Jak zachowywać się i rozmawiać z rodzicami po stracie dziecka

Chciałabym aby w tym miejscu osoby które doświadczyły straty dziecka mogły napisać jakie reakcje ludzi były dla nich denerwujące po tym co się stało, a jakie wręcz przeciwnie Czego oczekiwały i nadal oczekują od znajomych przyjaciół czy rodziny Mam nadzieję że z jednej strony przełamie to wiele stereotypowych sytuacji z którymi spotykamy się po śmierci naszych dzieci a które nas drażnią Z drugiej mam nadzieję że będzie też pomocne dla tych którzy nie wiedza jak się zachować i co powiedzieć gdy ktoś z otoczenia starci ukochane dziecko

Strona 2 odpowiedzi na pytanie: Jak zachowywać się i rozmawiać z rodzicami po stracie dziecka

  1. U mnie minęło już (dopiero?) 3 miesiące. Ciągle przeżywam to, że Ci, na których tak liczyłam, uważałam za przyjaciół, odwrócili się ode mnie. Zero reakcji… Bolało mi to bardzo… A mogli powiedzieć chociaż “Przykro mi”, “Współczuję”, “Jestem z Tobą”, ale woleli się w ogóle nie odezwać, nie napisać, nie zadzwonić, nie przyjść… Woleli zostawić mnie samą z moim bólem… A tydzień temu spotkałam na mieście dawną przyjaciółkę przypadkiem, która też nie zareagowała na moją tragedię. Nie ma dzieci. Powiedziała mi: “To co tam u Ciebie? Byłaś już na balu karnawałowym?” Powiedziałam, że nie i nie wybieram się, że chyba nie pamięta, że zmarła moja córeczka… Wiecie co powiedziała? “Nie Ty jedna straciłaś dziecko. Wielu ludzi to spotyka. Przecież lepiej, że to się stało od razu po porodzie, a nie po kilku latach. Wtedy zdążyłabyś się przywiązać i wtedy to dopiero byłaby tragedia.” Nie miałam siły z nią dalej rozmawiać, tłumaczyć… Pożegnałam się i poszłam w swoją drogę. A kiedyś byłyśmy sobie takie bliskie…

    • Francesca faktycznie dziewczyna zachowała się okropnie. Ja mam to szczęście, że swobodnie mogę rozmawiać o Remiku i z rodziną i ze znajomymi. Nikt nie udaje, że małego nie było. Sami nie podejmują tematu, bo pewnie zupełnie niewiedzą jak i czy przypadkiem mnie nie zranią. Choć usłyszałam też kilka razy tekst, że przecież jeszcze możemy mieć dzieci… Bez komentarza.

      • U mnie niestety albo w ogóle nic nie mówią albo mówią to co koleżanka powyżej. Brak słów po prostu… Gdybyście nie były ze mną w tym trudnym czasie to nie wiem jak bym to przetrwała…

        • Wydano książkę na ten temat “W otchłani śmierci czyli jak radzić sobie po stracie dziecka”,
          nie wiem czy już któraś z Was podawała link, ale najwyżej powtórzę:

          • Mam do was pytanie. Czy w tym gąszczu niewłaściwych zachowań ludzi…. znalazłybyście choć jedną rozmowę z kimkolwiek, która dała wam pocieszenie, siłę, która osuszyła na chwilę łzy i pozwoliła popatrzeć na słońce choc przez chwilę tak, jak patrzyłyście zanim umarły wasze dzieci?
            Czy są słowa, które można użyć, powiedzieć, które zostaną w pamięci na tyle, ze gdy przyjdzie gorszy moment będą brzmieć w waszych uszach?
            I nie chodzi mi o takie stwierdzenia… nie martw się, jeszcze będziesz miała dzieci…. bo nie każdy potrafi już o nie walczyć. Czasem ten dzban się wypełni i potrzeba naprawdę wielkich słów i motywacji, zeby pomóc komuś wierzyć w to, ze tak będzie.
            Pozdrawiam.

