Jak walczono o życie najmłodszego opolanina

Skopiowałam niesamowity artykuł z opolskiej Gazety Wyborczej, który wpadł mi w ręce zaraz po Świętach. Mogłam napisać po prostu adres strony internetowej na której można go znaleźć, ale bałam się, że może się nie uruchamiać, a historia jest na tyle niezwykła, że byłoby szkoda. Pewnie nie jedną z Was bardzo zafrapuje. Oto ona;))

Jak walczono o życie najmłodszego opolanina

• Najciekawsze reportaże opolskich dziennikarzy Gazety Wyborczej.

Beata Łabutin 23-12-2003, ostatnia aktualizacja 23-12-2003 19:14

Tomek, gdy się urodził, ważył 480 gramów. Bez trudu zmieściłby się na wyprostowanej dłoni. Skóra cienka i przezroczysta jak folia. Rączki jak zapałki. Paluszki jak szpilki. Brak oddechu. Serce nie bije. Zero punktów w dziesięciostopniowej skali Apgar. Natychmiastowa reanimacja. Następne badanie – jeden punkt. Kolejne – znowu jeden

Był gorący majowy dzień, dokładnie 2 maja 2003 roku, kiedy Małgosia poczuła ostry ból. – To nie może być poród, za wcześnie – pomyślała w panice. Była w piątym miesiącu ciąży. Kilka godzin później Tomek był na świecie.

– To był szok – wspomina Małgosia.

– Nie dożyje rana – powiedzieli lekarze w szpitalu na Reymonta. – Przykro nam. Proszę nie robić sobie nadziei.

Jakaś miła położna ochrzciła dziecko z wody. “Tomaszu (“tak ma na drugie imię mąż”- tłumaczy Małgosia), ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.

Zapłakana Małgosia została w szpitalu. Zasnęła. Gdy Krzysztof przyszedł do niej rano, dowiedzieli się, że mały wciąż żyje i przebywa w oddziale intensywnej opieki medycznej dla dzieci WCM. Pojechali go zobaczyć.

– Nie zapomnę tego widoku. Nie byliśmy na to przygotowani – opowiada dziewczyna. – Taki maleńki, bezbronny człowieczek, zdany na maszyny, które praktycznie żyły za niego. Byłam przerażona.

Dziś Tomek ma pół roku. Waży ponad trzy kilogramy. Ma temperamencik: już kilka razy zdarzyło mu się wyrwać sobie wenflon, a nawet wyjąć z nosa cewnik podający tlen. Gdy mama bierze go na ręce (ciągną się wtedy za nim rurki łączące go z aparaturą), kręci się i wierci.

Szli, nie wiedzieli, co zastaną

Zaczęło się czekanie. Krzyś i Małgosia zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji. Niedotlenienie okołoporodowe, mogące zaważyć na niepełnosprawności dziecka. Problemy z płucami. Infekcje. Brak odporności. Lekarze wszystko im wytłumaczyli.

– Ciężko nam było znaleźć się na początku w tej nowej sytuacji – wspomina Krzysztof. – Przychodziliśmy codziennie do szpitala i nie wiedzieliśmy, co zastaniemy. Czy mały będzie żył, w jakim będzie stanie. Jednego dnia lekarze cieszyli się, że jest poprawa, następnego już był jakiś dramat.

Zatrzymywało się serce. Przyplątywały infekcje.

– Co rano budziłam się z nadzieją, że mały żyje – Małgosia mówi z trudem.

Gdy potem zobaczę, jak tuli swoje maleńkie dziecko, odsuwam myśl, że może jest za młoda na matkę. Owszem, ma dopiero 19 lat, ale ostatnie sześć miesięcy wzmocniło ją, zahartowało. Ustawiczny strach o dziecko kazał jej szybko wydorośleć.

Podwójna niespodzianka

Krzyś i Małgosia byli w maturalnej klasie, kiedy okazało się, że na świat przyjdzie dziecko.

