rafy towarzyskie przedszkolaków ;)

Wyobraźmy sobie sytuacje następującą:

w grupie waszego dziecka jest zwyczaj,
że rodzice organizują dzieciakom urodziny w salach zabaw.
Nie wszyscy, bo nie każdego stać, nie zawsze jest kasa, itd.
Ale zawsze zaprasza się wszystkie dzieci.
Zwyczajowo też umieszcza się zaproszenia dla dzieciaków
w szafeczkach w szatni.
Dzieciaki je znajdują, pokazują sobie, cieszą się, że będzie imprezka 😉

I pewnego dnia w szafeczkach pojawiają się zaproszenia na urodziny jednego z dzieci.
Ale tylko w niektórych szafeczkach.
Podejrzewam, ze tylko w szafkach tych dzieci, które organizowały urodziny,
bo innego klucza doboru wymyślić nie umiem. no ale to spekulacja jedynie.
Skutek – rozpacz, łzy i niedowierzanie grupki dzieci niezaproszonych,
zaskoczenie i zażenowanie rodziców, który nie potrafią wytaśnić dzieciom,
dlaczego właśnie one nie dostały zaproszenia.

Co byście zrobiły w sytuacji rodzica dziecka zaproszonego
i co w sytuacji rodzica dziecka niezaproszonego?
Będę wdzięczna za odpowiedzi, również obszerne 😉

Strona 5 odpowiedzi na pytanie: rafy towarzyskie przedszkolaków ;)

  1. Zamieszczone przez dorotka1
    zle zrozumialm Cie Figa
    jakos mi wlecialo do glwy ze do tej pory zawsze wszyscy zapraszali wszystkich

    No problem.

    Generalnie mam wrażenie, że jakoś nie wiadomo chyba o co mi chodzi.

    Chodziło mi o to, żeby spróbować się wczuć w konkretną sytuację
    i spróbować odpowiedzieć, jak najlepiej zareagować w danej chwili.

    O pomoc w wyjaśnieniu prosiłam, bo nic sensownego poza “nie wiem” do głowy mi nie przyszło,
    szczególnie w obecności smutnego, niezaproszonego dziecka.

    Bo jakoś nie wyobrażałam sobie opowiadania mojej córce o tym,
    że ktoś kogoś lubi a kogoś mniej w obecności jej ulubionej, niestety niezaproszonej, koleżanki.

    Ale jakoś w innym kierunku to wszystko się w wątku toczy 😉

    • U nas też jest zwyczaj, że albo zaprasza się wszystkie dzieci albo nie robi się wcale. W Oli grupie jest 18 dzieci robiliśmy urodziny w zeszłym tygodniu(zaproszone wszystkie dzieci) przyszło 10 i te 10 osób robiło urodziny. Reszta nie zaprasza i nie chodzi(z moich obserwacji). Ciężko wytłumaczyć takie sytuacje dziecku podejrzewam że chodzi o koszty my płaciliśmy 17 zł za dziecko plus 70 zl za animatora jedzenie, picie i tort we własnym zakresie. Powiem szczerze, że postępowanie rodziców dośc niezręczne ale jestem wstanie zrozumieć, że cięzko zaprosić 25 dzieci bo to duzy koszt. Ja wolałabym nie robić.

      • Zamieszczone przez elik
        czytam Was i czytam i coraz mniej rozumiem
        naprawde nie umiecie dziecku wytlumaczyc takich rzeczy? To sa sprawy relacji spolecznych, Wy tez nie zapraszacie na imprezy wszystkich z bloku czy wszystkich z pracy. Taka sytuacja to doskonala okazja zeby dziecku wytlumaczyc jak to wyglada. Urodziny dziecka to jego swieto, zaprasza tych z ktorymi ma ochote spedzic czas. Napewno nie mieszlabym do tego kwestii finansowych. W szoku jestem ze tak latwo lyka sie takie wytlumaczenia i tak latwo sie ich uzywa. Raz, ze nie przyszloby mi takie tlumaczenie do glowy, ale dwa – balabym sie, ze zakoduje w dziecku przekonanie, ze jak mam kase, to wszystko moge sobie kupic i ze kasa lub jej brak, to wytlumaczenie wszystkiego. Tlumaczenie sytuacji kasa to moim zdaniem najgorszy pomysl

        Mądre podejście tylko myślę że 5 letnie dziecko nie zrozumie na czym polegaja relacje społeczne. Ale zgadzam się że kwestia finansowa nie jest wytłumaczeniem.

