Moj problemik z przedszkolanka- rozmowa juz we wtorek!!

Ogolnie z naszego przedszkola jestem zadowolona bardzo!!! Grupa Olivii- super. Natomiast grupa mojej mlodszej coreczki- dostaje normalnie *ca!!! W sumie moze inna matka bylaby szczesliwa z takiego przebiegu sprawy, ale mnie sie wiele rzeczy nie podoba. Ja poprosilam pania o rozmowe i wyleje cala swa “zolc”. Jedno, co hamowalo mnie wczesniej jest fakt, ze Vicki chodzi do przedszkola chetnie, wydaje sie byc zadowolona, a przede wszystkim nie robi mi cyrkow. Problem polega na tym, ze pani jakby przejela nad nia wychowawcza piecze, i jakby to, co ja chce i mowie ona sobie olewa. Np. my wolamy na mala “Vicki”, ona wola “Vicka”. Dwa razy na poczatku zwrocilam jej uwage, ona tlumaczyla sie, ze miala juz Victorie w grupie i ja wolali wlasnie “Vicka”, wiec z przyzwyczajenia. Pozniej juz machnelam reka. Ona w przeciagu 6 miesiecy, czyli od kiedy Vicki chodzi do przedszkola wymogla na niej : odrzucenie smoczka, kubka- niekapka, odpieluszyla ja, najpierw nocnik, teraz dziecieca toaleta, pozniej opoiwadala, ze uczy chodzic po schodach noga za noga itd. itp. Ja uwazam, ze troche to wszystko za wczesnie i za szybko. Vicki dopiero teraz zaczyna mowic, powtarzac slowa i budowac powoli zadania po polsku. Pani wymaga od niej, zeby powtarzala niemieckie slowa, mimo, ze mowilam, ze ona z mowieniem jeszcze jest ogolnie do tylu. Tak samo powiedziala mi, ze Vicki nie zna imion kolegow i kolezanek, i ze ostatnio w formie zabawy uczyli ja jak sie nazywa poszczegolne dziecko. Po tych wszystkich opowiesciach pani, wyobrazam sobie, ze moje dziecko jest taka malpka doswiadczalna, na ktorej pani poprostu spelnia swoje jakies wychowawcze ambicje. Tak jak pisalam wczesniej, moze ktos inny na moim miejscu bylby szczesliwy i zadowolony z tego powodu, mnie to osobiescie mierzi. Ostatnio powiedzialam pani, ze uwazam, ze zagalopowuje sie troszeczke, powiedzialam, ze przede wszystkim roznice kulturowe, rodzinne sa nie do przeskoczenia i musi uszanowac pewne moje wymogi. Na drugi dzien, maz odprowadzal mloda, powiedzial, ze pani byla “sucha”. I zbiera mi sie kochane na ten wtorek, poczynilam kilka notatek, ktore wespra mnie przy rozmowie z pania, bo pani liste argumentow ma spora. Trzymajcie kciuki za moja “walke”, i chcialabym uslyszec Wasz feedback w tej sprawie.

Strona 3 odpowiedzi na pytanie: Moj problemik z przedszkolanka- rozmowa juz we wtorek!!

  1. Zamieszczone przez anetka_sweet
    przeczytalam caly watek i duzo myslalam o tym co napisalas Agat. Najpierw pomyslalam o cotej kobiecie chodzi,czego sie czepia,ale dlugo lezalam wieczorem myslac o tym wszystkim i zaczelam cie rozumiec.
    moj kuba ma 2 lata i jest odpieluszony,odmoczony i pije z normalnego kubeczka,ale zrobilam to sama i bardzo szybko poddal sie tym rewolucjom i mimo ze nie bylo latwo i najpierw pomyslalam ze fajnie ze ktos to zrobil za ciebie,ale potem stwierdzilam ze jednak ciesze sie ze zrobilam to sama.dowartosciowalam sie jako matka i moglam widziec te wszystkie postepy mojego dziecka i teraz po glebszym zastanowieniu popieram cie,a ta sprawa ze spacerem to juz calkiem przegiecie.
    trzymam kciuki jutro i bede czekac na relacje

    Anetka, w przedszkolu uczą nie tylko samodzielnośći, wierszyków, piosenek, wiele innych rzeczy.

    Myślisz, że jesteś w stanie tego sama wyuczyć dziecko? Nie.
    W grupie zupełnie inaczej nauka przebiega.
    Dając do przedszkola dziecko jest oczywistym, że panie uczą, a nie tylko wychowują.
    Trzeba też się pogodzić, że pewne rzeczy robią lepiej od nas mam.

