Forum: Pamiętniki

(Pre)Natalka K. pisze o sobie

Hej to ja! Właściwie to już dawno ( od 17.02.2002) nie jestem PreNatalką tylko najprawdziwszą na świecie Natalką, ale pozostał mi sentyment do tego imienia. Jestem najukochańszą Dzidzią mamy Lolinki, tatusia Agusia i naszego Pana Doktora Łagódka (to dzięki niemu wytrzymałam te nudne 37 tygodni w brzuchu mamy i nie uciekłam wcześniej, mimo, że próbowałam). Obecnie mam prawie 14 miesięcy, długie i gęste włoski, osiem ząbków i żelazny charakter. Jak już coś postanowię to tak musi być. A więc postanawiam pisać pamiętnik. Będę w nim opowiadać Wam o wszystkim, co mnie cieszy, smuci, dziwi i ciekawi. Poznacie moich rodziców, przyjaciół i zabawki. Na dobry początek zdarzenie z wczoraj. Moi rodzice bardzo starają się nauczyć mnie kto jest kim w naszej rodzinie. Ja już od dawna to wiem, ale żeby nie odbierać im okazji do trenowania umiejętności pedagogicznych nie daję się łatwo skłonić do udzielenia odpowiedzi na pytanie. Wczoraj mama zapytała wskazując na siebie: Kto to? Odpowiedziałam z godnością: Nie-e. Próbowała mi podpowiedzieć: Mama. Powiedz mama. A ja na to : KUPA. Dialog zakończony. Do przeczytania
Natalka (+skryba Lolinka)

23 odpowiedzi na pytanie: (Pre)Natalka K. pisze o sobie

Dodane ponad rok temu,

Re: (Pre)Natalka K. – jestem coraz mądrzejsza

Podjęłam decyzję. Trzeba zacząć się uczyć. A uczyć się, jak wiadomo, można z książek. Chodzę więc z książeczkami w rękach za tatą i mamą i proszę: “TATAJ”. Ale nie o to chodzi, żeby “tatać” cokolwiek. Trzeba “tatać” “o tiu”- czyli tam, gdzie ja wybiorę. Z mądrych książek dowiedziałam się, że “łała” to pies, jak wygląda kotek, świnka, krówka, konik i owieczka. Umiem już powtórzyć odgłosy pieska, kotka, krówki, owieczki i wrony. I to nie koniec moich umiejętności. Wiem, że do modlitwy trzeba złożyć rączki i schylić główkę, i chętnie to robię. Umiem sama zjeść kanapkę (chociaż najczęściej ograniczam się do obgryzienia masła), wypić kaszkę z kubeczka z zajączkiem, ściszyć lub rozgłośnić radio. Mam też określone upodobania. Jeżeli np. nie podoba mi się mój wygląd danego dnia, przeszukuję szafkę z ubraniami i przynoszę tacie rzeczy, które chcę włożyć. Wczoraj w związku z tym cały dzień chodziłam w różowej sukience i białych rajstopkach, które sama wybrałam. Poza tym odpuściłam sobie chwilowo grę na flecie, gitarze, harmonice ustnej i keyboardzie na rzecz rysowania. Mam swój blok rysunkowy i wielkie kredki, i spędzam coraz więcej czasu rysując. Naprawdę to lubię. Do przeczytania
Natalka (+skryba Lolinka)

Dodane ponad rok temu,

Re: (Pre)Natalka K.- jak to wiosną miło…

Odkryłam coś fantastycznego! I to coś jest bardzo niedaleko mojego domu. Jest duże, kwadratowe, a w środku ma piasek. Mama i tata nazywają to “piaskownicą”. Nazwa nieistotna, ale uwielbiam przesypywać piasek. Bo, musicie wiedzieć, już go nie zjadam. Istnieje wszakże wiele smaczniejszych rzeczy. W piaskownicy spędzam z rodzicami coraz więcej czasu. Grzebię w piasku łopatką i grabkami. Czasami mama robi baby z piasku, a ja je burzę. I tę zabawę zdecydowanie lubię najbardziej. W ogóle wiosna działa na mnie rozbrajająco. Wystarczy, że poczuję w nosku świeże powietrze, a już chce mi się krzyczeć z radości. I krzyczę aż miło! Ludzie różnie reagują na te moje przejawy zadowolenia. Ostatnio jedna pani w parku powiedziała półgłosem:”Biedna dziecina, pewnie jakaś niedorozwinięta, i w wózku inwalidzkim jeździ” A ja po prostu mam wózek trójkołowy. Generalnie bulwersuję otoczenie jak się da. Wszystkie dzieci w naszej miejscowości jeżdżą w wózeczkach w zimowych kurtkach, przykryte kocami i z przykryciem na nóżkach- a ja nie. Co więcej, w ciepłe i bezwietrzne dni (a kilka ich już było) tata zdejmuje mi czapeczkę. I to już przeraża najbardziej! A ja wbrew czarnowidzącym przepowiedniom czuję się fantastycznie i daleko mi do śmierci na suchoty. Gdyby nie astma byłabym zupełnie zdrowa. Życzę zdrówka wszystkim czytelnikom. Do przeczytania.
Natalka (+ skryba Lolinka)
P. S. Napiszcie do mnie! [email][email protected][/email] (Natalka)

lolinka Dodane ponad rok temu,

Re: (Pre)Natalka K. – co u mnie słychać?

