Konkurs – Dzień Dziecka – szczęśliwy czas.

Czas ma ogromne znaczenie w naszym życiu. Warto by nasze dzieci umiały mądrze nim dysponować. Pomoże im w tym zegarek Timex, który jest nagrodą w naszym konkursie.

Jeśli chcesz wygrać jeden z 5-ciu zegarków Timex wystarczy, że w tym wątku zamieścisz wypowiedź (max. 7 zdań) na temat:

Opisz swój [Zobacz stronę]?

Więcej szczegółów na temat konkursu oraz zdjęcia i opis nagród znajdziesz

Przeczytaj
Na odpowiedzi czekamy do 1 czerwca.

37 odpowiedzi na pytanie: Konkurs – Dzień Dziecka – szczęśliwy czas.

  1. To ja może opowiem nie o dniu, ale o najciekawszym śnie z dzieciństwa…

    Śniło mi się, że żyję w wyidealizowanym świecie, w którym nie ma wirtualnego spamu a za kliknięcie w linki pojawiające się w podejrzanych postach wyskakuje ptyś z bitą śmietaną…

    • Zapraszam Was serdecznie!

      Z tego nicka: też będą pojawiały się nowe konkursy, a jak obiecałam, będzie ich teraz sporo

      • Tu w tym wątku opisać?:)

          • 7 lat byłam jedynaczką i marzyłam po prostu o rodzeństwie…
            Pamiętam ten dzień dokładnie- nawet po 25 latach 3 miesiącach i 17 dniach.
            Spędzałam ferie u dziadków-do domu wpadł mój osobisty Dziadek, cały czerwony z emocji i krzyknął; “masz Rodzeństwo!!!! Zgadnij co!”
            Oczywiście obstawiłam Siostrę-ale na wieść, że mam Brata oszalałam z radości.
            Obiecywałam, że będę się nim zajmować, będę wozić-po prostu szał!
            Potem bywało oczywiście różnie-dni lepsze i gorsze, jak to u rodzeństwa ale emocji z tamtego dnia nie zapomnę nigdy! Po prostu czyste Szczęście!

            • Wielka ucieczka:
              ja lat 6 + bracia lat 5 i 2 + koleżanki lat 5 i 3 – taki oto zespół postanowił odwiedzić babcię mieszkającą 4 kilometry dalej.
              Środek lata, polna droga, żyto złote i piątka maluchów wędrująca.
              Gdy ktoś przejeżdża, skok w żyto – niezła zabawa dla nas, do tej pory pamiętam ten dreszczyk emocji : Zobaczą nas czy nie zobaczą?:)
              Doszliśmy, napiliśmy się kawy inki, zjedliśmy po pajdzie chleba z cukrem – mmm cudowne.
              Powrót godny królów- wóz ciągnięty przez konika, gromada dzieciaków wyśpiewująca Stokrotkę bodajże…

              Co nasi rodzice przeszli, przemiliczę nawet wojsko już było zawiadomione

              • Wszystkie dzieci dookoła już miały “prawdziwe” rowerki czterokołowe (takie z łańcuchem), a ja nadal miałam swojego trzykołowca, któremu guma z przedniego koła spadała – co doprowadzało mnie do szału – bo nie dość, że przegrywałam wszystkie zawody, to jeszcze po drodze “gumę” łapałam 😀
                Inna sprawa, ze ja najmłodsza z tego towarzystwa byłam 😉
                Razu jednego pojechaliśmy z rodzicami naszym czerwonym maluchem w okolice Olsztyna pod Częstochowa- często takie wypady do lasu w weekend czyniliśmy. Do dzisiaj pamietam zapach tamtego lasu, to popołudniowe słońce kładące sie brązowej korze drzew (gorzej – nadal trafiam w to miejsce). Dojechaliśmy – a tam nasi znajomi posiadający dużego fiata (bo rower do malucha nie wchodził), a w nim, w jego bagażniku czaił się..
                najprawdziwszy czerwony Reksio
                Do dzisiaj pamiętam tamto uczucie: swoiste połączenie satysfakcji i ulgi, że wreszcie przestanie mi ta guma spadać z koła 😀

