Jak zachowywać się i rozmawiać z rodzicami po stracie dziecka

Chciałabym aby w tym miejscu osoby które doświadczyły straty dziecka mogły napisać jakie reakcje ludzi były dla nich denerwujące po tym co się stało, a jakie wręcz przeciwnie Czego oczekiwały i nadal oczekują od znajomych przyjaciół czy rodziny Mam nadzieję że z jednej strony przełamie to wiele stereotypowych sytuacji z którymi spotykamy się po śmierci naszych dzieci a które nas drażnią Z drugiej mam nadzieję że będzie też pomocne dla tych którzy nie wiedza jak się zachować i co powiedzieć gdy ktoś z otoczenia starci ukochane dziecko

Strona 3 odpowiedzi na pytanie: Jak zachowywać się i rozmawiać z rodzicami po stracie dziecka

  1. To i ja się wypowiem, bo w wątku Myszki, ktoś napisał- że zareagowałam za ostro. Może i tak, ale jak mam zareagować gdy ktoś pisze: “czekam na informację jaka była przyczyna śmierci”. No same przeczytajcie jak to brzmi. czekać można na wiele innych rzeczy, a nie na taką informację. Może to kwestia złego sformułowania, zresztą autorka tych słów- sama przyznała, że nie brzmi to zbyt miło.
    A co do usprawiedliwienia, że pytamy bo chcemy uchronić nasze dzieci. Dla mnie to głupie tłumaczenie- przecież od takiej wiedzy, nie sprawię, że nic się mojemu dziecku nie stanie i nie uchronię go od wszystkiego. Dla mnie takie pytania zadane w bardzo surowy, beznamiętny i ostry sposób są wyrazem czystej ludzkiej ciekawości i wscibskości. Chodzi mi o osoby, których nie znam. A i kiedyś jedna z matek odpowiedziała mi tak na zadane przez siebie pytanie o powód śmierci: a to dobrze, że Twoje dziecko na to zmarło, mojemu na szczęście to nie grozi. !!!!!!!!!!!!!
    Dlatego nie lubię takich pytań i nie odpowiadam.

    • Witam ponownie w odniesieniu do moich slow macie racje po raz kolejny przepraszam nie zabrzmialo to dobrze jednakze chce wyjasnic moje zainteresowanie przyczyna powtarzam nie ze wsibskosci chcialabym sie odniesc do tematu w troche moze odwrotny sposob moze opisze po krotce swoj przyklad kilka lat temu rozpaczliwie szukalam tematu szczepien szczepionkami modyfikowanymi bo z roznych zrodel wiedzialam ze garstka dzieci umiera wlasnie przez szczepionki pomiedzy 1 a 4 miesiacem a takze 13 a 14 i gdyby wtedy ktos mi napisal sluchaj ja zaszczepilam zakonczylo sie zle ja bym nie zaszczepila a tak skonczylo sie tragedia dlatego jesli ktos mnie pyta odpowiadam tylko po to by rodzic zastanowil sie nad leczeniem bo mamy wybor. Przykro mi ze macie zle i bolesne doswiadczenie w relacjach z ludzmi i tlumacze sobie wasze reakcje jednakze intencje moje byly odwrotne do tych jak zostaly odebrane po prostu jak wiekszosc rodzicow po tragedii nie chce zeby sie powtorzyla. Ciesze sie ze poznalam Wasze zdanie bo zmienia to moje podejscie do ludzi oczywiscie w sposob pozytywny. I nie potepiam tych ktorzy atakuja bo czasem zimny prysznic sie przydaje przyznaje. Mi opowiesc o przyczynach smierci bliskich dala sile a dzieki Wam zrozumialam ze nie wszyscy czuja potrzebe opowiadania o tragedii.Dziekuje Przepraszam Pozdrawiam.

      • Zamieszczone przez arkek
        To i ja się wypowiem, bo w wątku Myszki, ktoś napisał- że zareagowałam za ostro.