        • chetnie czytam bo przyznam się, że nie mam tego problemu narazie ale może sie pojawić w przyszlości
          w naszym przedszkolu utarla się tradycja, że dzieci z grupy robią alebo w przedszkolu- wtedy po godzinach przyjeżdza animator i zabawa traw dwie godziny- w tym jedzenie, picie, tort- koszt 250 zł. no i zaprasza sie cala grupę ale u nas to 11 dzieci tylko.
          niektórzy rodzice się wylamują i robią na placu zabaw- ale wtedy też zapraszają wszystkich- tu kosztów nie znam bo ja robilam w przedszkolu.

          • Zamieszczone przez tora
            ze sie podepne. dodam jeszce, ze nie rozmawialabym z rodzicami zapraszajacego dziecka. jezeli powodem byly pieniadze, pewnie byboby im glupio sie przyznac.poza tym wydaje mi sie, ze raczej nie musza sie tlumaczyc z tego, kogo zapraszaja na przyjecie wlasnego dziecka.

            Tora, tylko widzisz tutaj jak zrozumialam byl zwyczaj, ktory funkcjonowal przez dlugi czas i wszystkim odpowiadal – kazdy potrafil sie jakos odnalezc. I nagle ni z tego ni z owego ktos to zmienil. Ok, moze mial kopoty finansowe, moze cos innego – jego decyzja, ale nei zmiania to faktu ze zmiana byla piorunująca. Ja nie proponuje rozmowy pelnej wyrzutow, tylko raczej zwykla rozmowe w szatni, z ktorej naprawde wiele mozna wyczuc. Jasne ze nikt nie musi sie tlumaczyc – ale jesli chce by moje dziecko czegos sie nauczylo z tej sytuacji to nie moge zmyslac. Chodzi mi wylacznie o to, ze nie potrafilabym mydlic dziecku oczu problemami finansowymi rodzicow kolegi/kolezanki, bo mogloby sie okazac, ze przyczyna jest zupelnie inna. Po co od razu zakladac takie a nie inne wytlumaczenie? Po co wmawiac dziecku, ze wszystkiemu winne pieniadze, skoro wyjasnienie moze byc zupelnie inne. Moze po tylu latach w p-lu jubilat zwyczajnie nie ma ochoty na kontakty towarzyskie z niektorymi dziecmi i dlatego ich nie zaprosil? A moze to jeszcze cos innego. Takie jest zycie – po prostu. 5-latki chyba juz są gotowe na takie odkrycia?
            w chwili obecnej najbardziej pasuje mi propozycja Smoki, przy czym na pewno nie wskazywalabym 2 mozliwych wytlumaczen, z ktorych kazde związane jest z kasą. Bo wytlumaczenia moga byc rowniez inne i sądze, ze raczej to trzeba podkreslic. Pokazac dziecku wiele mozliwosci.
            Podam Ci przyklad. Mielismy w przedszkolu w rownoleglej grupie dziecko – przeslodkie, ale rodzice… szkoda gadac. Zarozumiali do granic mozliwosci, z duzymi pieniedzmi. Dziecko ewoluowalo do ich poziomu, stalo sie bardzo nieprzyjemne w stosunku do kolegow i kolezanek, traktowalo wszystkich z gory, sprawialo przykrosci innym dzieciom, towarzystwo przestalo odpowiadac i w koncu zostalo zmienione przedszkole. Co jesli to wlasnie taki przyklad? Mam wmawiac swojemu dziecku, ze kolega/kolezanka nie ma pieniazkow i dlatego go nie zaprosil? Nie przeszloby mi to przez gardlo. Sytuacja oczywiscie hipotetyczna – nie wiem jak jest. Jak dla mnie odpowiedz na pytanie Figi, przy takiej ilosci informacji, ktore podala jest po prostu niemozliwa.