            • Ja usłyszałam takie słowa od wujka:
              Świat żywych czeka na Twój uśmiech, radość, miłość.
              Masz jeszcze wiele do zrobienia. Co bezpowrotnie przeminęło żadnym żalem już się nie odstanie.
              Wstawaj na nogi, idź dalej, czeka na Ciebie życie i wszyscy których kochasz
              .

              • Zamieszczone przez Gablysia
                Mam do was pytanie. Czy w tym gąszczu niewłaściwych zachowań ludzi…. znalazłybyście choć jedną rozmowę z kimkolwiek, która dała wam pocieszenie, siłę, która osuszyła na chwilę łzy i pozwoliła popatrzeć na słońce choc przez chwilę tak, jak patrzyłyście zanim umarły wasze dzieci?
                Czy są słowa, które można użyć, powiedzieć, które zostaną w pamięci na tyle, ze gdy przyjdzie gorszy moment będą brzmieć w waszych uszach?
                I nie chodzi mi o takie stwierdzenia… nie martw się, jeszcze będziesz miała dzieci…. bo nie każdy potrafi już o nie walczyć. Czasem ten dzban się wypełni i potrzeba naprawdę wielkich słów i motywacji, zeby pomóc komuś wierzyć w to, ze tak będzie.
                Pozdrawiam.

                Mimo,że jednak większość ludzi bardzo mi pomogła, to na Twoje pytanie mogę odpowiedzieć, bardzo krótko:
                NIE.
                Na nic już nie potrafię patrzeć, jak wcześniej. Rozmowy, które pomagały, to były właśnie skupione na temacie Zuzi. Nie życiu codziennym-te były na początku sztuczne.
                Jednak są słowa, które były dla mnie jakimś takim przełomem…
                Powiedziałam,że chiałabym umrzeć,żeby mieć jakiś wypadek, albo żeby coś mi się stało, bo zabić się nie zabije. Wtedy mama mi powiedziała,że przecież jestem jej dzieckiem,więc jak mogę chcieć jej sprawić taki ból, jak sama przeżywam. Że ona cierpi bardzo, patrząc jak się męczę oraz cierpi, bo straciła wnusię…

                • Właśnie zostałam oświecona, czego nie powinno się mówić… Nie pytać o przyczynę śmierci, jeśli rodzic sam nie mówi…. Bo to nie tak istotne,jak sam fakt,że po prostu dziecka nie ma. Odbieram takie pytania jako zwykłą ciekawość, bo w czym ono ma pomóc??

                  • Zamieszczone przez ewasilek
                    Właśnie zostałam oświecona, czego nie powinno się mówić… Nie pytać o przyczynę śmierci, jeśli rodzic sam nie mówi…. Bo to nie tak istotne,jak sam fakt,że po prostu dziecka nie ma. Odbieram takie pytania jako zwykłą ciekawość, bo w czym ono ma pomóc??

                    ja spytalam dzisiaj, bo boje się SIDS – Frania tak dużo śpi i tak spokojnie, że zdarza mi się budzić w nocy i patrzec czy oddycha…
                    czasem nie wstaje, zeby nie dac się zwariować. tłumaczę sobie “spi, jest dobrze”.
                    czasem rodzic po czasie dochodzi jednak do tego, że były pewne sygnały, objawy np. choroby, ale on nie miał wiedzy i je przeoczył… tak było np w przypadku sepsy u eFa (zresztą ja zaufalam połoznej i źle zrobiłam, bo już pewne rzeczy mnie niepokoiły)… odpuściłam i wystarczyła doba… gdyby coś mnie nie tkneło, gdyby nie zaczął wymiotować, gdybym posłuchała lekarza w pierwszym szpitalu, ze to niestrawność i wróciła do domu, dzisiaj przeżywałabym to co Wy:( mojego syna w sobotę rano 7czerwca 2003 roku już by nie było ze mną – i nawet nie chce o tym mysleć ile mielismy szczęscia i co mnie wtedy popchnelo by jechać do innego szpitala, by nie wracać do domu… wierzyłam, że Bóg, JEGO opatrzność.
                    od tamtej pory już tyle razy wyłuszczałam, ze sepsa to niekoniecznie objawy grypowe, wybroczyny na ciele… że jak ich nie ma = brak sepsy…
                    tyle razy pisałam, ze na oko zdrowe i pogodne niemowle / noworodek może mieć np.tzw. bezobjawowe/nieosłuchowe zapalenie płuc i w ciagu kilku godzin może dojść do załamania odpornosci i zakażenia calego organizmu…
                    czasem można pomóc…
                    choć nie wiem czy miałabym mniej czy wiecej siły by o tym mówić i przestrzegać, gdybym została bez mojego eFa… nie wiem…

