może nie warto,ale musiałam-długieeee

wreszcie mam chwilę żeby wam opowiedzieć jaki to mieliśmy miły wieczó przedwigilijny

jak wiecie mój mąż jest Latynosem, jego rodzina Dorianka jeszcze nie widziała, ale jak tylko ma okazję to przez kogoś podaje rzeczy dla nas.

mamy tu ex-kolegę z tego samego kraju i miasta, jego ciotka i siostry miały przyleciec na święta, my nie prosiliśmy o przywiezienie nam czegokolwiek, kolega sam zaproponował.

TEściowa skontaktowała się z ciotką, ciotka od razu wykazała brak dobrej woli, z jakichś tam powodów, ale potem zadzwoniła że prośba od siostrzeńca to dla niej rozkaz i żeby podać te rzeczy (dwie koszulki, małe pudełko z zabawką, i trzy sztywne ksiązeczki edukacyjne za cięzkie pieniądze, jakieś inne książeczki cienkie i małe), teściowa nie zjawiła się więc ciotka zaczęłą się tak napraszać że w końcu rzeczy powędrowały do niej, wg wersji teściowej której wierzę bo nie mam powodu nie wierzyć, ciotunia wpakowała wszystko do oddzielnej walizki, całość zważono i mozna tam było dołozyć jeszcze dużo wiecej rzeczy, których już teściowa nie miałą, więc odeszła z takim stanem wiedzy że wszystko zostało zapakowane

W niedziele przyleciałą cioteczka, ale ni emęczyliśmy jej pytaniami gdzie nasze rzeczy tez wyczekiwane przez nas bo mąż nie widział rodziców od kwietnia 2003

W końcu łąskawie w czwartek rzeczy miały być nam oddane

Spodziewaliśmy się trzech książeczek dla Dorianka, stosunki z tym kolegą (ex) i jego rodziną były dobre i poprawne, ale mąż nawet nie został zaproszony do mieszkania żeby być przedstawionym ciotce, co już było dziwne, a druga rzecz że kolega był zielony na twarzy jakby trawiony jakimś strachem czy stresem, oddał torbę z rzeczami przed domem.

W torbie była tylko jedna książeczka i brakowało jeszcze kilku drobiazgów, a kilka dni wcześniej kolega oznajmił że ma dla nas książki ( w liczbie mnogiej)

Mąż przyszedł do domu lekko skonfundowany i zaskoczony, nic nie mówiąc

Zaczęliśmy analizować to co widział i zaistniała sytuację – gdzie do cholery podziały się trzy książeczki, skoro na oczach teściowej ciotunia pakowała je do walizy???

Zaczęliśmy podejrzewać że może zobaczył je syn kolegi (5 lat), spodobały mu się a jako że jest panem i władca więc nie mogli mu odebrać książeczek mojego dziecka

Już nie dowiemy się co naprawdę się stało, ja wzięłąm sprawy w swoje ręce i zaczełam wysyłać koledze smsy ze stanowczą prośbą o wyjaśnienie gdzie są książeczki, bo to w końcu z ich strony wyszło żeby nam coś przywieźć

Kolega chciał żeby sprawę zostawić tak jak jest twierdząc że książki zostały tam na miejscu, i żebym ja nie interweniowałą

Ale niestety nie ze mną te numery, tak się wkurzyłam, że wysłałąm kolejnego smsa, w rezultacie zadzwoniła do mnie sama ciotunia i nie dając mi dojść do słowa opowiedziała że w ostatniej chwili ktoś jej dał rzeczy dla siostrzeńca więc wypakowała nasze bo przede wszystkim musi dbać o własną rodzinę (no pewnie że tak, tylko trochę dziwne że przy długo planowanym wyjeździe w ostatniej chwili coś donoszą, zwłąszcza że ciotka na tydzień przed wyjazdem pakuje walizy w taką folię żeby nikt jej narkotyków nie podrzucił, no ale to szczegół)

Nawet jeśłi tak było to pytam ją dlaczego nie zadzwoniła od razu do teściowej, bo skoro się podjęła przywieźć rzeczy to powinna powiadomić ze nie może, a ona na to że była 10 w nocy i nie miała czasu, no jasne, 3 minuty żeby zadzwonić nie mogła znaleźć

No dobra, załóżmy że to prawda, dlaczego nie powiedziałą od razu po przylocie albo nie przekazała przez kogoś teściowej, jej siostra tam została, w końcu podjęła się tego ona sama-pytanie bez odpowiedzi