    • Zamieszczone przez agat79
      Ogolnie z naszego przedszkola jestem zadowolona bardzo!!! Grupa Olivii- super. Natomiast grupa mojej mlodszej coreczki- dostaje normalnie *ca!!! W sumie moze inna matka bylaby szczesliwa z takiego przebiegu sprawy, ale mnie sie wiele rzeczy nie podoba. Ja poprosilam pania o rozmowe i wyleje cala swa “zolc”. Jedno, co hamowalo mnie wczesniej jest fakt, ze Vicki chodzi do przedszkola chetnie, wydaje sie byc zadowolona, a przede wszystkim nie robi mi cyrkow. Problem polega na tym, ze pani jakby przejela nad nia wychowawcza piecze, i jakby to, co ja chce i mowie ona sobie olewa. Np. my wolamy na mala “Vicki”, ona wola “Vicka”. Dwa razy na poczatku zwrocilam jej uwage, ona tlumaczyla sie, ze miala juz Victorie w grupie i ja wolali wlasnie “Vicka”, wiec z przyzwyczajenia. Pozniej juz machnelam reka. Ona w przeciagu 6 miesiecy, czyli od kiedy Vicki chodzi do przedszkola wymogla na niej : odrzucenie smoczka, kubka- niekapka, odpieluszyla ja, najpierw nocnik, teraz dziecieca toaleta, pozniej opoiwadala, ze uczy chodzic po schodach noga za noga itd. itp. Ja uwazam, ze troche to wszystko za wczesnie i za szybko. Vicki dopiero teraz zaczyna mowic, powtarzac slowa i budowac powoli zadania po polsku. Pani wymaga od niej, zeby powtarzala niemieckie slowa, mimo, ze mowilam, ze ona z mowieniem jeszcze jest ogolnie do tylu. Tak samo powiedziala mi, ze Vicki nie zna imion kolegow i kolezanek, i ze ostatnio w formie zabawy uczyli ja jak sie nazywa poszczegolne dziecko. Po tych wszystkich opowiesciach pani, wyobrazam sobie, ze moje dziecko jest taka malpka doswiadczalna, na ktorej pani poprostu spelnia swoje jakies wychowawcze ambicje. Tak jak pisalam wczesniej, moze ktos inny na moim miejscu bylby szczesliwy i zadowolony z tego powodu, mnie to osobiescie mierzi. Ostatnio powiedzialam pani, ze uwazam, ze zagalopowuje sie troszeczke, powiedzialam, ze przede wszystkim roznice kulturowe, rodzinne sa nie do przeskoczenia i musi uszanowac pewne moje wymogi. Na drugi dzien, maz odprowadzal mloda, powiedzial, ze pani byla “sucha”. I zbiera mi sie kochane na ten wtorek, poczynilam kilka notatek, ktore wespra mnie przy rozmowie z pania, bo pani liste argumentow ma spora. Trzymajcie kciuki za moja “walke”, i chcialabym uslyszec Wasz feedback w tej sprawie.

      Tak analizuje tekst, ktory napisalam, zaczynajac watek. Podalam te przyklady nauki nocnika, smoczka, kubka, jako rzeczy dla mnie za szybko, (a wyscie to wziely za glowny punkt mojego problemu z pania!!!), bo wszystko dzialo sie to w pierwszym miesiacu, kiedy dziecko uczylo sie nowej zyciowej sytuacji. NIe napisalam, ze jestem za to na pania zla, ze mi uczy, tylko, ze za szybko wszystko. Jezeli dziecko dopiero sie przyzwyczailo siadac na nocniczku, a ona juz go chowa, i wysyla na toalete, i sama mowi, mi, ze mloda szuka nocnika, a ta ja do kibelka musi kierowac??? to chyba nie do konca tak z fala potrzeb dziecka?? poza tym mloda nie rozumie niemieckiego!! dla niej jest to wszystko podwojnie ciezej, niz dziecku, wychowujacego sie w niemieckim domu. Wczujcie sie jako matki w ta sytuacje, a nie gancie mnie, ze jestem dla pani niesprawiedliwa- po raz wtory mowie- jestem jej wdzieczna, ale…!! Ona te wszystkie innowacje zaczynala, kiedy Vicki jeszcze z placzem zegnala sie ze mna, jako totalnie nowe dziecko! Nie wypowiedzialyscie, co do imienia, jestem ciekawa jak Wy sie na to zapatrujecie. Myslicie, ze dziecko powinno byc wszedzie tak samo wolane, czy jest to obojetne?? Poza tym chce omowic sprawe tego wyjscia do sklepu, o ktorym pisalam. Co do kapci- moze jest to i drobiazg, ale jak sie te drobiazgi nawarstwiaja, to tez sie inaczej na wiele rzeczy patrzy. Jezeli po raz kolejny widze powpychane jezyki w srodek buta- czyli mloda brodzila w sniegu “otwartych”butach, tylko na rzepy, a jezyk z futerkiem w srodku- to jest pani niewazne, chociaz maja obowiazek mlodszym dzieciom pomagac przy ubraniu- dodam, ze jest ich 5 na 24 dzieci!!!, zeby nie bylo niedomowien, ze przy tyyylu dzieciach nie ma mozliwosci!! Albo epizot z kremem- od kiedy zaczela chodzic do przedszkola, panie po obiedzie kremuja buzki. Mloda zaczela dostawiac wysypke. Po weekendzie wysypka przysychala, po przedszkolu znowu sie pojawiala. Ja sie pytam pani, ze moze od kremu, a ona mi zaczyna opowiadac, ze Vicki sie oblizuje, ze ma katarek, i tysiac piecset opowiesci, jakby chciala moje zdanie obalic, bo co ja tam wiem. Kiedy spytalam, czy moge przyniesc krem, ktory stosuje w domu, nie bylo problem, i od kiedy zaczela smarowac innym kremem, pryszczyki zniknely, ale znow musialam najpierw z pania w dyskusje wchodzic, gdzie pani probowala mnie za wszelka cene odwiesc od tego, ze winny jest krem!! I tak z kazda rzecza, obojetnie. Ostatnio slyszalam, ze Vicki stoi na podworku z boku, i chyba ma ca ciasne spodnie i kurtke!!! Ja jej na to, ze jak wychodze z nia popoludniu, to nie zauwazylam, zeby ubrania jej ruchy ograniczaly. Wiadomo, w zimowych rzeczych ogolnie czlowiekowi trudno sie poruszac, ale za ciasne???? Hmmmmm. No i tak non stop. Takie dwie z nas uparte baby. dlatego usiadziemy we wtorek pogadamy, bo tak nie moze byc, zeby codziennie byly rozmowy, dyskusje, i takie “przeciaganie sznurkow”. Ja przynajmniej tak sie czuje. Moze i jestem dziwna, ale coz, taka juz jestem!

