"Kieszonkowe" od waszych rodziców

Nasunął mi się temat, po przeczytaniu tego artykułu:

Czy rodzice pomagają wam finansowo, doraźnie, czy systematycznie?
Czy dokonują opłat za was?

Moja mama raczej nie, sama niewiele ma
Rodzice męża pomagali, ale niesystemtycznie. Opłacali przez pewien czas prąd, bo na ich adres szły rachunki(szczerze powiedziawszy nie wiem czemu).
Pienieżnie do ręki nie. Czasem dawali pieniądze dla wnuków, na buty, albo coś w tym rodzaju.
Teraz się obraziła teściowa, wszelką pomoc zamroziła:)

Jestem zdania, że młodzi sami powinni się utrzymywać, wzrośnie ich przedsiębiorczość, gdy sami będą musieli zdobyć fundusze.
Ale… jak to w życiu różne są sytuacje, każdemu zdarza sie pod krechą, chudsze dni i czasem pomoc potrzebna.
A co wy myslicie?

101 odpowiedzi na pytanie: "Kieszonkowe" od waszych rodziców

superbasiek Dodane ponad rok temu,

mój tato czasem rzuci jakimś szmalem ale na konkretną rzecz… czasem sam coś mi kupi do domu 🙂 ostatnio piłę do metalu 🙂 wcześniej nowy pedał do maszyny, a wcześniej dał na mopa parowego….zdarza się że jak jest ze mną w markecie to płaci za moje zakupy :)… z matka nie utrzymuję kontaktu a i tak jak utrzymywałam wolała wydębiać kasę ode mnie niż się ze mną dzielić…. .generalnie rzadko mi tato pomaga, ale jednak…. przypuszczam, że gdyby było naprawdę ciężko mogłabym liczyć na jego wsparcie finansowe….

… rachunków mi nie płacą, sama muszę …..

Pozdrówki 🙂

gosik Dodane ponad rok temu,

moi?
nigdy
ani doraźnie, ani systematycznie

yoko Dodane ponad rok temu,

moja mama czesto podrzuci nam obiadek lub jakiś wiktuał ze wsi (jaja, kiełbasa, warzywo).
ani razu jej nie oddalam pieniedzy jeszcze…

kaktus Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez bruni:moja mama czesto podrzuci nam obiadek lub jakiś wiktuał ze wsi (jaja, kiełbasa, warzywo).
ani razu jej nie oddalam pieniedzy jeszcze…

jezeli tak na to spojrzec to moi nam pomagają i to nie tylko rodzice, ale i dziadkowie, ciotki…Jakos rodzina na wsi „dla dzieci” zdrowe mięsko, jajeczka, owoce przetwory podsyla. Mój tatko ma za to problem z gotowniem…zawsze gotuje ilości hurtowe. Jak byłam na studiach żywiłam pół korytarza w akademiku, teraz tez mam w zamrazalniku kilka pudełaek fasolki po bretońsku, bogracza, bigosu, leczo „na szybki obiad”

Pieniędzy, rachunki nigdy, choć np moja mama kupuje nam prezenty urodzinowe itp jak najbardziej praktyczne…kołdra, poduszki, swerwis, gary itp

iwi Dodane ponad rok temu,

rodzice ani teściowie nie pomagają nam finansowo, bo nigdy nie było takiej potrzeby, ale za to obydwie strony bombardują nas zdrowymi badylami ze swych ogródków :Kciuki:, własnymi przetworami, sokami.

Jednak wiem to na pewno , ze gdyby kiedykolwiek zaszla potrzeba pomocy finansowej to i jedna i druga strona by to zrobiła 🙂

ma-ma Dodane ponad rok temu,

Pomagali (wg mnie bardzo za co jestem im wdzięczna), przez pół roku po ślubie byliśmy z mężem na ich kuchni (dopóki nie umeblowaliśmy swojej i mogłam zacząć gotować oddzielnie). Dopiero po 2 latach od ślubu zaczęliśmy dorzucać się do rachunków (połowę), przez te 2 lata kazali nam się porządnie urządzić. Mieszkamy w jednym domu z moimi rodzicami a to już jest wielka pomoc (budowali dom 2 rodzinny z myślą że ja zostanę w nim z nimi). Pomocy czysto finansowej bym nie przyjęła, podsuwam im pomysły że możemy się złożyć po połowie na wymianę okien, drzwi, pieca CO itp. Prezenty urodzinowe czy świąteczne są typowo praktyczne a to też jest pewna forma pomocy.
Pomagają bratu siedząc z najmłodszym swoim wnuczkiem, starszemu wnukowi opłacali kiedyś przedszkole, kupując mieszkanie itp.
Teściowie nie pomagają i nie pomagali nigdy. Męża nakłonili po podstawówce żeby skończył zawodówkę i przynosił szybciej kasę do domu, na studia puścili tylko córki (mąż nadrabia teraz zaległości w wykształceniu – studiuje 🙂 ). Przez kilka lat doili z niego ile się dało na utrzymanie domu (pomimo że pracował jeszcze starszy brat i siostra – oni nie dawali nic). Na wesele musiał zapracować sobie sam (bratu wesele wyprawili oni). Z domu mąż wyszedł tylko z 1 walizką ubrań, teraz to oni patrzą co by im coś dać, kupić.
Wiem, że mąż wychował się w biednym domu, ale nie mogę zrozumieć takiego nierównego traktowania rodzeństwa (jednego wydoimy z kasy a drugiemu damy wszystko, wykształcenie itp). Nie rozumiem też rozrzutności teściowej na rachunki za telefon 200-400 zł miesięcznie a do garnka nie ma co włożyć.

