Gimnazjaliści przed sądem

Już jakiś czas temu słyszałam w tv o tej sprawie. Teraz sprawa ruszyła z miejsca
[Zobacz stronę]
Popieram nauczycieli – może to jest sposób na bezkarne “dzieciaki” tylko… co w przypadku gdy sąd orzeknie, że to nie jest znieważenie? Co “nam” zostanie w ręku jako “straszak”?
Te dzieciaki autorytetów nie mają, czyli nauczyciele i rodzice są bezradni, obniżona ocena z zachowania na nich wrażenia nie robi… umieszczenie w poprawczaku to prosta droga by z chuligana zrobić przestępce…

Jak tak o tym myślę to widzę ścianę i amarykańskie filmy klasy B w których młodzież przychodzi do szkoły z bronią

25 odpowiedzi na pytanie: Gimnazjaliści przed sądem

  1. tak z mojego punktu widzenia (ci, co mnei znaja, wiedza, ze dyscyplinowanie uczniow to moj chleb powszedni)
    zasada nr 1, to zasada dokumentowania przypadkow zlego zachowania
    system pisemnego powiadamiania wychowawcy klasy, dyrektora szkoly, rodzicow o kazdych przypadku – oczywiscie polecam zawsze nauczycielom pisac takie listy / mejle czy memo z glebokim namyslem, tak, zby nie bylo widac oczywistych emocji – same fakty

    spotkanie z rodzicami — ale bez oskarzycielskiego tonu
    rodzic powinien byc elementem procesu korekcji zlych zachowan
    czesto zaczynam takie spotkania od przedstawienia faktow i zadania prostego pytania: prosze mi pomoc zrozumiec postepowanie waszego dziecka, prosze podpowiedziec, jak wspierac, jak pracowac z dzieckiem, zeby zrozumialo, ze x czy y nie jest zachowaniem tolerowanym w naszej szkole

    czesto w ciagu 5 pierwszych minut takiej rozmowy udaje mi sie przekonac rodzica, ze szkola nie chce byc po drugiej stronie barykady, ze to nie jest wojna, ze mozemy siebie nawzajem wspierac w ksztaltowaniu mlodego czlowieka

    oczywiscie zawsze znajdzie sie ktos, kto slepo wierzy w racje po stronie dziecka i zlosliwosc nauczyciela, ale wowczas odwoluje sie do statutu szkoly, ktory jasno przedstawia oczekiwania wobec uczniow, nauczycieli, rodzicow — wlacznie z procedurami pokojowego rozwiazywania konfliktow

    ah, zawsze, ale to bezwarunkowo, zanim spotkam sie z rodzicami, wzywam do siebie ucznia i slucham jego wersji wydarzen
    wielokrotnie udaje mi sie rozwiazac problem na poziomie nauczyciel-uczen

    nie wiem, dlaczego szkoly tak rzadko korzystaja z takich oczywistych, najprostszych rozwiazan

    • Kanta, nie bardzo rozumiem co Twoja wypowiedz ma do tego art.
      Po drugie moim zdaniem, przynajmniej z moich obesrwacji tak wynika, ze w Pl szkolach odbywa sie to tak samo jak opisalas.

      • Zamieszczone przez kantalupa
        nie wiem, dlaczego szkoly tak rzadko korzystaja z takich oczywistych, najprostszych rozwiazan

        Pracowałam kiedyś z “młodzieżą niedostosowaną społecznie”. Problem generalnie nie tkwił w relacjach nauczyciel-uczeń, ponieważ – niestety – często pracy z trudnymi dziećmi nauczyciel uczy się na bieżąco, bez jakiegoś pecjalnego przygotowania – często jednak potrafi porozumieć się z uczniem, rodzicami i innymi zainteresowanymi nauczycielami.
        Problem tkwi często (w moim przypadku tkwił) w samych nauczycielach. U nas temu, kto miał trudności z grupą, przypinano łatkę “niewydolny wychowawczo”. Czy ktokolwiek będzie chciał się skarżyć – by potem słuchać o sobie przykre uwagi? Więc stara się poradzić sobie we własnym zakresie – i często w pewnym momencie okazuje się, że sprawy zaszły za daleko,a on już nie potrafi poradzić sobie z trudnościami.
        Taki nauczyciel nie poskarży się wychowawcy, pedagogowi, rodzicom.
        Wiem, że pewnie tacy ludzie nie powinni pracować w zawodzie, jeśli nie nauczą się pewnych zasad, zachowań, działań – ale z drugiej strony nauka też wymaga czasu.
        Myślę, że środowisko nauczycielskie też musi popracować nad sobą.