            • Szczerze to nie bardzo rozumiem problem, może dlatego że u Niny w przedszkolu od zawsze jest tak, że każde dziecko któremu rodzice urządzają taką imprezę zaprasza tylko swoich najbliższych przedszkolnych przyjaciół. Nina wie że tak to działa. Nie wiem na ile rozmawiają o tych imprezach w przedszkolu, nigdy nie słyszałam pytania dlaczego na jakiejś nie była. Zaproszenia zostawiane są na półeczkach w szatni, moim zdaniem fajny i dyskretny sposób – u nas nie ma zwyczaju zaglądania na cudze półki żeby zobaczyć czy leży tam zaproszenie więc nie ma problemu że ten ten i ten dostał a np Nina nie.
              Jeśli padłoby pytanie dlaczego jej gdzieś nie zaproszono, powiedziałabym właśnie że każde dziecko zaprasza wybranych najlepszych kolegów, że ona też z niektórymi dziećmi bawi się chętniej a z niektórymi mniej chętnie, że nie wszyscy rodzice mają tyle pieniążków żeby zaprosić wszystkich z grupy. W Waszej sytuacji Figa też bym tak wytłumaczyła, myślę że to jest dla przedszkolaka zrozumiałe.W każdym razie moje dziecko rozumie że tak tez bywa. Rozdmuchiwanie problemu tylko pogłębi żal dziecka.
              W żadnym wypadku nie wypytywałabym rodziców dlaczego nie cała grupa została zaproszona, nie mają żadnego obowiązku się tłumaczyć lub opowiadać innym rodzicom że np niekoniecznie ich na to stać lub po prostu że tak uznali za stosowne. Nie wyobrażam sobie obowiązku zaproszenia całej grupy na urodziny dziecka, jesli taki zwyczaj panowałby w naszym przedszkolu też bym się chyba postawiła. Niezależnie z której strony na to spojrzeć, taka impreza to duży koszt, nie chciałabym być stawiana pod ścianą w tej kwestii.
              A wybór pt “albo zapraszam całą grupę albo nie urządzam dziecku urodzin” też by mi się nie podobał. Tak samo jak dociekanie innych rodziców dlaczego zaprosiłam tylko niektóre dzieci.

              • Zamieszczone przez elik
                Tlumaczenie sytuacji kasa to moim zdaniem najgorszy pomysl

                Chyba się nie zrozumiałyśmy – uważam, że podanie powodu kasy jako jednego z kilku możliwych przyczyn nie jest najgorszym pomysłem – tematu nie ma co unikać – jednych stać na więcej, innych na mniej i dziecko musi poznać równiez te zasady. A interpretacja ze za pieniadze kupisz wszystko chyba jest tu chybiona – zadanie rodzica jest takie przedstawienie sprawy aby tak wyjaśnienia nie odebrało

                Wieszak zgadzam sie z poglądem

                • Zamieszczone przez elik
                  czytam Was i czytam i coraz mniej rozumiem
                  naprawde nie umiecie dziecku wytlumaczyc takich rzeczy? To sa sprawy relacji spolecznych, Wy tez nie zapraszacie na imprezy wszystkich z bloku czy wszystkich z pracy. Taka sytuacja to doskonala okazja zeby dziecku wytlumaczyc jak to wyglada. Urodziny dziecka to jego swieto, zaprasza tych z ktorymi ma ochote spedzic czas. Napewno nie mieszlabym do tego kwestii finansowych. W szoku jestem ze tak latwo lyka sie takie wytlumaczenia i tak latwo sie ich uzywa. Raz, ze nie przyszloby mi takie tlumaczenie do glowy, ale dwa – balabym sie, ze zakoduje w dziecku przekonanie, ze jak mam kase, to wszystko moge sobie kupic i ze kasa lub jej brak, to wytlumaczenie wszystkiego. Tlumaczenie sytuacji kasa to moim zdaniem najgorszy pomysl

