czynnik nieludzki – czyli o szpitalach pediatrycznych.

znalazłam ciekawy artykuł o traktowaniu dziecka i rodzica przez personel medyczny.

[Zobacz stronę]

Jakże ja sie cieszę, że nie miałam okazji tego poznac i mam nadzieję, że nie będzie mi to dane.

19 odpowiedzi na pytanie: czynnik nieludzki – czyli o szpitalach pediatrycznych.

  1. Ech, Magdzik! Ja ostatnią wojnę z personelem szpitalnym przeszłam po narodzinach Majki. Katastrofa. Oby nigdy więcej!

    • przeszłam swoje po narodzinach Zuzi – 5 dni koszmaru szpitalnego
      brrrr

      i zabieg w priv klinice – inny swiat

      • W szpitalu byłam z B dwa razy, na neonantologi (miał 2,5 tygodnia) było jak na Marszałkowskiej pielęgniarki zachowywały się jak słonie w składzie porcelany, więc jak już obolałe chore maleństwo zasnęło po dwóch godzinach usypiania na rękach to taka wpadła jak burza i dzieć znowu na baczność, jedna zrobiła mi awanturę dlaczego dziecko nie leży w łóżeczku tylko jest u mnie na rękach :Szok: posłałam ją do diabła
        Ale lekarze byli cudowni

        Na alergologii (miał 1,5 roku) szkoda gadać B zaraził się wirusem rota w szpitalu (mimo że cała alergologia srała i rzygała wmawiano nam że na pewno przyszedł już chory) ok. 12 w nocy zwymiotował w łóżku przebrałam go umyłam wzięłam na ręce i poszłam do dyżurki pielęgniarek poprosiłam o zmianę pościeli paniusia oglądała jakieś zdjęcia w necie przyszła po 15 min z pościelą (ja stałam z B na rękach i czekałam) zdjęła, co brudne i powiedziała, że idzie wynieść do brudownika już się nie pojawiła żeby założyć czystą pościel bo od czego jest matka, która ma wyznaczone miejsce na podłodze i płaci jeszcze za to,że może zostać z dzieckiem? Z ordynator pokłóciłam się na całego potraktowała mnie jak fleję która nie dba o dziecko wmawiała mi że B ma grzybice stóp i żebym „wyrzuciła te chińskie buty” tu pokazała na nowe buty adamki (zdrowa stopa całe skórzane zakupione w bartku za 70 zeta) Wściekłam się i dopytałam na jakiej podstawie stwierdziła grzybicę i jakiego grzyba wyhodowała? Okazało się, że stwierdziła na oko i zapisała maść na grzybicę – Borys gdy coś zje co go uczula ma zmiany na nogach między palcami i w pępku (czerwona sucha pękająca skóra) do tego miał płonicę więc mu zaczęła schodzić skóra na nogach a ona już diagnozę postawiła
        Jeśli chodzi o kroplówki to też trzeba było łazić po kilka razy aż paniusia wreszcie przyszła, żeby odłączyć już nie mówię o podawaniu leków paniusia przyniosła lek osłonowy w kapsułce bez kieliszka bo półtoraroczny malec połknie taką kapsułkę wrrr
        Izba przyjęć to już osobna historia koszmar w biały dzień wrrr mam nadzieje, że nigdy więcej

