Gablysiowe historyjki

Najpierw się przedstawię. Mam na imię Gabi, mój mąż Paweł. Nasze starania zaczęliśmy w czerwcu 2002 roku.
Pamiętnik w formie papierowej prowadzę od zawsze, ale myslę, że może komuś z Was przyda się choć skrawek mojej walki, żeby było wam łatwiej znosić przeciwności, które przynosi nam los.

Moje dziecko gdzieś tam czeka na mnie i kiedys przeczyta sobie o tym jak bardzo je chcieliśmy, jak wiele prób musieliśmy przejść żeby je mieć.

I co ciekawe, ja sama dziś myślę o tym, że nie wiem jak i nie wiem kiedy, ale dziecko w moim życiu będzie, jestem tego pewna.

Adenomioza, Endometrioza, PCO,Bromergon- to już ponad 2 lata

33 odpowiedzi na pytanie: Gablysiowe historyjki

  1. Re: Gablysiowe historyjki

    Cofnę się do czerwca 2002. Kiedy postanowiliśmy z Pawłem że chcemy mieć dziecko, widzę to dzisiaj inaczej niż wszystkie osoby na tym forum. Ja po prostu wiedziałam że nie będzie to tak szybko. Na pewno nie uda się za pierwszym czy drugim razem. Mój mąż natomiast tego wieczoru tuląc mnie na dobranoc szepnął, że on czuje że się udało.
    Od zawsze miałam problemy z cyklem. Okres miałam co dwa miesiące, wszystkie koleżanki mi zazdrościły, że na wakacje nigdy nie musze się martwić. Ja sobie jakoś nie zazdrościłam tylko chodziłam od lekarza do lekarza i nic. Żaden nie umiał mi pomóc.
    W sierpniu 2002 braliśmy ślub. Jak ja wtedy marzyłam, żeby być tam już we trójkę. Naprawdę wierzyłam że się udało. Dotykałam swojego brzucha, serce mi mocniej biło, wierzyłam mocno.
    Wierzyłam tez przez następny rok, ale cykl 60 dni więc szansa nie co miesiąc ale co dwa. Wtedy jeszcze nikt mi nie powiedział, że to raczej nikła szansa gdy ma się takie długie cykle.
    Robiąc test nie umiałam płakać, do niedawna nie umiałam. Rzucałam nim po łazience, wyrywałam włosy z głowy, wściekałam się ale nie płakałam. Mówiłam sobie walcz dziewczyno, przeciez życie nie jest usłane różami.
    W maju wysłałam mojego męża na badania. Nie było to łatwe, ale w końcu ustąpił. Szłam po wynik sama, był ciepły dzień. Mysłałam sobie wszystko będzie dobrze. Ale w głębi duszy czaił się strach. Wujek mojego Pawła nie ma dzieci, bo nie może. A przecież podobno jest to dziedziczne. E tam nie ma się co martwić, wszystko będzie dobrze.
    Weszłam do gabinetu i powiedziałam nazwisko. Pani uparła się że niczego mi nie wytłumaczy. „Wynik jest nie dobry proszę panią, proszę się zgłosić do lekarza”. Ale do jakiego? Do kogo mam się zgłosić? Co jest nie tak?
    Zimne dłonie, łomot serca, strach. Telefon do męża. To niemożliwe, pewnie się pomylili. O co właściiwie chodzi i gdzie można pójść. Tak wyglądała pierwsza zła nowina. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy że nie jest ostatnia.

    W czerwcu poszłam do znanego lekarza w Gliwicach. Pan Klu… był bardzo bardzo miły, podczas pierwszej wizyty przeprowadził ze mną bardzo wyczerpującą rozmowę i nie chciał za to ani grosza. Myślę sobie, dobry lekarz, nie jest chytry. Boże jaki czlowiek jest głupi.
    Nie widział niczego złego w moich cyklach ani w wyniku Pawła. Zapisał mnie na monitoring. Byłam tam nie wiem sześć czy siedem razy, owulacji ani śladu, pieniędzy w portfelu też i nic. Żadnych badań żadnych leków tylko 3 minuty usg i pieniążki na stół. Pan Klu… przestał być moim lekarzem.
    I wtedy znalazłam WAS. Był sierpień 2003. Zaczełam się dowiadywać jakie hormony jakie wyniki, co to jest Bromergon, prolaktyna toxoplazmoza, itd. Itd.
    Zaglądnełam do Bociana, nie wierzyłam że tyle ludzi ma problemy. cześniej in vitro kojarzyło mi się z Madonną, która chciała mieć dziecko bez męża. Ale in vitro w Polsce? Niepłodność? Poczułam że nie jestem sama, nareszcie byli ludzie z którymi mogłam swobodnie porozmawiac. Nikt mi nie mówił, że mam czas, że sobie wmawiam, że to przez psychikę, że jak się odstresuję to zajdę w ciąże.

