O krzyku w czasie porodu

Niedawno znajoma oswiecila mnie taka oto informacja: w czasie porodu nie nalezy krzyczec, bo to odbiera nam sily, ktore powinnysmy przeznaczyc na parcia. Jak rodzilam synka, to nikt mi o tym nie mowil i darlam sie z bolu na caly szpital (doslownie, bo pozniej mi opowiadali, ze bylo mnie lsychac ). Brzmi to dla mnie calkiem logicznie, tylko czy ja naprawde dam rade nie wrzeszczec? Wiem, ze kazdy ma swoj prog wytrzymalosci, no a moj najwidoczniej jest dosc niski, hehe, chociaz wtedy serio mialam okropne bole.
No i tak pomyslalam, zeby Was spytac co sadzicie o tym? Podobno tu w szpitalu to nawet polozne zabraniaja krzyczec. Co ja mam zrobic, zeby sie powstrzymac w razie czego?

kobin,Konciu i

13 odpowiedzi na pytanie: O krzyku w czasie porodu

frida Dodane ponad rok temu,

Re: O krzyku w czasie porodu

Jak chodziłam do szkoły rodzenia to mówili to samo, że szkoda energii na krzyki, lepiej przeznaczyć ją na parcie. Na szczęście Pani od razu dodała, że nie zawsze w praktyce da się to zrealizować, bo chyba byśmy ją zakrzyczały.

daga25 Dodane ponad rok temu,

Re: O krzyku w czasie porodu

A krzycz sobie do woli zanim zaczniesz przeć Jak już zaczniesz przeć, wtedy rzeczywiście lepiej nie krzyczeć, tylko całe zebrane powietrze tłoczyć w dół brzucha. Wtedy będzie dużo szybciej.

Daga, Zuzia 15m i Maksio 20tc

slonia Dodane ponad rok temu,

Re: O krzyku w czasie porodu

W szkole rodzenia położna mówiła nam, że rytmiczne, głębokie, połączone z oddychaniem krzyki (ooo, uuu, itp) pomagają rodzić. Wydaje je się na szczycie skurczu. Warunkiem jest aby dobrze zsynchronizować je z oddechem przy skurczach. Brzmi to trochę śmiesznie, ale podobno pomaga.
Jest to teoria, jak w praktyce nie wiem, ale niedługo się dowiem. A przy parciu jest się raczej na bezdechu i liczy do ok. 15, a potem nabiera powietrza, czyli na krzyk nie ma za bardzo czasu.

pozdrawiam

Słoń i sierpniowa dziewuszka

idalka77 Dodane ponad rok temu,

Re: O krzyku w czasie porodu

Ja na pierwszy poród to się nastawiłam nie tylko na wielki ból, ale na jakieś obłędne tortury. A jestem bardzo na ból nieodporna, o czym przed czasem powiedziałam położnej. Do czasu regularnych cominutowych skurczy (dla mnie to był jeden wielki skurcz, a nie żadne cominutowe) to byłam zdziwiona gdzie te tortury, a potem dostałam coś dożylnie i było mi bardzo miło i przyjemnie.
Myslę, że dużo zależy od nastawienia. Ponoć drugie porody są szybsze i mniej bolesne, bo narządy są już nauczone co maja robić. Ale może mimo wszystko nastaw się na taki sam ból, jak sie miło rozczarujesz to nawet ci przez głowę nie przyjdzie zeby krzyczeć

Aga & Czarek

karmiza Dodane ponad rok temu,

Re: O krzyku w czasie porodu

Niedawno był podobny wątek. Oto link, myślę, że warto poczytać.
[Zobacz stronę]
Pozdrawiam!!!!

Karolcia i Tosia (02.05.2004)

krzemianka Dodane ponad rok temu,

Re: O krzyku w czasie porodu

Na mnie też położne krzyczały, kiedy darłam się przy partych skurczach. Mówiły, że pozbawiam siebie sił, a dziecka potrzebnego mu tlenu. w ogóle nie kazały ust otwierać… I wiesz co? Jak ich usłuchałam szybciej poszło…
Może taka myśl Cię przekona? 🙂


