Ja Listopadówka – jak rodzilam

Witam Was,

chcialam opowiedzieć Wam króciutko o swoim porodzie i pierwszych dniach z córeczką.
Dlugo trwalo, nim udalo mi się szczęśliwie donosić ciążę. Wiele wcześniej musiałam się nacierpieć, glównie psychicznie, gdyż o cierpieniu fizycznym człowiek jest w stanie szybko zapomnieć. Trzykrotnie poroniłam, w lutym br zaszlam w ciążę po raz czwarty. W duchu powiedziałam sobie, że to już ostatnia próba, więcej psychicznie nie będę w stanie znieść. Ale to samo mówiłam tez wczesniej, w każdej z nas drzemie potrzeba bycia matką, więc próbujemy do skutku. Czwartą ciążę na początku traktowałam z dużą dozą ostrożności, tj nie obiecywałam sobie zbyt wiele. Liczyłam dni, tygodnie, byle do 12 tygodnia, potem do 14, a gdy minie 16 tydzień, odetchnę nieco z ulgą. I tak czas sobie płynął, nie powiem, by obylo się bez strachu: 9 tydzień krwawienie, jak przy poprzednich ciążach. Odpowiednia interwencja lekarza, prawie 80 zastrzyków progesteronu, leżenie przez jakiś czas i udalo nam się pokonać magiczną dotąd granicę 16 tygodnia ciąży. Potem, nadal pelna obaw, ale już z większą wiarą, odliczałam kolejne tygodnie ciązy. W 18 tygodniu ciąży pozwoliliśmy sobie z mężem na pierwszy zakup dla maleństwa: nosik. Potem w internecie spodowal nam się wózek na promocji, który też zakupiliśmy. Kolejne tygodnie i powolutku kompletujemy wyprawkę: mebelki, pościel, przewijak, ubranka, pieluszki, akcesoria dla noworodka. Trudno opisać, jaką frajdę obojgu nam sprawialy te zakupy, odpowiednio dawkowaliśmy je sobie (także ze względów finansowych). Oczywiście obawa o maleństwo i ciążę towarzyszyla nam do samego końca, zwłaszcza ja stale zamęczałam swojego lekarza tysiącami pytań, czy aby na pewno ciąża przebiega prawidłowo. Z uwagi na wcześniejsze przeżycia lekarz zapytal, jak chciałabym rodzić. Po konsultacjach i z mężem, z sobą samą oraz innymi osobami, które przeżyly zarówno poród naturalny jak i cięcie, zdecydowałam się rodzić naturalnie. Na cztery tygodnie przed terminem spakowałam torbę do szpitala. Kolejna wizyta i slysze od lekarza, że jego zdaniem w mojej sytuacji bezpieczniejsze byloby rozwiązanie przez cięcie. Wracam do domu i wszystko leci mi z rąk, przecież to operacja, boję się niesamowicie, bylam przygotowana na poród naturalny. Ale skoro, jak twierdzi lekarz, minimalizujemy w ten sposób ryzyko jakichkolwiek komplikacji dla tak z trudem uzyskanej kruszynki, zgadzam się. Wyznaczamy datę zabiegu: wtorek 26-go października, a w poniedziałek mam się stawić na izbie przyjęć do szpitala. W niedzielę udzielamy się towarzysko caly dzień, ale o 19.00 udajemy się do domu: musimy jeszcze przygotować kilka rzeczy do szpitala: przede wszystkich chcę, by to mąż mnie już wygolil (przy cc trzeba), zmywam lakier z paznokci (wymóg przy cc), pakuję drobne pieniążki do torby i kilka ostatnich drobiazgów, które miałam wrzucić na ostatnią chwilę do torby. Kładziemy się do lóżka o 20.30, chwilę