        • ja tu gdzies pare lat temu opisałam naszą szpitalną historię, która trwała ponad 3 tyg…
          do dziś jak mijam ten szpital, to z jednej strony jestem wdzieczna za to,że moje dziecko żyje (odział OIOM – cudowni ludzie, jakbym oglądała jakiś serial) i trzesę sie z nerwów jak sobie przypomne niunie z oddziału pietro wyżej, gdzie spedzilismy 2 tyg.
          chamstwo, znieczulica, wrecz niechęć niesienia pomocy, groźby pod adresem dziecka przy nas, zaniedbania:( a w wyniku tego krzywda dzieci…
          naprawde te dzieci, przy których sa rodzice, to jeszcze mają masę szczęscia, bo ktoś czuwa nad nimi – dosłownie, ale jesli matek przy łózkach nie ma i nie patrzą na rece pielegniarkom… to nie znaczy, że nikt nie patrzy…
          szyby miedzy pokojami dla dzieci w naszym szpitalu były niezasłoniete i widać było jak na dłoni co sie dzieje.
          dzieci spadające z przewijaków, dławiące się trescią żołądka… gdyby nie nasza interwencja, to kawa i papierosy w nocy przysłaniały cierpienie tych dzieci:(
          przez 2 tyg na oddziale chyba nie było nocy, żebym nie robiła awantury. rano kiedy wracala oddziałowa siostry z dyżuru wszystkiego sie wypierały, oddziałowa kwitowała to do nas szyderczym uśmieszkiem i z triumfem wychodziła:(

          • szwagierka opowiadala ze na wewnetrzynym w wroclawiu, zdarza sie nagminnie, ze pacjenci z problemami z przelykaniem,nie jedza po 2, 3 dni,bo sie salowym czy pielegniarkom nie chce czekac az przelknie, zostawiaja talerz i wychodza,a ludzie czesto nie maja nawet sil podniesc lyzki;-/

            • z Olafem byłam w 3 różnych szpitalach. W pierwszym było tragicznie pod każdym względem, poczawszy od lekarki która nas przyjmowała przez zainteresowanie kogokolwiek w trakcie pobytu aż do podejścia pielęgniarek. Dodatkowo zastanawiam się czasem jak niektórzy lekarze pokończyli studia, jak?!
              W trakcie pobytu ciągle sie zastanawiałam czy mam robić awantury czy płakać z bezsilności- w rezultacie nie robiłam nic 🙁
              Moja mama kiedyś też w tym szpitalu leżała, chciała coś przeciwgorączkowego to lekarz jej powiedział, ze gorączka to nie choroba, i że nie jest w Leśnej Górze.

              W następnym szpitalu późnym wieczorem pierwszego dnia przyszła do mnie anestazjolog. Uśmiechnięta przeprosiła, że tak późno do mnie przychodzi, ale biegnie do mnie prosto z bloku operacyjnego. Była przemiła, powiedziała że odpowie na wszystkie moje pytania. Babka mnie normalnie wzruszyła. Ja kłębek nerwów przed operacją dziecka, a ona przyszła i ludzkim zachowaniem mnie na prawdę uspokoiła. Wszyscy tam tacy byli i lekarze i pielęgniarki 🙂 Można być ludzkim jeśli się tylko chce, uśmiech, miły głos nic nie kosztuje. Warunki dla rodziców były straszne, ale to inna sprawa.

              • ja byłam raz z wiktoria w szpitalu – zaaznym na siennej w wawie.
                mialysmy izolatke (pol pietra izolatek, pol dwuosobowych pokoi) z lozeczkiem i lozkiem, toaleta i umywalka. tylko prysznic na korytarzu. wolny wsteo do kuchni, lodowka dla rodzicow.
                i mily personel.

                chyba mialam farta.

                • Jak leżałam z Jeremime 2 tyg. w zakaźnym to też miałam swoją salę-personel różny. Były takie siostry, że do rany przyłóż! I takie, że tylko w d…kopnąć.

                  Raz się zdarzyło, że ściągnęłam z wyra lekarkę w nocy po awanturze w dyżurce. Lekarki- spoooro do życzenia wg mnie. ZERO informacji a jak nalegałam to podawały wszystko po łacinie. Bo tylko one łac. pewnie znają, idiotki….

