Mój fajny poród:)

Wreszcie mam chwilkę, żeby napisac jak to było:)

Termin miałam na 13.06., ale tydzień wcześniej czułam bardzo twardniejący brzuch i ruchy mojej małej kruszynki były słabiej wyczuwalne. Pomyślałam sobie sprytnie, że może pójdę na KTG do najbliższego szpitala (bródnowski, Warszawa) i sprawdzę jak to ze mną jest. Tu trzeba nadmienić, że wybrałam sobie szpital na Starynkiewicza, który odwiedziłam tydzień wcześniej. Tam rozmawiałam z położną, która mi wszystko wyjaśniła w najdrobniejszych szczegółach. Bardzo mi się tam spodobało i decyzja była podjęta- rodzę na Starynkiewicza!
Ale jak poszłam 05 czerwca na to KTG to lekarz mówi, że skoro słabiej czuję dziecko to robimy test oksytocynowy, taka mała symulacja porodu i miało się okazać, czy skurcze się nasilą czy nie. Troche mnie zaskoczył, bo kazał ubrać koszulę szpitalną (he he rozpięcie do pasa, zero sznureczków) i szlafroczek (taki popruty, ze frędzle wisiały mi u rękawów jak Apaczowi). Mąż w lekkim szoku, bo jak to tak? Przecież nie tak miało byc? Poszłam na oddział przedporodowy, gdzie podłączyli mnie znów do KTG i oxytocynka zaczęła spływać mi w żyłę. Pokapała pokapała i…. Nic. Pan doktor zatem nakazał odtransportowanie mnie na…patologię. I tym oto sposobem znalazłam sie w totalnie innym szpitalu od planowanaego:)

Na oddziale poznałam dwie dziewczyny- jedna z zatruciem ciążowym, druga miała za małe dzieciątko niżby to wynikało z tyg. ciąży. Pogadałysmy sobie trochę, mąż przyniósł mi torbę zapakowaną do szpitala i zaczęła się nocka. Spania to tam nie było prawie wcale: co chwila któras leciała sisi, co 3 godz zapisy KTG, jakaś pani latała z trąbką do brzucha, a to wieczorny obchód, a to pobieranie krwi, to znów przyjmowanie leków…uffff

Rano, 6 czerwca dokładnie za pięć siódma rano skurczyk, taki lekki miesiączkowy. Oho! moze będzie następny? Po 20 min jest! kolejny za 20 min, i następny też! O-o, postanowiłam podzielić się nowinkami z położną, usiadłam na łóżku a tu ciurli ciurli cienki sturmyczek i plama mokra wilkości jabłka na prześcieradle…hmmmm to już to! Położna na moje odkrycie zareagowała spokojnie, kazała iść za sobą. Dokąd? Kobieto dokąd ja idę??? idziemy na kupkę! Hę?????? No tak, lewatywka.. Pani zadarła mi szlafroczek, koszulkę, wsadziła delikatnie rureczkę cieńszą niż palec i po chwili poczułam delikatniutki chłodek w środku. Poleżałam, pogadałyśmy sobie trochę a ona, że to już koniec i kibelek jest tam! ok, usiadłam i zrobiłam co trzeba bez żadnego bólu. Nawet..hmmm fajnie było 😉
Przyszła po mnie położna to pytam gdzie teraz?Rodzić! Ledwo wzięłam komorkę ze sobą, podjechał wózek i pojechałam piętro wyżej. Tam zakwaterowali mnie w zielonej sali-kafelki do samego sufitu, w rogu piłka (to się ucieszyłam!) i mega wielkie lóżko-fotel- jak dla mnie to wielkość jak by tam miały rodzić gwiazdy NBA a nie człowiek 167 cm wzrostu:)

