poród z niespodzianką

No więc te 36 godzin narodzin mojego Mateuszka – 56 cm, 3350 gr, płećostatecznie męska :-))))

12 marca

Byłam (teoretycznie) po terminie, badanie wykazało małe rozwarcie, miałam już dość odczuwalne skurcze (czasami co 20 minut), 3 noce zawalone z powodu twardego brzucha (bałam sie ze jak tak bedzie dalej, to nie bede miala sił rodzic), bardzo silne zgagi i mdłosci takie wątrobowe (poczucie gorzkości, watroba mi już siadała) więc gdy lekarz zaproponował mi wywołanie porodu, zgodziłam się, tym bardziej, że chciałam rodzić podczas jego dyżuru, a akurat był…
Pojechaliśmy po moją polożną i po 14 – tej zaczęły się formalności papierkowe, podczas ktorych robiono obok lewatywę innej rodzącej, starszej już kobiecie. Miałam badanie (jeszcze nie było mojego lekarza, tylko najbardziej nielubiana i najmniej wykwalifikowana lekarka na oddziale, która tak do końca nie ma uprawnień ginekologicznych, ale okazało się, ze zbadała mnie delikatnie, delikatniej niż rano mój własny lekarz, który chyba nieco mi masował szyjkę przy okazji…), potem golenie (zaskoczenie – było naprawdę malutkie, zresztą nie byłam taka calkiem nieogolona kiedy pojechałam do szpitala) i lewatywa. Było mi ją trodno wytrzymać, bo mialam ostatnio duże problemy z oddaniem stolca, bałam się po prostu przeć, a nie było tam luźno, że się tak wyrażę. Więc kiedy doszło do lewatywy, utrzymanie tego było wysiłkiem, a kazano mi trzymać i jak najdłużej tak stać. W końcu skapitulowałam, pobyt na kibelku trwał dlużej niż się spodziewałam i był bolesny, choć generalnie powiem Wam, ze nie wpominam lewatywy niemiło. Potem weszłam pod prysznic. W międzyczasie ta kobieta, która przede mna miała lewatywe.. zdązyła już urodzić! Lezała juz teraz na korytarzu pod porodówkami, tak u nas wygląda 4 faza porodu 🙁 Ale to było jej 6. dziecko!
Mąż dostał zielony fartuszek i pomogł mi przejśc na porodówkę rodzinną (wygląda zasadniczo jak każda inna u nas i i tak korzystają z niej do innych porodów, żadnych cudów, łóżko niby jakies nowe, ale cholera niewygodne, węższe niż zwykłe, a prześcieradło miało chyba z 50 cm szerokości). Podano mi oxytocynę. Cały dzień do końca upłynął mi na kolejnych badaniach szyjki macicy i masażach, badało mnie tego dnia 5 różnych osób, niektórzy po kilka razy (nie polecam – każdy subiektywnie ocenia postęp i najlepiej, zeby robiła to jedna osoba, będzie wtedy wiedziała, czy postęp faktycznie jest). Na szczescie nie zmieniała się przy mnie położna, więc był ktoś, kto miał ogląd na całość… Mąż siedział przy mnie, trochę czytał książkę, ja nie miałam siły rozmawiać, cały czas mnie głaskał i przytulał… kompletnie nie chciało mi się chodzić, skurcze zaczeły być dość silne i częste, chciałam tylko lezeć na boku i nic poza tym, no i przeżywałam założony mi welflon… (hihi) czułam go dziwnie i nieprzyjemnie. Wywoływanie nie przyniosło za bardzo efektu, za to dało koszmarne bóle, zaczęły się już też krzyżowe, w końcu podano mi narkotyk i zaprzestano oxytocyny, i o dziwo wtedy akcja się jakoś wzmogła, ale nadal bez efektu, zakończyliśmy wywoływanie tuż po 12 – tej, mialam chyba ok. 3 cm rozwarcia wtedy, skurcze były co 5-6 minut, ktg cały czas pracowało, ale postęp minimalny. Słyszałam tego wieczoru 2 porody w sali obok… jedno cc – kiedy usłyszalam dziecko, poryczałam się ze wzruszenia… a nie miałąm sił żeby się choćby potem wysmarkać…
Pod wieczór zapragnęłam się wycofać, ale lekarz powiedział, ze ktg jest niereaktywne, czyli zapis nie pokazuje ruchów dziecka (choć tetno jest ok, a ja ruchy czułam, natomiast wg mnie to ten sprzęt był cokolwiek “niereaktywny”). Kazał mi dalej robić ktg, żeby sie upewnic co do zapisu, a ja miałam już dosyc, bo wolałam urodzic normalnie… po prostu nie spodziewałam się, ze mimo moich bólów i mimo oxytopcyny postęp bedzie tak beznadziejny. Poczulam sie jakby zmuszona do tego wszystkiego, a on w dodatku jakby mi sugerował, ze to ja chcialam wywoływac. Nic takiego nie powiedzial, ale ja tak sie czulam – wlasnie przymuszona jakos.. moze to wina mojego braku zdecydowania… ale potem okazalo sie, ze dzieki tej kontynuacji wywoływania wszystko mogło zakonczyc sie dobrze….
Przerwano po północy, zajłęam pojedynczą salę naprzeciwko porodówki, mąz trochę posiedział i pojechał się przespać, położna też (ona spała 4 godziny tylko!), ja jeszcze przez godzine miałam skurcze co 4- 5 minut, ale już lżej bolało, w koncu zasnęłam jakoś, niedługo po tym, jak jakaś dziewczyna w sali naprzeciwko urodziła dziecko i jak znowu się popłakałam słysząc jego krzyk… Dało mi do myslenia to, ze ona caly czas byla cicho, potem z calej sily, jak na filnmach, krzyknela kilka razy i bylo juz dziecko… zupenie jakby I faza nie była dla niej bolesna…

