na dziecko i męża. Taka słaba psychicznie jestem 🙂 Autentycznie gratuluję tym matkom, które umieją to oddzielić. Teraz jestem z dziećmi (pracuję czasami dorywczo w domu) i odetchnęłam z ulgą.
Takie kobiety (mniej ambitne zapewne niż Ty) też istnieją i tez bywają szczęśliwe 🙂

Ania, Bartek(08.06.95) i Michał(16.04.04)

kamelia Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

Zgadzam się ze Szpilki. Pozwalasz… Mam wrażenie, że w Twoich relacjach z mamą, Ty ciągle jesteś małą smarkulą co nie ma nic do gadania. Sama siebie nie traktujesz chyba w tych relacjach jak partnera swojej mamy, tylko jak kogoś podległego. Żeby mieć komfort decydowania, nie możesz korzystać z pomocy rodziców, zwłaszcza, że forma tej pomocy (zachowanie wobec Ciebie i Filipa) Ci nie odpowiada. Podrzucanie dzieciaka rodzicom, kiedy jednocześnie nie odpowiada Ci ich zachowanie to jakieś nieporozumienie, a i niekonsekwencja. Gdyby Wasze kontakty ograniczyły się (na okres np. uzdrowienia sytuacji) do kontaktów rodzinnych – spotkania okazjonalne, które w każdej chwili można zakończyć, to myślę, że byłby to pierwszy krok do poprawy relacji.
Pozdrawiam i życzę dużo spokoju

Michałek 14.08.2003

annika Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

Brawo! Całkowicie się podpisuję!

Ania, Bartek(08.06.95) i Michał(16.04.04)

chilli Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

W odpowiedzi na:


I wbrew temu o co posadza mnie ‚szpilki’ to ja wcale nie siedzę w kuchni:)


bruni, gdzie ja Cie wsadziłam do kuchni?

www (10.03.2004)

chilli Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

W odpowiedzi na:


A ja sobie wyobrażam, że można mieć pasję nie łączącą się z pracą zawodową. Że można się spełniać poza biurem. Że można mieć poczucie bycia dobrym w tym, co się robi i nie będzie to siedzenie 8 godzin na stołku.(…)Czy nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, że można się rozwijać nie uczestnicząc w wyścigu szczurów za coraz większą dawką „fajnej adrenalinki”, a przy tym jeszcze być na codzień troskliwą mamą dla swojego dziecka?


Zgadzam sie.
Ale zakładm (być moze błednie), że „realizowanie się” wybiega poza wypucowane mieszkanie, obiad na czas, nienaganna fryzure, zadbane dłonie i zakupy. Że jest druga strona medalu: tkanie kilimów czy sklejanie modeli – cos co daje odskocznie, jest wentylem bezpieczeństwa, swoistym zaminnikiem pracy rozumianej jako zawodowej.

www (10.03.2004)

helenb Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie …

Oj…ja właśnie ostatnio często czuje się tak właśnie

Chciałabym się nie raz pożalić, tu na forum,co mi siedzi na duszy.Wiem,że ulga by była no i motywacja.Ale jak zacznę od początku to chyba nie skończę przez kilka dni,tyle tego i takie zagmatwane.No i nieprzyjemne.
Ech…szkoda się rozpisywać…

Stasiu 14.01.05 i Kasia 27.12.05

redford Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

W odpowiedzi na:


W odpowiedzi na:


A ja sobie wyobrażam, że można mieć pasję nie łączącą się z pracą zawodową. Że można się spełniać poza biurem. Że można mieć poczucie bycia dobrym w tym, co się robi i nie będzie to siedzenie 8 godzin na stołku.(…)Czy nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, że można się rozwijać nie uczestnicząc w wyścigu szczurów za coraz większą dawką „fajnej adrenalinki”, a przy tym jeszcze być na codzień troskliwą mamą dla swojego dziecka?


Zgadzam sie.
Ale zakładm (być moze błednie), że „realizowanie się” wybiega poza wypucowane mieszkanie, obiad na czas, nienaganna fryzure, zadbane dłonie i zakupy. Że jest druga strona medalu: tkanie kilimów czy sklejanie modeli – cos co daje odskocznie, jest wentylem bezpieczeństwa, swoistym zaminnikiem pracy rozumianej jako zawodowej.


Nie inaczej Wtrąciłam się tylko dlatego, że rozumowanie ahimsy jest bardzo ograniczone (nie mówię przez to, że jej rozumek jest ograniczony ) i sprowadza się do schematu, że kobieta siedząca w domu musi być niedorozwojem i tylko biurwy są spełnione, szczęśliwe, bo robią Karierę. Można żyć inaczej, jeśli dwoje ludzi wybierze sposób dla obojga najlepszy. A inni powinni to uszanować i spróbować choć trochę to zrozumieć

Kasia&Maciek 25.04.2003

chilli Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

Ja zakładam, ze przy kolejnym dziecku nie wróce do pracy etatowej i bedę sobie w domu chałturzyc. Czas oswajać sie z myślą o byciu niedorozwojem
Aczkolwiek do tej pory miałam wrażenie, ze wykonuje tzw. wolny zawód – ale dobra – niech będzie niedorozwój :DD

www (10.03.2004)

nucha Dodane ponad rok temu,

Dlaczego matki?

