Spóźniony opis, jak Sebuś mało nie uciekł tacie

Chyba jestem ostatnioą osobą z grudnia, która ma jeszcze zaległości w opisie swojego porodu. Spróbuję zdążyć i wreszcie to spisać, póki moje towarzystwo śpi…

Muszę zacząć od tego, że tak naprawdę konkretny termin porodu to znał tylko Sebastian, i wogóle nie chciał się nim ze mną podzielić. Ponieważ ostatnią miesiączkę miałam przed Igą (czyli w kwietniu 2002 roku, hi,hi, hi) pozostawało mi liczyć na usg. A tu jedno wskazywało 25 grudnia, a trzecie 10 grudnia. Postawowiłam się nie przejmować, ale stanowczo uniknąć wyjścia z domu przed lub nie daj Boże w trakcie kolacji wigilijnej. Kiedy minął już 10. XII postanowiłam, że zrobię jeszcze lepiej i wybiorę (wybierzemy) się do szpitala wcześniej, a na Święta wrócimy do domu. Systematycznie zgłaszałam Sebusiowi swoje pomysły. Bez odzewu…

Potem doszło jeszcze jedno urozmaicenie: okazało się, że mąż musi 19 grudnia wyjechać na 1.5 dnia. Siła wyższa, jak się okazało nadspodziewanie dopisali klienci w firmie, wykupili cały towar i domagali się jeszcze… A jak się człowiek modlił o taki ruch w interesie, to pies z kulawą nogą…
Ale nic to: obmyśliliśmy super- plan. Na 20 grudnia (poniedziałek) wzięła dzień urlopu moja siostra i przyjechała do nas już w weekend. I tak miała zostać nianią dla Igi na wypadek nadejścia godziny zero. No więc stanęło na tym, że mąż jedzie, a jakby coś się zaczęło dziać, to na stygnał wraca piorunem, siostra zostaje z Igą, ja jadę sama do szpitala i czekając na męża – no właśnie, co? Rodzę, nie rodzę?

W sobotę – 18.XII wyleżałam się w wanie, podcięłam dolną fryzurkę, pogoliłam inne części ciała, a siostra śmiała się przez telefon do mamy: słuchaj, ona się gdzieś wybiera, nogi goli, poderwać chce kogoś na tej porodówce?

W niedzielę – 19.XII – zaczęłam się zastanawiać, właściwie co ja mam w tym szpitalu robić? I że trzebaby wymyślić coś jeszcze lepszego. I wymyśliłam: urodzę dzisiaj. Sebuś pod tym względem to wyjątkowo usłuchane dziecko – koło południa zaczął mi odchodzić czop. Ale od czopu do reszty, to daleka droga, więc nikomu nie pisnęłam ani słowa. Nabrałam strasznej ochoty na spacer. Ale to takiej, że głowa mała!!! Więc jak Gusia usnęła koło13.00 ruszyłam sama się poszwendać )oczywiście z telefonem w kieszeni, i ciągle w pobliżu dróg, żeby łatwo mogli po mnie przyjechać, jakby co. Szwendałam się tak prawie 2 godziny, zgłodniałam. Ponieważ pomimo zaklinania synusia chyba nic się nie działo, wtróciłam na obiad do domu. Na kolecję zaordynowałam pizzę. Nie miałam w tej ciąży jakichś specjalnych zachcianek, więc mówię moim, że życzę sobie pizze, bo już niedługo będę mogła tak poszaleć. Obżarłam się jak bąk, potem, już po ciemku, koło 18.00 wywlekłam siostrę z Gusią na jeszcze jeden spacer.

No i przyszła godzina 22.00 Mąż musi się zbierać. No i wtedy Mu mówię, że odszedł mi czop, że mam niedobre/dobre przeczucia, ale nic się nie dzieje, więc nie wiem zupełnie, co powinniśmy zrobić! Mąż spokojnie stwierdził, że jedzie, bo to ostatni możliwy termin, a załatwić to trzeba. I, że jakby co, to wróci w przeciągu góra 3 godzin. Tak po prawdzie, sądząc po pierwszym porodzie to powinien spooookojnie zdążyć. Więc mąż w samochód, ja do łóżka, bo coś mnie te spacery zmęczyły…