Igor ( 13 M.) i Adas (17.08.04)

gacka Dodane ponad rok temu,

Re: O krzyku w czasie porodu

Ja też sądziłam, że będę krzyczeć w niebogłosy. Okazało się, że raczej tylko stękałam i bardzo wzywałam Boga. Natomiast przy parciu jakoś krzyczeć nie mogłam, bo jak to zrobić, gdy wstrzymujesz powietrze? Za to jak parcie się kończyło, to wydawałam z siebie całkowicie niekontrolowane dźwięki – tak samo z siebie po prostu przy popuszczaniu resztek powietrza coś się ze mnie wydobywało. Pamiętam, że w czasie porodu zdąrzyłam się złapać wlaśnie na tym, że wydaję jakieś specyficzne dźwięki. Co do tracenia sił – coś chyba w tym jest. Mam ciocię, która jest położna i sama mówi, że często upominają rodzące, by nie krzyczały, bo marnują siły, a poza tym ten krzyk tak naprawdę w niczym nie pomaga, a wręcz szkodzi, bo kobieta nie ma możliwości skupienia się np. na prawidłowym oddechu czy parciu, bo tylko krzyczy i nic więcej. Nie znam tego z autopsji, ale to są słowa położnej. Dlatego też często położne właśnie krzyczą na rodzące, bo to jest taka terapia szokowa, by kobieta bardziej skupila się na rodzeniu, a nie krzyku – w ten sposób one pomagają, a nie krzyczą, bo nie chcą sluchać wrzasków.

Duża buźka

Gacka i Julka 01.03.2004

kobin Dodane ponad rok temu,

Re: O krzyku w czasie porodu

Dzieki za link, oczywiscie caly byl wtedy, gdy ja nie mialam dostepu do netu 🙂 Bardzo ciekawy i widze, ze wiele dziewczyn ma identyczne odczucia i doswiadczenia do moich.

kobin,Konciu i

blueanna Dodane ponad rok temu,

Re: O krzyku w czasie porodu

no hej hej 🙂
tzn. o jakiej fazie porodu mowimy?
nam polozna w szkole rodzenia powiedziala, ze mamy sobie same znalezc najlepszy sposob na radzenie sobie z bolem – czy jest to krzyk, spiew (swoja droga opowiadala o kobiecie, ktora przez 12 godzin przy kazdym skurczu wydawala z siebie operetkowe tony :). ) czy cokolwiek innego – przede wszystkim ma to nam pomoc! zaznaczyla jedynie, ze istnieje duzy zwiazek pomiedzy miesniami ust a szyjka – ponoc (ja tak wierze w to w 70%- ta polozna to lubuje sie w takich sprawach plus homeopatia) jak piszczysz i przy tym zacisniasz miesnie ust/twarzy to, to samo dzieje sie z szyjka – a co nie jest raczej wskazane. polecala jednak glebokie tony, rozluznione usta, i najlepiej harczenie, warczenie itp. mowa tu caly czas o skurczach rozwierajacych. o krzyku podczas parcia nic nie mowila – ale wydaje mi sie, ze cale parcie jakos zupelnie naturalnie przychodzi i nie wiem czy ma sie wtedy czas na krzyki…
tak czy owak, polecila nam jeszcze zapakowac to torby do szpitala zatyczki do uszu 🙂 takze u mnie w klinice krzyki sa jak najbardziej polecane 🙂
a czy krzyk podczas parcia naprawde odbiera sily? no jak to bylo u ciebie przy pierwszym porodzie? Dalas sobie przeciez rade no i chyba ci raczej pomagaly krzyki niz wykanczaly, co?
pozdrawiam 🙂
ps. swoja droga ja to bede pewnie klac wnieboglosy 🙂

kobin Dodane ponad rok temu,

Re: O krzyku w czasie porodu

Hmm, ja to akurat darlam sie caly czas-nawet prac, to jest mimo wszystko mozliwe. Nikt mi w tym nie przeszkadzal, a jedna polozna do tego cierpliwie trzymala moja reke i mowila do mnie prawie czule, zeby mnie uspokoic. Nie wiem, ale wydawalo mi sie, ze jakbym nie krzyczala, to oczy by mi z orbit wyszly, bo mimo krzyku i tak na calej twarzy popekaly mi naczynka z wysilku.
Ale z tego co zrozumialam, to tu w ogole mowia, zeby nie krzyczec, tylko kumulowac i oszczedzac sily, przez caly porod.
No tez mam taka nadzieje, ze i za drugim razem sobie poradze, ale nie chcialabym tu sobie narobic obciachu, hihi, jesli wszystkie rodzace sa nauczone stoickiego spokoju. A do Niemek to by bylo podobne.

kobin,Konciu i

blueanna Dodane ponad rok temu,

Re: O krzyku w czasie porodu

hehehe 🙂
kobieta rodzaca i stoicki spokoj??? to raczej nie idzie w parze 🙂 niczym sie nie przejmuj i po prostu reaguj na swoje cialo tak, jak ono ci podpowiada i jak tobie jest latwiej 🙂
na pewno sobie jedynie pomozesz kierujac sie instynktami – a jesli one mowia krzycz- to krzycz! i miej gdzies co inni mysla 🙂
w sumie to ja sie tu wymadrzam, a to ty przeciez juz jestes po doswiadczeniu, wiec skoro tamta polozna nie kazala ci sie zamknac, bo tracisz sily, to chyba bylo ok, no nie?a przynajmniej moze sobie jakos ulzylas 🙂
ja tez juz powolo sie nasluchalam co ile sekund oddech, wydech bla bla bla – slucham jednym uchem,a w duszy wiem, ze jak przyjdzie co do czego, to bede sluchac sie swojego ciala i na pewno bedzie ok 🙂 w koncu nog chyba razem trzymac nie bede, no nie?