        Ten ktoś to ja. I nadal podtrzymuję swoje zdanie. Nie ma co uogólniać. Jedni rodzice chcą o przyczynach rozmawiać, inni nie. Jeśli wy nie chcecie to wystarczy powiedzieć “przepraszam, ale nie chcę o tym rozmawiać”… Ja się nie oburzam na pytania o przyczynę śmierci Remika. Nawet jak pyta ktoś obcy.

        Jednak rozumiem osoby, które straciły dzieci już ciut starsze niż mój Remik. Remik żył kilka sekund po porodzie. Wy macie jakieś konkretniejsze doświadczenia z waszymi maleństwami. Pamiętacie ich uśmiechy, minki, zapach… Ja wspominam tylko okres ciąży. Może to też od tego zależy…

        Arkek zmroziło mnie to co napisałaś. Jak jakaś matka mogła ci tak odpowiedzieć! Nie dziwię się, że tak reagujesz… Ja mam zupełnie inne doświadczenia z ludźmi, nie spotkało mnie nic złego z ich strony, żadne nieprzyjemne sytuacje. Pewnie dlatego mam inne podejście do tematu…

        • Olusia może po jakimś czasie jest potrzeba rozmowy o przyczynie śmierci, niewiem jak było u Ciebie, czy potrafiłaś i chcialaś odpowiadać na pytania o przyczynę śmierci gdy minęło malutko czasu od odejścia Twojego aniołka? na początku takie pytania chyba rzeczywiście ranią, tak mi się wydaję…

          • Marta1024, masz moje “wybaczenie”;)
            Dobrze wyszło. Inne babeczki mają wskazówkę.

            Pozdrowionka i całuski dla dzieciaczków

            • Zamieszczone przez kaja26
              Olusia może po jakimś czasie jest potrzeba rozmowy o przyczynie śmierci, niewiem jak było u Ciebie, czy potrafiłaś i chcialaś odpowiadać na pytania o przyczynę śmierci gdy minęło malutko czasu od odejścia Twojego aniołka? na początku takie pytania chyba rzeczywiście ranią, tak mi się wydaję…

              Niepotrafię ci na to pytanie odpowiedzieć… Czy potrafiłam? Każda rozmowa kończyła się łzami…. Czy chciałam? Tak, chciałam o Remiku rozmawiać, ale nie każdy miał odwagę podejmować temat. Dziś mija pół roku od śmierci Remka, mogę i nadal chcę o nim rozmawiać, o przyczynie śmierci też…

              • że chciałaś rozmawiać o synku to w to nie wątpię, ale czy o przyczynie…
                na mnie chyba takie pytanie działało by bardzo negatywnie, ale może zależy to od osoby
                tak naprawdę to teoryzuje bo nic na ten temat niewiem, ale w koło są osoby które straciły swoje aniołeczki i myślę że należy się w tym temacie dokształcać dla innych
                tulę wszystkie mamusie po stracie:Buziaki:

                • Chyba nie da sie przeczytac ksiazki czytajac co drugi rozdzial…
                  Moim zdaniem, na przykladzie Oli przyczyna śmierci Remka jest integralna czescia Jego historii, i bez mowienia o wszytkim opowiesc nie bylaby kompletna, nie tworzylaby calosci !!!
                  Remiczek zyje w sercach rodzicow oraz we wspomnieniach ludzi, ktorzy o Nim mysla i mowia -mowia, ze choc z takiego a nie innego powodu odszedl to jednak BYL !!!
                  Ja czuję, ze jesli zdarza sie nam taka tragedia to jak mowic to mowic o wszytkim !!! Moze wtedy bedzie lzej, mnie chyba jest lzej gdy mowie o moim malenstwie:/ i gdy rozmawiam z kims o tym co moglo byc przyczyna jego smierci. Zaczęłam to robić dziś.
                  Ja choc bardzo bym chciala, prawdopodobnie nie nie poznam przyczyny smierci mojego maluszka bo odszedl zbyt wczesnie.
                  Ale juz potrafie i chce o nim mowic, choc pare dni temu jeszcze nie umialam…
                  Chce opowiadac innym jak bardzo zmienil moje zycie ten maluszek, mimo, ze nie bylo mu dane sie urodzic. Wiec w pelni rozumiem Olusie, ze Ona chce mowic o wszytkim, bo kazdy aspekt, krociutkego zycia Remiczka jest dla Niej niezmiernie wazny!!!
                  Jednakowoż rozumiem, że nie kazda z nas bedzie potrafila wszytko to opowiedziec i nie kazda z nas bedzie chciala odpowiadac na takie badz co badz konkretne pytania:/
                  Wszystko to zalezy od czlowieka, jego natury i tego w jakim stopniu jest pogodzony z losem i tym co sie wydarzylo.
                  Nie kazdy jest jednakowo silny i chyba nie ma sie co oburzac na ludzi za takie pytania, oczywiscie pod warunkiem, ze nie sa to jakies durne pytania z czystej ciekawosci bo to chyba da sie wyczuc. Ostatecznie, odpowiadac tylko wtedy gdy sie tego chce…

