POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

hmmm zobaczymy na ile dokladnie mi jas pozwoli wszystko opisac i ile z tego wszystkiego bede pamietac….
no to zaczynamy…
wszystko zaczelo sie calkiem niewinnie….siedzialam sobie oczywiscie przy komputerku i galdalam sobie to tu to tam przegladajac forum…i nagle o 17:25….PYK!…cos jakby mi pekla jakas malutka chrzasteczka tam na dole…aha..pomyslalam i poszlam spokojnie do lazienki sprawdzic o co chodzi…wylecialo ze mnie troche rozowej wody…CZYZBY TO JUZ???….wpadlam w lekka panike i nie wiedzialam co zrobic najpierw….ale poniewaz jestem w miare dobrze wychowana to najpierw zakonczylam konwersacje netowe oznajmiajac ze chyba wlasnie zaczynam rodzic, co musialo lekko zmieszac rozmowce bo na wczesniejsze pyt “czy to juz?” odpowiedzialam ze jeszcze nie….zreszta bylam umowiona nastepnego dnia wiec gdziezby teraz….potem zadzownilam do meza ktory wracal z pracy zeby juz nie robil tych zakupow co to go o nie prosilam bo chyba nie beda i tak potrzebne…potem probowalam dodzwonic sie do poloznej…nagralam sie jej z cala opowiescia o “pyku” i zaczelam sie przygladac krytycznie spakowanej do polowy walizce…pozniej stwierdzilam ze w zyciu nie pojade do porodu z brudnymi wlosami (i slusznie bo pozniej ich nie mylam przez caly pobyt w szpitalu)…zdazylam sie wykapac, ulozyc wlosy, spakowac do konca, w miedzyczasie przyjechal maz, zalatwil transport i pojechalismy do szpitala (polozna do ktorej sie w koncu udalo dodzwonic powiedziala ze mamy sie znalesc po ok godz poltorej w szpitalu, dobrze ze ja zlapalam w szpitalu bo w domu jej synek powiedzial ze mama bedzie na doblanocke wiec zlapalam ja jeszcze zanim skonczyla dyzur i nie musiala jezdzic w te i wewte)… w szpit od razu poszlam na gore gdzie polozna sprawdzila czy to wody (ja nie mialam watpliwosci bo w samochodzie tescia zachlapalam tapicerke a spodnie mozna bylo wyrzymac) chodzilo o to zeby mnie nie zatrzymywali niepotrzebnie…wody byly jak byk…zeszlam na dol gdzie dokonano formalnosci (trwalo to wszystko razem z przebraniem moze pol godziny)…zapomnialam dodac ze mialam od poczatku skurcze (w trakcie transportu co 7 min)…bylam z lekka przerazona wszystkim a juz szczegolnie glupio sie czulam tam na dole czekajac z sanitariuszem na winde wsrod tych wszystkich ludzi ubranych normalnie (na domiar zlego wikeszosc to byli faceci) a ja przerazona gruba i brzydka, w szlafroku i klapkach … tom czekal na mnie na gorze z walizami….
ok 20 zaczelismy nasza droge przez meke…wczesniej zrobili mi zapis ktg, w trakcie jakies ankiety, formularzepamietam ze za sciana rodzila kobieta (w trakcie mojego porodu odbyly sie 4 w tym dwie panie przyjechaly po mnie…jak dobrze ze mialam swoja polozna) sluszalam jej jeki – byla juz przy partych…po chwili uslyszalam krzyk dziecka..poryczalam sie jak glupia (pozniej to samo przytrafilo sie tomowi kiedy ja rodzilam a za sciana slychac bylo placz nowonarodznowego czlowieczka…to sa emocje nie do opisania)…potem zbadali (to byl chyba ten slynny masaz bo nie bylo to przyjemne) ponadto moja polozna zrobila psiejsko czarodziejsko i w trakcie podala mi cos aby wszystko poszlo sprawniej … (hehe ciekawe jakby poszlo bez tego bo trwalo wszystko 10 godzin….), mialam wtedy 2 cm rozwarcia… pozniej zaczelismy chodzic z tomem po korytarzu…skurcze byly coraz mocniejsze…chcialam byc idealna rodzaca – caly czas lazilam, oddychalam a na koncu korytarza robilam po dwa przysiady (pomysl meza), w miedzyczasie podczas skurczu kiedy musialam przystanac i oprzec sie o cos (na solcu maja swietnie porozkladane na korytarzu stoliki, niskie lodowki i inne dobre do tewgo celu) wtedy tom masowal mi krzyz…po pewnym czasie bylam juz b zmeczona – zaproponowano mi pilke i prysznic na ktory chetnie przystalam bo przestawalam sie juz powli radosnie usmiechac i byc taka dzielna…pod prysznicem niewiele sie dla mnie zmienilo oprocz tego ze bylam jeszcze bardziej zmeczona skurczami, ale na pewno bylo tam przyjemniej niz by bylo poza…musialam wygladac nieco zalosnie taka wielka, naga na wielkiej niebieskiej pilce polewana przez meza (dobrze