Forum: Pamiętniki

“koziołeczek mknie raz, dwa , trzy:)”

Kochanie moje kończysz dziś 7 miesięcy. Mama już od dłuższego czasu przymierzała się do tego żeby pisac dla Ciebie pamiętnik, ale ciągle ma za mało czasu:). Teraz się jednak postaram zapisywac wszystkie nasze wielkie i drobne nowe umiejętności, żeby nam nie umknęły…. Postaram się też w wolnej chwili napisać jak to było wcześniej, jak byłes całkiem malultki.
A teraz…. teraz jesteś taki pocieszny. Kręcisz się w kółko, turlasz i ciągle walisz piętkami w podłogę. Dziś się tak bawiłeś, że aż sobie główke obtarłeś o dywan od tych wariacji. Uwielbiasz walić wszystkim o podłogę i sprawdzać jaki odgłos to wydaje. Dziś też przyjechało twoje krzesełko do karmienia. Natychmiast musiałeś zrzucać z niego wszystkie zabawki po wcześniejszym postukaniu w blacik:). Ech Ty mój łobuzie. Kocham Cię do szaleństwa:)
Mama

bianka i Bartuś (05.12.2003)

11 odpowiedzi na pytanie: “koziołeczek mknie raz, dwa , trzy:)”

biancia Dodane ponad rok temu,

Jak się zaczęło….

Zaczęło się tak, kochanie moje, że mama siedziała zbyt długo przed komputerem…. tak poznała tatę. Masz rodziców z internetu:). Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, żadnych wielkich uczuć… wszytsko w nas rozkwitało powoli i myślę, że ciągle rozkwita – dlatego jest tak fajnie. Z tatą “robakiem” (tak na niego mówimy i Ty na pewno też tak będziesz mówił…) wszystko poukładało nam się jak w podręczniku. Najpierw mieszkanie, ślub, praca… 3 lata sielanki i myśl o Tobie:) Bardzo chceliśmy mieć dziecko. Nie musieliśmy się bardzo starać, bo tego dnia, w którym postanowiliśmy, że bedziesz – to się stało:).
Cały czas jak mieszkałeś u mnie w brzuchu musiałam leżeć – nie było łatwo, ale teraz już tego nie pamiętam. Pamiętam za to jak kopałeś mnie po żebrach:).
Urodziłeś się nagle. Miałeś przyjśc na świat na święta Bożego Narodzenia a Ty już przed Mikołajem byłes przy mnie:). Pan doktor wyjał Cię z mamy brzucha w piątek w nocy, ale zącząłeś się dobijac do wyjścia już w czwartek. Dlatego też tatko wymyślił Ci taki wierszyk:
“ten synek na imię ma Bartek
bo miał się urodzić we czwartek
no ale urodził się w piątek
dla niego zrobimy wyjątek”

Tatko za Tobą szaleje, ciągle wymyśla Ci wierszyki, śpiewa piosenki – oczywiście własnego autorstwa.
Twój ulubiony wierszyk to “Koziołeczek” dlatego taki tytuł nosi ten pamiętnik.
Całuję kochanie
Mama

bianka i Bartuś (05.12.2003)

biancia Dodane ponad rok temu,

sufaczek…

Kochanie dzisiaj nauczyłeś się wyrażać swoje niezadowolenie marszcząc nosek i śmiesznie sapiąc. Sapałeś jak wkładałam Cię w domu do wózka, sapałeś jak ominęłam gołębia i nie zatrzymałam się przy nim, sapałeś jak stwierdziłam, że gapienie się przez 15 minut na fontannę to już dość… Strasznie śmiesznie wyglądasz jak tak sapiesz. Swoją drogą to nerwusek z Ciebie i gdybyś umiał mówić to pewnie byś mi nieźle nagadał dzisiaj:). Poza tym miałeś misje dotknąć każdego słupka jaki był na drodze naszego spaceru. Musiałam tak wykręcać wózkiem, żebyś dosięgnął. Kładłeś na nim rączkę i w skupieniu wpatrywałeś się w dal… Szkoda, że nie widziałes swojej minki. Mój mały myślicielu.
Przyszła dziś pocztą książeczka, która mama Ci kupiła. Zapłaciłam za nią troszkę, zrobiłam awanturę w księgarni, bo nie przysyłali a Ty… nawet na nią spojrzeć nie chcesz….
Jutro tatko idzie do pracy. Pierwszy raz. Mam nadzieję, ze jak wróci to będziesz się cieszył na jego widok,bo on ciagle myśli, że go ignorujesz…
Dobranoc mój Koziołeczku
mama

bianka i Bartuś (05.12.2003)

biancia Dodane ponad rok temu,

Re: “koziołeczek mknie raz, dwa, trzy:)”

