muszę to z siebie wyrzucić- długie,nie czytać

Jestem strasznie wkurzona. Jak wiecie mój mąż jest cudzoziemcem i mamy jedną znajomą tej samej narodowości która mieszka poza miastem, ma ona męża Polaka. TEn jej mąż jest wybaczcie, jakimś totalnym ćwoczkiem, takim jaskiniowcem. Tu pozwolę sobie wylać trochę żółci i goryczy żebyście miały wgląd w sytuację co mi szarpie nerwy od kilku miechów. Ona nie zna polskeigo i jest jak się domyśłacie totalnie zagubiona, zwłąszcza że teściowa i smarkata szwagierka nie traktują jej dobrze, i zwłąszcza że mieszka w wiosce z dala od większego miasta, co oznacza że sama nie jest w staeni ani nigdzie pojechać, ani wyjść ani nawet porozmawiac z kimś bo zna tylko hiszpański. Jej jedyną winą w życiu myślę było wyjść za tego ćwoka przez co teraz ma zupełnie przerąbane. A teraz o tym dlaczego ćwoka: palant jeden nie jest w stanie nic załatwić, nawet przy kupnie biletów do jej kraju trzeba było im pomóc bo sami nie byli w stanie nawet określić miasta do którego lecą, a są to ludzie którzy spędzili kilka lat za granicą więc powinni COŚ umieć zrobić w tym kierunku. Noc przed ich wylotem, w momencie kiedy już powinni być dawno w drodze, w środku nocy dzwonią nagle do nas (ja byłam wtedy w 5 miesiącu) żeby.mój mąż zawiózł ich do Warszawy, dokąd jest kilka godzin drogi od nas!!!! Wcześniej nie mogli się z nim umówić żeby ich zawiózł, nie, dopiero jak jakiś miejscowy, umówiony pijaczyna zniknął gdzieś bez wieści, a oni powinni być już w drodze, to wtedy dzwonią. I co? I znienacka, zwąłszcza że mąż odebrał telefon, zgodził się na to, a to była zima itp, a on rano do pracy. Macie pojęcie jak się mogłam wk*?
TEraz ten mężuś jej wyjechał za granicę i ją zostawił samą i zagubioną w swojej wiosce, i coraz to wynika coś, że trzeba w czymś pomóc. Np. ona ze względu na to z jakiego kraju pochodzi potrzebuje wszędzie wizy, a ten idiota zostawił ją i pojechał i nawet nie dowiedział się co jej trzeba do zrobienia tej wizy. I oczywiście kto musi dzwonić do ambasady, i jechać do tej ambsaday i wszystko z nią robić? My z mężem i jeszcze jeden znajomy. Wkurza mnie to okropnie, nie to że jestem świnia i nie mam ochoty pomóc komuś w potrzebie, nie. Tylko co do cholery robi jej mąż, kto najpierw ma się nią zająć jak nie on i jego rodzina? I gdzie on jest? Wyjechał sobie. A mój mąż właśnie pojechał po nią na dworzec bo przyjechała, i ma nocować, oczywiście gdzie? U nas. Pomyślicie sobie że jestem totalna beznadziejna świnia, ale ja nie nawidzę mieć kogoś w domu, jestem jak Shrek, chcę być sama, dobrze mi z tym, a tu jeszcze prawie mnie stawiają przed faktem dokonanym. Jeszcze niby mój mąż miał jechać z nią do Warszawy do ambasady ale nic z tego, bo on zostaje tu ze mną bo jestem w 37 tc. Nie wiem czy rozumiecie co mnie tak wkurza: że tamten jest kompletnym niemyślącym idiotą i zostawił ją biedną samą, tylko że dlaczego my musimy za to płacić? To nie nasza odpowiedzialność. Dlaczego ja za każdym razem jak o niej słyszę siwieje z wkurzenia, ja mam włąsne problemy, a zwłąszcza teraz w końcówce potrzebuję spokoju, ale zdaje się że ktoś tego w ogóle nie zauważa. Nie odpowiada mi ta sytuacja, bo mówię, przed wszystkim powinno się zapewnić jej tu jakiś byt a nie zwalić wszystko na innych, a ci inni mają swoje życie i swoje zajęcia. Szlag mnie trafia bo nawet nie mam jak jej przenocować, mam jakies stare krzywe łóżko, ale ani kołdry ani poduszki, i przede wszystkim nie mam na to ochoty. To mój dom i mam prawo mieć w nim święty spokój. Pewnie po tym co tu napisałam widzicie mnie jako niezłą jędzę i świnię, co nie chce pomóc innym,ale starałam się wyjawić moje argumenty i sposób myślenia. Nie wiem czy coś z tego zrozumiałyście bo pisząc to jestem okropnie wkurzona, wczoraj aż mi się serce tłukło z nerwów i słabo mi się zrobiło. Mam nadzieję że mnie nie zdołujecie jakąś straszliwą krytyką, ale ja naprawdę mam tego dość. Lepiej juz skończę.