tuya Dodane ponad rok temu,

kieszonkowe :Hmmm…:
od rodziców jako dziecko nie dostawałam to teraz tym bardziej…
teście też się nie wychylają ………………….. na szczęście nie ma takiej potrzeby 🙂

ja3 Dodane ponad rok temu,

Kiedyś, jak żyła teściowa to pomgła nam dwa razy: raz, nie miałam za co kupić lekarstw, moja mama była wtedy na wyjeżdzie, ciąża zagrożona, teściowa wyłożyła i raz z własnej inicjatywy wysłali męża na kurs prawa jazdy. Więcej nie pamiętam. Ale kobieta była super.
Teściu, gdyby mógł to zdarby z nas skórę. Potrafił przyjechać do na nie po to by zobaczyć wnuki ale po kasę. Teraz , gdy mieszakmy na wsi nie przyjeżdza wogóle bo mu się nie opłaca. Mojego syna widział parę razy w życiu, na palcach jedej ręki można policzyć i to tylko było widzenie z mojej inicjatywy.
Natomiast moja mama pomaga nam praktycznie. Kiedyś mieszkaliśmy u niej, od 5 ciu lat ona u nas. Kuchnia oddzielna. My wszystko opłacamy a mama pomaga w domu , popilnuje dzieci , jak to babcia. A, Kupiła żyrandole do salonu, komody. Także trochę by się nazbierało. Ale z jej renty to i tak dużo może. Gdyby mieszkała sama to myśmy by musieli dokładać.

asik Dodane ponad rok temu,

Rachunki opłacamy sami
Ale mój tata zajmuje się zawodowo wykończeniami wnętrz
Prawie całą chatę nam wyremontował
nie wziął od nas nawet złotówki
A oprócz tego dzięki niemu sporo zaoszczędziliśmy też na materiałach
wiedział gdzie, co kupić itp. żeby było taniej
Moi rodzice należą do dość praktycznych osób
prezenty – zawsze dostajemy od nich coś do domu
Na Gwiazdkę tata zrobił dla J. biurko
wcześniej były drzwi do szafy Komandor, kanapa
Uważam, że mamy od nich naprawdę dużą pomoc.
Nie systematyczną, bo na rachunki zarabiamy sami 😉

Aaa jeszcze mi się przypomniało, że dzieki rodzicom K.
mamy hiszpańskie kafle w kuchni i łazience 😉
Sami na pewno byśmy tyle kasy na kafle nie wydali :Śmiech:

Dodane ponad rok temu,

największym „kieszonkowym” jest dla nas pomoc mamy przy Krzysiu

stałej pomocy nie potrzebujemy
ale oczywiscie korzystamy z owoców, warzyw, przetworów, jaj – to dla nas i rodziców jest naturalne

Dodane ponad rok temu,

Ani „kieszonkowego”, ani obiadków, ani zajmowania się wnuczką 🙂

yoko Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez nesfree:Ani „kieszonkowego”, ani obiadków, ani zajmowania się wnuczką 🙂

masz mnie:)
wiesz, że na obiadek możesz wpasc zawsze;)
jak nie gołabki tesciowej to inna masakra ze mną w kuchni w roli głownej:)
ale mowiłaś że lubisz extremalnie;)

Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez bruni:masz mnie:)
wiesz, że na obiadek możesz wpasc zawsze;)
jak nie gołabki tesciowej to inna masakra ze mną w kuchni w roli głownej:)
ale mowiłaś że lubisz extremalnie;)

Dziewczyno!
Twoją sałatkę odgapiam do dzisiaj!
Robię ją co 2 dni i nawcinam się jak dziki królik! :Hyhy:

Wymyśliłam wersję z serem pleśniowym 🙂

yoko Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez nesfree:

Wymyśliłam wersję z serem pleśniowym 🙂
ja też;)
i z tunczykiem…
z kurczakiem…
i bez zwierząt;)

nusiak Dodane ponad rok temu,

gdyby nie moi rodzice z pewnością nie mielibyśmy tego co mamy
baaaaaaaaaaardzo pomogli nam w budowie domu
nie wyobrazam sobie brac od rodzicow na rachunki czy na zycie – obym nigdy nie musiała :Stres:
mama czesto jak gdzies pojedzie kupuje mi jakies ciuchy, czy dla majuta ubrania czy jakies gadzety, zawsze mowi : „mam Cie jedna, nie odbieraj mi tej przyjemnosci – maja tez jedna – tym bardziej” .

tesciowie finansowo nie – tesciowa czesto jak cos ugotuje to nam daje, sa tez chetni do opieki nad mala.