                  Ale ogólnie nie narzekam. Większość była taka przejmująca się raczej. Jeden był wspaniaaały pielęgniarz. J. się go bał akurat ale widziałam jakie ma podejście do dzieci:)

                  I większość pielegniarek jak zakładała w nocy kroplówkę np. to nie zapalała światła, wszystko delikatnie by nie obudzić dzieci. Byłam za to baaaardzo wdzięczna! Chyba zjeb…jedną jak weszła jak krowa. Wtedy bym zagryzła…
                  Jedna to pocieszała mnie jak beczałam:)

                  I była cudna dietetyk-sama zaglądała, podrzucała a to świeżutki kisielek z jabłka a to jagódki…kochana.

                  • To ja chyba tez jestem w grupie szczęściarzy.
                    Zaliczyłam z Asią OIOM w CHorzowie – pielęgniarki fantastyczne, miały podejście do dziecka i rodzica, lekarze zresztą tak samo. Wszyscy przemili.
                    Później miałam okazję być w naszym sosnowieckim Centrum Pediatrii. Pierwsz pobyt 4 latat temu nie zapisał się zbyt dobrze w mojej pamięci ale mam tu na myśli tylko pierwsze godziny.
                    We wrześniu ub.r. byłam tam z Piotrkiem i naprawdę nie mam na co narzekać. Może ze 2 pielęgniarki miały focha na cały świat i cały czas. Reszta – jak najbardziej OK. Zawsze coś zagadały, pocieszyły, w nocy przy podawaniu leków starały się być ciche i delikatne żeby nie budzić nikogo. Nasza lekarka prowadząca – fantastyczna kobieta, zawsze można było o wszystko zapytać a ona cierpliwie odpowiadała. Stety-niestety była nowa i niektórzy lekarze starsi stażem próbowali kwestionować jej decyzje a widac było że ona stawia dobro dziecka ponad wszystko.
                    Warunki dla rodziców – nie ma co narzekać. Każdy miał prawo zostać z dzieckiem, do spania były łóżka polowe.W każdej sali łazienka z WC, dla rodziców oddziałowa kuchnia i lodówka, podgrzewacze, czajnik, kuchenka turystyczna. Cena za noc 20 zł ale osoby będące w trudnej sytuacji finansowej mogły liczyć na umorzenie kosztów – częściowe do kwoty 40 zł lub całkowite.
                    Porównując z tym co przeczytałam w artykule…. mam wrażenie że byłam wręcz w Leśnej Górze…

                    jeszcze dodam że Izba Przyjęc też godna pochwały. Zawsze jak dziecko tam trafia ma robione podstawowe badania mocz+krew ew. dodatkowe w zależności od potrzeb. Na IP jest kącik dla dzieci, są maskotki, kosz z zabawkami, stolik i krzesełka z kartkami i kredkami.

                    Ostatni szpital z jakim miałąm do czynienia to Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu gdzie Asia miała zabieg serduszkowy. Trochę pokłóciłam się z personelem bo jako jedyna nie mogłąm się doprosić o nocleg z dzieckiem (!). PO małej awanturze miejsce się znalazło. Ale to jedyny minus. Podejście pielęgniarek – wspaniałe. Asi lekarz prowadzący został po dyżurze i zaglądał do niej po zabiegu (który miała rano) co godzinę aż do wieczora.

                    • Długo pokutowało w środowisku medycznym przekonanie, że noworodki i niemowlęta nie są zdolne do odczuwania bólu. Nie patyczkowano się z nimi podczas badań i zabiegów, dominowały rutyna i przemoc, stosowana dla wyższych racji.

                      Aż mi łzy pociekły, jak sobie przypomniałam sposób, w jaki pielęgniarki obchodziły się z moim 9 m-cznym dzieckiem chorym na zapalenie płuc i rota… ja oczywiście nie miałam prawa być w gabinecie zabiegowym, a córeczka miała siniaki na szyjce, gdy krowy próbowały jej założyć wenflon:(.

