dziwny poród?

Początek ciąży zapowiadał się pięknie. Niestety. Gdzieś około 4 miesiąca lekarz powiedział mi, że mam niebezpiecznie krótką szyjkę i zalecił leżeć, leżec i jeszcze raz leżeć. No więc leżałam tak aż zaczął się 8 miesiąc. Między czasie w siódmym miesiącu musiałam wyjechać do Warszawy na zjazd – studia na AWFie, prawie nie chodziłam na zajęcia, pomagały mi koleżanki itp i jakoś udało się przetrwać. Raz myślałam, że urodzę, jeden za przeproszeniem dupek wykładowca (specjalista od podnoszenia ciężarów, a ja sama wyglądałam jak ciężarówka, z koleżanką, która była w podobnie zaawansowanej ciąży) kazał mi 3 godziny siedzieć na zajęciach pomimo, że nie brałam w nich udziału i brzuch twardniał ciągle bo siedziałam na niewygodnym krześle, albo na podłodze. Okazało się, że jakoś to przeżyłam. Wyjazd ten chyba jednak odbił się na mojej ciąży, bo dwa tygodnie później lekarz wypisał mi skierowanie do szpitala na patologię ciąży, bo szyjka znowu się skróciła a to był koniec siódmego miesiąca. Miałam sama zdecydować czy pójdę. Stwierdzałam, że wprawdzie mój synek (tak powiedział mi lekarz na usg i miałam nadzieję, że się nie pomylił) nie jest już taki malutki, ale mógłby jeszcze w brzuszku pomieszkać. W szpitalu miałam być tydzień a leżałam cały luty 2000 rok. Koszmar, więzienie, łzy, niemal depresja. Ja jestem dość energiczną osóbką i nawet w szpitalu dziewczyny się ze mnie śmiały, że nawet z brzucholem nie potrafię wolno chodzić. Raz nawet jedna lekarz nastraszyła mnie, że na ktg mam takie skurcze jak na rodzenie, a mnie nic nie bolało, tylko strasznie twardniał mi brzuszek, jak by go ktoś w imadło wsadzał). Minął miesiąc i wypuścili mnie z więzienia i w domu już tak specjalnie się nie oszczędzając przeleżałam kolejny miesiąc. Aż nadszedł 23. 03. 04 to była niedziela, piękny słoneczny, choć jeszcze mroźny dzień. Mąż wyjechał na zawody (jest sędzią zapaśniczym), a ja postanowiłam po obiadku pomaszerować sobie i wybrałam się na dość długi spacerek nad pobliski zalew i ledwo wróciłam. Złapał mnie straszny nerwoból jakiś, którego miałam już od jakiegoś czasu, ale tym razem był dużo mocniejszy, drętwiała mi cała prawa noga, nie mogłam wcale iść i już myślałam, że położę się na drodze chociaż było zimno. Jakoś doczłapałam się do domciu i przeszło mi to. A ten spacerek to był celowy, bo zostało tylko 6 dni do terminu i chciałam już urodzić. No i poskutkował. Była gdzieś godzina, jakoś chyba po 19, bo bajka leciała w tv, chciało mi się siusiu poszłam do toalety i.. Zrobiłam siusiu skończyłam, a tu coś leci tak powolutku ze mnie, jakiś śluz czy co. Nie było tego dużo, myślałam, że to wody (dopiero później dowiedziałam się że to chyba jednak był czop, ale do dziś nie jestem pewna). Wchodzę do pokoju i mówię mężowi, że chyba coś sie dzieje, coś mi leci. No to jedziemy i bezsensowna panika, wzięłam torbę i nawet nie zdecydowałam się nawet na zmywanie makijażu i szybciutko na porodówkę (myślałam, że jak odchodzą wody to trzeba jak najszybciej na porodówkę, trzeba jechać, ale nie trzeba tak pręciutko) i w efekcie jak wymalowana lala pojechałam do szpitala z mężem. Na izbie przyjęć przeprowadzono ze mną wywiad o przebiegu ciąży, zbadała mnie jakaś doktor, w efekcie którego naprawdę zaczęły sączyć mi się wody i zaczęłam krwawić ale jeszcze nic mnie nie bolało. Mężuś pojechał sobie do domu powiedział, że będzie ok, a ja że się boję. Z pielęgniarką pojechaliśmy windą na górę i znowu i tam znowu wywiad. Zostawili mnie samą w jakimś pokoiku i poszli sobie. Siedzę sobie na krześle i nagle zaczyna boleć mnie kręgosłup. I myślę sobie o Boże, bóle z krzyża, miała je moja siostra i stwierdziła, że to tak jakby na kole łamali. Na razie był to niewielki ból. Przyszła siostra i powiedziała, ze idziemy na razie na salę, lewatywy nie będzie robić, bo pierwsze dziecko to trochę potrwa. Leżałam sobie na łóżeczku i się nudziłam. Podpięła mnie do ktg i nic się nie rysowało. Była gdzieś godzina ok 20. 30 zaczęły pojawiać się skurczyki, taki ból jak przy okresie. Nudziłam się, pielęgniarka gdzieś sobie poszła, to zaczęłam grać na komórce w gierki i patrzyłam sobie na zegar, który miałam na wprost. Pierwsze mini skurcze były gdzieś tak co 40, 30 minut. Leciutkie bardzo. I potem co 20 min, 15, 10. Jak były co 10 to były już boleśniejsze a im bardziej bolało to bardziej niepamiętam, nie wiem czemu, jakby mi się film urywał. Nie dali mi żadnych uśmierzaczy bólu zresztą nie było potrzeby, ból polegał na tym, jak by mi ktoś naciskał, gniótł na krzyż i trochę bolał mnie brzuch, jak na okres. Zapomniałam, że jak mnie przyjmowali miałam 2cm rozwarcia, 1cm miałam od początku 8 miesiąca. Zbadała mnie pielęgniarka a tu już 6, zdziwiła się bardzo, że ja taka mała, drobna i tak szybko (155cm, przed ciążą ważyłam 49 kilo, a szłam rodzić z 63 kg, moje biodra miały 92 cm w obwodzie, to chyba nie dużo, ale niestety zrobiły się na nich rozstępy, najwięcej masowałam brzuch, chociaż nie powinnam, ale nikt mi o tym nie powiedział, że jak są delikatne skurcze to brzucha nie wolno dotykać). A więc szybciutko zabrała mnie do tego pokoiku co na początku i lewatywa. Jak już wlała we mnie tą wodę, kazała mi jak najdłużej wytrzymać, ale ja od razu hop na sedes bo nie mogłam. I tu było okropnie bo chciało mi się kupkę a tu idzie skurcz a ja skurcze znosiłam tylko w jednej pozycji na boku z podkulonymi nogami głęboko oddychając więc kładłam się na podłodze i wstydziłam się że siostra wróci i będzie się ze mnie śmiać. Na sali też jak zeszłam z łóżka i złapał mnie skurcz to kładłam się na podłodze. Na szczęście mnie tak nie zastała, nie przychodziła po mnie więc sama wróciłam na sale. Ja bóle znosiłam tylko w tej opisanej pozycji, jeszcze na początku próbowałam skakać na piłce bo chciałam jak najszybciej urodzić ale później nie mogłam bolało. Skurcze robiły się coraz częstsze, co 8, co 5 minut. I te co 5 min trwały chyba z godzinkę, czasami sobie pojękiwałam, w końcu akurat byłam sama na sali to co sobie miałam żałować. Poprosiłam siostrę, żeby mi pomasowała kręgosłup i zrobiła to bez problemu, chociaż nic jej nie dałam kasy. W ogóle ekstra z niej babka i żałuję strasznie, że później nie dałam jej nawet bombonierki, ale powiem szczerze bałam się, że jak zacznę ją szukać to jej nie poznam i powiedzą, że wariatka. Aha bym zapomniała jak rozwarcie było na 6, zapytałam siostrę czy będzie bardziej bolało, powiedziała, że niestety tak. No i ja czekałam na ten wielki ból a on nie nadszedł bóle były częstsze, ale nie mocniejsze, może trochę dłuższe, ale ja nieprzerwanie oddychałam podczas skurczu, gdy parę razy skapitulowałam i zaczęłam powstrzymywać powietrze bolało bardziej. Nie chodziłam do szkoły rodzenia i nie wiem skąd umiałam oddychać. Czekam i czekam na ten wielki ból a tu przychodzi siostra i mówi niemal 10, rodzimy. A ja oczy jak talary. Już? A gdzie ten ból? Przyszedł lekarz spojrzał w kartę, o studia awf, na pewno silne mięśnie brzucha, szybko urodzimy, pocieszył mnie. Zbadał mnie i to było bolesne bo zaczął masować mi szyjkę nie krzyczałam, ale mruczałam i mówiłam ciągle nie, nie boli, boli. Zapomniałam dodać, że jak przyszła badać i powiedziała 10, to ja miałam już takie napieranie, jakby mi się chciało kupkę, nie wiedziałam, że to już parte. Parte były dużo mniej bolesne. Nagle poczułam tylko, że muszę jak najszybciej urodzić, taką wewnętrzną siłę, że się uda na pewno i parłam jak szalona. Były z dwa skurcze parte, parłam siostra powiedziała, że świetnie i nagle nic, cisza wszystko przeszło nic się nie dzieje. Dali mi kroplówka oxytocynkę. Minęło chyba z pięć minut i dopiero wróciły. Jeszcze chyba ze 3 parcia były w tym jedno nie udane, ja powbijałam sobie pazury pod kolanami, bo były nie obcięte. I jest synek tylko, dlaczego ja tego nie czułam w ogóle i nikt mi nie powiedział jak to na filmach hi hi o widać główkę. Więc po parciu szykuję się na następne, ale patrzę między nogi i widzę moje żebra, a gdzie mój brzuch zapadł się czy co? (bo między skurczami otwierałam oczy) i na dodatek leży o Jezu dziecko i myślę czemu ono takie fioletowe. Chyba je tylko obtarli i brudne położyli na brzuchu, a ból zniknął bez śladu. Nie wiem, na początku myślałam, że wyrodna matka ze mnie, nie pojawił się przypływ miłości, tylko myśl czyje to dziecko moje? Czułam się tak, jakbym to nie ja urodziła, tylko oglądało film z porodu. Potem szycie dość długie i troszkę bolesne szczypało i …nuda, patrzenie w sufit i czekanie i zastanawianie, jak ten mój synek wygląda za pierwszym razem jak go widziałam to jakbym była naćpana, nic nie pamiętam. Potem przewieźli mnie na salę poporodową i gnietli brzuch, nawet na korytarzu. Zapomniałam dodać, że przy partych strasznie siusiałam, a położna krzyczała sikaj, sikaj co mnie strasznie śmieszyło. I przywieźli mi Bartosza na salę i o dziwo stwierdziłam, że wcale nie jest ładny (chyba jestem normalna inaczej) i ma krosty na nosie, ja też nie byłam zbyt piękna, bo popkały mi krwinki na buzi, a mąż jak mnie zobaczył, to myślał, że mam brodę (oczywiście powiedział mi to później). Nie wiem czemu nie odczułam przypływu miłości, depresja czy co miłość do niego dopiero się rodziła się z dnia na dzień. Podsumowując, mój poród był szybki trwał powiedzmy od 21 a Bartoszek urodził się 2. 45 (24.03.03) nie bolało tak bardzo i byłam jakby w amoku, im bardziej bolało tym większy amok, a później próbowałam sobie wszystko przypomnieć i nie do końca mi się to udało. Chyba to była nagroda za leżenie w ciąży prawda? Czekam na komentarze