                  W pierwszej połowie postu zgadzam sie, to jest sytuacja idealna by wytłumaczyć takie rzeczy. Pewnie o to również bym zachaczyła.
                  Kwestię finansową niestety poruszyłabym napewno, wytłumaczyłabym ze mama nie ma tylu pieniędzy aby zaprości całą grupę, i zeby wybrała osoby z którymi ma najlepszy kontakt.
                  W wielu momentach zycia porusza sie kwestie finansową, i to nie o to chodzi ze jak ma kase to ma wszystko, tylko o to zeby tę pieniążki trochę docenić.

                  Gorzej jest w sytuacji takiej o której Figa pisze, dziaciaki maja zakodowane od 2 lat ze jest taki zwyczaj, i teraz wyłamanie sie z tego moze byc problemem, dla wszystkich stron. Myśle ze jakiekolwiek tłumaczenie w tej sytuacji przyniesie dziecku przykrość.

                  • Zamieszczone przez vieshack
                    Tak samo jak dociekanie innych rodziców dlaczego zaprosiłam tylko niektóre dzieci.

                    Monika, widze ze pijesz do mnie 😉
                    No wiec wyjasniam jeszcze raz – zadne dociekania. Popatrz na tą sytuacje z perspektywy rodzice z grupy Ptyski, a nie swojej. Moja perspektywa jest taka, ze mloda NIGDY nie byla na zadnych urodzinach u NIKOGO ze swojej grupy. Ba, nie byla u NIKOGO w domu i nie jest to problem. Dla mnie zadziwiający jest zwyczaj zapraszania calej grupy, bo u nas czegos takiego nie ma, ale skoro taki zwyczaj mieli to mieli. Skoro wszystkim pasowal i nagle nastapila zmiana to sprawa rodzica ktory to zrobil. Tyle ze jesli moje dziecko cierpi, to uwazam zwalanie wszystkiego na kase bez upewnienia sie ze tak naprawde jest za wyjscie na odczepnego.
                    Zgadzam sie ze rozmuchiwanie sprawy byloby zle. Figa chyba zna rozdzicow z grupy i wie najlepiej co moglo byc przyczyna wprowadzenia takiej zmiany. Ja bym po prostu powiedziala dziecku prawde i tyle, a nie szukala usprawiedliwien.

                    • aaa bojkot imprezy też mi się nie podoba.
                      W sensie podejście że skoro nie będzie całej grupy to dziecko idzie do kina z tatusiem.
                      To tylko utrwali poczucie krzywdy w przypadku kolejnych takich imprez, na które zaproszone zostaną tylko niektóre osoby, a myślę że na bank takie będą, nawet jesli nie w przedszkolu bo nikt już się nie odważy wyłamać ze zwyczaju to później w podstawowce.
                      Namawiałabym dziecko do pójścia skoro jubilatowi zalezy żeby spędzić urodziny w takim akurat towarzystwie i dalej tłumaczyłabym że może po prostu postanowił zaprosić te dzieci, z którymi najfajniej się bawi, najbliższych kolegów.

                      • Zamieszczone przez Usianka
                        Tyle ze jesli moje dziecko cierpi, to uwazam zwalanie wszystkiego na kase bez upewnienia sie ze tak naprawde jest za wyjscie na odczepnego.