13 marca

Pobudka nieprzyzwoicie wcześnie, po obchodzie wzięto mnie na badanie, ekipa 4 – osobowa, w tym dwaj przystojni bruneci – lekarze (oczywiście mojego już nie było). Badanie delikatne (nareszcie!) ale orzeczenie mnie zmartwiło, bo lekarz zaaplikował tabletkę dopochwową i stwierdził, ze urodzimy. Boże, a ja już tak nie chciałam wywoływania.
Nie pamiętam nazwy tej tabletki, ale powiem tyle – działa bardziej niż oxytocyna, zresztą potem wywoływano nią kilka porodów i widziałam jej efekty. U mnie skurcze po jakichś 2 godzinach stały się wredniaście bolesne i regularne. Mąż się pojawił, ale wolałam być w mojej salce niż na porodówce, skoro nie miałam jeszcze typowej akcji. Drugi dzień nic nie jadłam… Nie pamiętam, jak minął, oprócz tego, ze cały był bardzo bolesny. Po kilku godzinach przeniosłam się na porodówkę. Ciągle pytano mnie, czy jeszcze wytrzymam i czy chcę już jakiś uśmierzacz bólu (mieli na myśli narkotyk, bo o czymkolwiek innym nie było mowy przy tak wolnej akcji jak moja; tu panuje przekonanie, ze zzo spowalnia akcję i że kończy się kleszczami, a ja mialam i tak akcję mizerną i nie byłoby sensu go podawać, bo nie wiadomo bylo, jak długo to potrwa jeszcze). Zużyłam chyba cały papier do ktg w szpitalu, caly czas mnie wydrukowywało, skurcze miałam straszne, bardzo przypominały mi ostry prący ból pęcherza, nie chciałam chodzić, próby wstawania były zbyt bolesne, ból wtedy był taki jakiś szczypiący i skupiony wokół pęcherza, czułam też nacisk na kości. Mimo małego rozwarcia czulam silne parcie cały czas (takie na odbyt). I dużo, dużo badań, dyżur miał lekarz młodziutki i milutki, bardzo delikatny, jeszcze mnie przepraszał podczas badania, a mnie tak nie bolało, natomiast kiedy badała mnie położna konałam i darłam się jak głupia. Nie lubię badania przez kobiety, czuje ich paznokcie w sobie, a badanie podczas skurczu było koszmarne, nie umiałam się rozluźnić… W środku dnia na palcach położnej po badaniu został czop i od tej pory odchodził mi przy kazdym badaniu – zaskoczyło mnie, ze tak go dużo i że zmienia kolor (coraz ciemniejszy był). Podano mi też w końcu jakąś kroplówkę, bo byłam osłabiona bardzo. Zapomniałam dodać, ze od początku mieli problemy z wkłuwaniem się we mnie, pękały mi żyły pod welflonem albo były zbyt skręcone by się wbić, raz nawet założono mi welflon dla noworodków, bo inny mi rozrywał zyly. Kłuto mnie po całych rękach…
O 19:30 podczas badania przez lekarza odeszly mi wody, kazałam je sobie pokazać, żeby choć tyle z tego mieć, bo żałowałam, ze odeszły w taki sposób… wyglądały dobrze. No teraz powinna być akcja… dostałam jeszcze na to oxytocynę, mimo kroplowki próbowałam chodzić ale nic z tego, ból był za ostry, wolałam leżeć na boku, zmieniać pozycję między skurczami, ale czasami nie było między nimi przerw! A zmiana pozycji w skurczu była nie do zniesienia, bo wymagała polożenia nie na wznak, co było po prostu kooszmarne. No i tak to trwało i trwało, lekarz badał mnie optymistycznie, mówił że jest 4 palce / 6 cm rozwarcia – ale to było już ponad 6 godzin po odejściu wód, a postęp na 1 palec tylko mimo wywoływania! Poprosilam o narkotyk, tym razem chyba wcale nie odczułam jego pomocy 🙁