                      • ja też mialam szczęście
                        i z Mateuszem kiedy byłam z nim w szpitalu- ja wtedy na ostatnich nogach przed porodem
                        wszystkie na mnie chuchały i dmuchały- chyba sie bały abym im nie urodziła na oddziale

                        i z Gosią- jak miała 5 tygodni i miała zapalenie płuc
                        wszystkie cudowne, delikatne, troskliwe

                        • Zamieszczone przez Avocado
                          Aż mi łzy pociekły, jak sobie przypomniałam sposób, w jaki pielęgniarki obchodziły się z moim 9 m-cznym dzieckiem chorym na zapalenie płuc i rota… ja oczywiście nie miałam prawa być w gabinecie zabiegowym, a córeczka miała siniaki na szyjce, gdy krowy próbowały jej założyć wenflon:(.

                          Ja raz tylko zaliczyłam szpital – zakaźny. Od razu z dwójką – Marta miała wtedy 7 miesięcy, Mati niecałe dwa. Sam szpital był raczej z tych ludzkich, dla mam osobne łózka (aczkolwiek płatne bodajże 15zł za noc jak pamiętam) – przez to część dzieci po prostu sama, bo rodziców nie było stać… 🙁
                          Informacyjnie też nie narzekałam, bo od kopa powiedziałam, że mam wszystko wiedzieć o leczeniu, BO SIĘ ZNAM. No i mówili bez zgrzytów.

                          Najgorzej jednak było przy przyjęciu, jak zakładali im wenflony.
                          Marcie jako tako bo była mała, tylko tak strasznie płakała…
                          I Matisiek który był tuż obok już nie dał się zbliżyć pielegniarce.
                          Ryczał tak potwornie, ja miałam go trzymać, one zrobiły to siłowo, ryczałam razem z nim, kompletnie nie mogłam się opanować. To był chyba największy “gwałt” w jego dotychczasowym życiu i to jeszcze przy moim współudziale :(. Kompletnie, w żaden sposón nie próbowały złagodzić traumy dwulatka vide np. pielęgniarki szczepiące dzieci (u nas w przychodni – cud, miód i orzeszki :). I o mam do nich żal.

                          • Zamieszczone przez szpilki
                            ja byłam raz z wiktoria w szpitalu – zaaznym na siennej w wawie.
                            mialysmy izolatke (pol pietra izolatek, pol dwuosobowych pokoi) z lozeczkiem i lozkiem, toaleta i umywalka. tylko prysznic na korytarzu. wolny wsteo do kuchni, lodowka dla rodzicow.
                            i mily personel.

                            chyba mialam farta.

                            ja “bywam” z Kubą w szpitalu w przypadku duszności i…
                            warunki są, jakie są, ale mam wrażenie, że niezłe jak na taki szpital (w małym mieście, oddział dziecięcy mieści się na połowie piętra).
                            dla niemowlaków są osobne salki, jeśli jest taka możliwość dzieciaki kładzone są w osobnych salach, dopiero jeśli jest ich dużo dają po kilka na salę i raczej z pomyślunkiem.
                            gorzej w dzieciach starszych, bo tam są po 3-4 dzieciaki w sali i wtedy można załapać co się chce.

                            w każdej salce umywalka, na niemowlakach łózeczko i osobne łóżko dla opiekuna, łazienka i kuchnia wspólne na cały oddział.
                            opieka pielęgniarska – super, z małymi wyjątkami, ale te są zawsze.

                            gorzej z lekarską – ładują w dzieci leki według schematu, mam wrażenie, że nie traktują indywidualnie, tylko – taka choroba tak jest leczona i bach. ale zawsze o stan dziecka, sposób leczenia, podawane leki i dlaczego takie akurat można zapytać i dostanie się wyczerpującą odpowiedź.

                            chyba też mamy “farta” w tym niefarcie.

