Moja przygoda z porodem nr.2

Witajcie!
Od czego zacząć? Jest tyle do opisania?
Termin miałam na 7 kwietnia i już dwa tygodnie wcześniej spakowane rzeczy do szpitala. Chciałam by wszystko się zaczęło, ale i bałam się troche bo przy pierwszym dziecku b. długo się męczyłam z powodu słabych skurczy i podobno wąskiego kanału rodnego.
A więc zacznę od pierwszych objaów. Rano 2 kwietnia w łazience stwierdziłam, że mam różwy śluz z delikatnymi pasemkami krwi. (poprzednio pojawiło się to na dobę przed pierwszymi skurczami). Ucieszyłam się, że może to to, choć wiedziałam że moge poczekać jeszcze nawet tydzień. Przez cały dzień skórcze przepowiadające miałam średnio co godzinę, dwie i trwały około 45s. Zaprowadziłam i odebrałam Jagódkę (starszą siostrę 9-10-97) z przedszkola, ugotowałam obiad. O 22 rozmawiałam przez telefon z teściami i chwycił mnie troche mocniejszy skurcz (tak, że Jagoda stwierdziła,że mama zrobiła się smutna, bo mina chyba musiała mi troche zrzędnąć). Wykąpałam się. Następny mocniejszy skórcz pojawił się po godzinie, później troche szybciej. Po północy stwierdziłam, że to nieprzelewki i trzeba zacząc notować skórcze. Piotrkowi powiedziałam, że może być różnie, że kładę się spać ale niewykluczone,że może się zacząć niedługo i niech przygotuje się psychicznie. Jednak nie dane było mi się przespać bo ok.1 20 pojawiły się skórcze co 5 minut. Ok.2 30 zadzwoniłam do szpitala, by spytać się co robić. Płożna powiedziała byśmy przyjechali, że lepiej zobaczyć co się dzieje i wrócić do domu niż przyjechać za późno. Dobrze. A więc zamówiliśmy taxówkę i pojechaliśmy, a mój mąż nauczony poprzednim doświadczeniem stwierdzł,że za 2 godziny wrócimy do domu. I wykrakał! Ostatni skórcz miałm pod Św. Zofią wysiadając z taxi. Przez 2 godz. w szpitalu 0 skurczy, KTG i też nic jedynie badanie wykazało rozwarcie na 1-2 palce. Lekarka powiedziła byśmy wrócili do domu bo to jeszcze może potrwać, ale jeśli znowu pojawią się przez godzinę skórcze co 5 minut to mam przyjechać. Wróciliśmy. O 5 rano leżałm w łóżku ze skurczami co 15-10 minut. O 6 30 poczułam jakby trochę więcej żedszego śluzu zemnie wypłynnęło (przecież nie mogły to być wody – tak mało i śluzowate). Przed 7 pojawiły się skurcze co 5, a nawet 3 minuty. Piotrek pojechał do pracy (stwierdziliśmy,że skoro nie wiadomo kiedy się zacznie to nie ma sensu by siedział w domu. Gdyby jednak okazało się na 100% że toto to miał zaraz przyjechać do szpitala). 10 po 8 znowu jechałam do szpitala i znowu sytuacja się powtórzyła. Leżąc podłączona do KTG, które nic nie pokazywało, zastanawiałm się czy znowu nie wyślą mnie do domu i czy następnym razem mam jechać jk skórcze będą co 1 minutę!!!!!! (postanowiłam,że jeśli badanie ginekologiczne nie wykaż postępu położę się w poprzek drzwi i powiem,że się nie ruszę -to rzart-). Naszczęście okazało się, delikatnie sączą się zemnie wody. HURRA! JUŻ MNIE NIE WYŻUCĄ!!!!! ZACZĘŁO SIĘ!!!!!
Zadzwoniłam po męże (który ledwo co dojechał do pracy).
Podczas załatwiania formalności, byłam już spokojniejsza więc i skurcze zaczęły się powoli pojawiać. (widocznie miałam jakąś psychiczną blokadę chamującą w szpitalu skórcze).
Około 9 30 trafiłam do sali morelowej na bloku do porodów rodzinnych. Położna pokazała mi, gdzie położyć ubranie i jak będę gotowa bym ją zawołała. Przebrałam się. Przyszła położna i założyła mi welflon. Miałyśmy czekać, próbując wzmocnić skurcze w sposób naturalny (chodzenie i masowania sobie sutków i inne ćwiczenia) gdyby to nie pomogło to po 6 godz. małam dostać oxytocynę. Postanowiłam być grzeczna i ściśle wykonywać polecenia, by urodz sprawniej niż poprzednio. Około 10 z minutami przyjechał Piotrek. Wcześniej położna próbowała przbić do końca błony płodowe by spowodować przyspieszenie akcji. Brry! nie było to przyjemne (trymając palce w szyjce próbowała przebić pęcherz). nie udało się.
Tak więc spacerowałam, masując sutki, przy skurczach wieszałam się na drabinkach, a Piotrek masował mi plecy ( TO PRZYNOSI ULGĘ). Później KTG, które wykazało skórcze, ampicylina (profilaktycznie 6 godzin po pęknięciu pęcherza) i wkońcu udało się przebić pęcherz (poczułam spływające po mojej pupie ciepełko). Teraz skakałam na piłce (cudownie – w przerwach pomiędzy skurczami kłysząc sie lekko drzemałam). Kolejne badanie po 13 z palcami położnej w szyjce wykazało źe rozwarcie 4 cm, główka dobrze wstawiona i skórcze mocne (co czułam, a otoczenie słyszało bo starającię dobrze oddychać robiłam to przez struny głosowe). Od ok.14 30 z rozwarciem 4 cm byłam w wamnie, najpierw ciesząc się,że skórcze mniej czuję a później już nie wyrabiaj z bólu bo naszły mnie totalne skórcze. O 15 – 6cm i położna poinformowała mnie, że za godzine będzie po wszystkim. NIE BYŁAM GOTOWA NA TAK SZYBKI KONIEC!!!!! O15 30 wypezłam z wanny ze skórczami partymi, które były inne niż za pierwszym razem (klasyczne totanne parcie na pęcherz moczowy i…) O 15 40 przy skórczu położna kazała mi przeć, ale bałam się ze mnie rozerwie. Wylondowałam na łóżku leżąc na boku z nogą trzymaną przez Piotrka i położną dopingującą mnie do wysiłku. Parłam! Brakowało mi sił i ze 3 razy główka pojawiała się na 3 cm i cofała. W KOŃCU O 16 03-04-03 URODZIŁAM swoję drugą córeczke (51cm 3,100kg 10pt). Miałam małe nacięcie w pobliżu starej blizny bo tam skóra nie chciała się rozciągnąć). 2 godziny miałam niunię na rękach całą umorsaną jak ją Pan Bóg stworzył. Pioterk przecią pępowinę, i mimo,że teraz ma 3 cipuchy (zemną liczac) bł naprawdę szczęśliwy, chybe nie widziałam przez 8 lat tyle radości na jego twarzy (przy pierwszym dziecku niewiele pamiętam bo byłam na “prochach”).
Na własnych nogach dotałam na blok poporodowy i nastepnego dnia mogła bym biegać!!!!! Niestety mała miała żóltaczkę i nawet musiała brać lampy (fototerapia przy bilirubinie 17,3) i wyszłyśmy 9-04.