      • Zamieszczone przez agat79
        Cala sprawa polega na tym, ze zapisujac dziecko do przedszkola, wypelniasz formularz, do czego dziecko jest przyzwyczajone, zeby panie mogly wziasc dziecko, jakim jest, i nie ma wytycznych, ze dziecko nie moze tego, czy owego, jak to jest np. Pl- ze nie moze miec pieluchy!. Dziecko jest dzieckiem, i tu przedszkola sa dla dzieci i rodzicow, a nie na odwrot. Ja powtorze, ze oczywiscie podziwiam, i nie opieprzam pani “bo mi pani dziecko nauczyla, niedobra jedna…”. Mnie chodzi o niesamowita szybkosc, jak dla mnie totalnie inna, jak metody pan z grupy drugiej. Ja poprostu nie moge sobie wyobrazic, ze dziecko, ktore lubi smoczka, i pije z niekapka, nagle, przy absolutnie nowej sytuacji, otoczenia, jezyka, dzieci, pan, jeszcze rezygnuje ze swoich przyzwyczajen. Do tej pory, kiedy ja odbieram, mala sie ubiera i mowi “smok czeka” i jak wpada do domu, leci po smoczka. Czyli tak do konca nie jest widac pogodzona z tym, ze go ze soba nie ma. I prosze o nie komentowanie sprawy “smoczka w tym wieku”, bo akurat mam inne podejscie do tej sprawy, i mysle, ze do 3.roku zycia nie jest nic zlego w smoczku. Teraz powoli bedziemy “klasc smoka spac” w ciagu dnia. Na noc moze jeszcze miec.
        W Niemczech nie jest to standart, ze sobie panie wychodza z dziecmi wybiorczo. Po pierwsze- mam kolezanke przedszkolanke, a po drugie, wiele znajomych z dziecmi w innych placowkach, i powiem Wam, ze sluchajac moje opowiesci, sa bardzo zdziwione tempem tego wszystkiego. A tak na marginesie dodam, ze wlasnie ta kolezanka przedszkolanka, ma syna w grupie Vicki, i miala podobne “przeprawy” z paniami na poczatku, zanim wreszcie znalazly wspolny mianownik!! To rowniez utwierdza mnie w przekonaniu, ze nie jestem jakas bala bala w glowie Bo mi welasnie o to chodzi- nie o dyktowanie, ale o ten wspolny mianownik, wspolprace. Ja nie odsylam pieska na szkolenie- a niestety czesto mam takie uczucie.

        Agat, zgadzam się z większością dziewczyn które wypowiadały się w tym wątku… Miałam nic nie pisać, bo mam nadzieję że te posty dały Ci dużo do myślenia… Ale…

        po TYM poście odnoszę wrażenie że Ty kosztem dziecka starasz się postawić na swoim…

        Pani odwaliła kawał dobrej roboty, ucząc dziecko że może obejść się bez smoczka, bo jest już naprawdę duże a jak wszyscy wiemy ssanie smoczka w tym wieku negatywnie wpływa na jego rozwój, a Ty jak gdyby nigdy nic wychodząc z przedszkola dajesz dziecku smoka - w szoku jestem

        Jedyne z tego co pisałaś co nie podobało mi się w zachowaniu pani, to jej wyście z dzieckiem na zakupy… I o tym bym porozmawiała, ale po dokładnym zastanowieniu się w jaki sposób, żeby emocje nie wzięły góry nad tym konkretnym wydarzeniem. I przede wszystkim bardzo grzecznie i spokojnie…
        Niestety wydaje mi się że nie jesteś gotowa w tej chwili na taką rozmowę…

