Powracam po siłę od Was

Byłam długi czas stałą bywalczynią tego forum.
Staramy się od 2005 roku praktycznie cały czas z koniecznymi krótkimi przerwami.
W 2007 czyli dwa lata później a i to jest już jakiś czas czekania udało nam się w końcu zajść w ciążę raz i drugi i trzeci-wielka nieopisana radość, którą dzieliłam się tu z Wami lecz zaraz poronienia kolejno w 9 tygodniu, 7 i ostatnie bardzo wcześnie.Luty, czerwiec i wrzesień. Nigdy nie zapomnę tamtych przeżyć.
Musiałam od tego wszystkiego odpocząć zdystansować się, uzdrowić duszę. Myślałam, że skoro był taki rok, który obrodził w ciąże po zażywaniu bromergonu i clostilbegytu to znaczy, że samo zajście nie jest już takim problemem i w przyszłości się uda tylko donosić teraz i sprawdzić czemu.
Dziesiątki badań bardzo zaawansowanych i drogich i nadal za bardzo nie wiadomo co jest przyczyną oprócz hyperprolaktynemi i osłabionego nasienia, które lekarze uważają jednak za skuteczne skoro 3 ciąże w jednym roku.
Niedawno powróciłam do przerwanych badań, leczeń, analiz- przecież nie można katować się tym wszystkim przez te ponad 4 lata wciąż i wciąż.
Jednak od tamtego czasu nic i nic i nic mimo starań mimo miesięcy długich miesięcy gdy udało mi się zająć umysł kompletnie czym innym i rozluźnić się teraz zaś gdy to wszystko znów wróciło do mnie ja już momentami nie wyrabiam emocjonalnie.

Zostałam złamana chyba do reszty na dłuższy czas właśnie w poniedziałek kiedy to ostatnia bratnia dusza, której przecież życzyłam dobrze i zawsze mogłam pogadać o tych wszystkich trudach czekania obwieściła mi radośnie choć niepewnie,jak zareaguję, że i ona jest w ciąży.

Takich obwieszczeń radosnych nowin u bliskich mi kobiet gdzie o ironio losu byłam bardzo często pierwszą wyróżnioną, w ciągu tego czasu starań przeżyłam z 25-30 i każda ta sytuacja była dla mnie trudna bo wymagała przeskoczenia swoich uczuć a z czasem coraz trudniejsza.
Wraz z faktem, że całe moje otoczenie, znajome, przyjaciółki odpadało po kolei, przestawało pamiętać czym jest ten niepokój, trud czekania, zaszło w ciąże, urodziło swoje pierwsze, drugie dzieci. Są spełnione jako kobiety i szczęśliwe- ja staję się coraz bardziej samotna w tym problemie.
To wszystko dzieje się na dniach niewiele jest tygodni w ostatnim czasie by one nie zaciążały lub po raz kolejny nie rodziły. ten tydzień np zaczął się informacją o ciąży jednej a skończy się w piątek porodem drugiej. W przyszłym tygodniu rodzi kolejna a w następnym kolejna. nie wymyślam. Każdej z nich z uśmiechem trzeba pogratulować i żyć dalej.

A zaczynałyśmy bardzo często w podobnym czasie. Ciągle muszę komuś gratulować, kogoś wspierać ale nie jestem w stanie nie odchorowywać tych radosnych nowin. Czuję się paskudnie jak ktoś o niskich instynktach. Mam też swoje uczucia, nie umiem tak…

Nawet teraz próbuję klecić ten tekst do Was dobija się do mnie na gg przyjaciółka, która dwa dni temu poinformowała mnie o swojej ciąży i oczekuje, że będę z nią o tym rozmawiać. Nie jestem w stanie. Ryczę dzień i noc. Jaką ja jestem przyjaciółką.
Wciąż z niczym i tego się nie da opisać jak mi jest teraz, to czujecie tylko Wy najlepiej, co można czuć.
Piszę tu w końcu znów bo nie umiem poradzić sobie wczoraj i dziś z emocjami. wybaczcie ten infantylny ton pisania ale trudno o dojrzałość w chwilach emocji.