                  Arkek, strasznie mi przykro, trafilas na jakas idiotke, totalna kretynke…. : przytulam:

                  Ja mam wlasnie ten problem, ze wszyscy zachowuja sie normalnie;/ tylko patrza na mnie tak zalosnie o nic nie pytając…
                  W sumie na poczatku nie chcialam z nikim rozmawiac i moze sama jestem sobie winna ze teraz jest jak jest…

                  [*] dla Remiczka i oraz dla Olusi i maleństwa pod jej serduszkiem !!!!
                  przytulam tez wszytkie dziewczynki, ktore stracily swoje skarby najdrozsze i [*] dla wszytkich małych Aniołków !!!

                  PS wybacz Oluś, ze pisalam o Tobie w 3 osobie.
                  Mam nadzieje, ze udalo mi sie uchwycic sedno sprawy

                  • Dziewczyny, ja Was tez czasem podczytuję…czasem tylko, bo po prostu głośno szlocham jak czytam co piszecie….Jestem z wami całym sercem, ogromnie Wam wpspółczuję i jednocześnie podziwiam,że dajecie radę……

                    • Byłam dziś w pracy, aby porozmawiać o powrocie. I wszyscy pytali “jak się masz”. Wiecie co – nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Jedno, co byłam w stanie z siebie wydusić to “kiepsko”. W końcu nie wytrzymałam i rozszerzyłam swą odpowiedź: “kiepsko, a jak niby mam się czuć?”. Usłyszałam, że pytanie o moje samopoczucie rzeczywiście było głupie.

                      No tak, ale takich pytań można się spodziewać. Szczególnie jak wrócę do pracy. Ludzie nie wiedzą, co powiedzieć, a ja nie wiem, co odpowiadać. I co? Będziemy się mijać na korytarzu bez słowa?

                      Nie mam w pracy przyjaciół – rozgraniczam sferę prywatną i zawodową. ALe teraz to moje prywatne życie wkroczyło do firmy. Z przyjaciółmi chętnie rozmawiam o Kostku, a w pracy mam jedynie znajomych, z którymi rozmawiałam co najwyżej o planach na weekend, a przeważnie to jednak o sprawach zawodowych. Oni chcą być taktowni i wykazać zainteresowanie, a ja nie chcę im zalewać potokiem słów i łez.

                      Takie to błędne koło…

                      • Jakis czas temu moja u mnie w pracy dziewczyna wrocila po poronieniu. Nie jestem jej dobra kolezanka, bardziej znajoma z innego dzialu. Nie pytalam o nic powiedzialam tylko ze mi przykro. Te blizsze kolezanki, przyjacioki – pewnie z nimi rozmawiala ale chyba nie chciala zeby “obcy” sie wypytywali. Teraza jest w drugiej ciazy i wszystko wskazuje ze bedzie dobrze. Swoja droga ostatnio dowiedzialam sie ze moja mlodsza siostra nie jest moja jedyna. Moglam miec druga mlodsza siostre lub brata…. Smutne to.