A teraz troche reklamy! polecam Szpital Św. Zofii. Warto zapłacić 500 zł za salkę. Obsługa super, o wszystkim informacje z uśmiechem. Na poporodowym pomoc na zawołanie ( z pbserwacji bo nie była mi potrzebna ).

Pa Trzymam kciuki za te co rodzić będą. Trzymajcie się. Jak macie pytania to odpowiem. Teraz idę przewinąć moją młodszą córeczke i pomyśleć wkońcu nad imieniem!!!!

Agnieszka – Mysia

Mysia

3 odpowiedzi na pytanie: Moja przygoda z porodem nr.2

Dodane ponad rok temu,

Re: Moja przygoda z porodem nr.2

Ponownie gratuluję :-)dzielna z Ciebie babeczka…
z imieniem czekaliscie bo nie znaliscie płci, czy poprostu chcieliscie zdecydowac po narodzinach?

Pozdrawiam

Weronka (termin 6.06.03)

awkaminska Dodane ponad rok temu,

Re: Moja przygoda z porodem nr.2

znaliśmy płeć, ale stwierdziliśmy (tak jak poprzednio) że imie wybierzemy jak będzie dzidzia. Ja osobiście mam jeden typ, ale jutro siądziemy z mężem i na spokojnie (nie było do tej pory czasu) pomyślimy wertując księgi imion. Poza tym mamy termin na “rejestracje” na 18-04, więc jest jeszcze troche czasu.

Pa

Mysia

Dodane ponad rok temu,

Re: Moja przygoda z porodem nr.2

Pieeeknie! Gratuluje !!

gucia i mała Ninka (26.04.2003)

Znasz odpowiedź na pytanie: Moja przygoda z porodem nr.2

Dodaj komentarz

Noworodek, niemowlę
Witam w gronie mam:)
Witajcie Mamusie! 25-go marca dołączyłam do Waszego szczęśliwego grona. Zostałam mamusią małego Igora - 3300, 56 cm :) Poród z powodu nagłego krwotoku spowodowanego odklejeniem łożyska zakończył się cc i gdyby
Czytaj dalej
Noworodek, niemowlę
Co my mamy.......
... czego nie miały nasze Mamy gdy my byłyśmy niemowlakami - czytałyście artykuł w "dziecku"????? 1. pampersy!!! (mój prywatny nobel dka odkrywcy :-))) 2. pralki automatyczne i proszki specjalne dla ubranek
Czytaj dalej