generalnie NIE OCZEKUJE pomocy finansowej, nie przyszlo mi o to prosic nigdy, jesli pomagaja – z wlasnej woli.

aborka Dodane ponad rok temu,

kilka miesięcy po slubie mieszkalismy z rodzicami i tesciami (na zmiane co noc gdzie indziej). No to wtedy nas utrzymywali. Od tamtej pory to tesciowie nam kupuja drogie prezenty przy okazji swiąt lub urodzin – zwykle rzeczy do domu typu żelazko, kran czy grzejnik – to co było akurat potrzebne. kase nam pozyczali jak kupowalismy dom ale oddalismy. Wałówke od nich często dostajemy ale w wersji gotowej czasem jakies zakupy np swoiskich wędlin – czasem sie rozliczamy a czasem nie (ale zwykle z kozyscią dla nas tesciowa podlicza :)). teraz to sie zmieni bo tesciowa idzie na emeryture i pewnie beziemy my im dawac górką 🙂
Moi rodzice zajmuja sie moimi dziećmi jak ja pracuje i ja im płace. tate tez czasem zatrudniam i tez mu kase daje (jako elektryka, kład z mezem podłoge itp). mają małe dochody i nieregularne. jak ja nie miałam to pomagali za darmo, teraz mam to sie odpłacam.

aniaos Dodane ponad rok temu,

moi rodzice pomagali i pomagaja mi „od zawsze”. oplacali moje studium i studia /pomimo, iz bylam juz „zona przy mezu” ;)/, pozniej praktycznie sami splacali kredyt za moje pierwsze mieszkanie, gdy mieszkalam sama i mialam tylko jedna pensje, to co miesiac moglam korzystac z ich pomocy /dostalam dodatkowa karte do mamy konta/. gdy urodzil sie makary, to kupili doslownie wszytsko, co bylo potrzebne dla dziecka /do dzis praktycznie ubieraja nam dwoje dzieci/. nie mamy od nich pomocy regularnej, bo taka nie jest nam potrzebna – na chleb i rachunki zarabia spokojnie moj maz 🙂 zdarzylo sie, ze przy wiekszych wydatkach /nowe meble/ pozyczylam od rodzicow kilka tysiecy – gdy oddawalam, to nie przyjeli, powiedzieli, ze to od nich prezent. bez przerwy kupuja ubranai dla naszych dzieci, ksiazki, jakies praktyczne drobiazgi do domu. na imieniny/urodziny/swieta dostajemy raczej to, co nam sprawi przyejmnosc /kosmetyki, ksiazki, struny, etc./, ale zdarzaja sie i praktyczne prezenty – np. posciel. w miare potrzeby i mozliwosci zajmuja sie chlopcami – rodzice mieszkaja we wroclawiu, my prawie 300 km od nich, wiec ta pomoc jest rzadka, ale niezwykle potrzebna. zawsze po moich porodach mama do nas przyjezdzala i zajmowala sie dziecmi, domem i mna, w czasie choroby makarego brala urlop i przyjezdzala do nas /pawel byl w chinach na dwutygodniowym tlumaczeniu, ja mialam nowa prace i zero mozliwosci pojscia na L4 czy chocby urlop/. tato maniacko robi przetwory i doslownie zawala nas najrozniejszymi sokami, przecierami,salatkami,dzemami. juz rozdaje wszystkim znajomym, bo naprawde nie mam co z tym robic.

tesciowie – dokladnie odwrotnie. maz wyprowadzil sie z rodzinengo domu tak,jak stal. nie dostal od nich niczego na rozpoczecie samodzielnego zycia. nigdy nie pomoagali i nie pomagaja przy dzieciach. tak bardzo nie lubie tych ludzi, ze chyba nawet nei ma sensu, abym pisala, ile zlego zrobili. w tamtym roku, po raz pierwszy w zyciu pomogli nam finansowo – przez kilka miesiecy placili polowe raty kredytu na dom. nie zrobili tego sami i dobrowolnie. dlugo by pisac o powodach ich pomocy,ale glownym byla chec… pokazania jej siostrom,jacy to oni sa dobrzy i kochani.

w styczniu tesciowie z egoizmu, glupoty, nie wiem,czego jeszcze, okaleczyli makarego. ma oszpecona twarz do konca zycia, prawdopodobnie czeka go operacja.
kilka godzin po wypadku przywiezli nam dziecko, weszli do domu bez slowa wyjasnienia, bez zadnego tlumaczenia, na pytania o to, co sie stalo, arogancko i ostentacyjnie milczeli.nie udzielili dziecku zadnej pomocy przez 5 godzin, nie powiadomili nas o tym, co sie stalo. na pogotowiu lekarka nie chciala nam uwierzyc, ze dziecko bylo tyle godzin trzymane bez zadnej pomocy…
dla mnei to nie sa ludzie. sa gorsi niz zwierzeta. skupieni na sobie az do obledu, chciwi, pazerni, interesowni. nigdy nie zauwazylam u nich normalnych, ludzkich uczuc, zadnej serdecznosci, ciepla. sa absolutnie pozbawieni honoru, poczucia odpowiedzialnosci.
ja ze swojej strony zaniechalam jakichkolwiek kontaktow z nimi, calkowicie odseparowalam od nich moje dzieci, nie chce by mieli z nimi jakikolwiek kontakt.