        • Zamieszczone przez agat79
          Tak analizuje tekst, ktory napisalam, zaczynajac watek. Podalam te przyklady nauki nocnika, smoczka, kubka, jako rzeczy dla mnie za szybko, (a wyscie to wziely za glowny punkt mojego problemu z pania!!!), bo wszystko dzialo sie to w pierwszym miesiacu, kiedy dziecko uczylo sie nowej zyciowej sytuacji. NIe napisalam, ze jestem za to na pania zla, ze mi uczy, tylko, ze za szybko wszystko. Jezeli dziecko dopiero sie przyzwyczailo siadac na nocniczku, a ona juz go chowa, i wysyla na toalete, i sama mowi, mi, ze mloda szuka nocnika, a ta ja do kibelka musi kierowac??? to chyba nie do konca tak z fala potrzeb dziecka?? poza tym mloda nie rozumie niemieckiego!! dla niej jest to wszystko podwojnie ciezej, niz dziecku, wychowujacego sie w niemieckim domu. Wczujcie sie jako matki w ta sytuacje, a nie gancie mnie, ze jestem dla pani niesprawiedliwa- po raz wtory mowie- jestem jej wdzieczna, ale…!! Ona te wszystkie innowacje zaczynala, kiedy Vicki jeszcze z placzem zegnala sie ze mna, jako totalnie nowe dziecko! Nie wypowiedzialyscie, co do imienia, jestem ciekawa jak Wy sie na to zapatrujecie. Myslicie, ze dziecko powinno byc wszedzie tak samo wolane, czy jest to obojetne?? Poza tym chce omowic sprawe tego wyjscia do sklepu, o ktorym pisalam. Co do kapci- moze jest to i drobiazg, ale jak sie te drobiazgi nawarstwiaja, to tez sie inaczej na wiele rzeczy patrzy. Jezeli po raz kolejny widze powpychane jezyki w srodek buta- czyli mloda brodzila w sniegu “otwartych”butach, tylko na rzepy, a jezyk z futerkiem w srodku- to jest pani niewazne, chociaz maja obowiazek mlodszym dzieciom pomagac przy ubraniu- dodam, ze jest ich 5 na 24 dzieci!!!, zeby nie bylo niedomowien, ze przy tyyylu dzieciach nie ma mozliwosci!! Albo epizot z kremem- od kiedy zaczela chodzic do przedszkola, panie po obiedzie kremuja buzki. Mloda zaczela dostawiac wysypke. Po weekendzie wysypka przysychala, po przedszkolu znowu sie pojawiala. Ja sie pytam pani, ze moze od kremu, a ona mi zaczyna opowiadac, ze Vicki sie oblizuje, ze ma katarek, i tysiac piecset opowiesci, jakby chciala moje zdanie obalic, bo co ja tam wiem. Kiedy spytalam, czy moge przyniesc krem, ktory stosuje w domu, nie bylo problem, i od kiedy zaczela smarowac innym kremem, pryszczyki zniknely, ale znow musialam najpierw z pania w dyskusje wchodzic, gdzie pani probowala mnie za wszelka cene odwiesc od tego, ze winny jest krem!! I tak z kazda rzecza, obojetnie. Ostatnio slyszalam, ze Vicki stoi na podworku z boku, i chyba ma ca ciasne spodnie i kurtke!!! Ja jej na to, ze jak wychodze z nia popoludniu, to nie zauwazylam, zeby ubrania jej ruchy ograniczaly. Wiadomo, w zimowych rzeczych ogolnie czlowiekowi trudno sie poruszac, ale za ciasne???? Hmmmmm. No i tak non stop. Takie dwie z nas uparte baby. dlatego usiadziemy we wtorek pogadamy, bo tak nie moze byc, zeby codziennie byly rozmowy, dyskusje, i takie “przeciaganie sznurkow”. Ja przynajmniej tak sie czuje. Moze i jestem dziwna, ale coz, taka juz jestem!

          Agat założyłaś wątek chyba szukając porady, pomocy. Dostałaś ją. Może lepiej zastanowić się o co tak naprawdę chodzi. Mam wrażenie, że Ty rywalizujesz z panią przedszkolanką.
          Ok wyjście na zakupy, pomalowane papcie…… ale można normalnie o tym porozmawiać. Ty nastawiasz się jak na wojnę. Jak nauczycielka widzi “nabuzowaną matkę” to też może reagować agresywnie lub jak to się powtarza, to Cię po prostu oleje. Zawsze możesz pójść do Dyrekcji na skargę. Możesz też zostawić córcię w domu, bo ona jest “za mała”. Masz taką możliwość i możesz małą wychowywać i nauczać w domu.

          • Jeśli chodzi o imię, dla mnie to jest całkiem obojętne, bo dziecko moze mieć tysiące róznych odmian swojego imienia i bedize je kojarzyło. Generalnie fajnie, jak pani wie jak sie nazywa to czy tamto dziecko…. a że mówi inaczej niz w domu… to zwykłe czepianie sie. My do Olafa mówimy Luluś i wymaganie od świata, zeby tak go nazywał jest czysta abstrakcją… niech mówią jak chcą, byleby jemu sie podobało jak na niego mówią. Mi na przykład w wieku 14 lat spodobało sie inne odmienianie mojego imienia niz w domu i to dom musiał sie po wielu latach przyzwyczaić, że cały świat tak do mnie mówi.