22 odpowiedzi na pytanie: Powracam po siłę od Was

  1. Kasiejko nie jesteś osobą o niskich instynktach, kochana przypomnialaś mi te wszystkie emocje:(które wciąż są jak żywe, wierzę że u Ciebie też będą tylko złym wspomnieniem
    wiem w jak trudnej emocjonalnie jesteś sytuacji, u nas też tych nie dzieciatych było coraz mniej, niewiem jak bym sobie poradziła z ciążą mojej najbliższej przyjaciółki gdyby nie to że 4 miesiące później i nam się powiodło i Tobie też zyczę aby skończył się dla Ciebie ten trudny czas!
    i pisz tutaj, kto zrozumie jak nie my…
    wierzę że najlepsze rozwiązania przychodzą niespodziewanie

    • Kasiejko o siłę ciężko po takich przeżyciach.. a co do topniejącego otoczenia par jeszcze bezdzietnych to w moim przypadku również stopniał do policzenia na jednej dłoni… reszta ma dzieci, jest w ciąży, czeka na drugie albo już starania dały pozytywne testy… to boli.. na moim bloogu opisałam moje uczucia do przyjaciółki która zaszła i mnie jako pierwszą o tym zawiadomiła… nawet nie umiałam jej pogratulować… kac moralny plus krwawiace serce… mamz a sobą 4 nieudane IUI, i co najmniej 3 poronienia wczesne… czeka mnie histeroskopia… Jak tylko potrafię będę Cię wspierać! Wiem co to znaczy dolisko depresja i ten żal płacz lament i złamane serce… dusz krzyczy rozum przestaje wierzyć a serce cierpi z powodów kolejnych bali rzucanych pod nogi! Utulam Cię! Utulam Twoje uczucia! Nie jesteś sama! Masz mnie i wiele wiele innych “wspieraczy”… razem damy radę! Doczekamy się! I my poczniemy oraz urodzimy zdrowe dzieciaczki! Powtarzajmy sobie to wzajemnie bo ja często też zapominam że poddawać się nie wolno!

      • Dziękuję Wam Kaju, Mala5 mi za to co napisałyście. Przy jednej i przy drugiej odpowiedzi, jako że jestem w klimacie okołodepresyjnym płakałam na cały głos…chyba ze wzruszenia bo słowa Wasze były pełne wsparcia, ciepła, pełne zrozumienia – a tego właśnie szukałam.Dzięki

        • Kasiejko, myślę, że dobrze, ze wróciłaś na forum, od tego są tu dziewczyny, by pocieszyć, doradzić, wirtualnie przytulić, bo przecież nie jesteś sama z tym problemem. Ja byłam nauczycielką teraz część moich uczennic już obnosi się z brzuszkami, a ja tylko z psem na spacer wyjść mogę. Już nie mówię o znajomych i kochanej rodzince…która nasz przypadek już uznała za beznadziejny i po prostu przestała pytać kiedy sie “zdecydujemy” na dziecko.
          Dobrze, że wylałaś z siebie te emocje, to oczyszcza, popłakanie tez oczyszcza, tylko sie oczy podkrążone robią.
          Spróbuj wyznaczac sobie małe cele, małymi kroczkami iśc w wyznaczonym kierunku. Musisz UWIERZYĆ ŻE MAMĄ BĘDZIESZ, mnie tylko ta wiara (wprawdzie chwiejna) jakoś ratuje przed załamaniem nerwowym.
          Pozdrawiam!

