nietypowo – Nina, 19.11.2003

W końcu zdecydowałam się i ja…
Tyle lat minęło, a mój zdecydowanie nietypowy poród nie trafił jeszcze tu.

Wszystko zaczyna się w kwietniu 2003 – niespodziewanie spóźnia mi się okres. Jesteśmy przerażeni, studia w toku, dorywcza praca, imprezy, wyjazdy – nasze życie to totalny chaos i szaleństwo. Gdzie w tym wszystkim miejsce na małego człowieka?
M. cieszy się mimo wszystko. Przekonuje, że poradzimy sobie bo jeśli nie my to kto? 😉
Pod koniec kwietnia nie mam już złudzeń, test to formalność.
Płaczę, jestem w depresji, przecież jestem jeszcze za młoda, nie chcę nagle bawić się w odpowiedzialność. M. pociesza mnie i dodaje otuchy samemu sobie, jednocześnie widzę, że on już to dziecko kocha, wieczorami gada do brzucha, mówi o sobie „tata” i inne tego typu absurdy 😉 Do mnie ledwo to dociera. Powoli Oswajam się z myślą, że zostaniemy rodzicami, ale do radości i pełnego spokoju oczekiwania jest mi bardzo daleko….
Czas mija, przygotowujemy się, porządkujemy nasze sprawy. Ze studenckiego mieszkania przenosimy się do rodziców – to tylko pogłębia mój kiepski nastrój. Bardzo ceniłam sobie naszą całkiem świeżą niezależność, a tu trzeba z niej zrezygnować, tak będzie łatwiej, wygodniej, a w naszej sytuacji finansowej przygarnięcie przez rodziców nas ratuje.
Czuję się kiepsko, niezgrabna, ociężała, słoniowata. Mimo to zasuwam na najwyższych obrotach, staram się pozdawać co mogę wcześniej na studiach, daję korepetycje, żyjemy bardzo aktywnie.
18 listopada mam kolejny atak złego nastroju, siedzę sama u rodziców bo M. pomaga swoim w remoncie – nocuje tam przez kilka nocy. Zjadam wielką kolację z podwieczorkiem na słodko licząc że to poprawi mi humor. Zamiast tego mam wielką zgagę :Hyhy:
Kładę się wcześnie zgodnie z maksymą, że takie chwile najlepiej przespać.
Około 3 budzę się na siusiu. Brzuch dziwnie mnie pobolewa, ale ostatnimi czasy boli mnie już wszystko więc niespecjalnie się przejmuję. Po kursie do łazienki nie mogę zasnąć więc biorę w rękę książkę. W domu cisza jak makiem zasiał. Rodzice śpią, śpi pies, za oknem ciemna noc. Brzuch boli coraz bardziej i jakoś tak dziwnie…regularnie? Eee tam, przecież do terminu mam jeszcze miesiąc. Jest 19.11, dziecko ma przyjść do nas dopiero około 15.12. Nie ma mowy żeby to było już TO. Przecież bym poznała, podobno takiego bólu nie da się z niczym porównać. Czytam, pogryzam paluszki. Kiedy boli dalej idę sobie pod prysznic, pomaga. Wracam do czytania. Jest około 5.30 kiedy zgina mnie niemalże w pół w drodze po herbatę. To już mnie zastanawia. Dzwonię do M., który nieprzytomnie pyta czy mi się nie wydaje. W międzyczasie ból narasta, mówię M. żeby natychmiast przyjeżdżał bo chyba powinniśmy jednak rozważyć opcję porodu 😉 W międzyczasie budzę mamę, pakuję rzeczy do torby, której oczywiście jeszcze nie zdążyłam spakować – bo po co, przecież mamy jeszcze kupę czasu. W przerwie między wrzucaniem do torby skarpetek (bo podobno dobrze jest je mieć ze sobą bo podczas porodu marzną nogi), a rozważaniem, którą koszulę zabrać czuję że dzieje się coś dziwnego. Odchodzą mi wody, jest ich tyle, że spokojnie napełniłabym jakieś wielkie wiadro. Stoją zszokowana z koszulą w ręce. O co kaman, podobno to wszystko dłużej trwa!
Wpada mama i widząc co się dzieje łapie za telefon i wykręca numer pogotowia. W międzyczasie dzwoni M. i mówi, że już jedzie, złapał taksówkę.
Reszty nie słyszę bo znów dzieje się coś dziwnego, czuję, że MUSZĘ przeć, teraz, natychmiast, nie mogę już czekać. Zwijam się na łóżku. Mama przybiega, mówi coś do mnie, widzę tylko, że trzęsą jej się ręce. Mówię, że nia ma szans, nie zdążymy, nawet jak przyjedzie karetka to ja już nigdzie się nie ruszam. Rozbieram się z jej pomocą, po chwili kolejny skurcz, silny….Wyciągam rękę i obezwładnia mnie strach, czuję pod nią główkę. Moja mamie puszczają nerwy, staramy się uspokoić siebie nawzajem. Adrenalina rośnie, ręce mi latają, jestem nieprzytomna ze stresu, ale prę kolejny raz i…JEST, słyszę płacz….Już po wszystkim, jest. Jest 6.20, za oknem robi się szaro.
„Dziewczynka” – mówi moja mama, zawijając ją w koszulę, którą cały czas ściskałam w rękach. Widzę ją, ale jestem jakaś nieprzytomna. Wszystko dociera do mnie jak przez mgłę. Gdzieś w tle słychać dzwonek domofonu, moja mama wciska mi zawiniątko i idzie wpuścić lekarzy…Prawie w tym samym momencie wpada M., staje w progu jak wryty….Lekarz się kręci, pyta, przecina pępowinę, małą dają mężowi na ręce. Widzę jak siedzi obok mnie wpatrzony w córkę jak w obrazek. Ja nadal jestem oszołomiona, daję wynieść się w kocu do karetki, mąż wynosi małą….Jedziemy do szpitala…Wszystko jest dobrze, tak mi powiedzieli jeszcze w domu, jedziemy rutynowo bo tak trzeba…
W karetce mąż pokazuje mi w końcu jej twarzyczkę…Klon taty – widać na pierwszy rzut oka 😉 Nasza Ninka, moja podwójna niespodzianka.
W szpitalu ważą, mierzą, zszywają mi pękniętą szyjkę. Planowo mamy zostać na trzy dni, zostajemy na długie dwa tygodnie z powodu żółtaczki. W międzyczasie uczę się siebie, uczę się Jej, uczę się jak być matką…
Nie jest łatwo, to dla mnie trudna droga, ale…dziś nie wyobrażam sobie dla nas innego scenariusza.

