kilka słów z mojego życia…

Chciałam o tym napisać na forum “Pamiętników” ale nie mam czasu prowadzić pamietnika i zrezygnowałam… Potrzebuję po prostu wyrzucić pewne rzeczy z siebie. Może wtedy będę umiała sobie z nimi poradzić.
Rzecz dotyczy mojej rodziny (obciążonej pewnym emocjonalno-społecznym defektem; dotyczy on głównie mojego ojca, ale odbija się na całej rodzinie) i relacji ja – rodzice.
Mieszkamy z mężem u moich rodziców i są sytuacje, w których nie chcemy by mój tata zajmował się i bawił sie z Piotrkiem. To nie jest jakaś fanaberia czy nasz foch, po prostu tak jest lepiej (nie chcę się wdawać w szczegóły, bo to krępujące). Na początku tego tygodnia stwierdziliśmy z mężem, że trzeba w końcu zwrócić ojcu na to uwagę. Bo dalej już tak byc nie może – i tak długo to “tolerowaliśmy”. Nie chcąc zwracać uwagi tacie przy mężu (bo mógłby się źle z tym czuć, zeby nie powiedzieć, że mógłby się poczuć upokorzony) poszłam do rodziców i powiedziałam o tym tacie. Obraził się – czego się spodziewałam… Ale obraziła się też mama – a tego się nie spodziewałam. Wczoraj po całym dniu milczenia i fochów zapytałam sie jej rano przed praca czemu soę do mnie nie odzywa…
I tu przechodzimy do sedna sprawy…
Z prostego pytnia wybuchła kłótnia podczas której ja powiedziałam jej wszystko co mi lezy na sercu (odnośnie jej obrażenia się na mnie i innych rzeczy) o czym do tej pory nie chciałam mówić, żeby nie sprawiać jej przykrości… A sprawy te, mimo że miały związek ze zwróceniem tacie uwagi sięgają daleko w przeszłość… Sama też usłyszałam (jedne po raz kolejny inne po raz pierwszy) parę rzeczy na swój temat… I momo że mi ulzyło że zrzuciłam kamień z serca i wiem na czym stoję (po tym co mi mama powiedziała) nie umiem całej tej sytuacji jakoś przejeść. Wszystko się zmieniło. To były takie rzeczy, których wypowiedzenie zmienia relacje juz na zawsze, słowa po których juz nie będzie jak kiedyś… Cała sytuacja poprawi się niestety po naszej wyprowadzce – bo takie rzeczy najlepiej “leczy” pewnego rodzaju separacja.
Nie mam pojęcia jak mam się teraz zachowywać… Muszę to wszystko jakoś poukładać ale kompletnie nie mam na to pomysłu.
Nie mam wyrzutów sumienia, jak zazwyczaj po moich kłótniach z mamą… Czuję ulgę i spokój, że pewne psrawy mam już za sobą… Ale czuję się we własnym domu jak niechciany gość…

No to wyrzuciłam to z siebie. Teraz zostaje mi tylko ułożenie tego wstkiego w jakiś sensowny sposób…

moni i

01.05.05,?29.09.2006 i [*]02.12.03

8 odpowiedzi na pytanie: kilka słów z mojego życia…

abcdefg Dodane ponad rok temu,

Re: kilka słów z mojego życia…

Krotko napisze – trzymaj sie. Chyba dobrze, ze wyrzucilas rozne zalegajace niedomowienia, szczegolnie, ze dobrze sie z tym czujesz. Zycze wszystkiego najlepszego.

Pozdrawiam ja i moj Mateusz ’05

amber Dodane ponad rok temu,

Re: kilka słów z mojego życia…

Życzę aby te relacje, jeśli to tylko możliwe poprawiły się choć trochę… Nie wiem na jakiej stopie z rodzicami żyjesz… Ale czasem takie “wyrzucenie” żali i wszelkich smutów oczyszcza atmosferę…może nie widać tego teraz (po Twoim poście wnioskuję, że nawet nadziei nie masz) ale kto wie co będzie gdy emocje już opadną?? Życzę aby było jak najlepiej!!

Beata i Maciek (11.02.2004)

chilli Dodane ponad rok temu,

Re: kilka słów z mojego życia…

powiem Ci jak u mmioe sie to skończyło. U mnie było łatwiej, bo ja nie mieszkam w rodzinnym mieście od 10 lat. Atmosfera sie nie oczyściła. Tez nie mam wyrzutów sumienia, wręcz jestem przeszczęśliwa, ze skończył sie pewnien etap obłudy w relacjach ja-matka.
NIe widziałyśmy sie juz prawie rok. Nie pojechałam na Świeta Bożegonarodzenia, nie pozwoliłam na jej przyjazd do mnie. Utrzymujemy suche kontakty telefonieczne na zasadzie: zyjecie? tak żyjemy. – w obie strony.
Wnuczce przysyła paczki a jej wysyłam zdjecia.

