Kradzież w przedszkolu

jestem zła, nie wiem co mam zrobić, a mianowicie nagminnie gina ubrania córki w przedszkolu

pierwszy raz zginął cały zestaw na przebranie w razie wpadki, powiadomiłam panie, niestety ubrania sie nie znalazły, ok machnęłam ręką
drugi raz zginęły legginsy, nie powiadomiłam
trzeci raz zaginęły spodnie, znalazły sie po dwóch dniach na kaloryferze
dzisiaj zaginęła spódniczka, została przyniesiona wczoraj, dzisiaj juz jej nie ma, panie poinformowene, powiedziały, ze na pewno ktos sie pomylił i, że odda-w co wątpię

powiedziałam sobie, że tym razem nie odpuszczę, panie maja napisac karteczke z informacja o zaginionej spódniczce, a ja napiszę karteczke ZŁODZIEJU OKRADASZ DZIECKO!

dodam, że szafeczke ma sama, ubrania zawsze kłade na półkę

Strona 7 odpowiedzi na pytanie: Kradzież w przedszkolu

  1. Zamieszczone przez zuzelka83
    No dobra. Nie ominęło mnie.
    Dziś odebrałam dziecko w nienaszej pieluszce jednorazowej.
    Mam robić dym? No bo np. dziecko mogłoby być uczulone na ten rodzaj pieluch.
    A może to do mnie ktoś będzie miał pretensje, że mojemu dziecku opiekunka założyła jego pieluchę Czyli jakby nie była zabrała innemu dziecku i dała mojemu – kradzież?

    Czyli patrząc wstecz ja trafiłam na “dziwny” żłobek (państwowy). Na dzień dobry dostałam informację, żeby dziecku wszystkie pieluchy podpisać + plus chusteczki nawilżane,jeśli dziecko jest uczulone na inne. Marta zawsze wracała w swoich ubrankach, pieluszkach + używano tylko konkretnego rodzaju chusteczek.
    Zaraz pewnie mnie zakrzyczycie, że nie widziałam i mogło być inaczej… A ja jestem pewna, ponieważ nawet jednorazowe użycie innej pieluchy lub chusteczek u młodej powodowało brzydkie uczulenie na pupie. A przy odbieraniu dziecka pani zawsze informowała ile dziecko zużyło pieluch i ile jeszcze zostało.

    • Zamieszczone przez koleta
      Czyli patrząc wstecz ja trafiłam na “dziwny” żłobek (państwowy). Na dzień dobry dostałam informację, żeby dziecku wszystkie pieluchy podpisać + plus chusteczki nawilżane,jeśli dziecko jest uczulone na inne. Marta zawsze wracała w swoich ubrankach, pieluszkach + używano tylko konkretnego rodzaju chusteczek.
      Zaraz pewnie mnie zakrzyczycie, że nie widziałam i mogło być inaczej… A ja jestem pewna, ponieważ nawet jednorazowe użycie innej pieluchy lub chusteczek u młodej powodowało brzydkie uczulenie na pupie. A przy odbieraniu dziecka pani zawsze informowała ile dziecko zużyło pieluch i ile jeszcze zostało.

      Na pewno zdarzają się takie placówki gdzie tego przestrzegają, zwłaszcza jak dziecko mocno uczulone.
      Gdyby moje było uczulone to prosiłabym o używanie moich pieluch i chusteczek- sama bym podpisała.
      Ale takich placówek nie jest pewnie zbyt wiele.
      Kiedy dzieci nie są uczulone, a następuje awaryjna sytuacja to nie miałabym nic przeciwko żeby pożyczyli/wzięli naszą pieluchę.
      Albo nawet jeśli to była zwyczajna pomyłka.
      Pani opiekunka też człowiek.

      • dawid jako żłobkowe dziecko nosił pampersy. każde dziecko miało swoja szafke, a niej ich zapas. Wydawałm kupę pieniedzy na pampersy, a pani notorycznie myliła szafki i sięgała do tej obok i zakładał Dawidowi Dadę. kiedys nie były one takie jak teraz, tylko wkład i cerata. Jak dziecko nasikało to miał dosłownie blachę między nogami. Mówil śmiechem żartem, ze jego szafka jest “o tu” i tam ma mnóstwo pampersów. nadal wracał Dada.
        Po dłuższym czasie powiedziałam paniom, ze Dawid ma swoje pampersy i nie zyczę sobie by zakładano mu inne i jakoś można było pamiętęć, która jego szafka, pomyłki były, a naprawdę sporadycznie.