Nie umiem przelewać słów na papier tak, jak niektóre z Was. Długo ociągałam się z opisem, dziś poczułam, że teraz albo nigdy 😉
stąd moja radosna twórczość 😀

42 odpowiedzi na pytanie: nietypowo – Nina, 19.11.2003

szkocik Dodane ponad rok temu,

Pięknie opisane !!!
Mam łzy w oczach 🙂
Niespodziewana ciąża i jeszcze bardziej niespodziewany poród 😀

Dodane ponad rok temu,

:Wow!::Hura!: ale jaka radosna i wzruszająca ta relacja:)

Gratulacje Mamusiu- to już 7 lat temu:Wow!:ale ten czas leci…

asik Dodane ponad rok temu,

Łał to się nazywa ekspresowy poród 🙂
A mnie się wydawało, że ja szybko urodziłam 😉
Strasznie wzruszające są opisy porodów,
normalnie mam łzy w oczach

bratek Dodane ponad rok temu,

wiedziałam o Twoim porodzie, ze był w domu
ale teraz znam szczegóły
niesamowite

zuzel Dodane ponad rok temu,

Ale expresowo. Też bym tak chciała…

zinke Dodane ponad rok temu,

Naprawdę wzruszająco to opisałaś mam łzy w oczach i uśmiech na twarzy i to tak z rana.Gratulacje:Wow!:

gosik Dodane ponad rok temu,

nie, no niesamowite 🙂

Myślisz że drugi poród będzie jeszcze szybszy?
Bo taka jest teoria :Hyhy:

pasiasta Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez vieshack: Długo ociągałam się z opisem
Eee tam, tylko troszkę Ci zeszło:Hyhy::Hyhy::Hyhy:

Świetny opis, poród expressowy to mało powiedziane:Cwaniak:

goooosia Dodane ponad rok temu,

ale się wzruszyłam….
to musiały być emocje :Wow!:
no i szacun dla mega dzielnej babci :Hura!:

-aga Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez vieshack:W końcu zdecydowałam się i ja…
Tyle lat minęło, a mój zdecydowanie nietypowy poród nie trafił jeszcze tu.