Przepraszam ale musiałam to z siebie wywalić, bo to że się poryczałam jak głupia to nie wystarczy

Kasia i biedny Dorianek

13.06

23 odpowiedzi na pytanie: muszę to z siebie wyrzucić- długie,nie czytać

  1. Re: muszę to z siebie wyrzucić- długie,nie czytać

    NIE JESTES ZADNA JEDZA I SWINIA !!!!
    z jednej strony zal mi tej dziewczyny, bo nie dosc, ze cudzoziemka, to jeszcze jaka – z Ameryki Poludniowej, pol swiata stad. wyobrazam sobie jak czuje sie dziewczyna latino na polskiej wiosce. ale z drugiej strony…. ona wyglada na niezaradna, ale jak cos przyjdzoe zalatwic, to wie DO KOGO dzwonic? po co ma sama cos robic w tym kierunku, jak Kasia z mezem to zrobia? ja na jej miejscu nauczylabym sie podstawowych zwrotow, kupila jakies rozmowki i wszystko bym zalatwila. z drugiej strony jej mezus to jakis koszmarek !
    mozna pomoc raz, drugi czy trzeci – ale Kasia, jestes w 9 miesiacu ciazy, a poza tym nie jestes agencja zalatwiajaca sprawy cudzoziemcow w polsce. jesli mozesz cos zrobic i nie bedzie to wymagalo nie wiadomo czego, to czemu nie pomoc. ale chyba kazdy, wszystko jedno czy Eskimos czy Murzyn wie, co to ciaza, bo wszyscy rozmnazamy sie tak samo.

    kurcze, co za ludzie…..
    jedno jest pewne: nie daj soba pomiatac ani wymuszac zalatwienia wszystkiego “bo ona taka biedna”.

    Maja +

    • Re: muszę to z siebie wyrzucić- długie,nie czytać

      Nie denerwuj sie tak duzo!!! Pociesze Cie tym ze ja mam bardzo podobne podejscie do takich sytuacji, mozna komus pomoc ale bez przesady, a w domu tez najlepiej czuje sie sama, chociaz nie raz przyjmowalismy gosci nawet i na 6 miesiecy!!!!
      Nie obwinaj sie bo masz prawo do wlasnego zycia.
      A tym znajomym to poprostu musisz powiedzec ze w tej chwili nie mozecie im pomoc bo ty sie zle czujesz, lada chwila mozesz rodzic i wolalabys zeby maz byl przy tobie… A jak dzidzus sie juz urodzi to tak samo, powiesz ze dziecko pochlania caly Twoj czas i potrzebujesz meza do pomocy.
      Powinni to zrozumiec, a jak nie to naprawde nie wiem co to za ludzie!!!