                • Zaczynały się ferie zimowe. Rodzice postanowili mnie zawieźć do babci na wieś.
                  Póki jechaliśmy po główniejszych drogach było ok, ale im dalej tym było mniej przejezdnie.
                  W końcu zostawiliśmy samochód u jakiegoś gospodarza kilka wsi wcześniej – nie było szansy żeby dalej jechać i ruszyliśmy na pieszo.
                  Na drogach zaspy, górki, dołki, totalne szaleństwo – ja byłam zachwycona
                  rodzice mniej, a ciocia, która była z nami ledwie nadążała 😉
                  Po drodze spotkaliśmy sąsiada dziadków jadącego saniami zaprzężonymi w 2 konie.
                  Ofkors zabrał nas ze sobą – do dziś pamiętam ten mróz szczypiący w uszy i nosy,
                  piękny, biały śnieg pod nogami, rżenie koni – poczułam się jak w krainie Królowej Śniegu.

                  Ps. Nie wiem czemu mi ten dzień przyszedł na myśl, ja nawet nie lubię zimy 😉

                  • Rumieńce na policzkach.

                    Dziwna może się wydaje moja historia, ale do dzisiaj mi utkwiły – kolory…

                    To był rok około 1989rok – wiadomo u nas pustki w sklepach, wszystko zwykłe, szare.
                    Byłam wówczas małym dzieckiem, chyba zaczęłam chodzić do szkoły podstawowej.
                    Mój wujek pracował w Niemczech (wówczas RFN) i przysłał paczkę.
                    Akurat byłam z mamą i siostrą u cioci, która zaczęła rozpakowywać przesyłkę no i zaczęło się… jako wówczas małe dziecko chyba pierwszy raz widziałam tyle słodyczy, tyle ich rodzajów – czekolady, czekoladki, żelki, gumy.
                    Najbardziej utkwiło mi jakie one były kolorowe i różne.
                    Moja mama do dzisiaj wspomina, że miałyśmy z siostrą ogromne wypieki- rumieńce, a szczęście na naszych twarzach biło na kilometr, czekałyśmy tylko co nowego ciocia wyjmie z pudełka i wtedy właśnie dostałam swój pierwszy zeszyt z kolorową okładką.
                    Pamiętam go do dzisiaj żabka na niebieskim tle… (chyba z dwa lata dzień w dzień zachwycałam się moim kolorowym zeszytem, zanim się odważyłam w nim coś napisać) 🙂

                    • WOZEM

                      PRLowskie blokowisko jakich wiele. Byliśmy tam z bratem nowi i strasznie samotni. Czasem zmuszani przez rodziców sterczelismy trochę pod klatką nie zawierając jednak nowych znajomości. I ten jeden pamiętny lipcowy dzień kiedy pod blok zajechał zaprzęgnięty w konia wóz z naszym dziadziem, który przywiózł ziemniaki. Chwilę potem cała chmara dzieciaków jeździła wozem z NASZYM dziadziem Edziem w tę i z powrotem po całym osiedlu. Od tej chwili kazdy chciał się z nami “kolegować”:) Boże jacy myśmy wtedy byli szczęśliwi:)

                      • Prawie jak w niebie 🙂

                        Wszystko działo się 20 lat temu podczas wakacji, które jak co roku spędzaliśmy w górach u rodziny. Pogoda dopisywała więc wujek postanowił zorganizować nam czas, podjechał pod dom wozem zaprzęgniętym w konie i pojechaliśmy na pole pomagać zbierać siano. Byliśmy strasznie zmęczeni lecz to co nas czekało później wynagrodziło nasz wysiłek, wszystkie dzieciaki wraz z rodzicami jechały na samym szczycie sterty siana, która sięgała aż do 1wszego piętra. Z góry wszystko było takie malutkie, czułam się jak w niebie. Magię tego dnia dopełniło wieczorne ognisko na polanie.