Dziś kończysz 8 miesięcy. Jak ten czas leci…
Powiedziałeś w końcu tata i zainteresowany tym faktem tata był bardzo dumny. Raczkujesz już bardzo sprawnie i bardzo szybko. Dzisiaj wyszedłeś sam na balkon i wyjadłeś trochę zawartości tatowej popielniczki. oczywiście byłeś bardzo niezadowolony kiedy mama wyjmowała Ci z buzi resztki popiołu i zabrała taką super zabawkę. Jednak szybko o tym zapomniałeśkiedy posliśmy do łazienki myć ręce. Woda to Twój żywioł.
Niedawno byliśmy razem na basenie – ale się bawiłeś. Pływałeś lepiej od mamy – nawet w dużym basenie!! Tat chciał z Tobą nurkować, ale ja się trochę bałam i zostawiliśmy to na następny raz.
Z przykrych wiadomości mam dla Ciebie taką, że już od tygodnia nie dostajesz cycusia. Co prawda ja to przeżyłam bardzo a Ty tylko jeden wieczór marudziłeś, ale myślę że zauważyłeś, że coś się zmieniło.
Strasznie się zmieniłeśostatnio – zmężniałeś. Teraz baraszkujesz po całym domy ciągle coś wyciągasz, wywalasz, przestawiasz i co gorsza zjadasz!! Potrafisz już otwierać szafki i szuflady i doskonale wiesz czego Ci nie wolno. Jednak moje prośby ignorujesz zupełnie rzucając mi tylko łobuzerskie uśmiechy.
Nawet kot woli Ciebie w roli psotnika niż grzecznego niemowlaka jakim byłeś do niedawna. Wszędzie za Tobą włazi.bawicie się razek klapką do wchodzenia do łazienki, którą zamontowaliśmy dla kota, razem drzecie gazety i “biegacie” po domu. To kot Cię nauczył wychodzić z pokoju,bo chyba myślałeś, że na tym się Twój świat kończy – a tu taka niespodzianka – jest jeszcze tyle pomieszczeń do brojenia.
Kolejną nowiną jest to, że śpisz dwa razy dziennie po 2 godziny lub dłużej. Do tej pory po 40 minutach radośnie wstawałeś a teraz śpisz i śpisz – no ale jak ktoś się tak namęczy raczkowaniem po 52 m kwadratowych to potem musi odespać.
A jedzenie… kochasz po prostu. Uśmiechasz się na widok wszystkich jedzących ludzi. Jesz wszystko i ciągle Ci mało…
Mój głodomorku kochany
wszystkiego najlepszego z okazji 8 miesiąca
mama

bianka i Bartuś (05.12.2003)

biancia Dodane ponad rok temu,

wstajesz:)

Synku mój. Dziś jest wielki dzień. Wstałeś sam na nóżki w łóżeczku. Poszłam Ci zrobić mleczko i słyszałam jak stękasz… myślałam, że będę Cię musiała przewijać a okazało się że Ty stoisz!! Jestem z Ciebie bardzo dumna. Musiałam Ci niestety obniżyć natychmiast łóżeczko żebyś mi nie wypadł.
Jak już odkryłeś, że można wstać na nogi to teraz ciągle wstajesz. Najlepiej jest jak siedzę z Tobą na podłodze a Ty się na mnie uwieszasz i wstajesz, wstajesz, wstajesz… zabawki Cię nie ciekawią, nawet nie chcesz być noszony na rączkach tylko stanie Cię interesuje.
Nie wiem czy to przez to, że w pionie widzisz inaczej świat czy co, ale zacząłeś też strasznie dużo mówić, piszczeć i wykrzykiwać. tatatata, babababa, mamamam…. jestes kochany.
Dostałeś niedawno ode mnie pierwsze jeansy, musimy Ci teraz jeszcze butki kupić, bo przeciez taki duży chłop nie może w skarpetkach stać na placu zabaw.
Całuski
twoja mamamamama

bianka i Bartuś (05.12.2003)