Budzę się – o kurczę, skurcz! O kurczę, dość silny ! Czas: 23.30. Łap za telefon: kochanie, wracaj! Mąż mówi, że pędzi, ale za Warszawą strasznie ślisko. A ja sobie powoli: najpierw ugotować kaszę dla Igi na rano. W czasie gotowania patrzę na kuchenny zegarek i liczę: 3 minuty odstępu, 4 minuty odstępu… Skurcze są dość silne, ale drepczę sobie w miejscu, kręcę dupką, kołyszę się i spokojnie mogę wytrzymać !!! No, tak to właśnie miało wyglądać. Potem prysznic, zbieranie kosmetyków i.t.p. Ciągle po cichutku, przy zgaszonym świetle. Potem pogoniło mnie na kibelek. I na nim liczę, że to już 2-3 minuty odstępu. Cholewcia !!! Telefon: kochanie, gdzie jesteś? Kochanie mówi, że wjeżdża do Janek. No to pęðź !!! Odkładam słuchawkę i dochodzę do wniosku, że on zdąży dojechać, ale ja z nim do szpitala już nie (to droga przez pół miasta…) Dzwonię po taksówkę, będzie za pół godziny, czyli na 0.45. Już wychodzę z domu, na stole kartka dla siostry, a ta się budzi. I naprawdę myśli, że ja Jej jakieś głupie dowcipy robię. Chwilę Ją przekonywałam, że to naprawdę.

Czekam przed bramą, słyszę z daleka wyjący silnik samochodu – pewnie taksi. A to mąż !!! Odmawiamu taksówkę i pędzimy !!! Skurcze nasilają się, na siedząco jest znacznie mniej przyjemnie, ale zajeżdżamy w 15 minut. No i standard: na izbie przyjęć pani działa w tempie dostosowanym do niboszczyków, którym nigdzie już nie jest pilno. I załąmuje mnie stwierdzeniem, że rozwarcie jest na 3. Dopiero na 3??? Przy takich regularmnych skurczach??? No to znowu się pomęczę jak cholera…

Panie wiezie nas na salę porodów rodzinnych, podpinają mnie pod KTG i teraz jest najgorzej. Wszyscy mili, sympatyczni ( z wyjątkiem położnewj, która opieprza mnie, że mam fatalnego lekarza, bo nie zrobił mi znowubadania na grupę krwi i nie mam go przy sobie… Moja znajomość własnej grupy krwi jest warta…)
Nie cierpię leżeć pod KTG i odpowiada ć na dziesiątki pytań z ankiety !!! Jest nirprzyjemnie !!! Mąż masuje mój krzyż, opmaga. Błagam, żeby już mnie odpięli. A wykres pokazuje takie sobie skurczyki… Wreszcie mnie puszczają, dają czopki na szybsze rozwieranie (nikt mnie drugi raz nie zbadał), pozwalają iść do kibelka, a położna już leje wodę do wanny… Wanna !!! Kocham wanny !!! Tylko nie mogę w niej w ogóle usiąść ani się położyć, bo cholernie boli !!! Muszę klękać, więć cała okolica brzucha i krzyża jest poza zasięgiem ciepłej wody – to jakaś złośliwość – ale polewam się prysznicem. Zaczynam już trochę przeganiać męża od moich krzyży – nie dlatego, że robi się lepiej, ale wręcz przecienie… Po pół godzinie położna wygania mnie z raju… No i dreptanie, kręcenie przestaje już pomagać. A najgorsze jest to, że chyba się nie wypróżniłam do ko.ńca, bo strasznie ciągnie mnie na kibelek. Największy wysiłek wkładam w powstrzymanie się przed zrobieniem kupy na podłogę… No bo to przecież musi b yć kupa, miałam takie małe rozwarcie… W ko.ńcu nie wytrzymuję i wysyłam męża po położną. Siostro, ja chcę lewatywę, bo się nie wypróżniłam do ko.ńca i strasznie mnie to męczy. A siostra spokojn ie: zrobimy badanie. Mój mąż pyta, czy może badanie przeczekać na papierosie (tak go “wytresowały” położne na Kasprzaka poprzednim razem). Zgadzam się łaskawie.

Siostra zagląda we mnie i… I teraz jest jak na amerykańskim filmie!!! Wszystkie komendy padają podniesionym głosem z szybkością karabinu maszynowego: Pełne rozwarcie! Pani nie prze, nie prze!!! (a ja na leżąco właśnie poczułam, co oznacza ten zwrot” potrzeba parcia”). Pędźcie na noworodki, niech ktoś przyjdzie! Leć po lekarza! Rozkładaj łóżko! Pani nie prze! Pani nie prze! W ten harmider włączam się ja: Biegnijcie po mojego męża – wyszedła na papierosa!!!
No i wreszcie wszyscy się zbiegli (niezły tłumek!!!), wszystko przygotowali i usłyszałam: Proszę przeć!
Z tym parciem, to szło mi nawet nieźle, chociaż miałam zupełnie inne wrażenie. Wydawało mi się, że nic się nie przesuwa, przy drugim mnie nacięli, a przy trzecim mówią, że już widać główkę! No to dostałam motywację! Przy następnym wyszła cała dzidzia, wylądowała mi na brzuchu. Piękny kolor śliwki – węgierki! A ja do niej ” Moja śliczna, moja maleńka”. Po chwili pani mówi, że zabiera dziecko do zbadania, a ja pytam z głupia frant: To dziewczynka, prawda? (celem wyjaśnienia, na dziewczynkę wskazywało usg i moje strasznie silne przeczucia). A wszyscy patrzą na mnie jak na idiotkę i odpowiadają prawie chórem: “skąd, chłopak!”

