Jak pomóc kobiecie…?

Witam,

Dziewczyny, podpowiedzcie co można zrobić, jak dotrzeć do kobiety po stracie dziecka…? Minęło już kilka miesięcy, z każdym tygodniem było coraz gorzej, coraz bardziej od siebie się oddalaliśmy. Ona zamknęła się w sobie, nie chce rozmawiać, ma wydaje mi się depresje, pomysłem z Jej strony na rozwiązanie problemów związkowych jest rozwód…

Czytam na różnych portalach o tematach po utracie i w większości opisywanych schematów i wątków widzę naszą historię.

Wiem, że sami sobie z tym nie radzimy a bardzo bym chciał uratować ten związek, kocham Ją, na dobre i na złe…
Pomyślałem o psychologu, ale Ona odrzuca tego typu rozwiązanie, w ogóle odrzuca już jakikolwiek dialog…

Wiele rzeczy teraz sobie uzmysłowiłem i cholernie chciałbym to uratować… Żona o wielu sprawach mi nie mówiła, a ja się nie domyślałem mimo wielkich chęci pomocy.
I tak pozwoliliśmy na rozsypywane się tej układanki…

Mam wiarę, że dobry psycholog potrafiłby nam pomóc. Byliśmy świetnym, kochającym się małżeństwem…

What to do !?

Pozdrawiam.

29 odpowiedzi na pytanie: Jak pomóc kobiecie…?

rozsypany Dodane ponad rok temu,

Ma ktoś podobne doświadczenia?

aguq Dodane ponad rok temu,

Kobieta ma to do siebie, że oprócz psychicznego cierpienia cierpi także fizycznie, jej ciało ten cały okres przygotowywało się do macierzyństwa, bardzo dużo robią hormony, które praktycznie w większości odpowiadają za nasz stan emocjonalny…

Ja osobiście bardzo potrzebowałam bliskich, (mama, tato, narzeczony), gdyby nie oni to nie byłoby mnie tutaj, nie miałam po co żyć. Dopiero po czasie dotarło do mnie, że mój narzeczony też cierpi, też stracił dziecko.
Od mojej straty niedługo miną 2 miesiące, cały czas płaczę i jestem zamknięta w sobie, bardzo dużo zrobiło to forum. Naprawdę….

Moim zdaniem żona powinna porozmawiać z osobami o podobnych przejściach. Ciężko powiedzieć co robić, gdy nie zna się waszej historii..

Tyle mogę dodać ze swojej strony, mam nadzieję że pojawią sie jeszcze inne pomocne duszyczki.

Trzymam za was kciuki !

rozsypany Dodane ponad rok temu,

Dziękuję Ci za odpowiedź.

Żona jest bardzo skryta i zamknięta w sobie, szczególnie teraz. Nie rozmawiała chyba z nikim o naszych problemach, nawet jej najbliższe przyjaciółki odzywały się do mnie z tematami równoległymi, nie dotyczącymi nas i nic o nas nie wiedziały.

Byłem blisko, robiłem co w mojej mocy, dalej chce być blisko.
Natomiast unikałem tematu utraty, nie drążyłem go jak żona sama nie ruszyła, nie chciałem rozgrzebywać ran. Starałem się być delikatny i nie prowokować tego tematu, co nie zmienia faktu, że przeżyłem to straszliwie mocno. Jednak starałem się tego nie pokazywać, żeby nie wzbudzać emocji, chciałem być dla Niej oparciem i ostoją spokoju w tym czasie.

O psychologu nie chciała słyszeć. Ja nie wiem co mogę zrobić samodzielnie, skoro wszystko co złe dzisiaj utożsamia ze mną…
Tutaj dodam, że ja poszedłem do psychologa po poradę i wsparcie.

aguq Dodane ponad rok temu,

Rozmowa jest bardzo potrzebna… ja w pewnym czasie miałam na odwrót, w pewnym momencie to ja potrzebowałam rozmawiać, gadać a narzeczony nie mógł. Całą ciąże miał obojętny stosunek do mnie, bardzo często płakałam, straciliśmy Synka w 34 tygodniu:( Ale nigdy nie pomyślałam, że to czyjaś wina, prędzej moja, chociaż dalej nie wiem dlaczego Kubuś odszedł.