A u mnie same nowości! Najpierw pojawiły się cztery zupełnie nowe zęby (czyli jeśli ktoś stracił rachubę mam ich już 12). Bardzo długo opłakiwałam ich pojawienie się, ale jakoś to przeżyłam (ja- o rodzicach raczej nie wspomnę). Później były nowe zabawy- lubię karmić wszystkich, a szczególnie moją lalkę pustą łyżeczką z pustej miseczki, i uwielbiam wózki dziecięce (tzn. takie dla lalek). Bujam je najchętniej. Z nowości jeszcze to, że już nie chodzimy do piaskownicy. A wszystko przez zęby. Bo zęby, jak wiadomo, należy w coś wbić. Znalazłam właściwy obiekt właśnie w piaskownicy. Ale wtedy mama powiedziała, że czuje “kocie siuśki”, czy coś podobnego, więc musimy wrócić do domu. Zabrałam moje znalezisko w zębach ze sobą i kiedy mama mnie postawiła w domu “to” wypadło mi z buzi. I wtedy zrobiło się zamieszanie. Mama poszła do WC porozmawiać z sedesem: mówiła “Łeee”, a tata zabrał mnie do łazienki i podwójnie długo szorował mi zęby szczoteczką pełną pasty. Później się dowiedziałam, że to była kocia kupa, przysuszona. I dlatego już nie bawię się w piaskownicy. Ale tata mówi, że jak się przeprowadzimy z bloku do domku (może już niedługo…) to tam będę mieć o taaaaką piaskownicę, czystą i zupełnie własną, i huśtawkę, i brodzik, i co jeszcze zechcę. Tak przynajmniej mówi tata. Na pewno kiedyś wam opowiem o domku. Tymczasem do przeczytania,
Natalka (+ skryba Lolinka)
P. S. Przyślij mi pozdrowienia! [email=”[email protected]”][email protected][/email]

lolinka Dodane ponad rok temu,

Re: (Pre)Natalka K.- zabawy tematyczne

Moja mama wyczytała ostatnio w mądrej książce o dzieciach rocznik ’83, że to co robię z moją lalą Marysią to zabawy tematyczne. Chodzi teraz dumna jak paw, bo podobno tak bawią się conajmniej dwulatki. A ja się bawię. I to jak! Bujam Marysię i wożę w wózeczku, w leżaczku, karmię ją pustą łyżeczką z pustej miseczki, poję z pustego kubeczka, ubieram (tzn. albo daję mamie ciuszki, które Marysia ma mieć na sobie i ona odwala za mnie tę brudną robotę, albo kładę ubranko na odpowiedniej części ciała Marysi- skarpetkę na stopie, kaftanik na kadłubku, czapkę na głowie i tylko czasami spodnie na głowie- i przyklepuję. I gotowe. Lubię też przytulać Marysię i rozmawiać z nią. Bo musicie wiedzieć, że Marysia mówi. Właściwie to nie mówi tylko płacze, ale lale nie rozwijają się tak szybko jak ludzie i Marysia po swoich 15 latach życia doszła już do tego etapu. Jedno mnie tylko martwi. Mama i tata nie pozwalają mi brać wózka Marysi na spacer, bo on ma już 20 lat i to “obciach pokazywać się z czymś takim publicznie”. Czekam zatem, aż kupią mi nowy, ale chyba nieprędko się doczekam… No cóż. Aha, chciałam Wam jeszcze zacytować moje trzywyrazowe zdanie, jakie skierowałam ostatnio do taty prosząc o nakręcenie bąka: “Da tata brrr brrr”. Do przeczytania
Natalka (+skryba Lolinka)
P. S. Przyślij mi pozdrowienia [email=”[email protected]”][email protected][/email]