    I to właśnie z internetu dowiedziałam się o klinice w Bytomiu, o doktorze Tom…- moim aniele. Zarejestrowałam się ale w głębi duszy myślałam że nie będę musiała tam iść.
    Oto zapis z 12-10-2003 na cztery dni przed wizytą w klinice.
    Popadam w coraz większe przygnębienie. Trudno mi wykrzesać z siebie choć trochę optymizmu. Ciężko nam żyć nie we trójkę. Gdzie jest Bóg, który ma pomagać? Skąd czerpać siłę do walki? Niech mi ktoś chociaz powie, że jestem bliżej dziecka niż dalej, że mniej czekania przede mną niż za mną. Niech mi ktoś powie choć, że doczekam się w końcu prawdziwego dziecka a nie dziecka ze snu.
    Spotkałam się wczoraj z dziewczynami z forum. Jedna z nich jest w ciąży. Udało się za drugim razem. Szczęśliwa, zadowolona. Niech mi ktoś powie jak rozdziela się dzieci? Jaka hierarchia tym rządzi? I czy kiedyś powiem do swego dziecka = chodź do mamy mama cię przytuli. Czy będę miała kogo potrzymać za rączką, zaprowadzić do przedszkola.
    A może powinnam zacząc oswajać się z myślą, ze mnie to nie spotka? Ze nigdy nie dostąpię zaszczytu bycia matką? Jakie uczucie ma się do własnego dziecka? Jaką miłością się go darzy?
    Czy można pogodzić się z myślą, że nie będzie się miało dzieci, czy jest to w ogóle wykonalne?
    Wpadam w depresję bardzo mi ciężko. Nie wiem co się dzieje i gdzie tkwi problem. Do tej pory twierdziłam uparcie, że i ta rola jest nam pisana, trzeba tylko dla niej czasu, ale coraz częściej myśle że przeżyłam już największe szczęście swego życia, gdy łzy radości płynęły przez dwa tygodnie bez przerwy. Może to wszystko co los mi chce dać?

    I wmawiam sobie, zę to może nie ten dzien, nie ten czas, nie ta pora roku. Że będzie, przyjdzie później… Ale wiem, że kłamię, żę się bez potrzeby pocieszam. Ale staram się walczyć…. Wiem, że życie to loteria. Wygrany los lub pusty papierek który się znajduje. Ta droga, którą się idzie, zakręt za zakrętem, nadzieja za nadzieją, dzień za dniem.

    Wiersz
    Czuję się strasznie pusta…
    Strasznie smutna…
    Strasznie nie matka…
    Strasznie bezdzietna…
    Strasznie bezpłodna…
    Strasznie bez…
    Nadziei… wiary… optymizmu.. życia….