            Co do spaceru, średnio fajnie, bo dziecko mogło ulec wypadkowi poza przedszkolem i poprosiłabym, zeby nie opuszczało przedszkola bez reszty grupy.
            Co do porwania, popieram poprzednie wypowiedzi, ze starszej córce udziela sie uogólniona frustracja na przedszkole.

            Kremowanie buziek bardzo sympatyczne, moje dzieci do domu wracają z przyklejonym makaronem koło uszu… nienasmarowane kremikiem, a ja i tak sie ciesze, bo makaron oznacza tylko jedno. Zjadły obiad 🙂

            I sprawa języka.
            Nic nie szkodzi, ze ona nie rozumie. Własnie dlatego, ze będzie słyszeć godzinami ten język, będzie zmuszona do używania go. Będzie musiała nauczyć się go tak, jak uczy sie języka ojczystego. I tu nie ma nacisku, nie ma za szybko, nie ma ze za wcześnie. Im wcześniej tym lepiej. Im więcej bedzie słyszeć tym szybciej sie nauczy. Jak dziecko chętnie chodzi do przedszkola i lubi go, to znaczy, ze mu to wcale nie przeszkadza, ze pani motywuje ją do mówienia.

            Generalnie.. to co ja zauwazyłam z twoich wypowiedzi to…. twoja córeczka musi być bardzo lubiana przez te panie. Widać, ze ją sobie upatrzyły jako rodzynka w grupie, zwracają na nia większa uwagę, musza ja lubiec.
            To jest tak samo jak u nas z Olafem. Jak Olo wchodzi do sali, pani wita go z uśmiechem… “a kto to do nas przyszedł, Olafek. Olafku prosze usiądź.”
            Jak wchodzi Mela pani mówi… (no.. tez z uśmiechem). “Dzień dobry, usiądź do śniadanka.”
            To moze ja jutro tez powiem, zeby przestały tak na Olafa zwracać uwagę?

            • Zamieszczone przez paszulka
              E nie… to chyba nie możliwe!! 😉

              o ty paskudo 😉

              • Zamieszczone przez agat79
                I prosze o nie komentowanie sprawy “smoczka w tym wieku”, bo akurat mam inne podejscie do tej sprawy, i mysle, ze do 3.roku zycia nie jest nic zlego w smoczku. Teraz powoli bedziemy “klasc smoka spac” w ciagu dnia.

                Przykro mi, ale nie moge nie skomentować czegoś co mi wydaje się absurdem.
                Choćby tylko dlatego, że jak kiedyś jakaś Mama przeczyta tę dyskusję to stwierdzi, że dziecko w wieku 3 lat spoko wodza może trzymać w buzi smoczek – otóż, nie, nie może.
                Proponuję żebyś pofatygowała się z dzieckiem do ortodonty i posłuchała tego co ma w tym temacie do powiedzienia.

                • Zamieszczone przez agat79
                  Albo epizot z kremem- od kiedy zaczela chodzic do przedszkola, panie po obiedzie kremuja buzki. Mloda zaczela dostawiac wysypke. Po weekendzie wysypka przysychala, po przedszkolu znowu sie pojawiala. Ja sie pytam pani, ze moze od kremu, a ona mi zaczyna opowiadac, ze Vicki sie oblizuje, ze ma katarek, i tysiac piecset opowiesci, jakby chciala moje zdanie obalic, bo co ja tam wiem. Kiedy spytalam, czy moge przyniesc krem, ktory stosuje w domu, nie bylo problem, i od kiedy zaczela smarowac innym kremem, pryszczyki zniknely, ale znow musialam najpierw z pania w dyskusje wchodzic, gdzie pani probowala mnie za wszelka cene odwiesc od tego, ze winny jest krem!!

                  Ogólnie tak myślę, ze dziwne masz podejście. Jakbyś celowo piętrzyła sobie problemy…czy coś…?
                  Nie rozumiem dlaczego pytasz Panią czy to może od kremu?
                  Takie pytania zadaje się lekarzowi – to raz.
                  Dwa – jeśli podejrzewasz, że to uczulenie od kremu X, kupujesz drugie opakowanie kremu Y jakiego uzywasz w domu, idziesz do Pani i mówisz jej:
                  moje dziecko dostało uczulenie na krem X jakim jest smarowane w przedszkolu, Proszę tu jest krem Y (wręczasz do ręki) – proszę moje dziecko smarować tylko tym kremem, gdyż nie ma na niego uczulenia.
                  Koniec pieśni. Po co jakieś dyskusje? Stwierdzasz fakt, dajesz inny krem, prosisz o kremowanie tylko tym i tyle.