moi rodzice dochody maja mocno srednie – raczej w kierunku niskich. tato jest na rencie i prowadzi malutki sklepik papierniczy, ktory praktycznie pozwala zarobic tylko na koszty. to bardziej hobby taty i cos, co pozwala jemu czuc sie potrzebnym i przydatnym; mama pracuje w spoldzielni, pensje ma mocno srednia. pomagaja zarowno nam, jak i mojej siostrze oraz babciom – swoim mamom. typ ludzi, ktorzy ostatnia koszule oddadza komus, kto potrzebuje.

tesciowie – dochody maja naprawde wysokie, bardzo grubo powyzej sredniej krajowej. tesc na emeryturze wojskowej, pracuje w dyrekcji jednego z centrow handlowych /emeryture chyba ma czesciowo zminiejszona wlasnie przez to, ze jego oficjalna pensja jest bardzo wysoka/, tesciowa bibliotekarka i nauczycielka, ale zarobki ma zadziwiajaco wysokie. nikomu nie pomagaja ale sami otrzymuja pomoc np. paczki od siostry mieszkajacej za granica/, niczego nie dali swoim synom /drugi wciaz mieszka z nimi, ale oplaca czesc rachunkow/. maja spore oszczednosci. inwestuja tylko w siebie /glownie tesc/, ale tez sa chytrzy dla samych siebie – kupuja np. najtansze produkty spozywcze w marketach, tanei kosmetyki, itp.,

swiki Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez ulaluki:
Czy rodzice pomagają wam finansowo, doraźnie, czy systematycznie?
Czy dokonują opłat za was?

Zazdroszcze Wam dziewczyny, takie wsparcie to fajna sprawa.

Nam rodzina, rodzice nie pomagaja finansowo – wogole, to raczej my czasem jeszcze musimy pomoc jakos tak to wychodzi a w inny sposob – do tej pory nei pomagal nam nikt, a rodzine mamy duza, my sie nie prosimy, a oni milcza zeby czasem nikt nie zauwazyl ze pomocy potrzebujemy (np jak remontowalismy mieszkanie – wszystko sami bo nie bylo nas wtedy na firme stac). Przez pierwsze 6 miesiecy zycia naszego szkrabusia wszyscy przychodzili tylko towarzysko. Na poczatku tesciowa ugotowala i podala przez meza z 5 obiadkow, moja mama czasem rosol (ja go nie jem). Opieka nad dzieckiem – jak bardzo naprawde bardzo potrzebujemy, to jezeli tesciowa nie zajmuje sie akurat rzadnym z pozostalych wnukow lub nie idzie do kosciola, to ew wted moze przyjsc i z malym posiedziec, ale poniewaz z reguly zajmuje sie juz 3 innych wnuczat to dla naszeg czasu juz niestety czasu brak (bardzo malo)

Studia – gdyby moim rodzice nadal sie tak angazowali w moje wychowanie, to nigdy bym na nie nie poszla – przez nich, maz chodzil na zaoczne i sam musial je sobie oplacic co do zlotowki.

Takze my radzimy sobie zupelnie sami – jest niezle, biorac pod uwage fakt, ze zaczynalismy od kompletnego zera i nikt nam nie pomagal. Ale mamy wlasnie taka satysfakcje – wszystko co osiagnelismy to wlasnymi silami. Choc czasem przykro i zal, ze wlasnie nie mozemy liczyc raczej na nikogo….

Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez AniaOS:
w styczniu tesciowie z egoizmu, glupoty, nie wiem,czego jeszcze, okaleczyli makarego. ma oszpecona twarz do konca zycia, prawdopodobnie czeka go operacja.
kilka godzin po wypadku przywiezli nam dziecko, weszli do domu bez slowa wyjasnienia, bez zadnego tlumaczenia, na pytania o to, co sie stalo, arogancko i ostentacyjnie milczeli.nie udzielili dziecku zadnej pomocy przez 5 godzin, nie powiadomili nas o tym, co sie stalo. na pogotowiu lekarka nie chciala nam uwierzyc, ze dziecko bylo tyle godzin trzymane bez zadnej pomocy…

zmroziło mnie 🙁

ahimsa Dodane ponad rok temu,

od 1,5 roku pomaga mi moja matka…no głupio mi tak ale bardzo jestem jej wdzięczna. Teraz już nie będzie musiała- teraz to ja jej będę mogła pomóc:)

Ale bywało, że dawała mi znaczne kwoty….tak nam wyszło…
Ale 3/4 naszych znajomych ma tak, że rodzice im opłacają dom ( dostali od nich dom i nawet tel. tam nie płacą-robią to rodzice), albo dostali i dom, i pracę i jeszcze opiekę nad dzieckiem albo rodzice wzięli kredyt na chatę i sami go spłacają itd.
Chyba tylko my sami sobie musieliśmy to wszystko załatwiać;) a nawet jeśli ktoś nie dostał dom u to mu chociaż dziecka pilnują;)

U mnie nic z tych rzeczy. Za łatwo być nie może;)

kamuszka Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez ulaluki:Nasunął mi się temat, po przeczytaniu tego artykułu:

Czy rodzice pomagają wam finansowo, doraźnie, czy systematycznie?
Czy dokonują opłat za was?

