Nie pasuję do tego szczęśliwego obrazka!

W czerwcu 2008r. z przyszłym mężem mamy zaplanowany ślub. W marcu 2008r. dowiadujemy się, ze zostaniemy rodzicami SZCZĘŚCIE!. Z dumą mówię krawcowej, że będzie musiała poszerzać mi suknię ślubną. Miesiąc przed ślubem lekarz mówi mi: puste jajo płodowe. Daje mi skierowanie na zabieg łyżeczkowania. W szpitalu cały czas płaczę. Wydaje mi się, ze już nic gorszego nie może mi się przytrafić.JAK BARDZO SIĘ MYLĘ! Wypisuję się na własne życzenie. We wrześniu 2009r. źle się czuję.Koledzy z pracy podejrzewają u mnie wrzody żołądka. Robię test ciążowy- dwie kreski. SZCZĘŚCIE. Dostaję plamienia. Lekarka daje diagnozę – ciąża pozamaciczna – kieruje mnie do szpitala. okazuje się, ze laboratorium zrobiło błąd. Po tygodniu okazuje się, ze ciąża rozwija się prawidłowo. Leżę w domu cały czas. Lekarka mówi mi, ze wszystko jest dobrze, ze mogę już niedługo wracać do pracy. Widzę na USG paluszki stópki Dzidziusia. Ssący kciuk.Wiem, ze urodzi się dziewczynka. Idą Święta Bożego Narodzenia. Chcę, aby Córeczka poczuła magię Świąt. Ubieram choinkę, sprzątam w domu. Ponownie pojawia się plamienie. Lekarka mówi mi, ze to nic poważnego – mam się oszczędzać. Robię wyniki – wychodzą źle. Idę do szpitala. Po 7 dniach ordynator wypisuje mnie pisząc w karcie, ze dolegliwości ustały. Wiem, ze to nie jest prawdą (plamienie nadal jest). Ordynator przyznaje, ze wypisuje mnie, bo po 7 dniach NFZ nie refunduje mu za mnie pobytu w szpitalu. Trafiam do innego lekarza i ponownie kładę się w szpitalu (innym). W szpitalu niektórzy lekarze dziwią się, ze zajmuję łóżko. Dostaję silnych bóli. Plamienie zmienia się w krwawienie. Mówią mi, ze nie mogę się denerwować – dają mi relanium. Dostaję 12 tabletek dziennie (muszę sama pilnować dawek,bo położne mylą się często). Krwawienie jest “dziwne”. Mówię o tym lekarzowi, ale on nie reaguje. Proszę o badanie. Podczas badania odchodzą mi wszystkie wody płodowe. Lekarz mówi mi, ze dziecko niedługo umrze. Staram się o przeniesienie do specjalistycznej kliniki. Mówią mi, ze jest za wcześnie, ze jeśli wytrzymam jeszcze 2 tyg. to mnie przewiozą do kliniki. Trzymam różaniec na brzuszku i modlę się o córeczkę, o życie dla niej. Po raz pierwszy czuję wyraźne ruchy dziecka.położna mówi, mi, ze dziecko właśnie umiera. Jak bardzo chciałam, nie czuć śmierci córeczki. Jak chciałam nie czuć tych ruchów. Po 3 dniach po odejściu wód płodowych poczułam silne bóle, lekarz powiedział mi, ze zaczyna się poród. Jakie było zdziwienie lekarzy,jak usłyszeli bicie serca mojej Córeczki. Natychmiast wzięli mnie na porodówkę (nie zdążyłam powiadomić męża,dodam, ze w całym szpitalu był zakaz odwiedzin). Podłączyli mnie do KTG. Słyszałam bicie serca Córeczki, wiedząc,że po porodzie przestanie ono bić. Co kilkanaście minut słyszałam płacz