    16 październik pierwsza wizyta w klinice. Nowe szanse, nowe możliwości. Nowa nadzieja. Wielki przełom w leczeniu, wielki przełom w nastawieniu.
    Wyszłam z listą badań do zrobienia. Z pełnym portfelem pieniędzy poszliśmy do laboratorium i oczywiście z pustym wyszliśmy. Ale to nie było ważne, najważniejsze było tempo, jedno badanie za drugim. Jedno dobrze, drugie źle, mój zeszyt zapełniał się wklejonymi kartkami z wynikami. Zbyt wiele żeby wszystko opisywać.
    Wtedy znałam już na pamięć większość norm więc wiedziałam co i jak. Znałam swoją chorobę zanim powiedział mi o niej lekarz. To wszystko dzieki WAM.
    Staliśmy pod laboratorium w samochodzie, Paweł nie miął odwagi pójść po wyniki, był bardzo zdenerwowany. Popłynęło wiele łez. Trzeba było pogodzić się z wieloma złymi wiadomościami.
    Paweł słabe plemniki, większość form patologicznych, HOS poniżej norm,
    A ja malowane PCO, Hiperprolaktynemia,
    Następna wizyta w klinice miała być przełomowa. Zrobiliśmy USG. Przed moimi oczami ukazał się najgorszy jak dotąd wygląd moich jajników. Okropny, jak z koszmarnego snu. Co to jest, pytam mojego lekarza, a on mi na to Endometrioza, pani Gabrysiu.
    Widać jeszcze jedna choroba do kolekcji.
    Skierowanie do szpitala na laparoskopię. Ja się cieszę, pełna nadziei że mnie w końcu wyleczą. Wiem już o tym wszystkim tyle że niczego się nie boję. Moja mama płacze przez telefon, a ja się śmieję. Do czasu…
    Cała rodzina postawiona na nogi, wszyscy pytają mnie dlaczego idę do szpitala, na co jestem chora. Powiedziałam prawdę. Co będę owijać w bawełne. To nie moja wina że nie mogę mieć dzieci.
    Jedno czego najbardziej bałam się przed pójściem do szpitala, żeby nie leżeć z ciężarnymi. Ten widok doprowadzić mnie miał do rozpaczy.
    Przyjechaliśmy punktualnie do kliniki. Przywitał nas bardzo miły personel, zmierzyli, zbadali, słuchali, kłuli, kazali się przebrać w piżamę. Wchodzimy na oddział a tam ogromnymi literami napisane. PATOLOGIA CIĄŻY.
    Wtedy się złamałam, zaczynałam się bać, nie wiedziałam co zrobię tam wśród ciężarnych, jak sobie poradzę. Gdy Paweł opuszczał szpital ja stałam tam w piżamie, zapłakana i prosiłam go żeby mnie nie zostawiał. Czułam się taka samotna.
    Jeszcze tego samego dnia okazało się że nie będę leżeć z ciężarnymi, bo nie wszystkie sale na patologii są dla ciężarnych. Kamień spadł mi z serca.
    Tego dnia 13 stycznia 2004 przyszła po mnie pielęgniarka. Nie mogłam w nocy spać, choć dostałam środki usypiające. Bałam się okropnie, choć starałam się nie okazywać.
    Poprzypinali mnie pasami, wszyscy się uśmiechali, tłumaczyli, zadawali pytania- waga, papierosy, ile co i jak. Jestem astmatykiem, więc pytali i pytali.
    Gdy zobaczyłam mojego lekarza powiedziałam mu : jak dobrze że Pana widzę panie doktorze. Strach odszedł na bok. Wiem że jestem w dobrych rękach.
    Odpłynęłąm. Nagle usłyszałam straszne krzyki, bałam się że coś jest nie tak, nie umiałam otworzyć oczu, ani ruszyć ręką, Ktoś mnie wołał, krzyczał. To było straszne.
    W korytarzu zobaczyłam mojego męża. Kochany, dobry dowiedział się od współlokatorek i od razu przyjechał. Był przy mnie, zmieniał kroplówki, głaskał po rękach,mówił do mnie, uspokajał.
    Byłam twarda jak skała. Nie płakałam nie marudziłam, cieszyłam sie że jestem naprawiona. Stałam wyprostowana i wszystko mogłam znieść.
    Gdy wróciłam do domu poszliśmy na urodziny do siostry Pawła, tam poczułam że bardzo mnie boli brzuch i barki, musiałam się połozyć. I wtedy dopiero dotarło do mnie że ja przez to wszystko przeszłam, że miałam dzień wcześniej operacje.
    Dotarło do mnie że tak naprawdę strasznie się bałam, że mogę się nie obudzić. Płakałam ze dwie godziny, bo puściły mi nerwy. Mogłam juz płakać, było już po wszystkim. Przyszedł Paweł, znów mnie przytulał, mówił że jestem dzielna i w ogóle. Trzeba było to wypłakać, zeby móc stanąc znów na nogi i walczyć dalej.
    CDN