Moja mama raczej nie, sama niewiele ma
Rodzice męża pomagali, ale niesystemtycznie. Opłacali przez pewien czas prąd, bo na ich adres szły rachunki(szczerze powiedziawszy nie wiem czemu).
Pienieżnie do ręki nie. Czasem dawali pieniądze dla wnuków, na buty, albo coś w tym rodzaju.
Teraz się obraziła teściowa, wszelką pomoc zamroziła:)

Jestem zdania, że młodzi sami powinni się utrzymywać, wzrośnie ich przedsiębiorczość, gdy sami będą musieli zdobyć fundusze.
Ale… jak to w życiu różne są sytuacje, każdemu zdarza sie pod krechą, chudsze dni i czasem pomoc potrzebna.
A co wy myslicie?

Nie. Sami płacimy rachunki, kieszonkowych też nie dostajemy 🙂

usianka Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez EwkaM:zmroziło mnie 🙁

mnie też 🙁
Ania, co z Makarym??????

W pomocy od rodziców/teściów – najblizej mi do Krecika.

asik Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez Usianka:mnie też 🙁
Ania, co z Makarym??????

I mnie :(:(:(

jaewa Dodane ponad rok temu,

Moi rodzice raczej słabo stoją finansowo, więc nie dają nam pieniędzy. Kilka razy jednak była sytuacja, kiedy mieliśmy sporo wydatków w aptece i na wizyty lekarskie, wtedy mama dołożyła nam 100 zł. To tyle jeśli chodzi o pieniądze.

Za to są zawsze chętni do pomocy przy chłopakach, zawsze! 🙂

dominicaa Dodane ponad rok temu,

teraz kiedy mąż się wyprowadził mama bardzo mi pomaga…niewiele zarabiałam – teraz może będzie lepiej w nowej pracy- ale nie wręcza mi pieniędzy do ręki raczej pomaga płacąc za prąd np.
oczywiście jak bym poprosiła to dała by tylko uważam że to bardzo nie fer że ma sobie od ust odjąć i mi dać…ale pomaga na ile może….
mam nadzieję że już nie długo to potrwa:(

chilli Dodane ponad rok temu,

nigdy.

ciapa Dodane ponad rok temu,

jesteśmy samowystarczalni na szczęscie
ale pierwszy opisany tam przykład jest mi bardzo znany 😉
Na starcie pomagali nam rodzice bo było dziecko, studia i brak pracy
Przez większość studiów sama na siebie orłam – bardzo ciężko, na wakacjach za granicą

vieshack Dodane ponad rok temu,

Mieszkaliśmy u moich rodziców kiedy urodziła się Nina, płaciliśmy połowę czynszu i część opłat, oboje studiowaliśmy, mąż miał bardzo marną pracę – ciężko by było bez pomocy chociaż staraliśmy się żeby nie była ona za duża.
Teściowie pomogli na początku, kupili młodej fotelik, załatwili wózek od rodziny,dorzucili do wyprawki, nie są ludźmi o dużych dochodach, ze sztuki niespecjalnie da się w obecnych czasach wyżyć.

Od kiedy wyprowadziliśmy się sami dajemy sobie radę, w kryzysowych sytuacjach wiemy, że możemy na rodziców liczyć. Kilka razy zdarzało mi się pożyczyć jakąs kwotę, ale zawsze oddaję. Zarówno teściowa jak i mama czasem kupią Ninie coś z ciuchów, ale nie jest to systematyczne zaopatrywanie, raczej od czasu do czasu coś, co wpadnie im w oko.
Pomagają mi organizacyjnie – zawsze mam Ninę komu podrzucić jeśli trzeba.

Mieszkamy w mieszkaniu, które dostaliśmy od moich rodziców – dla mnie to bardzo dużo.

kar00lka Dodane ponad rok temu,

W dzieciństwie kieszonkowego nie dostawałam, raczej jak poprosiłam, albo od wilkiego dzwonu jakąs kasę ( głównie jak ojciec był po spożyciu, albo miał dobry humor). Po ślubie ( sponsorowali rodzice na pół z teściami, z tym, ze moi liczyli każdy grosz) obiecali mi dawać 600 zł, żebym mogła odkładać na mieszkanie. Niestety im się odwidziało. Do tej pory za 1,5 roku dostałam od nich może 200 zł, na jakieś okazje (urodziny/imieniny). Obiecali pomóc nam we wzięciu kredytu albo wspomóc w urządzeniu domu. W chwili, gdy o tym przypomnieliśmy, ponownie się wypięli. Przykłądy mogłabym mnożyć.

