Forum: Pamiętniki

Piękny, wspaniały, cudowny, oczekiwany Dzień

9 maj 2002, początek nowego lepszego świata.

29 styczeń 2003 siedzimy sobie z żonką i objadamy się jednolitrowymi lodami z Zielonej Budki, oglądając makabryczny, aczkolwiek wciągający serial „ M jak miłość”. Jest około 20:30, wtem żonka mówi, „Grzesiek odeszły mi wody”! Słowa, na które czekałem prawie 9 miesięcy, wreszcie dobiegły do mych uszu. Akcja błyskawiczna, taksówka, ubranie się, wyjście, zero paniki (no poza tym, że gdy Marcjanna była już ubrana, ja sobie przypomniałem, że mam ubrać inne spodnie no i musiałem się przebrać). Jedziemy sobie spokojnie nasz kierowca nie pisnął Anie słowa, martwił się pewnie biedny, żeby samemu porodu nie musieć odbierać. Dojechaliśmy Ujastek 3. Izba przyjęć, trzeba zrobić USG, trzymamy kciuki, aby wszystko było dobrze. Jest! Ułożona ja trzeba, teraz tylko czekać. Zaprowadzają nas do pokoju, instruują, zostawiają. Jesteśmy sami przytulamy się, jesteśmy podnieceni tym, co niedługo nastąpi. Wchodzi położna, uspokaja, owija brzuszek receptorami i podłącza do maszyny. Słyszymy przez następna godzinę lub półtorej bicie serduszka naszej pociechy. Ja ciągle wpatruje się w wskaźnik cyfrowy i martwię się za każdym razem, gdy widzę jak tętno dzidziusia się obniża. Wiem, że to normalne, ale…
Odłączają, możemy zająć się rodzeniem.
Zaczynam przejawiać pierwsze oznaki znudzenia, no, bo cóż tu robić, na razie żadnych, bóli, wody już nie wypływają, monotonne czekanie. Coś zaczyna się dziać, takie lekkie skurcze, ale już dające znać, że będą bolesne. Minuta za minuta ciśnienie coraz wyższe (Marcjanny), bóle się nasilają. Oddychamy, kucamy wszystko to, co nauczyliśmy się robić w szkole rodzenia, trochę pomaga. Marcjanka dostaje wielką żółtą piłkę, na której się siedzi, można delikatnie podskakiwać, pomaga ułamkowo. Ból coraz gorszy. Marysia cierpi jest źle skurcze, co kilka minut. Idzie pod prysznic, więcej pomaga niż ćwiczenia, ale ileż można siedzieć pod prysznicem? Wychodzi, chodzimy po pokoju. Ból, ustawiamy się ja liczę ile trwa skurcz, w jakich odstępach, ćwiczymy, pomaga coraz mniej, już wiemy ze ból zwycięży. Znów prysznic, tym razem z piłką, Marysia tam najmniej cierpi. Biedaczka, ale dzielna. Ból. Ból. Ból. Coraz częściej czas biegnie nieubłaganie już 5 rano. Wiemy, ze to już niedługo. Skurcze są tak częste, że Marysi się wydaje, że dzidziuś już wychodzi. Ból. Wreszcie położna decyduje, że idziemy na salę porodową. Marsjanek cierpi już strasznie. Kładzie się na fotelu porodowym. Lekarz obserwuje i każe jej zejść, jeszcze ma czekać. Skurcz za skurczem. Marsjanek kuca krew wypływa. Jest kochana nie martwi się bólem tylko tym, tylko tym czy ta krew to zły symptom. Piąta dwadzieścia pięć wchodzi na fotel, ja koło niej. Mówię jej jak ma oddychać, ból jest straszny, koszmarny, nie wytrzymuje, płacze, żal mi serce rozrywa, wdech, parcie z powolnym wydechem i tak w kółko. Piąta dwadzieścia osiem jest główka, już ją widzę, taka malutka, cała we krwi, wdech, parcie, wydech. Piąta trzydziesci wychodzi cała, krzyczy to dobrze, kładą ją na brzuchu Marysi, śmiejemy się już po wszystkim. Marcjan ja tuli do siebie. Mówi do niej –niego. Nawet nie zwracamy uwagi, jakiej jest płci. Od razu to samo pytanie przychodzi nam na myśl. Zadaje je. Dlaczego ma tak wydłużoną główkę???!!! To nic mówi lekarka, to od ciasnego przejścia do naszego świata. No tak logiczne. Wreszcie zwracam uwagę to dziewczynka, mała córeczka tatusia, jego oczko w głowie największy skarb, mały, malutki człowieczek, CUD. Przecinam pępowinę. Nieudolnie na dwa razy zabrakło dwóch milimetrów. To nic na szczęście będzie. Biorą ją, waży 3070, 58 centymetrów, 30 stycznia 2003, 6 dni po moich urodzinach. Jest piękna i ma 10 punktów Apgarta.
Idziemy z powrotem do pokoju, Marsjanek ja karmi, ja robię zdjęcia, szczęśliwi, całujemy siebie, Milenie ostrożnie tylko raz, jeszcze za wcześnie dla niej. Wszyscy zmęczeni i śpiący. Biorę Milenkę na ręce, trzymam na kolanach śpi słodko, Marcjanka leży, zasypia, ja też drzemie. Po chwili się budzę, malutka znów chyba chce jeść, kładę ja obok kochanej mamusi, delikatnie ją przytula. Żegnam je, będę popołudniu, teraz niech obie się wyśpią. Wracam tramwajem i wydaje majątek na smsy, wysyłam do wszystkich z książki telefonu. Otrzymuje mnóstwo gratulacji, jestem taki szczęśliwy. Dojeżdżam do domu trzeba wszystko opowiedzieć, szybko zasypiam mając przed oczyma obraz mojego prywatnego CUDU.
Od dzisiaj brak autonomii, świat do góry nogami, nowe trudności, nowe radości. INACZEJ. Ale jest super marzenie się spełniło, teraz wystarczy być dobrym ojcem i mężem. Miejmy nadzieję, że się uda.