      Pozdrawiam

      Monika i Olus 04.11.03

      • Bardzo podobna historia…

        Mialam ostatnio podobna sytuacje. Moj maz jest Polakiem, ale mieszkamy za granica (Holandia) W lutym w szpitalu spotkalismy Polke z malym dzieckiem. Zagadnela nas, wymienilysmy sie telefonami, zaczelysmy sie spotykac… Okazalo sie, ze ma dziecko z Surinamczykiem (Murzyn, Surinam to dawna holenderska kolonia – stad jego obywatelstwo). Dziewczyna po 3-mieisecznym kursie niderlandzkiego, zero angielskiego… Zaczelo sie od drobnych rzeczy – nie maja samochodu, a musza gdzies jechac, nie zna sie kompletnie na komputerach, a chcialaby jakies przepisy dla dzieciaczka na zupki, etc… Wiec wozilam, szkolilam z Inetku, etc… Jakies dwa tygodnie temu mowi mi, ze ten facet ja bije. I ze zdecydowala sie pojechac do PL. Ale nie ma paszportu dla dziecka. Wiec poszlysmy razem do gminy, do zdjecia, zalatwilysmy papierki – na paszport trzeba tydzien czekac. jest poniedzialek. We wtorek od rana telefony i smsy – jak to on ja strasznie traktuje, jakie rzeczy jej mowi, etc. Pocieszalam, tlumaczylam… W srode rano czestuje mnie historyjka, ze on grozil jej nozem. Ublagalam meza zeby mogla sie od czwartku przeniesc do nas. Poniewaz mieszkanko mamy malenkie (dwa male pokoiczki, a do tego sciany cienkie takie, ze wszystko slychac – na przyklad kazda glosniejsza rozmowe sasiadow), nie bylo nam latwo sie na to zdecydowac. Sasiadujemy z ludzmi, ktorzy podobnie jak moj maz ciezko i duzo pracuja. Codzinnie wstaja wczesnie rano. Ta kolezanka niejednokrotnie byla u mnie, doskonale sobie z tego wszytskiego zdawala sprawe. I zapewniala mnie, ze dziecko jest bardzo spokojne, a noce przesypia cale i budzi sie okolo 7 rano. Wiesz jaka byla rzeczywistosc? Dziecko halasowalo przez caly dzien – bo ono nie plakalo a piszczalo. I chyba nie bylo w tym nic nadzwyczajnego, bo dziewczyna nie wygladala ani na zaniepokojona ani na zaskoczona takim zachowaniem. Usypialo okolo 23 placzac wczesniej przez okolo godzine, budzilo sie kilkakrotnie w nocy z piskiem, a potem okolo 5 rano znow pisk, bo bylo glodne. A potem bawilo sie do 7, 8 w lozku krzyczac, piszczac i smiejac sie naprzemian. Czekalam na moment kiedy sasiedzi mnie zlinczuja lub zaczna wydzwaniac do wlasciciela ze skargami. A moj maz padnie ze zmeczenia po kolejnym dniu harowki i nieprzespanej nocy.

        Mnie tez mozesz nazwac egoistka, swinia, czy jak chcesz. Ale nastepnym razem 3 razy sie zastanowie zanim do kogos wyciagne reke, bo widze ze ja mam skrupuly poprosic kogokolwiek o najmniejsza przysluge, a ludzie bez jakichkolwiek skrupulow wykorzystuja moje dobre serce, brak asertywnosci i dbania o wlasne interesy ponad wszytsko. To oczywiscie nie dotyczy moich przyjaciol i rodziny, ale w przypadku dalszych znajomych jest chyba konieczne. przykro mi to pisac, ale czuje sie oszukana (ta dziewczyna 100 razy opowiadala mi w ciagu pobytu u mnie jak zle sie od do niej odnosil – bil i mowil niemile rzeczy, ale do historii z nozem i grozeniem nie wrocila – mam wiec powazne watpliwosci co do prawdziwosci tej historyjki) i wykorzystana. I nie chce sie tak juz nigdy czuc, bo to zle nastawia czlowieka do ludzkosci wogole.

        Smutne, ale prawdziwe.

        Doskonale Cie rozumiem i wiem, ze trudno bedzie Ci powiedziec NIE jesli kiedykolwiek zdecydujecie sie odmowic im pomocy. Ale przeciez nie pisalas tego, zeby dostawac jakies rady – chcialam tylko opwiedziec Ci swoja historie, moze poczujesz sie lepiej widzac, ze inne osoby tez przez cos podobnego przechodza.

        Powodzenia, szczesliwego rozwiazania i duuuuuzo swietego spokoju! Buziaczki
        Magda

        M&M

        • Re: muszę to z siebie wyrzucić- długie,nie czytać

          No cóż szkoda tej dziewczyny,bo jest calkiem sama ale chyba wszyscy ( mąż i jego rodzina) za bardzo się przyzwyczili że wy im pomagacie i po prostu was wykorzystują i nawet nie próbują robic nic samodzielnie tylko odrazu zakładają ze zrobicie to za nich. Wiadomo pomagać trzeba ale bez przesady. Niedlugo będziesz miala swojego maluszka więc będziesz miala co robić,a Twój mąż zamiast pomagać Tobie będzie jezdzil i pomagal jej. Musicie co jakiś czas powiedziec im” Nie, przepraszamy ale nie mamy teraz czasu itp., ” dla ich wlasnego dobra, muszą nauczyć się samodzielności. A ona skoro zdecydowala sie tu żyć to musi nauczyć się tu żyć. Przydalyby się jej jakies dobre rozmówki hiszpansko-polskie, musi zacząc uczyć sie języka polskiego itd. Nie można jej zostawić samej sobie,bo napewno jest jej ciężko,ale skoro wybrala sobie na męża takiego ćwoka to niestety musi nauczyć się sama sobie radzić.
          Ania i maluszek w brzuszku