    Adenomioza, Endometrioza, PCO,Bromergon- to już ponad 2 lata

    • Re: Gablysiowe historyjki

      ech życie….
      Aż sie popłakałam…

      bianka i Bartuś (05.12.2003)

      • Wielki przełom

        Jeżeli kiedykolwiek wcześniej myślałam, że jestem zdrowa, to miałam chyba nie pokolei w głowie.
        Po laparoskopii okazało się, że miałam chyba wszystkie choroby świata. Niedrożny jajowód, policystyczne jajniki, endometriozę i adenomiozę.
        W pewnym stopniu zostałam naprawiona, ale nie przypuszczałam wtedy jaka jeszcze długa droga przede mną do macierzyństwa.
        Zasondowano mi jajowód, który podobno jest teraz drożny, kauteryzowano mi jajniki oraz ogniska endometriozy. Lekarz dał mi trzy miesiące na swobodne próby zajścia w ciążę naturalnie. Następnym krokiem miała być kuracja Diphereliną od 3 do 6 miesięcy. Później okazało się że to był duży błąd. Lekarz jednak nie mógł przewidzieć, że presja, której zostałam poddana doprowadzi mnie do rozpaczy.
        Próbowaliśmy i próbowaliśmy, jeden miesiąc za drugim, ale niestety ciąży nie było i nie było. Nie potrafiłam tego znieść, nie potrafiłam funkcjonowac. Wpadałam w przepaść bez dna. Leżałam w domu i płakałam, jeden dzień… drugi… łzy płynęły jak rzeka…
        Bałam się o siebie, ale nie potrafiłam być silna, czułam się pusta jak studnia. Nigdy nie będzie we mnie życia, nie zasługuje na nie.
        Nadszedł jednak ten dzień na który nie czekałam. Dipherelina kosztowała nas 1000 złotych. Nikogo nie obchodzi, że adenomioza i endometrioza to choroby takie jak inne. Nikogo to nie interesuje, że jesteśmy ubezpieczeni, że mamy prawo do świadczeń zdrowotnych. Jest to lek refundowany, dla osób chorych na nowotwór kosztuje tylko 2 złote. Gdy kupowałam ten lek w aptece, farmaceutki patrzyły na mnie jak na stukniętą. Nie wiedziały, że ja tyle zarabiam na miesiąc, a wiem że gdy trzeba będzie dać dziesięc razy więcej by miec swoje dziecko to zrobię to bez zastanowienia.

        Zastrzyk dostałam trzy miesiące temu, dzisiaj kończy się jego działanie. Był lekiem na moja macicę, ale i równiez na moją głowę. Przez trzy miesiące doświadczyłam całej serii objawów menopauzy. Dziś mogę powiedzieć, że wiem jak czują się kobiety po 50-tce. Wiem co znaczą uderzenia gorąca, chwiejność nastrojów, drażliwość, wstręt do seksu, kołatanie serca, bóle przy siusianiu, bóle pleców, osłabienie. Mój mąż przeżył ze mną trzy miesiące udręki, bezpodstawnych kłótni, łez, złości i celibatu.
        Dzisiaj wchodzimy w nowy okres, jesteśmy silniejsi. Dziś wiemy, że przeżyjemy jeszcze wiele, by zasłużyć na spełnienie marzeń. I choć Dipherelina nie wyleczyła wszystkich ognisk adenomiozy, jestem dużo zdrowsza niż kilka miesięcy temu.
        Będziemy walczyć i dopniemy swego. Dziś mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że będę mieć kiedyś dziecko, że pokonam wszystkie choroby i przeszkody jakie staną mi jeszcze na drodze.
        CDN

        Adenomioza, Endometrioza, PCO,Bromergon- to już ponad 2 lata

        • Re: Gablysiowe historyjki

          Najwidoczniej bedziesz wspaniałą Mamą… nie może być inaczej… całe macierzyństwo to nieustanna walka gdziekolwiek się zaczyna i nie wiem czy kiedykolwiek kończy…
          Wspaniale walczysz, a Ty tylko my Matki tak wspaniale potrafimy…

          bede czytała Twój pamiętnik i trzymała kciuki…
          bo nie ma nic piekniejszego na swiecie od macierzyństwa przy wszystkich związanch z nim perypetiach…
          I czasem po prostu zostaje tylko wiara i to własnie wtedy zdarzają sie cuda:)