agula Dodane ponad rok temu,

Re: O krzyku w czasie porodu

A niby kiedy mamy sobie porządnie pokrzyczeć? Mi tam krzyk dodaje energii i będę sobie krzyczeć ile będzie trzeba – w końcu praprzodkowie nasi w trakcie bitew podczas ataku darli się dla kurażu – a my co toczymy bitwę z matką naturą – do boju mamuski z krzykiem na ustach
Pozdrowienia
Agnieszka Paulisia (2 latka) i Mikołajek 20.08

iwasuwalki Dodane ponad rok temu,

Re: O krzyku w czasie porodu

No właśnie. Powiem Wam, że uwierzyłam położnej ze szkoły rodzenia… Naprawdę nie warto się drzeć, lepiej mruczeć, stękać, warczeć.. Zabawnie to brzmi, ale podczas pierwszego porodu tak sobie wbiłam to włeb, że wirzcie albo nie, ale ani razu nie wrzasnęłam. Po porodzie mąż z niedowierzaniem mówił, że “moja to stękała, ale nie wrzeszczała, albo nie pamiętam”. Kurcze, miałam taki fajny artykuł co dzieje się z nami i dzieckiem podczas gdy my krzyczymy. Jedno co pamiętam dokładnie, gdy się drzemy, dusimy dziecko. Zamykamy dostęp tlenu dla dziecka, bo sam krzyk powoduje zamykanie przepony, poszczególnych odcinków układu oddechowego, a na końcu powoduje taka relację: krzyk-dziecko nie ma czym oddychać, drugi krzyk-znów nie ma czym oddychać. Nie możemy zapomnieć, że przy porodzie nie męczy się położna, czy mąż trzymający nas za raczkę i podający wodę do picia, a jedynie my i nasze bobaski. Taka niunia w brzuszku oddycha tak jak my oddychamy, dlatego tak ważna jest ta cała nauka dychania w szkole rodzenia. W praktyce to dopiero ćwiczyłam na porodówce i wybrałam jakąś opcję dobra dla mnie. Pamiętam, że miałam zacisnięte zęby (kurde jak mi potem szczęka bolała) i tak oddychałam, nie nosem, ustami jak uczyli, zapomniałam kolejności 🙂 Wrzask wrzaskiem, ale pamietajcie też, by nie zaciskać pięści podczas pierwszych faz porodu. Tak to sobie wbiłam w łeb, że naprawdę nie zaciskałam, a jak robiłam to nieświadomie, mąz mi przypominał (dostawał za to opieprz, ale przecież po to był ze mną, by mi ulzyć 🙂 ). Dlaczego? Ręce niesamowicie się męczą, a dostajemy takiego powera podczas skurczy, że nie da się tego opisać, a mięśnie męczą się… trzeba uważać, by na samo parcie wystarczyło nam energii, bo gdy już dzidzię wypychamy, nogi i ręce są najważniejsze.
Co do parcia, by poszło tam gdzie trzeba, by nie zatrzymało się w buzi i rano bysmy nie wyglądały jak ufoludki z popękanymi krwinkami na buzi i dekoldzie, mam taką “swoją” praktyczna radę. Niech sobie położna wrzeszczy przyj na dół, skup się, itp. Wy wyobraźcie sobie, że wypychacie…hemoroidy 🙂 Łatwiej tym, co je mają… mówię absolutnie poważnie. Ja po prostu wyobraziłam sobie, że mam zatwardzenie (w sumie całą pierwszą ciążę miałam) i robię kupę, muszę wyprzeć hemoroidy, gdy to poczujecie, parcie nie zatrzyma się na górze. U mnie ten etap przeszedł cudownie szybko, ani razu nie zgubiłam “parcia”, także polecam moją “metodę”..
Pozdrawiam

Znasz odpowiedź na pytanie: O krzyku w czasie porodu

Dodaj komentarz

Noworodek, niemowlę
Kiedy zaczac mycie ząbków?
Mój syn ma już 8 pięknych bielutkich ząbków i się zastanawiam kiedy i jak, jakimi środkami mu je myć? Czy aby nie za wcześnie jeszcze? Jak to jest u Was?
Czytaj dalej
Noworodek, niemowlę
Szukam ślicznych życzeń z okazji roczku :)))
Szukam jakichś ładnych życzeń dla dziewczynki z okazji 1 urodzin. Może być wierszyk albo "zwykłe" życzenia :) Jeśli macie coś takiego, podzielcie się ze mną proszę. Albo polećcie mi jakieś
Czytaj dalej