                        • Zamieszczone przez Jaga
                          Byłam dziś w pracy, aby porozmawiać o powrocie. I wszyscy pytali “jak się masz”. Wiecie co – nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Jedno, co byłam w stanie z siebie wydusić to “kiepsko”. W końcu nie wytrzymałam i rozszerzyłam swą odpowiedź: “kiepsko, a jak niby mam się czuć?”. Usłyszałam, że pytanie o moje samopoczucie rzeczywiście było głupie.

                          No tak, ale takich pytań można się spodziewać. Szczególnie jak wrócę do pracy. Ludzie nie wiedzą, co powiedzieć, a ja nie wiem, co odpowiadać. I co? Będziemy się mijać na korytarzu bez słowa?

                          Nie mam w pracy przyjaciół – rozgraniczam sferę prywatną i zawodową. ALe teraz to moje prywatne życie wkroczyło do firmy. Z przyjaciółmi chętnie rozmawiam o Kostku, a w pracy mam jedynie znajomych, z którymi rozmawiałam co najwyżej o planach na weekend, a przeważnie to jednak o sprawach zawodowych. Oni chcą być taktowni i wykazać zainteresowanie, a ja nie chcę im zalewać potokiem słów i łez.

                          Takie to błędne koło…

                          Jaga, bardzo, bardzo mi przykro…

                          Jaga… mi się wydaje, ze najwazniejsze jest to, ze zdajesz sobie sprawę z tego, czy chcesz rozmawiać, czy nie chcesz i jeśli tak, to z kim. A w pracy… ludzie chyba chcą sie właściwie zachować, tylko nie bardzo wiedzą jak… Możesz powiedziec, że źle sie czujesz i nie masz siły z nimi o tym rozmawiac… to powinien kazdy zrozumieć, a jednocześnie utniesz rozmowy na ten temat :).

                          • A ja dostałam sms taki poporostu kiedy wracam do pracy i nie odpowiem na niego bo scyzoryk mi sie otwiera w kieszeni na coś takiego. Nie chce wracać jeszcze, nie chce z nikim w pracy gadać na ten temat. Nie ufam im i mam wrażenie, że jak zwykle brakuje im do pracy już siły roboczej ble 🙁

                            • Zamieszczone przez inka_
                              Unikanie tematu… zachowywanie się jakby moje dziecko nie istniało… to niestety zachowanie większości ludzi. Mnie odwiedzają od czasu do czasu dwie koleżanki. Przyjeżdżają ze swoimi pociechami… tematu mojego dziecka nie ma… za to zawsze muszę wysłuchać porcji nowości w stylu, jakie nowe umiejętności nabyły ich super dzieci. Niedawno powiedziałam do koleżanki… może przespacerujemy się na cmentarz… jest taka ładna pogoda… zobaczysz jaki pomniczek zrobiliśmy naszemu Synkowi. Odpowiedziała: Wiesz może innym razem… dzieci są trochę przeziębione… zreszta nie chce mi się… Po pół godzinie zaproponowała: Może pójdziemy zobaczyć twojego kucyka… moje dzieci będą zachwycone. No cóż… oglądanie kucyka jest zawsze ciekawsze, niż oglądanie nagrobka…

                              Nie przepadł temat… Twe znajome szokujące są

                              Ale-piszesz o dziewczynie z NOWEJ pracy męża.
                              Mnie też by wbiło w fotel- nie wiem czy miałabym odwagę by zadać pytanie jak to się stało itd. ( zresztą-były głosy matek, bardzo oburzone, że to wścibstwo jest itd.)

                              Widzisz-jedni oczekują tego zapytania a dla innych to jest bardzo bolesne i raniące. Nie wiadomo jak się zachować.

                              • Zamieszczone przez ahimsa
                                Nie przepadł temat… Twe znajome szokujące są

                                Ale-piszesz o dziewczynie z NOWEJ pracy męża.
                                Mnie też by wbiło w fotel- nie wiem czy miałabym odwagę by zadać pytanie jak to się stało itd. ( zresztą-były głosy matek, bardzo oburzone, że to wścibstwo jest itd.)