rozmawiamy, mąż przytula się do brzuszka i mowi do córeczki: Olusiu, jeszcze tylko jutrzejszy dzien i będziesz na świecie. I w tym momencie gdy to wypowiedział, słyszymy odgłos: trzask suchej gałęzi. Mówię, że chyba coś się dzieje, a on: nie, to moje kości strzelają. Ja jednak wiem, ze to coś ze mną: czuję lekki, niebolesny skurcz w dole brzucha, po kilku sekundach coś cieplego cieknie między nogami. Mówię do męża: to odeszly wody plodowe, dzwoń do lekarza. Decyzja mojego gina: jedźcie do szpitala. Spokojnie jedziemy pustymi już o 22.00 ulicami, w końcu odejście wód to jeszcze nie powód do pośpiechu. W samochodzie zastanawiamy się, jak będę rodzić (jaka decyzja lekarza) i czy córeczka będzie na świecie jeszcze dzisiaj (ale chyba raczej nie, dzień dobiega końca). Żartujemy sobie, że mala wszystkich przechytrzyla: sama zadecyduje sobie, kiedy się urodzi. Dojeżdżamy do szpitala: formalności, badanie, przejście do sali przedporodowej. Decyzja mojego lekarza: na stól od razu, nie czekamy. Z przerażeniem patrze, co robią wokół mnie: atmosfera jest spokojna, ale ja przerażona, nie wiem co mnie czeka, jak wyląda tak w rzeczywistości takie cięcie. Cierpliwie wszystko znoszę, ale trząść zaczynam się coraz bardziej. Trafiam w końcu na stól operacyjny, robię koci grzbiet (wklucie znieczulenia zewnątrzoponowego), kladę się, nie czuję nóg, robią mi parawan, wchodzą lekarze: oni rozluźnieni, żartują, ja przerażona, trzęsę się ze strachu. Pielęgniarka trzyma mnie za rękę, bo moja ręka cala się trzęsie ze zdenerwowania, trudno zmierzyć mi puls. Slysze od anestezjologa: już panią przecieli (moje zdziwienie: przeciez nic nie czulam), za 10 sekund słyszę: już widać glówkę. Pytam: czy są wloski? Odpowiadają że jest dużo czarnych wlosków, po chwili unoszą JĄ do góry: czy widzi Pani, co urodzila? (to chyba taka formalność). Odpowiadam, że tak, jest dziewczynka, kladą mi ją na chwile przy buzi (z uwagi na zzo nie mogę ruszać glową), potem zabierają. Jest 23.15, niedziela (ja też urodziłam się w niedzielę, podobno to szczęśliwy dzień). Lekarze wyciągają łożysko, szyją brzuch i pytają: jakoś się Pani nie cieszy. A ja ciągle jestem po prostu przerażona, cudnie ze dziecko jest, ale ciągle się boję. Nie potrafię pokonać tego strachu. Po chwili mówią: już kończymy, a ja się cieszę, że zaraz będzie po. Zdejmują mi parawan sprzed nosa, przerzucają na drugie lóżko, jadą ze mną korytarzem, mój mąż podchodzi do mnie, idzie przy mnie do sali pooperacyjnej. Zostajemy sami na sali, mąż caluje mnie i mówi: dziękuję Ci żoneczko. Opowiada, że był przy mierzeniu Oleńki, ważeniu, gdy podawali jej pierwsze szczepienia, potem ubrali i zostawili go w pokoju razem z nią. Nosil ją na rękach i uspakajal, bo płakała. Pytam męża o jej parametry: pamięta tylko, że 10 punktów i 3400 g wagi. Nie pamięta, ile cm długości. Do sali pooperacyjne wchodzi pielęgniarka, by podać mi kroplówkę. Mąż pyta, czy może pokazać mi