14 marca

Nie miałam już sił kompletnie, we czwórkę – ja, mąż lekarz i położna -zaczęliśmy rozmawiać o cc, decyzję pozostawiono mi, choć lekarz był jak najbardziej za. Spojrzałąm na niego, bo to środek nocy a on po całym dniu w szpitalu, wyglądał świeżo jednak i tak jakoś pewnie.. ale ja przecież nie chciałam cesarki za nic na świecie! Ale sam powiedział – to może trwać jeszcze kilka godzin i nie ma gwarancji, czy w ogóle będzie postęp… A ja bez sił do parcia, czuję bóle, skurcze, parcie i wszystko razem. Zdecydowałam się na cc, ale nie wiedziałam, jakie wziać znieczulenie – POP czy narkozę. Bałam się czuć cokolwiek podczas POP, ale mi je doradzali, a dyżur miał nasz najlepszy anestezjolog (zresztą z jego inicjatywy kilka lat temu rozpoczął sie ogólnopolski strak anestezjologów, facet ma opinie twardziela i w ogóle…). Zaczęły się przygotowania… Tu moje żyly po raz kolejny pokazały, co potrafią, pokłuto mnie cała, bito mnie w ręce i nic… nic do nakłucia albo zaraz pękały, a tu trzeba podawać dużo soli i to z grubej igły, na szybko. Widziałam wszystkie przygotowania i byłam półprzytomna… chyba tylko w takim stanie mogłam się zdecydowac na operację… mąż musiał wyjść na korytarz, ale i tak uważam, ze był ze mną w najważniejszym czasie, nie liczy się to, ze nie widział wyjścia dzieciątka, ja przecież też nie widzialam. Mąż nie jest wg mnie od oglądania… był dla mnie po prostu wsparciem… bez niego sama przez dwa dni czułabym się tam po prostu strasznie, nawet nie chcę sobie tego wyobrażać…
Podgolono mnie, założono mi cewnik… nie wiedziałam, ze taka rurka tam się mieści 🙂 ciut było to niemiłe, ale nie najgorsze…
Przeniesino mnie na łóżko z kołami, zeby zawieźć na salę operacyjną. Rozbawiło mnie to, jak tyle osób złapało prześcieradło i uniosło mnie… moje ponad 90 kilo, haha… do tego… do tego zaczęła odchodzić reszta wód.. reszta… to mało powiedziane… po prostu gdy mnie unieśli, zalałam całe łóżko porodowe i całe łóżko do wożenia. Leciało i leciało, byłam w szoku, trochę skrępowana ale i jakoś rozbawiona…
Wiozą mnie przez korytarz, uświadomiłam sobie, ze mam spięte włosy i że mi z tym niewygodnie, spinka mnie uwiera z tylu głowy, więc ją ściągam, ale co z nią zrobić? Zapięłam na czubku głowy o kilka włosow, reszta w nieładzie, wszędzie dokoła… sala operacyjna, znowu mnie przenoszą i znowu leje się ze mnie WSZĘDZIE. Przyszedł anestezjolog, wyrecytował kilka zdań informujących o typie znieczulenia, zapytał o moje choroby, nie był miły, taki fachowiec mający wysokie mniemanie o sobie, ale cóż.. było mi to obojętne… Skomentował też moja koszule szpitalną i pociał ją na mnie w drobny mak… za to przyszła z nim miła pomocnica. Trochę z nią rozmawiałam a on bił mnie po rękach szukając żył i śmiał się z tego mojego welflonu noworodkowego. Zaczął się koszmar zimna. Cały nasz szpital jest niedogrzany, ma ciężką sytuację, w ogóle podczas mojegho pobytu tam podał się do dymisji dyrektor. A do tego zimna doszły te zimne płyny wlewane we mnie… w efekcie trzęsłam się, rzucałam w drgawkach, całe ramiona, połozone w bok i lekko podwiązane do boków łózka – latały mi, uderzały o łóżko. Zapytałam lekarza, czy trafi we mnie z cięciem, kiedy tak mu latam…