A teściowie. Mieszkamy u nich, w sumie w domu jest 9 osób, z których pracują 2 (mąz i teść) i babcia na emeryturze. Płacimy 600 zł za mieszkanie, ale nie obchodzi nas jedzenie, opieka do Marty, można rzec że teściowa nas rozpieszcza, a w okresie mojej ciąży to już w ogóle rozpieszczała. Kasy od nich nie dostajemy, ale np. dostaliśmy od teścia auto (kilkuletnią astre combi), odłożył kasę na remont naszego nowego domu ( o ile dostaniemy kredyt). Jak więc widać rozdźwięk jest duży między moimi rodzicami a teściami.

aniaos Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez Usianka:mnie też 🙁
Ania, co z Makarym??????

.
w wielkim skrocie -na poczatku stycznia bez naszej wiedzy i zgody zabrali makarego na gorki. makary nie jest wysportowany, taki troche typ malego ciapy, wielu rzeczy sie boi /np. zanurzenia glowy pod woda, jazdy na lyzwach, itp./. mamy w meiscie duze blonia z roznej wielkosci gorkami – od bardzo lagodnych po bardzo strome, takie prawie pionowe. na tych bloniach obecnie trwa budowa i jej teren jest ogrodzony siatka metalowa podtrzymywana prze wielkie, ponad dwumetrowe drewniane pale. dziadzius – pomimo protestow makarego, uparl sie, ze zjada z najwiekszej i najbardziej stromej gory, tuz przy ogrodzeniu. zjechali. dziadzius zdazyl zeskoczyc, a makary z calym impetem wypadl z sanek i uderzyl twarza prosto w drewniany pal.
kiedy prosil, by go odwiezc do domu, uslyszal, ze absolutnie – teraz jada do babci, bo babunia jest umowiona z 2 prababciami na kawke.
twarz i glowa bolaly go bardzo, caly czas plakal z bolu – dziadzius kazal wiec trzymac przy twarzy… garsc sniegu. w domu nawet nie obmyli jemu twarzy /mial spora rane – skora na czesci polika zostala zdarta/. gdy wciaz plakal z bolu, to uslyszal od babuni, ze ma isc sobie posmarowac buzie … fenistilem /dostal go ode mnie, gdy do nich jechal, bo mial na rece swedzaca wysypke/. to sie zdarzylo cos kolo 12-13. o 14 dzwonilismy do nich i pytalismy, jak makary, czy mamy po niego juz przyjechac, czy go do nas odwioza. uslyszelismy, ze wszystko super, przywioza makarego o 16.
oni mieszkaja tuz kolo szpitala, my poza miastem.
przyjechali przed 17. gdy wchodzili uslyszalam tylko krzyk pawla i pytanie „co sie stalo”. zadnej odpowiedzi, cisza – bylam pewna, ze to ten stary dziad cos sobie zrobil – jak kiedys pisalam pan przezywa druga mlodosc, jezdzi na rowerze, bierze udzial w jakichs maratonach i ma czasami „kontuzje” typu strupek na kolanie. wtedy wszyscy – my, rodzina w innych miastach polski i w australii jest natychmiast informowana, iz A. mial „powazny wypadek” na rowerze: zdarl lokiec i skore na kolanie. z duma prezentuje wszelkie zadrapania i siniaki, zawsze natychmiast jedzie do lekarza lub na izbe. bylam pewna, ze pawel pyta o niego wlasnie, ale nie bylo odpowiedzi na kilkakrotnei powtorzone pytanie i po chwili uslyszalam cichutki placz makarego. jak go zobaczylam, to autentycznie zrobilo mi sie slabo, po raz pierwszy w zyciu. makary zamiast lewej strony twarzy mial jedna wielka ogromna banie i rane. opuchlizna byla tak wielka, ze prawie nei bylo widac oczka – tylko taka szparka zostala. rana byla cala sliska i swiecaca, juz podchodzila ropa. natychmiast pojechalismy na pogotowie – peknieta kosc jarzmowa, rozlegly krwiak, podejrzenie wstrzasu mozgu. udalo nam sie zabrac go do domu bez zostawania w szpitalu pod warunkiem, ze cala noc bedziemy non stop obok niego. w razie problemow natychmiast mielismy dzwonic po pogotowie.
jestesmy juz po wielu wizytach u chirurga – krwiak juz zszedl, ale pozostal po nim duzy guz na twarzy i blizna po ranie. blizna prawdopodobnie zejdzie, sa na to spore szanse, guz jest na zawsze. prawdopodobienstwo, ze samoistnei zniknie, to jak 1 do 1000. jesli nawet by sie udalo, to najwczesniej po okolo 10 – 15 latach. guz jest widoczny, bolacy, na samym srodku polika. wciaz skora w tym miejscu jest sinawa.
mamy teraz wybor: albo zyje z takim guzem na twarzy, albo operujemy w panstwowym szpitalu – tna jednak na zewnatrz i zamiast guza bedzie duza blizna.
mamy tez prywatna klinike, gdzie robia zabiegi plastyczne – lekarka stamtad /ona zreszta nas przyjmowala na pogotowiu/ radzi odczekac rowny rok od wypadku. wtedy guz powinien juz ostatecznie sie uformowac /na razie wciaz rosnie/ i istnieje malenka szansa, ze sie „wciagnie” bardziej do wewnetrznej strony polika – wtedy prawdopodobnie bedzie szansa na operacje od srodka, od strony zebow.
na razie czekamy. najgorsze jest to, ze nie mozna sprawic, by go ten guz nie bolal. jedyne, co mozemy podawac, to srodki przeciwbolowe.
babunia i dziadzius uwazaja, ze nic sie nie stalo. sa obrazeni. NIGDY nie wyjasnili, co sie stalo, dlaczego nas nie powiadomili, dlaczego nie pojechali z nim do lekarza. co wiecej – wmowili makaremu, ze … to jego wina, bo „wybral zla sciezke i przez niego trafili na zla gorke”. dziadzius jest niewinny, babunia tym bardziej.
w pierwszym odruchu chcialam to zglosic na policje.
dzis tylko zaluje, ze nie zrobilam obdukcji i ze sama nie wywalilam ich z domu.