lolinka Dodane ponad rok temu,

Re: (Pre)Natalka K.- i stało się BUM

Ostatnio wypiękniałam. A to za sprawą ślicznego białego plasterka, który od dzisiejszego ranka malowniczo zdobi moje czoło. A było to tak: Cały ranek spędziłam w swoim pokoiku, naprzemiennie w łóżeczku i “na wolności”, w zależności od tego, czy była ze mną mama, która w międzyczasie przemeblowywała kuchnię, rozmrażała lodówkę i robiła wiele innych tajemniczych rzeczy. Chciałam to wszystko zobaczyć, ale podobno “to nie jest zabawa”, więc słuchałam muzyki, karmiłam misia itp. Nie byłabym jednak sobą nie zrobiwszy jakiegoś psikusa, więc kiedy mama wyjęła mnie z łóżeczka, błyskawicznie zerwałam jej z włosów opaskę (taką plastikową z mnóstwem ostrych ząbków) i zaczęłam uciekać. Nie zdążyłam nawet krzyknąć “mama” (tzn. żeby mnie goniła), kiedy się przewróciłam i wyrżnęłam czołem prosto w tę nieszczęsną opaskę. Oj, było mnie słychać, a z głowy zaczęło mi kapać coś czerwonego i było tego sporo. Mama natychmiast przycisnęła mi do głowy moją koszulkę, a potem kostkę lodu i szybciutko zadzwoniła po tatę. Potem wyszłyśmy na dwór i ja już właściwie zapomniałam o wszystkim. A godzinę później, kiedy spałam sobie w najlepsze, rodzice zawieźli mnie na izbę przyjęć. Przyjęcia jednak nie było, ale był pan doktor i bardzo jasna lampa. Mam więc na czole 6 malutkich plasterków zamiast szwów i ten duży biały opatrunek, którym wzbudzam ogólny podziw. A zresztą zdążyłam już dokonać niezbędnych poprawek na czole, uderzając nim raz jeszcze, tym razem tylko o podłogę. Trochę mi całość przypuchła, ale nie jest źle. Tata mówi, że to spotyka każą dzidzię w moim wieku. To prawda, bo moja koleżanka Ola, starsza ode mnie o trzy miesiące, kilka miesięcy temu miała zszywane czoło. Teraz ma o taaaaką bliznę. Ale ja może nie będę miała. Pan doktor powiedział, że szkoda zszywać takie śliczne czółko i że powinno pozostać śliczne. Życzę wszystkim dzidziom miękkiego lądowania. Do przeczytania
Natalka (+skryba Lolinka)
P. S. Naprawdę lubię otrzymywać mailiki. Mama zawsze mi je czyta. Napiszcie do mnie! [email=”[email protected]”][email protected][/email]

lolinka Dodane ponad rok temu,

Re: (Pre)Natalka K.- taka jestem towarzyska

Moje czółko znów jest śliczne i gładkie (jeśli nie wiecie, co się działo- przeczytajcie wcześniejszą opowieść). Nie starcza mi więc wrażeń (bo nie może być tak, żeby nic się nie działo), w związku z czym uzyskuję nowe osiągnięcia na polu towarzyskim. Właściwie to nigdy nie byłam mrukiem i ponurakiem, ale aktualnie biję wszelkie rekordy. Byłam niedawno (czyli wczoraj) z mamą na uczelni, bo musicie wiedzieć, że dwa razy do roku występuję w roli karty przetargowej, przy okazji rozmów mamy i taty z ich wykładowcami. Te rozmowy się tak śmiesznie nazywają…o, już wiem! Egzaminy i zaliczenia. A więc byłam z mamą na takim zaliczeniu, z języka francuskiego, u bardzo miłej pani doktor. (Fajne, nie? Ta pani jest doktorem, chociaż wcale nie leczy ludzi!) Nauczona doświadczeniami z ubiegłego roku zaczęłam się bardzo głośno zachowywać, tak żeby mama mogła pisać na korytarzu (bo się lepiej ściąga). No i wyszłyśmy. Ale ja zapomniałam skończyć wrzaski, więc mama już naprawdę miała problem. I wtedy pojawiły się dwie nowe ciocie. Zabrały mnie na dłuuugi spacer i fantastycznie się razem bawiłyśmy. Nie widziałam ich nigdy wcześniej, mama zresztą też ich nie znała, ale mam nadzieję, że spotkamy się w przyszłym tygodniu (bo zaliczenia trwają nadal). Później poszłyśmy z mamą do cioci Oli i cioci Doroty, które mieszkają razem na stancji. I tam pokazałam co potrafię! Bo było komu pokazać. Ciocia Dorota ma taaaakiego fajnego chłopaka, że ja od pierwszego wejrzenia poczułam do niego sympatię. Bawiliśmy się razem w krówkę, karmienie misia i było fantastycznie. A potem pokazałyśmy im wszystkim z mamą wszystkie sztuczki, jakie znamy, czyli:
1.O taaaaki wielki
2. Amen
3.Gdzie mieszka Bóg
4. Brawo brawo
5. Kosi łapci
6. Cześć
7. Pa pa
8. Gdzie jest rozumek
9. Mryg
10. Puknij się w czółko
11. Baran buc
12. Przytrę ci te rogi
13. Bach
14. Taniec
15. Stanie na głowie (to z niewielką asekuracją)
16. Mniam mniam
I wszyscy byli zachwyceni! Ja też, bo jak na jedynaczkę przystało, lubię być w centrum uwagi. A poza tym kocham wszystkich ludzi! (Szczególnie tych, którzy noszą spodnie, mówią niskim głosem i nie uciekają na drzewo- czyli panów)
Do przeczytania
Natalka (+skryba Lolinka)
P. S. Ciociu Marysiu Riibo! Ogromnie się cieszę, że do mnie napisałaś.
Jeśli macie ochotę wysłać mi mailika, czekam z niecierpliwością [email=”[email protected]”][email protected][/email]

lolinka Dodane ponad rok temu,

Re: (Pre)Natalka K.- nienawidzę cię nocniku!