Ta strata bardzo umocniła nasz związek, gdybym miała wybierać wolałabym jednak zostawić to tak jak było, i żeby nic złego nas nie spotkało… nie potrzebowaliśmy takiego kopa od życia.

Twojej żonie potrzebny jest ktoś, kto zapali w niej iskierkę nadziei. Jeżeli ona nie chce myśleć o psychologu – idź Ty. Może będziesz wiedział, jak się zachować.

rozsypany Dodane ponad rok temu,

Żona dzisiaj nie chce ze mną już rozmawiać, nie wiem jak do niej dotrzeć. Ja u psychologa byłem, ale psycholog rozmawia ze mną o moim problemie, nie możemy mówić o nieobecnych o ich problemach (według mojej oceny problem mamy w dwójkę), a rozstanie się nie jest jego rozwiązaniem.

Nas niestety to cholerne doświadczenie nie umocniło a odsunęło od siebie…

rozsypany Dodane ponad rok temu,

Ta tragiczna historia miała miejsce w lipcu, pod koniec pierwszego trymestru.

Wcześniej stanowiliśmy fajną zgraną parę, jasne z jakimiś problemami i pojedynczymi sprzeczkami, ale one są obecne chyba w każdym związku.

Od zabiegu w lipcu zaczęliśmy się bardzo od siebie oddalać, żona zamknęła się w sobie, robiłem co w mojej mocy żeby pokazać jej moją miłość, zainteresowanie i wsparcie ale mimo tego było z każdym tygodniem coraz gorzej. Myślałem, że to jest chwilowe i przejściowe, nie rozumiałem jak się teraz okazuje rangi problemu (pomysł o rozwodzie jest dla mnie przerażający…). Na pewno popełniłem jakieś błędy, byłem oskarżany o brak empatii, o niezrozumienie, o brak liczenia się z jej zdaniem. W mojej ocenie robiłem wszystko co w mojej mocy żeby było ok, natomiast mam świadomość mojej ułomności dlatego też w zeszłym tygodniu poszedłem do psychologa.

Na początku roku żona w pracy została wrzucona na głęboką wodę w bardzo trudny i wymagający zaangażowania i nerwów projekt. Była kilka tygodni na zagranicznej delegacji. Po powrocie nastąpiła masakra. Wydawało mi się, że to kwestia przepracowania, bo bidulka pracowała do później nocy. Zaproponowałem weekendowy wyjazd, żeby odpocząć, odsapnąć zbliżyć się do siebie. Wydawało się, że nie jest źle… Tydzień po powrocie na pytanie Kochanie czemu jesteś smutna, co mogę zrobić usłyszałem “dłużej tak nie mogę, nei widzę opcji przyszłości z Toba, tyle razy mnie zawiodłeś, krążyło to wokół ciąży i zabiegu…” Miała mnie dość, zaproponowałem szanując jej zdanie że dam jej oddech, czas i swobode. Wyniosłem się z domu, wytrzymałem 1 dzień i wróciłem z kwiatami opowiadająć, że nie umiem tak tego zostawić, że oczekuje rozmowy i proszę o pomoc we wspólnej walce o nas. Nie chciała rozmawiać, bardzo nerwowo zareagowała na mój widok. Powiedziałem, że wyjdę w takim razie na spacer i że wrócę wieczorem bo powinniśmy być razem, krzyczała żebym nie wracał, nie wiedziałem co mam robić. Była tak negatywnie nastawiona, że wyszedłem i zostawiłem ja w spokoju w naszym mieszkaniu…. Nie mieliśmy kontaktu od poniedziałku…