– Nie powiedzieliśmy rodzicom o ciąży – opowiadają dziś. Siedzimy na oddziale intensywnej opieki w WCM, w pokoju dla personelu. Ona smukła, ciemna blondynka, bardzo ładna. On brunet o wesołej twarzy i piwnych oczach. Trzymają się za ręce, na palcach błyszczą złote obrączki. Pobrali się w sobotę 6 grudnia. Na razie wzięli ślub cywilny. Kościelny, z weselem i z Tomkiem, który do tego czasu na pewno wyjdzie ze szpitala, zaplanowali na wiosnę.

– Ukrywaliśmy ciążę, baliśmy się powiedzieć – wspominają. – Bo matura, egzaminy na studia. A tu dziecko? Mamy przecież po 19 lat.

Dziadkowie nie wiedzieli o ciąży, a doczekali się wnuka. Podwójna niespodzianka.

– Wspaniale zareagowali, chociaż o tym, że urodzi im się wnuk, dowiedzieli się na dwa dni przed naszą maturą – mówią Krzyś i Małgosia. – Trochę byli na nas obrażeni za to, że wszystko trzymaliśmy przed nimi w tajemnicy. Ale teraz wspierają nas, pomagają, są po prostu cudowni.

Tomek urodził się 2 maja. Dwa dni później jego rodzice przystąpili do egzaminu dojrzałości. Małgosia z marszu, praktycznie wprost ze szpitala. Dziś obydwoje są studentami Uniwersytetu Opolskiego
Dzień pierwszy – pierwsza podróż

Tomek trafił na oddział intensywnej opieki medycznej dla dzieci w Wojewódzkim Centrum Medycznym w drugiej godzinie swojego życia.

– Miałem wtedy dyżur – przypomina sobie dr Marek Ziębiński, zastępca ordynatora. – Sam go przywiozłem.

To był 23. tydzień ciąży. Wszystkie narządy niedojrzałe.

Masa ciała 480 gramów, czyli mniej niż prawna granica, według której mówimy o dziecku zdolnym do życia. Granica ta bowiem wynosi 500 gramów. Tomek był więc tzw. dzieckiem płodowym.

Zero punktów w skali Apgar.

– Taka ocena oznacza brak jakichkolwiek oznak życia – mówi dr Wojciech Walas, ordynator oddziału intensywnej opieki dla dzieci w WCM.

Jeden punkt przyznaje się za przywrócenie wolnej czynności serca na skutek zabiegów resuscytacyjnych, podjętych jeszcze na sali porodowej. Nie jest to jednak ocena, która rokuje dziecku dobrze.

3-20 maja: 900 drżeń na minutę

Pierwsze doby życia. Jest krytycznie. Malec nie oddycha samodzielnie. Jego płuca są niedojrzałe, słabe. Oddycha sztucznie: poddaje się go tak zwanej wentylacji oscylacyjnej wysokiej częstotliwości. Jego maleńkim ciałkiem wstrząsają drżenia-oddechy: 900 na minutę, podczas gdy klasyczna wentylacja to od 5 do 60 oddechów na minutę.

Na intensywnej terapii w WCM Tomek przebywa przez 130 dób swojego życia. Podaje mu się między innymi leki uspokajające, by oszczędzić mu bólu, czy choćby dyskomfortu. Z tego samego powodu na oddziale musi panować cisza, nie ma mowy o ostrym świetle, niespodziewanym nagłym dotyku.

Potem, do 20 sierpnia, mały leży podłączony do klasycznego respiratora, który oddycha za niego. Podaje mu się antybiotyki i inne niezbędne leki. Konieczne są wielokrotne transfuzje preparatów krwi.

2 lipca – otwieramy klatkę piersiową

Krytyczny dzień nastaje równo w dwa miesiące po narodzinach Tomka. Nie można dłużej czekać z zabiegiem podwiązania przewodu tętniczego, łączącego aortę z tętnicą płucną.

– Przewód tętniczy to naczynie krwionośne, które funkcjonuje w życiu płodowym – wyjaśnia dr Walas. – Jest niezbędne do prawidłowego działania układu krwionośnego dziecka w łonie matki.

Zwykle po porodzie dochodzi do samoczynnego skurczu zamknięcia się tego naczynia. U wcześniaków przewód tętniczy się nie zamyka, co – najprościej mówiąc – zaczyna dziecku szkodzić. Dochodzi do wzmożonego przepływu krwi przez płuca. Kończy się to bardzo poważnym uszkodzeniem płuc, wreszcie śmiercią dziecka. Operacja była konieczna.