Właśnie, zauważyłam, że przyczynami takich a nie innych myśli są najczęściej nasze matki…dlaczego??Czy rzeczywiście, tak jak napisała szpilki (może nie dosłownie), nie potrafimy się odciąć i powiedzieć DOŚĆ, bo tak jesteśmy w pewien sposób od nich uzależnione…Zastanawiam sie nad więzią emocjonalną, im większa, tym gorzej. Widzę to po sobie, po mojej relacji matka córka. Zawsze miałyśmy bardzo dobre układy (a może tak mi się tylko wydawało), zawsze byłam z nią bardzo związana i niestety nie widzę zbyt dobrych stron tego „medalu”…Jestem w pewnym sensie nieszczęśliwa, bo wlaśnie nie umiem powiedzieć tego dość i radzić sobie całkowicie sama, bo to wiązałoby się z wysłaniem Olusie do żłobka, a tego się strasznie boję 🙁
Oboje z mężem w tej chwili nie pracujemy, ale chcemy stanąc na nogi i otworzyć własną działalność…No i tu slyszę non stop, ja tego nie widzę, ja nie widzę Waszego wychodzenia do pracy (czyt. wynajętego lokalu), o 7, czy 8, będziecie sobie chodzić jak Wam się będzie podobało, wieczny brak wiary w to co chcemy robić (w sumie to nie wiem czy chcę, żeby ktoś w to uwierzył, ważne, że my wierzymy), jesteście niezorganizowani, powolni, itd (dodam, że mieszkamy osobno, ale taką etykietkę przylepiono nam 10 lat temu, nie uważam, że zgodną z prawdą – a powstała dlatego, że mój mąż jest bardzo dokładny w tym co robi, więc robi coś dwa razy dłużej, taka prawda – to wystarczyło by te etykietkę przylepić i zostawić na lata).
Nie ma chyba wizyty mojej mamy, która by przebiegła spokojnie 🙁

I właśnie często czuję się jak Bruni, beznadziejnie i nie nadająca się do niczego,
tak jak napisała Bruni, jeśli ciągle słyszysz (nie dosłownie oczywiście), że się do czegoś nie nadajesz, to niestety w pewnym momencie w to uwierzysz, a ja juz jestem na dobrej drodze do tej wiary 🙁

Pozdrawiam


[Zobacz stronę]

Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

miałam dokladnie to samo wczoraj napisac, ale było już późno i zostawiłam masło maslane w spokoju:)


POZDRAWIAM 🙂 bruni

Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

W odpowiedzi na:


Praca – ja niestety jestem zwolennikiem, że pracować trzeba dla własnej higieny psychicznej. Troche sie człowiekowi zmienia widzenia swiata, jak wychodzi z przysłowiowej kuchni.


Odniosłam się do tego…


POZDRAWIAM 🙂 bruni

chilli Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

tak przypuszczałam
niestety

www (10.03.2004)

nena75 Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

Ot co! ja właśnie jestem na takim etapie, że w pracy mam tyle stresu, że jeśli nie zrobię przerwy to po prostu kiedyś wybuchnę i stracę panowanie nad sobą.
Dla zdrowia psychicznego to raczej trzeba się raz na jakiś czas porządnie wyluzować a nie dodawać sobie „adrenalinki”.

Wioletta i Tomek 2l. i 7 m-cy

redford Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

Określenie „wolny zawód” jest już passe, „niedorozwój” lepiej brzmi i jaśniej określa stan umysłu ludzi mających inny pomysł na życie niż ogólnie przyjęty

Kasia&Maciek 25.04.2003

chilli Dodane ponad rok temu,

Re: Dlaczego matki?

Coś jest w tym co napisałaś – bo ja odżyłam jak sie całkowicie odcięłam od mojej matki półtora roku temu.
Teraz ona dostaje ode mnie komunikaty prasowe dotyczące mojego życia. NIe było łatwo ale sie opłaciło.
A wtrącała sie we wszystko mimo dzielących nas 250km.

www (10.03.2004)

paula26 Dodane ponad rok temu,

Re: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie

no proszę jak to człowiek za każdym razem czegoś nowego może się dowiedzieć na forum
po urodzeniu 2 dziecka też planuje zostać takim ‚niedorozwojem”. tak sobie wymyśliłam, że sama będę swoim szefem i będę pracować więcej w domu niż poza nim. myślałam, że to dosyć postępowe a jednak skucha

Paula, Borys i Maluszek

nucha Dodane ponad rok temu,

Re: Dlaczego matki?

