kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tyłek ?

Siedzę sama w domu, mąż pojechał załatwiać jakieś ważne sprawy i chyba dlatego, że mnie nie widzi i nie zmartwi się moją ujawniającą się teraz właśnie wariacją emocjonalną na punkcie dziecka(on zawsze wie z jakiego powodu się martwię) pozwoliłam sobie aby dopadł mnie wreszcie dół.
Wierzę, że pocieszycie i chyba tego mi w tej chwili trzeba bez wględu na to jak przedstawia się realna szansa na stanie się mamą, najprawdziwszą mamą taka nosząca w brzuchu swe dziecko, przeżywającą ten cud dzień po dniu aż do narodzin- a potem począwszy od narodzin przez kolejne lata.
Na razie siedzę sobie w “Poczekalni Obdarowań Tym Co Najcenniejsze W Życiu” i nawet nie wiem, czy akurat w tej poczekalni przewidziano moją kartę. Może mojego imienia i nazwiska wcale nie ma wśród tych rzesz kobiet przenaczonych na Matkę.
To mało i dużo te 9 miesięcy starań ale ja już mam tego serdecznie dość. W dodatku ta nasza wspólna moja i męża wysoka hiperprolaktynemia właśnie odkryta,oby tylko to ale i to wystarczy by mieć świadomość, że ani w tym ani w kolejnym, ani pewnie w jeszcze kolejnym miesiącu starań się nie uda. W dodatku ten opór psychiczny mojego męża wobec lekarzy i leczenia się.idz tam za mnie zdaje się mnie prosić. Prawdziwa orka.
Nawet nie wiem, do której ze swych przyjaciółek uderzyć, zadzwonić by się wyżalić:czy tej, która jest po ponad roku starań jest właśnie w ciąży i już wydaje się, że przestała identyfikować się z moimi odczuciami,współodczuwać jak trudne jest to czekanie i jaka wielka niepewność bo wciąż tylko opowiada mi jak to ona przeżywa swą ciążę, jak slyszy bicie serca małego i jakie “nie mam pojęcia jakie to niesamowite uczucie być w ciąży”,- nie zostawiając mi zbyt wiele miejsca na moje opowieści niespełnionej macierzńsko kobiety. Czy zadzwonić do tej, która w zeszłą niedzielę urodziła pięknego synka,teraz chyba właśnie go kąpie a która nie miała żadnych problemów z zajściem w ciążę, samą ciążą i urodzeniem, jest wrażiwa ale przecie teraz w zrozumiały sposób pochłonięta całkowicie swoim dzieckiem,czy też, do tej której maleństwa sama wyczekiwałam z wielką radością (pierwsza się o ciąży dowiedziałam i nadałam maleństwu żartobliwe imię), a która utraciła to maleństwo niedawno i jest jej trudno, smutno więc nie wypadałoby jej dręczyć jeszcze moimi bolączkami… Nie zadzwonię też do tej przyjaciółki, która dopiero zacznie się starać bo ona wierzy i jest przekonana, że uda jej się w pierwszym cyklu i ja też to czuję, że tak się stanie, więc po co ją uprzedzać i straszyć co dzieje się z kobietą w 9 cyklu bezowocnych starań
. Piszę więc do Was i zróbcie cokolwiek- pocieszcie mnie, albo nawet nakrzyczcie, że histeryzuje, potrzaśnijcie mną mocno albo po prostu podajcie chociaż chusteczkę bo mam ochotę popłakać sobie jak bóbr- tak bardzo się boję, że nigdy nie doczekam się dziecka:((((( Kasia

30 odpowiedzi na pytanie: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tyłek ?

kaja26 Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tyłek?

każda która stara się dłużej ma takie dni i takie obawy że jej nie będzie dane zaznać macierzyństwa, ja też dzisiaj miałam dół choć to u mnie rzadkie, też ryczałam jak bóbr bo właśnie zaczęłam 21 cykl staran i według prognoz niewiem ile jeszcze takich bezowocnych cykli, narazie musiałby zdarzyć się cud….
ale wiem że tak czy inaczej będę matką, zaczynam otwierać się na takie metody jak inseminacja, myślę też o adopcji bo nie wyobrażam sobie zycia bez dziecka i wiem że w moim domu będą dzieci! szkoda że trzeba tak długo na nie czekać ale skoro wiem że bedą to poczekam z pokorą
kasiejka znajdujecie przyczyny to jest ważne, niwelujcie je i będzie dobrze!
trzymaj się

21 cykl

Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tyłek?