Kocham ją strasznie, chce uratować nasze małżeństwo, chce jej pomóc, widzę jak cierpi, myślałem, że czas leczy rany i że będzie lepiej, okazało się to błędne.
Nie poradziłem sobie, nie poradziliśmy sobie. Powiedziała, że widzi jak bardzo się staram ale na nią to nie działa, ma mnie dość…

Nie umiem w to uwierzyć, cały czas wspominam dobre, wesołe wspólne chwile… Nie chce, nie umiem zgodzić się z jej decyzją o rozstaniu. Zależy mi na niej, na nas.
Na pewno nie jestem bez winy, chce pracować nad sobą nad nami, ale to ma sens tylko jeśli ona nie odrzuci wyciąganej przeze mnie ręki. Mam wrażenie, że ona ma depresje, to co czytam na różnych portalach o problemach psychicznych, problemach par po utracie Maluszka w 100% pokrywa się z naszą historią.

Wiem, że to bardzo trudne, ale nie chce się poddawać.
Natomiast tak boję się o przyszłość, że straciłem pewność siebie, nie wiem co robić…

Czekać aż się odezwie? Boję się kontaktu po jej ostatnim zareagowaniu na mój widok, z drugiej strony nie umiem być obojetny i spokojnie czekać, to mnie wykańcza….

Ona dzisiaj jest na weekend u rodziców, ja również jestem w domu rodzinnym. Zwracałem się z prośbą o pomoc do teściów lecz oni nie chcą ingerować w nasze sprawy i pewnie jak się domyślam mają do mnie żal i boja się o córkę. Rozumiem ich, jakbym miał córkę też w takiej sytuacji bym trzymał jej stronę.

Jeśli ktoś ma podobne doświadczenia, czuje że potrafi mi podpowiedzieć coś mądrego będę bardzo wdzięczny za pomoc.

Kocham ją…

rozsypany Dodane ponad rok temu,

Nikt nie ma podobnych doświadczeń…?

Jak długo może trwać taki stan maksymalnego smutku, niechęci do życia, braku radości z czegokolwiek i niechęci do męża?
Czuła, któraś z Was coś podobnego?

Czy to mija…?
Co ja mogę zrobić…?

ztforka Dodane ponad rok temu,

Nie mam podobnych doświadczeń. Bardzo Wam współczuję… Jedyne co przychodzi mi do głowy, to myśl, że Twojej żonie wydaje się, że to Ona straciła maleństwo, a nie Wy. Że to Jej ból i Jej cierpienie. Może spróbuj jej uświadomić jak bardzo Ciebie zabolało to, co się stało? Zamiast mówić jej o Was, to pozwól sobie na chwilę słabości i powiedz jak bardzo tęsknisz za tą małą istotą i jak to bardzo boli. Pokaż jej, że Ty też cierpisz. Może to zwróci jej uwagę, że to nie była Jej strata ale Wasza.

jutka2010 Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez ztforka:Nie mam podobnych doświadczeń. Bardzo Wam współczuję… Jedyne co przychodzi mi do głowy, to myśl, że Twojej żonie wydaje się, że to Ona straciła maleństwo, a nie Wy. Że to Jej ból i Jej cierpienie. Może spróbuj jej uświadomić jak bardzo Ciebie zabolało to, co się stało? Zamiast mówić jej o Was, to pozwól sobie na chwilę słabości i powiedz jak bardzo tęsknisz za tą małą istotą i jak to bardzo boli. Pokaż jej, że Ty też cierpisz. Może to zwróci jej uwagę, że to nie była Jej strata ale Wasza.

Faceci nie cierpią tak samo jak kobiety więc uderzanie w tę strunę zabrzmi fałszywie.

ztforka Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez jutka2010:Faceci nie cierpią tak samo jak kobiety więc uderzanie w tę strunę zabrzmi fałszywie.