          • Kasiejko. To co napisałaś to słuszna prawda. Sama pamiętam i nigdy nie zpaomnę tych emocji, którte mi towarzyszyły przez lata starań. Emocji w momentach gdy dowiadywałam się o kolejnych czyichś ciążach, batdziej lub mniej chcianych i planowanych. Doskonale pamiętam tą ogromną zazdrość, żal, smutek zamiast radości. Podobnie jak Ty nie potrafiłam się cieszyć z tych jeszcze nienarodzonych maluszków, nie potrafiłam sama od siebie pytać o to jak się czują przyszłe mamy, czy dzidzie już kopią i wogóle… Nawet nie wiedziałam o co pytać, bo przecież sama nie mioała doświadczeń w tej kwestii. Jedynymi moimi doświadczeniami były niekończące się badania, stytmulacje, poronienia i ból… Ale nadszedł ten czas, kiedy los dał nam szansę. Staram się tą szansę wykorzystać najlepiej jak umiem i nawet jak jest mi ciężko i żle, tu i tam coś boli i dokucza, maleństwo rozpycha się tam gdzie wolałabym zeby mnie nie ruszało, natychmiast sobie przypominam jak to było jak go nie było. Kasiejko sama widzisz, ze wkoło Ciebie jest wiele mam, które podobnie jak Ty niejednokrotnie traciły nadzieję z to ze kiedykolwiek nimi będą. Postaraj się uwierzyć w to ze i Ty znikniesz z tej czarnej listy niepowodzeń, niedługo dla Ciebie zaświeci słońce. Widać Ty musisz dłużej na to poczekać. Obecnych emocji nigdy nie zapomnisz, podobnie jak ja pamiętam swoje. Kochana postaram się wspierać Cię na tyle na ile mi starczy sił, tym bardziej ze pamiętam Cię sprzed tych kilku lat. Trzymam kciuki i myślami jestem z Tobą.
            Pozdrawiam cieplutko.

            • Z Baśką trwało to rok, więc w sumie można to nazwać oporną płodnością. Byłam bardzo optymistycznie nastawiona mimo niepowodzeń i chłonęłam to co działo się na około. Wszystkie brzuszki były dla mnie wielką radością. Chciałam wiedzieć wszystko i ciągnęło mnie do ciężarnych i dzieciatych koleżanek.
              Wyobraź sobie, że mnie dopadła deprecha przy drugim dziecku. Nie sądziłam, że to możliwe i że takiej zgryzoty można się nabawić starając się o rodzeństwo dla córci.
              Po grudniowej porażce przy ivf mogę powiedzieć, że mam stan emocjonalny zbliżony do Twojego. Złamało mnie zupełnie i trudno mi się pozbierać. Są wzloty i upadki ale to co mnie trzyma w “kupie” i daje nadzieję to właśnie “te beznajdziejne przypadki” tutaj na forum, które mają śliczne dzieciate czy brzuchate suwaczki. W moim otoczeniu sporo dziewczyn, które walczyły długo. Udało się… nam też się uda…
              Tylko to cholerne czekanie, oszukiwanie samej siebie dlaczego tak a nie inaczej, drążenie tematu i staranie się wymyślić coś na co może nie wpadł lekarz a u mnie dochodzi jeszcze kwestia rewelacyjnych wyników badań i braku racjonalnych przesłanek skąd te niepowodzenia…
              To czego uczę się ostatnimi czasy to życie mimo starań. Bardzo to trudne, bo jak tu przestać myśleć, ale małymi kroczkami udaje się…. nawet jeśli to nie przybliża w żaden sposób mnie do dziecka to oczekiwanie staje się mniej bolesne… ale trzeba się naprawcować bardzo… ech…
              Trzymam za Ciebie bardzo mocno kciuki…za Twoją głowe i krwawiące serce ale najbardziej za ten cudowny cel… bo to on ukoi tak naprawdę wszystkie rany.