dziecko; ona na to, że nie ma problemu. Wychodzą razem z sali, po chwili mąż wjeżdża z dzieckiem; pokazuje mi ją. Siedzimy tak sobie sami w trojkę, cieszymy się tymi chwilami. Mąż dzwoni do jednych i drugich dziadków poinformować ich krotko o narodzinach wnuczki. Po 24.00 niestety musi już kończyć wizytę u mnie, dziecko odwozi na noworodków, caluje mnie na pożegnanie, zostaję sama w sali. Dopiero teraz się uspakajam, wiem, ze już najgorsze za mna, mala jest cala i zdrowa. Znieczulenie schodzi powolutku, czuję już swoje nogi, ale za to trochę boli brzuch, proszę więc o środek przeciwbólowy (wstrzykują mi go do kroplówki). Do rana nie śpię, o 8.00 przychodzi mój mąż, idzie na noworodków po córeczkę i znowu jesteśmy w trójkę, szczęśliwi jak chyba nigdy dotąd. O 12.00 przychodzi pielęgniarka i mówi, że pora wstawać. Wstaję z jej pomocą, z mężem idę pod prysznic, pomaga mi się umyć. Nie powiem, pierwsze podniesienie się z lóżka i poruszanie się to jak stawianie pierwszych kroków od dawna, troche boli, trudno się poruszać, ale z godziny na godzinę staję się coraz sprawniejsza, aż sama jestem tym zdziwiona. Wieczorem tego dnia, gdy mąż idzie do domu, odwozi malą na noworodków. Ja wytrzymuję tak do 24.00, potem nie mogę spać, zwlekam się więc z lóżka powolutku i po raz pierwszy robię tak daleki spacer: idę samodzielnie na noworodków po swoje dziecko. Przyjeżdżamy razem do sali, noc spędzamy wspólnie. I tak już będzie przez caly pobyt w szpitalu. Gdy wychodze w 6 dobie, poruszam się tak, jakbym wcale nie miala żadnego cięcia cesarskiego. Aż sama jestem zdziwiona tak szybki powrotem do formy. Oczywiście przez te 6 dni wiele przeszlyśmy z Olusią: najpierw przez 2 dni ja walczyłam z bólem (tj stale prosilam o srodki przeciwbólowe). Gdy ja już wydobrzałam, nie miałam pokarmu do karmienia. Stosowałam się do zaleceń polożnych i w 3 dobie pojawil się pokarm, ale w 4 dobie znowu okazalo się, że mam nawal pokarmu, piersi cieżkie jak kamienie, grozi mi zastoj i zapalenie piersi. Okladam się znowu za namową polożnej zimną kapusta z lodówki, mąż odciąga mi pokarm laktatorem. W 5 dobie sytuacja z piersiami opanowana, ale mala od 4 doby nocami nie śpi, boli ją brzuszek, przeraźliwie placze a ja razem z nią, bo moje dziecko cierpi. Tak spędzamy 3 noce w szpitalu, w ogole nie śpiąc nocami. Nawet pielęgniarki niewiele są w stanie nam pomóc, daja malej kropelki na odgazowanie, ale malo pomagają. Pokazują, jak ja masować. Bole brzuszka u Olusi pojawiają się codziennie o 1.00 w nocy i trwają do rana, zasypia zmęczona zwykle ok. 5.00 nad ranem, ja więc spie tylko godzinę, bo o 6.00 szpitalna pobudka: temperatura, badania, prysznic, wizytacja lekarzy. W 6 dobie nareszcie do domku; a tam czeka na nas cudowne powitanie: w pokoiku malej mnóstwo czerwonych baloników, wstążeczek, a na stoliku dla mnie bukiet czerwonych róż, szampan i pierścionek. Powitanie, jakiego się nie spodziewałam i jakiego życze każdej z Was.