                                Widzisz-jedni oczekują tego zapytania a dla innych to jest bardzo bolesne i raniące. Nie wiadomo jak się zachować.

                                Za wścibstwo uznaję, kiedy obca zupełnie kobieta, z którą pół słowa nie zamieniłam, pyta o śmierć dziecka. Natomiast rozmowa z koleżanką/przyjaciółką, to zupełnie co innego. Bo ona nie pyta, ona słucha…i to jest ta różnica. Nie szuka sensacji z mojego życia, nie siądzie przy piaskownicy i nie będzie opowiadała o znajomej, której to przydarzyła się tragedia. No chyba, że ja mam szczęście do wyjątkowych przyjaciółek, a Wasze doświadczenia są inne.
                                We mnie się krew gotuje, jak słyszę “jak zmarło Twoje dziecko”. Najbliższe osoby wiedziały, nie musiały pytać. Te dalsze, znajome,wścibskie, nigdy nie usłyszały odpwiedzi innej, niż “normalnie, nie wiesz, co się dzieje z człowiekiem, jak umiera?”.
                                Uważam, że jeśli znajomość jest internetowa, to takie pytanie można zadać, ale nie na “dzień dobry”. Bo przede wszystkim chce się z siebie “wywalić” ból, szuka się jakiś słów, ukojenia, choć potem się stwierdza, że takich nie ma. Dla mnie, ale to moje odczucia, pytania o śmierć Zuzi, a nie rozmowa ze mną, to taka szpila. Wtedy czuję, że kogos nie interesuję ja, tylko tragedia, bo ludzie lubią cudze tragedie oglądać, czytać.
                                Dlacazego nikt nie zapyta “do kogo była podobna?”, tylko fajniejszy jest temat jej choroby i cierpienia?
                                Może jestem przewrażliwiona na tym punkcie, tego też wykluczyć nie mogę. Może komuś, kto raptem stracił dziecko łatwiej/lepiej jest rozmawiać o samej tragedii, a przywoływanie żywych wspomnień, to katorga. Nie wiem…
                                Ja chcę, żeby Zuzia w sercach i pamięci ludzi była moim dzieckiem, a nie moją tragedią. Niech nie patrzą, jak na wariata, kiedy mówię, że była moim szczęściem, że dziękuję za to, że ją miałam.

                                chciałam o wścibstwie i się rozgadałam ogólnie… Chyba zubiłam wątek;)
                                Piękny dziś dzień. Nie wiem dlaczego, ale piękny 😀

                                • ja myslę, ze każdy jest inny, ma w sumie podobne uczucia, ale nie znaczy że pod linijkę takie same.
                                  pytanie “co się stało…, dlaczego…?” czesto nie jest szukaniem sensacji, wścibstwem…
                                  jedni potrzebują by im je zadano, inni wręcz przeciwnie.
                                  krótko po chorobie eFa, kiedy przezyłam w sumie traumę, depresję nie chciałam by mnie w ogóle pytano, bo nie umialam o tym mówić, miałam gulę. rzucałam zdawkowe odpowiedzi, unikalam ciągnięcia tematu, ale nastąpił moment, ze musiałam to w końcu wyrzucić z siebie. nie mam żalu do tych co wczesniej pytali, ale dziękuję, że w odpowiednim momencie spytał ten ktoś, a ja mogłam nareszcie to z siebie wyrzucić, nazwać glośno. każdy też sam decyduje przed kim i kiedy się otwiera.
                                  ale już się nie mądruję…

                                  • wayl- chyba tak to właśnie wygląda…osoba obca zadająca takie pytanie ( w windzie, w piaskownicy itd.) jest wścibska.
                                    Bo to tak jakby w tej samej sytuacji zadać pytanie np. jak Pani lubi uprawiać seks? albo innego rodzaju pytanie- które jest INTYMNE. O to nie pyta się osoby obcej w windzie;) ( zazwyczaj;))

                                    Nie wybebeszamy się z prywatnego życia obcym. I mi do łba nie przyszło by drążyć…