Podawanie znieczulenia – byłam tak zmęczona, że znikła mi większa część strachu. Nie przeszkadzała mi pozycja, mimo że miałam wielki brzuch, Musiałam uściąść i się zgarbić. Ręka lekarza była naprawdę wprawna (komuś przede mną lekarka wbijała się aż 8 razy:-( ! ). Dwa ukłucia – jedno miało znieczulić miejscowo, nie bolało wcale. Potem drugie, już ze znieczuleniem, też już go nie czułam, tylko ciepło rozlało mi się po biodrach, fajne uczucie. Położono mnie i nogi zaczęły drętwieć… na początku to jest odczuwalne, potem po prostu nie mogą się ruszać i już nie ma uczucia zdrętwienia – szok, zaczęłam się śmiać, jedna noga tak mi krzywio leżała, bo stół musi być pochylony lekko w bok ku lekarzowi, noga mi jakby opadała, a nie mogłam nią ruszyć i prosiłam pielęgniarkę o poprawienie. Oczywiście ta noga tak naprawde nie spadała to było tylko takie wrażenie… A wokół mnie pełno kręcących się ludzi, przygotowania… już od dawna miałam brzuch za zasłonką… no i się zaczęło, starałam się nie słuchać, co mówią, i nie patrzeć w górę, bo w lampach tak jakby się cos odbijało a ja nie chciałam nic widzieć. Przy głowie miałam pielęgniarkę, rozmawiałyśmy o czymkowliek, o sobie po prostu, chciałam mówić i nie wczuwać się w nic. Nie czułam żadnego rozciągania, jak ktoś to opisał. W pewnej chwili może tak, jakby we wmnie mieszano, ale nie chcę nikogo straszyć, bo to zupłenie nie tak było, to nie było mieszanie, tylko złudzenie, bo to nie mogła być prawda, że miesza we mnie coś dużego tak dokoła.. to tylko moja wyobraźnia… słyszałam jakieś klikania jakby nożyczki ciągle coś cięły, dziwilo mnie to, bo mialam wrażenie, ze to cięcie nici i że już mnie szyją.. Założono mi maske z tlenem, to mnie irytowało na początku, ale przywykłam. Potem położna musiała naciskać mnie w okolicy mostka i to już i widziałam, i troszkę czułam,ale nic niekomfortowego, naprawdę. Dzidzia musiała być wyduszona trochę przecież, bo cięcie jest malutkie i na samym dole. Potem płacz dziecka, ucieszyłam się, bo jak płacze to jest przecież dobrze 🙂 Zadałam kilka razy pytanie o płec, zanim mi ktoś powiedział, ze chłopiec… potem chwila i zobaczyłam go przy glowie po porawej stronie, a raczej jego wielkie jajeczka, bo tak mi go nadstawili, sekunda i już go zabrali na noworodki do pomiarów. A ja byłam szyta (szwy rozpuszczalne). Ponoć to trwało jakkiieś pół godziny, ale wg mnie było naprawdę krótko. A potem jazda do mojej sali i znowu przekładają mnie na łóżko i caly czas mi strasznie zimno, okładają mnie kocami, kołdrami, kocem elektrycznym i nawet mój szlafrok kazałam sobie na wierzch położyć. Zimno… zimno… znieczulenie nadal działa, szokujące wrażenie, bo zapomina się o tym, ze nogi sie nie ruszają, chce się nimi poruszyć i nie można… Przyszedł mój mąz, wpuścili teżo dziwo moją rodzine, która w nocy się tam nagle pojawiła – mama, szwagier, siostra, przyniesiono dziecko, mama i mąz je potrzymali, zobaczyłam, że ma ładną okrągła buźkę i jest lekko pomarańczowy.. chyba go nawet nie dano mi dotknąć… i już zabrali… mąz został jeszcze trochę… zasnęłam… po 2 godzinach snu zastrzyk przeciwbólowy, nogi nadal lekko nieczynne ale brzuch już bylo czuć… i to bardzo niemilo… ale kiedy się nie ruszałam, było nieźle. W ogóle po cc najgorsza jest konieczność ruszania się, wstania itd… samo leżenie jest ok, a to była dla mnie wielka ulga po tych 36 godzinach skurczów… na szczescie do ubikacji latać nie musiałam, bo miałam cewnik, i to przez dwa dni, wtedy nawet się nie czuje tego, jak leci mocz… niestety miałam słąbe wyniki moczu (znowu ten aceton, jak w ciązy – chyba dlatego ze nie jadlam nic już 3 dobe) i zeby powtórzyc badanie wyjęto mi cewnik i… założono nowy… bleeee… tym razem było to jeszcze mniej mile.
___