                        Ej bez przesady to nie jest wyjście na odczepnego – nie wnikała bym dlaczego tak się stało – ktoś zrobił jak zechciał i moim zdaniem nie musi się z tego nikomu tłumaczyć a 5-latek choć z bólem serca powinien usłyszeć -że w życiu nie zawsze jest po równo dla wszystkich z powodów wielu (choćby tych które już w wątku padły) – imo nie musi znać konkretnego powodu jakim kierowała się ta rodzina – szersze przedstawienie tematu może zmniejszy ból serca przy następnej takiej sytuacji

                        • To może jeszcze dodam, ze ja również i bojkot i dociekanie konkretnej przyczyny uważam za nieciekawe posunięcie – utwierdzi to dzieci w przekonaniu, że zdobiono coś złego – a tak naprawdę nic niestosownego nie miało miejsca kiedyś musiała chwila prawdy nastąpić – takie jest życie, nie będzie zawsze na wszytkich imprezach – to, że kaziu był u mnie nie oznacza, że ja będę zaproszona do Kazia – niewątpliwie to przykre ale życiowe

                          • Zamieszczone przez Usianka
                            Monika, widze ze pijesz do mnie 😉
                            No wiec wyjasniam jeszcze raz – zadne dociekania. Popatrz na tą sytuacje z perspektywy rodzice z grupy Ptyski, a nie swojej. Moja perspektywa jest taka, ze mloda NIGDY nie byla na zadnych urodzinach u NIKOGO ze swojej grupy. Ba, nie byla u NIKOGO w domu i nie jest to problem. Dla mnie zadziwiający jest zwyczaj zapraszania calej grupy, bo u nas czegos takiego nie ma, ale skoro taki zwyczaj mieli to mieli. Skoro wszystkim pasowal i nagle nastapila zmiana to sprawa rodzica ktory to zrobil. Tyle ze jesli moje dziecko cierpi, to uwazam zwalanie wszystkiego na kase bez upewnienia sie ze tak naprawde jest za wyjscie na odczepnego.
                            Zgadzam sie ze rozmuchiwanie sprawy byloby zle. Figa chyba zna rozdzicow z grupy i wie najlepiej co moglo byc przyczyna wprowadzenia takiej zmiany. Ja bym po prostu powiedziala dziecku prawde i tyle, a nie szukala usprawiedliwien.

                            Ula, a nie lepiej po prostu wytłumaczyć że nie każdy ma obowiązek całą grupę zapraszać, że niektóre dzieci wolą zaprosić tylko najbliższych kolegów – już nawet bez wnikania w finanse. Takie imprezy na pewno będą się też zdarzać, może lepiej przyjąć po prostu że może być i tak i tak i w tym utwierdzic dziecko?
                            Nie utwierdzałabym dziecka w przekonaniu że skoro wszyscy do tej pory zapraszali wszystkich to tak musi być.
                            Nie pytałabym tez rodziców bo dla mnie to że do tej pory wszyscy zapraszali całą grupę nie oznacza że ja także mam się czuć zobowiązana do tego. Każdy urządza swojemu dziecku takie urodziny jakie uważa i czułabym się głupio i pytając o to, i będąc pytana.
                            Dla mnie to dosyć prywatna sprawa i prywatna rozmowa, nie znam rodziców Niny przedszkolnych kolegów na tyle żeby taka rozmowę przeprowadzić.
                            Znamy się n “dzień dobry” w szatni plus jakieś rozmowy na urodzinach dzieci czy przedszkolnych imprezach, nic poza tym, nie zauważyłam żeby ktoś z kimś zacieśniał stosunki jak do tej pory.

                            • Zamieszczone przez vieshack
                              aaa bojkot imprezy też mi się nie podoba.

                              No trudno.

                              W sensie podejście że skoro nie będzie całej grupy to dziecko idzie do kina z tatusiem.

                              Proszę czytać uważniej.