Moja mama oszalała. Postanowiła nauczyć mnie sikać do nocnika. A niby po co? Przecież pampersy są znacznie wygodniejsze. Ale mama z tatą doszli do wniosku, że skoro już za rok pójdę do przedszkola, więc muszę być samodzielna, i stąd ten pomysł.
W związku z tym skoro świt pakują mnie na nocnik i jeszcze poją, szelmy. Później wyłapują okazję, kiedy stękam podejrzanie i… sadzają na nocniczek. Potem idę spać, a gdy wstanę…siadam na nocniczek. I tak w kółko. Na początku, kiey nocnik przywędrował do domu nawet mi się to podobało. Ale teraz robi się nudne. Zdecydowałam więc, że nie będę się tak załatwiać. Kiedy chcę siusiu, robię z jeszcze zamkniętymi oczami, żeby rodzice nie zdążyli. Z kupką chowam się w kąt i jestem wyczuwalna ale nie słyszalna. A mama z tatą próbują dalej. Biją mi brawo za każdą złapaną kropelkę i razem spuszczamy wodę. To akurat jest fajne. Ale zastanawiam się co będzie, jak wcielą w życie te swoje plany co do treningu czystości tak w stu procentach. Bo to co jest teraz to dopiero podobno początek. Mam zostać ucywilizowana w najbliższe wakacje. Próbę tego miałam dzisiaj na działce u znajomych. Ganiałam po dworze prawie zupełnie nago i w końcu nasikałam sobie w buty. Oczywiście nie powiedziałam przecież, że mam jakieś zamiary, bo nie byłabym sobą. Niemniej mokre nogi i buty to nic przyjemnego. Takie sytuacje osłabiają moją pewność siebie.
Do przeczytania,
Natalka (+skryba Lolinka)

lolinka Dodane ponad rok temu,

Re: (Pre)Natalka K.- wypadków ciąg dalszy

Ostatnio w słowniku moich rodziców pojawiło się nowe tajemnicze słowo- PECH. W moim też by się pojawiło, tyle że nie potrafię go wypowiedzieć. A słowo to zaistniało w związku z niecodziennym splotem wydarzeń, które stały się moim udziałem w ubiegłym tygodniu. Jak zapewne pamiętacie zupełnie niedawno skrzywdziłam swoją śliczną główkę wbijając w nią opaskę mamy. Później natomiast byłyśmy na ognisku i tam pogryzły mnie komary. Po przeszło tygodniu od ugryzienia, tzn. w ubiegły wtorek, obudziłam się tak spuchnięta, że nie mogłam otworzyć prawego oka i ruszyć prawą nogą. Pan doktor do którego poszliśmy z tatą szybko skierował nas do specjalistycznej kliniki, i tym sposobem zmieniłam alergologa, u którego się leczę. Oczywiście, obie wizyty zajęły nam wtorkowe i środowe przedpołudnia, ale to nie koniec atrakcji. W sobotę rano zrzuciłam sobie na głowę deskę do prasowania, prawie wybijając sobie ząb. Musiałam to okupić wizytą u pani stomatolog- na szczęście tylko oględziny, ale i tak mam wstręt do takich miejsc. Tego samego dnia wieczorem mam skręciła stopę, i stąd te teksty o pechu. Chyba jednak w tym tygodniu będzie lepiej, bo dzisiejszy dzień przebiegł bezwypadkowo- po prostu mama złapała mnie gdy wyskakiwałam z wózka na złamanie karku, i kiedy miałam główkować ze schodów. Jeśli dożyję przyszłego tygodnia, to napiszę coś jeszcze, jeśli zaś nie to jako ostatni załącznik przeczytacie epitafium. Do przeczytania,
Natalka (+skryba Lolinka)