Podaję chusteczkę. Wypłacz się. Ja także zbijam prolaktynę. Zaczęłam w poniedziałek i wiesz czuję, że w końcu może się udać, ponieważ znalazłam przyczynę niepowodzeń. Nie wiem ja Ty, ale ja miałam duży wzrost 3600 z kawałkiem. Mimo to czuje jakieś dziwne podniecenie, że niedługo się uda i trochę się obawiam, że w końcu może stać się to realne. Bo sama wiesz jak się tak długo człowiek stara to nie myśli wcale jak to będzie tylko aby było. Trzymam kciuki za Ciebie, za Twojego męża i za siebie oczywiście by nasze leczenie zadziałało jak najszybciej i jak najszybciej dało wyniki. A tak poza tym to jak długo masz brać lekarstwa? Ja trzy miesiące. W ciągu tych 3 miesięcy mam zajść w ciąże, tak powiedziała moja ginka. A jakie są rokowania u Ciebie?
ines

P. S. Ja miałam takie załamanie chyba w 10 cyklu starań. Chyba nigdy tak jak wtedy nie bylo mi źle. Rozumiem Cię doskonale. Głowa do góry. Będzie dobrze. Ja niestety ten cykl mam zmarnowany, no bo wiadomo zaczęłam brać dopiero Bromocorn w 13 dc, więc niestety za późno. Ale od nowego cyklu może być tylko lepiej.

13 cykl starań rozpoczęty

kasiejka Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tył

Dzięki Dziewczyny- za wrażliwość, zrozumienie(same przeszłyście tyle…) i za to, żeście mnie nie skopały ale dajecie mi chusteczkę;)
Ines ja biorę Bromergon od 31 stycznia ale stopniując dawkę do całej tabletki doszłam ok. 2 tyg. temu. Mialam 11- krotny wzrost (628,9ulU/ml po godz.6928ulU/ml). Endokrynolog-gin powiedziała, że do 4 miesięcy starań i powinno się udać zajść. Byłam taka pełna nadziei i uspokoilam się bo pomyślalam – “znalazłam jedyną możliwą przyczynę- bo z wszystkim innym jest u mnie przecież w porządku”. No tak, ale z 2,5 tyg. temu dowiedzieliśmy się przez przypadek wykonania tego badania u męża ( dla innych celów), że on ma 17- krotny wzrost. Do lekarza jeszcze nie trafił, ma opory(a także kompletnie nie ma kiedy tego załatwiać)- ja idę w jego sprawie we wtorek, pewnie dostanie Bromergon. A poniewaz jak się tu dzięki mądrym dziewczynom dowiedziałam,hyperprolaktynemia ma u mężczyzn wpływ na poziom testosteronu a ten na prawidłowy lub nieprawidlowy przebieg spermatogenezy to zanim mąż zacznie brać Bromergon, zanim spadnie mu ta prolaktyna, zanim wytworzy się nowe zdrowe nasienie(zgaduję tylko, że może z nim jest coś nie tak) to minie w sumie z 5 miesięcy bo samo leczenie w najlepszym scenariuszu przypuśćmy, że potrwa 2-mce, spermatogeneza trwa ok.3 miesiące….
Powiecie za dużo rozmyślam, analizuję i będziecie mialy rację ale to silniejsze ode mnie bo to jest po prostu logiczne….dla mnie przynajmniej.Za dużo się naczytałam opowieści dziewczyn, że hyperprolaktynemię wyleczyły a mimo to dalej nic, bo problemów kryje się więcej. Wam jednak i sobie oczywiście życzę by się udało niebawem. K.

aqq Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tyłek?