        Pampersów miał zawsze bardzo dużo, nie było mozliwości by mu zabrakło.
        Jeśli jakiemus dziecku zabrakło i nie widziałam problemu, by wzięto pampersa. Ale do szału doprowadzał mnie fakt, ze Dawid nosi miedzy nogami blachę, których sama bym mu nie załozyła.

        • Dziś znów nienasza pielucha.
          U nas każde dziecko ma swoją półkę i na niej swoją paczkę pieluch. Po kilka sztuk panie przekładają do wieszaka w łązience, gdzie każde dziecko ma swoją kieszonkę. Podpisuje się opakowanie, nie każdą pieluchę (jak w państwowym żłobku).
          Nową paczkę przynosiliśmy zaraz przed chorobą. A potem były prawie 2 tygodnie nieobecności. Podejrzewam, że nasza paczka została zużyta dla innych dzieci, więc teraz my korzystamy z cudzych pieluch.
          Na razie nie robi mi to różnicy (wszystkie pieluchy są podobne jakościowo i nie powodują alergii), ale będę obserwować
          No chyba że M. zapyta jutro z głupa o co chodzi z tymi pieluchami

          • Mnie o tyle denerwowała sytuacja z pieluchami, ze Dawid praktycznie wszystkie oprócz pampersa przesikiwał z boku. Nie wiem dlaczego, ale tak było. W dada był co prawda suchy, ale jakość pieluch była masakryczna.
            Możecie mnie uznać za sknerę, ale nie po to wydawałam kupę pieniędzy na pieluchy dla syna, by chodził w byle czym, a inne dzieci nosiły jego – znacznie lepsze.

            • Zamieszczone przez kiara
              Mnie o tyle denerwowała sytuacja z pieluchami, ze Dawid praktycznie wszystkie oprócz pampersa przesikiwał z boku. Nie wiem dlaczego, ale tak było. W dada był co prawda suchy, ale jakość pieluch była masakryczna.
              Możecie mnie uznać za sknerę, ale nie po to wydawałam kupę pieniędzy na pieluchy dla syna, by chodził w byle czym, a inne dzieci nosiły jego – znacznie lepsze.

              Ja też nie jestem sknerą, ale w dzisiejszych czasach liczy się jednak każdy grosz

              • Zamieszczone przez kiara
                Mnie o tyle denerwowała sytuacja z pieluchami, ze Dawid praktycznie wszystkie oprócz pampersa przesikiwał z boku. Nie wiem dlaczego, ale tak było. W dada był co prawda suchy, ale jakość pieluch była masakryczna.
                Możecie mnie uznać za sknerę, ale nie po to wydawałam kupę pieniędzy na pieluchy dla syna, by chodził w byle czym, a inne dzieci nosiły jego – znacznie lepsze.

                przypomniało mi się coś 😉
                kupowałam dzieciom zawsze pastę ELMEX, lubiły jej smak w domu, to chciałam by i taką miały w przedszkolu
                jakie było moje zdziwienie, jak wparowałam któregoś dnia po dziecko akurat w trakcie mycia zębów…. A tak pani z reklamówki 1 pastę wyciąga (wszystkie hurtem wrzucone były) i jedzie z koksem po wszystkich szczoteczkach wystawionych w jej kierunku
                na mój wzrok zdziwiony odparła, że gdyby dali dzieciom samym się rządzić swoimi pastami, to co tydzień byśmy nowe kupowali, bo zżerałyby namiętnie 😉

                z kredkami było podobnie – jak się skapnęłam o co chodzi, przestałam bambino kupować

                • U nas dzieci miały swoja pastę i swoja myły – widziałam niejednokrotnie. Dawid potwiedzał. On też elmex myje, innych nie tknie, smak mu nie odpowiada

                  • Zamieszczone przez Mimbla.
                    Ja się pierwszy raz spotkałam z przedszkolną rzeczywistością na pasowaniu na przedszkolaka. Dzieciarnia po kolei odbierając dyplomik dostawała po takim dużym lizaku. Potem wracając na scenę lizaki te lizane były po kolei przez wszystkich, każdy każdemu lizał, pełna komuna. Lizaki upadały na podłogę, podnosili i lizali dalej

                    w Zuzankowym przedszkolu każdy miał swoją szczoteczkę, po każdym posiłku było zbiorowe mycie zębów.
                    I choć panie bardzo się starały wiem że dzieci wymieniały się szczoteczkami, bo ktoś tam zawsze miał fajniejszą, lub bo z moją przyjaciółka wszytkim się dzielę :D.
                    Włos na głowie się jeżył, człowiek tlumaczył dziecku, ale i tak robiły swoje 🙂