A teraz o mojej córeczce: oboje z meżem jesteśmy w niej ZAKOCHANI. Tak cudowna istotka, tyle wniosła do naszego życia szczęścia, radości, tysiące cudownych uczuć. Ma najcudowniejszy uśmiech na świecie, w ogole jest najpiękniejszym dzieckiem, jakie widziałam. Potrafimy oboje stale na nią patrzeć, glaskać ją, tulić, trudno nam się z nią rozstać nawet na kilka minut. I to nic, że niewiele śpimy w nocy, że telewizja przestala dla nas istnieć (nic nie wiem, co się dzieje na świecie), obiadu nie jedliśmy od tygodnia. I tak jesteśmy NAJSZCZĘŚLIWSZYMI RODZICAMI ŚWIATA !!!!! I nic więcej do szczęścia nam nie brakuje, może tylko, żeby doba nieco się rozciągnęla, abyśmy jeszcze więcej czasu mieli dla Olusi i żeby nasze maleństwo było zdrowe.
A wychodząc ze szpitala z maleńką powiedziałam mężowi: wiesz, ona na pewno nie zostanie jedynaczką. To jest tak cudowne, że co najmniej jeszcze raz chcę to przeżyć.

Pozdrawiam Wszystkie przyszle i obecne Mamy
Ewa

PS Niestety nie potrafię wkleić zdjęcia do tej wiadomości, a tak bardzo chcialam się pochwalić swoją córeczką. Jeśli któraś z Was może mnie pokierować, jak to zrobić, będę wdzięczna.

25 odpowiedzi na pytanie: Ja Listopadówka – jak rodzilam

  1. Re: Ja Listopadówka – jak rodzilam

    Ewciu!!!!!!! Gratulacje!!!! lezka wzruszenia mi sie w oku zakrecila jak przeczytalam to co napisalas- pieknie to ujelas. Ucaluj coreczke od listopadowej cioci!!!!!!!!!

    dagi& Mia

    • Re: Ja Listopadówka – jak rodzilam

      poryczalam sie ! ide na nowo robic makijaz do pracy….. ale warto bylo czytac twoj opis Ewo. jest wzruszajacy….

      Maja i

      Adaś (19.05.2004)

      • Re: Ja Listopadówka – jak rodzilam

        WIELKIE GRATULACJE dla całej waszej Trójki. Szczęście już macie więc życzę zdrowia i kolejnej Dzidzi.
        Pozdrawiam.
        Iza

        • Re: Ja Listopadówka – jak rodzilam

          🙂 wielkie szczęście i bardzo długa droga 🙂 macierzyństwo 🙂

          Ania i Izunia (2 lata)+lutowa PEREŁKA

          • Re: Ja Listopadówka – jak rodzilam

            Ewuniu, Tatusiu i Olu 🙂 Gratuluję Wam małego cudu jakim jest Wasza córeczka. Bardzo się wzruszyłam czytając Twój opis. Taka kruszynka a tyle szczęścia!

            Cieplutkie buziaczki dla Was.

            Majóweczka

            • Re: Ja Listopadówka – jak rodzilam

              SERDECZNE GRATULACJE!!!!

              a widzisz, tak sie balas tego cc – a to nic strasznego

              pozdawiam Cie cieplutko, przekaz najlepsze zyczenia swojej Córeczce

              k8 i Adaśko 30.04.04

              • Re: Ja Listopadówka – jak rodzilam

                prawie sie poplakalam… a siedze w pracy

                wszystkiego najlepszego dla Waszej trojki 😉
                Edyta+Ktosiek

                • GRATULACJE!

                  Czytałam z zapartym tchem.. Serdeczne Gratulacje dla Waszej trójki!!!

                  P. S.żeby wkleić zdjęcie musisz je umieścić w jakimś albumie internetowym np.fotoalbum na One’cie.
                  [Zobacz stronę]
                  Następnie,piszesz w wiadomości na forum coś takiego:
                  [obrazek]…tu wklejasz link (adres URL )do zdjęcia…[/obrazek]
                  Ten adres url zdjęcia bierzesz-klikając prawym przyciskiem myszki na zdiecie z albumu,kopiujesz i wklejasz,między dwa słowa obrazek,ale bardzo ważne żeby nie było żadnych spacji pomiędzy tymi słowami!!!
                  więcej info, znajdziesz w podforum “od redakcji”,tam jest opis jak to zrobić,i miejsce na próby..
                  KONIECZNIE MUSISZ SIĘ POCHWALIĆ CÓRUNIĄ!!!