Przeprowadza ją 2 lipca w WCM chirurg z zewnątrz. Specjalnie dla Tomka przyjeżdża do Opola z Zabrza (dziecko mogłoby nie przeżyć transportu). Otwiera maleńką klatkę piersiową, odnajduje naczynie krwionośne o przekroju dwóch, może trzech milimetrów, podwiązuje je. Tomek waży wówczas 550 gramów.

Przeżył, choć operacja musiała być szokiem dla jego organizmu.

Supermieszanka w sterylnej loży

Tak jak niedojrzała jest jego przezroczysta skóra, układ odpornościowy, płuca i maleńkie serce, tak podczas zbyt krótkiego życia płodowego nie wykształcił się w stopniu wystarczającym przewód pokarmowy i układ trawienny. Nie ma mowy o karmieniu innym niż drogą dożylną, przy pomocy pompy infuzyjnej.
– To skomplikowane zadanie – mówi dr Walas. – Receptura na takie “pożywienie” jest bardzo złożona. Mieszankę przygotowuje się indywidualnie dla danego pacjenta na każdą dobę jego życia. Jej skład zmienia się z dnia na dzień. Trzeba wyliczyć, ile, czego i w jakich proporcjach podać. Mikroelementy, witaminy, cukry, białko, tłuszcze.

No i trzeba przygotować miksturę w specjalnych warunkach.

Te specjalne warunki to tzw. komora laminarna – urządzenie, które zapewnia całkowitą jałowość.

Preparat przygotowuje pielęgniarka ubrana jak instrumentariuszka do operacji: ma jałowy fartuch, rękawiczki, czapkę i maskę. Wszelkie czynności wykonuje w specjalnej przeszklonej szafie, w której preparaty naświetlane są promieniowaniem ultrafioletowym. Krąży w niej jałowe powietrze, przechodzące przez system filtrów i eliminujące wszelkie drobnoustroje, które byłyby zabójcze dla dziecka.

Dawka dobowa dla wcześniaka ważącego 500 gramów to około 75 mililitrów. Półtora standardowego kieliszka do wódki .

Wlew trwa bez przerwy przez wiele tygodni. Wreszcie staje się możliwe karmienie przez sondę żołądkową.

28 sierpnia – laser ratuje wzrok

Stan malca powoli stabilizuje się, dziecko trafia na oddział patologii noworodka do szpitala przy Reymonta.

– Chłopiec wymagał wciąż hospitalizacji, ale już nie pobytu w oddziale intensywnej terapii – opowiada dr Walas.

28 sierpnia Tomek jedzie do Wrocławia, gdzie poddany zostaje laseroterapii. Leczy się w ten sposób retinopatię wcześniaczą – grożącą ślepotą chorobę spowodowaną niedojrzałością siatkówki.

Udaje się z powodzeniem przeprowadzić zabieg, między innymi dzięki wczesnej diagnozie, jaką postawiono w WCM, oraz zabiegowi kriopeksji, czyli miejscowemu leczeniu niską temperaturą, również przeprowadzonemu w Opolu.

– Możemy dziś z całą pewnością stwierdzić, że chłopiec będzie widział – mówi dr Walas. – Może potrzebne będą szkła korekcyjne, ale nie ma mowy o ślepocie, co czasem niestety się zdarza.

Wrzesień: stan krytyczny – infekcja

Jako czteromiesięczne niemowlę trafia do szpitala pediatrycznego im. Korczaka we Wrocławiu. – Ta placówka specjalizuje się w problemach pulmonologicznych, a nasz Tomek wciąż miał problemy z płucami – mówi dr Walas.

Długotrwała terapia antybiotykami. Wielokrotne transfuzje uzupełniające krwi.

