Jak rodziła się Olcia…

Termin miałam na 25 to był piątek. W nocy z 25 na 26 o 2 obudziłam się, bo chciało misię…kupe. Jak poszłam do kibelka, zaczęłam odczuwać coś jakby bóle miesiączkowe, przychodziły falami ale nie były za mocne. I schodziły ze mnie kilogramy przexroczystego śluzu. Jako, że czop zaczął mi już odchodzić od środy, myslałam, ze to jego reszta, a potem się okazało, ze to były wody.
Z tymi pseudo skurczami dochodziłam do 8 rano – nie były straszne, nasilały sie tylko jak się kładłam, więc łaziłam, siedziałami i tak w kółko. Mirkowi kazałam iść spać bo myślałam, że to skurcze przepowiadające. Naprawde bolało jak przy miesiączce i w życiu nie myślałam, ze to to. O 8 zadzwonilam do położnej i umówiłyśmy się na telefon na 12 w południe. O 12 miałam je co 5 minut ale nadal takie słabe. Położna kazała mi przyjechać. Jak skończyłam z nią gadać to skurcze ustały zupałnie. Ale cóż było robić…wzieliśmy torbę i pojechalićmy pewni, ze niedługo wrócimy. W szpitalu dalej zero skurczy, położna mnie bada i stwierdza rozwarcie na 3, 5 cm. Zostajecie – mówi i dalej akcja toczy się jak w filmie. Idziemy do pokoju przedporodowego, tam golenie i lewatywa, wszystko w miłych i kameralnych warunkach. Po lewatywce zostaje sama, żebym się nie krępowała-wiadomo czym, potem biorę sobie prysznic. W tym czasie mąż się przebiera w śmieszne zielone wdzianko, wogóle cały jest zielony ze strachu, mnie natomiast dopisuje świetny humor, nic mnie nie boli – no żyć nie umierać. Idziemy na porodówkę – znowu śliczna sala z nowoczesnum łóżkiem regulowanym elektronicznie, wielką wanną do relaksacji, leci radio, położna żartyje, ja opowiadam głupoty, Mirek dalej zielony….
Tak fajnie jest aż do podania kroplówki, wcześniej były chyba ze trzy zastrzyki ale skurczy nadal zero, dopiero oksytocyna przyśpiesza akcję. Głupawy uśmiech znika mi z twarzy, cholernie boli, czas tak wolno leci – dobrze, że Mirek jest, choć za bardzo z nim nie gadam, skupiam się na oddychaniu…
Położna miała wątpliwości co do tgo, czy są wody – ja nie wiedziałam, ze ten nieszczęsny śluz to były wody. Wezwała lekarza na badanie i słuchajcie, poród do nic w porównaniu z tym badaniem. Wyłam z bólu…po prosty wyłam. Facet był tak niedelikatny, czyłam się jak krowa dokładnie tak mnie badał jak krowe. Nie zapomnę tego huja do końca życia !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Okazało się, że nie ma wód, zaraz podano mi antybiotyk, ja cała się trzęsłam byłam strasznie obolała, położna zaproponowała mi kąpiel. W wannie skurcze się nasiliły zaczęłam “ałować”, kląc i tracić chwilami kontakt z Mirkiem i położną. Praktycznie pamiętam tylko jak mnie badała i mówiła…”6 cm”, potem “8 cm” i wreszcie “pełne rozwarcie, wychodzimy “. Jak wyszłam z wanny, oczywiście skurcze ustały zupełnie…
Czułam parcie, więc parłam sobie jak mi się podobało, bez skurczy, czułam nacinanie – nie takie straszne. Musieli mi naciskać brzuch, bo nie było skurczy i Olka nie chciała sama wyjęć. Przy okazji prawie pobilam pielęgniarkę, niechcący oczywiście, chciałam chwycić Mirka, a ona jakoś dziwnie podwinęła mi się pod rękę… W sumie parłam 20 minut i Olka pojawiła się na świecie witając na głośnym wrzaskiem !!! Momentalnie oprzytomniałam – była taka cudna, umorusana – Jezu jak sobie przypomnę mam łzy w oczach…
Ważyła 3700 i miała 56 cm.
Dostała 10 punktów.
Niestety dla mnie to nie był koniec atrakcji, bo dostałam krwotoku, czekałam na lekarza 20 minut, wszyscy operowali i porobiły się skrzepy więc mnie łyżeczkowali. Na moje szczęście robił to inny lekarz i prawie nie bolało.
Tak więc w sumie o 14 byłam w szpitalu a o 17. 50 miałam Olę w ramionach.

Na drugi dzień okazało się, ze mała ma żółtaczkę i podwyższone crp – co oznaczało infekcje – to na skutek długiego czasu bez wód. Dlatego zamiast 3 dni spędziłyśmy w szpitalu 10, ale miałam jednoosobową salę z telefonem – to wszystko w państwowym szpitalu bez żadnej dopłaty.

Anek i Oleńka ( 26.04.2003 )

5 odpowiedzi na pytanie: Jak rodziła się Olcia…

dorota27 Dodane ponad rok temu,

Re: Jak rodziła się Olcia…

gratuluje cory!!!!

dorota…termin…1 czerwca!

lea Dodane ponad rok temu,

Re: Jak rodziła się Olcia…

Gratuluję łatwego i szybkiego porodu, ślicznej córci i (chyba) miłego szpitala. Witaj wśród mamuś.

goha Dodane ponad rok temu,

Re: Jak rodziła się Olcia…

Gratuluję córci!! Cieszę się że tak miło wspominasz poród i szpital.

Pozdrawiam
GOHA i Dareczek
02. 04. 2003

Dodane ponad rok temu,

Re: Jak rodziła się Olcia…

… No patrz…i jakos udalo nam sie urodzic!:-)) Teraz pewnie porod to juz daleka przszlosc:-)) Gratuluje dzielnej mamie i Oli!A tego lekarza, to razem z moja polozna do jednego wora…….:-)) Pozdrawiam razem z NIna Potwornicka……:_))

guciak i Ninka ur. 27.04.2003

koyaga Dodane ponad rok temu,

Re: Jak rodziła się Olcia…

Serdeczne gratulacje. Życzymy dużo zdrówka Mamusi i Olusi, no i dzielnemu Tatuśkowi

,
Aga i Niunia – 15.08.’03.

Znasz odpowiedź na pytanie: Jak rodziła się Olcia…

Dodaj komentarz

Karmienie
Gotowane czy gotowe
Gotujecie dzieciom zupki, czy kupujecie gotowe?? Czasem mnie korci, żeby Mikiemu coś ugotować, ale boję się, ze warzywa są syfiaste, mięso skazone, a poza tym Mikiemu nie będzie smakować. Więc
Czytaj dalej
Oczekując na dziecko
opalanie a ciąża?
jak tam wyglądają wasze reakcje na słoneczko drogie ciężaróweczki? bo mi trudno się obronić przed słoneczkiem i wyleguję się troszku na słoneczku osłaniając oczywiście brzuszek! ale mimo to wpadają mi do głowy
Czytaj dalej