                  Ania&Adnan

                  • Re: Ja Listopadówka – jak rodzilam

                    Ewuniu Kochana – bardzo sie wzruszyłam czytając Twoją opowieść o powitaniu Oleńki Przypomniały mi się pierwsze chwilki z igorem I wiesz.. wychodząc z porodówki 2 godziny po porodzie mój maż stwierdził… no to niedługo robimy córeczkę. Cieszę się, ze macie podobne podejście.
                    Buziaki dla was dzielne dziewczny!!!

                    ika z Igor 01.04.2004

                    • Re: Ja Listopadówka – jak rodzilam

                      Ewciu!
                      Wspaniale, że zechciałaś sie podzielić z nami swoimi przeżyciami. Gratuluję Ci Córeńki!! A tak pieknie to opisałaś, że aż się popłakałam ze wzruszenia!!!
                      Życze wszystkiego dobrego Całej Rodzince
                      Pozdrawiam
                      Agnieszka i Niespodzianka

                      • Re: Ja Listopadówka – jak rodzilam

                        Gratulacje i jeszcze raz gratulacje! Sama rodziłam przez cc., ale w znieczuleniu ogólnym. Bardzo się wzruszyłam i… zaskoczyłam. Ciążę prowadził mi kierownik kliniki, ale jakie telefony przed porodem? Mąż przy cesarce???!!! a do tego razem na sali po porodzie?! Spotkaliśmy się z mężem następnego dnia na korytarzu. Jedyny luksus jakiego doświadczyłam z racji bycia “profesorską pacjentką” to oddzielna sala przy porodzie (najpierw próbowałam rodzić naturalnie). Gratuluję Wam raz jeszcze! To jest najważniejsza chwila w Waszym życiu więc powinna być najpiękniejsza! A do tego to powitanie… Mój mąż jest wspaniały, ale po powrocie do domu czekał mnie jedynie bałagan po imprezce:-). Teraz pracuję nad tym, żeby zagościć na oczekujących przez najbliższe 9 miesięcy. Jeszcze się staram.
                        całusy
                        śliwcia i Amelka (02.04.03)

                        • Re: Ja Listopadówka – jak rodzilam

                          Ewus jeszcze raz ogromnegratulacje!!! Swoja drogo to chyba nawet lepiej, ze malutka troche Was zaskoczyla. Przynajmniej nie balas sie dlugo przed cesarka;) Bardzo sie ciesze ze malutka jest juz z Wami. To pewnie beda Wasze najcudowniejsze swieta…

                          Ninka

                          • Re: Ja Listopadówka – jak rodzilam

                            Pieknie to opisalas Ewa!
                            Czytajac odczulam cale szczescie jakie od ciebie promieniuje. Serdeczne gratulacje dla ciebie i Twojego meza.
                            Pozdrawiam
                            Bramka

                            • Re: Ja Listopadówka – jak rodzilam

                              ja też się wzruszyłam. zawsze jak czytam o porodach i o tym jakie mamusie są szczęśliwe jak już widzą i przytualjką swoje kochane maleństwa wyobrażam sobie jak to będzie ze mną. I za każdym razem się wzruszam, taka ze mnie beksa 🙂 Pozdrawiam

                              Ewcia

                              • Re: Ja Listopadówka – jak rodzilam

                                Ewuś,
                                Pięknie wszystko opisałaś, Popłakałam się ze wzruszenia…
                                Wiele przeżyliście zanim pojawiła się w Waszym świecie Oleńka. Warto było poczekać i dołożyć wszelkich starań aby urodziła się silna i zdrowa.
                                Gratuluję Wam za całego serca. Gdy tylko napisałaś na naszym wątku o tym, że we wtorek 26.10 masz mieć cc to cały czas byłam myślami z Tobą i trzymałam kciuki.
                                Życzę wiele zdrowia, miłości, cierpliwości i pięknych chwil w radości.
                                Ucałuj Oleńkę, pogratuluj tatusiowi. Masz cudownego męża!
                                Pozdrawiam
                                Olena

                                • gratulacje!

                                  Kochana Ewo!
                                  Popłakałam się ze wzruszenia! Gratuluję z całego serca córeczki, męża i…całego szczęścia, które wreszcie Cię spotkało!
                                  Mam nadzieję, że moje wrażenia będą podobne. Muszę poczekać jeszcze okolo miesiąca, ale Twój post przekonał mnie że na taka chwilę warto czekać ! Dziękuję!