                  • Ja uważam że jak najbardziej powinnaś iść na rozmowe z nauczycielką. Sprawy niewyjaśnione najbardziej nam dokuczają i frustrują ( w perspektywie czasu). Tu nawet nie chodzi o to czy wychowawczyni robi coś złego bo te uważam że z Twojego opisu wynika że dobrze opiekuje się Twoją córką, poswięca jej dużo czasu i uwagi, wie co się z nią dzieje ( a to już duży plus bo zdarzyło mi się trafić na wychowawców którzy nie byli w stanie powiedzieć co dziecko robiło w ciągu dnia). Uważam jednka że pedagog nie powinien sprzeciwiać się zdaniu dziecka – powinien się z nim liczyć i uszanować uwagi ( chyba że są paradoksalne i szkodzą a nie pomagają dziecku, ale tutaj to przecież wykluczam). Dlatego popieram to że powinnaś iść i na spokojnie porozmawiać z nauczycielka. Być może powinnaś się też wesprzeć poradą psychologa dziecięcego (jesli takiego macie w swojej placówce ).

                    • Zamieszczone przez Quadirah
                      Przykro mi, ale nie moge nie skomentować czegoś co mi wydaje się absurdem.
                      Choćby tylko dlatego, że jak kiedyś jakaś Mama przeczyta tę dyskusję to stwierdzi, że dziecko w wieku 3 lat spoko wodza może trzymać w buzi smoczek – otóż, nie, nie może.
                      Proponuję żebyś pofatygowała się z dzieckiem do ortodonty i posłuchała tego co ma w tym temacie do powiedzienia.

                      Spoko, wszystko pod kontrola 🙂 I nie zmieniajmy tematu, nie mowa tu o smoczku.

                      • Zamieszczone przez piosenka
                        Ja uważam że jak najbardziej powinnaś iść na rozmowe z nauczycielką. Sprawy niewyjaśnione najbardziej nam dokuczają i frustrują ( w perspektywie czasu). Tu nawet nie chodzi o to czy wychowawczyni robi coś złego bo te uważam że z Twojego opisu wynika że dobrze opiekuje się Twoją córką, poswięca jej dużo czasu i uwagi, wie co się z nią dzieje ( a to już duży plus bo zdarzyło mi się trafić na wychowawców którzy nie byli w stanie powiedzieć co dziecko robiło w ciągu dnia). Uważam jednka że pedagog nie powinien sprzeciwiać się zdaniu dziecka – powinien się z nim liczyć i uszanować uwagi ( chyba że są paradoksalne i szkodzą a nie pomagają dziecku, ale tutaj to przecież wykluczam). Dlatego popieram to że powinnaś iść i na spokojnie porozmawiać z nauczycielka. Być może powinnaś się też wesprzeć poradą psychologa dziecięcego (jesli takiego macie w swojej placówce ).

                        Porozmawiam, i mysle, ze jezeli ktos uwaza, ze problem jest, bez wzgledu na to co mowia inni, powinno sie porozmawiac o tym. Milo mi, ze wypowiedzialyscie sie tak licznie w temacie, troche inaczej spojrzalam na wiele spraw, ale mimo wszystko w wielu kwestiach pozostacje przy swoim.

                        • Zamieszczone przez Quadirah
                          Ogólnie tak myślę, ze dziwne masz podejście. Jakbyś celowo piętrzyła sobie problemy…czy coś…?
                          Nie rozumiem dlaczego pytasz Panią czy to może od kremu?
                          Takie pytania zadaje się lekarzowi – to raz.
                          Dwa – jeśli podejrzewasz, że to uczulenie od kremu X, kupujesz drugie opakowanie kremu Y jakiego uzywasz w domu, idziesz do Pani i mówisz jej:
                          moje dziecko dostało uczulenie na krem X jakim jest smarowane w przedszkolu, Proszę tu jest krem Y (wręczasz do ręki) – proszę moje dziecko smarować tylko tym kremem, gdyż nie ma na niego uczulenia.
                          Koniec pieśni. Po co jakieś dyskusje? Stwierdzasz fakt, dajesz inny krem, prosisz o kremowanie tylko tym i tyle.

                          Ja nie pytam pania, czy to od kremu, tylko, jezeli jest rozmowa, a ona mi sugeruje, ze od kataru, a ja nie znam przyczyny, wiec domniemam, jak to w rozmowie poprostu. Nie latam z kazdym pryszczykiem do lekarza. Poza tym nie rozumiem tego tlustego druku w tekscie?? Krzyczysz na mnie?? A co do drugiej czesci poprostu zrobilam dokladnie, jak napisalas. Ale mimo wszystko dziekuje za sugestie.

                          • Zamieszczone przez agat79
                            Ja nie pytam pania, czy to od kremu, tylko, jezeli jest rozmowa, a ona mi sugeruje, ze od kataru, a ja nie znam przyczyny, wiec domniemam, jak to w rozmowie poprostu. Nie latam z kazdym pryszczykiem do lekarza. Poza tym nie rozumiem tego tlustego druku w tekscie?? Krzyczysz na mnie?? A co do drugiej czesci poprostu zrobilam dokladnie, jak napisalas. Ale mimo wszystko dziekuje za sugestie.

