Moja cesarka – dlugie!

Tak jak już kilkakrotnie wspominałam na forum moja dzidzia ułożona była pośladkowo i bardzo bałam się cesarki. Teraz jednak widzę ze takie ułożenie to chyba było zrządzenie losu 🙂
10.04.2005 godz. 12:00
Leżymy z mężem w łóżeczku, ja troszkę nie w sosie, bo wiem ze jak nic się nie zacznie dziać do 12.04 to idę do szpitala. W międzyczasie sms od koleżanki czy już urodziłam. Oczywiście odpisuje że nic się nie dzieje.
Godz. 12:30
Idę do toalety. Zrobiłam co musiałam ale słyszę że tam nadal coś kapie! ‘to na pewno nie to’ myślę sobie ale na wszelki wypadek wołam męża. A on od razu w panikę że już musimy jechać do szpitala bo mi wody odchodzą (tyle się biedak nasłuchał o odchodzeniu wód w szkole rodzenia!). Ale ja mądrzejsza o przypadki forumowiczek myślę że jeśli już to na razie tylko sączą mi się te wody, a że do szpitala dwa kroki nie chcę jechać tak wcześnie. Poszłam się jeszcze wykąpać, umyłam głowę i zjadłam sobie zupkę (w razie jakbym miała rodzić to nie na głodnego).
Godz 13:30
Znowu idę do toalety obadać sytuację i stwierdzam że podpaska caaała już przesiąknięta. Ale już nic nie mówię mężowi tylko dzwonię do brata. Akurat tego dnia pożyczył od nas auto żeby pojechać na giełdę. Rodziców też nie było w mieście. No więc biorę za telefon a tu chlup ze mnie!!! Patrzę na podłogę a tu gdzieś szklanka wody. Mój brat oznajmia mi że będą dopiero za godzinę więc mąż dzwoni po koleżankę. Wcześniej myślałam sobie że w razie co to pójdziemy na pieszo, ale teraz przy każdym ruchu się ze mnie lało więc zrezygnowałam J
Godz. 14:00
Jesteśmy na izbie przyjęć. Na lekarza długo nie czekałam. Ten przyszedł stwierdził 3 cm rozwarcia i położenie pośladkowe i od razu powiedział ‘na stół’. Na porodówce podłączyli mi jeszcze kroplówkę z solami. Miały zejść dwie a w międzyczasie wszyscy się przygotowywali do mojej cesarki.
Godz 15:00
Leżę już na stole. Dookoła personel w maskach, jakieś narzędzia… Nagle ktoś mnie pyta o której jadłam a ja na to że o 13tej. No i klapa! Doktor na to że trzeba czekać, pyta czy nie wiedziałam że przed operacją nie można jeść minimum 6 godz bo inaczej mogłabym się zadławić wymiocinami :/ Ja na to że nie wiedziałam (KŁAMĘ, bo doskonale wiedziałam że nie można jeść tylko nie wiedziałam że tak szybko się wszystko potoczy). Znowu musiałam przejść na łóżko porodowe i znowu kroplówka z solami.
Godz 16:00
Zaczynam czuć skurcze. Najpierw co 15 min a potem już co 10! Nagle stają się coraz bardziej bolesne. Podłączyli mnie pod KTG ale położna mówi że nie widzi żadnych skurczy. NIE WIDZI? Ja wiję się z bólu a ona nie widzi skurczy? To jakie one muszą być żeby był zapis? (myślę sobie) W międzyczasie piszę setki smsów do znajomych ze rodzę, dzwonię do męża który czeka za drzwiami, jednym słowem robię wszystko by czas szybko zleciał.
Godz 17:00
O matko! Ja chcę już na ten stół! Co skurcz to wypływają ze mnie wody. Przychodzi lekarz, bada mnie jakby chciał przebić pęcherz, ale przecież te wody to już ze mnie dawno wypłynęły – myślę sobie.
Godz 17:30
Coś zaczyna się dziać na bloku operacyjnym, nagle przychodzą po mnie. Kładę się na stole. Pan anestezjolog, bardzo miły lekarz każe położyć się na boku. O nie! Tego boję się najbardziej! Pan doktor dokładnie informuje mnie o każdym swoim ruchu – teraz przemywam, teraz proszę leżeć spokojnie będę zakładał cewnik. Czuje pani ciepło w nogach? A ja na to że nie. On w szoku. Ale nagle czuję że tak mi dziwnie drętwieją nogi. No to jestem znieczulona – myślę – NIC NIE BOLAŁO! Dodam tylko że w czasie wkłuwania nie myślałam o tym tylko o naszych najcudowniejszych wakacjach w Chorwacji J Ale naprawdę nie ma się czego bać!
Godz 17:45
Julcia jest już na świecie! Słyszę jej płacz. Nie położyli mi jej na piersiach, ale może nawet lepiej, bo zbytnio nie było miejsca przez ten parawan. Zaraz mi ją jednak pokazali. O jejku – jak ona ma dużo włosków. Zasłoniła się łapkami i zaraz wzięli ją na oddział noworodków.
Dalsza część operacji przebiegała w bardzo przyjaznej atmosferze. Ja ubolewałam nad tym że Niunia będzie leniuszkiem bo urodzona w niedzielę. A tu zaraz sprzeciw, okazało się że jeden z lekarzy i anestezjolog urodzili się w niedzielę J O 18:30 skończyli mnie szyć. Najgorszy szok przeżyłam jak przenosili mnie ze stołu na łóżko – ja patrzę a tu moje nogi w górze, a ja nic nie czuję. Dziwne uczucie.