Wszystko zaczyna się w kwietniu 2003 – niespodziewanie spóźnia mi się okres. Jesteśmy przerażeni, studia w toku, dorywcza praca, imprezy, wyjazdy – nasze życie to totalny chaos i szaleństwo. Gdzie w tym wszystkim miejsce na małego człowieka?
M. cieszy się mimo wszystko. Przekonuje, że poradzimy sobie bo jeśli nie my to kto? 😉
Pod koniec kwietnia nie mam już złudzeń, test to formalność.
Płaczę, jestem w depresji, przecież jestem jeszcze za młoda, nie chcę nagle bawić się w odpowiedzialność. M. pociesza mnie i dodaje otuchy samemu sobie, jednocześnie widzę, że on już to dziecko kocha, wieczorami gada do brzucha, mówi o sobie „tata” i inne tego typu absurdy 😉 Do mnie ledwo to dociera. Powoli Oswajam się z myślą, że zostaniemy rodzicami, ale do radości i pełnego spokoju oczekiwania jest mi bardzo daleko….
Czas mija, przygotowujemy się, porządkujemy nasze sprawy. Ze studenckiego mieszkania przenosimy się do rodziców – to tylko pogłębia mój kiepski nastrój. Bardzo ceniłam sobie naszą całkiem świeżą niezależność, a tu trzeba z niej zrezygnować, tak będzie łatwiej, wygodniej, a w naszej sytuacji finansowej przygarnięcie przez rodziców nas ratuje.
Czuję się kiepsko, niezgrabna, ociężała, słoniowata. Mimo to zasuwam na najwyższych obrotach, staram się pozdawać co mogę wcześniej na studiach, daję korepetycje, żyjemy bardzo aktywnie.
18 listopada mam kolejny atak złego nastroju, siedzę sama u rodziców bo M. pomaga swoim w remoncie – nocuje tam przez kilka nocy. Zjadam wielką kolację z podwieczorkiem na słodko licząc że to poprawi mi humor. Zamiast tego mam wielką zgagę :Hyhy:
Kładę się wcześnie zgodnie z maksymą, że takie chwile najlepiej przespać.
Około 3 budzę się na siusiu. Brzuch dziwnie mnie pobolewa, ale ostatnimi czasy boli mnie już wszystko więc niespecjalnie się przejmuję. Po kursie do łazienki nie mogę zasnąć więc biorę w rękę książkę. W domu cisza jak makiem zasiał. Rodzice śpią, śpi pies, za oknem ciemna noc. Brzuch boli coraz bardziej i jakoś tak dziwnie…regularnie? Eee tam, przecież do terminu mam jeszcze miesiąc. Jest 19.11, dziecko ma przyjść do nas dopiero około 15.12. Nie ma mowy żeby to było już TO. Przecież bym poznała, podobno takiego bólu nie da się z niczym porównać. Czytam, pogryzam paluszki. Kiedy boli dalej idę sobie pod prysznic, pomaga. Wracam do czytania. Jest około 5.30 kiedy zgina mnie niemalże w pół w drodze po herbatę. To już mnie zastanawia. Dzwonię do M., który nieprzytomnie pyta czy mi się nie wydaje. W międzyczasie ból narasta, mówię M. żeby natychmiast przyjeżdżał bo chyba powinniśmy jednak rozważyć opcję porodu 😉 W międzyczasie budzę mamę, pakuję rzeczy do torby, której oczywiście jeszcze nie zdążyłam spakować – bo po co, przecież mamy jeszcze kupę czasu. W przerwie między wrzucaniem do torby skarpetek (bo podobno dobrze jest je mieć ze sobą bo podczas porodu marzną nogi), a rozważaniem, którą koszulę zabrać czuję że dzieje się coś dziwnego. Odchodzą mi wody, jest ich tyle, że spokojnie napełniłabym jakieś wielkie wiadro. Stoją zszokowana z koszulą w ręce. O co kaman, podobno to wszystko dłużej trwa!
Wpada mama i widząc co się dzieje łapie za telefon i wykręca numer pogotowia. W międzyczasie dzwoni M. i mówi, że już jedzie, złapał taksówkę.
Reszty nie słyszę bo znów dzieje się coś dziwnego, czuję, że MUSZĘ przeć, teraz, natychmiast, nie mogę już czekać. Zwijam się na łóżku. Mama przybiega, mówi coś do mnie, widzę tylko, że trzęsą jej się ręce. Mówię, że nia ma szans, nie zdążymy, nawet jak przyjedzie karetka to ja już nigdzie się nie ruszam. Rozbieram się z jej pomocą, po chwili kolejny skurcz, silny….Wyciągam rękę i obezwładnia mnie strach, czuję pod nią główkę. Moja mamie puszczają nerwy, staramy się uspokoić siebie nawzajem. Adrenalina rośnie, ręce mi latają, jestem nieprzytomna ze stresu, ale prę kolejny raz i…JEST, słyszę płacz….Już po wszystkim, jest. Jest 6.20, za oknem robi się szaro.
„Dziewczynka” – mówi moja mama, zawijając ją w koszulę, którą cały czas ściskałam w rękach. Widzę ją, ale jestem jakaś nieprzytomna. Wszystko dociera do mnie jak przez mgłę. Gdzieś w tle słychać dzwonek domofonu, moja mama wciska mi zawiniątko i idzie wpuścić lekarzy…Prawie w tym samym momencie wpada M., staje w progu jak wryty….Lekarz się kręci, pyta, przecina pępowinę, małą dają mężowi na ręce. Widzę jak siedzi obok mnie wpatrzony w córkę jak w obrazek. Ja nadal jestem oszołomiona, daję wynieść się w kocu do karetki, mąż wynosi małą….Jedziemy do szpitala…Wszystko jest dobrze, tak mi powiedzieli jeszcze w domu, jedziemy rutynowo bo tak trzeba…
W karetce mąż pokazuje mi w końcu jej twarzyczkę…Klon taty – widać na pierwszy rzut oka 😉 Nasza Ninka, moja podwójna niespodzianka.
W szpitalu ważą, mierzą, zszywają mi pękniętą szyjkę. Planowo mamy zostać na trzy dni, zostajemy na długie dwa tygodnie z powodu żółtaczki. W międzyczasie uczę się siebie, uczę się Jej, uczę się jak być matką…
Nie jest łatwo, to dla mnie trudna droga, ale…dziś nie wyobrażam sobie dla nas innego scenariusza.