                    • Ja mam koleżankę, która straciła dwie córki i trzy dni temu poroniła 12 tyg maleństwo. Poszłam do niej, uścisnęłam i powiedziałam: wiem, ze moje współczucie nie jest ci potrzebne, ale wiedz, ze jestem z tobą i chcę cie wesprzeć i powiedzieć jak bardzo jest mi przykro. A ona odpowiedziała: nawet nie wiesz jak bardzo jest mi potrzebne twoje współczucie, bo wszyscy milcza jak zaklęci, jakby nic sie nie stało. NIe mogę tego znieść.

                      Powiedziała też, że jest jej potrzebny zwykły uścisk zamiast stu tysięcy pytań,na które jest jej cięzko odpowiedzieć.
                      Pochowała swojego maluszka wczoraj w tym samym grobie w którym leżą jej dwie córki.

                      Zawsze z nią rozmawiałam o tym co się stało, mimo, ze jej rodzina przestrzegała mnie, zebym nigdy nie podejmowała tego tematu. A ja widziałam, jak bardzo ona chce by ludzie zauważali, obecność tych dzieci w jej sercu. I sama podejmowała temat ze mną….
                      To trudne, bardzo trudne… nie przeżyłam tego i nie wiem, co powinnam mówić…. Ale chcę ją wspierać, niż milczeć jak zaklęta, jakby temat nie istniał.

                      • Zamieszczone przez bruni
                        ja spytalam dzisiaj, bo boje się SIDS – Frania tak dużo śpi i tak spokojnie, że zdarza mi się budzić w nocy i patrzec czy oddycha…
                        czasem nie wstaje, zeby nie dac się zwariować. tłumaczę sobie “spi, jest dobrze”.
                        czasem rodzic po czasie dochodzi jednak do tego, że były pewne sygnały, objawy np. choroby, ale on nie miał wiedzy i je przeoczył… tak było np w przypadku sepsy u eFa (zresztą ja zaufalam połoznej i źle zrobiłam, bo już pewne rzeczy mnie niepokoiły)… odpuściłam i wystarczyła doba… gdyby coś mnie nie tkneło, gdyby nie zaczął wymiotować, gdybym posłuchała lekarza w pierwszym szpitalu, ze to niestrawność i wróciła do domu, dzisiaj przeżywałabym to co Wy:( mojego syna w sobotę rano 7czerwca 2003 roku już by nie było ze mną – i nawet nie chce o tym mysleć ile mielismy szczęscia i co mnie wtedy popchnelo by jechać do innego szpitala, by nie wracać do domu… wierzyłam, że Bóg, JEGO opatrzność.
                        od tamtej pory już tyle razy wyłuszczałam, ze sepsa to niekoniecznie objawy grypowe, wybroczyny na ciele… że jak ich nie ma = brak sepsy…
                        tyle razy pisałam, ze na oko zdrowe i pogodne niemowle / noworodek może mieć np.tzw. bezobjawowe/nieosłuchowe zapalenie płuc i w ciagu kilku godzin może dojść do załamania odpornosci i zakażenia calego organizmu…
                        czasem można pomóc…
                        choć nie wiem czy miałabym mniej czy wiecej siły by o tym mówić i przestrzegać, gdybym została bez mojego eFa… nie wiem…

                        Odpowiedź chyba nie na temat….

                        Gablysiu, dokładnie, jak mówisz. Jeden uścisk często znaczy więcej niz tysiąc słów.