ze kabiny male bo bym sie pewno stoczyla z tej pily…) na poczatku w przyplywie dobrego humoru chcialam nawet skakac w trakcie skurczu ale szybko mi przeszlo…pod koniec prawie zasnelam… tom mi wlasnie powiedzial ze wygladalam jakbym dostala w zyle…ledwo kontaktowalam i zaczynalo mi sie robic wszystko jedno…polozna powiedziala ze jesli chce znieczulenie to mam sie zdecydowac teraz…przed porodem byla taka na ura ze myslalam ze sobie poradze bez (jestem chyba raczej wytrzymala na bol – tylko raz mialam zniecz na zeba i dentysty ale to przekonanie mialam do dnia porodu…) ale zaczelam sie lamac…bylo mi glupio troche ze nie daje rady..ale tom powiedzial ze nie ma o czym mowic i jesli tylko czuje ze tak to bierzemy…gdzies resztkami swiadomosci zaczelam sobie wyobrazac rosnacy rachunek… w koncu mnie wyciagneli i zaladowali na te fajne rozowe lektroniczne fotele do rodzenia…po pewnym czasie pojawila sie pani anestezjolog a mnie zaczelo sie naprawde spieszyc do znieczulenia…skurcze stawaly sie coraz mocniejsze i dluzsze… balam sie ze nie dam rady wytrzymac przy wkluwaniu w kregoslup bez ruchu…najgorsze bylo to ze strasznie dlugo to trwalo…pani anestezjolog dopiero za 7 (!) razem wbila sie tak jak nalezy (faktycznie mam do dzis 7 malenkich punkcikow na plecach)…niestety znieczulenie i ja nie pasujemy do siebie – zadzialalo o tyle ze juz pozniej kiedy mialam skurcze jeden za drugim to skrocil sie nieco czas ich trwania i moze sila pierwszego po podaniu leku…w miedzyczasie tom szykowal kolo mnie ubranka – pamietam ze bylo to dla mnie b dziwne ze to juz za chwile nasz synek bedzie na swiecie..a ja wogole nie gotowa jeszcze…przyznam sie ze wogole nie bylam dzielna…wilam sie i jeczalam okropnie…mimo to maz dzielnie mi pomagal mowiac ze jestem dzielna, ze kocha, ze dam rade, ze juz niedlugo…baaardzo mi to pomagalo…trzymal caly czas za reke…w bolach doszlismy do 8-9 cm i spytano wtedy o to czy nie mam moze pozniejszego usg (moje ostatnie bylo z 32 tyg)…niestety nie mialam (ppozniej mi opiwiedziano ze gdyby byly to najprawdopodobniej wczesniej by podjeto decyzje o cesarce)…meczylam sie do 10 cm…parlam jak moglam…bol byl okropny ale chcialam miec to jak najszybciej z glowy – pamietam z tego czasu obrazek toma, ktory co prawda nie czul takiego bolu fizycznie ale widzialam ze strasznie mu jest bo nie moze mi pomoc, z bezsilnosci ciekly biedakowi lzy… niestety nie bylo postepu w II fazie – jas nie schodzil caly czas do kanalu rodnego a na domiar zlego jego glowka zaczela juz puchnac od gory – podjeto decyzje i zaczly sie przygotowania do cesarki, poczulam wielka ulge wymieszana z lekkim strachem – przeciez ja nigdy nie bralam tego pod uwage ni9c na ten temat nie wiem…a jak sie obudze w trakcie lub nie zasne do konca tak jak juz tu ktos opowiadal, przewieziono mnie na sale, pamietam swoaj panike kiedy zaczeto mnie przywiazywac – boze – robia to bo moge sie obudzic i zaczac wierzgac – podzielilam sie obawami z anestezjolog ktora mnie uspokoila ze to po to zeby mi sie np nie obsunela reka ze stolu i ze bedzie mi wygodniej…na stole dostalam b silnych partych – to bylo okropne – za chwile wyjma mi jasia z brzucha a ja jeszcze sie mecze – chcialam juz nic nie czuc…ale zoo ktore mi chcieli podac do cc nie za b dzialalo, mowie ze czuje palce a oni na to ze smiechem ze palcy mi nie rusza – mimowolnie sie usmiechnelam…mila pani anestezjolog powiedziala ze juz za chwile bedzie po wszystkim i juz nie bedzie bolalo…ostatni obrazek jaki zapamietalam przed zasnieciem to tom na krzeselku gdzies w dali (pozniej powiedzial mi ze patrzyl caly czas az spojrze na niego i spojrzalam 🙂 pozniej nie wiem co bylo bo samcznie spalam ale ponoc rak po wyciagnieciu jasia powiedzial – no to mamy zdrowego i pieknego synka 🙂 trwalo to 20 min a ja mialam wrazenie jakbym spala pol nocy…
potem przewozka do sali pooperacyjnej po drodze tata pokazal mi jasia, ktorego trzymal na rekach…powiem szczerze – z tego okresu niewiele pamietam oprocz tego ze patrzylam to na toma to na jasia i oboje nic nie mowilismy tylko plakalismy z radosci …
potem pierwsze karmienie…