                        • Najpiękniejsze urodziny

                          Jak miałem 6 lat mój tata wyjechał do Ameryki do pracy i przyjeżdżał do nas tylko na święta Bożego Narodzenia. Nadszedł maj a wraz z nim moje urodziny, nigdy nie było to dla mnie wyjątkowe święto bo w odwiedziny przychodzili do mnie bracia cioteczni wraz obojgiem rodziców a ja miałem przy sobie tylko mamę. Goście przyszli, dostałem już wszystkie prezenty i usiedliśmy razem przy stole. Rozległ się dźwięk dzwonka – poszedłem otworzyć a za drzwiami stał mój ukochany tata z wielką siatą prezentów. Jednak nawet ich nie otworzyłem- bo w tym momencie najważniejszym i największym prezentem był mój ojciec :).

                          • Czterolatek ma niepodważalne przekonanie, że jest już PRAWIE dorosły i w związku z tym sam dużo może…. ja też byłam takim czterolatkiem!

                            Mieszkałam w 4-piętrowym bloku w małej miejscowości na Śląsku i wszystko toczyło się zwyczajnym torem, aż do momentu, gdy starsze koleżanki z podwórka zabrały mnie koło Odry na nowe osiedle wieżowców.

                            10-cio piętrowe olbrzymy nie miały wówczas domofonów, dlatego bez problemu można było wejść do klatki, potem do windy i pojeździć sobie na górę i na dół do woli!

                            Odkryłam wówczas nowe horyzonty, nowe możliwości, którym towarzyszyły piękne emocji i…. atrakcje żołądkowe 😉

                            Pewnej niedzieli po obiedzie wyszłam ze starszym bratem na podwórko i po chwili zniknęłam mu z oczu.

                            Rodzice odnaleźli mnie późnym wieczorem…. w windzie jednego z wieżowców nad Odrą.

                            Nie wiem ile razy jeździłam z góry na dół i z dołu na górę przez te kilka godzin, ale pamiętam, że byłam usatysfakcjonowana. 🙂

                            • Najciekawszy dzień to na pewno, ten który dobrze pamiętam z mojego dzieciństwa, pełen obaw czy dam radę ale też i radości – nauka jazdy na rowerze, nauczy się raz i nigdy nie zapomina. Jeździć uczył mnie Tata na parkingu przed blokiem, do dwukołowego roweru pelikan miał wetknięty kij. Pamiętam, że prosiłam, go aby trzymał i nie puszczał, tak było aż zaczęłam coraz szybciej jeździć, a tata za mną biegał, aż w końcu rozpędziłam się dość szybko, odwracam się, a tata jest daleko i wcale mnie nie trzyma, hurra! umiem jeździć. Co to był za piękny dzień, mieliśmy co opowiadać Mamie, gdy wróciliśmy do domu.

                              • Ja ośmiolatka, mała i troszkę przy kości, poznańska Arena i przedstawienie “Dziecko Potrafi – Dzieciarnia w Orieńcie”. Tak jak tysiące dzieci będących na przedstawieniu bardzo chciałam dostać się do konkursu. Ja taka cichutka, szara myszka, nagle wszystkich znajomych zaskoczyłam jak zostałam wybrana.
                                Zadanie namaluj znak smoka, pędzel wielkości 1,5 metra, wiadro farby i kartka papieru o wymiarach 4m x 4m. Ale postawiłam na swoim wygrałam. Wówczas zrozumiałam, że warto wyjść z cienia i dać coś od siebie innym.
                                Teraz tego samego uczę moje dzieci.

                                • Swoje dzieciństwo wspominam z uśmiechem na ustach. Wiele było dni radosnych i ciepłych. Lecz najpiękniejszy dla mnie dzień, który bardzo dobrze pamiętam, to dzień przyjęcia Pana Jezusa do serca. Czułam się wtedy bardzo dumnie i dojrzale. Wierzyłam, że od tej pory nic mnie się nie stanie i zawsze będę pod dobrą opieką. Cieszyłam się także z białej sukienki, obecności bliskich, no i jak każde dziecko z prezentów. Gdy mam chwilę czasu pamiątki i zdjęcia z I Komunii Świętej oglądam z wielką ochotą.