Mimo, że emocje dawno temu opadły nie potrafię sobie jeszcze z paroma rzeczami poradzić, przede wszystkim nie umiem przejść do porządku dziennego nad jawną niesprawiedliwościa jaka mnie spotkała. Nie chce sie z nią spotykać.

ahimsa Dodane ponad rok temu,

Re: kilka słów z mojego życia…

trudno cos doradzac, skoro nie wiadomo, o co chodzi wlasciwie… Ale jak sama napisalas, wyrzucenie zalow, zaszlosci, sprawilo Ci ulge. I to jest chyba lepsze, niz podskorne jatrzenia, napiecie, ktore wisi w powietrzu i niezdrowa atmosfera.:) Gratulacje za odwage:0 A wyprowadzka dobrze zrobi! z czasem pewnie relacje sie poprawia, ale beda juz zdrowsze!

viccy Dodane ponad rok temu,

Re: kilka słów z mojego życia…

Ty wyrzuciłaś z siebie wszystko i czujesz się lepiej – super!!!, ale twoja matka pewnie też wyrzuciła to z siebie i nawet jeśli to boli to powinnaś z nią porozmawiać, wyjaśnić, ale bez złośliwości, ona ma też swoje racje i niekoniecznie musicie się we wszystkim ze sobą zgadzać, wystarczy że uszanujecie się wzajemnie.
Masz rację, że już nie będzie tak samo, ale myślę, że teraz jeśli podejdziecie do sprawy dorośle, bez emocji i wyzwisk to można na nowo poukładać wzajemne stosunki i może być ok, choć jakiś uraz pozostaje, ale to jest efekt szczerości i wyrzucania z siebie. Osobiście myślę, że takie oczyszczenie sytuacji raz na jakiś czas jest dobre, ale trzeba się o to postarać. Zyczymy poprawy sytuacji rodzinnej i swojego mieszkana w jak najszybszym czasie.


Viccy+Sara 11.07.2005

vieta Dodane ponad rok temu,

Re: kilka słów z mojego życia…

ja mojej Mamie powiedziałam to co leżało im na sercu i niestety ale niczego moja Mama nie zrozumiała.
Są ludzie do których ciężko dotrzeć..

Uważam, że b. dobrze zrobiłaś. Jesteś już dorosłą osobą i nie pozwalaj sobie by kogoś z twoich najbliższych coś raniło np. twego synka.
W pewnym moemncie swego życia lepiej uciąć trochę kontakt i to dla waszego dobra, bo nie można żyć w toksycznych relacjach, to nic dobrego nie daje.

Łeb do góry!!
I najlepiej gdybyście mieszkali sami Powodzenia!

Wiola&Julcia

helenb Dodane ponad rok temu,

Re: kilka słów z mojego życia…

Ja też czasem spieram się z mamą o “te” czy “inne” sprawy. Czasem bardzo mocno mówimy sobie co myślimy. Na Nasze szczęście szanuje ją, może i ona mnie i po ochłonięciu właśnie jest jak dawniej.
Pogaduchy i kłótnie niczego w relacjach między Nami nie zmienią.Ja mamie nie pamiętam jekiś rzeczy starych,dawnych i złych bo nie będe tracić życia na niepotrzebne “fochy”.

Teściowa natomiast z córką są właśnie bardzo skłócone. Nie umiem i nie potrafie tego zrozumieć.Ale nie potępiam.Jeśli uważają,że mają powód-ich sprawa.

Bardzo to smutne,że najbliższe sobie osoby tak się ranią.
Piszesz,że pewne sprawy masz już za sobą. To dobrze,ale nie wiem czy nie będzie lepiej jak nie będziesz się za siebie oglądać.
Trzeba patrzeć w przód. Przyszłość jest ważniejsza.Ważne jest żeby jej też nie zaliczać do straconej jak przeszłość.
Pozdrawiam i życze powodzenia w sensownym układaniu… 🙂

Stasiu 14.01.05 i Kasia 27.12.2005

Dodane ponad rok temu,

Re: kilka słów z mojego życia…

nie wiem co napisać, może tylko “trzymaj się”…
Ja mam taka rozmowę jeszcze przed sobą….mam nadzieję że w końcu się na nią zdecyduję i zrzucę z siebie część tego wszystkiego co ciązy mi od dawna, chociaz nie sądzę żeby skończyła sie porozumieniem.
Myślę że to dobrze że się zdecydowałaś. Trzymam kciuki żeby było już tylko lepiej.

Nina (2 latka)

Znasz odpowiedź na pytanie: kilka słów z mojego życia…

Dodaj komentarz

Leczenie niepłodności
A ja jestem podbudowana...
Byłam dzis u mojej ponad 70-letniej babci. Rozmowa zeszła na moje leczenie i niepłodność (u mnie w rodzinie wszyscy wiedzą)... Babcia zapytała o IN-VITRO... Czy jest legalne i wogóle co
Czytaj dalej
Dla starających się
pyt
Witam mam małe pytanko słyszałam że podobno przed owulacja jest dziewczynka a po chłopiec czy to się sprawdza? Napiszcie czy wiecie cos jak trafić w dziewczynkę proszę. Podobno są jakieś
Czytaj dalej