wiem ze wszystko to co napisalam moze brzmiec nieco dramatycznie, ale chcialam bez upiekrzen opisac wszystko co mialo miejsce, ale teraz najwazniejsze – NAPRAWDE TO CALY TEN WYSILEK, BOL I STRES NIE MAJA WIEKSZEGO ZNACZENIA JAK PATRZE NA BUZIE JASIA…
moglabym tak patrzec i patrzec i patrzec…

zycze wszystkim jak nalzejszych porodow, choc to tak naprawde nie ma to znaczenia bo sie o tym zapomina b szybko…bol mozna zniesc i zapomniec najgorsze jest chyba to jacy moga byc ludzie wokol i o tym mozna zdecydowac – wokol mnie byli sami zyczliwi…

pozdrawiamy serdecznie

ps widac jaki ten moj jas grzeczny – ani razu nie przeszkodzil mamusi w pisaniu ;))))

kiuiczyca – matka z jasiem u boku

27 odpowiedzi na pytanie: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

ejva Dodane ponad rok temu,

Re: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

dla mnie i tak jesteś dzielna kiuiczku:)
wielkie gratulacje… tak czytałam o twoim porodzie… wzruszyłam się ogromnie i zastanawiałam jak to ze mną będzie.
Pozdrów męża – jest bardzo dzielny i ucałuj Jasia

Ewa i Julia:)
termin: 29.03.03

lea Dodane ponad rok temu,

Re: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

Buziaki kasiu i .. nie pisz już wiecej,. bo sie zarycze na amen, a i tak juz nie mam sił by rodzić… buuuuu

Dzieki za info, ze mozna spokojnie umyc wlosy po odejsciu wód, zastanawialam sie, czy zdąże hehe ;-P

No i ja tez mam usg z 32. tygodnia… uwazam, ze jezeli lekarze sądzą, ze to za wczesne, to powinni sie wysilic i cholera zrobic usg jak trafiasz do szpitala:-( Mam nadzieje, ze dotrwam do poniedziałkowej wizyty, a wtedy jestem gotowa zgwałcic gina, żeby mi tylko zrobił aktualne usg ze szczeg. uwzględnieniem głowki i miednicy.

Kasiu, jesteś the best po prostu… buziaki dla kiuików i hobbitów 🙂

Lea i dzieciątko płci zmiennej acz niezmiennie kochanej (11.03.03)

kropek Dodane ponad rok temu,

Re: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

Jestem pod wrażeniem ile tak naprawdę kobieta jest w stanie znieść. Rany podziwiam Cię naprawdę. U mnie może byc to samo – ja usg zrobiłam w 38 tyg i wyszło że mogę nie urodzić naturalnie tylko przez cc. Ech zobaczymy co zadecyduja lekarze w szpitalu.