Wykorzystaj to,że jesteś sama w domu i wykrzycz,wypłacz całe to rozczarowanie,smutek i bezradność. Czasami to pomaga (wiem z własnego doświadczenia).
Ja mocno Cię przytulam i mam nadzieję,że szybciutko podniesiesz się z tego doła i z większą wiarą spojrzysz w przyszłość.Życzę Ci jak najszybszego spotkania z Twoją kruszyną.

Czekam na pierwszą IUI

kaja26 Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tył

kasiejko a mąż zrobił badanie nasienia? to ważne by wiedzieć na czym się stoi, często lekarze szprycują kobiety nie wspominając że to tanga trzeba dwojga, jesli mąż ma opory powiedz że lekarz powiedział że zanim zacznie u Ciebie wprowadzać poważniejsze leki np do stymulacji musi wiedzieć że z plemniorami jest ok

21 cykl

margeritka77 Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tył

Powiem tylko tyle: myślami jestem z Tobą… Doskonale wiem, co przeżywasz…..

kasiejka Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tył

Jeszcze raz dziękuję kochane Dziewczyny za całą paczkę chusteczek…:)Pomogło:)Kasia

kantalupa Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tył

Kasiejka, no cos Ty! Glowa do gory i wierz, ze to ma sens! Bo przeciez ma, nie? Ktos moglby powiedziec, ze latwo mi mowic, bo dorobilam sie juz potomka i to w pierwszym cyklu staran. I tak mnie ten fakt uspokoil, ze bylam absolutnie pewna, ze powtorze ten scenariusz jeszcze raz. A tu, masz Ci los, dziewiaty cykl rozpoczety!
No, bierz sie do pracy. Z usmiechem na ustach. Podobno wtedy latwiej!
Trzymam kciuki!

[Zobacz stronę]

natusia Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tył

a jak juz sie wyplaczesz, to ja bym Cie potrzasnela i dala kopniaka:) nie ze zlych intencji, tylko po to, zebys tupnela noga i powiedziala, ze sie nie poddasz, ze musisz byc silna. moze musisz troszke poczekac, ale przeciez na pewno Twoja potrzeba macierzynstwa zostanie spelniona. poza metafizycznymi, to chocby z czysto racjonalnych powodow – po obnizeniu prolaktyny.
trzymaj sie

[Zobacz stronę]

bozka Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tył

Kasia, mam nadzieje, ze juz sobie poplakalas i juz Ci troche lepiej. I wcale nie histeryzujesz! Kazdy przechodzi kryzys w takiej probie cierpliowosci i sily. A jest to ogromna proba i uwazam, ze i tak dotychczas trzymalas sie dzielnie! Wierze, ze dla Ciebie tez zaswieci w koncu sloneczko! Mialam sobie sporzadzic nowa liste osob otoczonych w moim sercu szczegolnymi myslami i modlitwa i juz Cie na nia wpisuje! Tyle osob z mojej starej listy przeszlo ostatnio na oczekujace i wierze, ze Ty sie tez tam w koncu znajdziesz!
Przytulam Cie mocno!

Bożka, Amelia i malenka Wrzesniowa Nadzieja

kasiejka Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tył

Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!!- muszę powiedzieć, że jakoś tak się wzruszyłam;)K.

kotus Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tyłek?