Nie wiem czemu tak się dzieje, czemu nasze matki MUSZĄ życ naszym życiem ?:( Jestem właśnie po problemie, oczywiście opuszczenie mojego mieszkania z chlipiącym głosem, czyli w płaczu, doskonałe wzbudzenie we mnie poczucia winy, że znowu to wszystko przeze mnie, bo przecież moja mama „NIC TAKIEGO NIE ROBI, CO ONA TAKIEGO ROBI?”. A zaczęło się od zbędnych komentarzy nt. smoczka, wrócił Oluś z dworu i zaczął szukać, staramy się dawać tylko do spania…no i zaczęło się, że powinniśmy mu dać, że rano to z nim chodzi (po obudzeniu rzeczywiście jeszcze trochę chodzi, ale wg mamy 2-3 godziny…), że głupio postępujemy, itd, bo ona by zrobiła to i to…i niestety nie pomaga zwrócenie uwagi raz, nie, dochodzi w konsekwencji do kłótni, bo moja mama nie jest osobą, która przyjmie coś raz i ze spokojem tak zrobi. Nie, tu trzeba wygłosić wielki referat na nasz temat i naszego postepowania.

W ogóle nie dajecie mu jajka, bo widzę ile jajek ubywa (widocznie liczy), nie przyjmuje do wiadomości, że jajka tez się uzupełnia w lodówce…ona oczywiście wie, co my robimy w czasie gdy nam nie pomaga (czyli z 24 godzin doby jest z nami około 3-4, kolejne 20 ogląda widocznie na monitorze z ukrytej u nas kamery, hmm)
Co dzisiaj będzie jadł Oluś?
Inne dzieci to siadają na nocnik, a On będzie latał w lecie z pieluchą (to jakieś 3 meisiac temu)
Jak mówię, że co ona może wiedzieć, co się u nas dzieje, to oczywiście „JA WIDZĘ”, ja tylko przedstawiam fakty…

Momentami nie mam naprawdę siły, wcześniej tez często ingerowała w moje życie, ale odkąd jest Oluś, to zaczyna się to robić nie do zniesienia.
Chyba dodatkowo wie, że jesteśmy od niej zależni i chyba też to wszystko ułatwia, to wzbudzanie poczucia winy, itp. Tu ma nad nami niestety przewagę (a przynajmniej nade mną).

Po takiej sytuacji dostaję wielką przemowę na gg lub maila, oczywiście w konsekwencji i tak brzmiącą tak, że to ja jestem ta, która powoduje problemy…


[Zobacz stronę]

chilli Dodane ponad rok temu,

Re: Dlaczego matki?

szczerze Ci współczuje, że jesteś od niej zależna.

A pytanie zadane: „mamo, czy Twoja mama pomagała CI w wychowywaniu dzieci?” Próbowąłas? Bo czesto jest tak, ze nasze babcie zachowywały sie tak jak nasze matki obecnie i je tez to doprowadzało do szału.

Pozostaje mi zyczyć, zebyście jak najszybciej zaczęli na siebie zarabiać.

ps. uczulenie na jajko nie wchodzi w gre?
pps. jajka sa niezdrowe 😀

www (10.03.2004)

nucha Dodane ponad rok temu,

Re: Dlaczego matki?

Moja babcia nie pomagała mamie, sama zawsze musiała sobie dawać radę, nie mogła raczej liczyć na nikogo, na ojca tez nie za bardzo. Takie pytanie u mnie nie ma sensu, bo jak kiedyś zadawałam podobne, to dostawałam odpowiedź, że ona by sie cieszyła jakby jej matka pomagała i ona marzyła o pomocy, a musiała sobie sama radzić…

Ciężko znaleźć złoty środek, o ile w ogóle mozna go znaleźć 🙁
Nie rozumiem po co są zbędne komentarze do praktycznie większości rzeczy, które robimy, czemu nie można udać, że się czegoś nie słyszy, tylko wygłaszać swoją przemowę, czemu nie można przyjąć do wiadomości, że my robimy coś tak lub tak, a nie tak jak sie komus podoba, bo to nasze dziecko.

Wczoraj na przykład usłyszałam od swojej babci, że jest jej przykro, że nie dajemy Olusiowi czekolady (trąbię za kazdym razem, że nie dajemy i koniec, to i tak kupuje, a nóż widelec tym razem się złamię)

A co do jajek 🙂 tu chodziło bardziej o żółtko, bo na biało Oluś ma alergię 🙂 na żółtko nie, a przecież żółtko trzeba dawać co 2 dzień (!!!) jak niemowlakowi…

Były momenty, że myślałam, że coś pomoże, napisałam długi list, oczywiście przyznała mi rację, było dobrze na tydzień.
Szkoda gadać, chyba zacznę pisać książkę o niezdrowych stosunkach pomiędzy matkami i córkami… 🙂


[Zobacz stronę]

Znasz odpowiedź na pytanie: Czy czasem też czujecie, ze sie nie nadajecie …?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Oczekując na dziecko
Chciałam sięprzywitać
Od dłuższego czasu przebywałam na Niepłodności i Dla starających się . Ale od teraz mogę tu być z Wami. Mam nadzieję że bedzie nam rażniej. Na razie moja ciąża to
Czytaj dalej
Oczekując na dziecko
Dziwny cukier
Witam. Może ktoś miał podobną sytuację jak ja i wie co jest grane? W pierwszej ciąży miałam cukrzyce ciążową leczoną dietą. Podobno zwykle występuje ona i w drugiej ciąży. Od samego początku ciąży
Czytaj dalej