                                  Ucałuj córeczkę i dzielnego męża

                                  asia, mateuszek-aniołek i grudniowy szymuś (który też nie będzie jedynakiem!)

                                  • Po slowach…..

                                    Po slowach ”dziekuje Ci zoneczko…”rozplakalam sie jak dziecko… pieknie opisalas historie. Teraz jestescie najszczesliwsza rodzina pod sloncem i tego nadal Wam zycze.Dlaczego jest tak ze niektore kobiet zachodza w ciaze bez problemu i rodza bez zadnych komplikacji dziecko za dzieckiem a niektore….sama wiesz.Ale TY juz masz swoja kruszynke obok siebie i cale dnie i noce poswiecasz jej…ja sie nie moge doczekac bo dopiero w marcu sie urodzi moj dzidziak czego sie nie moge doczekac aby wziasc w ramiona i przytulic…..pozdrawiam i zycze ZDROWIA I Z KAZDYM DNIEM WIECEJ RADOSCI Z MACIERZYNSTWA!!!

                                    Karolcia:)

                                    • Gratuluję Ci

                                      Ewo ! Czytając Twojego posta bardzo się wzruszyłam. Wyobrażam sobie przez co musiałaś przejść. Cieszę się,że udało Ci się donosić ciążę i urodzić zdrowe dziecko. To napawa optymizmem. Gratuluję Ci córeczki i dobrego męża !

                                      Ściskam Was !

                                      Aneta

                                      • Gratulacje!!!!

                                        Wielkie gratulacje! Az lezka sie w oku kreci….
                                        A ja ciagle czekam az moje listopadowe Malenstwo sie zdecyduje! 🙂
                                        Buziaki dla calej Waszej trojki!!!
                                        Asia i Malenstwo

                                        • Re: Ja Listopadówka – jak rodzilam

                                          Ewuniu to co opisalas bylo piekne az ryczalam jak bobr,swoim postem dodalas mi nadzieji ze i mnie sie kiedys uda dziekuje ci i oczywiscie wielkie gratulacje dla calej waszej trojki

                                          Kasia i dwa aniolki 13.08.03 i 15.09.04

                                          Znasz odpowiedź na pytanie: Ja Listopadówka – jak rodzilam

                                          Dodaj komentarz

                                          Mozarella w ciąży

                                          Dzisiaj naszła mnie ochota na mozarellę. I tu mam wątpliwości – czy w ciąży można jeść mozzarellę?? Na opakowaniu nie ma ani słowa na temat pasteryzacji.

                                          Czytaj dalej →

                                          Ile kosztuje żłobek?

                                          Dziewczyny! Ile płacicie miesięcznie za żłobek? Ponoć ma być dofinansowany z gminy, a nam przyszło zapłacić 292 zł bodajże. Nie wiem tylko czy to z rytmiką i innymi. Czy tylko...

                                          Czytaj dalej →

                                          Dziewczyny po cc – dreny

                                          Dziewczyny, czy któraś z Was miała zakładany dren w czasie cesarki? Zazwyczaj dreny zdejmują na drugi dzień i ma on na celu oczyszczenie rany. Proszę dajcie znać, jeśli któraś miała...

                                          Czytaj dalej →

                                          Meskie imie miedzynarodowe.

                                          Kochane mamuśki lub oczekujące. Poszukuję imienia dla chłopca zdecydowanie męskiego. Sama zastanawiam się nad Wiktorem albo Stefanem, ale mój mąż jest jeszcze niezdecydowany. Może coś poradzicie? Dodam, ze musi to...

                                          Czytaj dalej →

                                          Wielotorbielowatość nerek

                                          W 28 tygodniu ciąży zdiagnozowano u mojej córeczki wielotorbielowatość nerek – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać...

                                          Czytaj dalej →

                                          Ruchome kolano

                                          Zgłaszam się do was z zapytaniem o tytułowe ruchome kolano. Brzmi groźnie i tak też wygląda. dzieciak ma 11 miesięcy i czasami jego kolano wyskakuje z orbity wygląda to troche...

                                          Czytaj dalej →
                                          Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                                          Logo
                                          Enable registration in settings - general