Ale nie można negować, że cierpią… NIgdy nie zapomnę przerażenia mojego M, kiedy trafiliśmy na początku ciąży na IP z krwawieniem. Postawiło mnie to na nogi. Uzmysłowiło, że ta mała kropka jest dla niego tak samo ważna jak dla mnie.

kama-4 Dodane ponad rok temu,

A moze daj jej to forum,niech ona tu dolączy,jest tu naprawde duzo mądrych babek,ktore jej doradzą i jest wiele ktore zwyczajnie ją przytulą-wirtualnie.Dobrze by przeczytala rowniez twoje posty. Trzymam kciki by udalo wam sie dojsc do porozumienia
Dla waszego aniolka[*]

olusia Dodane ponad rok temu,

A mi przyszła do głowy inna smutna myśl. Może twoja żona nie kocha cię tak jak ty ją? Może już wcześniej było coś nie tak. Może strata maleństwa tylko upewniła ją, że ty to jednak nie TEN. Może już wcześniej miała myśli, żeby odejść a strata malucha to tylko wymówka? Nie wiem tak sobie tylko myślę.
Sama straciłam dziecko. Miałam czasem żal dla męża, że nie przeżywa tego tak jak ja. Ale któregoś dnia zobaczyłam jak płacze i wtedy zrozumiałam, że mąż też cierpi ale inaczej to okazuje. Starał się być twardy a ja myślałam, że strata dziecka mało go obchodzi. Nie wiem co ci doradzić. Kochasz żonę, a ona ciebie? Niestety nie można nikogo zmusić do miłości, nie można kochać za dwoje.

moni-ka Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez jutka2010:Faceci nie cierpią tak samo jak kobiety więc uderzanie w tę strunę zabrzmi fałszywie.

to fakt, nie cierpią tak samo – cierpią na swój własny spośób – ale to wcale nie umniejsza ich cierpienia
i nie widzę nic fałszywego w cierpieniu mężczyzny po stracie dziecka

moni-ka Dodane ponad rok temu,

rozsypany bardzo wspólczuję Ci i straty ciąży i broblemów które macie obecnie z zoną
nie powiem Ci pewnie nic mądrogo, bo trudno jest coś mądrego doradzić – każda strata, każda sytuacja jest inna – tak samo różne są reakcje kobiet na strate ciąży

z własnego doświadczenia mogę Co powiedzieć, że nie zawsze to co kobieta mówi jest prawdą, w złości, w gniewie, w żalu często mówi się coś czego tak na prawde się nie myśli
kobiety w “żałobie” po stracie często chcąc się pogrązyć w bólu i rozpaczy jeszcze bardziej – mówią rzeczy z których nie do końca zdają sobie sprawe

scenariuszy może być wiele, może chce rozwodu żeby się odciąć od tego co się stało (efekt wyparcia), może się obwinia i nie chce żebyście jeszcze raz przez to przechodzili, może to rodzaj samoukarania
nie wiem… a może ona potrzebuje pobyć sama, pogodzić się z sytuacją, zatęsknić za Tobą, waszym małżeństwem
może pozwól jej na to – stojąc gdzies z boku

życzę Ci wytrwałości i mam nadzieję, że miłość zwycięży

jutka2010 Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez moni_ka:to fakt, nie cierpią tak samo – cierpią na swój własny spośób – ale to wcale nie umniejsza ich cierpienia
i nie widzę nic fałszywego w cierpieniu mężczyzny po stracie dziecka

Ja straciłam dziecko i mam męża, rozmawiałam z wieloma znajomymi, ktorzy potracili dzieci i w 100% bol mezczyzn mial sie nijak do bolu kobiet – stad moja opinia w tym temacie. Dla kobiety dziecko jest od poczatku, ona je od poczatku czuje i kocha oczywiscie, a dla mezsczyczny dziecko przed urodzeniem jest troche wirtualne-maz je kocha ale to jeszcze nie jest to….
Nie poweidzialam, ze cierpienie mezczyzny jest falszywe…jest natomiast niewspółmierne do cierpienia kobiety.