          • Re: muszę to z siebie wyrzucić- długie,nie czytać

            Dać palec to wzmą całą rękę – tak Kasiu nazwałabym całą sytuację!!! Ja doskonale Cię rozumiem i domyślam się jak może w Tobie kipić. Sama jestem w zaawansowanej ciąży, obecnie musze leżeć więc i siedzieć na zwolnieniu i nikt z pracy nie pomysli by chociaż dać mi jeden dzień spokoju na odpoczynek z tymi ich telefonami i to z BZDRURAMI!!! Ja podczas ciąży zrobiłam się nieobliczalna i wstyd się przyznać….. Ale po 2 tygodniach wyrwałam w ataku wściekłości kabel z gniazdka…. No ale czy ludzie nie mają poczucia TAKTU???
            No ale cóż, są ludzie którzy jadą po kimś jak na łysym koniu i szkoda nerwów (sama sobie to powtarzam ) na to wszystko.

            Trzymaj się cieplutko i spokojnie :))

            Edited by Delfinka on 2004/05/17 22:09.

            • Re: muszę to z siebie wyrzucić- długie,nie czytać

              O jakiej krytyce Ty mowisz?
              ja cie popieram i rozumiem 100% i tak samo bylabym zla, wkurzona itp. przede wszystkim twoj maz powinnien byc teraz przy tobie,a nie przy jakiejs kobiecie, ktora jej maz tak zostawil…
              a ty w ogole nie powinnas sie denerowac, potrzebujesz teraz spokoju i wsparcia meza, a nie zabawy w samarytanke…
              ja wiem. powinno sie pomagac, i tez to nie raz robilam i robie do tej pory, bo czasem jest mi glupio odmowic – i w tym tkwi cala paranoja, ze innym w ogole nie jest glupio prosic mnie o jakas glupia przysluga,a mi jest glupio tego nie zrobic i tez nie raz czulam sie wykorzystana… bo ja nie oczekuje zaplaty,ale chociaz jakiegos milego slowa wdziecznosci czy cos… a tu nic!
              my z mezem mieszkamy zas w berlinie i nie raz sie zdarza, ze jakis znajomy chce leciec z berlina gdzies tam, nie raz zdrza sie nam specjalnie wstawac wczesnie rano, lub w srodku nocy kogos z lotniska odbierac lub odwozic, albo przewozic np. na dworzec kolejowy – i w koncu zrozumialam – jasne jak mozna miec taksowke za darmo to dlaczego nie? niestety berlin to cholerne odleglosci i prawie nigdy nie jest to nam na reke (nie wspomne o jezdzeniu na lotnisko i wydzwanianiu tylko po bilet – jakby telefonow w polsce nie bylo !). i sobie kiedys tak pomyslalam – przeciez jeszcze dwa lata temu nie mieszkalam w berlinie, a wszyscy podrozowali tak samo, i jakos sobie dawali rade – po prostu musieli sie troche bardziej pofatygowac i np. wsiasc w metro, rozjerzec sie na mapie, lub tez zaplacic za taksowke.
              postanowilam przestac sie przejmowac potrzebami tych, ktorzy tez dadza sobie rade beze mnie…
              zreszta jak nie maja bezposredniej pomocy to wlacza sie instynkt samozachowawczy i itak jakos sobie rade dadza…
              i tez czasami robie sobie wyrzuty sumienia, ale z drugiej strony – dajmy spokoj, bo ludzie sie przyzwyczajaja ze ktos im pomaga !
              zycze ci sily i asertywnosci zeby umiec powiedziec “nie” i postaraj sie nie denerwowac
              pozdrawiam