                            (nie wspominam o tym, że najchętniej trzymają tam dzieci tygodniami i trzeba walczyć o wyjście, no ale nie może być doskonale.. )

                            • Zaliczyłam szpital państwowy i prywatny ośrodek. Piekło i niebo… W prywatnym Daniel miał operację refundowaną przez NFZ, więc generalnie państwowo, ale naprawdę nie znajduję słów, żeby opisać jak nam tam było dobrze. Pomijając już uprzejmość personelu, cierpliwość lekarzy względem mnie, przestraszonej, rozhisteryzowanej matki… Warunki – po operacji sala typu OIOM, potem własny pokoik z łazienką, dziecko pzez 3 godziny po zabiegu podłączone do monitorów oddechu, saturacji, pulsu; pielęgniarki które przychodziły co 15 minut, żeby zobaczyć jak dziecko się czuje – oczywiście po cichutku, pukając wcześniej do drzwi. Pomimo, iż był to zabieg chirurgii jednego dnia, zaproponowano nam nocleg (dziecku, mnie i mojej teściowej) bez opłat, bez problemu… A w państwowym, leżaki po 15 zł na dobę, 5 dzieci na jednej sali, pielęgniarki wiecznie niezadowolone, bo dziecko płacze, wyrywa się..ehhh;lekarze niedostępni. Nigdy nie zapomnę jednej sytuacji – razem z Danielem na sali leżał m.in. poparzony chłopczyk, 11 miesięcy. To co to dzieciątko przechodziło w trakcie zmian opatrunków jest nie do opisania. Na siłę, byle szybciej, “i czego się drzesz? “. Zero zrozumienia, delikatności. Matka zapłakana, zdezorientowana, bo przecież mięli pomóc a dziecko cierpi. 🙁 Razem tam płakałyśmy.
                              Także podjęłam decyzje, jeśli tylko będzie taka możliwość unikam szpitali jak ognia.

                              • My w szpitalu na szczęście jeszcze nie byłyśmy. Ale kiedyś w przychodni czekałam z Malwi na szczepienie i chłopczyk szczepiony przed nią bardzo płakał. W pewnym momencie pediatra wyszła z gabinetu głośno mówiąc: “wychodzę, już mnie głowa boli od tego płaczu…” Kiedyś córka bardzo płakała i zadzwoniłam do przychodni, ta sama pediatra strasząc ZUM-em kazała szybko przyjechać. Pojechaliśmy, ale ona już nie pamiętala rozmowy telefonicznej, popatrzyła na małą (która akurat płakać przestała) nawet jej nie dotknęła i zaczęła się z nas śmiać, że jesteśmy przewrażliwieni i tak to już jest, że dzieci płaczą, a jak chcemy, żeby nie płakało, to sobie możemy lalkę kupić. Nie muszę chyba dodawać, że szybko zmieniliśmy przychodnię 🙂

                                Kilka lat temu moja 6-letnia siostrzenica byla w szpitalu. Jej mamie nie pozwolono zostać na oddziale. Po wyjściu ze szpitala malutka opowiadała, że w szpitalu chodziła płakać do ubikacji, bo jak pielęgniarki widzialy, że płacze to jej mówiły, że mama ją zostawi i nigdy po beksę do szpitala nie wróci 🙁

                                • straszne
                                  nie chce sie juz powtarzac, ze w usa w byle jakim nawet szpitalu jest to niemozlliwe
                                  ale w polsce jak to w polsce… Nieodpowiedni ludzie na nieodpowiednich stanowiskach..kontaKTY..ZANJOMOSCI RODZINNE KONEKSJE..LEKARZEM ZASTAJE SIE bo tatus byl tez /tak jak prawnicy zreszta/.. A potem wszyscy cierpia na tym..i co najgorsze ludzie sie boja walczyc o swoje..smiesnie milcza..zamiast jak w tym artykule…opierd..taka lekarke za takie zachowanie!!..zaraz na miejscu.. A nie skargi ktore ida do kosza

                                  • Zamieszczone przez Avocado
                                    Aż mi łzy pociekły, jak sobie przypomniałam sposób, w jaki pielęgniarki obchodziły się z moim 9 m-cznym dzieckiem chorym na zapalenie płuc i rota… ja oczywiście nie miałam prawa być w gabinecie zabiegowym, a córeczka miała siniaki na szyjce, gdy krowy próbowały jej założyć wenflon:(.