Gratuluję Wam jesze raz, ucałuj swoją kruszynkę ode mnie. Ja wciaż czekam na swoją 🙂

Pozdrawiam Kasia i 39 tyg Paulinka

goha Dodane ponad rok temu,

Re: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

No ładnie, poryczałam się przez Ciebie!!!
Najważniejsze, że jesteście już PO. Życzę Ci byś szybko doszła do siebie!! Gartuluję i pozdrawiam dzielną mamusię, Jasia i Toma!!!

Pozdrawiam
GOHA i Dareczek
14. 04. 2003

cccelinka Dodane ponad rok temu,

Re: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

Kiuczku!

Jestem pod wielkim wrażeniem! Gratuluję wytrwałości, podziwiam Twoje nastawienie i życzę całej trójce wszystkiego najlepszego.

CCCelinka + Kacperek 09.03.03.

kasiaw Dodane ponad rok temu,

Re: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

Gratuluję Jasia i dzielnego męża 🙂 Cieszę się, że już Jaś jest z nami. Ucałuj Maleństwo ode mnie, od Jojka i Pawełka.

Kasia mama Pawełka.

gosiaczek13 Dodane ponad rok temu,

Re: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

no az sie popłakałam
życze wam dużo zdrówka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
dzielny tata gratulacje!

Gosia i (ur.13.12.2002) Adiczek!!

Dodane ponad rok temu,

Re: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

oj, nacierpialas sie biedaczko..

ale warto bylo, prawda?

pozdrawiam

Ewa i Krzyś (prawie 3 miesiące!)

kiuik Dodane ponad rok temu,

Re: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

pewno ze warto 🙂
wystraczy popatrzec na zdjecie…
zrobilabym to jeszcze raz 😉

kiuiczyca – matka z jasiem u boku

kiuik Dodane ponad rok temu,

Re: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

dzieki 🙂
masz to jak w banku….:)

kiuiczyca – matka z jasiem u boku

kiuik Dodane ponad rok temu,

Re: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

wlasciwie to mozna powiedziec ze juz doszlam…
czuje sie coraz lepiej, wlasciwie to juz nawet bardzo dobrze… w biegu przez plotki moze nie moglabym jeszcze startowac ale….;)

kiuiczyca – matka z jasiem u boku

kiuik Dodane ponad rok temu,

Re: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

moze to nieskromnie zabrzmi ale ja tez bylam i jestem pod wrazeniem…z drugiej storny przeciez nia mamy innego wyjscia 🙂 zobaczysz jak szybko zapomnisz o bolu po…
masz o tyle wiecej szczescia ze z tym usg nie beda cie za dlugo meczyc…
zycze powodzenia!

kiuiczyca – matka z jasiem u boku

kiuik Dodane ponad rok temu,

Re: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

dobra….ani mru mru…..;)
mozna mozna…i jeszcze wysuszyc na szczotce (a moje sa poldlugie i dosc geste..;)…zastanawialam sie czy nie pomalowac paznokci (robie to zawsze bezbarwnym lakierem..ale juz dalam sobie spokoj.. to chyba dosc upokarzajace jak stawiaja ci zmywacz obok ankiety przy przyjeciu do szpitala…)
gwalc lea gwalc….bylabym b szczesliwa gdyby ktos mogl skorzystac z moich doswiadczen…

a tak wogole to doszlam ostatnio skad u mnie ta cesarka (nic nie wiedzialam o tym bo skwapliwie omijalam tematy w ksiazkach z tym zwiazane – cc i ja?? przeciez ja naturalnie…..)
a mianowicie jedyna rzecza ktorej nie zdazylam zalatwic przed porodem bylo to cholerne koleczko do siedzenia – mialam je pozyczyc od kolezanki ale nie zdazylam….teraz wiem dlaczego….bo nie byloby mi potrzebne haha!
(a ponadto kolezanka od kolka jest w niemczech…)
i jak tu nie wierzyc w przeznaczenie…..

kiuiczyca – matka z jasiem u boku

Dodane ponad rok temu,

Re: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

hihihi, ja też (tym bardziej, ze moj porod byl sielanka)

ale jak do tego meza namowic???