                        • Leżałam w wannie i tak myślałam o tym pytaniu o przyczynę…i co innego, jak zapyta przyjaciółka, przy którejś tam z rzędu rozmowie, a co innego nieznajoma osoba. Ciekawość jest ludzką cechą. Jednak nigdy nie pytam, dopóki mama sama nie powie. Jeśli już powie, wówczas zdarza mi się o coś dopytać,ale to po dłuższych rozmowach.
                          Może niektórym mamom to nie przeszkadza, nie uogólniam. Mi tak.

                          • Zamieszczone przez ewasilek
                            Odpowiedź chyba nie na temat….

                            w sumie tak.
                            to odpowiedz na Twój post konkretnie.

                            • Zamieszczone przez bruni
                              w sumie tak.
                              to odpowiedz na Twój post konkretnie.

                              😉

                              • Ludzie czasami pytają, tylko po to, zeby spróbować zrozumieć… coś czego i tak nie da sie zrozumieć. Każdy chce mieć we własnej głowie wyobrażenie świata opartego, na przyczynie i skutku… Ktoś umiera, bo jest stary, ktoś inny bo jest chory, ktoś inny, bo miał straszny wypadek. I pytanie dlaczego umarło dziecko jest tez chyba próbą odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się stało…. bo to nie jest normalne, ze umiera dziecko. Nawet jeśli ty odbierasz to jako zwykłą ciekawość…. to moze być ze strony ludzi taka próba na to, żeby spróbować coś zrozumieć.

                                Ale najstraszniejszą rzeczą jest chyba to, gdy ludzie o chorych, zmarłych dzieciach myślą, że to dobrze, ze umarło bo sie nie męczy….. to jest najstraszniejsze. I cieżko mi to nawet wytłumaczyć….. dziecko miało być zdrowe i żyć.

                                Lęk ludzi przed rozmowami na trudne tematy jest strasznie silny. Mój syn miał podejrzenie choroby genetycznej i w tamtym czasie ludzie patrząc na mnie milczeli. Nikt z rodziny nie podjął jakiegokolwiek tematu, a ja czułam, ze rozmawiają ze sobą o nim, o nas….. i strasznie mnie to denerwowało. Mówili mi, ze mój synek wygląda normalnie, a ja dobrze wiedziałam, że patrzą na niego inaczej, niz przedtem, że tak jak i ja szukają dysmorfii na twarzy, ze tak jak i ja je znajdują….. a nikt nie odważył się podjąć tematu. Nawet dziś….. plączą sie… przepraszają…. chcąc zapytać, czy będę sie starać o orzeczenie Olusia o niepełnosprawności.
                                Nie próbuje porównać niczego…. ale milczenie ludzi na temat waszych zmarłych dzieci musi być sto razy głośniejsze niż to o którym mówię wyżej.

                                Pozdrawiam.

                                • Dziewczyny, jak ktoś w swoim życiu nie zetknie się ze śmiercią kogoś bliskiego, to naprawdę nie wie, nie rozumie, nie potrafi… Myślimy, że lepiej się nie odzywać niż palnąć coś głupiego, co zaboli jeszcze bardziej. Sama to wiem po sobie. Co prawda nie zmarło mi dziecko ale Mama, a to też boli. I wtedy doceniłam tych wszystkich ludzi, którzy przyszli na pogrzeb, a potem podeszli i choćby tylko się przywitali i przytulili… Później w domu myślałam o pogrzebach, na których byłam i nie podeszłam do bliskich osoby zmarłej tylko dlatego, że najnormalniej w świecie myślałam, że oni mogą tego nie chcieć, że nie chcą rozmawiać z kimś, kto nie jest im bardzo bliski…
                                  Mama jeszcze dobrze się czując, kilka razy chciała podjąć z nami temat o śmierci, a my z rodzeństwem zawsze to bagatelizowaliśmy, mówiliśmy DAJ SPOKÓJ, itd. Teraz tego żałuję, teraz bym porozmawiała. Mama się bała, szukała rozmówcy i niestety my jej w tym nie pomogliśmy. To może troszkę nie na temat, ale pokazuje, jak bardzo boimy się śmierci. Dopiero gdy się z nią zetkniemy, na pewne sprawy patrzymy zupełnie inaczej.
                                  Bardzo dziękuję za ten post, bo to naprawdę ważne, by rozmawiać i wiedzieć jak, z osobami, które straciły swoich bliskich. Bo każda śmierć to wielka tragedia.