          Bruni i Filipek- 16 m+starania

          • Re: Wielki przełom

            Gabrysiu jesteś WIELKA

            wanda

            • Re: Gablysiowe historyjki

              Gablysiu, Jestes….. brakuje mi slow.
              Walcz, walcz, bedziesz miala swoje malenstwo. Ja w to wierze. Naprawde. Modle sie za Ciebie i twoja rodzinke. moze juz w krotce przytulisz swoje male dziecie. Zobaczysz, ze poczujesz wszystkie radisci macierzynstwa. (frustracje tez)
              Ale sie poryczalam, jak to prezeczytalam. pozdrawiam twojego meza.

              Ania &

              • Re: Gablysiowe historyjki

                A dzisiaj jest już rok później…
                Od tamtego czasu przeszliśmy nieudolne próby podejścia do inseminacji, złe reagowanie na clo, znowu uderzenia gorąca i całą masę smutku.
                Po drodze musieliśmy sobie poradzić z kryzysem małzeńskim, wojną w domu, ryzykiem rozwodu. Musieliśmy przejść jeszcze jedną poważną depresję, łącznie z brakiem wychodzenia z domu, jedzenia, mycia się, czesania i normalnego funkcjonowania.
                Musieliśmy to przejść, więc przeszliśmy….. razem….
                Dziś jesteśmy po pierwszej inseminacji, którą mieliśmy 31-08-2005. Na pięknym pękającym pęcherzyku, wypełnieni nadzieją….. dobrymi myślami i pozytywnymi afirmacjami….. odsłuchaliśmy przez telefon wyniku betaHCG – 0,123, który zmył z naszych twarzy te głupią,beznadziejną nadzieję.

                Minął cały rok, a sprawy praktycznie stoją w miejscu. Nic sie nie dzieje, totalna stagnacja.
                Czy wierzę w powodzenie II inseminacji? Tym razem na Menogonie w zastrzykach.Odpowiedź brzmi- NIE. Nie wierzę………

                Przestałam wierzyć mojej klinice, przestałam wierzyć mojemu lekarzowi, przecież widzę, że wszystkie pomysły podsuwam ja….. Przecież nie jestem głupia….
                Może doktor sam nie wie co ma ze mną zrobić?? Może już nie pamięta na co choruję, bo ma tyle pacjentów, że aż trudno zliczyć. Może praca w 3 miejscach naraz to za dużo…
                Ja pracowałam naraz w 2 miejscach i to było za dużo, może Panu doktorowi potrzebne są pieniadze…. nie wiem.
                Ale już zdecydowałam o dalszej naszej przyszłości.. o dalszym etapie leczenia… o tym co będzie dla nas lepsze… i o tym co przyniesie spełnienie marzeń…
                Nie chce mi się juz leczyć. Mam dość leków. Wstaję rano, kręci mi się w głowie, zaraz upadnę, spada mi ciśnienie- tak tak, to wina Bromergonu. Przez cały dzień mam uderzenia gorąca, bóle brzucha- tak tak to wina clo. A potem zaczynają się mdłości, ciężkie piersi, cykl przedłuża się w nieskończoność – tak to wina duphastonu.
                Mam dość. Nie mam ochoty dalej się leczyć.

                Chcę podejść do in vitro. Przekonałam męża, wybrałam klinikę. Musimy jeszcze zebrać pieniądze. Potrzebujemy 12 tysięcy. Może więcej…
                Marzę o kwietniu przyszłego roku. Planuję, liczę, muszę zdążyć. Jestem coraz słabsza psychicznie. Musze zdążyć, bo jeśli się nie uda….. będzie trzeba podchodzić jeszcze raz. Muszę się śpieszyć.

                Chcę mieć dziecko….. muszę iść dalej… muszę być silna…. dzielna… muszę walczyć….
                Jest mi ciężko, dużo ciężej niż rok temu. Ciężar niepłodności mnie przygniata, chciałabym go zrzucić z ramion.
                Może nigdy z nią nie wygram…. może zawsze będzie mi ciążyć…. ale walkę…. walkę moje drogie dziewczyny będę prowadzić do końca życia.