biancia Dodane ponad rok temu,

diablik

Cześć synek:)
Ty to jesteś mały rozrabiaka. Ostatnio jak Cię lekarka widziała to powiedziała, że jesteś diablikiem…. coś w tym jest. Odkąd odkryłeś jak wstać na nogi to robisz to ciągle. Twój dzień to ciągłe wstawanie, kucanie, klękanie, siadanie, raczkowanie, wywalanie, zrzucanie, obgryzanie. Jesteś w ciągłym ruchu. Nie ma już miejsca na Twoim czole na nowe siniaki. czasami po prostu zapominasz o tym żeby się trzymać. Przeciez świat jest taki ciekawy, a Ty masz tylko dwie rączki żeby go poznać i do tego jedną {przynajmniej} masz poświęcić na jakieś głupie trzymanie się?? Bez sensu… a mnie serce boli jak po raz 1000 walisz czołem w podłogę, albo w szafkę.
Muszę Ci powiedzieć, że jestem z Ciebie bardzo dumna. Wczoraj byłeś pierwszy raz sam na spacerze z babcią. Do tej pory zawsze byłam ja albo tata. Babcia wychodziła z Tobą mając minę przerażoną a ja w domu też nie mogłam sobie znaleźc miejsca, bo ciągle myślałam o tym jak Wam idzie. Po dwóch godzinach wróciliście rozpromienieni i…. wyszliście jeszcze na pół godzinki. Jesteś dzielnym chłopcem. Wszystkim spadł kamień z serca, że jednak dasz się odebrać mamie przynajmniej na chwilkę. Babcia się tak rozochociła, że dziś znów Cię porwała. Ja dzięki temu posprzatałam porządnie – pierwszy raz od Twoich urodzin. W niedzielę planujemy z tatusiem podrzucic Cię dziadkom i pójść do kina. Najprzyjemniejsze z tych spacerów są Twoje powroty, bo puszczasz mi promienny usmiech a potem przez pare minut mnie ściskasz za szyję i “całujesz”po swojemu. Czasem jak się zapędzisz to mam odciśnięte Twoję ząbki (6 sztuk) na brodzie lub policzkach.
Ostanio zacząłeś normalnie spać. Dzis wstałeś np.o 8.30. Bardzo Cię proszę pozostańmy już przy tej godzinie, bo 5.30 sprawia, że ja i tata jesteśmy nerwowi:)
To tyle diabliku
mama

bianka i Bartuś (05.12.2003)

biancia Dodane ponad rok temu,

zasmarkany nosek

15.10.2004
Cześć mój zakatarzony nosku,
przyplątało się jakieś przeziębienie i jesteś taki biedny. Z noska leci, zalewa gardełko, spać się nie da. Leczę Cię jakimiś paskudnymi syropkami, ale chciałabym Ci zabrać tą chorobę tak od razu, nie czekać aż zadziałają leki. Gdybyś umiał wydmuchać noc to życie mielibyśmy teraz trochę łatwiejsze….
Nic Cię teraz nie cieszy, ciągle jęczącym zachrypionym głosikiem wołasz „mama” i patrzysz na mnie tak jakbyś pytał co się dzieje i dlaczego się źle czujesz. Nawet dźwigi za oknem nie są ciekawe. No chyba, że gniazdko telefoniczne – jakbym Ci w nim pozwoliła grzebać to o chorobie byś zapomniał raz, dwa.
Nie wiem czy dla Ciebie to ważne, ale opanowałeś sztukę chodzenia. Za dwie rączki pędzisz jak huragan i za jedną też Ci nieźle idzie. Jak się zapomnisz to w ogóle niczego się nie trzymasz i robisz kilka kroków. Dzisiaj zrobiłeś ich trzy i wlazłeś na kota, który spał oczywiście na środku. Przynajmniej upadłeś na niego i było Ci miękko. Chciałabym żebyś zapomniał o tej głupiej zabawie, której nauczył Cię tata. Wylegiwać się można tylko na łóżku a nie na kafelkach w kuchni!! W ogóle co to za zabawa rzucanie się z siedzenia do tyłu i walenie czaszką o ziemię? Ja wiem, że na łóżku z tatą jest fajnie, ale potem na podłodze tego nie ćwicz, bo mamie jest bardzo przykro jak płaczesz po upadku.
Zdrowiej szybciutko to znowu pójdziemy na dwór i będziesz biegał po trawie. Twój kolega, Mikołaj też pewnie już za Tobą tęskni.
Całuję w zasmarkany nosek
mama

bianka i Bartuś (05.12.2003)