Dopiero koło 21 zaczęłam odzyskiwać czucie w dolnej części ciała. Miła pani położna podała mi pyralginę w zastrzyku. Mimo wszystko czułam troszkę ból w miejscu cięcia ale był on do zniesienia. Cały następny dzień musiałam leżeć. Około 14tej wyprosiłam podniesienie zagłówka, to leżenie na wznak bez podnoszenia głowy było koszmarem – potwornie mi się nudziło. Nawet pogadać z nikim nie mogłam. O 17tej pozwolono mi się podnieść z łóżka. Rzeczywiście nie było to zbyt przyjemne uczucie. Palący ból w okolicach rany. Słyszałam że przed wstaniem powinni dać jakieś znieczulenie. Ja nic nie dostałam ale przeżyłam J Poszłam nawet pod prysznic (przy tym wstawaniu potwornie się spociłam!). Potem musiałam jednak usiąść i odpocząć. Wieczorem przyszli moi rodzice i mąż, a że odwiedziny były tylko w specjalnym pokoju to musiałam jeszcze raz zmusić się do wstania.
Następny dzień był już o wiele lepszy. Najgorsze było wstawanie i siadanie, ale już trzeciego dnia sama zajmowałam się Julcią. A w dniu wyjścia ze szpitala miałam już siłę robić wszystko w domu (mój kochany mąż nie pozwolił mi jednak niczego dotknąć). Tydzień po cesarce odwiedziła nas znajoma która rodziła miesiąc wcześniej i była w wielkim szoku że tak już śmigam!
Podsumowując: nie ma co się bać cesarki a tym bardziej znieczulenia. Wstawanie z łóżka boli ale jakbym miała wybierać pomiędzy tym bólem a tym co miałam podczas dwóch godzin skurczy to wolę ten po cesarce J
Mimo że tatusia nie było przy porodzie to jestem zadowolona że Julcia ułożyła się pupą do dołu i musiałam mieć tą cesarkę. Dodam jeszcze że już następnego dnia miałam pokarm i karmiłam Małą, a blizna jest cieniutka i niewidoczna nawet jak założę niskie majteczki. To tyle na dzisiaj. Spróbuje potem wkleić zdjęcie naszej Niuni. Nie zapeszając jest naprawdę kochana i grzeczna. Dużo śpi, a jak się obudzi to potrafi leżeć i rozglądać się nie płacząc.
Pozdrawiam wszystkie mamusie, a wszystkim przyszłym mamom – NIE BÓJCIE SIĘ CESARKI J

7 odpowiedzi na pytanie: Moja cesarka – dlugie!

aneci Dodane ponad rok temu,

Re: Moja cesarka – dlugie!

Beatek – jeszcze raz serdecznie gratuluję:-)
Cieszę się, że tak dłuuugo wyczekiwana córcia już jest z Wami.
Czytając Ciebie przypominałam sobie swój poród (już ponad miesiąc temu kurczę). U mnie też nie ukazywały się skurcze na KTG. Robiłam nawet podstęp, którego nie będę zdradzać bo to małe oszustewko;-)
Super że tak dobrze się czujesz po cc i że z Wami wszystko w porządku:-))
Obie nasze dzidzie są niedzielne, ale spokojnie mój mąż też jest i na lenistwo u niego nie narzekam;-)
cieplutko.