W dzwiach pojawił się mój ukochany mąż- od razu było mi raźniej:) Przyniósł mi wodę (reglamentowana na małe łyczki) skarpetki (o- to było niezbędne- w nóżki cieplutko i przyjemnie) i pomadkę ochronna do ust. Usiadł koło mnie izaczeło się czekanie…uuuuaaaaa(ziew) skurcze pojawiały się coraz częściej, ale czułam je tylko ja – na KTG miernota 40%… Ból całkiem do wytrzymania. Mijają godziny….skurcze są coraz częstsze, rozwarcie 4 cm. No, trochę zaczyna boleć!
12 w południe- proszę o podanie znieczulenia. Ok, ale anestezjolog jeszcze zajęty, ale “niedługo”przyjdzie! Siadam na piłeczce..Jezu jak cudownie!!!ból spada o połowe i naprawdę da się żyć! mąż siada za mną, trzyma mnie za biodra więc nie boję się upadku i rozlużniam się całkowicie- piłka to fantastyczna rzecz! Siedzę i kręcę biodrami zapamiętale i nawet nie wiem kiedy mija godzina i przychodzi anestezjolog. Z żalem żegnam piłeczkę i wdrapuje się na łoże. Ocho- tu jest dużo gorzej….gość każe mi się zwinąć w embrion, ale jak tu się zwinąć??? – czy ktoś widział kiedy embrion z takim brzucholem??? Ukłucie- ok, nie boli:) Już sobie gratuluję odwagi kiedy to lekarz mówi, że TERAZ dopiero mam się nie ruszać bo on będzie robił wkłucie. Trochę boli, ale do przeżycia! Po zabiegu wrócił mężuniek mój najkochańszy z wielkim pytnaiem w oczach : czy mi dobrze? Tak, kochanie, teraz się czuję jakbym leżała w hamaczku przed naszym domem… NIC A NIC nie bolało- leżałam sobie 2 godzinki w błogościach (całuję po piętach tego, który wymyślił zzo) dwie godzinki, a rozwarcie robiło się samo:) Bez problemu doszłam sobie do 10 cm:) Po drodze położne badały mnie wielkokrotnie, nie jest to bardzo przyjemne, ale między bajki można włożyć opowieści o wkładaniu calych dłoni! Normalnie dwa paluszki i już! ZZO dało mi tez to, że te badania nie były dla mnie dyskomfortem – włożyła sprawidziła oki!
Około 15 przybyły dwie położne – Ula i Aga (te też po piętach całuję za wspaniała atmosferę i pomoc!) Pół godzinki później poczułam,że skurcze są…bolesne! Ból przychodził gdzieś z okolic kości ogonewej do brzucha i odchodził tez do kości- spodziewałam się, ze bóle krzyżowe parte są z krzyża właśnie, ale nic…moje nieco zboczyły z trasy:) Oj zaczynało być już nieciekawie…Wtedy okazało się,że jak boli to trzeba przeć, bo wtedy MNIEJ BOLI !:) Jak odkryłam tę cudowną zasadę to nie bylo siły, która nie pozwoliłaby mi przeć! Dobra nasza – pomyślałam! Położne kazały mi się położyć na plecach, kolana szeroko i na siebie, zlapać się zakolana! Ay ay kapitan! Robi się! Dyrygowaly mi- pchaj Anka, pchaj mocno mocno! Oddech, Jeszcze raz! Pchaj na kupę! na siku! Jeszcze Jeszcze! Oddech! Dopchnij to Anka! Super! odpocznij! (każdy skurcz to 3 parcia) Mąż trzymał mi głowę i też motywował do parcia:)
Wreszcie słyszę, ze to już niedługo! W czasie skurczu czuję jak mi golą kawałeczek skóry do nacięcia- kątem oka zauważam z ulgą, ze maja jednorazówki:) Kolejne parcie i wiem (bo nie czuję) że jestem nacinana. Jeszcze jedno parcie i położna mówi, że widać czarną czuprynkę maluszka!
O Boze!!! DOPCHNIJ ANKA! I jest główka- Matko Boska! jest główka!!!!! No, ostatni raz! Skup się Anka! Na kupę! Na siku! Mocnooooooo! JEST! 15;45 ! Urodziła się nasza córeczka Dominiczka! Dominisia! Domi! Domelek!Domiś!
Widzę jaka jest maleńka:) Czuję jej cieplutkie ciałko na mojej piersi… Boże! Urodziłam dziecko! Mała płacze i to jest cudowne!!! Proszę, niech Pan tu podejdzie! Proszę ciąć pępowinę- o tu! Mąż dzielnie tnie na trzy razy- taka grubaśna pępowinka! Zabierają maluszka, tatuś idzie z córeczką na mycie ważenie i oglądanie!
No to się stało! Urodziło się nasze dziecko!