Nie umiem przelewać słów na papier tak, jak niektóre z Was. Długo ociągałam się z opisem, dziś poczułam, że teraz albo nigdy 😉
stąd moja radosna twórczość 😀

Pięknie to opisałaś! Z mojej perspektywy najbardziej wzruszające jest to, że mogła Ci w tym ważnym momencie towarzyszyć Mama 🙂 Pozdrowienia dla Niej.
Dla mnie obie jesteście bohaterkami!!!! Poród cudny!

—————————————————————————————–

vieshack Dodane ponad rok temu,

dzięki dziewczyny 🙂
poszło ekspresowo, fakt
i totalnie z zaskoczenia – i w sumie do tej pory mnie tak Nina zaskakuje wciąż :Hyhy:
na myśl o drugim szybszym razie już się boję gdzie przyjdzie mi urodzić 😀
a na serio będę pewnie kiedyś rozważać kolejny poród w domu, ale na spokojnie, z jakąś fachową asystą…tak bym chciała 😉
z mamą nie miałam wtedy najlepszych kontaktów, poprawiły się dopiero dużo później, ale Ni zdecydowanie jest jej oczkiem w głowie 🙂

lilavati Dodane ponad rok temu,

Czekałam na ten opis i się doczekałam:Hura!:
Ja może i taka akcję bym przeżyła ale moja mama…..:Fiu fiu:
Pamiętam co się działo jak mnie nagle u niej w domu złapało a małż daleko:Fiu fiu:
Kolejnego równie ekspresowego może nie będę życzyła ale niech następnym razem tak bezproblemowo wszystko sie ułoży (no może niech żółtaczek żadnych nie będzie)
:Hura!:

kasiex Dodane ponad rok temu,

vieśka – dałaś czadu!!!!