Znienacka przyplątuje się infekcja układu oddechowego, stan dziecka drastycznie się pogarsza. – Reanimowano Tomka – mówi dr Walas. – Po kilku dniach przekazano go do naszego oddziału w stanie bardzo ciężkim. Podłączyliśmy małego do respiratora, infekcję udało się opanować, chociaż były krytyczne chwile. Od tamtej pory Tomek jest u nas, teraz już na własnym oddechu, chociaż wspomagamy go tlenem. Do noska wprowadziliśmy mu tzw. wąsy tlenowe – cieniutkie rureczki, przez które podajemy tlen, wzbogacając nim powietrze, jakim oddycha.

Jak wykąpać kruszynę?

Żeby Tomek miał szansę przeżyć, trzeba mu było stworzyć warunki porównywalne do tych, jakie miałby w łonie matki.

Temu służą inkubatory. Gwarantują odpowiednią temperaturę, wilgotność powietrza, jego czystość, niemal jałowość. Inkubator trzeba zmieniać co kilka dni, sterylizować go.

Trzeba też malca myć. Tymczasem jego skóra przypomina celofanową błonkę. Najlżejsze jej dotknięcie jałową rękawiczką powoduje natychmiastowe uszkodzenie, wybroczyny, a to przecież wrota infekcji.
– Trzeba ogromnej wprawy, wielkiego doświadczenia, by pielęgnować takie dziecko – mówi dr Walas. – Mamy naprawdę wspaniałe pielęgniarki, które potrafią wszystko: i dokonać toalety malca (używając do tego wody destylowanej o odpowiedniej temperaturze), i założyć mu do żyły cieniutki wenflon.

Lekarze zakładają kaniule – przewody wprowadzane bardzo głęboko, w sąsiedztwo prawego przedsionka serca, przez które podawane są wszystkie niezbędne preparaty. – Często wkłuwamy się w żyłę podobojczykową, która ma średnicę około dwóch milimetrów. Tak samo jest z Tomkiem – wyjaśnia lekarz.

W WCM testowany jest właśnie nowy rodzaj materacyka dla wcześniaków, wypełnionego wodą, której temperatura sterowana jest przy pomocy mikroprocesora. To ułatwi pielęgnację maleńkich pacjentów.

Od początku leczenia o chłopczyka troszczą się także specjaliści w dziedzinie rehabilitacji. Początkowo ich praca polegała na nadawaniu dziecku odpowiedniej pozycji ciała i tak zwanej kinezyterapii usprawniającej oddychanie. Z czasem zakres rehabilitacji poszerza się.

Miłości mu nie braknie

Nie wiadomo, jaka przyszłość czeka Tomka, gdy chodzi o jego zdrowie. – Jesteśmy praktycznie pewni, że jego życiu nic nie grozi – mówi dr Walas. – Z pewnością będzie jednak dzieckiem specjalnej troski, wymagającym wielkiej uwagi, rehabilitacji. Czy będą jakieś deficyty rozwojowe? To się okaże z czasem.

Na pewno nie braknie mu miłości, starań i czułej opieki. Jest oczkiem w głowie czworga dziadków i swoich młodych rodziców. Nie widzą poza nim świata.

Małgosia i Krzysztof codziennie odwiedzają swoje dziecko, mówią do niego, tulą w ramionach. – On słyszy nasze głosy, czuje naszą obecność – zapewniają.

Są zachwyceni opieką na oddziale. – Wszyscy tak się o Tomka troszczą – mówią młodzi. – Ordynator, lekarze, pielęgniarki, rehabilitantki. Wszystkim tak zależy, tak się starają… Bardzo jesteśmy wdzięczni.

Wierzą, że ich synek będzie zdrowy: – Miał prawie na pewno nie dożyć swojego pierwszego poranka. Żyje do dziś. Dlaczego mamy nie ufać, że wszystko będzie dobrze?

Beata Łabutin

P.S Na wszelki wypadek podaję jeszcze adres strony:
W Gazecie było niezwykłe zdjęcie Tomka zaraz po urodzeniu, nieprawdopodobnie mały człowiek, z wielką głową i długimi kończynami, delikatną jak pergamin, różową skórą, a obok, dla porównania ludzka ręka, tej samej wielkości. Niestety tego zdjęcia nie ma w internecie. Jedyne zdjęcie jakie znalazłam, zamieszczam:

Apolosia i bliźniątka najukochańsze:))

7 odpowiedzi na pytanie: Jak walczono o życie najmłodszego opolanina

piechotka Dodane ponad rok temu,

Re: Jak walczono o życie najmłodszego opolanina

Historia jest naprawde niesamowita. dla mnie tym bardziej, że sama patrzyłam jak mój synek walczy o życie, choć lekarze mowili, że nie ma szans. a urodził się w zwykłym szpitalu z wagą 700 gramów i w zamartwicy ( poczatkowo 1pkt. w skali apgar). zawsze czytajac takie historie wzruszam się do łez i mocno trzymam kciuki za dzieciaczka.