                                  • Nie pamietam dania, konkretnego dnia z dziecinstwa.
                                    Wszystkie moje dni w dziecinstwie byly szczesliwe.
                                    Najwczesniejszy pamietam jak tato wrocil z nocnej zmiany w elektrowni i zasnął na kanapie a ja wyrzuciłam mu okulary przez balkon.
                                    Albo jak przyprowadził mnie do przedszkola w piżamie, toż się cieszyłam…
                                    albo jak wiózł mnie na sankach do przedszkola i wywalił sie na środku drogi robiąc orelka az sie patrzy. Jak się wtedy śmiałam….

                                    Rozrabiaka byłam,

                                    Najfajniejszy dzień który pamiętam wiąże se także z moim tata.

                                    Pracował w elektrowni, co rok na wiosnę oblatywał helikopterem aby skontrolować lnie.
                                    Obiecał mi ze przeleci nad przedszkolem. Czekałam. Tuz przed leżakowaniem słyszymy wszyscy helikopter… Myślałam ze mi serce wyskoczy. Jako ze panie byly jak sie domyślam poinformowane, wszyscy wyszliśmy do ogródka. Tata zrobil kilka okrążeń nad przedszkolem, pomachał.
                                    Jak nie kochać takiego faceta.

                                    Dodam ze zawsze w zimie po odprowadzeniu mnie do przedszkola zawsze robił bałwana małego i stawiał na parapecie mojej klasy przedszkolnej.

                                    Mogłabym tak długo o moich przygodach z tatusiem
                                    To on nauczył mnie gotować i jeździć na rowerku i autem, to on zawsze wiedział do jakiej sukienki jakie buty, czytał moje wypracowania i opowiadał mi o wszystkim, a ja jemu.

                                    Moj tatuś byl czymś najszczęśliwszym co mogło mi sie zdarzyć w dzieciństwie. Byl dla mnie wszystkim i każdy dzień z nim był moim najszczęśliwszym.

                                    • Zamieszczone przez aba
                                      Wielka ucieczka:
                                      ja lat 6 + bracia lat 5 i 2 + koleżanki lat 5 i 3 – taki oto zespół postanowił odwiedzić babcię mieszkającą 4 kilometry dalej.
                                      Środek lata, polna droga, żyto złote i piątka maluchów wędrująca.
                                      Gdy ktoś przejeżdża, skok w żyto – niezła zabawa dla nas, do tej pory pamiętam ten dreszczyk emocji : Zobaczą nas czy nie zobaczą?:)
                                      Doszliśmy, napiliśmy się kawy inki, zjedliśmy po pajdzie chleba z cukrem – mmm cudowne.
                                      Powrót godny królów- wóz ciągnięty przez konika, gromada dzieciaków wyśpiewująca Stokrotkę bodajże…

                                      Co nasi rodzice przeszli, przemiliczę nawet wojsko już było zawiadomione

                                      Aba
                                      Takich numerów to się po Tobie nie spodziewałam 😉 współczuję Twojej mamie…

                                      • ,, – Mamo, mamo, dziadek zgodził się zabrać mnie jutro rano na ryby!!!” – krzyczałam podekscytowana, a uśmiech do wieczora nie schodził mi z twarzy. O tej wyprawie marzyłam bowiem od dawna i choć miałam już siedem lat, to jeszcze nigdy dziadek nie zaproponował mi wspólnej wędkarskiej przygody. Chyba najbardziej interesowało mnie wówczas wnętrze czarnej, nieco już wysłużonej skrzynki, którą zabierał ze sobą zawsze, kiedy wyjeżdżał. Kiedyś gdy dziadek przygotowywał się do swojej niemalże symbolicznej wyprawy, udało mi się nawet podejrzeć te tajemnicze urządzenia, które tak skrzętnie przede mną ukrywał. Ale na tym koniec…I nagle przyszedł dzień, który odsłonił przede mną wszystkie tajemnice: kolorowe haczyki,wysłużone nieco kołowrotki i śruciny, lekkie jak piórko spławiki, białe pełzające jeszcze robaki, ziarna kukurydzy i całe zwoje różnej długości żyłek…Łowiliśmy ryby brodząc przy tym po pas w przezroczystej zimnej wodzie, piekliśmy kiełbaski nad ogniskiem które w mgnieniu oka rozpalił dziadek, suszyliśmy na kijach przemoczone ubrania, leżeliśmy na piaszczystym brzegu rozłożystej rzeki i czuliśmy, że…po prostu czas zatrzymał się w miejscu.