ja też się urodziłam 19 listopada i moja mama LEDWO na porodówkę zdążyła…

beamama Dodane ponad rok temu,

No nieźle, Wieszaku :Wow!:

ahimsa Dodane ponad rok temu,

W koońcu:)))))))
Fajna relacja! też czekałam tyyle lat na ten opis;)

Ile miała kg Nin jak się urodziła?

gotka Dodane ponad rok temu,

..ale emocje..cały czas trzymasz w napięciu:D

..piękny opis Wieszaczku, naprawdę piękny..:)

gosik Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez vieshack:dzięki dziewczyny 🙂
poszło ekspresowo, fakt
i totalnie z zaskoczenia – i w sumie do tej pory mnie tak Nina zaskakuje wciąż :Hyhy:
na myśl o drugim szybszym razie już się boję gdzie przyjdzie mi urodzić 😀
a na serio będę pewnie kiedyś rozważać kolejny poród w domu, ale na spokojnie, z jakąś fachową asystą…tak bym chciała 😉
z mamą nie miałam wtedy najlepszych kontaktów, poprawiły się dopiero dużo później, ale Ni zdecydowanie jest jej oczkiem w głowie 🙂

centrum handlowe obstawiam:Śmiech:

tak na serio to baaaardzo marzył mi się choć jeden poród w domu ….. spękałam jednak w końcu

ale ….kto wie ….może jeszcze kiedyś :Fiu fiu:

amber Dodane ponad rok temu,

Wiesia, historię znałam (no bez szczegółów może ;)) aczkolwiek uryczałam się ze wzruszenia!
Dokładnie tu: „…Prawie w tym samym momencie wpada M., staje w progu jak wryty….Lekarz się kręci, pyta, przecina pępowinę, małą dają mężowi na ręce. Widzę jak siedzi obok mnie wpatrzony w córkę jak w obrazek…”

Piękne!!
Dla Ciebie i Mateusza chwile bezcenne 🙂

vieshack Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez ahimsa:W koońcu:)))))))
Fajna relacja! też czekałam tyyle lat na ten opis;)

Ile miała kg Nin jak się urodziła?

2830 g, 51 cm 🙂
mała, ale wagowo w średniej się mieściła

vieshack Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez amber:Wiesia, historię znałam (no bez szczegółów może ;)) aczkolwiek uryczałam się ze wzruszenia!
Dokładnie tu: „…Prawie w tym samym momencie wpada M., staje w progu jak wryty….Lekarz się kręci, pyta, przecina pępowinę, małą dają mężowi na ręce. Widzę jak siedzi obok mnie wpatrzony w córkę jak w obrazek…”

Piękne!!
Dla Ciebie i Mateusza chwile bezcenne 🙂

ja wyszłam z pierwszego szoku dopiero w szpitalu, całą jazdę karetką i lekarzy w domu pamiętam jak przez mgłę :Hyhy:

rea Dodane ponad rok temu,

Suuper!!Gratulacje 🙂
Moja mama urodziła moją siostrę w domu 🙂
Siora ma w dowodzie miejsce ur. BARANOWO :Śmiech:

vieshack Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez evela:Suuper!!Gratulacje 🙂
Moja mama urodziła moją siostrę w domu 🙂
Siora ma w dowodzie miejsce ur. BARANOWO :Śmiech:

Nina ma w książeczce zdrowia w miejscu pieczątki szpitala adnotację „urodzona w domu” 😉

aneczka1411 Dodane ponad rok temu,

wzruszyłam sie…
super to opisałas. i jeszcze porod w domu. brawo!!!

agatom Dodane ponad rok temu,

wow nezły express:Wow!:
no a waga piękna, jak na miesiąc przed terminem 😀
mój w terminie, a mniejszy był :p

wyki Dodane ponad rok temu,

oooo wieszak – to nareszcie sobie poczytałam:)

niby historia mi znana ale opis wyszedł ci pierwsza klasa!!!