        • Zamieszczone przez Nelly.
          Kanta, nie bardzo rozumiem co Twoja wypowiedz ma do tego art.
          Po drugie moim zdaniem, przynajmniej z moich obesrwacji tak wynika, ze w Pl szkolach odbywa sie to tak samo jak opisalas.

          No jak to co?
          Kanta pisze o tym co najprawdopodobniej w tym przypadku zostało pominięte – oglądałaś filmik?
          Rodzic wypowiada się, że nigdy nie usłyszał ani słowa od nauczycielki na temat problemów ze swoim synem, po raz pierwszy o tym dowiedział się od policji

          • Mnie bardziej chodziło o to by dowiedzieć się co z takim “delikwentem” można zrobić w sytuacji gdy zachowanie w szkole pozostawia bardzo wiele do życzenia, rodzice albo “nie widzą problemu” albo też są bezsilni i nie maja wpływu na zachowanie swojego dziecka, kary dyscyplinujące czyli obniżenie oceny z zachowania uczeń na “w głębokim poważaniu”… Co wtedy – sąd (tak jak w podanym przeze mnie przykładzie) czy jest jakieś inne wyjście z sytuacji?

            • Zamieszczone przez beamama
              No jak to co?
              Kanta pisze o tym co najprawdopodobniej w tym przypadku zostało pominięte – oglądałaś filmik?
              Rodzic wypowiada się, że nigdy nie usłyszał ani słowa od nauczycielki na temat problemów ze swoim synem, po raz pierwszy o tym dowiedział się od policji

              Ja nie widze w tym linku filmiku, ale moze to przez to ze przegladam przez tel.
              Ale jakos mi sie wierzyc nie chce, ze wczesniej nic nie bylo robione.

              • Zamieszczone przez Nelly.
                Ja nie widze w tym linku filmiku, ale moze to przez to ze przegladam przez tel.
                Ale jakos mi sie wierzyc nie chce, ze wczesniej nic nie bylo robione.

                robione, czy nie — bea pisze dokladnie o tym, co mnie najbardziej zastanowilo — rodzic twierdzi, ze w zadnym momencie nie zostal poinformowany o problemach z dzieckiem – nie ma – przynajmniej tak wynika z filmowej relacji – zadnego sladu w dokumentach, z edziecko bylo kiedykolwiek pod lupa nauczyciela

                osobiscie, niezaleznie od sytuacji, tez uzylabym tego argumentu – jak to? moje dziecko sprawia problemy, a nie ma zadnego stosownego zapisu?

                dziwie sie gleboko, bo – jak pisalam wyzej – dyscyplinowanie uczniow to moj chleb powszedni

                i martwi mnie, ze rzeczywisvie – jak telimena pisala w pierwszym poscie – w przypadku orzeczenia na niekorzysc nauczycielki, niezaleznie od okolicznosci, wiadomosc poslana w eter bedzie miala niepozadany wydzwiek
                dlatego jeszcze raz, jakkolwiek nieprzystajace sa moje przemyslenia do pierwotnego postu w tym watku, podkresle, ze dokumentacja jest wazniejsza niz wszelakie emocje
                i wyglada na to, ze w tej sytuacji takiej dokumentacji zabraklo

                • tu link z ktorego wynika ze szkola jednak zrobila duzo.

                  • przeczytalam, ze odbylo sie 150 spotkan z psychologiem

                    moze zostawie te liczbe bez komentarza

                    powaznie dalej myslisz, ze szkola zrobila “wiele?”

                    • Z moich wiadomości szkoła zrobiła naprawdę wiele
                      Policjanci dopatrzyli sie znamiona przestępstwa, sprawa trafiła do prokuratora a tan pchnął dalej do sądu

                      Nie wiem dlaczego liczba 150 spotkań z psychologiem w ciągu całego roku szkolnego mnożąc liczbę zaangażowanych w to osób robi aż takie wielkie wrażenie?