ciapa Dodane ponad rok temu,

Ania
Brak mi słów, normalnie napierw jak to czytałam mi się rycześ chciało a teraz przekleństwa cisną się na usta.. jak mozna byc tak nieodpowiedzialnym
Nie wiem co powiedzieć
Zabiłabym chyba
Jak pomyslę o Makarym…bosz… biedactwo i tak był mega dzielny
Od teściów drogą sądową zażądałabym rekompensaty finansowej przysięgam…na leczenie młodego, wiem, ze to żadna rekompensata bólu ale..

vieshack Dodane ponad rok temu,

o kurcze ania 🙁
ale skąd ten guz?

aborka Dodane ponad rok temu,

AniaOS, straszna historia i straszni ludzie…. ciary mnie przeszły….w głowie mi sie nie miesci…
nie da sie jakos od nich wyegzekwowac kasy na zabieg

Mój Bartek w czerwcu potkna sie o hulajnoge i rączka wbiła mu sie w policzek. Miał takie kółko zdartej skóry, na dole sporo wgniecione do srodka, na górze odcisniete. Wysłałam meza na ostry dyzur ale w sumie lekarz go nie obejrzał. Podobno do szycia sie nie nadawało. W kadym razie mial taką okrągłą rane. Bardzo długo była mocno czerwona szczegolnie jak sie zgrzał. Teraz mineło 8 miesiecy i jest blizna ale bardzo zjasniała. To trwało bardzo długo. Mysle ze jak poczekacie to za pare miesięcy bedzie to lepiej wyglądac….

lea Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez ulaluki:

Jestem zdania, że młodzi sami powinni się utrzymywać
Tacy młodzi to my już nie jesteśmy chyba tak przeciętnie?
😉
w sensie zaradności życiowej i wystarczalności… dorośli, z rodzinami i dzieciaci, tylko patrzec, jak sami dzieci mieć będziemy 😉

W tym wieku to już raczej my rodzicom możemy pomagać… Oni utrzymywali nas przez lata. Niektórzy z nas już ich nawet nie mają.

Tzn. wymowa tematu mnie zaskoczyła, myślałam, że będzie o tym, czy kiedyś dostawaliśmy kieszonkowe 😉

figa Dodane ponad rok temu,

O kurczę 🙁

Zeby dziecku sensownej pomocy nie udzielić tyle czasu…
trzeba sumienia chyba nie mieć 🙁
Jak znam siebie, zarządziłabym dym stulecia :Wstyd: własnie za nieudzielenie pomocy.

W temacie wątku – nie, nigdy nie dostawałam kieszonkowego 😉

lea Dodane ponad rok temu,

AniaOS, to przerażające… brak słów, bardzo przykro i wściekle zarazem, że można tak świadomie sprawę pogorszyć… i tak się potem zachować 🙁

Współczuję tych przejść, zdrowia dla synka…

aniaos Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez ciapa:Nie wiem co powiedzieć
Zabiłabym chyba

Od teściów drogą sądową zażądałabym rekompensaty finansowej przysięgam…na leczenie młodego, wiem, ze to żadna rekompensata bólu ale..
ja tez nie umiem sobie tego do dzis wytlumaczyc. naprawde nie potrafie zrozumiec, jak ci ludzie mogli spokojnie patrzec na placzace, obolale dziecko i nie udzielic jemu zadnej pomocy. nawet nie przemyli tej rany, nie podali srodka przeciwbolowego. kompletnie nic.
od zawsze wiedzialam, ze z nimi jest cos nie tak, ze to nie sa normalni ludzie. jeszcze zanim ich poznalam zorientowalam sie po pawla reakcjach i zachowaniu w pewnych sytuacjach, ze jego rodzice sa ludzmi zimnymi, egoistycznymi, domowymi tyranami.
nie maja w sobie ani grama wspolczucia, empatii. sa absolutnie bezwzgledni i potrafia doskonale grac na emocjach swojego syna. czasami mam wrazenie /mowie calkiem serio/, ze ich zachowania sa lekko psychopatyczne. razem dobrali sie jak w korcu maku.