                Weteranka-3 lata już za mnąCzekamy na 2 IUI… Na menogonie

                • Re: Gablysiowe historyjki

                  jeżeli moge jakoś pomóc – chociaż dorzucic symboliczne 100zł do in vitro (mam nadzieje w Nowum) to pozwól sobie pomóc.

                  • Re: Gablysiowe historyjki

                    Nie wiem, czy to dobry dzień na pisanie tej wiadomości, bo strach jest strasznie silny. Bo paraliżuje, gnębi, i nawet jeżeli każe mu sobie odejśc i mówie do siebie, ze nie jestem zbyt mądra tak sie bać, on nie odchodzi.
                    20 stycznia mieliśmy drugą inseminację. Tym razem do stymulacji dostałam puregon, po dwunastu dawkach wyhodowałam aż 6 dojrzałych wspaniałych i pięknych pęcherzyków.
                    Inseminacja poprzedzona była zastrzykiem z pregnylu.
                    A potem musiało minąć całe długie 12 dni do testu ciążowego z krwi. Nie ominęła mnie hiperstymulacja, której bardzo sie bałam. Na szczęście nie wymagała leczenia szpitalnego, to była taka malutka hiperstymulacja, ale dośc uporczywa. Czekałam, czekałam, czekałam, bardzo długie dwa tygodnie.
                    2 lutego pojechaliśmy z mężem do laboratorium na badanie krwi. W oczekiwaniu na wynik pojechaliśmy na miejsce tragedii w Hali Targowej w Katowicach, zeby pomodlić sie za ofiary i zapalić znicz. Pojechaliśmy do domu i odczekaliśmy te okropnie długie 2,5 godziny. Dzwonie. Podaje dane. Pani mnie przełącza, melodyjka, włącza sie inna pani, znowu dane. Chwila ciszy… Tak proszę panią, mamy już wynik – Beta HCG 219,1. Oczy otwierają mi sie szeroko, serce łomocze jak oszałałe. Mogłaby pani mi powtórzyć???? Tak kochanie, odpowiada pani 219,1 i uśmiecha się, bo ona wie co to za informacja. Co to za wieść. Nie wie tylko ile dla mnie oznacza……..
                    Zaczynam płakać a mój mąż patrzy tak dziwnie na mnie bo nie płaczę jak zawsze, płaczę tak dziwnie, jakoś inaczej. W końcu mówię= UDAŁO SIĘ!!!!!!!!!!!!!
                    Biegamy po domu, szukamy testów, nie wierzymy, ze to nasz wynik. Pewnie pomylili próbki. Wysyłam męża do apteki po test. Robimy szybko test. Widać tylko kreske kontrolną. Wpadam w panike, dzwonie jeszcze raz do laboratorium, podaje nazwisko, prosze o sprawdzenie. Wtedy z łazienki krzyczy mój mąż.= Są dwie kreski Gabrysiu!!!!!!!!!!!.
                    A pani w laboratorium sie uśmiecha i mówi, że to napewno mój wynik, że to 4 tydzień ciąży i że mam sie już nie martwić.

                    Następna beta HCG dwa dni póżńiej to 435,8. A kolejna następne dwa dni póżniej jest dla mnie powalająca 1425. Bardzo szybki wzrost. Bardzo się cieszę i pędzę czym prędzej do lekarza po nowy zestawik leków i może już coś zobaczę ładnego na usg.

                    I oczywiście kubeł zimnej wody na głowe.
                    Mnóstwo torbieli po stymulacji, dzidzi nie widać, jest podejrzenie ciąży pozamacicznej, bo w jednej z torbieli jest śluz. Nie robić już badań z krwi, czekać tydzień na kolejne usg.
                    Koszmarna wiadomość, zwala mnie z nóg. Nie wierzę, by moje oczekiwanie przynieść miało taką tragedię. Nie wierzę, ze nie zasługuje na radość bycia matką. Przetrwałam tydzień oczekiwania, choć nie wiem jak mi sie to udało. Pomiędzy snem, nie snem, modlitwą, płaczem, strachem, liczeniem na cud, i wyobrażaniem sobie swojej laparoskopii. Strach przed utratą jednego pewnego drożnego jajowodu, koszmarne myśli, złość…..