                                        • Opisz swój najciekawszy dzień z lat dzieciństwa?

                                          Miło wspominam czasy kiedy bawiałm się z przyjaciółką na podwórku… miałyśmy może po 8-9 lat a potrafiłyśmy sie bardoz dobrze dogadać! Bawiłyśmy sie całymi dniami, cżesto wyciągałyśmy lalki barbi i w piaskownicy robiłyśmy im dom. Lóżko było zrobione z piasku, w kuchni były talerze z patykami…radziłyśmy sobie ze wszystkim! Pamiętam dzień kiedy zaczęło padać, a my zamiast iść do domu to biegałyśmy po deszczu i skakałyśmy po kałużach. Potem zbierałyżmy deszczówkę, która leciała z rynny i robiłyśmy z niej zupe dla lalek. Byłysmy całe mokre, zapowiadało się, że bedizemy chore. Ale jakoś się udało, za to zabawa była boska – szczególnie kiedy inne dzieci patrzały na nas przez okno a my biegałyśmy mokre i szczęśliwe. Żadna z mam wtedy nie wyszła po nas, bo były pewne że bawimy się w domu u którejś z nas…hehe a tu taki szok:) Nasze mamy czesto traciły głos, kiedy wołały, ze mamy wracać do domu. Dopiero jak któraś z mam wyszła to kończyłyśmy zabawę. Bardzo miło wspominam te czasy. Do tej pory z Ania utrzymuję kontakt i nadal jest moją najlepszą przyjaciólką:) ehh aż łezka się kreci, jak pomyślę sobie jakie fajne to były czasy dzieciństwa!

                                          Znasz odpowiedź na pytanie: Konkurs – Dzień Dziecka – szczęśliwy czas.

                                          Dodaj komentarz

                                          Mozarella w ciąży

                                          Dzisiaj naszła mnie ochota na mozarellę. I tu mam wątpliwości – czy w ciąży można jeść mozzarellę?? Na opakowaniu nie ma ani słowa na temat pasteryzacji.

                                          Czytaj dalej →

                                          Ile kosztuje żłobek?

                                          Dziewczyny! Ile płacicie miesięcznie za żłobek? Ponoć ma być dofinansowany z gminy, a nam przyszło zapłacić 292 zł bodajże. Nie wiem tylko czy to z rytmiką i innymi. Czy tylko...

                                          Czytaj dalej →

                                          Dziewczyny po cc – dreny

                                          Dziewczyny, czy któraś z Was miała zakładany dren w czasie cesarki? Zazwyczaj dreny zdejmują na drugi dzień i ma on na celu oczyszczenie rany. Proszę dajcie znać, jeśli któraś miała...

                                          Czytaj dalej →

                                          Meskie imie miedzynarodowe.

                                          Kochane mamuśki lub oczekujące. Poszukuję imienia dla chłopca zdecydowanie męskiego. Sama zastanawiam się nad Wiktorem albo Stefanem, ale mój mąż jest jeszcze niezdecydowany. Może coś poradzicie? Dodam, ze musi to...

                                          Czytaj dalej →

                                          Wielotorbielowatość nerek

                                          W 28 tygodniu ciąży zdiagnozowano u mojej córeczki wielotorbielowatość nerek – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać...

                                          Czytaj dalej →

                                          Ruchome kolano

                                          Zgłaszam się do was z zapytaniem o tytułowe ruchome kolano. Brzmi groźnie i tak też wygląda. dzieciak ma 11 miesięcy i czasami jego kolano wyskakuje z orbity wygląda to troche...

                                          Czytaj dalej →
                                          Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                                          Logo
                                          Enable registration in settings - general