M&G&M

3 odpowiedzi na pytanie: Piękny, wspaniały, cudowny, oczekiwany Dzień

gosiaf Dodane ponad rok temu,

Re: Piękny, wspaniały, cudowny, oczekiwany Dzień

Oj wiesz jakos lezka w oku mi sie zakrecila….
Gratuluje tobie i ‘Marsjance’

Gosia
[Zobacz stronę]

Edited by smoki on 2003/09/03 19:34.

Dodane ponad rok temu,

Re: Piękny, wspaniały, cudowny, oczekiwany Dzień

uda się 🙂 fajny gość z Ciebie!

Edited by smoki on 2003/09/05 15:18.

gregorius Dodane ponad rok temu,

Re: Piękny, wspaniały, cudowny, oczekiwany Dzień

Jest super, ba nawet jeszcze lepiej. Ten dzidziuś który przewrócił mój swiat do góry nogami okazał się mym swiatem. Teraz ma już 8 miesięcy i szaleje. “Grucha, mówi, pełza, raczkuje, a co najbardziej widoczne STOI. Nie mozna jej upilnować zamiast sobie siedziec w łóżeczku, łazi po nim, chwieje sie, podskakuje i klapie na pupe co chwila. Słodko się wspina po nas, po półce z książkami (zgroza), na psa no wszedzie…Jak zacznie chodzic to chyba się nie połapiemy w jej pilnowaniu. To jest po prostu smigacz. Jestem naprawdę pod wrażeniem jej pedu do życia do poznawania wszystkiego (dobrze że nie wszystkich). Jej, a jak zostanie himalaistką, ja biedny tatuś sie chyba załamie. Mój skarbeczek słodziutki na jakiejś wielkiej górze buuuu…
Kiedys wchodze do domu po pracy pysiaczek oczywiście stoi w łóżeczku i mnie widzi CIESZY SIĘ, ŻE MNIE ZOBACZYŁA JEJ SMIECH ROZNOSI SIE PO CAŁYM DOMU, SKACZE JAK SZALONA NA TYCH SWOICH NÓŻKACH, AŻ SIE CZŁOWIEKOWI ŁZA W OKU KRĘCI, taki mały człowieczek, a tyle radości od siebie daje. Ojciec to brzmi dumnie.

M&G&M

Znasz odpowiedź na pytanie: Piękny, wspaniały, cudowny, oczekiwany Dzień

Dodaj komentarz

Karmienie
sterylizacja
Dziewczyny do sterylizacji potrzebne jest zupelnie nowe naczynie, czy moze to byc stary, uzywany juz np. garnek, w ktorym wygotowuje sie dane rzeczy????? pozdrawiam Aniai Natalka 26.09.03
Czytaj dalej
Noworodek, niemowlę
hej sierpniowe mamusie!
Pewnie jestescie teraz wszystkie bardzo zajete, ale moze ktoras znajdzie chwilke na podzielenie sie miedzy kupka a karmieniem ( hi,hi) swoimi wrazeniami maciezynstwa? A jak tam u Was z waga? Ja pomimo
Czytaj dalej