Kasiu jeśli dopadł Cię chwilowy dołek to nie jest z Tobą tak żle.Każdy człowiek jest tylko człowiekiem i najmocniejszy może przechodzić chwile załamania.Ale nie dopuść Kasiu,żeby cały czas o jednym i tym samym mysleć. Musisz widzieć też to co dobre jest w Twoim życiu. Nie pozwól,aby być okradaną z radości i szczęścia które masz,a przez pryzmat braku dziecka możesz tego wszystkiego nie widzieć.A skąd wiesz może Bóg ma lepszy plan dla Ciebie?I Może ma zaplanowane dla Ciebie coś w czym będziesz bardziej sie spełniać.Oddaj ten problem Bogu w 100%,a On dopiero wtedy będzie miał pole do działania bo jak narazie Ty nie pozwalasz Mu na to dżwigając to wszystko sama i w ten sposób blokujesz się.Ja wiem,że Pan Jezus ma dla nas zawsze to co najlepsze tylko trzeba Jemu ZAUFAĆ.I ciesz się kochana każdym dniem który On Ci daje.Wiem,wiem łatwo jest mówić,ale nie raz przechodziłąm dolinami cienia śmierci w innych dziedzinach i oddając wszystko Jemu ZWYCIĘŻAŁAM.Kasiu rozumiem Cie co czujesz….. Buziaki:)

Marysia 7 mies.

gosia3 Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tyłek?

hej! Nazywam się Gośka mam 24 lata i 3 letnią córeczkę. Teraz z mężem staramy się o drugą dzidzię i dziś nawet robiłam test wyszedł negatywny ale może to za wcześnie. Mądże ktoś powiedział, że to wszystko jest gdzieś tam w górze zapisane. Nie martw się napewno będziesz miała swoj ą upragnioną dzidzię, trochę cierpliwości,wiem że to tak łatwo mówić, sama jestem niecierpliwa. Ale może po prostu wrzuć troszkę na luz, wiele moich znajomych zaszło w ciążę wtedy kiedy juz straciło nadzieję i po prostu odpuściły, czyli przestały się stresować. Zobaczysz będzie dobrze. Trzymam kciuki! 🙂

marisia Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tyłek?

cześć Kasiu fajnie to wszystko ujęłaś…..ten swój żal. Chciałam ci powiedzieć że jeszcze nie masz sie czym przejmować. Napewno będziesz w ciązy tylko nie możesz tak chcieć za wszelką cenę. Ja mam juz coreczke ma już prawie 6 lat i oczywiście jakiś czas temu stwierdziłam że pora na drugie, było to takie obliczone, wymyśliłam ze chce dziecko na dany miesiąc i koniec, ale sie udało teraz wiem że to nie takie proste minęło kilka miesięcy a ja nie jestem w ciązy.I tak sobie myśle że każde dziecko musi do nas przyjść w swoim czasie. Na moją córeczke czekałam 11 mies
na początku swirowałam z temperaturą i wogóle naprawde bardzo chciałam mieć dziecko. Potem zaszłam w ciąże kiedy wcale sie tego nie spodziewałam miałam wtedy mnóstwo innych spraw ale warto było czekać jest śliczna, mądra i wspaniała….daje mi tyle radości. no a teraz chciałabym mieć drugie dziecko.
myśle ze jak przestaniesz o tym tak mocno myśleć to ci sie uda…..kup sobie jakieś małe ubranka popatrz na nie troche
odwiedz koleżanki co mają małe dzidziusie napatrz sie na nie mocno….. A napewno będzie ok
myśle że jesteś fajną dziewczyną – to właśnie Ty wzbudziłaś we mnie chęć zalogowania sie tu i odpisania

życze Ci powodzenia i dddużo spokoju….pozdrawiam

kaja26 Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tyłek?

często patzrenie na małe ubranka i dzidziusie znajomych tylko potęguję myśli: ja muszę już, dlaczego oni już a ja nie itd ja bym chyba zwariowała patrząc na ubranka cały dzień

21 cykl

kolka Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tyłek?