Po porodzie powiedziano mi, ze moje dziecko było dwa razy owiniete pępowiną a do tego był jeszcze na niej wielki węzeł. Ktg tego nie wykazało, bo wszystko bylo jeszcze nie zaciśnięte. Gdybyśmy kontynuowali akcję porodową, zaczęłoby się zaciskac, a biorąc pod uwagę to, jak powoli u mnie to wszytsko szło – prawdopodobnie dziecko by nie miało szans. Tak to ocenił lekarz, jak się potem okazało, operował mnie bardzo dobry lekarz, choć taki młodziutki, ja o nim przedtem nie słyszalam, a teraz kobiety mi opowiadają, jaki jest dobry… Mialam więc ogromne szczęście… Facet był wywarzony, spokojny i nie nalegał na moje dalsze bóle.. naprawdę… rewelacyjnie mnie też uspokajało jego podejsćie. No i obecnośc cały czas tej samej położnej. Potem leżąc na mojej sali słyszałam kilka porodów i muszę powiedzieć, że moja położna na pewno była dla mnie milsza i po prostu bardziej osobowo do mnie podchodzi, niż inne położne do rodzących…
I tak po 36 godzinach skończyło się cc… bardzo żałowałam tego całego wywoływania, ale czy bez niego byłoby inaczej? Skoro nie pomogło tyle środków i odejście wód? Moja szyjka nawet podczas ciązy była bardzo twarda, do tego brałam fenoterol… a przede wszystkim… tak przecież musiało być… Moje dziecko miało marne szanse na urodzenie się bez szwanku – biorąc pod uwagę cale jego zamotanie. Więc tak miało po prostu być… Pozostaje mi tylko dziękować Bogu za to, ze było to wywołanie, ze było takie powolne i że tak cierpiałam strasznie… bo dzięki temu miałam cc… Nie odczuwam żalu, ze nie rodziłam tradycyjnie, w sumie to przecież rodziłam… Nie mam jednak pojęcia, jak dziecko może wyjść drogami rodnymi, żałuję że nie mogłam tego przeżyć, by uwierzyć ze to możliwe, bo nie miesci mi sie to w glowie po tym, jak bardzo bolały mnie skurcze. Ale tłumaczę sobie, ze musiały boleć, po to, zeby własnie było to cc i żeby dziecku nic nie groziło. A z cc jestem zadowolona, pozwolę sobie za jakiś czas napisać tu jeszcze posta o moim pobycie w szpitalu, bo mam kilka uwag, spostrzeżen – o tym, jak to jest po cc i po zwykłym porodzie (z obserwacji) oraz co tak naprawde warto miec przy sobie w szpitalu – oczywiscie to tylko moje zdanie…
___

Gratuluję wszystkim, które dobrnęły do konca tego długiego opisu… dziękuję za wszystkie gratulacje i miłe słowa od Was… nie musicie już ich powtarzac, bo i tak poczułam się aż zakłopotana po powrocie, tyle miłych słow dostałam od Was… wzruszyła mnie Wasza pamięć… ale jesli macie jakies pytania dot. wywoływania, cc, POP i itd. chętnie tu odpowiem.
Na koniec anegdota pokazująca, jak bardzo potrafi być zamotany facet przy porodzie (a musze wam powiedzieć, ze podczas moich 10 dni pobytu w szpitalu ja jedyna miałam poród rodzinny!).