              • Re: muszę to z siebie wyrzucić- długie,nie czytać

                Wcale nie jestes okropna. to normalne ze potrzebujesz teraz spokoju. Szkoda mi tej dziewczyny, ale tu ty jestes teraz najwazniejsza. Ja mialam troche nerwow w ciazy i Gabrysia wcale nie jest spokojnym dzieckiem. Troszcz sie przede wszytkim o siebie i malenstwo. Moze jak kilka razy nie beda mogli na was liczyc, to jej maz zrozumie, ze sam musi myslec. Zawsze mozecie odmowic tlumaczac sie twoim zlym samopoczuciem – normalka pod koniec ciazy. Niestety w zyciu jest tak, ze jak da sie komus palec, to chca cala reke.Jezeli nigdy nie powiecie “nie” to sytuacja raczej sie nie zmieni.Obawiam sie, ze musicie “zostawic ich na lodzie” kilka razy, zeby zaczeli sie o sibie troszczyc. Naprawde biedna jest ta dziewczyna, ale cale zycie przeciez przy niej nie bedziecie. Moze powinna przemyslec zycie z takim czlowiekiem.
                A ty trzymaj sie i nieczym nie przejmuj.

                OlenkaR i Gabrysia (27.01.04)

                • Re: Bardzo podobna historia…

                  o jejku, strasznie ci współczuję i rozumiem doskonale, nie jesteś żadną świnią, nie można kogoś aż tak wykorzystywać bez żadnych granic, powiem ci że mieliśmy tu sytuację z innym znajomym, który cos poważnie nabroił w relacjach z rodziną swojej żony i mieli oni wyraźnie ochotę żebyśmy my jego przenocowali, ale nie zgodziliśmy się na to, za to inny znajomy owszem i skończyło się to dla niego pewnymi stratami materialnymi. Jedno jest pewne, pomoc owszem ale do pewnego stopnia, nikt nie jest organizacją charytatywną,nie wolno dać się wykorzystywać, dlatego ja podjęłąm środki, o tym napisze w oddzielnej odpowiedzi. I owszem, już czuję się lepiej, dzięki za wsparcie, trzymaj się

                  pozdrowionka
                  Kasia i Dorianek

                  13.06

                  • jesteście kochane

                    Bardzo Wam dziękuję za odpowiedzi i za wsparcie. Zapomniałam chyba dodać wcześniej że mojemu mężowi też się to nie podoba, zwłąszcza że mnie to tak denerwuje. Tak się wczoraj wzburzyłam, że czekając aż Edgar przyjdzie z tą koleżanka do domu (bo on ją odebrał z dworca i zabrał gdzieś aż do wieczora żebym ja się nie denerwowała), siadłam i napisałam długaśny list bo czułam że zez męczenia i nerwów zwyczajnie nie doczekam żeby normlanie wyjaśnić sprawę, w liście napisałam wiele gorzkich i przykrych dla niej rzeczy, ale nie miałam wyjścia, wszystko napisałam co mi leżało na sercu. W końcu najpierw człowiek musi być w zgodzie z samym sobą. A jak coś nie tak, to szczerze o tym powiedzieć bo jak nie to szlag może człowieka trafić, a tutaj sprawy zaszły za daleko. Wręczyłam jej więc rano ten list, nie wiem czy już przeczytała, w każdym bądź razie radykalne kroki zostały podjęte.
                    Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję i pozdrawiam
                    Dorianek też pozdrawia wypinając swój tyłeczek z nie słabnącą siłą i pasją

                    13.06

                    • Re: jesteście kochane

                      Napisz koniecznie jaka była reakcja po Twoim liście! Krok faktycznie drastyczny. Znając mnie napisałabym ale przez noc by mi już przeszło…. Ciekawe, ciekawe jak to się skończy. A mąż wie o Twoim liście???
                      Zresztą co tam! Tak jak piszesz, najwazniejesze być w zgodzie ze sobą! :))

                      • Dzieki za mile slowa…

                        Dzieki Kasiu za mile slowa…
                        Wiesz, mi juz praktycznie przeszlo, jeszcze jak sie dodatkowo wypislam, ale mysle ze przy nastepnej podobnej sytuacji wroca wspomnienia…
                        Z tym listem to niezly pomysl. A ja mam jeszcze inny – moze zapiszemy sie gdzies na kurs asertywnosci? Najlepiej wirtualny albo korespondencyjny – zniknie problem odleglosci Jak wynika z postow znalazloby sie jeszcze kilka innych chetnych osob…