              • Kasiejka, czasem wlasnie jak jest mi bardzo ciezko szybko wedruje na forum bo tylko tam jest zrozumiemie. Znam ten smutek i bol rodzierajacy cialo i modlitwe do boga zeby dal mi chociaz jedno dziecko nic wiecej w zyciu nie chce.
                Sa dni ze jest nadzieja ze bede mama ale sa dni kiedy trace nadzieje ze sie to kiedykolwiek stanie. Juz nawet wyobrazam siebie ostatnio jak to bede zgorzkniala bezdzietna kobieta. Nic mnie nie cieszy na dzien dzisiejszy. Juz dawno nie mialam usmiechu na twarzy. Staram sie nie myslec ale mysli same mnie atakuja. Znajomi tez juz przestali pytac patrza z politywaniem. Nikomu nie mowie nawet ze sie lecze bo i tak to nikogo nie obchodzi. Malo jest ludzi ze nas rozumieja. Kasiejka wiem ze musimy trzymac sie jakiejkolwiek nadziei zeby nie zwariowac. Moze w koncu szczescie sie do nas usmiechnie. A ja dalej czekam…

                • Dawniej nie rozumiałam kobiet, ktore mowiły, ze nie mogą mieć dziecka, bo ja zaszłam od razu..Z biegiem lat, gdy dojrzalam do kolejnego dziecka- bolal każdy miesiąc, w ktorym nie udawalo się. Przezywalam co miesiac żałobę, nie wychodzilam z domu, bo gdy widziałm ciężarne- plakalam. A potem znajomi- ktorzy tak pieknie informowali nas o ciąży jednej, za rok drugiej, i kolejni…A teraz w pracy…średnio raz w roku z 5 osoób jest w ciąży..wchodzisz do pomieszczenia, gdzie siedzi z 10 osob i opowiadaja ak sie czują, co juz mają, co planują.. Trafia mnie.I choc mam juz dystans do tego- unikam cieżarnych jak ognia. Boje się. Nie potrafie im pogratulować, bo bedzie to nie szczere, przeciez tak w glębi duszy nie ciesze się, ze to one a nie ja. wIDZE je na codzien i nie potrafie zapytac jak sie czują, a gdy jedzą na stołówce- uciekam. Choć doroslam do tego, ze nie urodzę dziecka- boli każde takie spotkanie z rzeczywistością, bo mamy serce. I nikt nie moze nam zabronić tego, że unikamy tych osób….

                  Musimy w tej slabości być silne, bo zniszczymy sobie życie. A jest tylko jedno…i gdzieś glęboko wierzyć,że kiedyś i nas ktoś tak będzie unikal- a ja to będę rozumiała.

                  Na forum jest inaczej- wiemy, jak każda z nas walczy, co robi i jej kibicujemy.Ale wiem tez, ze w glębi duszy zazdrościmy im tego kroku do przodu.Ja mam 33 lata….zaluje, ze po urodzeniu syna nie zaczełam sie starać od razu.. Teraz moj czas konczy sie…Kazda z was, ktora nie ma 30 lat- ma przed sobą kawal zycia i wiare, ze w koncu sie uda..ja z moim wiekiem..coraz mniejszą.

                  Ale cel w zyciu trzeba mieć…moze kiedys i do niego my dotrzemy a wtedy bardziej bedziemy doceniac kazdy dzien ciaży niz te, co zachodzą tak poprostu….

                  • ja też mam 33 lata i żadnego dziecka…ech posiadanie jednego choćby dziecka żywego przy sobie to skarb nie do opisania, nie do opisania…

                    • Kasiejko a jaki jest plan? co dopuszczacie w drodze po upragnione maleństwo? bo mi zawsze pomagało stworzenie planu działania i parcie do przodu, u mnie żadne odpoczynki nie wchodziły w grę, ja po prostu nie mogłam od tego odpocząć ja wiedzialam że muszę dzialać! jak jest z Tobą?
                      a apropos słabego nasienia (zwlaszcza morfologii) to ono też podobno może być przyczyną poronień

                      • Zamieszczone przez Kasiejka
                        ja też mam 33 lata i żadnego dziecka…ech posiadanie jednego choćby dziecka żywego przy sobie to skarb nie do opisania, nie do opisania…

                        Mogę sobie tylko wyobrazić co czujesz. Nie znam takiego uczucia kiedy bardzo pragniesz dziecka a nie mozesz go miec. Ale za to wiem co to znaczy stracic dziecko, ja tez to przeżyłam 3 lata temu -straciłam -teraz juz wiem ze córeczkę w 16 tc.
                        Było to bardzo bolesne i smutne.
                        Musisz wierzyc w to ze się uda, przeciez nie moze cały czas być do,,kitu”.