Ewa i Krzyś (prawie 3 miesiące!)

eris Dodane ponad rok temu,

Re: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

Oj Kasiu……wzruszyłam się tym co przeżyłaś….dzielna z Ciebie dziewczyneczka, jeszcze raz gratuluję.

Marta i fasolek

kura-plemienna Dodane ponad rok temu,

Re: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

No to kochana przeżyłaś……… ho, ho, ja już raczej nie dowiem się co to są skurcze a do tego parte, ale widzę, że jesteś dzielna niesłychanie. Dwa porody w jednym !!!!!
Całuję cię mocno i Basiulec też szturcha łokciem Jasia hihihihi :))

Anka i Basiulec 17 grudnia 2002

Dodane ponad rok temu,

Re: wlałaś mi miód w serce

Pomimo wszelkiego bólu i umęczenia, których doznałaś, nie przestraszyłaś mnie perspektywą porodu… Prawdopodobnie gdybym przeczytała Twoją wiadomośc o porodzoe poł roku temu, to wlanełabym w kalendarz… Teraz czuje sie z tym wsyzstkim taka pogodzona, jest to dla mnie normalne, nie boje sie tego…. liczy sie dla mnie tylko to że porod jaki by nie był prowadzi do pojawienia sie na swiecie mojego dziecka, do spełnienia mojego najwiekszego marzenia.
Bardzo się cieszę, ze jestescie wszyscy w dobrej formie, cali i zdrowi , no i w końcu w komplecie… Bede do Ciebie czasem zagladać pieterko niżej do Rodziców (kiedy dziecko już jest), ale i Ty obiecaj , ze czasem zajrzysz do nas pieterko wyzej… Choc już niedługo ja też bede czesciej niżej niż wyżej (taka mam nadzieje).
CZekam na mojego synka z ramionami pelnymi miłosci i bardzo Wam zazdroszcze, ze Wasze ramiona sa już pełne i macie w nich swojego Jasia…
Całuje Was i życzę samych pieknych chwil…

Bruni i Filipek Kubuś
22 kwietnia ’03

Dodane ponad rok temu,

Re: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

ps…
no i Jas na zdjeciu…sama słodycz Gratuluje!

Bruni i Filipek Kubuś
22 kwietnia ’03

shiva Dodane ponad rok temu,

Re: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

Ogromne gratulacje!.Pięknie to wszystko opisałaś,jesteś dzielna kobitka.Zawsze gdy czytam o czyims porodzie wspominam mój.Masz rację ten ból i wysiłek jest wart przeżycia bo niesie za sobą nowe życie.O bólu rzeczywiscie bardzo szybko się zapomina i nic nie jest tak ważne jak to że nasze maleństwa są juz z nami.
Pozdrawiam całą Waszą szczęśliwą trójkę.

Dominika i Martynka(29.12.2002)

kiuik Dodane ponad rok temu,

Re: wlałaś mi miód w serce

zastanawialam sie czy pisac tak szczerze…ale widze ze warto..poza tym sama chcialam czytac takie posty przed porodem, szczere, bez upiekszen…im wiecej sie wie tym sie jest silniejszym…przynajmniej mi sie tak wydaje…
dziekuje ci bruni za cieple slowa…

zycze jak najmniej cierpienia i bolu i jak najwiecej pieknych wzruszen, emocji podczas porodu…zobaczysz – nim sie obejrzysz i juz bedziesz przytulac filipka…

kiuiczyca – matka z jasiem u boku

Znasz odpowiedź na pytanie: POROD KIUIKA (uwaga bo dlugie)

Dodaj komentarz

Oczekując na dziecko
9 miesięcy
cześć dziewczyny...czy wam też sie wydaje lub wydawało ze te 9 miesięcy oczekiwań bardzo sie dłuży ...bo mi wydaje sie że 9 miesięcy to jest strasznie duzo.... pozdrawiam chmurka(21.09)
Czytaj dalej
Oczekując na dziecko
bralyscie moze turinal??
...bo ja wlasnie biore i zastanawiam sie czy dziala , czy pomaga i jak dlugo bede musiala go stosowac , czyli troszke sie martwie , jestem w 6 tyg. pozdrawiam
Czytaj dalej