                        Spokoju i czestszego uzywania slowa NIE w stosunku do osob, ktore nadwyrezaja nasza cierpliwosc – Tobie i sobie i wszytskim ktore tego potrzebuja –
                        Magda i Malenstwo

                        M&M

                        • Re: Dzieki za mile slowa…

                          no tośmy się nawzajem pocieszyły, super, wprawdzie psychologia mnie nie bardzo interesuje ale mam wrażenie że ja sobie robię taki autokurs asertywności, bo mnie zwyczajnie szlag trafia i tak podjudzam samą siebie i męża żeby się nie dać, chyba nieźle mi idzie, w dobrym kierunku, i tego życzę Tobie i wszystkim którzy borykają się z podobnymi problemami – NIE DAJCIE SIĘ WYKORZYSTYWAĆ!!!!

                          pozdrowionka
                          Kasia i Dorianek

                          13.06

                          • Re: jesteście kochane

                            List napisałam wczoraj wieczorem, i najpierw oczywiście dałam mężowi do przeczytania, pochwalił mój hiszpański i oczywiście zgodził się z tym na całej linii, rano list wręczyłam, nie wiem co ona na to, bo chyba nie miała czasu go przeczytać, ja w kazdym bądź razie pozbyłam się ciężaru z serca i duszy i czuję się usatysfakcjonowana że to zrobiłam.

                            Pozdrowionka
                            Kasia i Dorianek

                            13.06

                            • wydaje się ze to…jeszcze nie koniec

                              wiecie co, właśnie zadzwonił do mnie mąż, że ona musi jutro wrócić do tej ambasady,szlag mnie trafi, nie zamierzam jej pozwolić tu znowu spać, nie wiem czy czytała list, powiem jej niech wraca do domu i bladym świtem pierwszym busem niech jedzie i łąpie bus do Warszawy, oczywiście o ile ten znajomy zechce z nią jechać drugi raz, wiecie co to istna zgroza do czego doprowadziła głupota tego jej męża, ale to już nie mój problem, po prostu ręce opadają, ale jak już powiedziałam- ja się nie dam, mowy nie ma. Trzeba zacząć być naprawdę drastycznym.

                              Pozdrawiam i podejrzewam że dam znać co było dalej
                              Kasia i Dorianek co ze złości matkę kopnął

                              13.06

                              • Re: wydaje się ze to…jeszcze nie koniec

                                badz twarda i nie poddawaj sie!
                                trzymam kciuki!

                                • Re: wydaje się ze to…jeszcze nie koniec

                                  Kasienko moja kochana Ty wiesz co ja mysle na temat schweine i Ty napewno nia nie jestes. Badz twarda i nie poddawaj sie zrob to co ja bym zrobila czyli kopniaka i za drzwi. hehe. Ale tak szczerze to powinnas jej powiedziec to co tu napisalas ze chcesz miec w tych ostatnich tyg. spokuj. Zycze powodzenia. ( tylko nie wolaj chrum chrum ) hihi