                        Zawsze wspominam to–że Bóg zabrał mi tamtą córeczkę —widocznie tak musiało byc, dla mnie nie było to dobre rozwiazanie ale niestety,nie my decydujemy jak ma być.
                        Ale za to teraz ja jak i moja mama mówimy ze Bóg wynagrodził mi tamto i dał mi dwie córeczki.

                        Wiem ze to niemozliwe ale nieraz tak sobie mysle ze jedna z nich jest tamta córeczką która straciłam i ona własnie do mnie wróciła

                        • Mimo że dziś to jestem zmęczona już tym ciągłym płakaniem to chyba paradoksalnie dziś też dzięki Wam i powrotowi na forum precyzuję swój plan i działam, zawsze miałam w sobie ducha rywalizacji gdy chodzi o doganianie przyjaciółek akurat ta dość wątpliwa moralnie cecha tu mi się przyda, dogonię ją z tą ciążą inaczej szału dostanę- chcę by nasze dzieci bawiły się razem i dorastały i byśmy miały wspólne tematy do rozmów. Straciłam je do tej pory z wszystkimi tymi znajomymi, którzy sami czują że z nami za dużo o bolesnym temacie dziecka rozmawiać nie wolno, zresztą nie mamy doświadczeń z dziećmi więc cóż mogą od nas usłyszeć ciekawego zabawnego, mimo że ja jestem pedagogiem i z dziećmi pracuję.

                          Gromadzę właśnie całą wielką teczkę swojej 4,3 letniej dokumentacji medycznej żeby móc zrobić wrażenie totalnie przygotowanej i obadanej na ginie.
                          W najbliższych dniach umawiam się też na dokładniejsze usg do naszego speca w Trójmieście dr Preissa ma wielkie doświadczenie i najdokładniejszy sprzęt, by dla spokoju wykluczyć podejrzenie jednego tylko gina spośród wielu, wielu, którzy mnie badali i nie stwierdzi nic niepokojącego, otóż czy nie mam czasem lekkiej dwurożności, oraz ewentualnie przegrody w macicy.
                          Trafiam potem, już jestem zarejestrowana ale widzę, że kolejka na maj- pod skrzydła ginekologa specjalisty od leczenia niepłodności. Zajmujemy się mną mam nadzieję że coś wymyśli ja nie mam pojęcia co a oprócz tego zajmujemy się na pewno poprawieniem jakości nasienia męża. Domową metodą samoleczenia nas idę jutro kupić Androvit i wiesiołka.
                          Łykam znów od lutego bromergon, inne hormonalne mam idealne, w czerwcu mam zrobić kontrolne prolaktyny bo niby ma być spora poprawa po pół roku w co wątpię gdy ja jestem wciąż tak permanentnie zestresowana, u mnie wtedy zajęło to ponad rok ale był to moment prawdziwego wysypu ciążowego- tylko czemu one tak szybko obumierają oto jest pytanie.
                          Zdziwicie się pewnie negatywnie ale nie biorę kompletnie pod uwagę in vitro ani inseminacji- i tu nie zmienię decyzji. Nie będzie dziecka za wszelką cenę po po trupach,wbrew naturze. Tej furtki nie ma i nie będzie, takie mam zasady, to trudne nie mieć ich w nosie gdy tak się koszmarnie cierpi ale ostatecznie będzie adopcja.
                          Za to mam kontakt do instruktora od naprotechnologii i zaczynam od jutra przez 3 miechy dokładniejszą obserwację cyklu o wiele dokładniejszą i wnikliwszą niż znane metody Bilingsa. Byłam na szkoleniu jakiś czas temu na razie nie robiłam nic bo mi zaczęło zwisać wszystko ale stamtąd wiem, na podstawie przypadków konkretnych par, że w Stanach i w Irlandii gdzie naprotechnologię się stosuje od kilku lat osiągają wielkie, wielkie sukcesy,a wszystko oparte na naturze, czemu o tym u nas się tak mało mówi i nie traktuje poważnie. Jest tak małe zaangażowanie lekarzy z korzystania ze szkoleń, inna sprawa że są bardzo drogie.
                          Wiele par, którym nie udaje się nawet wielokrotnie podejmowanymi metodami in vitro, w ciągu do 2 lat osiąga ciążę korzystając z naprotechnologii. Skuteczność dochodzi nawet do 80%. Piszę o tym teraz i dopiero teraz chce się za to zabrać bo wczoraj była niezwykle ciekawa audycja w radiu na ten temat i zapaliło mi się zielone światło, że nie należy tego lekceważyć w żadnym wypadku jeśli daje to takie nadzieje.