lolinka Dodane ponad rok temu,

Re: (Pre)Natalka K.- nieco rustykalnie

;;;;;;;;;;;;;;;;nnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm mmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm nwghhhjjjkjuhfxxabkkj (oryginał wystukany łapkami Natalki)
A teraz tłumaczenie oryginału na polski:
Kocham wieś! Urzeka mnie tam wszystko- krówka (muuu), świnki (ćlam ćlam), pieski (łała), kotki (totej), ale przede wszystkim Babcia i Dziadzio. Bo babcia (baba) i dziadzio (diadia) mieszkają na wsi. Ostatnio często ich tam odwiedzam i coraz bardziej mi się podoba. Chyba nawet zostanę rolnikiem, tym bardziej, że dziadzio musi w najbliższym czasie znaleźć sobie spadkobiercę, żeby dostawać pełną emeryturę, a ja jestem jedyną chętną. Wczoraj po raz pierwszy jechałam traktorem- jako prawie kierowca. Prawie, bo jeszcze nie sięgam nóżkami do podłogi, ale trzymałam mocno kierownicę. Było suuuper! Cały czas piszczałam z zachwytu i robiłam jedną rączką papa wszystkim, których mijaliśmy (mamie, babci, pieskom…). Poza tym zmieniają mi się upodobania kulinarne, na rzecz potraw wiejskich, ma się rozumieć. W ubiegłym tygodniu hitem dnia była zupka szczawiowa i mnóstwo ziemniaczków, w tą niedzielę zupka koperkowa i znowu mnóstwo ziemniaczków oraz najprawdziwsze racuchy (takie bez jajka i tylko kawałeczek, niestety). Jak się tak wyszaleję (cały dzień na dworze i to na golaska), to później śpię i śpię…. Wczoraj zasnęłam o 18 i obudziłam się następnego dnia o 7 rano (podobno w nocy płakałam, ale nic mi o tym nie wiadomo). A szaleć to z Babcią można. Ona potrafi zrobić chyba wszystko żeby mnie tylko rozśmieszyć, więc chicholimy się pół dnia, aż wszędzie nas słychać. Babcia udaje pieska i świnkę, i kotka, i mówi głosem misia, i bawi się moim traktorkiem, i wozi ze mną Marysię w wózeczku, i głaszcze ze mną zwierzątka, i karmi mnie różnymi pysznościami (czasem w nadmiarze), i usypia mnie kiwając się jak wahadło starego zegara, i jeszcze wiele innych rzeczy….A dziadzio zabiera mnie do obory i pokazuje cielaczka i małe świnki, i daje przymierzyć swoją czapkę, i można go nakarmić chrupkami albo trawą, i bawi się ze mną w piasku, albo w domu na podłodze, i pokazuje ile literek jest w słowie INKA na pudełku, i jeszcze możnaby liczyć….Dlatego nie lubię stamtąd wyjeżdżać, ale jak już jadę to mocno robię Babci i Dziadziowi papa. I bardzo chcę pojechać tam znów! Do przeczytania
Natalka (+skryba Lolinka)

lolinka Dodane ponad rok temu,

Re: (Pre)Natalka K.- do widzenia kwa-kwo!

Od dwóch dni skutecznie walczę z jednym ze swoich dwóch straszliwych nałogów- z kwa-kwiarstwem. Kwa-kwa, jeśli ktoś jeszcze nie wie, to nasze rodzinne określenie smoczka. Wzięło się ono stąd, że na pierwszej kwa-kwie jaką miałam w życiu, była narysowana żółta kaczuszka. I tak kwa-kwa została kwa-kwą. A ostatnio kwa-kwy już nie ma. A było to tak: Od jakiegoś czasu rodzice chcąc mi obrzydzić kwa-kwę nie kupowali mojej ulubionej Aventowej z hipciem albo lwem, tylko podobną w kształcie, obrzydliwie twardą silikonową kwa-kwę bez uchwytu do trzymania (marki Pur). Niespecjalnie mi się ona podobała, więc chętniej wyjmowałam ją z buzi i uzywałam w naprawdę wyjątkowych sytuacjach, wypluwałam ją też w nocy. Bardzo chciałam wrócić do Aventu, więc wyrzucałam kolejne silikonowe kwa-kwy przez okno w samochodzie, albo z wózka w trakcie spaceru, ale rodzice byli nieugięci. Kiedy więc w ostatni piątek w tajemniczych okolicznościach zniknęła czwarta w ciągu dwóch tygodni kwa-kwa, mama stwierdziła, że właściwie już są wakacje, więc można mnie odzwyczaić. I od tej pory kwa-kwy już nie było. Pierwszej nocy zasnęłam bez większych problemów na materacu obok łóżka rodziców i spałam bez przerwy prawie 10 godzin! W sobotę byliśmy u Babci i Dziadzia i przed południem spałam w samochodzie, popołudniową drzemkę darowałam sobie całkowicie i usnęłam dopiero o 20.15 trochę płacząc. Mama zaczęła mi opowiadać, jaka jestem dzielna i dorosła bez kwa-kwy i jak to będzie fajnie jak będę duża i nie będę siusiać w pieluchy, aż zasnęłam. Budziałam się w nocy chyba z 10 razy, ale spałam z rodzicami i oni zaraz mówili “Ciii”, więc szybko się uspokajałam. Dziś z kolei przed południem znowu mama opowiadała mi, jaką dużą dziewczynką już jestem, jakie proste ząbki będę miała, i jak dużo będę mogła mówić nie mając kwa-kwy, i znów zasnęłam. Myślę, że to już niezły sukces, prawda? Do przeczytania,
Natalka (+skryba Lolinka)
P. S. Napisz do mnie [email=”[email protected]”][email protected][/email]
Zobacz mnie na stronie [Zobacz stronę]