Ja również chciałabym Cie wesprzeć….coprawda jestem z “kiedy dziecko juz jest” ale tez przechodziłam przez zbijanie prolaktyny. Teraz jestem szczęsliwą mamą prawie 9 miesięcznej Majusi:)
Brałam Bromergon przez jakieś 3 m-ce i udalo się:):):)
Jestem dobrej myśli, głowa do góry:)

kasiejka Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tył

Marisiu, drogie Dziewczyny- dzięki, kompletnie się nie spodziewałam dalszych odzewów na mój pożal się Boże post.A tu taka miła, ciepła niespodzianka. Nie wchodziłam kompletnie na forum przez prawie 3 tyg. bo celowo zastosowałam metodę dania sobie na wstrzymanie-w końcu był wielki post a moje przebywanie na tym wspaniałym forum to był już nałóg. Pomogło, nieco odwykłam, ale nadal mam ciągoty do tego miejsca. Marisiu strasznie mi miło, że to niby ja jak mówisz przyczyniłam się do Twojego zalogowania na naszym forum. Fajnie mi na serduchu. Wiesz z tymi ubrankami dzieci i patrzeniem na nowonarodzone dzieci moich przyjaciół to nie jest jednak tak prosto. Kupiłam jedno dziecięce ubranko juz jakiś czas temu i w końcu musiałam je schować głęboko na dno szafy bo dostawałam doła a już to patrzenie na pociechy moich przyjaciół wyzwala we mnie tak nieznośny ból, że unikam takich kontaktów choć jednocześnie wielka część mnie rwie się do bycia cudowną ciocią dla nich.
Masz rację natomiast co do tego, że dziecko to Istota, która przychodzi do nas wtedy kiedy ma przyjść- kiedy Bóg tego zechce. Dziękuję i trzymaj kciuki za ten mój nieistniejący raczej niewielki spokój. Kasia

mamalwica Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tył

Na pocieszenie z tą prolaktyna to powiem tyle, że też wykryto u mnie jej nadprodukcję (ile? już nie pamiętam niestety…) tak czy siak po kilku miesiącach zbijania, tylko mi wzrosła, co mnie podłamało, bo wtedy zaczynaliśmy myśleć o dzidziusiu. Bez przekonania wzięliśmy się do roboty (mąż w ogóle był pewien na 100% że nic z tego nie będzie) i… strzał w dziesiątkę. Nie chcę tu się przechwalać czy nic w tym rodzaju. Chodzi mi tylko o to, że czasami dzieją się rzeczy, których lekarze nie mogą przewidzieć.
Jedyne co jest naprawdę niepokojące w Twojej wypowiedzi, to to, że mąż ma awersję do lekarzy. A kto niby ma wam pomóc? Hydreulik a może motorniczy? Zacznij się rozładowywać od wybijania mężowi podobnych bzdur z głowy. Oto solidne zadanie, które wymaga skupienia a odwraca uwagę od żalu i goryczy.

Mama Maleńkiej

marisia Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tył

wiataj Kasiejko
jak przeczytałam Twój list do mnie to aż sie popłakałam
troszke oczywiście.
minął kolejny miesiąc co słychać u Ciebie…bo ja powoli trace nadzieje…. Napisz mi prosze ile miesiecy starasz sie

gorące pozdrowionka

kasiejka Dodane ponad rok temu,

Re: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tył

Marisiu-a teraz to mnie zaskoczyłaś wygrzebując mój stary post- aż mnie ten mój tytuł oszołomił i zakłopotał:))bo pomyślałam, że to nasze Dziewczyny skojarzą,że to ja wciąż wołam o pocieszanie i potrząsanie. A ja jakoś przestałam wołać, jakoś odwykłam od żalenia się na forum choć tak lubię to miejsce, a dziewczyny dały mi takie ogromne wsparcie w kilku życiowych problemach. Odwykłam od forum najpierw przez kompletne niezaglądanie tutaj dla wyluzowania w kwestii ciąży, od jakiegos czasu zaś w sensie nie pisania. Bywam tu znów codziennie, czytam, sprawdzam z ciekawością, której z nas się udało ale sama po prostu nie mogę zmusić się do pisania o sobie, o czymkolwiek. Marazm w jakim się znajduję, moja częsta frustracja, zniecierpliwienie, lęk są niewarte opisywania.