                                  Zamieszczone przez Gablysia

                                  Ale najstraszniejszą rzeczą jest chyba to, gdy ludzie o chorych, zmarłych dzieciach myślą, że to dobrze, ze umarło bo sie nie męczy….. to jest najstraszniejsze.

                                  Zapewne po śmierci dziecka myśli się trochę inaczej, ale wierz mi, że gdy umarła moja Mama, to właśnie tak myślałam i jestem pewna, że mój Tato też tak myślał… A to nie znaczy, że chcieliśmy by umarła. Gdy przypomnę sobie ostatnie dni i noce jej życia, po prostu wiem, że To przyniosło jej ulgę i wiem, że Ona sama też już tego chciała… Więc może nie do końca coś co jest takie straszne dla nas, jest takie straszne dla malutkiego Aniołka…?

                                  • Zamieszczone przez Francesca
                                    U mnie minęło już (dopiero?) 3 miesiące. Ciągle przeżywam to, że Ci, na których tak liczyłam, uważałam za przyjaciół, odwrócili się ode mnie. Zero reakcji… Bolało mi to bardzo… A mogli powiedzieć chociaż “Przykro mi”, “Współczuję”, “Jestem z Tobą”, ale woleli się w ogóle nie odezwać, nie napisać, nie zadzwonić, nie przyjść… Woleli zostawić mnie samą z moim bólem… A tydzień temu spotkałam na mieście dawną przyjaciółkę przypadkiem, która też nie zareagowała na moją tragedię. Nie ma dzieci. Powiedziała mi: “To co tam u Ciebie? Byłaś już na balu karnawałowym?” Powiedziałam, że nie i nie wybieram się, że chyba nie pamięta, że zmarła moja córeczka… Wiecie co powiedziała? “Nie Ty jedna straciłaś dziecko. Wielu ludzi to spotyka. Przecież lepiej, że to się stało od razu po porodzie, a nie po kilku latach. Wtedy zdążyłabyś się przywiązać i wtedy to dopiero byłaby tragedia.” Nie miałam siły z nią dalej rozmawiać, tłumaczyć… Pożegnałam się i poszłam w swoją drogę. A kiedyś byłyśmy sobie takie bliskie…

                                    To może lepiej by było, gdyby ona się wcale nie odzywała… Przykro mi, że usłyszałaś coś takiego… Nie mam słów.

                                    • nie znam nikogo, kto starciłby dziecko… małe dziecko, bo 2 lata temu zginęła moja 18-letnia kuzynka. Dla jej rodziców była to ogromna tragedia, dla resztu rodziny tez, ale oczywiście bólu nie da się porównać. Z jej rodziców zostały cienie, dosłownie. Nie wiedziałam, jak się zachować, po prostu przytuliłam się do nich i powiedziałam, że jest mi strasznie przykro. Było mi jeszcze trudniej, bo za miesiąc był mój slub… ja miałam się pojawić szczęśliwa, w białej sukni…. oni mi powiedzieli, że nie mam odwoływać ślubu, to jest mój dzień i S. chcaiałaby, żebym była tego dnia szczęśliwa, serce mi pękało. Gdy stałam przed ołtarzem, popłynęła mi łezka, bo myśłałam o niej, że ona teraz leży w grobie, a ja stoję przed ołtarzem, że jej to nie spotka…. gdy teraz spotykam jej rodziców nie wiem jak się zachować, czy o niej rozmawiać?
                                      gdy byłam w ciązy (8 miesiąc) do mnie do pracy przyszłą dziewczyna, wiedziałąm, że spodziewała się dziecka i powinna je urodzić ok. 5 miesięcy temu. Moja koleżanka zapytała: jak mały, rośnie? a ona: nie rośnie, bo nie żyje, zmarł na dzień przed data porodu! zatkało mnie, powiedziałam: przykro mi. Ale wiecie jak ja się czułam? ja, z moim dzieckiem pod sercem, dzieckiem, które za miesiąc ma się pojawić! a jak ona się czuła? tego nie wiem, ale mnie zamurowało. Jeśli ktoś nie przeżył podobnej tragedii, nie ma takiej bliskiej osoby, to ciężko wyczuć sytuację, bo jak zareagować? każde słowo może zranić….
                                      ale dziękuję Wam, że poruszyłyście ten temat.
                                      a to dla wszystkich Aniołków [*]