                                    • Zamieszczone przez bruni
                                      ja myslę, ze każdy jest inny, ma w sumie podobne, ale nie znaczy że pod linijkę takie same.
                                      pytanie “co się stało…, dlaczego…?” czesto nie jest szukaniem sensacji, wścibstwem…
                                      jedni potrzebują by im je zadano, inni wręcz przeciwnie.
                                      krótko po chorobie eFa, kiedy przezyłam w sumie traumę, depresję nie chciałam by mnie w ogóle pytano, bo nie umialam o tym mówić, miałam gulę. rzucałam zdawkowe odpowiedzi, unikalam ciągnięcia tematu, ale nastąpił moment, ze musiałam to w końcu wyrzucić z siebie. nie mam żalu do tych co wczesniej pytali, ale dziękuję, że w odpowiednim momencie spytał ten ktoś, a ja mogłam nareszcie to z siebie wyrzucić, nazwać glośno. każdy też sam decyduje przed kim i kiedy się otwiera.
                                      ale już się nie mądruję…

                                      Skąd ja to znam…. jakbyś pisała o mnie.

                                      • dodam na marginesie, że pomimo iż eF wyzdrowiał, miewał się ok, to mnie ten proces zajął 3 lata. dopiero po tak długim czasie byłam w stanie komuś opowiedzieć o tym wszystkim…
                                        pisać to coś zupełnie innego…