Ania z Miłoszkiem (12.04.2001) i Dzidzią (~21.01.2004)

kata Dodane ponad rok temu,

jestem wstrząśnięta do głębi

brak mi słów, to tak jakby za 5 tygodni przyszłoby na świat moje dziecko, to przerażające ale też niesamowite, że dzisiejsza medycyna jest w stanie uratować takie maleństwa, urodzone niemalże w połowie ciąży, w głowie mi się to nie mieści, po prostu cuda się zdarzają, nigdy nie wolno tracić wiary że tak jest…

Kasia + Czerwcątko – niespodzianka 13.06.04

mala-wiedzma Dodane ponad rok temu,

Re: Jak walczono o życie najmłodszego opolanina

to byl prawdziwy CUD !!!

Kasia + Synus (17.01)

agusiak Dodane ponad rok temu,

Re: Jak walczono o życie najmłodszego opolanina

Coś NIEPRAWDOPODOBNEGO !!!!!

Cuda się zdarzają jak widać.

Agusia i Zuza styczniowa (27.01.04)

k8-77 Dodane ponad rok temu,

Re: Jak walczono o życie najmłodszego opolanina

po prostu niesamowite. brak slow.
moj synek z brzusia ma teraz 22 tyg. + 4 dni, wazy 580 g

po prostu nie wiem, co wiecej napisac.
podziwiam rodzicow

iwonan Dodane ponad rok temu,

Re: Jak walczono o życie najmłodszego opolanina

Poplakalam sie bardzo. 8 kwietnia 2003 r w 22 tyg. ciazy przyszedl na swiat moj synus. Wazyl 520 g. Nikt nie walczyl o jego zycie, z gory byl skazany na smierc. Nawet nie przygotowano inkubatora zeby Miłoszka w nim umiescic.
Dla mnie to bylo strasznym ciosem, oboje z mezem przezylismy bardzo smierc naszego synusia.
Cieszy mnie, ze malemu Tomkowi udalo sie i ze trafil na lekarzy, ktorzy za wszelka cene starali sie uratowac jego zycie.
Z drugiej strony czuje zal, ze mojemu synkowi nikt nie dal takiej szansy.

Pozdrawiam.IwonaN

apolosia Dodane ponad rok temu,

Re: Jak walczono o życie najmłodszego opolanina

To bardzo smutne co napisałaś. Takie historie bardzo mnie poruszają, przejmują do głębi.. Jesteś bardzo dzielną kobietą. Utrata dziecka, to cios, nieporównywalny z niczym innym. Czy masz siłę, żeby napisać, co było przyczyną straty Miłoszka, czy stało za tym jakieś konkretne zdarzenie, czy lekarze ustalili co było powodem poronienia? Pozdrawiam Cię najserdeczniej i przesyłam najlepszą energię.

Apolosia i bliźniątka najukochańsze:))

Znasz odpowiedź na pytanie: Jak walczono o życie najmłodszego opolanina?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Noworodek, niemowlę
a może jeszcze piesek????
dziewczyny, mój małżonek wpadł na pomysł kupna psa. mieszkamy w szeregu, całkiem spory domek, więc zmieści się na pewno. tylko co dalej? kto ma wychodzić, karmić, pielęgnować? Kocham psy, zawsze chciałam
Czytaj dalej
Noworodek, niemowlę
czy czułyscie ze nadchodzi...?
miesiaczka? mnie od kilku dni pobolewa brzuch jakbym miała okres dostac.Chodzi mi o 1 okres po porodzie a ja jeszcze dodam to ze cały czas karmie. pojutrze ide do lekarza i
Czytaj dalej