                            Tłusty druk – to informacja ważna, krzyk to wykrzykniki.
                            dziwnie piszesz…..
                            Najpierw piszesz, cytuję:
                            ”Ja sie pytam pani, ze moze od kremu,”
                            A teraz piszesz, cytuję:
                            ”Ja nie pytam pania, czy to od kremu”

                            Zresztą teraz to nieważne, zaniosłaś krem, Pani smaruje dziecko odpowiednim kremem i jest OK.

                            A co Twojej poprzedniej wypowiedzi o tym, że nie jest mowa o smoczku – uważam, że skoro poruszyłaś temat 3 letniego dziecka ze smoczkiem – to jak najbardziej jest również rozmowa o smoczku.
                            O innych rzeczach się nie wypowiadam, bo już tyle mądrych rad dziewczyny Ci napisały, że nie ma sensu żebym się powtarzała – bo zgadzam się z nimi w dużej mierze.

                            • Zamieszczone przez Quadirah
                              Tłusty druk – to informacja ważna, krzyk to wykrzykniki.
                              dziwnie piszesz…..
                              Najpierw piszesz, cytuję:
                              ”Ja sie pytam pani, ze moze od kremu,”
                              A teraz piszesz, cytuję:
                              ”Ja nie pytam pania, czy to od kremu”

                              Zresztą teraz to nieważne, zaniosłaś krem, Pani smaruje dziecko odpowiednim kremem i jest OK.

                              A co Twojej poprzedniej wypowiedzi o tym, że nie jest mowa o smoczku – uważam, że skoro poruszyłaś temat 3 letniego dziecka ze smoczkiem – to jak najbardziej jest również rozmowa o smoczku.
                              O innych rzeczach się nie wypowiadam, bo już tyle mądrych rad dziewczyny Ci napisały, że nie ma sensu żebym się powtarzała – bo zgadzam się z nimi w dużej mierze.

                              Bo “Ja sie pytam pani”- bylo forma oddania dialogu w tekscie, i takim pytaniem retorycznym, uwierz, nie poszlam do pani po porade lekarska.

                              A ja uwazam, ze jezeli dziecko lubi smoczka, nie jest niczym zlym do 3 lat. Pozniej juz trzeba probowac odzwyczajac, jezeli dziecko jest zwiazane. Uwazam za mniejsze zlo, widok trzylatka ze smoczkiem, niz dwulatka bez smoczka, ktory malo nie wypadnie z wozka, patrzac za innymi smoczkami z utesknieniem.

                              • Zamieszczone przez agat79

                                A ja uwazam, ze jezeli dziecko lubi smoczka, nie jest niczym zlym do 3 lat. Pozniej juz trzeba probowac odzwyczajac, jezeli dziecko jest zwiazane. Uwazam za mniejsze zlo, widok trzylatka ze smoczkiem, niz dwulatka bez smoczka, ktory malo nie wypadnie z wozka, patrzac za innymi smoczkami z utesknieniem.

                                Wiesz co nie chce mi się argumentować, skoro swoje poglądy masz i nie wyglądasz na osobę która da się przekonać do ich zmiany (nawiązuję tutaj do tego, że Pani w przedszkolu oduczyła dziecko od smoczka a Ty nadal pozwalałaś na smoczek w domu).
                                Napiszę tylko – poczekaj, podrośnie, wypadną mleczne, zaczną rosnąć stałe… spotkasz się z ortodontą i zobaczysz co powie.
                                Czasem najlepiej przekonać się na własnych błędach.
                                Dla mnie nie jest istotny widok tego dziecka, tylko gehennę jaką będzie przechodziło nosząc aparat.

                                • Zamieszczone przez agat79
                                  Bo “Ja sie pytam pani”- bylo forma oddania dialogu w tekscie, i takim pytaniem retorycznym, uwierz, nie poszlam do pani po porade lekarska.

                                  A ja uwazam, ze jezeli dziecko lubi smoczka, nie jest niczym zlym do 3 lat. Pozniej juz trzeba probowac odzwyczajac, jezeli dziecko jest zwiazane. Uwazam za mniejsze zlo, widok trzylatka ze smoczkiem, niz dwulatka bez smoczka, ktory malo nie wypadnie z wozka, patrzac za innymi smoczkami z utesknieniem.

                                  Ja po prostu nie mogę w to uwierzyć :Szok: W przedszkolu oduczono dziecko od smoka, a Ty nadal dajesz jej smoczka w domu? Bo dziecko z tęsknotą patrzy jak inne dzieci mają smoczka?
                                  Przepraszam, jaka tu jest współpraca z przedszkolem? Ma być tak, jak Ty chcesz, niekoniecznie czy to dobrze dla dziecka?

                                  • Zamieszczone przez agat79
                                    Bo “Ja sie pytam pani”- bylo forma oddania dialogu w tekscie, i takim pytaniem retorycznym, uwierz, nie poszlam do pani po porade lekarska.