                                        • Chyba miałam dużo szczęścia w tym swoim nieszczęsnym nieszczęsciu.
                                          Nie zostaliśmy z mężem sami. Przyjaciele byli blisko. Prędzej mogę powiedzieć, że zostawliśmy siebie na wzajem.
                                          Po 10 minutach od odjechania ekipy reanimacyjnej z nami był, O. Filip (założyciel hospicjum), pielęgniarka, mój brat z narzeczona, tata, poptem przyszedł jeszcze teść. Nie wiem, jak Wy sobie wyobrażacie takie pożegnanie, ale każdy przytulił jeszcze Zuzię, brat pomógł wynieść sprzęt, bratowa zrobiła mi herbatę, kanapkę i odpalała papierosy. Rozmów nie pamietam. Jedynie z O. Filipem, dość ostrą, ale ten kochany człowiek dzwonił potem i był. Mój tata musiał jechać po mamę, która była na pielgrzymce w Licheniu i oddawała w opiekę Najświętszej Panience Zuzankę… Choć ona nie z tych pielgrzymkowych, to wtedy pojechała… Teść wrócił do żony i synka, opiekunowie z hospicjum do kolejnych dzieci. Brat z narzeczoną zostali. Wyciągnęli mnie na jakieś jedzenie, bo bali się zostawić nas samych. Byli z nami do rana.
                                          Moja przyjaciółka rzuciła wszystko i wyszła z pracy, aby dotrzeć do mnie z Włoch jak najszybciej. Dopiero po jakimś czasie dowiedziałam się, że ona po prostu wyszła ot tak, z kliniki, bez słowa. Nie wiedziała, czy praca, którą zostawia (jako rehabilitantka w prywatnej klinice), będzie na nią czekała. Nie patrzyła na ceny biletów, na nic. Po prostu wiedziała, że musi być.
                                          Męża kumple osiedlowi spisali się super. Pamiętam, jak wyszliśmy na spacer w niedzielę, a oni oglądali mecz na ławce (tak, tak…trwały mistrzostwa świata i z 4 piętra prąd ciągnęli na ławkę, hehe). Zobaczyli nas, podeszli, przytulili i chcieli, zebysmy obejrzeli z nimi mecz. Kilkunastu dwudziestoparolatków z browarem w łapie, siedzących na ławce, potrafiła się zachować.
                                          Gdy przyjaciółka z Włoch dotarła, przesiedziałyśmy w kilka osób całą noc, płacząc i śmiejąc się. Wspominaliśmy naszą Królewnę. dziewczyny były u niej w szpitalu. Poznały ją. Przyjaciele męża też z nim byli. Nasze dziecko było przez nich potraktowane, jak mały człowiek, którego znali, a nie obca osoba. taki…ich mały ziom, za którego zaciskali kciuki, o którego prawie każdego dnia ktoś dzwonił i pytał.
                                          Na pogrzebie kościół był pełny. Moi dziadkowie stwierdzili, że nigdy nie widzieli u osoby dorosłej tyle ludzi, nawet jak była to osoba jakaś znana w okolicy, szanowana. Wiemy, że Ci bilscy i troszkę dalsi byli, aby pożegnać nasze dziecko, ale i być znami. Dali nam poczucie, że nie jesteśmy osamotnieni. Widok wypełnionych ławek zaskoczył.
                                          Potem przyjaciółki zabrały mnie na Sycylię. Ileż one mi musiały wałkować, że mój mąż też cierpi. Nie wiem, czy sami rodzice przekonaliby mnie do bycia z mężem. To one kazały mi powędrować do lekarza.
                                          Pamiętam taką sytuację. jechałyśmy kilka godzin pociągiem. Nie chciało mi się z nimi gadać, słuchałam sobie w kółko jednej piosenki. Posłuchały ze mną. Nic nie powiedziły, tylko się przytuliły. (pofatygowałam się, aby znaleźć tę piosenkę )
                                          Był czas, kiedy to ja nie chciałam wychylać nosa z domu. Mąż wyrzucał mnie niemal siłą. Przyjacióła była tak namolna, że nie można już było odmówić. Zawsze po takim spotkaniu czułam się lepiej, lżej, więcej siły dla męża miałam. Po prostu trohę odżywałam. Zaczął się rok akademicki, zaliczanie przedmiotów, których w czerwcu nie zaliczyłam. I tu spotakała mnie jedna nieprzyjemna sytaucja z profesorkiem, którego opieprzyłam i trzasnęłam drzwiami, poskarżyłam się innemu i musiał mnie przeprosić Ludzie z roku, prawie w porządku… Mój bardzo dobry kolega, z którym spotykaliśmy się dość często, stwierdził, że nie przyjechał, na pogrzeb, bo miał już dzień zaplanowany, a drugi przy składaniu kondolencji też przeprosił, że nie był na pogrzebie, ale miał ważną wizytę u dermatologa… No cóż widocznie coś mu wyskoczyło w taki miejscu,że interwencja lekarza była potrzebna szybko;) Śmieszne tylko takie tłumaczenia, bo ja nie wymagałam od nikogo obecności na tej uroczystości, więc takie tłumaczenia postawiły ich w takim świetle kiepskim, a nie ich nieobecność…
                                          Potem babcia mnie rozwaliła, która po 2 tygodniach stweirdziła, że wystarczy łez, bo nie tylko ja przeżyłam taką tragedię…Jezu…jak ja jej nawtykałam, że mam w d…e innych tragedie, że przeżywam swoją i niech mi nie dyktuje, jak mam ją przeżyć… Temat się skończył.
                                          Zdarzyły mi się wpadki ludzi pytających o Zuzię. Ale przymykałam oko.