                              To tylko utrwali poczucie krzywdy w przypadku kolejnych takich imprez

                              Imo przesada.
                              Zapewniam, że rozmawiam ze swoim dzieckiem, i jest nawet szansa, że jakoś jej wytłumaczyłam zaistniałą sytuację i jest sznase, że zrozumiała pewne rzeczy.
                              A skoro taką podjęła decyzję, to ja ja uszanuję i na siłę ciągnąć jej tak nie będę.
                              A jak jej ktoś kiedyś nie zaakceptuje i da temu wyraz to i tak będzie cierpiała i tak.
                              Jak każdy z nas.
                              Nawet dorośli.

                              Namawiałabym dziecko do pójścia skoro jubilatowi zalezy żeby spędzić urodziny w takim akurat towarzystwie i dalej tłumaczyłabym że może po prostu postanowił zaprosić te dzieci, z którymi najfajniej się bawi, najbliższych kolegów.

                              A ja tego nie zrobię, bo uważam, że to nadmiar gorliwości.
                              Namawiać nie będę i uważam, że P. podjęła rozsądną decyzję, skoro nie będzie koleżanek, z którymi lubi się bawić to ma prawo odmówić pójścia na imprezę.
                              Imo życzenie jubilata jest tak wiążące, że wszyscy muszą sie dostosować i iść. Dotąd tak nie było, więc nie widzę powodu, dla którego musiałoby tak być od teraz.

                              No i czemu Twoim zdaniem mam namawiać dziecko do imrezy – żeby dać dobry sygnał jubilatowi i sprawić przykrość najlepszym kumpelce?
                              Ja tego nie kupuję.

                              • Zamieszczone przez tazmanka
                                W pierwszej połowie postu zgadzam sie, to jest sytuacja idealna by wytłumaczyć takie rzeczy. Pewnie o to również bym zachaczyła.
                                Kwestię finansową niestety poruszyłabym napewno, wytłumaczyłabym ze mama nie ma tylu pieniędzy aby zaprości całą grupę, i zeby wybrała osoby z którymi ma najlepszy kontakt.
                                W wielu momentach zycia porusza sie kwestie finansową, i to nie o to chodzi ze jak ma kase to ma wszystko, tylko o to zeby tę pieniążki trochę docenić.

                                dokładnie, dla dziecka pieniądze i sprawy finansowe też nie moga być jakąś abstrakcją

                                Gorzej jest w sytuacji takiej o której Figa pisze, dziaciaki maja zakodowane od 2 lat ze jest taki zwyczaj, i teraz wyłamanie sie z tego moze byc problemem, dla wszystkich stron. Myśle ze jakiekolwiek tłumaczenie w tej sytuacji przyniesie dziecku przykrość.[/QUOTE]

                                moim zdaniem niefajne jestw ogóle to że rodzice pozwolili żeby taka opcja się zakodowała, dla mnie nie do pomyślenia jest obowiązek zapraszania WSZYSTKICH na dziecka urodziny

                                bo jak nie to robi się problem….

                                • Zamieszczone przez vieshack
                                  Ula, a nie lepiej po prostu wytłumaczyć że nie każdy ma obowiązek całą grupę zapraszać, że niektóre dzieci wolą zaprosić tylko najbliższych kolegów – już nawet bez wnikania w finanse. Takie imprezy na pewno będą się też zdarzać, może lepiej przyjąć po prostu że może być i tak i tak i w tym utwierdzic dziecko?
                                  Nie utwierdzałabym dziecka w przekonaniu że skoro wszyscy do tej pory zapraszali wszystkich to tak musi być.
                                  Nie pytałabym tez rodziców bo dla mnie to że do tej pory wszyscy zapraszali całą grupę nie oznacza że ja także mam się czuć zobowiązana do tego. Każdy urządza swojemu dziecku takie urodziny jakie uważa i czułabym się głupio i pytając o to, i będąc pytana.
                                  Dla mnie to dosyć prywatna sprawa i prywatna rozmowa, nie znam rodziców Niny przedszkolnych kolegów na tyle żeby taka rozmowę przeprowadzić.
                                  Znamy się n “dzień dobry” w szatni plus jakieś rozmowy na urodzinach dzieci czy przedszkolnych imprezach, nic poza tym, nie zauważyłam żeby ktoś z kimś zacieśniał stosunki jak do tej pory.