agusiaradom

3 odpowiedzi na pytanie: dziwny poród?

anetap44 Dodane ponad rok temu,

Re: dziwny poród?

Gratuluję szczęśliwego rozwiązania. Takich opisów porodów mi trzeba, po prostu normalnych, bez udziwnień. A Twoja reakcja na dzidzię wydaję mi się bardzo naturalna, tak czułaś i już.
Pozdrawiam Aneta i Staś.

kasja31 Dodane ponad rok temu,

Re: dziwny poród?

Tez mi sie podobal Twoj opis, nie slodzony i szczery, ale cieply
Pozdrawiam 🙂

kasja

anastazja Dodane ponad rok temu,

Re: dziwny poród?

Rodzilam bardzo szybko i intensywnie Niecale 4 godziny i tylko 3 niebolesne parte W ciazy nie lezalam, chociaz powinnam Kiedy dostalam dziecko nie plakalam ze wzruszenia tylko bacznie obserwowalam Jagodzie, byla fioletowa i miala dlugasne rzesy….. Prawdziwej macierzynskiej milosci uczylam sie dopiero Na dzien dzisiejszy jestem “zakochana po uszy w swoim dziecku” i wiem co to jest milosc matki do dziecka, wczesniej nie czulam tak jak obecnie, pomimo tego, ze pragnelam corci z calego serca

Jagodzia 01.08.03

Znasz odpowiedź na pytanie: dziwny poród?

Dodaj komentarz

Oczekując na dziecko
Nisko ułożona dzidzia!
Dziewczynki, Jestem w 18 tyg. ciąży, nie chcę dziś molestować mojej cioci, która jest mom lekarzem, no bo w piatek bylo ok ale potem tez chodzilam wiecej, leze sobie z nogami
Czytaj dalej
Noworodek, niemowlę
witam i od razu pytam/ siusianie etc...
Hey Witam po przejściu z oczekując na... :). Mój Maciuś ma teraz 5 dobę życia. Z tego co wcześniej wszędzie się dowiadywałam noworodki strasznie dużo siusiają i dużo robią kupek. No
Czytaj dalej