Aneta + Kinga (10 l.) i Igorek (20.03.05)

rudasara Dodane ponad rok temu,

Re: Moja cesarka – dlugie!

Dzięki że chciałaś się z nami podzielić swoimi odczuciami i doświadczeniem. Ja jestem przed cięciem i też mała ułożona jest pośladkowo-termin mam na 29 kwietnia. Teraz jakoś się mniej boję.Pozdrawiam

viccy Dodane ponad rok temu,

Re: Moja cesarka – dlugie!

Gratuliję dzidziusia i mam jedno małe pytanie, a mianowicie w którym miesiącu ci powiedział lekarz, że będziesz mieć cc?
Mi powiediał to w 28 tc (też ze względu na ułożenie pośladkowe), ale zastrzegł, że jescze wszystko się może zmienić.


viccy32 lata i 8tc

bogniesia Dodane ponad rok temu,

Re: Moja cesarka – dlugie!

Gratuluję córusi 🙂 W listopadzie przez cc przyszła na świat moja córeczka Dominisia. Musiałam mieć cesarkę ze względu na wadę wzroku. Też najbardziej bałam się znieczulenia, a to wcale nie boli. Niech Juleczka zdrowo się chowa:)
Pozdrawiam

Bogna i Dominika(17.11.2004)

ahimsa Dodane ponad rok temu,

Re: Moja cesarka – dlugie!

Ja mam całkiem inne wspomnienie z cesarki, nie była planowana, moje męczarnie, bo poród trwał ponad 2 doby i strach o siebie i o dziecko…potem tylko ogromną ulgę, kiedy mnie znieczulono, bo skurcze miałam już niemiłosierne, ale rozwarcie tylko 3 cmm. I tak matinurodził się z wrodzonym zapaleniem płuc, bo za długo to wszystko trwało, bo już nie było wód itd. Na szczęście teraz jest cudownym, w miarę zdrowym dzieckiem. Ale uraz został:( Pomijam fakt, że na cesarkę trafiłam z patologii ciąży, gdzie leżałam mies.! I nie mogłam rodzic z mężem, bo na blok porodowy zabierali z..5 cm. haha, szkoda, że ich nigdy nie osiągnęłam! A rodziłam dosłownie na krzesłach, gdzieś pokątnie, bo to była patologia a nie porodówka. Chore.

biedroneczka Dodane ponad rok temu,

Re: Moja cesarka – dlugie!

Cześć!

Gratuluję maluszka w domku – u mnie też ma być Julia.

Cieszę się, że tak dokładnie opisałaś swój poród – bo przybliżyłaś mi całą sytuację. Mój lekarz ostatnio namawia mnie na cc – a ja nie jestem do niej przekonana, chociaż czy taka wątłota jak ja urodzi sama, nie wiem?

Ania

idalka77 Dodane ponad rok temu,

Re: Moja cesarka – dlugie!

Gratuluję!!!
Niestety nie u każdego jest to tak pięknie i ładnie. Ja przez dwa tygodnie wstawałam trzymając się kogoś, bądź czegoś. A pierwsze trzy dni były koszmarem nie do opisania.
Najgorszemu wrogowi bym cesarki nie poleciła.
Natomiast naturalny wspominam w samych superlatywach.
Wniosek – nie można uogólniać. Co poród i co osoba, to inne odczucia i inny przebieg.

Aga, Edytka & Czarek

Znasz odpowiedź na pytanie: Moja cesarka – dlugie!

Dodaj komentarz

Karmienie
odgrzewanie nutramigenu??
CZy można nutramigen przygotować wcześniej, schować do lodówki i np za 2-3 godz odgrzać i podać dziecku. Czy tylko wolno podawać świeżo zrobiony? Ania i Szymek (~ 17 marca 2005)
Czytaj dalej
Noworodek, niemowlę
do "holenderek"
do dziewczyn przebywających w Holandii lub orientujacych się w numeracji ciuszków dzieciowych;-))) tzn moja mała nosi rozm 86 nasz polski, mąż chce małej zrobić zakupy na całe lato właśnie
Czytaj dalej