                          Ja zarzuciłam wszelkie analizy, z tego wszystkiego to często nie pamiętałam nawet kiedy miałma ostatnio okres, bawiłam się w to notowanie wszelkości trochę na początku typową metodą obserwacji temperatury i śluzu w cyklu ale dałam sobie spokój bo taką nabyłam dziką awersję do samego świadomego starania się,po tylu miesiącach braku ciąży, że postanowiłam rzucić to w cholerę za przeproszeniem i być spontaniczna. Jednak chyba tak nie można, przy słabym nasieniu, przy nieoszałamiającym śluzie trzeba celować w precyzji strzałów. W takich przypadkach jak mój być może konieczne jest określenie konkretnych godzin płodności bo czasem bywa, że jest to kwestia minut, godzin. Te wręcz godziny gdy może się udać również pomaga określić naprotechnologia.

                          Jak tu trafiłam przed kilkoma godzinami do Was to mimo, że dołek mnie nie opuszcza, Wasze słowa pomogły mi czuć się SKOMASOWANĄ SIŁĄ DO ATAKU, poczułam taki zew do walki, że rozszarpię tę niepłodność na strzępy i nie zostanie z niej nic, zaręczam.

                          Jednakże dołek z powodu przyjaciółki nie opuści mnie jeszcze przez wiele dni jak czuję więc będę marudzić jak już nie będę dawać sobie rady ze sobą. Postaram się jednak robić to krócej tzn streszczać się z czym mam niesłychany problem.

                          • Zamieszczone przez Kasiejka
                            Jak tu trafiłam przed kilkoma godzinami do Was to mimo, że dołek mnie nie opuszcza, Wasze słowa pomogły mi czuć się skomasowaną siłą, poczułam taki zew do walki, że rozszarpię tę niepłodność na strzępy i nie zostanie z niej nic, zaręczam.

                            i tak trzymać!

                            • Dziewczyny ja też już w maju skończę 33 lata i ciągle uważam, że to nie jest problem i to nie przyczyna.

                              Kasiejko walcz, bo jest naprwadę o co!!!!!

                              • Zamieszczone przez Evika5
                                Kasiejka, czasem wlasnie jak jest mi bardzo ciezko szybko wedruje na forum bo tylko tam jest zrozumiemie. Znam ten smutek i bol rodzierajacy cialo i modlitwe do boga zeby dal mi chociaz jedno dziecko nic wiecej w zyciu nie chce.
                                Sa dni ze jest nadzieja ze bede mama ale sa dni kiedy trace nadzieje ze sie to kiedykolwiek stanie. Juz nawet wyobrazam siebie ostatnio jak to bede zgorzkniala bezdzietna kobieta. Nic mnie nie cieszy na dzien dzisiejszy. Juz dawno nie mialam usmiechu na twarzy. Staram sie nie myslec ale mysli same mnie atakuja. Znajomi tez juz przestali pytac patrza z politywaniem. Nikomu nie mowie nawet ze sie lecze bo i tak to nikogo nie obchodzi. Malo jest ludzi ze nas rozumieja. Kasiejka wiem ze musimy trzymac sie jakiejkolwiek nadziei zeby nie zwariowac. Moze w koncu szczescie sie do nas usmiechnie. A ja dalej czekam…