                                  Iwa i Cypek

                                  • Re: muszę to z siebie wyrzucić- długie,nie czytać

                                    Kasiu, ja doskonale wiem, jak to jest, bo należę do osób, które pomagają zawsze i każdemu i nieraz już żałowałam tego bardzo, ale jakoś nie umiem inaczej – zazdroszczę tym, którzy potrafią. Bardzo dobrze zrobiłaś, że napisałaś ten list; owszem, szkoda dziewczyny, ale przecież w końcu musisz myśleć przede wszystkim o sobie i dziecku, a zwłaszcza teraz. Wielu jest takich ludzi, którzy chętnie wykorzystują czyjeś dobre serce, ja się juz nieraz przejechałam. Zresztą mały przykład – dwa lata temu przepisałam bratu męża całą pracę licencjacką, trochę ponad 100 stron + obróbka grafiki (praca z turystyki, zdjęć było około 40, a każde musiałam sama skanować, bo on nie umie), bo mi się go szkoda zrobiło; on na komputerze zna się jak świnia na gwiazdach, a ja bardzo szybko piszę, a grafiką bawić się lubię i umiem, więc zrobiłam mu pięknie całą pracę i dodatkowo jeszcze drukowałam ją pół nocy. Kosztowało mnie to naprawdę sporo pracy, wysiłku, pięć dni czasu. Wyobraźcie sobie, że ledwo powiedział mi “dziękuję”, a potem, po przejrzeniu pracy, zadzwonił do mnie z pretensjami, że wstawiłam mu spis treści na końcu, zamiast na początku (pomijam już fakt, że tak ustalaliśmy). Rozumiem, że mógł chcieć coś zmienić, tyle, że chyba powinien to powiedzieć w trochę inny sposób? Jak usłyszał to mój mąż (wtedy jeszcze narzeczony), to się wściekł, oddzwonił i zrobił mu awanturę, że co on sobie myśli, że ja tyle dla niego zrobiłam, a on nie dość, że ledwo dziękuję powiedział, to jeszcze z pretensjami, że on na jego miejscu to by z kwiatami przyszedł albo z bombonierką czy coś takiego. A braciszek na to, cytuję: “Wiesz co, Ty już nie przesadzaj, bo przecież co ona takiego zrobiła, tylko przepisała, to ja sam napisałem tą pracę”. Było mi oczywiście cholernie przykro i przecież wcale nie chodziło o to, żeby on się “odwdzięczał”, tylko o jego podsumowanie mojego wysiłku. Teraz broni magistra i oczywiście znowu mnie poprosił “bo mam dużo czasu, siedzę w domu na zwolnieniu”, żebym mu przepisała pracę magisterską. Ja się idiotka oczywiście zgodziłam, no bo w sumie trudno zaprzeczyć – siedzę w domu, czasu trochę mam, a piszę 10 razy szybciej od niego…. Mąż, jak się dowiedział, wyśmiał mnie. No i miał rację.
                                    Buziaczki i życzę Ci, żeby szybko problem się rozwiązał.

                                    Dominikka +

                                    • Re: muszę to z siebie wyrzucić…FINAŁ

                                      niestety, trzeba koniecznie nauczyć się mówić NIE, nawet jeśli chodzi o bliską rodzinę bo to np. w jaki sposób wykorzystuje cię włąsny brat jest niedopuszczalne, zwłaszcza że ty się na to zgadzasz, to zwykłe bydlactwo z jego strony, odwaliłaś mu kawał dobrej roboty a on nic na to. Na twoim miejscu pyrgnęła bym mu ta magisterkę i wysłała do wszystkich diabłów takiego ukochanego i przemiłego braciszka, niech się sam męczy jak taki mądry. A to jest twój czas, ty masz odpoczywać i dbać o siebie. Mąż miał niestety rację, a najgorsze że to jest takie częste, kiedy ludzie do takeigo stopnia są w stanie wykorzystywać włąsne rodzeństwo. Mam nadzieję że mąż cię podjudzi żebyś powiedziała bratu nie, aż mi się krew całą wzburzyła.

                                      A teraz o finale sprawy, pisałam wam że wczoraj jeszcze się koleżaneczka zapowiedziała z ochota przenocowania u nas po raz drugi bo dziś musi wrócić do Wawy bo…mąż jej nie zostawił żadnych papierów o koncie z banku (idiota!!!!!), co jest do wizy potrzebne. Jak wiecie dałam jej ten list, ale wydaje sie że nie zrozumiała, bo do najinteligentniejszych to ona nie należy, biedny mój mąż prawie palpitacji serca dostał na to, no więc ja jako niezłomny strażnik ogniska domowego powiedziałam że zajmę się wszystkim (mąż ma po prostu dość problemów związanych z pracą i utrzymaniem rodzinki). No i wysłałąm jej takiego smsa, dość niemiłego już, mówiąc coś w stylu: chyab nie zroumiałaś o czym był ten list, nie możemy ci już dłużej pomagać, uszanuj mój stan i naszą decyzję, zacznij sobie życie inaczej układać itp. No to już musiała zrozumieć bo nawet nie odpowiedziała, za to wiecie co się okazało???? Że oni maja w Lublinie jakąś ciocię!!!!!!! Maja tu rodzinę a tyle miesięcy nam zawracali głowę ze wszystkim!!!!!!!!!!!! CZy to nie jest czyste chamstwo??????? No i koleżanka została na noc u tej cioci, bo ten drugi znajmoy nie mógł jej przenocować ani dziś pojechać z nią, no i chyba sama pojechałą, ale to juz nie mój problem, my nie chcemy nic więcej o nich słyszeć, może się nauczą że ze mną im tak łatwo nie pójdzie, pewnie tak czuli i dlatego zawsze mojego męża molestowali telefonami i smsami z kolejnymi zleceniami. Ech dobra, czas zakonczyć już tą telenowelę, dzięki wszystkim raz jeszcze za wsparcie i uwagę, a ty Dominikko kopnij braciszka w tyłek.

