Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

Jak mi wścieklizna juz przeszła, to jestem w stanie opowiedzieć historyjke, jako cus śmiesznego. Wybrałam się dziś na kwalifikacje do porodu rodzinnego. zabrałam męża, bo chciał zobaczyc przy okazji oddział. na terenie szpitala błądziliśmy z 15 minut, bo trwa remo0nt dróg dojazdowych, ale jakos dotarliśmy. Położna na izbie przyjęć, po 30 min oczekiwaniu zebrała ode mnie info do formularza (chociaż mogła je przepisać z karty ciąży, ale nieważne. kazała czekać. Po nastepnych 30 min zabrała mnie do salki, żeby dokonać pomiarów miednicy i szkoda, że nie miała tu na myśli miski, tyklo mnie:) Mam piękne siniaki po tzw. cyrklu, ale to tez małe piwko, kiedy w perspektywie poród. Teraz kazała mi znowu usiąść w poczekalni i czekać na lekarza. Błyskawicznie, po 15 min pojawił się młodziutki lekarz i….. zaczęła sie polka. Luzacko, przy zamykaniu drzwi gabinetu zapytał” co słychać”. Kiedy ja głupia zapytałam, gdzie ma być słychac – spoważnieł – zapytał o ruchy płodu. Powterdziłam, ze w nadmiarze. “No to słychać, bo jakby był martwy, toby sie nie ruszał” – zabłysnął dowcipem pan doktor. Ja zdębiałam. zaczął czytać kartę ciąży i bardzo zainteresował się, czemu zmieniałam lekarza w trakcie ciąży. Niestety się nie dowiedział ( bo nie chciałam w to wnikać) i się zdążył z tego powodu wkurzyć. No i wkońcu zapytał o przybieranie na wadze – kiedy przyznalam sie do swioch +22 kg (które i tak by wyczytał z karty), lekarz popatrzyła na mnie z obłędem w oczach i po chwili zapytał z przebiegłym uśmieszkiem: “to pani je wszystko co sie usza, czy co?”. Po takim postawieniu sprway, mnie juz zupełnie opuściły siły i zgłupiałam. Zdążyłam mu tylko powiedzieć, ze jest niewychowany, zanim zupełnie zaniemówiłam z wrażenia. Dobrze, że sam spotaknie nasze szybko zakończył, bo okazało się, że moj ginio nie dał mi opisu do USG, który okazał się niezbedny, i zostałam odesłana z kwitkiem.
Aż mi się do tego szpitala wracać nie chce i znowu rozmawiac z gburem. Zastanawiam się tylko, jak taki człowiek może być położnikiem i rozamawiac w ten sposób z kobetami w ciąży???
Mam nadzieję, ze wszystkim wam zostaną oszczędzone taki rozmowy:)
Pozdrawiam

Ola i Mateuszek (28.04.03)

9 odpowiedzi na pytanie: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

mgosz Dodane ponad rok temu,

Re: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

Podaj jeśli możesz w którym szpiltalu jest taki dowcipny lekarz:)
Pozdrowienia
Magda(18.07.2003)

Dodane ponad rok temu,

Re: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

…Ola…….mnie chyba jakas glupawka dopadla…..usmialam sie z tego opisu…..Ale ja tez baba i tez w ciazy, wiec rozumiem, ze moglas sie wkurzyc…… Palant.. z tymi ruchami przegial…….;((Pzdr!

gucia i mała Ninka (26.04.2003)

aleksandra27 Dodane ponad rok temu,

Re: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

Kochana, teraz to ja się sama z tego śmiałam, kiedy to g…. opisywałam. Bo tak naprawde to zakrawa na jakąś satyrę:)

Ola i Mateuszek (28.04.03)

marta77 Dodane ponad rok temu,

Re: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

No coz…idiotow nie sieją….sami się rodzą 🙁 Mam nadzieje, ze nastepnym razem trafisz na innego lekarza, z mniej specyficznym poczuciem humoru. Pozdrawiam