Zamieszczone przez vieshack:o kurcze ania 🙁
ale skąd ten guz?

to jest guz pourazowy, ktory niestety prawdopodobnie zaczyna sie przeksztalcac we wlokniaka.01 marca mamy kontrole chirurgiczna a za 2 – 3 tygodnie robimy usg i wtedy bedzie wiadomo na pewno, co tam jest w srodku.
po wyjatkowo rozleglych, duzych i silnych krwiakach moga takie guzy powstawac.
makary mial tak stluczona twarz, ze mial problemy z mowa – mowil bardzo wolno, niewyraznie, czasami jego mowa przechodzila w belkot.

Zamieszczone przez aborka:AniaOS, straszna historia i straszni ludzie…. ciary mnie przeszły….w głowie mi sie nie miesci…
nie da sie jakos od nich wyegzekwowac kasy na zabieg

Mój Bartek w czerwcu potkna sie o hulajnoge i rączka wbiła mu sie w policzek. Miał takie kółko zdartej skóry, na dole sporo wgniecione do srodka, na górze odcisniete. Wysłałam meza na ostry dyzur ale w sumie lekarz go nie obejrzał. Podobno do szycia sie nie nadawało. W kadym razie mial taką okrągłą rane. Bardzo długo była mocno czerwona szczegolnie jak sie zgrzał. Teraz mineło 8 miesiecy i jest blizna ale bardzo zjasniała. To trwało bardzo długo. Mysle ze jak poczekacie to za pare miesięcy bedzie to lepiej wyglądac….

o blizne az tak bardzo sie nie martwie – bardzo powoli, ale jasnieje. makarego nauczycielka sama zrobila jakas specjalna miksture do smarowania tej blizny. nie wiem, czy to owa masc sprawia, ale rana zagoila sie szybciej i blizna rzeczywiscie powolutenku schodzi.

Zamieszczone przez Figa:O kurczę 🙁

Zeby dziecku sensownej pomocy nie udzielić tyle czasu…
trzeba sumienia chyba nie mieć 🙁
Jak znam siebie, zarządziłabym dym stulecia :Wstyd: własnie za nieudzielenie pomocy.

wlasnei za nieudzielenie pomocy, brak nalezytej opieki i narazenie zdrowia chcialam ich podac na policje i do prokuratury. na razie sie wstrzymalam. chwilowo. zobacze, co sie bedzie dalej dzialo z makarym, jak dlugo bedzie trwalo leczenie. takie sprawy nie ulegaja szybko przedawnieniu – zaluje tylko wlasnie tego, ze nie zrobilam obdukcji, bo bylaby bardzo przydatna.

co do kosztow – o to jestem absolutnie spokojna. pawel juz im przekazal, ze wszelkie koszty zwiazane z operacja i leczeniem w prywatnej klinice ponosza oni. jesli nie zwroca mi pieniedzy dobrowolnie, zloze zawiadomienie w prokuraturze i sprawe w sadzie o zwrot kosztow leczenia dziecka.
babsko pracuje w szkole – tak naprawde wiem, ze trzesie tylkiem, abym niczego nie zrobila formalnie. stad tez ich w miare umiarkowane ataki i pretensje do mojego meza o to, ze odseparowalam ich od dzieci.

kotagus Dodane ponad rok temu,

Słów brak, to absolutnie niewybaczalne…
Zabiłabym za to od razu (co za bezmyślni, bez serca ludzie…), potem bym sobie przemyslała i na chłodno zabiła ponownie… A tak serio – ja bym wykreśliła dziadków z życiorysu…

PS. ja swoją tesciową uważam za osobę, ktorej bym nigdy pod opiekę dzieci nie oddała. Są ludzie i … ludzie.

aborka Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez AniaOS:spokojna. pawel juz im przekazal, ze wszelkie koszty zwiazane z operacja i leczeniem w prywatnej klinice ponosza oni. jesli nie zwroca mi pieniedzy dobrowolnie, zloze zawiadomienie w prokuraturze i sprawe w sadzie o zwrot kosztow leczenia dziecka.
babsko pracuje w szkole – tak naprawde wiem, ze trzesie tylkiem, abym niczego nie zrobila formalnie. stad tez ich w miare umiarkowane ataki i pretensje do mojego meza o to, ze odseparowalam ich od dzieci.

oni faktycznie chyba do leczenia psychaitrycznego sie nadają………..

asik Dodane ponad rok temu,

AniaOS jestem w szoku

Nie sądziłam że ludzie, rodzina potrafią być tak okrutni 😡
Przytulam Cię z całych sił :Przytulam:
I trzymam kciuki za zdrowie Makarego :Kciuki:

Znasz odpowiedź na pytanie: "Kieszonkowe" od waszych rodziców?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tematy, których nie znalazłam w forum
Aż wstyd sie przyznać....
Ogłaszam konkurs.... na największy idiotyzm wszechczasów, jaki udało się wam zrobić. Pocieszcie mnie, ze nie tylko ja jestem taka udana.... Dostałam od koleżanki schab ze wsi.... na kotlety- podeszwy... których
Czytaj dalej
Karmienie
gotowanie na parze
niedawno wprowadzilam pokarmy do diety mojego bobasa, za zupkami nie przepadal, wiec wzielam go na sposob, warzywa gotuje w garnku na pare i rozwadniam z woda, ktora zostaje, wszystko miksuje.
Czytaj dalej