                      • teli, nie ma idealnych rozwiazan – tak mi sie wydaje (nie chce stawiac sie w pozycji tego, co wie; ale przyznam, ze pisze a wlasnego doswiadczenia)
                        jest generalnie tak, ze istnieje jakas idealna suma ruchow, ktore nalezy wykonac, zeby wyciagnac dzieciaka z trudnej sytuacji
                        ale dzieciaki sa rzadko kiedy idealne, wiec trzeba super-madrego, zeby wybrac wlasciwie zmodyfikowana droge
                        sa tez takie chwile, kiedy trzeba sie poddac; kiedy widzisz, ze nie masz wsparcia w rodzicach, innych nauczycielach, kiedy same dzieciaki otwarcie protestuja przeciwko twqojej ingerencji
                        takie kleski bierze sie na klate baaaardzo ciezko
                        ale sa wpisane w doswiadczenie, niestety
                        do dzieciak prawie zawsze da sie trafic
                        ustanawianie pedagoga czy psychologa szkolnego jako zrodla pomocy (bezwarunkowo, oczywiscie), moze okazac sie bledem
                        to jest w zasadzie wysilek calej obsady szkoly — poczawsze od woznego, na dyrektorze skonczywszy — kazdy ma oczy otwarte na probe dotarcia do dzieciaka – mam akurat teraz przypadek dziewczyny, z ktora pracuje… bibliotekarka – bo akurat jej dziewczyna najbardziej ufa
                        mysle, ze akurat moja szkola jest na dobrej drodze, bo namietnie i do znudzenia powtarzamy, ze nauczyciele i administratprzy musza porzucic jakiekolwiek osobiste cele, samolubnosc itp.
                        maja sie skupic na dzieciakach, ktore czasami potrafia zrobic cos okrutnego wobec nauczyciela, ale sa ciagle jak plastelina, ktora da sie uformowac, jesli tylko umiejetnie sie do tych dzieci odniesiemy

                        i dopiero tutaj zaczyna sie proces lepienia

                        moglabym o tym bez ustanku zreszta, ale nie bardzo widze sens

                        • Zamieszczone przez kantalupa
                          przeczytalam, ze odbylo sie 150 spotkan z psychologiem

                          moze zostawie te liczbe bez komentarza

                          powaznie dalej myslisz, ze szkola zrobila “wiele?”

                          nie moge jakos doczytać ktora ta klasa.
                          Ale sadze ze to nie problem jednego roku i podliczono wszystko, sama mialam swego czasu kilku uczniów sprawiających duze problemy, psychologa u mnie w szkole nie ma, ale spotkan w ciagu roku szkolnego z nimi, z rodzicami itd byly setki, z dyrekcja ok 20.
                          to bylo 8 uczniow, jesli z kazdym z nich psycholog spotkala sie 10 razy w ciagu roku masz juz 80, grupowo po 10 masz juz 90, do tego spotkania z rodzicami plus rodzice i uczniowie i spokojnie wyjdzie ci 150.
                          jesli chodzi o rodziców, sama pamietam historie, ze rodzice mieli w nosie to co dzieje sie w szkole, bywalo/bywa tak ze nawet nie odbieraja telefonow, nie odbieraja listów wysłanych przez szkole, a kiedy pojawia sie zachowanie naganne lub tez uczen zostaje poinformowany o mozliwosci wysłania go do osrodka socjoterapeutycznego(czyli droga sadowa) nagle ma pretensje ze przeciez o niczym nie wiedzial.

                          • Zamieszczone przez ciapa
                            Z moich wiadomości szkoła zrobiła naprawdę wiele
                            Policjanci dopatrzyli sie znamiona przestępstwa, sprawa trafiła do prokuratora a tan pchnął dalej do sądu

                            Nie wiem dlaczego liczba 150 spotkań z psychologiem w ciągu całego roku szkolnego mnożąc liczbę zaangażowanych w to osób robi aż takie wielkie wrażenie?

                            bo moze ja nie rozumiem – kilku szczyli najezdza na nauczycielke
                            wynika z tego 150 spotkan z psychologiem

                            w toryms momencie chyba musial tenze psycholog uznac, ze jakos takie dzialania nie przynosza korzysci?