biancia Dodane ponad rok temu,

jak cało i zdrowo przyszedłleś na świat


Urodzenie Ciebie nie należało do przyjemnych i dziękuję Bogu za tą cesarkę, bo myślałam, że umrę – naprawdę, pierwszy raz w życiu myślałam, że umrę z bólu.
Taty – robaka nie było przy porodzie, bo poród nas zaskoczył:). W czwartek pojechaliśmy do szpitala na jakieś badanie kontrolne, które wykazało, że mam skurcze i już mnie nie chcieli puścić do domu. Położyli mnie do łóżka a za 30 minut zaczęłam rodzić – najpierw bez ekscesów – bo nie wiele czułam. Zadzwoniłam po robaka, który pojechał po rzeczy dla mnie skoro miałam zostać w szpitalu i mówię “wracaj, bo ja idę na porodówkę”, ale się zdziwił:)). Teraz mówi, że pędził w wielkim stresie.
Na porodówce siedzieliśmy 6 godzin, ja się zwijałam, a robak – biedak, nie wiedział jak mi pomóc. Dobrze, że byliśmy zupełnie sami, bo wrzasków innych rodzących chyba bym nie zniosła, poza tym mogliśmy chodzić po całej porodówce i nawet pod prysznic mnie położna wpuściła. Prysznic był przez chwile wybawieniem a potem nawet ta lecąca po mnie woda mnie denerwowała. Robak siedział ze mną w łazience i śpiewał mi piosenki, pewnie go słyszało pół szpitala. Ciągle ktoś przychodził mnie badać, a to badanie nie należało do przyjemnych – właściwie to bolało jak cholera. Prosiłam żeby przestali, przecież 4 lekarzy naraz nie muszą sprawdzać jak tam rozwarcie skoro sprawdził jeden. Personel był bardzo miły. Co prawda położna po zbadaniu mnie powiedziała, że o 20 będzie po wszystkim w co ja głupia uwierzyłam i czekałam na tą 20 jak na zbawienie, ale było ok. Pan doktor włączył nam muzyczkę. I tak rodziłam sobie przy dźwiękach „raz, dwa, trzy”. Jak mnie potem położyli pod ktg to leciały wiadomości w radiu RMFFM i mówili że Miller miał wypadek samolotowy i wszyscy lekarze się zmartwili, że przeżył. O 21.30 lekarze niestety stwierdzili, że to chyba jeszcze nie jest poród. Dali mi masę zastrzyków i kazali mi wracać do łóżka a robakowi jechać do domu. Po tych zastrzykach byłam strasznie otępiała – cóż oni mi tam dali?? Zasnęłam – mimo wrażeń natychmiast. Przebudzałam się i pamiętam, że miałam silne skurcze, tylko te leki były jeszcze silniejsze, bo zasypiałam zaraz po skurczu i nie miałam siły wstać. Koło 22.30 przyszły położne z słuchawka słuchać jak tam moje maleństwo się czuje. Przyłożyły mi to do brzucha a ja usłyszałam tylko bul bul bul i musiałam iść do łazienki. Tam odeszły mi wody. Zawsze się zastanawiałam skąd o się wie, że to wody odchodzą – a ja od razu wiedziałam. Wody były zielone. Nauczona doświadczeniem – leżałam już w tym szpitalu i musiałam udowadniać położnej, że krwawię przynosząc wkładkę – inaczej nie wierzyła – wzięłam troszkę papieru i zamierzałam pójść jej pokazać. Dopadł mnie straszny ból. Myślałam, że nie wyjdę z tej łazienki. Szłam po ścianach klękając co chwila na podłodze. Na korytarz wyszła położna i pyta z daleko „co pani jest?”. Pomyślałam, że zaraz jej przyłożę – co mi może być? Jestem w 9 miesiącu, mam skurcze i tarzam się po podłodze – to chyba rodzę – czy nie? Ta franca nie podeszła do mnie tylko czekała aż ja się doczołgam. Podeszłam i mówię:
Ja – odeszły mi wody, zielone
Franca – skąd Pani wie?
Ja – widziałam
Franca – proszę pokazać wkładkę
Ja (pokazując papierek) – mam tylko to
Franca – co mi Pani tu pokazuje?!! Proszę to wyrzucić!! Gdzie wkładka?
Ja – odeszły mi do wc – miałam wkładkę podkładać?? Gdzie lekarz?
Frabca – Śpi, mam go budzić??
Co za idiotka. Przyszedł lekarz, reszta wód wylała się przy badaniu, zielona oczywiście. A mnie dalej tak bolało, że myślałam, że mój koniec jest bliski. Pan doktor wypowiedział nagle te magiczne słowa „cesarskie cięcie – mówiłem, że Pani dziś urodzi”. Musiałam się jeszcze sama poczołgać do sali po książeczki i wyniki badań. Tam dorwałam komórkę i dzwoniłam do męża – niestety nikt nie odbierał. Dziewczyny z sali były w szoku, zwłaszcza, że co chwila wiłam się po podłodze z bólu – niezły pokaz im zrobiłam tuż przed rozwiązaniem.
Zabrali mnie na sale operacyjną. Czytali jakieś kartki, kazali podpisywać. Ból mnie już tak zamroczył, że nie wiele pamiętam. Była 12 w nocy a na sali pojawiła się masa studentów. Było mi zimno, nikt się mną nie zajmował, anestezjolog szedł strasznie długo. Jak już przyszedł to zaczął mi się przedstawiać. A ja tylko prosiłam „szybciej, szybciej”
Anestezjolog kazał mi się zwinąć w rogalik i podciągnąć kolana od brodę… z moim brzuchem!!! Doginała mnie jakaś pielęgniarka a ten tam szukał czwartego kręgu przez 10 minut….. W końcu znalazł. Powiedział, że poczuję mrowienie w lewej nodze. Stanął nade mną lekarz i powiedział „zaczynamy”. Wrzasnęłam „Gdzie?? Jako to zaczynamy?? Ja jeszcze nie czuję mrowienia!!!” Po chwili jednak zorientowałam się, że już mnie nie boli. Samo cięcie do przyjemnych nie należało, ale po tym wcześniejszym bólu wszystko było do zniesienia. Trochę mną poszarpali, ale kompletnie nic nie czułam. Usłyszałam jak Bartuś płacze, sama się popłakałam. Pokazali mi go już zawiniętego w kocyk. Nie płakał. Patrzył tymi swoimi wielkimi oczami. Pocałowałam go w czółko. Do dziś pamiętam jaka gładką i miękką miał skórkę. Zabrali go do badania, a mnie „ zacerowali”. Przed zaszyciem lekarz jeszcze powiedział do studentów „tutaj widzimy jajniki” i wszyscy zaglądali mi do dziury w brzuchu.
Po wszystkim lekarz kazał studentom przenieść mnie na inne łóżko. Jakie to było dziwne uczucie nie móc ruszyć nogami. Widziałam te nogi, ale jakby nieśli czyjeś obce – straszne. Nie mogłam o tym myśleć, bo dostawałam jakiejś histerii, że już nie będę chodzić itd., za dużo się naczytałam. Na salę pooperacyjną znów mi przynieśli maluszka. Nie wiedziałam co mam z nim zrobić, śliczny był.
Potem zostałam sama. Była 1 w nocy, nie spałam już do rana.
Zadzwoniłam do robaka, ale nie odbierał, więc zadzwoniłam do mamy.
Robak sam zadzwonił. Okazało się, że sobie smacznie w domku spał.
I tak zaczęło się nasze wspólne życie.