Nawet jeśłi tak było że książki zostały tam, to dopiero moja brutalna interwencja i doprowadzenie do międzynarodowej afery sprawiły że ciotka raczyła powiedziec swoją (niejasną) wersję zdarzeń i raczyła również zadzwonić do mojej teściowej (rychło w czas) i powiedzieć jej że książki zostały

Same przyznacie że super sprawa przed samymi świętami, ale jak mówię, oni się podjęli tego więc powinni zrobić wszystko żeby sprawę załatwić i jeśli faktycznie nie mogli książek zabrać to od razu powiadomić teściową albo nas

Drugiego dnia świąt zjawił się kolega żeby oddać rzeczy od nas pożyczone (idiota), w tej sytuacji przygotowałam fotelik samochodowy pożyczony od niego, którego jeszcze póki co Dorianek używał, i miałam nadzieję że go nie zabierze bo w końcu chodzi o dziecko i jego bezpieczeństwo, a ten kretyn zabrał fotelik, w tym momencie naprawdę przestałam go lubić

I co wy na to? Ja jestem usatysfakcjonowana tym jak zareagowałam, być może okradziono moje dziecko a za skrzywdzenie w jakikolwiek sposób mojego dziecka na pewno nie odpuszczę

Sorry za dłuuuugi post

7 odpowiedzi na pytanie: może nie warto,ale musiałam-długieeee

betkat Dodane ponad rok temu,

Re: mo?e nie warto,ale musia?am-d?ugieeee

To jak jakas historyjka kryminalna
Chociaz przyznaje, ze nigdy nie czytalam kryminalu

Betka z Luca 22.12.03

magdawroc Dodane ponad rok temu,

Re: może nie warto,ale musiałam-długieeee

Przeczytałam.
Zatkało mnie.

inti Dodane ponad rok temu,

Re: może nie warto,ale musiałam-długieeee

nauczka, żeby jednak nie prosić o przysługi a przesylać w paczce…
nie martw sie, jeszcze nic wielkiego się nie stało, Dorianek jeszcze nie jest na tyle świadomy, zeby było mu z tego powodu przykro.
tylko zawsze przykro jest zawieść się na ludziach.

cszynka Dodane ponad rok temu,

Re: może nie warto,ale musiałam-długieeee

Ech, mama jak prawdziwa lwica broniła swoje małe lwiątko Brawo! A może i dobrze, że to już ex-kolega. Lepiej z krętaczami nie utrzymywac kontaktów. Dorianek już od początku będzie wiedział, że nie można innym na wszystko pozwolić. Przynajmniej w Nowy Rok wejdziecie ze znajomymi, którzy są warci tej znajomości.

Pozdrawiam

Ola (06.01.2003)

kata Dodane ponad rok temu,

Re: może nie warto,ale musiałam-długieeee

włąśnie o to chodzi że myśmy o to nie prosili, tymbardziej jest to wkurzające i oburzające dla mnie

kata Dodane ponad rok temu,

Re: może nie warto,ale musiałam-długieeee

no już ja Dorianka nauczę żeby sobi enie pozwolił wejść na głowę

a dziś siedzimy w domku we troje + pies, więc wchodzimy sami ze sobą i cieszy mnie to

natinka Dodane ponad rok temu,

Re: może nie warto,ale musiałam-długieeee

Uważam ze dobrze zrobiłaś, zawsze powinno się walczyć w dobrej sprawie a jeśli chodzi juz o dziecko to napewno………
Szkoda ze ja czasem zostaję bezsilna w podobnych sytuacjach ale to juz inna historia…….
Pozdrawiam

Znasz odpowiedź na pytanie: może nie warto,ale musiałam-długieeee

Dodaj komentarz

Jedno- i dwulatki
Tata to moj idol
Dziesiaj, jak tata pojechal po przedswiateczne zakupy, ogladalismy zdjecia. Nagle Michalek zobaczyc tate na zdjeciu. Na buzi pojawil sie rozanielony usmiech, wykrzyknal "ata" i przytulil sie do zdjecia. Na moje
Czytaj dalej
Mam z dzieckiem taki problem
katar- jak długo
Już kończy się powoli 3 tydzień jak Stacha męczy katar. Daję mu wapno wit. C i Euphorbium com. S i nic, leci cały czas :-/ Ile to może jeszcze trwać??
Czytaj dalej