                                    Ja na szczęście byłam obecna przy wszystkich zabiegach- efekt? mały tylko się skrzywił przy 4 próbie wbicia weflonu!!! a tak by sobie na bank nie dał założyć. Matka potrzebna dziecku przecież….

                                    • Zamieszczone przez szpilki
                                      ja byłam raz z wiktoria w szpitalu – zaaznym na siennej w wawie.
                                      mialysmy izolatke (pol pietra izolatek, pol dwuosobowych pokoi) z lozeczkiem i lozkiem, toaleta i umywalka. tylko prysznic na korytarzu. wolny wsteo do kuchni, lodowka dla rodzicow.
                                      i mily personel.

                                      chyba mialam farta.

                                      słyszałam, że z rota tylko na sienną właśnie
                                      raz jedyny byliśmy z Melką w szpitalu- z ip na działdowskiej trafiliśmy na alergologię na niekłańskiej- warunki super, lekarze i pielęgniarki współpracujący
                                      ale rotawirusa i tak mi do domu przywiozła:(
                                      jak najdalej od szpitali- moje motto
                                      przy rota itp nie mam litości- leję w dziewczyny orsalit na siłę, nie ma chce czy nie chce- w szpitalu też nie pytają czy kroplówkę chce

                                      • Zamieszczone przez DOROTA27

                                        ale w polsce jak to w polsce… Nieodpowiedni ludzie na nieodpowiednich stanowiskach..kontaKTY..ZANJOMOSCI RODZINNE KONEKSJE..LEKARZEM ZASTAJE SIE bo tatus byl tez /tak jak prawnicy zreszta/.. A potem wszyscy cierpia na tym (…)

                                        Tego rodzaju uogólnienia są krzywdzące dla wielu osób…

                                        Znasz odpowiedź na pytanie: czynnik nieludzki – czyli o szpitalach pediatrycznych.

                                        Dodaj komentarz

                                        Mozarella w ciąży

                                        Dzisiaj naszła mnie ochota na mozarellę. I tu mam wątpliwości – czy w ciąży można jeść mozzarellę?? Na opakowaniu nie ma ani słowa na temat pasteryzacji.

                                        Czytaj dalej →

                                        Ile kosztuje żłobek?

                                        Dziewczyny! Ile płacicie miesięcznie za żłobek? Ponoć ma być dofinansowany z gminy, a nam przyszło zapłacić 292 zł bodajże. Nie wiem tylko czy to z rytmiką i innymi. Czy tylko...

                                        Czytaj dalej →

                                        Dziewczyny po cc – dreny

                                        Dziewczyny, czy któraś z Was miała zakładany dren w czasie cesarki? Zazwyczaj dreny zdejmują na drugi dzień i ma on na celu oczyszczenie rany. Proszę dajcie znać, jeśli któraś miała...

                                        Czytaj dalej →

                                        Meskie imie miedzynarodowe.

                                        Kochane mamuśki lub oczekujące. Poszukuję imienia dla chłopca zdecydowanie męskiego. Sama zastanawiam się nad Wiktorem albo Stefanem, ale mój mąż jest jeszcze niezdecydowany. Może coś poradzicie? Dodam, ze musi to...

                                        Czytaj dalej →

                                        Wielotorbielowatość nerek

                                        W 28 tygodniu ciąży zdiagnozowano u mojej córeczki wielotorbielowatość nerek – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać...

                                        Czytaj dalej →

                                        Ruchome kolano

                                        Zgłaszam się do was z zapytaniem o tytułowe ruchome kolano. Brzmi groźnie i tak też wygląda. dzieciak ma 11 miesięcy i czasami jego kolano wyskakuje z orbity wygląda to troche...

                                        Czytaj dalej →
                                        Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                                        Logo
                                        Enable registration in settings - general