I tak Sebuś zdążył na Święta do domu, nie uciekł tacie (a próbował w sumie 2 razy).
Tata mu to oczywiście wybaczył i chociaż cieszył się z drugiej dziewczynki, to teraz po prostu KWITNIE !!!
Mama super szybko doszła do siebie, cały czas tylko żałuje, że męczyła się z tą “kupą” ponad 40 minut i nie skojarzyła faktów…
Sebuś w połowie pisania wprosił mi się na ręce (stąd pisownia) i teraz śpi w ulubionej pozycji “na dziedźwiadka” na moim brzuchu…

Iza + Gusia (3.02.2003) + Sebuś (20.12.2004)

7 odpowiedzi na pytanie: Spóźniony opis, jak Sebuś mało nie uciekł tacie

  1. Re: Spóźniony opis, jak Sebuś mało nie uciekł taci

    Fantastyczny opis Gratuluję synka!!
    Całość przeczytałam z uśmiechem na twarzy

    ika i Igor 01.04.2004

    • Re: Spóźniony opis, jak Sebuś mało nie uciekł taci

      hihih a niby doswiadczona Mamusia:) obawiam sie ze ja tez taka bede;-)))

      Gratuluje ogromnie niech milosc bratersko-siostrzana kwitnie:)

      roczny Jaś + Jovanka(luty’05)

      • Re: Spóźniony opis, jak Sebuś mało nie uciekł taci

        przy opisie porodu, jak to juz juz prawie, jak to juz widac, jak idzie, jak wychodzi…zawsze sie porycze, nie ma bata, ten typ tak ma, ale wszystko piekne, usmialam sie tez wiec spokojnie. gratuluje synka.
        pozdrawiam

        • Re: Spóźniony opis, jak Sebuś mało nie uciekł tacie

          Wreszcie opis który nie przeraża a motywuje!! Gratulacje!! Obym się doczekała podobnego porodu!

          Tosia

          • Re: Spóźniony opis, jak Sebuś mało nie uciekł tacie

            Wreszcie opis który nie przeraża a motywuje!! Gratulacje!! Obym się doczekała podobnego porodu!

            Tosia

            • Re: Spóźniony opis, jak Sebuś mało nie uciekł tacie

              Iza, ŚWIETNIE to opisałaś ! Gratuluję Sebusia i ciekawego porodu !


              Aga i Dominika 5.XII 2001

              • Re: Spóźniony opis, jak Sebuś mało nie uciekł tacie

                śliczny i taki wesoły opis !!! 🙂
                GRATULUJE SYNKA !!!

                Kaśka + Synuś 1ROK

                Znasz odpowiedź na pytanie: Spóźniony opis, jak Sebuś mało nie uciekł tacie

                Dodaj komentarz

                Mozarella w ciąży

                Dzisiaj naszła mnie ochota na mozarellę. I tu mam wątpliwości – czy w ciąży można jeść mozzarellę?? Na opakowaniu nie ma ani słowa na temat pasteryzacji.

                Czytaj dalej →

                Ile kosztuje żłobek?

                Dziewczyny! Ile płacicie miesięcznie za żłobek? Ponoć ma być dofinansowany z gminy, a nam przyszło zapłacić 292 zł bodajże. Nie wiem tylko czy to z rytmiką i innymi. Czy tylko...

                Czytaj dalej →

                Dziewczyny po cc – dreny

                Dziewczyny, czy któraś z Was miała zakładany dren w czasie cesarki? Zazwyczaj dreny zdejmują na drugi dzień i ma on na celu oczyszczenie rany. Proszę dajcie znać, jeśli któraś miała...

                Czytaj dalej →

                Meskie imie miedzynarodowe.

                Kochane mamuśki lub oczekujące. Poszukuję imienia dla chłopca zdecydowanie męskiego. Sama zastanawiam się nad Wiktorem albo Stefanem, ale mój mąż jest jeszcze niezdecydowany. Może coś poradzicie? Dodam, ze musi to...

                Czytaj dalej →

                Wielotorbielowatość nerek

                W 28 tygodniu ciąży zdiagnozowano u mojej córeczki wielotorbielowatość nerek – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać...

                Czytaj dalej →

                Ruchome kolano

                Zgłaszam się do was z zapytaniem o tytułowe ruchome kolano. Brzmi groźnie i tak też wygląda. dzieciak ma 11 miesięcy i czasami jego kolano wyskakuje z orbity wygląda to troche...

                Czytaj dalej →
                Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                Logo
                Enable registration in settings - general