                    • Zamieszczone przez Pasiasta
                      Ha! pójdę dalej – my w przedszkolu żuliśmy klej z bloków rysunkowych [ten co brzegi trzyma;)], a przy obiedzie rezerwowaliśmy sobie kompoty plując do nich;) i mocno mi się nie wydaje, że to była gwarancja, iż później piłam własne plwociny

                      klej z tubki – świeży – biały, to tak
                      ale już taki zaschnięty – nigdy 🙂

                      • Zamieszczone przez Klucha
                        klej z tubki – świeży – biały, to tak
                        ale już taki zaschnięty – nigdy 🙂

                        ja gustowałam w gumie arabskiej w szklanej butelce z takim “smoczkiem ” na końcu…pyszna była,taka słodka 🙂

                        • Zamieszczone przez MONIKACHORZÓW
                          ja gustowałam w gumie arabskiej w szklanej butelce z takim “smoczkiem ” na końcu…pyszna była,taka słodka 🙂

                          mi nie smakowała 🙂

                          • Zamieszczone przez MONIKACHORZÓW
                            ja gustowałam w gumie arabskiej w szklanej butelce z takim “smoczkiem ” na końcu…pyszna była,taka słodka 🙂

                            przyznaję była słodka:)

                            • Zamieszczone przez MONIKACHORZÓW
                              ja gustowałam w gumie arabskiej w szklanej butelce z takim “smoczkiem ” na końcu…pyszna była,taka słodka 🙂

                              Słodka była rzeczywiście

                              • Zamieszczone przez Klucha
                                klej z tubki – świeży – biały, to tak
                                ale już taki zaschnięty – nigdy 🙂

                                Zamieszczone przez MONIKACHORZÓW
                                ja gustowałam w gumie arabskiej w szklanej butelce z takim “smoczkiem ” na końcu…pyszna była,taka słodka 🙂

                                Zamieszczone przez Baniutka
                                przyznaję była słodka:)

                                Zamieszczone przez kokunia
                                Słodka była rzeczywiście

                                jesteście cudowne

                                • Tajemnica nienaszych pieluch wyjaśniona.
                                  Jest nowa opiekunka, która myślała, że skoro chusteczki nawilżane są jedne dla wszystkich, to pieluchy też.

                                  • ja uwielbiałam żuć klej z brzegów stron i jeść paste do zębów “Ząbek” – do dzic pamietam jej smak. Wyciskałam ją po kryjomu (jak cała dzieciarnia) do opakowania po kremie Nivea i nosiłam ze sobą wszędzie smakując 😀

                                    • Zamieszczone przez kiara
                                      ja uwielbiałam żuć klej z brzegów stron i jeść paste do zębów “Ząbek” – do dzic pamietam jej smak. Wyciskałam ją po kryjomu (jak cała dzieciarnia) do opakowania po kremie Nivea i nosiłam ze sobą wszędzie smakując 😀

                                      pasty też jadłam
                                      ale w moim regionie suchego kleju nie znaliśmy

                                      🙂

                                      • Każdy czegoś tak się najadł, ja kredek świecówek, mój brat wsadził do nosa gumkę pachnącą, fajnie było. a rzeczy gina wszędzie, nie wykluczając zwykłej zguby jak i kradzieży, świat oszalał.

                                        • chyba ktos mnie lub meza bardzo nie lubi, dzsiaj kolejny zestaw poszedł plus spódniczka

                                          narazie nie zgłosiłam, bo myslałam, że mąz wział do domu i zapomniał na zmiane przynieśc, ale mówi że nic nie brał, że wczoraj było na miejscu…zgłosze dyrektorce oraz dam czas do jutra na znalezienie sie ubran a jak nie to zgłaszam sprawe do ubezpieczyciela, bo mam dośc 🙁

                                          Znasz odpowiedź na pytanie: Kradzież w przedszkolu

                                          Dodaj komentarz

                                          Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                                          Logo