                                    A ja uwazam, ze jezeli dziecko lubi smoczka, nie jest niczym zlym do 3 lat. Pozniej juz trzeba probowac odzwyczajac, jezeli dziecko jest zwiazane. Uwazam za mniejsze zlo, widok trzylatka ze smoczkiem, niz dwulatka bez smoczka, ktory malo nie wypadnie z wozka, patrzac za innymi smoczkami z utesknieniem.

                                    Agat, mylisz się i to bardzo.

                                    Moi pożegnali sie ze smoczkiem coś koło roku.
                                    Uwierz, że nie patrzyli tęsknym wzrokiem za nim, absolutnie, po prostu zapomnieli.
                                    To są przyzwyczajenia dziecka, do których to rodzice doprowadzili i to jak widać niektórym rodzicom trudniej dokonać zmian niż dzieciom.

                                    Dziecko szybko dostosuje się, że nie ma smoczka, bo mu niepotrzebny.

                                    Powiedz mi, a czym się różni według ciebie czerlatek a trzylatek ze smoczkiem. Dlaczego trzylatek może mieć smoczka, a czterolatek już nie?

                                    To nie chodzi już o widok, to namniejsze zło. Ortodonta raz, dwa logopeda wyjaśni skutki długiego ssania smoczka.

                                    • Tak sobie pozwolę co do smoczka – oczami wyobraźni widzę, jak pół przedszkola go nupla i zostawia na nim co ma cenniejszego w paszczy

                                      • Zamieszczone przez ulaluki
                                        Agat, mylisz się i to bardzo.

                                        Moi pożegnali sie ze smoczkiem coś koło roku.
                                        Uwierz, że nie patrzyli tęsknym wzrokiem za nim, absolutnie, po prostu zapomnieli.
                                        To są przyzwyczajenia dziecka, do których to rodzice doprowadzili i to jak widać niektórym rodzicom trudniej dokonać zmian niż dzieciom.

                                        Dziecko szybko dostosuje się, że nie ma smoczka, bo mu niepotrzebny.

                                        Powiedz mi, a czym się różni według ciebie czerlatek a trzylatek ze smoczkiem. Dlaczego trzylatek może mieć smoczka, a czterolatek już nie?

                                        To nie chodzi już o widok, to namniejsze zło. Ortodonta raz, dwa logopeda wyjaśni skutki długiego ssania smoczka.

                                        Popieram.

                                        Moje dzieci nigdy nie miały smoczków i nigdy nie patrzyły tęsknym wzrokiem za smoczkiem. A trzylatek ze smoczkiem to widok nieciekawy i IMO świadczy o rodzicach…
                                        Naprawde zdziwił mnie ten wątek.
                                        Tej przedszkolance raczej należy podziękować niż mieć pretensje, bo dziecko było do tyłu z niektórymi sprawami a teraz nie odbiega od grupy.

                                        • Zamieszczone przez scarlet

                                          Tej przedszkolance raczej należy podziękować niż mieć pretensje, bo dziecko było do tyłu z niektórymi sprawami a teraz nie odbiega od grupy.

                                          święte słowa.

                                          Znasz odpowiedź na pytanie: Moj problemik z przedszkolanka- rozmowa juz we wtorek!!

                                          Dodaj komentarz

                                          Mozarella w ciąży

                                          Dzisiaj naszła mnie ochota na mozarellę. I tu mam wątpliwości – czy w ciąży można jeść mozzarellę?? Na opakowaniu nie ma ani słowa na temat pasteryzacji.

                                          Czytaj dalej →

                                          Ile kosztuje żłobek?

                                          Dziewczyny! Ile płacicie miesięcznie za żłobek? Ponoć ma być dofinansowany z gminy, a nam przyszło zapłacić 292 zł bodajże. Nie wiem tylko czy to z rytmiką i innymi. Czy tylko...

                                          Czytaj dalej →

                                          Dziewczyny po cc – dreny

                                          Dziewczyny, czy któraś z Was miała zakładany dren w czasie cesarki? Zazwyczaj dreny zdejmują na drugi dzień i ma on na celu oczyszczenie rany. Proszę dajcie znać, jeśli któraś miała...

                                          Czytaj dalej →

                                          Meskie imie miedzynarodowe.

                                          Kochane mamuśki lub oczekujące. Poszukuję imienia dla chłopca zdecydowanie męskiego. Sama zastanawiam się nad Wiktorem albo Stefanem, ale mój mąż jest jeszcze niezdecydowany. Może coś poradzicie? Dodam, ze musi to...

                                          Czytaj dalej →

                                          Wielotorbielowatość nerek

                                          W 28 tygodniu ciąży zdiagnozowano u mojej córeczki wielotorbielowatość nerek – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać...

                                          Czytaj dalej →

                                          Ruchome kolano

                                          Zgłaszam się do was z zapytaniem o tytułowe ruchome kolano. Brzmi groźnie i tak też wygląda. dzieciak ma 11 miesięcy i czasami jego kolano wyskakuje z orbity wygląda to troche...

                                          Czytaj dalej →
                                          Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                                          Logo
                                          Enable registration in settings - general