No tak, wchodzi lekarz, wjeżdża stoliczek. rodzimy łożysko- proszę przeć na trzy! Tak bez skurczu i bólu to mogę pchać ile sobie Pan doktor życzy! Służę pięknie! Po trzech pchnięciach jest łożysko. Na stoliczku w świetle silnej lampy jes dokładnie olądane- okazuje sie brakuje kawałka błony owodniowej. Doktorek bieże się za łyżeczkowanie- nie bolesne, bo wciąz trzyma znieczulenie- kochane wspaniałe znieczulonko:) Cmok!
Potem przychodzi lekarz Białorusin 🙂 ze studentką i pokazywał jej jak sie zakłada szwy ROZPUSZCZALNE. Okazało się, że normalnie zakładają szwy swykłe,ale on ją uczy to założą te drugie! O dobry Boze- Ty czuwałeś nade mną! Szwy jak się potem okazało były boskie- nic nie bolało, usiadłam już kilka godz. po porodzie na pupie i dało się spokojnie usiedzieć!. Nic nie ciągnęło i wygoiło się błyskawicznie- w 7 dni!
Nio, jade na oddział położniczy:) Na szczęście był pokoik jednoosobowy wolny (50 zł/noc) i przyszła moja mama irozlokowali mnie w szafkach. Pokoik superowy, z dala od krzyczacych dzieci i wymęczonych mam:) spokój cisza, intymnie, mąz i mama mogli swobodnie rozmawiać, miałam swój przewijak, szafki, nocna lampkę i tylko dla siebie toaletę!
Kiedy wszyscy poszli, maluszek spał spokojnie w wózeczku chciałam wstać i zamknąć drzwi i…..straciłam przytomność! Okazało się, ze mam fatalną morfologię- hemoglobina 7,5! mnóstwo białych ciałek…to dlatego kręciło mi sięw głowie.
Tu zaczęły się kłopoty z karmieniem- okazało się że miałam płaskie brodawki i mała nie umiała się dossać…pogryzła mnie, miałam bolesne siniaki… Praktycznie położne i pielęgniarki nie miały innej rady jak tylko- wyciagać brodawki palcami i karmić. 2 dni mała nie dostala ode mnie jeść! Trzeciego dnia nawał pokarmu i ból piersi taki, że nie mogłam ich dotknąć ani podnieść rąk do góry! Dopiero w domu mama zastosowała mi kurację! Najpierw grzanie piersi w gorącej wodzie z mydłem i masowanie piersi w kierunku brodawek! Ależ to był ból!!! Po godzinie tortur chwila odpoczynku, a potem oliwka na dłonie i mąż jedną, mama drugą masowali aż wszystkie kanaliki się odblokowały- wyłam. Ale ta terapia uratowała mnie przed poważnymi konsekwencjami w postaci zapalenia piersi!!! Na drugi dzień użułam osłonek na piersi-cudowny wynalazek! W kilka dni brodawki sie wyciągnęły,wygoiłyi odtąd bez problemów karmię już bez nakładek:)
W ten oto spsób jestem bardzo szczęśliwą mamusią.

11 odpowiedzi na pytanie: Mój fajny poród:)

mlodzia Dodane ponad rok temu,

Re: Mój fajny poród:)

No to gratuluję!!! Widzę, że poszło jak po maśle. Kiedy tak czytałąm Twoje wspomnienia to zastanawiałam się, dlaczego nie wzięłam znieczulenia, tylko w takich wielkich bólach rodziłąm. Może wezmę przy trzecim:)
Ale to jeszcze mam czas na zasanowienie.
Pozdrawiam i niech maleństwo ci rośnie zdrowo. Trzymaj się!!!! Pa

Tola i Mela

monia26 Dodane ponad rok temu,

Re: Mój fajny poród:)