                                tu sie podpisze
                                w calej rozciaglosci
                                mam takie same mysli
                                powoli staram sie oswoic z tym ze nigdy nie zostane mamą
                                z drugiej strony chce wierzyc, ale i boje sie ze potem spadne zza wysoka zeby sie pozbierac..
                                bardzo dobrze cie rozumiem kasiejka, bardzo dobrze
                                niestety
                                wolalabym nie miec o tym pojecia….

                                • Zamieszczone przez Jumo
                                  z drugiej strony chce wierzyc, ale i boje sie ze potem spadne zza wysoka zeby sie pozbierac..

                                  oj coś o tym wiem… boję się drugiego i jak na razie ostatniego transferu bardzo… odkładam to w czasie, bo się boję porażki…bolało w grudniu i nie jestem gotowa znowu na ten ból…
                                  Powiecie, że mam Basię….. tak wiem mam i kipię radością z tego powodu, ale tak bardzo myślę o niej, o jej przyszłości i życiu… czasem bardziej dla niej niż dla siebie i męża walczę do dziecko…

                                  • Tak to nie problem lat nawet ale poczucia wewnętrznej presji czasu, która mam wrażenie że psychologicznie nas blokuje na płodność. Ponad 40tkę można jeszcze walczyć i ciąże mają miejsce i nie są to bynajmniej cudowne zjawiska warte zanotowania w annałach ale sama natura.
                                    Chodzi tylko o to załapywanie dołka, jakiś samobójczy instynkt w nas by się dobić, by się pogrążyć, by się tak spiąć w tej dziedzinie faktem, ze wszyscy inni a ja jedna nie…. by się użalać nad sobą żeby w końcu uwierzyć w to, że się jest naprawdę pokrzywdzoną przez los i nie nadającą się do niczego skoro tak się dzieje.
                                    Ja w ostatnich dniach to robię notorycznie.W takim stanie niepoczytalności, w tych potokach łez to wrzeszczałam najprzeróżniejsze rzeczy do chłopa jak jakaś oszalała: by “mnie zostawił i szukał se innej co mu da dziecko bez problemu”, choć mój mąż to marzenie mąż, oddany bez reszty i nigdy słowem nic nie sugerujący, wszystko bierze na klatę, przyjmuje spokojnie(oczywiście są granice wytrzymałości)ale nigdy nie obarczył mnie cieniem odpowiedzialności za to. To ja jestem specjalistką od pogrążania się i dobijania. I to jest rodzaj broni o zgrozo używanej przeciw samej sobie. Trudno mi nad tym zapanować w chwilach okrutnego dołka.

                                    • Kasiejka, wiem jak jest trudno samą siebie nastawić pozytywnie! Wypłacz wszystkie łzy, powściekaj się na cały świat i nowym okiem spójrz na otoczenie. Będzie dobrze…
                                      … jeszcze ten kącik opustoszeje!!!!

                                      • Napisałam dość długi post, ale się był wykasował niedobry….
                                        Pisałam, że masz wiele szczęścia mając takiego męża jak piszesz. To naprawdę dużo i na pewno jest to pomocne w staraniach. Walczysz sama z sobą, bo to przy naszej kobiecej naturze nieuniknione, ale przynajmniej nie musisz walczyć z partnerem.
                                        Też tak mam 🙂 i cenię to bardzo. Mój mąż do tego jest urodzonym przedszkolankiem. Uwielbia dzieci i marzy o gromadce. Też bardzo przeżywam, że nie jestem w stanie spełnić jego jakże prostych marzeń…. Marzyłam o trójeczce przed 35 rokiem życia… trochę to nierealne się zrobiło. Wiem, że mam Basię a to bardzo istotna różnica, ale tak jak Ci pisałam wcześniej to starania o nią nie były tak bolesne jak te.
                                        Ból, obwinianie się, obnizone poczucie własnej wartości…
                                        Dołki generalnie nie sprzyjają staraniom… wypłacz się i wykrzycz… to takie naturalne… trzeba czasem, bo inaczej człowiek przecież by pękł. Niech Ci to przyniesie ulgę… po każdym dołku przychodzi poprawa…