No więc mój mąż był na korytarzu, pokazano mu dzidzię kiedy niesiono ją do badania, pokazano mu NAGIE dziecko i nawet zdązył zrobić mu zdjęcie, które mógł potem podejrzeć, bo aparat był cyfrowy. No i potem on dzowni po cc do mojej mamy:

On – Ola miała cc i już urodziła.
Ona – Co z dzieckiem? Wszystko w porządku?
On – (konsternacja)… Nie wiem.. bo nie wiem, jak wyglądać powinien noworodek (szok… pewnie powinien mieć dwie głowy hihihi).
Ona – A płeć?
On – Nie wiem, ale Ola będzie wiedziała, bo jej nie uśpili…

Jak ja to usłyszałam, omal sobie szwów ze śmiechu nie pozrywałam… to oni mieli mnie tam uśpić? Jak można nie widzieć płci nagiego dziecka, któremu się zrobiło zdjęcie? I dlaczego to ja mam znać płeć, a nie lekarze czy pielęgniarka, która mu pokazywała dziecko? Hahahahahhahahahah… mój mąz jest udany i kochany… Powiedziałam, ze całe szczescie, ze mnie nie uspili, bo inaczej nikt by plci dobrze nie rozpoznał, a tak to przynajmniej jestem ja hihihi 🙂
Wiecie, warto w szpitalu zobaczyć łzy swojego męża nad dzieciątkiem…

Lea i Mati tańczący z pępowinami (14.03.03)

34 odpowiedzi na pytanie: poród z niespodzianką

  1. Re: poród z niespodzianką

    Sporo przeszłaś…. dzielna z Ciebie kobietka… No i mąż (mimo “wpadki” z płcią 😉 ) na medal… nawet nie wiem jak wyrazić to co teraz czuję… naprawdę podziwiam… i jeszcze raz gratuluję synka… Najważniejsze, że już jesteście oboje w domku… wracaj szybko do sił 🙂

    Pozdrawiam

    Weronka (termin 6.06.03)

    • Re: poród z niespodzianką

      Tym bardziej gratuluje… Prawde mówiac nie spodziewalam sie że w dziszjszych czasach można rodzić 36 godzin, ale przecież mozna jak widać
      Super że już po wszystkim i cieszę sie że dotrwalam do końca z Tobą, Agusiątkiem, co sie okazał Mati’m, no i do końca tego postu – ufff, ale w kócu było o czym pisać… nie mogło tego być tyle co po 10 godzinach

      Bruni i kwietniowy Filipek Kubuś

      • Re: poród z niespodzianką

        Rzeczywiscie było co opisywać ! Miło będzie poczytać o twoich uwagach co do pobytu w szpitalu po CC. I pozdrowienia dla męża, też był dzielny.

        monia i majowe

        • Re: poród z niespodzianką

          Lea wspanialy opis, bidulko tyle przeszlas! Dobrze, ze juz po wszystkim i ze juz jestes w domku z Mateuszkiem, teraz kazdego dnia bedzie juz coraz lepiej. A Twoj maz to mistrz swiata:)

          Ciku

          • Re: poród z niespodzianką

            Wow!

            • Re: poród z niespodzianką

              a ja tylko dodam, że jesteś niesamowicie dzielna:) nie sądziłam, ze w dzisiejszych czasach zdarzaja sie jaezszce 36 godzinne porody…
              najwazniejsze, ze masz juz synusia – ZDROWEGO.
              Buziaczki dla imiennika mojego maluszka (chyba, ze eć mu się “zmieni”:) )
              jeszcze raz gratuluję.

              Ola i Mateuszek (28.04.03)

              • Re: poród z niespodzianką

                gratulacje
                i dzięki za na prawdę wyczerpujący opis porodu

                całuski dla Matiego
                🙂

                Inaśkowa mama pół roczku!!!

                • Re: poród z niespodzianką

                  Lea……jestes po prostu numer 1!! Tyle przeszlas……..i za cala opowiesc…… Naprawde, nie wiem co powiedziec…Gratuluje i pozdrawiam!

                  gucia i raczej na pewno mała Ninka (26.04.2003)

                  • Re: poród z niespodzianką

                    Ojojoj…. takie dlugiego opisu, to ja na forum jeszcze nie widziałam:) Mati musi być bardzo spokojnym dzieckiem, skoro mialaś czas go wystukać:)

                    Wycierpiałaś się swoje…poród nie był najłatwiejszy…. Ale jak ostatnio na naszym forum widać, trudne porody też sie zdarzają, najważniejsze, że mają cudowne finały.

                    Beata & Patryk (03.03.03)

                    • Re: poród z niespodzianką

                      pisałam na raty i potem skopiowałam do forum… ale Mati jest grzeczniutki i tak 🙂

                      Lea i Mati tańczący z pępowinami (14.03.03)

                      • Re: poród z niespodzianką

                        Ale się nacierpiałaś, bidulko 🙁 Najważniejsze jednak, że synek zdrowy, a Ty na pewno szybko dojdziesz do siebie – czego życzę Ci z całego serca.