PS rozsypany zrobiłeś to co Ci mówiłam????

rozsypany Dodane ponad rok temu,

Tak, kocham Ją….

m-amp-m-s Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez jutka2010:Ja straciłam dziecko i mam męża, rozmawiałam z wieloma znajomymi, ktorzy potracili dzieci i w 100% bol mezczyzn mial sie nijak do bolu kobiet – stad moja opinia w tym temacie. Dla kobiety dziecko jest od poczatku, ona je od poczatku czuje i kocha oczywiscie, a dla mezsczyczny dziecko przed urodzeniem jest troche wirtualne-maz je kocha ale to jeszcze nie jest to….
Nie poweidzialam, ze cierpienie mezczyzny jest falszywe…jest natomiast niewspółmierne do cierpienia kobiety.

PS rozsypany zrobiłeś to co Ci mówiłam????

Wiem że to nie temat do takiej dyskusji, ale nie generalizujmy.
Do mnie dopiero od kilku dni tak na prawdę dociera, że “tam” ktoś mieszka. Do 12 tygodnia to było wirtualne. Jestem kobietą, jestem w ciąży, bardzo chcianej i wyczekiwanej, ale nie czułam go od poczatku i ciężko powiedzieć że od początku je kocham. Dlatego każdy przeżywa to inaczej. Nie czuje się też przez to gorsza…

Rozsypany, bardzo Ci współczuję sytuacji, to cudownie że tak się starasz, ale tutaj problemem może nie być tylko Wasza strata, tak jak napisała Olesia, może jest coś jeszcze??

żeby wszystko się jak najszybciej wyjaśniło i żeby znowu między Wami było jak dawniej:)

rozsypany Dodane ponad rok temu,

Uznawałem nas za super parę, tak też postrzegali nas chyba znajomi i rodzina.

Jak wszyscy mieliśmy lepsze i gorsze dni, ale zawsze ze wszystkim działaliśmy razem.

Wszystko się rozsypało po problemach ciążowo/utraceniowych…. Z każdym dniem było coraz gorzej…

Dziękuje Wam za dobre słowo i życzenia.

rozsypany Dodane ponad rok temu,

Cudowne, że się staram?

Właśnie i w to też tracę wiarę.
Listy i smsy pozostają bez odpowiedzi…

Nie wiem zupełnie co robić. Czy nie odpuszczać cierpliwie pokazywać, że kocham i jestem. Czy się nie narzucać i nie męczyć…

Fatalne uczucie. Ta niepewność i bezsilność jest koszmarna.
Martwię się o nią bardzo, kocham ją, a od tygodnia nie wiem co sie u niej dzieje, co u niej słychać.

A kiedyś nie mogliśmy bez siebie żyć…

beamama Dodane ponad rok temu,

Myślę, że często sposób, w jaki radzimy sobie z dramatami jest trochę wykładnikiem wczesniejszej “kondycji” związku…..Ale pewnie nie zawsze….
Ja nigdy nie potrafię doradzić w takiej sytuacji, kiedy nie znam obrazu drugiej strony…
Powodzenia.

Znasz odpowiedź na pytanie: Jak pomóc kobiecie…?

Dodaj komentarz

Tematy, których nie znalazłam w forum
"Street tough" co to za styl ?
Dziewczyny podsuńcie mi jakiś pomysł ! Córka jutro ma zawody taneczne i musi mieć strój w stylu?Street tough? czym on się charakteryzuje? Czy t-shirt, dżinsy, czapka z daszkiem i skórzana
Czytaj dalej
Tematy, których nie znalazłam w forum
chmura pyłu
Zadzwoniła dziś do mnie sąsiadka poinformować,że jakiś znajomy lekarz przekazał jej,że w związku ze zbliżającą sie chmurą pyłu znad Japonii lepiej nie wychodzic dziś i jutro z dziećmi na dwór.. Prawda
Czytaj dalej