Marta i dwie fasoleczki 31.05.2003

aleksandra27 Dodane ponad rok temu,

Re: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

Szpital Morski w Redłowie – gdynia. Ale ja nadal szpital gorąco polecam, bo reszta obsługi to anioły – z wyjątkiem jedngo dupka:)
Pzdr

Ola i Mateuszek (28.04.03)

Dodane ponad rok temu,

Re: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY


trzeba było powiedzieć… jak jeszcze sie rusza to nie jem, czekam aż zdechnie…”

Bruni i kwietniowy Filipek Kubuś

catty Dodane ponad rok temu,

Re: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

Hejka.. To Ci się trafiło…
Ja też trafiłam na niezbyt miłego lekarza – od USG, na Karowej. Nie dość że przyszedł 2 godziny po czasie, mina naburmuszona i nabzdyczona (powinien przyjmowac od 8, przyszedł o 10 – kilka kobiet w zaawansowanej ciąży czekało na niego od tej 8..). Pierwsze co zrobił to wyszedł powolnym kroczkiem (nazwałam go z tego powodu “królewicz”) i nalał sobie wody z automatu. Burknął coś że “prosze wchodzić” i wreszcie zaczął przyjmować. Kiedy przyszła moja kolej i weszłam, to nawet się nie odwrócił, burknął tylko w odpowiedzi “dzień dobry”. Rozebrałam się (parawan był tak świetnieustawiony, że mogłam albo świecić przed nim gołym tyłkiem, albo ryzykować że ktoś wejdzie bez pukania no i też sobie tem mój tyłek poogląda :-). Wybrałam to drugie). Przez całe badanie nie powiedział ani słowa, monitor był odwrócony tylko w jego stronę. Badał długo i, musze przyznac, chyba dokładnie. Potem zabrał się za USG dopochwowe (wprawdzie miałam torbiel, ale takie USG w 18 tyg ciąży??). Wepchnął mi tą głowicę i gmerał nią tak mocno, że zaczęło mnie strasznie boleć. Na moje okrzyki (z bólu) komentarz obrażonym głosem: skoro panią tak boli, no to pani nie zbadam. Badanie się skończyło, zaczęłam się ubierać. Byłam ciekawa jak z tą torbielą, więc go zapytałam nieśmiałym głosem, ile ma cm. Odwrócił się i spojrzał na mnie wzrokiem bazyliszka (w stylu: jak ja śmiałam się do niego odezwać), i odpowiedział nieuprzejmym tonem.
Tragedia po prostu.
Potem inny lekarz u którego byłam powiedział o tamtym że to wieśniak…

Monika,Marcin,Michałek(25.08)

aleksandra27 Dodane ponad rok temu,

Re: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

Jetseś boska – urodze dzięki tobie szybciej – ze smiechu:)

Ola i Mateuszek (28.04.03)

Dodane ponad rok temu,

Re: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

….jak czytam takie rzeczy to szlag mnie trafia….. Po co facet w ogole przychodzi do pracy? Moze powinien sie zajac kopaniem ogrodka, albo co innego….? Sfrustrowany facio…..

gucia i mała Ninka (26.04.2003)

Znasz odpowiedź na pytanie: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

Dodaj komentarz

Noworodek, niemowlę
do mam z barem mlecznym...
...czyli z maleństwami u cycusiów, która z Was wie, jak długo może być przechowywane mleko w zamrażalniku, bo ja już zgłupiałam, każda gazeta mówi co inego. Magda i Oliwia (22.10.2002)
Czytaj dalej
STRATA DZIECKA
Do Edyty z Łodzi
Bardzo dziękuję za słowa otuchy i również życzę Ci wszystkiego dobrego. Mamy tę samą drogę do pokonania. U mnie badania histopatologiczne nie wykazały żadnej choroby co jest pocieszające. Stało się i
Czytaj dalej