lolinka Dodane ponad rok temu,

Re: (Pre)Natalka K.- totej

Dzisiaj opowiem wam o totejach. Totej to na początku był kotek, ale ponieważ trzeba iść z postępem aktualnie termin ten oznacza w moim słowniku każde zwierzę spośród ssaków, płazów, gadów i ryb. Totejami nie są natomiast owady i ptaki. Ostatnio jestem bardzo zainteresowana totejami. Nie tak dawno byłam z rodzicami w ZOO i tam było mnóstwo różnych totejów- niektóre to naprawdę kotki, inne wyglądają jak pieski, jeszcze inne jak koniki (oczywiście z różnymi wariacjami), ale ogólnie było pięknie. Bardzo podobały mi się małpy i nawet widziałam jak się kłócą. Umiem to też pokazać- mówią:” AAAAAAAAAAaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!” Zapamiętałam również osiołki i kozy- udało mi się podać osiołkowi trochę koniczynki i wiecie co? On mnie zrozumiał! Powiedziałam “Am” i osiołek zjadł tę koniczynkę. Nie zobaczyłam natomiast wilka i jeszce kilku zwierzątek, bo zasnęłam i rodzice po prostu wywieźli nmnie z ZOO jak już się sami napatrzyli. Po powrocie do domu spotkałam Chemika, psa z sąsiedztwa. Też chciała go nakarmić koniczynką i tak samo powiedziałam “Am”, ale Chemik nie zrozumiał. Osiołki są jednak mądrzejsze.
Poza tym uczę się skakać. Zapewne nie zostanę Małyszem, ale mału trening nie zaszkodzi. Już się nauczyłam (zupełnie sama!) jak należy przykucnąć i wymachnąć rękami do tyłu, odrywam też jedną nogę od ziemi, drugą muszę się jeszcze asekurować. Rodzice bardzo się cieszą jak zaczynam tak skakać, więc ja też się cieszę i tym bardziej ćwiczę.
Kończę to pisanie, bo idę pooglądać książkę o totejach! Do przeczytania,
Natalka (+skryba Lolinka)
P. S. Napisz do mnie [email=”[email protected]”][email protected][/email]

monikaapj Dodane ponad rok temu,

Re: To ja, wasza wierna czytelniczka

Bardzo dziękuję za ten pamiętnik – bardzo go lubię!!!

Monika i Basia (05.10)

Edited by smoki on 2003/07/02 20:51.

riiba Dodane ponad rok temu,

Re: To ja, wasza wierna czytelniczka

Prawda, że w świetnym stylu napisany??
Pozdrowienia dla Autorki i głównej bohaterki:)

Marysia zwana riibą

Edited by smoki on 2003/07/03 08:55.

lolinka Dodane ponad rok temu,

Re: (Pre)Natalka K.- życie alergika…

Alergia. To słowo słyszę w domu od pół roku i już wiem, że nie znaczy ono nic dobrego. A co znaczy? Otóż to, że nie jadam jajek, kurczaka, czekolady, cytrusów, orzechów, miodu, drożdżówek, nie pijam niczego z bąbelkami ani sztucznie barwionego i w ogóle omija mnie to, co najciekawsze. Ileż to razy proszę mamę lub tatę: AM, DAJE AM. A oni na to: “Niestety Natalko, masz przecież alergię”. Ostatnio dowiedziałam się, że nie mogę ganiać u dziadków po łące, bo trawy pylą, a mnie to szkodzi, poza tym mam od tego pokrzywkę na pupie, że nie mogę kontaktować się z totejami (jeśli nie wiesz, czym są toteje, przeczytaj poprzedni wpis) oraz, że nie wyleczę się z astmy do końca życia, bo w tak młodym wieku mam alergię wziewną, co jest praktycznie niespotykane! Po prostu byliśmy z rodzicami u pani alergolog i stąd te smutne wieści. Wyniki moich badań są szokujące, mam poziom Nie-Pamiętam-Czego (mama chyba pamięta) podwyższony ponad dwudziestokrotnie i nowo wykryte uczulenie na większość pyłków. Jeśli chodzi o spacery, moim jedynym sprzymierzeńcem jest deszcz. Tak się zbulwersowałam, że musiałam o tym napisać. Poza tym wszyscy zdrowi. Trochę jeszcze przeżywam rozstanie z kwa-kwą i cierpię z tego powodu na bezsenność, ale hitem dnia jest dzisiaj fakt, że poinformowałam rodziców o robieniu kupy. Powiedziałam: PUTA i zrobiłam. Nie udało się złapać w nocnik, ale i tak jestem bardzo dumna z siebie. O “si si si” też informuję, tyle że najchętniej stojąc w rogu pokoju, skąd nikt mnie mie wywlecze, zanim dokończę dzieła. A ponieważ w ramach treningu chodzę bez pieluchy, konsekwentnie zasikuję wszystkie kąty.
Jeśli chodzi o żywot alergika, właśnie odkryłam jedną pozytywną stronę całej sprawy. Z całą pewnością odżywiam się zdrowo- nie mam wszak innego wyjścia. Do przeczytania
Natalka (+skryba Lolinka)
P. S. Napisz do mnie [email=”[email protected]”][email protected][/email]