                                        Dlaczego nie jesteś przychylna inseminacji? To “bardziej naturalna” metoda. Co do ivf to nawet nie pytam, bo wiem na własnym przykładzie jakie to trudne i jak ciężko nieść ten bagaż mając wątpliwości emocjonalne i moralne… straszna truma… choć wiem, że pewnie inaczej by było gdyby się udało. Jeśli chodzi o metody, leczenie stosowane w naprotechnologii to myślę, że każda za nas przechodziła przez jej elementy podczas leczenia i starań w klinikach leczenia niepłodności. W zależności od diagnozy w końcu się jednak większości ludzi udaje.
                                        Jeśli jesteście zdecydowani na adopcję to może najpierw adopcja a starania mimo adopcji? Adopcja nie może być metodą na rozluźnienie ale prawda jest taka, że często pary adoptujące dziecko zaraz potem są przy nadziei. No i mielibyście ukochaną dwójeczkę. Jakże milej płynął by Ci czas starań mając dziecko. To taki skrót oczywiście myślowy, bo adopcja i wszystkie jej wady i zalety a i Wasze przygotowanie do tego nie są prostą sprawą… ale myślę, że byłabyś naprawdę szczęśliwsza…

                                        • czasami jak się podejmie decyzję o adopcji to przychodzi taki luz i ukojenie psychiki, może zacznijcie już działać w tym kierunku, a mimo to oczywiście starania też ciągnijcie bo kto wie

                                          Znasz odpowiedź na pytanie: Powracam po siłę od Was

                                          Dodaj komentarz

                                          Mozarella w ciąży

                                          Dzisiaj naszła mnie ochota na mozarellę. I tu mam wątpliwości – czy w ciąży można jeść mozzarellę?? Na opakowaniu nie ma ani słowa na temat pasteryzacji.

                                          Czytaj dalej →

                                          Ile kosztuje żłobek?

                                          Dziewczyny! Ile płacicie miesięcznie za żłobek? Ponoć ma być dofinansowany z gminy, a nam przyszło zapłacić 292 zł bodajże. Nie wiem tylko czy to z rytmiką i innymi. Czy tylko...

                                          Czytaj dalej →

                                          Dziewczyny po cc – dreny

                                          Dziewczyny, czy któraś z Was miała zakładany dren w czasie cesarki? Zazwyczaj dreny zdejmują na drugi dzień i ma on na celu oczyszczenie rany. Proszę dajcie znać, jeśli któraś miała...

                                          Czytaj dalej →

                                          Meskie imie miedzynarodowe.

                                          Kochane mamuśki lub oczekujące. Poszukuję imienia dla chłopca zdecydowanie męskiego. Sama zastanawiam się nad Wiktorem albo Stefanem, ale mój mąż jest jeszcze niezdecydowany. Może coś poradzicie? Dodam, ze musi to...

                                          Czytaj dalej →

                                          Wielotorbielowatość nerek

                                          W 28 tygodniu ciąży zdiagnozowano u mojej córeczki wielotorbielowatość nerek – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać...

                                          Czytaj dalej →

                                          Ruchome kolano

                                          Zgłaszam się do was z zapytaniem o tytułowe ruchome kolano. Brzmi groźnie i tak też wygląda. dzieciak ma 11 miesięcy i czasami jego kolano wyskakuje z orbity wygląda to troche...

                                          Czytaj dalej →
                                          Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                                          Logo
                                          Enable registration in settings - general