bianka i Bartuś (05.12.2003)

biancia Dodane ponad rok temu,

12 miesięcy za nami

Kochanie dzisiejszej nocy minie rok, rok od narodzin, rok od zupełnej zmiany w moim życiu, rok….
Minęło strasznie szybko. Jesteś teraz mądrym, roześmianym, rozkosznym małym człowiekiem.
Życzę Ci wszystkiego c co najlepsze, najpiekniejsze, najczulsze, najcieplejsze…. na wszystkie następne lata.
Bądź zawsze zdrowy, szczęśliwy, niech Cie otaczają sami kochający Cie ludzie. Tak jak teraz.
Kocham Cię, synku.
100 lat:)
Całuję
mama

bianka i Bartuś (05.12.2003)

biancia Dodane ponad rok temu,

Re: “koziołeczek mknie raz, dwa, trzy:)”

Jak to dobrze, ze jesteś. Dziś jak sobie drzemałeś to wyjęłam wszystkie stroiki, wieszadełka, świeczniczki świąteczne. Wszystko pozawieszałam, poprzypinałam i czekałam aż się obudzisz.
Jak wstałeś i ubierałam Ci skarpetki to już zobaczyłeś ozdobę na drzwiach. Az się cały trząsłeś żeby natychmist iść zobaczyć co to. Pokazywałeś paluszkiem i krzyczałeś “ooo”. Jak tylko postawiłam Cie na nóżki to podreptałeś najszybciej jak sie dało żeby zaspokoić swoją ciekawość, ale….. stanałeś w odpowiedniej odległości i czekałeś aż dołączę do Ciebie na wypadek gdyby to siie okazało mało przyjazne:). Czekałeś wpatzrony w ozdobę odwracając się do mnie i machając paluszkiem – co oznaczało “mama, szybko chodź zobacz”. Wzięłam Cię na ręce obeszliśmy cały dom. Pokazałam Ci każdą ozdobe po kolei i każda mogłeś podotykać. Potam biegałeś sam po domu z strasznie szeroko otwartymi oczami i co rusz słyszałam “ooo”. Przybiegałeś też do mnie zaaferowany i ciągnąłeś za nogawkę żebym znowu Cie wzięła i znów pozwoliła dotykać wszystko po kolei.
Super mieć Ciebie – świeta będą zupełnie inne. Zupełnie inaczej przystraja się dom wiedząc, że taką frajdę Ci to sprawia.
Kocham Cię:)
papapa

bianka i Bartuś (05.12.2003)

biancia Dodane ponad rok temu,

Re: “koziołeczek mknie raz, dwa, trzy:)”

Cześć synuś,
w naszym życiu troche się pozmieniało. przede wszystkim poszłam do pracy. Siedzisz teraz w domu z babcią i o dziwo w ogóle Ci to nie przeszkadza. Babcie witasz z promiennym usmiechem a na mój powrót z pracy też reagujesz bardzo żywiołowo.
Mieliśmy grypę jelitową. Wszyscy chorowali po dwa dni a Ty biedaku cały tydzień. Bardzo się o Ciebie martwiłam. Dobrze, że już sobie poszła ta grypa.
Spadł śnieg. Babcia wychodzi z Tobą na krótkie spacery, bo jest straszny mróz, ale w weekend pójdziemy na sanki. Pozjeżdżamy z górki. Mam nadzieję, że Ci się spodoba.
Wyrósł Ci po długiej przerwie 7 ząb.
Zaczynasz mówić – długo mi zajęło zanim odkryłam, że Twoje “aga” to wołanie kota. Nie wiem czemu aga, skoro to jest kot szyszka, ale może być aga jak wolisz:). Za każdym razem jak powiesz jakieś słówko to się wstydzisz:), bardzo mi się to podoba.
Zaczynasz jeść łyżeczką. Wczoraj z wielkim skupieniem mieszałeś mi widelcem w gołąbkach trafiając czasem na trochę ryżu, który pakowałeś do buzi.
Niestety zaczynasz miewać humorki. Jak coś Ci się nie podoba to wyginasz się w łuk i rzucasz na podłogę. Jedyne niebezpieczeństwo to wielkie siniaki, bo na kafelkach jest twardo!!
Poza tym nasze życie płynie bardzo szybko. Jesteś coraz większy, mądrzejszy, sprawniejszy. Nauczyłeś się robić noski eskimoski, wychodzić z wózka, wchodzić po schodach….
bardzo fajny z Ciebie chłopaczek.
Kocham Cię
mama

bianka i Bartuś (05.12.2003)

biancia Dodane ponad rok temu,

Re: “koziołeczek mknie raz, dwa, trzy:)”

Synku, synusiu, kochany mój, maleńki….
chciałam Ci tylko napisać, że Twoje rączki oplatające moją szyję, Twoje paluszki plątające się w moich włosach, Twoja główka oparta o mnie wynagradzają mi te nieprzespane noce, pobudki o 5 rano, zmęczenie i wieczną gonitwę – szybciej, szybciej, praca, dom, praca, dom….
Uwielbiam być mamą, Twoją mamą…

bianka i Bartuś (05.12.2003)

Znasz odpowiedź na pytanie: “koziołeczek mknie raz, dwa , trzy:)”

Dodaj komentarz

Jedno- i dwulatki
Turcja z roczniakiem?
Czy któraś mama była z rocznym dzieckiem w Turcji? Jesli tak to czy polecacie? Na co zwracać uwagę rezerwując pobyt i w które miejsce warto pojechać. Basia i Jagódka [img]/upload/14/98/_286422_n.jpg[/img](28.06.2003)
Czytaj dalej
Oczekując na dziecko
Dziewczyny, pytanie!
Jestem w 39 tygodniu i oczekuje dziewuszki. Razem z mezem zdecydowalismy sie dla niuni na imie Olivia, jednak nigdzie nie moge znalesc dnia imienin dla Olivii, moze jest na forum
Czytaj dalej