                            • Zamieszczone przez Nelly.
                              nie moge jakos doczytać ktora ta klasa.
                              Ale sadze ze to nie problem jednego roku i podliczono wszystko, sama mialam swego czasu kilku uczniów sprawiających duze problemy, psychologa u mnie w szkole nie ma, ale spotkan w ciagu roku szkolnego z nimi, z rodzicami itd byly setki, z dyrekcja ok 20.
                              to bylo 8 uczniow, jesli z kazdym z nich psycholog spotkala sie 10 razy w ciagu roku masz juz 80, grupowo po 10 masz juz 90, do tego spotkania z rodzicami plus rodzice i uczniowie i spokojnie wyjdzie ci 150.
                              jesli chodzi o rodziców, sama pamietam historie, ze rodzice mieli w nosie to co dzieje sie w szkole, bywalo/bywa tak ze nawet nie odbieraja telefonow, nie odbieraja listów wysłanych przez szkole, a kiedy pojawia sie zachowanie naganne lub tez uczen zostaje poinformowany o mozliwosci wysłania go do osrodka socjoterapeutycznego(czyli droga sadowa) nagle ma pretensje ze przeciez o niczym nie wiedzial.

                              i git, i w zasadzie mam odpowiedz
                              wedle “naszego protokolu” po trzecim przypadku (niech bedzie dziesiatka dzieci, co daje trzydziesci spotkan), sprawe popycha sie dalej, na poziom administracyjny, jesli wzor zachowan sie nie zmienia
                              z tego poziomu sa juz tylko rozmowy z rodzicami ze statutem szkoly w tle
                              ciagle mi czegos w tej calej historii brakuje

                              • Zamieszczone przez kantalupa
                                i git, i w zasadzie mam odpowiedz
                                wedle “naszego protokolu” po trzecim przypadku (niech bedzie dziesiatka dzieci, co daje trzydziesci spotkan), sprawe popycha sie dalej, na poziom administracyjny, jesli wzor zachowan sie nie zmienia
                                z tego poziomu sa juz tylko rozmowy z rodzicami ze statutem szkoly w tle
                                ciagle mi czegos w tej calej historii brakuje

                                no i to bylo zrobione…
                                czesto kanta uczniowie czuja sie bezkarni, zachowanie naganne, czy tez upomnienia dyrektora itd sa dla nich NICZYM, wiec co dalej proponujesz?
                                bardzo jestem ciekawa

                                • Kanta ale my tak naprawdę nie wiemy jakiego typu interwencji podejmował sie psycholog, może nie tylko “spotykał się” i rozmawiał ale stosował rożne metody interwencyjne
                                  Klasa była objęta także innymi programami np. związanymi z zapobieganiem agresji itp

                                  Ja uważam, że skoro są znamiona przestępstwa sprawa ma jak najbardziej prawidłowy – sądowy tok

                                  Naprawdę kocham psychologię humanistyczna i pełne empatii i zrozumienia podejście do dzieci i rodziców – ale uwierz mi znając realia – polskiej rzeczywistości – byc może gdzieś indziej jest inaczej – czasami naprawdę pomimo wysiłków całej kadry dodajac do tego interwencje behawioralne – nie zdaje to egzaminu i potrzebne jest zastosowanie np sądowego autorytetu

                                  Polskie szkoły maja opracowane procedury interwencyjne ale czasami mimo wysiłków jest bezsilność

                                  Nie wiem w jakiej szkole pracujesz, może w takiej, w której młodzież jest w pewnym sensie “wyselekcjonowana” już? W polskim gimnazjum jest przekrój całego społeczeństwa, również patologicznego i czasami naprawdę ręce opadają

                                  • zdecydowanie nie widze potrzeby organizowania kolejnych spotkan z psychologiem
                                    jak napisalam wczesniej – dzialania statutowe – statuty szkoly maja znaczenie, choc niewiele szkol w ogole je sklada do urzedowego zatwierdzenia (w dawnych czasach mojej przygody z men-em na dziwiek slowa “statu” zostalam solidnie wysmiana, podczas gdy byl to zupelnie prawnie zabezpieczony szkolny przywilej)
                                    mysle, ze zrobilabym wszystko, zeby miec zapis krokow podjetych przez szkole w kierunku zdyscyplinowania ucznia (przy czym pomijam juz srodki monitorowania trafnosci srodkow, bo zakladam, ze mowimy o spoleczenstwie wyedukowanym w kwestii pracy ze “zbuntowana” mlodzierza, co jest wpisane w zawod nauczyciela niejako z maszyny), a w przypadku braku efektow mam caly arsenal krokow, poczawszy od doniesienia o popelnieniu przestepstwa (zniewaga funkcjonariusza), az po przeniesienie ucznia do szkoly specjalnej