Nie mam o czym pisać w tych sprawach bo to o czym mogłabym pisać w tych kwestiach to jedynie krąglejący wciąż i wciąż brzuch mojej przyjaciółki, która dzieli się ze mną spontanicznie nieodczutymi przecież przeze mnie dotąd wrażeniami, „jakie to nieziemskie uczucie jak dziecko pływa w brzuchu i kopie tak śmiesznie od wewnątrz”. Inna bliska nam młoda rodzinka cieszy się, że od 6 miesięcy od kiedy jest ich maluszek, świat stanął na głowie i już wszystkie prozaiczne sprawy odeszły na dalszy plan bo dziecko przewartościowało wszystko w ich życiu i teraz oni poważni ludzie z tytułami naukowymi i na stanowiskach po powrocie do domu turlają się z dzieckiem na dywanie, robią idiotyczne miny by tylko zobaczyć jak się uśmiecha i tracą poczucie rzeczywistości oraz czasu patrząc jak ich brzdąc słodko zasypia lub jak próbuje kolejnej ewolucji w kierunku stanięcia w końcu na nogi.
U mnie w brzuchu co najwyżej burczy co jakiś czas z głodu, a popatrzeć sobie mogę ze „słodyczą” jedynie na zasypiającego z przepracowania i zmęczenia męża. Mogłabym więc to wszystko przemilczeć i nie pisać jak moje starania bo nijak. To Ty mnie jednak przełamałaś- od tamtego posta piszę chyba po raz pierwszy znów.

Dotąd nie udało mi się zajść w ciążę za niecały tydzień zacznę 12 cykl starań- piszę, że za niecały tydzień zacznę bo nie wierzę już w cud tego cyklu, w którym przecież jeszcze półtora tyg. temu pokładałam tak wielką nadzieję. Mój okres płodny(jeśli w ogóle jestem płodna) zbiegł mi się idealnie z pierwszym tygodniem maja-w którym mogliśmy nareszcie odpocząć od pracy i pojechać w Polskę, pozwiedzać kilka miast, pochodzić po górach. Jeśli w ogóle mogłabym w ciągu roku zajść w ciążę to pomyślałam sobie, że tylko teraz lub w okresie urlopu. Działaliśmy więc z ogromną nadzieją, z drżącą nadzieją.
Przyzwyczaiłam się do tego, że ciąża to nie to co Kasi może przydarzyć się ot tak, bez trudu, przyzwyczaiłam się do tego, że nie umiem tego przeskoczyć, że dla mnie już nie będzie to kojarzyć się z radosnym staraniem i z krótkim oczekiwaniem na cudowny efekt. Miałam jednak nadzieję…

Dość długo- kilka godzin pisałam tę odpowiedź na Twój post Marisiu (pisałam w najpierw w wordzie robiąc kilka przerw) bo właśnie o ironio dostałam w trakcie pisania okres- przyspieszył mi się o te kilka dni i już się właśnie dowiedziałam, że długie weekendy to dla mnie niewystarczająca pomoc. Chyba jeszcze to do mnie nie dociera. Pewnie też dlatego nie wiem co z tego powodu tak naprawdę czuję- wiem na pewno, że jestem zmęczona, rozczarowana, smutna, smutna non stop. Smutna choć jeszcze się czasem do przyjaciół śmieję żartując o naszych nieporadnych staraniach. Pozdrawiam. Sorki, że tak długo. Kasia

Znasz odpowiedź na pytanie: kto pocieszy, potrząśnie lub da kopniaka w tyłek ?

Dodaj komentarz

Mam z dzieckiem taki problem
caly czas choruje-pomozcie
Moj Antos ma 5 miesiecy. 5 tygodni dostal niewinnego katarku, po kilku dniach dolaczyl do tego kaszel. Okazalo sie, ze Antos ma zapalenie oskrzeli. Do tego doszlo jeszcze kataralne zapalenie
Czytaj dalej
Wiek przedszkolny
Krakowskie przedszkola
Zastanawiam się nad wyborem przedszkola w Nowej Hucie. Czy dokonując wyboru kierujecie się jego bliskością, czy dobrą opinią innych rodziców? A może ktoś zna przedszkole na os.Zielonym i może mi coś
Czytaj dalej