                                      • Witam i ja cztery lata temu stracilam dwie najblizsze mi osoby drugie dzieciatko i ukochana mamusie mialam ogrom przyjaciol ktorzy w jednej chwil tak jakby zapadli sie pod ziemie ustaly telefony a poniewaz byl to grudzien to i zyczenia świateczne i noworoczne kiedys wprost uslyszalam ze poprostu nie wiedzieli co zrobic. Wiele osob zamyka sie wowczas w sobie ja natomiast mialam ogromna potrzebe rozmowy niestety po za mezem na nikogo liczyc nie moglam. Teraz mam juz dwoje dzieci i mimo ze lata minely bol nie minal czas nie leczy wcale ran. Ja czesto czytam watek straty nie z ciekawosci nie z wscibskosci lecz ze strachu(strach ten zaczynal sie w momencie gdy dowiedzialam sie o ciąży i trwa do dzis ) i choc co dzien dziekuje Bogu ze mam teraz dwoje zdrowych dzieci to boje sie ze za chwile cos sie wydarzy ze cos przeocze uwierzcie mi ze sa ludzie ktorzy pytaja o przyczyne smierci nie z wscibskosci lecz ze strachu ze zycie jest kruche, ze moze powinni zrobic wiecej, ze moze jeszcze jest duzo wiecej rzeczy na ktore powinni zwrocic uwage a tego nie robią, i ze moze w końcu za chwile to szczescie znow uciekne… Pozdrawiam.

                                        • Zamieszczone przez marta1024
                                          Witam i ja cztery lata temu stracilam dwie najblizsze mi osoby drugie dzieciatko i ukochana mamusie mialam ogrom przyjaciol ktorzy w jednej chwil tak jakby zapadli sie pod ziemie ustaly telefony a poniewaz byl to grudzien to i zyczenia świateczne i noworoczne kiedys wprost uslyszalam ze poprostu nie wiedzieli co zrobic. Wiele osob zamyka sie wowczas w sobie ja natomiast mialam ogromna potrzebe rozmowy niestety po za mezem na nikogo liczyc nie moglam. Teraz mam juz dwoje dzieci i mimo ze lata minely bol nie minal czas nie leczy wcale ran. Ja czesto czytam watek straty nie z ciekawosci nie z wscibskosci lecz ze strachu(strach ten zaczynal sie w momencie gdy dowiedzialam sie o ciąży i trwa do dzis ) i choc co dzien dziekuje Bogu ze mam teraz dwoje zdrowych dzieci to boje sie ze za chwile cos sie wydarzy ze cos przeocze uwierzcie mi ze sa ludzie ktorzy pytaja o przyczyne smierci nie z wscibskosci lecz ze strachu ze zycie jest kruche, ze moze powinni zrobic wiecej, ze moze jeszcze jest duzo wiecej rzeczy na ktore powinni zwrocic uwage a tego nie robią, i ze moze w końcu za chwile to szczescie znow uciekne… Pozdrawiam.

                                          Podejmuje temat:
                                          Jak i czy w ogóle pytać o przyczynę śmierci dziecka. Podejmuję z przyczyny wiadomej uczestniczkom forum. Chcę poznać Wasze opinie. Jak już wspomniałam, gdzie indziej, zdaję sobie sprawę,że na wiele tematów patrzę przez pryzmat własnych przeżyć.