                                          Internet nie był dla mnie podstawowym miejscem do wylewania uczuć. Raczej potraktowałabym go jako wspomagacz. Czułam się dobrze na “dlaczego”. Tam nie było mam, które nie wiedzą, co to śmierć dziecka. Nie podobało mi się i w sumie nadal nie podoba, pocieszania “ale Cię tragedia spotkała”, “ale nieszczęście”. Przecież wiem…A wiecie jaki tekst mnie najbardziej rozwala? “Mi by pękło serce, umarłabym razem z dzieckiem”. Czuję się wtedy, jakbym źle przeżyła śmierć Zuzi, bo chyba naprawdę kochająca matka, powinna umrzeć z tęsknoty. Nie wiem, może się zagłodzić, a może nie odrywać od płyty nagrobka i tam zamarznąć, albo dać się spalić słońcu… No cóż, nie umarłam i jeszcze nie mam zamiaru…A serce pękło, ale dało się posklejać, takim klejem, co się MIŁOŚĆ nazywa.
                                          A wracając do internetu…Gdy zaszłam w ciążę z Natalką, potrzebowałam kontaktu z “normalnymi” ciężarnymi, dla których największy ciążowy problem, to czy chłopczy, czy dziewczynka? A daj Boże, żeby w ciąży kobiety miały tylko takie dylematy. Jak najczęściej.
                                          Na DI nie czułam potrzeby opisywania swojej historii Zuźkowej. Nie lubię świeżo poznanym osobom opowiadać o tym, bo nie chcę być odbierana, jako “Wasyl-ta od tej zmarłej Zuzi”, tylko jako “Wasyl-kobieta, matka”. Gdy już się tu zaklimatyzowałam i nie raz koleżankom z “wrześniówek” wspominałam o Zuzi, to stwierdziłam, że czas powiedzieć. Poza tym, co raz więcej mam zaczęło pisać. Chcialam im dać jakąś nadzieję, na kolejny dzień, na to, że naprawdę można być jeszcze szczęśliwą osobą. To był główny zamysł powstania mojego wątku o wspomnieniu. A po drugie, abyście kobiety spojrzały na swoje cudne skarby, które śpi, ganiają się po podwórku i wiedziały, jakie macie szczęście i jaki wielki cud Was spotkał, że możecie byc matkami. Nie doceniamy, dopóki nie wiemy, że może byc inaczej. Chciałam także pokazać, jak wielka potrafi być miłość. Mam nadzieję, że mi się udało.

                                          Nie jestem może super w pocieszaniu, bo sama nie lubiłam być pocieszana. Czy za choroby, czy już po śmierci Zuzi. bardziej potrzebowałam wsparcia, a to co innego.

                                          Kończę, wiedziałam, że się rozpiszę… Tak reasumując, to chciałam się podzielić, że nie wszyscy nie wiedzą i nie potrafią się zachować w obliczu śmierci dziecka. Naszych przyjaciół na pewno też wiele kosztowały pierwsze zdania. Ale podołali. I chwała im za to!!

                                          Znasz odpowiedź na pytanie: Jak zachowywać się i rozmawiać z rodzicami po stracie dziecka

                                          Dodaj komentarz

                                          Mozarella w ciąży

                                          Dzisiaj naszła mnie ochota na mozarellę. I tu mam wątpliwości – czy w ciąży można jeść mozzarellę?? Na opakowaniu nie ma ani słowa na temat pasteryzacji.

                                          Czytaj dalej →

                                          Ile kosztuje żłobek?

                                          Dziewczyny! Ile płacicie miesięcznie za żłobek? Ponoć ma być dofinansowany z gminy, a nam przyszło zapłacić 292 zł bodajże. Nie wiem tylko czy to z rytmiką i innymi. Czy tylko...

                                          Czytaj dalej →

                                          Dziewczyny po cc – dreny

                                          Dziewczyny, czy któraś z Was miała zakładany dren w czasie cesarki? Zazwyczaj dreny zdejmują na drugi dzień i ma on na celu oczyszczenie rany. Proszę dajcie znać, jeśli któraś miała...

                                          Czytaj dalej →

                                          Meskie imie miedzynarodowe.

                                          Kochane mamuśki lub oczekujące. Poszukuję imienia dla chłopca zdecydowanie męskiego. Sama zastanawiam się nad Wiktorem albo Stefanem, ale mój mąż jest jeszcze niezdecydowany. Może coś poradzicie? Dodam, ze musi to...

                                          Czytaj dalej →

                                          Wielotorbielowatość nerek

                                          W 28 tygodniu ciąży zdiagnozowano u mojej córeczki wielotorbielowatość nerek – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać...

                                          Czytaj dalej →

                                          Ruchome kolano

                                          Zgłaszam się do was z zapytaniem o tytułowe ruchome kolano. Brzmi groźnie i tak też wygląda. dzieciak ma 11 miesięcy i czasami jego kolano wyskakuje z orbity wygląda to troche...

                                          Czytaj dalej →
                                          Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                                          Logo
                                          Enable registration in settings - general