                    Do gabinetu weszłam,prawie płacząc. Błagam panie doktorze, niech to sie już skończy, bo ja nie wytrzymam dłużej. Pan doktor szybko każe mi sie kłaśc na kozetce, uspokaja, mówi,że cały dzień na mnie czekał, że sam bardzo sie denerwuje.
                    Robi mi usg i uśmiecha sie. Bliźniaki mówi. Mamy dwa :}}}}}}}}}}}}}}}}}}} Oba mają echa zarodkowe
                    Biore głęboki oddech i cała masa szczęśćia wpływa mi do płuc. Jestem taka szczęśliwa ze nie pytam już o nic, pozamacicznej nie ma, torbiele sie zmniejszają. Nic więcej nie chce wiedzieć. Wychodze z gabinetu i kręci mi sie w głowie, nie wiem nawet co powiedzieć mężowi. Uśmiecham sie, pokazuje mu zdjęcie i mówie= Licz do dwóch kochanie……..
                    Po wyjściu z kliniki wpadamy sobie w ramiona i oboje płaczemy ze szczęścia. Łzy nam kapią całą drogę, martwie sie jak ten mój mąż jedzie z mgłą w oczach…

                    Czekamy na kolejną wizytę, będzie dopiero za 1,5 tygodnia. Coraz ciężej mi już czekać, boję się strasznie, to będzie już 9 tydzień. Czy zobaczę serduszka, czy oba maleństwa będą u mnie nadal mieszkać???
                    Czy jestem osobą, której dzbanek łez sie wypełnił i teraz pora na słonko by łzy wyparowały???
                    Czy mogę sie dziś już cieszyć??? Boję sie cieszyć. Wiem, ze mam pod sercem dwa maleńkie życia, ale cud, który sie zdarzył jest kruchy jak lód. Jest tak maleńki i wciąż walczy o życie.
                    Mamusia też walczy, bądźcie silne moje kochane okruszki, bądźcie silne najbardziej jak potraficie. Dziedziczycie po rodzicach wiele siły wy też musicie ją w sobie mieć.
                    Kocham Was tak bardzo, ze nie jestem w stanie tego opisać, zostańcie ze mną, błagam Was….

                    • Re: Gablysiowe historyjki

                      Gabrysiu smocza rodzina trzyma kciuki a to az 4 pary kciukow!

                      smoki, Dawidek i Michał

                      • Re: Gablysiowe historyjki

                        gablysiu

                        płaczę ze wzruszenia po przeczytaniu tego jak to opisałas….

                        bedzie dobrze:) dwa wspaniałe okruszki na pewno są silne i wspaniale się rozwijają…
                        bo teraz czeka ciebie i was tylko szczęście……..bo limit na nieszczescia – kłopoty – problemy się juz wyczerpał…….

                        trzymam kciuki za kazde badanie – to co bedzie i kazde nastęne 🙂

                        ILONA,KUBEK
                        + lipcowa córcia

                        • Re: Gablysiowe historyjki

                          Gabi, to najpiękniejszy i najbardziej wzruszający wpis! Popłakałam się ze szczęścia czytając go. Będę się modlić za Twoje kruszynki. Jesteś taka dzielna i One też muszą być dzielne i walczyć o szczęśliwe ujrzenie mamuni z drugiej strony. Wszystkiego najlepszego Gabi, aby cud, który nosisz w sobie był mocny jak stal!

                          erica i Dawcio 15.10.04

                          • Re: Gablysiowe historyjki

                            cudowny wpis , wierzę że wszystko będzie dobrze! i wierzę że moja historia też się skończy takim wpisem, dodajesz mi skrzydeł jak Red bull

                            • Re: Gablysiowe historyjki

                              wlasnie przeczytalam, nie moge pisac bo nie widze monitora przez lzy, powiem tylko tyle: jestes niesamowita!!!
                              I na pewno bedziesz wspaniala mamusia dwoch szkrabkow 🙂

                              pozdrawiamy

                              Tysiaczek i Tygrysek – Dawidek (10.04.2004)

                              • Re: Gablysiowe historyjki

                                Trzymamy kciuki mocno. Wszyscy!!!

                                PS. I znowu sie poryczalam. Placzliwa sie zrobilam ostatnio!