Faktycznie porod fajny 🙂
Moj zaczal sie podobnie, tez trafilam dzien przed na patologie hehe chociaz mialam termin za kilka dni i nastepnego dnia o 8 rano sie zaczelo….tyle, ze u mnie skonczylo sie 2h wczesniej no i ja bez znieczulenia 🙂

Gratuluje – CmooK

Monika i roczna Laurcia

pasiasta Dodane ponad rok temu,

Re: Mój fajny poród:)

To gratuluję mamusi dzieciątka i zazdroszczę tak fajnego porodu
Wszystkiego dobrego

[*]

niki23 Dodane ponad rok temu,

Re: Mój fajny poród:)

Naprawdę super się czytało!!!!!!!!!!! Serdecznie gratuluję!!!!! Fajnie, ze ktoś ma miłe wspomnienia z porodu 🙂
Głeboko wierzę, ze moj następny będzie dokładnie taki sam 🙂
A Wam życzę duuuuużo zdrówka!

martina78 Dodane ponad rok temu,

Re: Mój fajny poród:)

gratulacje:)

webby Dodane ponad rok temu,

Re: Mój fajny poród:)

Rewelacyjnie napisane:))
Ja też miałam lekki poród,choć bez znieczulenia(rodziłam od 6 rano do 13.10)
Aż mi się wszystko przypomniało po przeczytaniu Twojego postu:)Aż łzy napłynęły mi do oczu jak przeczytałam o ciepełku malutkiego ciałka położonego na brzuszku:)Przypomniałam sobie i…. To było najpiękniejsze uczucie jakiego doznałam w życiu!!!!!!
Pozdrawiam,życzę powodzonka i cierpliwości w poznawaniu Dominisi:))

mamma Dodane ponad rok temu,

Re: Mój fajny poród:)

Swietnie sie czytalo !!!… Nawet o TEJ porze 😉

Buziaczki dla immienniczki mojej Dominiczki :xx

…i pokaz nam Ją kiedys, dobrze? 🙂

pozdrawiam serdecznie

Aga &

Dominika

( 5.12.2001 )

bogniesia Dodane ponad rok temu,

Re: Mój fajny poród:)

Pięknie opisane. Gratuluję córeczki, nich się zdrowo chowa. Swoją drogą czy Dominisia to nie śłiczne imię?:)

Pozdrawiam
Bogna i Dominika (17.11.2004)

majula Dodane ponad rok temu,

Re: Mój fajny poród:)

Gratuluje!!!

Ales to opisala- wylam ze smiechu, co mi sie osobiscie bardzo przyda, bo ja juz sporo po terminie. Ale jeszcze sie utwierdzilam we wczesniejszej decyzji, ze biore znieczulenie.

Pozdrawiam
Majula

kmw Dodane ponad rok temu,

Re: Mój fajny poród:)

Gratulacje !!! Faktycznie milo i przyjemnie

W odpowiedzi na:


ale między bajki można włożyć opowieści o wkładaniu calych dłoni! Normalnie dwa paluszki i już!


Rany ! Pierwsze slysze takie opowiesci !???


Karina i Kubus <10.06.2004>

aneci Dodane ponad rok temu,

Re: Mój fajny poród:)

Gratulacje:-))
Świtnie opisany poród, uśmiałam się nieziemsko:-))
Oczywiście wspomnienia również wróciły…

.

Aneta z Kingą i marcowym Igorkiem

Znasz odpowiedź na pytanie: Mój fajny poród:)

Dodaj komentarz

Noworodek, niemowlę
A może jakiś zlot?
Wiecie.... Siedze i czytam te wsztskie wiadomości i myśle sobie że nic tak dobrze nie robi jak rozmowa w cztery oczy :) Na tym forum piszemy o swoich troskach, sukcesach i
Czytaj dalej
Dla starających się
jak przygotować sie do histeroskopii?
jesli ktoś miał to wredne badanie to bardzo prosze opiszcie jak długo byłyscie w szopitalu, czy trzeba sie ogolić, co trzeba wczesniej zrobić czego nie wolno, czy robią w znieczuleniu,
Czytaj dalej