                        Pozdrawiam,
                        Planetka i Brykacz (22.10.2003)

                        • Re: poród z niespodzianką

                          Baaaardzo długie i baaardzo ciekawe:)Czytałam z zapartym tchem. Musiałaś się strasznie nacierpieć bidulko ale Mati juz na pewno po części Ci to wynagrodził. Najważniejsze,że jest już Was trójka i że wszystko skończyło się dobrze.Życzę Wam samych pogodnych i szczęśliwych chwil z Matim.
                          Pozdrawiam

                          Dominika i Martynka(29.12.2002)

                          • Re: poród z niespodzianką

                            Kochana Lea,
                            Dziekuje Ci za ten dluuuugi opis porodu. Czytalam z zapartym tchem. Wspólczuje Ci tego bólu, który przeszlas, ale najwazniejsze, ze juz jestescie w komplecie. Mozesz byc z siebie dumna! Ucaluj Matiego, no meza moze nie caluj ode mnie ale wyrazy uznania mu sie naleza
                            Wracaj nam do zdrówka!

                            Pozdrawiam,

                            Ewcia + 31 tyg. synek

                            • Re: poród z niespodzianką

                              No to kochana przeżyłaś!!! Ja podczas czytania dostałam gęsiej skórki!!! Jeszcze raz gratuluję! Cieszę się, że jesteś już PO. Pozdrów ode mnie swoich chłopaków

                              Pozdrawiam
                              GOHA i Dareczek
                              14. 04. 2003

                              • Re: poród z niespodzianką

                                Gratulacje,byłaś naprawde dzielna dziewczynka !! Pozdrawam!

                                violes

                                • Re: poród z niespodzianką

                                  Gratuluje Dzidziusia i… niezłej kondycji. Ciesze się, że wszystko skonczyło się szczęśłiwie.
                                  Troszkę mi napędziłaś stracha 🙂 ale pewnie do jutra przejdzie :).
                                  Byłabym wdzięczna gdybyś napisała tę listę rzeczy, które wg Ciebie trzeba zabrać do szpitala.
                                  Pozdrowionka dla Maleństwa i… Dużego Gapy (hihihihi)

                                  Elka i Majowy Skarbus(ia)

                                  • Re: poród z niespodzianką

                                    Gratuluje raz jeszcze!!!!!! Bylas bardzo dzielna. Wiem ponikead przez co przeszlas, bo sama mialam skurcze w odstepie 3-7min. przez 30 godzin. Po 30h urodzilam naturalnie. Uwazaj na siebie dzielna kobietko i nie dzwigaj niczego!! ucaluj maluszka i tatusia:) i raz jeszcze gratuluje i zycze szczescia:)

                                    Anetka i Adaś (29.04.02)

                                    • Re: poród z niespodzianką

                                      oj kochana nie sposob przeczytawszy twoj opis nie kliknac “odpowiedz” i napisac jeszcze raz – wielkie gratulacje – bylas BAAAARDZO dzielna…

                                      ps ja tez myslalam Cat ze mialam ciezki porod hihi…

                                      pozdrowienia

                                      kiuiczyca – matka z jasiem u boku

                                      • Re: poród z niespodzianką

                                        Gratuluję synka. Powiemm Ci szczerze, że czytałam z wielkim zaciekawieniem twój opis porodu. Jestem zdruzgotana, zszokowana, przestraszona i zapłakana. To niesamowite, że poradziłaś sobie z tym wszystkim. Jednak powiem ci, że teraz boję się już maksymalnie. Kilka razy się popłakałam w trakcie czytania, trochę ze wzruszenia, z radości, trochę ze strachu, a może po prostu z faktu, że nie potrafię sobie wyobrazić bólu który mnie czeka w sierpniu? Strasznie się boję, przepraszam jeśli Cię uraziłam, ale przestraszyłam się. Przestraszyłam się bólu jaki mnie czeka, niepewności, nawet lekarzy (przecież nie wiem na kogo trafię). Jestem straszną panikarą i sam fakt pobytu w szpitalu mnie przeraża. Też mam kochanego męża, który wiem, że będzie przy mnie… bez niego chyba sobie nie poradzę. I to wkłówanie się w żyły. Już teraz na badaniach jestem, zielona gdy widzę strzykawkę, a co będzie przed porodem? Boże, chciałabym urodzić szybko, ale bezboleśnie chyba się nie da.
                                        Gratuluję raz jeszcze.