                                • Re: Gablysiowe historyjki

                                  Sie pobeczałam no…
                                  Całym sercem jestem z Tobą, wiem co znaczy czekac na cud…
                                  Czekam na same dobre wieści, cudownie, że są dwa okruszki, pomyśl, że juz nigdy nie bedziesz sama, że zawsze te dwa serca będą biły dla Ciebie i Twojego męża…
                                  Nie mogłobyć dzis dla mnie lepszych wieści, trzymam kciuki

                                  Jumi

                                  • Re: Gablysiowe historyjki

                                    o rany, gablysiu…
                                    ze wszystkich dostepncyh mi sil trzymam za Wasza rodzine kciuki!!!!!!!

                                    emalka i zuza

                                    • Re: Gablysiowe historyjki

                                      Nawet nie próbuję sobie wyobrazić co czułaś czekając na to drugie badanie…
                                      Wierzę, że Twoje okruszki zamienią się w solidne fasolki a potem w roześmiane bobasy:)
                                      Gratuluję z całego serca i trzymam mocno kciuki za spokojną i zdrową ciążę!

                                      Wioletta i Tomek 2 latka i 3 miesiące

                                      • Re: Gablysiowe historyjki

                                        gablysiu kochana sciskamy was mocno!
                                        rycze jak bobr, prawie nic nie widze, ale ooooooooooooooooogromnie sie ciesze, ze masz dwie cudne kruszynki pod serduchem! trzymajcie sie razem i duuuzo sil zyczymy!
                                        bede sie za was modlic!

                                        • Re: Gablysiowe historyjki

                                          Serdecznie gratuluje!!!!!!!!!!!!!!!!
                                          Pamietam Cie ze starajacych sie, choc bylam tam tylko miesiac. Czesto zastanawialam sie czy Ci sie udalo… A tu nagle widze liste pazdziernikowek zalozona przez Ciebie. Gratuluje Ci sily Gablysiu bo dzieki niej wywalczylas sobie swoje podwojne szczescie. Zycze Ci aby wszystko ukladalo sie juz jak najlepiej i zebys w pazdzierniku zostala mama dwoch pieknych, zdrowych no i silnych, oczywiscie, dzieciaczkow. Powodzenia!

                                          Pozdrawiam,
                                          asta, wystrzalowa Gabi 20.12.2005 i braciszek 2 latek

                                          Znasz odpowiedź na pytanie: Gablysiowe historyjki

                                          Dodaj komentarz

                                          Mozarella w ciąży

                                          Dzisiaj naszła mnie ochota na mozarellę. I tu mam wątpliwości – czy w ciąży można jeść mozzarellę?? Na opakowaniu nie ma ani słowa na temat pasteryzacji.

                                          Czytaj dalej →

                                          Ile kosztuje żłobek?

                                          Dziewczyny! Ile płacicie miesięcznie za żłobek? Ponoć ma być dofinansowany z gminy, a nam przyszło zapłacić 292 zł bodajże. Nie wiem tylko czy to z rytmiką i innymi. Czy tylko...

                                          Czytaj dalej →

                                          Dziewczyny po cc – dreny

                                          Dziewczyny, czy któraś z Was miała zakładany dren w czasie cesarki? Zazwyczaj dreny zdejmują na drugi dzień i ma on na celu oczyszczenie rany. Proszę dajcie znać, jeśli któraś miała...

                                          Czytaj dalej →

                                          Meskie imie miedzynarodowe.

                                          Kochane mamuśki lub oczekujące. Poszukuję imienia dla chłopca zdecydowanie męskiego. Sama zastanawiam się nad Wiktorem albo Stefanem, ale mój mąż jest jeszcze niezdecydowany. Może coś poradzicie? Dodam, ze musi to...

                                          Czytaj dalej →

                                          Wielotorbielowatość nerek

                                          W 28 tygodniu ciąży zdiagnozowano u mojej córeczki wielotorbielowatość nerek – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać...

                                          Czytaj dalej →

                                          Ruchome kolano

                                          Zgłaszam się do was z zapytaniem o tytułowe ruchome kolano. Brzmi groźnie i tak też wygląda. dzieciak ma 11 miesięcy i czasami jego kolano wyskakuje z orbity wygląda to troche...

                                          Czytaj dalej →
                                          Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                                          Logo