narodzonych dzieci i radość matek wiedząc, ze ja nie usłyszę płaczu swojego dziecka. Cicho płakałam więc. Z jednej strony zaczął mi się poród, z drugiej strony wstrzymywali u mnie poród Fenoterolem. Jedna z położnych podkręciła mi kroplówkę z fenoterolem. Momentalnie oblał mnie zimny pot, serce zaczęło mi bić jak oszalałe. Czułam, ze zemdleję. Włączyłam alarm – nie działał. Wołałam o pomoc- ktoś przyszedł i zmniejszył dawkę fenoterolu. Kazali mi zasnąć. Ne mogłam – bóle były zbyt mocne. Dali mi środek na sen – nie zasnęłam.Lekarz z wyrzutem mówił mi, żebym tak się nie darła. Położne nie wierzyły mi, ze tak mnie boli, bo na KTG nie było zapisu skurczy. Po 12 godzinach krzyków i bólów (co 8 i 5 min). urodziłam żywą córeczkę. Nikt mi nie powiedział, czy moje dziecko żyje. Później nikomu nie chciało się czekać na urodzenie łożyska, więc wyrwali mi je ( część zostało w środku). Lekarz bojąc się SEPSY zaczął zabieg łyżeczkowania bez znieczulenia ogólnego (anestezjolog był zajęty, a inne znieczulenie nie zadziałało). Następnie zszyli mnie także bez znieczulenia (znów ponoć nie zadziałało). Miałam nadzieję, ze moje dziecko przeżyje mimo wszystko, ze wszystko dobrze się skończy. Po 2,5 godzinie lekarka poinformowała mnie, że moje córeczka zmarła. Wcześniej zapytali mnie o imię, ochrzcili moje dziecko, moją Małgosię. Po śmierci dziecka już nie dostałam relanium (a wówczas go potrzebowałam,np. na pogrzebie). Nikt mi nic nie powiedział o higienie po porodzie, o terminie kolejnej wizyty. Dzięki położnej (wspaniała kobieta, sama w przeszłości straciła dwoje dzieci) mogłam pożegnać się z Córką, to ona powiedziała mi, jak przygotować się do śmierci dziecka, jakich formalności należy dopełnić, aby pochować dziecko, jak je ubrać do trumienki.
Po powrocie do domu jakoś “trzymałam się” dla innych,szczególnie dla męża,rodziców. Teraz gdy minęło ponad 2 miesiące od tragedii mój mąż planuje Święta z rodziną, z siostrą, która ma 2 dzieci. Ja nie chcę Świętować, nie chcę przebywać z innymi dziećmi. Chciałabym spędzić te Święta na Cmentarzu, ze swoją Córeczką. Nie pasuję do szczęśliwego obrazka, szczęśliwej rodziny. Chciałabym,aby mój mąż był szczęśliwy,jednak nie rozumiem jego entuzjazmu dot. tych Świąt. Wiem, ze nikt z rodziny nie cierpi tak jak ja, w końcu to ja nosiłam moją Córeczkę pod sercem przez te wszystkie tygodnie, to ja ją urodziłam. Z jednej strony jestem zła, że rodzina próbuje żyć normalnie, z drugiej strony obwiniam się, ze psuję innym Święta.
Teraz inaczej patrzę na życie. Wiem, ze nie można być pewnym siebie, ze życie, Bóg może mieć dla nas inny plan. Nie potrafię już cieszyć się codziennością, tym co przynosi nam kolejny dzień. Czuję się trochę jak zaszczute zwierzę,które ucieka przed kimś złym i nie wie dokąd uciec. zupełnie straciłam pewność siebie.