vieshack Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez wyki:oooo wieszak – to nareszcie sobie poczytałam:)

niby historia mi znana ale opis wyszedł ci pierwsza klasa!!!

oj tam taki opis, od ręki machnięty 😉

vieshack Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez aga0411:wow nezły express:Wow!:
no a waga piękna, jak na miesiąc przed terminem 😀
mój w terminie, a mniejszy był :p

a ile ważył?

magdawroc Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez vieshack:Nina ma w książeczce zdrowia w miejscu pieczątki szpitala adnotację „urodzona w domu” 😉
W naszej jest już opcjonalnie – miejsce urodzenia:szpital, ambulatorium, dom, inne:Hyhy:

No, wreszcie się doczekałam opisu:Wow!:. Wyrazy podziwu za dzielność dla obu pań:Fiu fiu:

dorotka1 Dodane ponad rok temu,

aleś wieśka poszla 🙂
i z porodem – historii nie znalam :Niepewny: a tu ci sie wielkie :Hura!: należą
i z opisem
wzruszajcy
boski
skoro piszesz tak ad hoc to jak piszesz jak sie ci chce wysilic?

zryczalabym sie na amen 🙂
pozdrowienia dla Niny i taty

dziej Dodane ponad rok temu,

dawno do tego kącika nie zaglądałem – a tu proszę – taka niespodzianka 🙂

Wieszaku – ale jazda :Wow!:.
Poród w domu – jedne o tym marzą a innym samo wychodzi 🙂

vieshack Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez dorotka1:aleś wieśka poszla 🙂
i z porodem – historii nie znalam :Niepewny: a tu ci sie wielkie :Hura!: należą
i z opisem
wzruszajcy
boski
skoro piszesz tak ad hoc to jak piszesz jak sie ci chce wysilic?

zryczalabym sie na amen 🙂
pozdrowienia dla Niny i taty

no poszłam po całości 😉
odpozdrawiamy!

dziej, no fakt, samo tak wyszło :Hyhy:
i w sumie się cieszę bo dobrze wspominam narodziny niny, ale stresik był niezły 🙂

katarynka Dodane ponad rok temu,

moze i od reki ale pieknie napisane – prawdziwie i wzruszajaco
czyta sie z lezka w oku

Dodane ponad rok temu,

woow!!

……………zbieram szczękę- dałaś czadu! Super! Ach!…. te Ninki…..;))

picaporte Dodane ponad rok temu,

Łzy w oczach i gula w gardle!!! Ojjj…

vieshack Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez katarynka:moze i od reki ale pieknie napisane – prawdziwie i wzruszajaco
czyta sie z lezka w oku

dzięki 🙂

vieshack Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez gucia:……………zbieram szczękę- dałaś czadu! Super! Ach!…. te Ninki…..;))

to Ninka dała czadu, ja się musiałam dostosować :Hyhy:

bastet Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez vieshack:no poszłam po całości 😉

z takim doświadczeniem możesz teraz hurtem rodzić …w domu 😉

dorotka1 Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez cher:z takim doświadczeniem możesz teraz hurtem rodzić …w domu 😉

hehhee
padlam

czesc ciotka

vieshack Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez cher:z takim doświadczeniem możesz teraz hurtem rodzić …w domu 😉

hehe
spadówa 😛

bastet Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez dorotka1:hehhee
padlam

czesc ciotka

hej, hej Dot

Znasz odpowiedź na pytanie: nietypowo – Nina, 19.11.2003?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tematy, których nie znalazłam w forum
Chiny w kolorze blue
[url]http://vod.onet.pl/chiny-w-kolorze-blue,6045,film.html[/url] Nie wiem czy było Czy zastanawiamy się kto szył, w jakich warunkach i za jaką cenę nasze fajne łaszki wyprodukowane w Chinach Przygnębiające....
Czytaj dalej
Jedno- i dwulatki
klocki dla jednorocznej dziewczynki ...
Poszukuje czegoś - klocki czy coś w tym stylu dla jednorocznego dziecka. Chodzi mi żeby malucha w tym wieku można było zaangażować w jakieś kreatywne zajęcia przy pomocy prostych narzędzi
Czytaj dalej