lolinka Dodane ponad rok temu,

Re: (Pre)Natalka K.- słowa, słowa, słowa

Dojrzałam do podjęcia kolejnej życiowej decyzji: migowy nowodzidziolski nie wystarcza mi już do komunikowania się, zaczynam mówić. Skłoniły mnie do tego okoliczności życiowe, a dokładnie warsztaty artystyczne dla dzieci, które prowadzą moi rodzice i w których zmuszona jestem uczestniczyć. Jest tu mnóstwo dzieciaków, a najmłodsze są starsze ode mnie conajmniej 8 lat i już się nie da z nimi pogadać tak, jak z Asią czy Oliwią albo Olą (to moje rówieśniczki). Muszę więc używać polskiego. Mówię zatem “babom” – brawo, “puta”- kupa, “sisisi”, “pa pa”, “pam”- pan, a wszystko w ciągu dwóch dni. Jak tak dalej pójdzie, po tygodniu będę nieźle władać niepoprawną polszczyzną. Na warsztatach jest fajnie, panie mają kredki i blok, dużo jjedzonka i tylko mama nie pozwala mi grać na syntezatorze. Ogólnie bardzo dobrze się bawię, bo wszyscy uwielbiają moje show, czyli pokazywanie części ciała i innych sztuczek. Nie mam specjalnych problemów ze snem i brakiem kwa-kwy, ale mam z dostępem do sieci- tu dzieci w sieci nie są mile widziane. Kończę zatem i zapowiadam ciąg dalszy opowieści…Do przeczytania,
Natalka (+skryba Lolinka)

monikaapj Dodane ponad rok temu,

Re: powodzenia, Natalko!!!

powodzenia w przechodzeniu z nowodzidziolskiego (boska nazwa!) na polski!

Monika i Basia (05.10)

Edited by smoki on 2003/07/14 09:42.

lolinka Dodane ponad rok temu,

Re: (Pre)Natalka K.- słowa, słowa, słowa c.d.

Pomyślałam sobie, że gdybyśmy się kiedykolwiek spotkali, pewnie nie potrafilibyście się ze mną dogadać, bo nie znacie nowodzidziolskiego, a ja jeszcze zbyt słabo polski. Dla ułatwienia zamieszczam zatem swój własny słownik z niezbędnymi tłumaczeniami:
mama
tata
baba
dziadzia
daje- daj, masz, weź itp.
ała- pies
totej- kotek albo wszelkie inne zwierzę
taka- kasza
nie
nie te- nie chcę
oko
o tiu- wskazuje miejsce
puta- kupa
sisi- siusiu, siusiak, robić siusiu
tyt- cyc
Boko- imię dziadkowego psa
am- jeść, jedzenie
brum- samochód, jechać
pa pa
ko ko- kura
ptata, ptapta- ptaszek
tap tap- konik
niooo- owieczka
buuuuu- krówka
hi /hai/- to wie każde dziecko z FCE
tej- cześć
a ty ty- niekoniecznie w negatywnym znaczeniu
sidziś- widzisz
czyta- książka, zeszyt, blok rysunkowy, poczytaj itp.
to to jjji- co to jest
Ola
Asia
Alan
i tysiące wyrazów znaczenia których sobie nawet nie uświadamiacie! Teraz chyba komunikacja znacznie się poprawi, nie? Do przeczytania,
Natalka (+skryba Lolinka)

lolinka Dodane ponad rok temu,

Re: (Pre)Natalka K.- smok, wakacje i kamieni kupa

Właśnie wróciłam z wakacji! Było FANTASTYCZNIE! Objechaliśmy z mamą i tatą chyba pół Polski, odwiedziliśmy Opole i bawiliśmy się tam na weselu wujka Marka i cioci Sylwii. Ja oczywiście uwielbiam tańczyć, umiem tak ładnie kręcić ramionami i tyłeczkiem, albo robię “tupanego”, a czasami kręcę się w kółko. Przetańczyłam kilka godzin z Alanem, moim bratem ciotecznym. Alan ma już 11 lat, ale nie przeszkadzało mu, że ze mną tańczył. Później pojechaliśmy do Krakowa, a po drodze zatrzymaliśmy się w miejscowości Olsztyn i tam była taaaaka wysoka góra, a na górze zamek. Góra i zamek były z kamieni, a kamienie to właśnie to, co tygrysy (czyli małe Natalki) lubią najbardziej! Weszłam dzielnie na górę i całkiem (no, może nie całkiem) sama z niej zeszłam z kamieniem w rączce. Aha, już wiem gdzie mam rączkę, paluszki, stopę, pupę, oko, ucho, nos, włoski, buzię i ząbki, a także brzuszek i pępuszek. W Krakowie najbardziej podobały mi się gołębie. Karmiliśmy je bułką, ja też! I mówiłam “Am” a one wiedziały o co chodzi. Podobała mi się też ciocia Majka, chyba z wielką wzajemnością. Ciocia Majka nie ma swoich dzieci, ale za to bardzo dobrze zna się na dzieciach. Zabierała mnie na spacery, kąpała, usypiała i bardzo dużo mówiła. Fajna jest. Szkoda, że mieszkamy tak daleko od siebie. Podobał mi się też smok wawelski. Podrapałam go po pazurkach, bo on jest przyczepiony do takiego wielkiego kamienia i nie może tego zrobić sam. Smok wcale nie jest groźny i nie zieje ogniem. Miał tylko czkawkę, a tata mówił, że to pewnie kac. Wiecie może, co to jest kac? Do domu wrócił ze mną taki mały pluszowy wawelski smoczuś, który bardzo mi się podoba. Uwielbiam go zjadać, chociaż wiem, że on tego nie lubi. Wracając do domu wstąpiliśmy do kolejnego kamiennego zamku na kamiennej górze i też wziełam sobie stamtąd kamień. Tata mówi, że w przyszłym roku pojedziemy w najprawdziwsze góry i wtedy to dopiero sobie pochodzę. Pewnie będzie jeszcze ciekawiej.
W domu chyba jest smutniej niż na wakacjach. Byliśmy dzisiaj u dziadków i widziałam jak babcia płakała i szeptała o czymś z mamą i tatą, a dziadzio cały czas leży w łóżku i ma mnóstwo lekarstw. Nie wiem do końca o co chodzi,ale chyba o nic dobrego. Zresztą dziadzio jest jakiś inny i nawet nie chciałam iść do niego na ręce. Dziwny jest ten świat…
Do przeczytania
Natalka (+skryba Lolinka)