13 odpowiedzi na pytanie: Nie pasuję do tego szczęśliwego obrazka!

  1. Nie ma dobrych słów w tej sytuacji…
    MOCNO CIE PRZYTULAM, TAK MOCNO JAK TYLKO MOGE !!!!

    PS
    za nic w swiecie nie obwiniaj sie, ze nie podzielasz entuzjazmu reszty rodziny, wiem jak przykro jest patrzec, ze inni, choc im przykro zyja nadal swoim normalnym zyciem.
    Jesli Ty nadal nie potrafisz – widocznie jeszcze nie czas !
    Daj go Sobie tyle ile potrzebujesz
    Dla mnie tez nie bedzie swiat w tym roku, co bedzie dalej czas pokaze…
    Teraz nie obchodzi mnie nic i nie bede udawala, ze jest inaczej, bo nie umiem.
    Byc moze to egoizm ale nie moge inaczej, wszytko nagle stracilo sens i nic sie teraz dla mnie liczy.
    Przepraszam Cie, jesli wyglada to tak, jakbym zalila sie podczas gdy Ty potrzebujesz wsparcia ale pisze Ci o moich odczuciach po to zebys wiedziala, ze jesli myslisz podobnie – nie miej wyrzutów sumienia!
    Tak czuje…i ja ich nie mam
    Jedyne o czym mysle to moja kruszyna, ktora odeszla – Ty zapewne rowniez

    • Kikimora bardzo mi przykro Z całego serducha ci współczuję…

      O nic się nie obwiniaj. Pozwól sobie na żałobę, płacz, mów to tym, nie duś emocji w sobie. To ważny dla ciebie moment w życiu, przeżyj go na swój sposób i nie przejmuj się innymi. Może twój mąż przeżywając te święta z rodziną właśnie tak radzi sobie z bólem i tęsknotą? Ty tak nie musisz. Rób co ci serce podpowiada.
      Uwierz mi, że za jakiś czas będzie ci lżej, twój ból nie zmaleje, ale nauczysz się z nim żyć.
      Jeśli w rodzinie nie masz z kim pogadać to pisz tu. Wiele dziewczyn jest po stracie maleństwa, niestety, jest nas dość sporo. Każda osierocona mama zna ten ból. Każda ma swój sposób na życie, na oswojenie się ze swoją tragedią.
      Mi pomogło ponowne zajście w ciążę i to w miesiącu, kiedy miał narodzić się mój zmarły synek…
      Tu na forum znalazłam dużo wsparcia i jestem za to bardzo wdzięczna dziewczynom. Że mnie nie oceniały, nie potępiały, ale wspierały ciepłym słowem i dobrą radą.
      Życzę ci dużo siły i cierpliwości. I wiary, że jeszcze będzie ci w życiu dobrze.

      • Zobaczysz, jeszcze zaświeci dla Ciebie Słońce!!!
        A teraz żyj tak jak Ci serce podpowiada…i nie miej do siebie pretensji,że nie potrafisz się cieszyć świętami, życiem tak jak inni… Straciłaś Dziecko-swoje Dziecko i masz prawo przeżywać żałobę….
        Przykro mi bardzo mocno że kolejna matka straciła swoje maleństwo…i mało tego-przeżyła dodatkową traumę w szpitalu przez znieczulony system i personel…przykro mi że Cię to spotkało….

        • Bardzo mi przykro:(

          • Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie. Nie wiem jak bez was dałabym sobie radę. Wróciłam do pracy. Pracuję w środowisku męskim. Oni nie wiedzą zupełnie jak ze mną teraz rozmawiać i jak do mnie podchodzić. Omijają mnie więc szerokim łukiem albo udają, ze nic się nie stało. Nie wyobrażam sobie jak mogę sobie to wszystko poukładać, żeby móc normalnie funkcjonować w pracy. !