                                    ale najpierw — i to jest to, o czym pisze — upewnilabym, ze zrobiono WSZYSTKO, zeby do ucznia dotrzec

                                    • Kantalupa, a masz do czynienia z dziećmi z patologicznych środowisk, gdzie pobicia to powód do chluby, mówienie do nauczyciela szmata to nic złego, alkohol leje się strumieniami, po szkole dziecko łazi nie wiadomo gdzie, nie wiadomo z kim, itd?
                                      Nie sądzę, że przez trzy lata, podczas kilku godzin dziennie(albo i nie bo wagaruje) jest się w stanie doprowadzić dziecko do przyzwoitych zachowań tylko rozmową?
                                      Jeszcze jakoś leci, jak nic od nich nie chcesz, nie wymagasz prac domowych, ale w chwili, gdy postawisz jedynkę, bo np nie ma pracy domowej, to obrywawasz np od szmat.
                                      Ja nie piszę o sobie, mam to szczeście, że nigdy żadne dziecko mnie nie obraziło, ale jakoś omijam przypadkowo zupełnie dzieci bardzo trudne wychowawczo.
                                      Pracuję w dobrym gimnazjum, to w sumie 95% dzieci mamy takie, z którymi można sobie poradzić, tak jak piszesz, popieram Cię w zupełności, ale to inaczej wygląda przy tych umownych 5%.

                                      Rodzice nie mają żadnego wpływu na te dzieci, także nie są w stanie nic pomóc, zresztą sami często piją, włoczą się, itd
                                      Druga rzecz, złapać kontakt z rodzicem to nie lada problem.

                                      • Kanta z ciekawości jak u Was wygląda przeniesienie ucznia do szkoły specjalnej?
                                        Jak np rodzice nie wyrażają na to zgody?

                                        Myslę, że szkoła ma zapis w dokumentach, to co mówią rodzice to często inna bajka

                                        • ciapa, czasami rowniez – jak w kazdym srodowisku – wyselekcjonawych czy nie dzieciakow i nauczycieli – spotykasz ludzi, ktorzy nie radza sobie z sytuacja

                                          smutna rzecz, o ktorej wielokrotnie juz pisalam – niestety w wielu miejscach swiata (nie zawezam tego jedynie do polskich realiow) nauczyciele (od razu pisze, ze nie wszyscy) to ludzie bez elementarnego poczucia sprawiedliwosci
                                          wlasnie mialam w swoich rekach sytuacje, gdzie uczennica obrazila nauczycielke, ktora zamiast probowac rozwiazac problem na miejscu, naglosnila sprawe i z przyzwoitej uczennicy zrobila potwora

                                          kazdy zainteresowany w naturalny sposob wniesie swoja interpretacje tematu
                                          ty bedziesz bronic psychologa
                                          nelly praw nauczycieli
                                          a ja moze wyjde dalej i powiem: z setki nieudacznych uczniow, dobre 80% jest do odzyskania
                                          nie przez jedna osobe, ale przez kolektywny wysilek calej grupy, ktora CHCE i UMIE wspolpracowac
                                          i nie zaslania sie personalnymi przekonaniami

                                          ponizej cytat z mojego szefa, administratora w edukacji od 45 lat:
                                          uczen x dobre 15 razy zranil mnie zlym slowem,
                                          14 razy klalem na niego
                                          za 15 razem zaprosilem go na lody
                                          przy 16nastym spotkaniu opowiedzial mi o swoim domu

                                          trzy lata pozniej pisalem dla niego list z rekomendacjami do dobrego koledzu

                                          glupie, nie? i nie pasuje do polskich “strasznych” realiow
                                          ale moj szef wowczas pracowal w amerykanskiej szkole z filmow, ktora chyba telimena wspomniala

                                          wiecej nie bede pisac, bo moze jestem jakas wstretna idealistka, ktora srednio pasuje do jakiejkolwiek rzeczywistosci
                                          ale karmie sie tym, co udaje mi sie robic dobrze tu i teraz
                                          i zycze wszystkim takich samych odczuc

                                          Znasz odpowiedź na pytanie: Gimnazjaliści przed sądem

                                          Dodaj komentarz

                                          Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                                          Logo