smoki Dodane ponad rok temu,

Re: (Pre)Natalka K.- smok, wakacje i kamieni kupa

Natalko!

Bardzo proszę nie obgadywac smokow!
Nawet wawelskiego 🙂

smoki i Dawidek (11 miesięcy)

lolinka Dodane ponad rok temu,

Re: (Pre)Natalka K.- sztuka logicznego myślenia

Doszłam ostatnio do paru fajnych wniosków. Na przykład, kiedy chcę pobawić się czymś, co nie jest zabawką a mama lub tata to schowają, to tej rzeczy NIE MA. Albo kiedy już zjem całe śniadanko, obiadek czy kolację i zostanie pusty talerz to am już NIE MA. Bardzo lubię mówić, że czegoś nie ma, a moi rodzice uznają to za znaczny postęp. Poza tym ostatnio w ogóle myślę logicznie- prawda, że to ładnie brzmi? Wczoraj przed obiadem byłam bardzo głodna i kiedy mama kroiła mięsko włożyłam rączki do talerza, żeby się poczęstować. Wtedy mama powiedziała: “Nie ma am bez amen. Nikt jeszcze nie mówił amen”. Więc ja szybciutko schyliłam główkę, złożyłam rączki i powiedziałam “Amen”- no i mogłam jeść. Nauczyłam się też mówić co mnie boli i przytakiwać. Już nie odmawiam wszelakich propozycji. Kiedy chcę iść na spacer, a ktoś mi to zaproponuje- kiwam główką, podobnie z jedzeniem, piciem i zabawą. Ostatnio tata pomagał dziadziowi na łące, a ja nie mogę chodzić na łąkę, bo mam astmę i siedziałyśmy z mamą w domu. Okropnie za tatą tęskniłam i mówiłam mamie “tata, daje”. Mama mi tłumaczyła, że tata niedługo wróci, ale ja nie dawałam się pocieszyć i w końcu przyniosłam jej swoje buty i powiedziałam “buty, daje”. Mama zapytała po co chcę nałożyć buty, a ja jej na to “pójdę”. Chyba można się ze mną dogadać, bo mama zadzwoniła do taty i on rzeczywiście zaraz przyjechał.
Zmienię teraz temat i opowiem wam w co się ostatnio bawię. Dostałam niedawno w prezencie stetoskop, taki prawdziwy i kilka strzykawek i szpatułek do gardła. Oczywiście leczę całą rodzinę- wszystkich badam, robię im zastrzyki o tak, trzrzrzrzrzrzrz…. Albo pobieram krew. I wcale się nie boję kiedy mama albo tata robią mi to samo! Czasami tylko się pomylę i założę słuchawki badanemu pacjentowi zamiast sobię. Z zabaw bardzo lubię jeszcze kiedy rodzice mi czytają. Najlepiej wierszyk “Abecadło”. I znam już A O i M! Ale i tak nic nie dorówna mojemu tap tapowi- ukochanemu konikowi bujanemu. Rano jak tylko się obudzę wskakuję na tap tapa i mogłabym z niego nie schodzić aż do wieczora, ale rodzice nie pozwalają mi na nim jeść. Mogę za to wozić na tap tapie wszystkie misie i swoje buty! Do przeczytania,
Natalka (+skryba Lolinka)
P. S. Bardzo lubię, kiedy ktoś z moich czytelników do mnie pisze [email=”[email protected]”][email protected][/email] Natalka

Znasz odpowiedź na pytanie: (Pre)Natalka K. pisze o sobie

Dodaj komentarz

Noworodek, niemowlę
Ale jestem wesola!!!!!
No wlasnie masa problemow ze zyc sie nie chce a ja jestem wesola. No obchodzilam swoja 30-tke skromnie ale wesolo wypilam dwie lampki slodkiego likieru i mam humor jak nigdy,
Czytaj dalej
Dla starających się
pytanko dot. aspirynki
Jak wiadomo zazywanie 80mg aspiryny poprawia przygotowanie macicy do ciazy, ma wplyw na endometrium, ogolnie jest korzystne. Mam w domu taka zwykla aspiryne 375 mg, wiem ze to za duza
Czytaj dalej