            • Kikimora to zupełnie normalne, że nie wiesz jak dalej żyć… Daj sobie i innym czas na oswojenie się z nową sytuacją. Nie jest łatwo obcym ludziom rozmawiać z tobą o twojej tragedii, nie wiedzą co powiedzieć więc milczą. Może też milczą bo boą się zacząć jakąkolwiek rozmowę? A ty sama chciałabyś z nimi o tym rozmawiać? Może jest wokół ciebie ktoś, kto by cię wysłuchał?
              Wiesz, kiedy my straciliśmy synka, m w pracy też z nikim nie rozmawiał. Do pewnego czasu. Potem okazało się, że w jego pracy 2 kolegów przeżywało to samo. Stracili dzieci… I choć na codzień m raczej niewylewny to rozmowy z tymi pracownikami mu pomogły. Najgorzej było zacząć… Ludzie zazwyczaj zupełnie nie wiedzą co powiedzieć, a zwykłe “przykro mi” wydaje się tak banalne, że wolą nie mówić nic…

              • Wiem Olusia, że moi współpracownicy nie zawinili w niczym. We mnie jest jednak złość – złość na życie. Czuję się tak, jakbym nagle znalazła się np. w Hiszpanii i musiała tam zostać nie znając języka, nie potrafiąc porozumieć się z innymi. Tak czuję się w pracy – nierozumiana. Wiem, że problem tkwi we mnie, w moim nastawieniu. Czuję, że się zmieniam, obojętnieję na wiele rzeczy. I nie podoba mi się to.

                • Kikimora daj sobie czas. Potrzebujesz go sporo, żeby wszystko w sobie przeżyć, poukładać. A może poszukaj pomocy u psychologa? Albo jakieś grupy wsparcia?

                  • Współczuję Ci z całego serca…

                    • bardzo mi przykro…

                      • Nie przejmuj się innymi bo to oni powinni przejmować się tobą.
                        To ty jesteś teraz najważniejsza a ból z czasem złagodnieje ale nie minie.
                        Wiem coś o tym 🙁

                        • Strasznie Ci współczuje, miałam łzy w oczach czytając twoje słowa.
                          Mam nadzieje, wierze w to, że urodzisz dziecko i będziesz bardzo szczęśliwa.
                          Życzę Ci tego z całego serca.

                          • kikimora tule jak mogę, trzymaj się kochana:Buziaki:

                            Znasz odpowiedź na pytanie: Nie pasuję do tego szczęśliwego obrazka!

                            Dodaj komentarz

                            Mozarella w ciąży

                            Dzisiaj naszła mnie ochota na mozarellę. I tu mam wątpliwości – czy w ciąży można jeść mozzarellę?? Na opakowaniu nie ma ani słowa na temat pasteryzacji.

                            Czytaj dalej →

                            Ile kosztuje żłobek?

                            Dziewczyny! Ile płacicie miesięcznie za żłobek? Ponoć ma być dofinansowany z gminy, a nam przyszło zapłacić 292 zł bodajże. Nie wiem tylko czy to z rytmiką i innymi. Czy tylko...

                            Czytaj dalej →

                            Dziewczyny po cc – dreny

                            Dziewczyny, czy któraś z Was miała zakładany dren w czasie cesarki? Zazwyczaj dreny zdejmują na drugi dzień i ma on na celu oczyszczenie rany. Proszę dajcie znać, jeśli któraś miała...

                            Czytaj dalej →

                            Meskie imie miedzynarodowe.

                            Kochane mamuśki lub oczekujące. Poszukuję imienia dla chłopca zdecydowanie męskiego. Sama zastanawiam się nad Wiktorem albo Stefanem, ale mój mąż jest jeszcze niezdecydowany. Może coś poradzicie? Dodam, ze musi to...

                            Czytaj dalej →

                            Wielotorbielowatość nerek

                            W 28 tygodniu ciąży zdiagnozowano u mojej córeczki wielotorbielowatość nerek – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać...

                            Czytaj dalej →

                            Ruchome kolano

                            Zgłaszam się do was z zapytaniem o tytułowe ruchome kolano. Brzmi groźnie i tak też wygląda. dzieciak ma 11 miesięcy i czasami jego kolano wyskakuje z orbity wygląda to troche...

                            Czytaj dalej →
                            Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                            Logo
                            Enable registration in settings - general