                                        ,
                                        Aga i Niunia – 15.08.’03.

                                        • Re: poród z niespodzianką

                                          No własnie… przyznam, ze pisząc bałąm się że kogoś postrasze… w rzeczywistości jest tak, że kobiety od razu zapominają o bólu… widziałam wiele kovbiet po porodzie… Niektóre bardzo głośno krzyczały z bólu podczas porodu, a 5 minut potem lezały w 4 fazie i wesoło rozmawiały przez telefon. Porody jak mój zdarzają się rzadko… a upływający czas potęgował u mnie ból i może nie umiem być obiektywna w ocenie… nie wiem, jaki poród bym wybrała uznając go za lżejszy… bolało mnie przed, i boli mnie teraz, ale nie wiem, jak czują się kobiety po porodzie naturalnym… nie wiem, czy mam mieć żal do siebie o to, ze zgodzilam się na wywoływanie… bez niego może mniej bym cierpiała, ale czy dziecko by się urodziło? Czy dodatkowe usg pokazałoby pępowiny? Chyba nie… trudno mi o tym myśleć… ale nie bój się, przecież przy normalnym porodzie nie musisz być tyle razy kłuta… a u mnie po prostu to taka uroda żył… Nie wiem, co Ci powiedzieć… nie chciałam straszyć… wiesz, jadąc do szpitala byłąm bardzo opanowana, moja rodzina była w szoku, a ja przecież jechałam na ryzykowne wywoływanie.. p o prostu starałam się o tym nie myslec i chcialam juz skonczyc z bólem.. w 9 miesiącu bedzie Ci paradoksalnie łątwiej myslec o porodzie, wiekszosc kobiet juz wtedy za nim po prostu tęskni.. ja nie panikowałam, choc jestem strachliwa… widac to bylo przy kazdym wkłuwaniu, kazdym kroku… ale staralam sie z tego smiac, nie myslec o tym, wykorzystac obecnosc męża… ciezko bylo mi powstrzymac sie od placzu… choćby takiego wzruszonego.. a plakac raczej nie wolno, potem trudniej przec z zapchanym nosem…
                                          Sama nie wiem, co myslec o swoim porodzie… najszczesliwszą chwilą w szpitalu bylo dla mnie cos innego chyba… 2 dni potem, jak mały zaczał w koncu ssac… niczego nie da sie porownac z tym, jaki mialam przedtem strach i jak poczulam sie, kiedy ustąpił…

                                          Lea i Mati tańczący z pępowinami (14.03.03)

                                          Znasz odpowiedź na pytanie: poród z niespodzianką

                                          Dodaj komentarz

                                          Mozarella w ciąży

                                          Dzisiaj naszła mnie ochota na mozarellę. I tu mam wątpliwości – czy w ciąży można jeść mozzarellę?? Na opakowaniu nie ma ani słowa na temat pasteryzacji.

                                          Czytaj dalej →

                                          Ile kosztuje żłobek?

                                          Dziewczyny! Ile płacicie miesięcznie za żłobek? Ponoć ma być dofinansowany z gminy, a nam przyszło zapłacić 292 zł bodajże. Nie wiem tylko czy to z rytmiką i innymi. Czy tylko...

                                          Czytaj dalej →

                                          Dziewczyny po cc – dreny

                                          Dziewczyny, czy któraś z Was miała zakładany dren w czasie cesarki? Zazwyczaj dreny zdejmują na drugi dzień i ma on na celu oczyszczenie rany. Proszę dajcie znać, jeśli któraś miała...

                                          Czytaj dalej →

                                          Meskie imie miedzynarodowe.

                                          Kochane mamuśki lub oczekujące. Poszukuję imienia dla chłopca zdecydowanie męskiego. Sama zastanawiam się nad Wiktorem albo Stefanem, ale mój mąż jest jeszcze niezdecydowany. Może coś poradzicie? Dodam, ze musi to...

                                          Czytaj dalej →

                                          Wielotorbielowatość nerek

                                          W 28 tygodniu ciąży zdiagnozowano u mojej córeczki wielotorbielowatość nerek – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać...

                                          Czytaj dalej →

                                          Ruchome kolano

                                          Zgłaszam się do was z zapytaniem o tytułowe ruchome kolano. Brzmi groźnie i tak też wygląda. dzieciak ma 11 miesięcy i czasami jego kolano wyskakuje z orbity wygląda to troche...

                                          Czytaj dalej →
                                          Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                                          Logo