                                  Galopujesz z nadinteretacjami…
                                  A ja prosiłam o próbę wczucia się w sytuację i pomysł na jakąś fajną odpowiedź w chwili zaskoczenia.
                                  Bo nadal chyba jej nie mam.
                                  Może się odniesiesz?

                                  • Zamieszczone przez vieshack
                                    moim zdaniem niefajne jestw ogóle to że rodzice pozwolili żeby taka opcja się zakodowała, dla mnie nie do pomyślenia jest obowiązek zapraszania WSZYSTKICH na dziecka urodziny

                                    bo jak nie to robi się problem….

                                    Czy możesz pokazać mi sytuację społeczną,
                                    w której nie może zrobić się problem?
                                    W każdej i w każdy sposób rozwiązanej mogą byc pokrzywdzeni.
                                    Nie tędy droga imho, żeby mówić dziecku, że dorośli źle zrobili dopuszczając do takiej sytuacji.

                                    • Figa
                                      nie uważam że trzeba się dostosować do życzenia jubilata ale podkreślać że odmówienie udziału w imprezie równa się solidarności z koleżanką, które nie została zaproszona też nie uważam za słuszne – sytuacja stanie się jeszcze bardziej wiążąca, następne imprezy moga być różne i co, za każdym razem będzie taki sam problem?
                                      Nie nalegałabym ale starałabym się pokazać że mogą być i takie przyjęcia na które wszyscy sa zaproszeni i takie, na które tylko niektórzy i nie ma w tym niczego złego.
                                      Można tak i tak, a to kogo zaprasza to już wybór dziecka które ma urodziny.

                                      • Albo ładnie skłamac albo powiedziec prawdę.
                                        W sensie- ” bo Pani się kartoniki skończyły” ( ale brzmi to jakoś bzdurnie) albo po prostu- bo nie mogła zaprosic wszystkich.

                                        • Zamieszczone przez vieshack
                                          Ula, a nie lepiej po prostu wytłumaczyć że nie każdy ma obowiązek całą grupę zapraszać, że niektóre dzieci wolą zaprosić tylko najbliższych kolegów – już nawet bez wnikania w finanse.

                                          Monika, gdyby zapytala mnie o to moja córka – tak bym zrobila 🙂 Naprawde nie uwazam, ze obowiazkiem jest zaproszenie calej grupy (Emilka nie zaprasza nikogo z przedszkola 😉 ).

                                          ale

                                          U Figi istniala jakas niepisana umowa i ktos w sposob powiedzmy nieelegancki sie z niej wylamal. Nie proponuje dociekania w stylu “prosze mi wyjasnic dlaczego tak a nie inaczej pan/pani postapiliscie”. U mnie w szatni, przed przedszkolem odbywaja sie rozmowy miedzy rodzicami – dla mnie to by chyba wystarczylo by wyczuc co jest grane – czy dla ludzi to klopot finansowy i nie bardzo wiedzieli jak z tego wybrnac, czy zwyczajnie maja w powazaniu co kto sobi mysli, jak sie poczuly inne dzieci i po prostu maja w nosie wczesniejsze ustalenia. Nie jest to oczywiscie niezbedne, bo dziecku bym i tak nie powiedziala, ze rodzice kolezanki/kolegi nie zycza sobie zebys bawila sie z ich dzieckiem (jedna z mozliwosci). Cos mi sie wydaje, ze rodzice jubilata i tak beda sie czuc bardzo nieswojo….

                                          Figa, dzisia juz pewnie dzieci sa spokojniejsze?
                                          Swoja droga to co opisalas to dobra nauczka….

                                          Znasz odpowiedź na pytanie: rafy towarzyskie przedszkolaków ;)

                                          Dodaj komentarz

                                          Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                                          Logo