                                      Kasia i Dorianek

                                      13.06

                                      • Re: muszę to z siebie wyrzucić…FINAŁ

                                        Kasiu!
                                        Dopiero dzisiaj przeczytałam tę historię (przez 3 dni nie miałam komputera w domu) i powiem Ci, że bardzo dobrze zrobiłaś!!! Czasami trzeba się zawziąć i nie da wykorzystywać innym… A dziewczyna mając ciotkę w tym samym miescie ma niezły tupet ciągle prosząc Was o pomoc.
                                        I chciałam jeszcze tylko napisać, ze niestety ja też mam problem z asertywnością i niestety czasami jak głupia pozwalam ludziom na wszystko… Naprawdę ciężko komuś odmówić, zwł. że mam wrażenie, że niektórzy myslą, że pomoc im się należy.
                                        Pozdrawiam gorąco!

                                        Basia i Maleństwo 12.06.2004

                                        • Re: muszę to z siebie wyrzucić- długie,nie czytać

                                          Powiem Ci, ze po przeczytaniu twojego posta, ucieszylam sie. Dlaczego? Bo nie jestem nienormalna!!! Jakis czas temu mialam podobne problemy, z tym, ze z rodzina. Wiec nie moglam absolutnie nic powiedziec, bo by mnie chyba na stosie spalono. To byl poczatek ciazy, wiec hormony i strach przed ew. poronieniem (bralam na wszelki wyp. progesteron), sprawialy, ze czulam sie totalnie olewana przez meza. A z drugiej strony nie mialam nawet odwagi pisemnie sie wyzalic, zeby ktos mnie nie wyzwal od wrednych…… i innych. Teraz wiem, ze jestem normalna. Rozumiem Cie w 150%. I wspolczuje szczerze. Jedyne co moge powiedziec, to, ze trzymam kciuki, ze wszystko sie ulozy. U nas pomogla przeprowadzka na poludnie Niemiec (z Warszawy!!!) – czyli 1200km, ale moze u Was nie bedzie musialo byc tak drastycznie. Sciskam Cie mocno i dzidzie tez.

                                          kobin,Konciu i

                                          Znasz odpowiedź na pytanie: muszę to z siebie wyrzucić- długie,nie czytać

                                          Dodaj komentarz

                                          Mozarella w ciąży

                                          Dzisiaj naszła mnie ochota na mozarellę. I tu mam wątpliwości – czy w ciąży można jeść mozzarellę?? Na opakowaniu nie ma ani słowa na temat pasteryzacji.

                                          Czytaj dalej →

                                          Ile kosztuje żłobek?

                                          Dziewczyny! Ile płacicie miesięcznie za żłobek? Ponoć ma być dofinansowany z gminy, a nam przyszło zapłacić 292 zł bodajże. Nie wiem tylko czy to z rytmiką i innymi. Czy tylko...

                                          Czytaj dalej →

                                          Dziewczyny po cc – dreny

                                          Dziewczyny, czy któraś z Was miała zakładany dren w czasie cesarki? Zazwyczaj dreny zdejmują na drugi dzień i ma on na celu oczyszczenie rany. Proszę dajcie znać, jeśli któraś miała...

                                          Czytaj dalej →

                                          Meskie imie miedzynarodowe.

                                          Kochane mamuśki lub oczekujące. Poszukuję imienia dla chłopca zdecydowanie męskiego. Sama zastanawiam się nad Wiktorem albo Stefanem, ale mój mąż jest jeszcze niezdecydowany. Może coś poradzicie? Dodam, ze musi to...

                                          Czytaj dalej →

                                          Wielotorbielowatość nerek

                                          W 28 tygodniu ciąży zdiagnozowano u mojej córeczki wielotorbielowatość nerek – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać...

                                          Czytaj dalej →

                                          Ruchome kolano

                                          Zgłaszam się do was z zapytaniem o tytułowe ruchome kolano. Brzmi groźnie i tak też wygląda. dzieciak ma 11 miesięcy i czasami jego kolano wyskakuje z orbity wygląda to troche...

                                          Czytaj dalej →
                                          Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                                          Logo
                                          Enable registration in settings - general