                                          Dla mnie sprawa wygląda tak: nie powinniśmy pytać osoby, której nie znamy, jesteśmy tylko znajomymi, z pracy, uczelni, osiedla,osoby z forum itp. Nie powinniśmy pytać o nic w sumie, tylko słuchać… Pytać, to sobie możemy, jak wytwarza się jakaś więź, jak już bliżej się znamy. Jesteśmy przyjaciółmi. Ale też wiedzieć,kiedy pytać. Nie kiedy mama/tata zmarłego dzieciątka zalewa się łzami i nie może, bo przecież nie sposób, tego wszystkiego zrozumieć. Może, jak już rodzice są w stanie mówić inaczej niż z płaczem? Może, gdy są gotowi rozmawiać o stronie medycznej i suchych faktach? Tylko kiedy to jest? Czy znając się tylko przez internet da się ocenić, o co nam wypada już spytać, a o co jeszcze nie?

                                          Dlaczego nie lubię, nie znoszę wręcz pytania o przyczynę. Uważam,że przyczyna jest tutaj sprawą którąś tam w kolejności do rozmowy. Myślę,że ważniejsze, cenniejsze jest wspólne rozmawianie o dziecku, ale wspólne, nie tylko wspomnienia mamy/taty, ale może “jakie miał(a) kolor oczu?”, itd. Chciałabym,żeby ktoś patrzył na moje dziecko, jak na człowieczka, który tu był, którego kocham i pamiętam, nie tylko śmierć i jego przyczynę.
                                          Uważam też,że w większości (nie wszystkich) przypadków, takie pytania, to ciekawość. Najzwyklejsza ludzka ciekawość. I uważam to za naturalne uczucie. Też zawsze jestem ciekawa, co się stało,że ten malutki człowieczek odszedł, a jego rodzice zostali pogrążeni w rozpaczy. Ale jesteśmy istotami myslącymi i wykorzystajmy to.
                                          Podchodzę do tematu śmierci w sposób bardzo filozoficzny i jej “fizyczność” jest dla mnie również sprawą drugorzędną i może dlatego wzbudza we mnie złość tak płytkie myślenie i podejście.

                                          Czekam dziewzyny, bo czasem trzeba mnie “wyprostować”.

                                          Znasz odpowiedź na pytanie: Jak zachowywać się i rozmawiać z rodzicami po stracie dziecka

                                          Dodaj komentarz

                                          Mozarella w ciąży

                                          Dzisiaj naszła mnie ochota na mozarellę. I tu mam wątpliwości – czy w ciąży można jeść mozzarellę?? Na opakowaniu nie ma ani słowa na temat pasteryzacji.

                                          Czytaj dalej →

                                          Ile kosztuje żłobek?

                                          Dziewczyny! Ile płacicie miesięcznie za żłobek? Ponoć ma być dofinansowany z gminy, a nam przyszło zapłacić 292 zł bodajże. Nie wiem tylko czy to z rytmiką i innymi. Czy tylko...

                                          Czytaj dalej →

                                          Dziewczyny po cc – dreny

                                          Dziewczyny, czy któraś z Was miała zakładany dren w czasie cesarki? Zazwyczaj dreny zdejmują na drugi dzień i ma on na celu oczyszczenie rany. Proszę dajcie znać, jeśli któraś miała...

                                          Czytaj dalej →

                                          Meskie imie miedzynarodowe.

                                          Kochane mamuśki lub oczekujące. Poszukuję imienia dla chłopca zdecydowanie męskiego. Sama zastanawiam się nad Wiktorem albo Stefanem, ale mój mąż jest jeszcze niezdecydowany. Może coś poradzicie? Dodam, ze musi to...

                                          Czytaj dalej →

                                          Wielotorbielowatość nerek

                                          W 28 tygodniu ciąży zdiagnozowano u mojej córeczki wielotorbielowatość nerek – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać...

                                          Czytaj dalej →

                                          Ruchome kolano

                                          Zgłaszam się do was z zapytaniem o tytułowe ruchome kolano. Brzmi groźnie i tak też wygląda. dzieciak ma 11 miesięcy i czasami jego kolano wyskakuje z orbity wygląda to troche...

                                          Czytaj dalej →
                                          Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                                          Logo
                                          Enable registration in settings - general