TEŚCIE- TEMAT ZNANY

Witajcie. Jestem tu nowa i chciałabym się pożalić. Do rzeczy: mój teść w zeszłym tygodniu zadzwonił do mnie i tonem oznajmiającym powiedział że pomieszkają sobie u nas z teściową przez następne dwa tygodnie bo mama ma częste wizyty u lekarzy i jemu się nie chce tak w kółko jeździć (mieszkają 40 km od Warszawy, my w Warszawie :)). Nie zapytał czy może będą przeszkadzać, czy mamy inne plany i czy w ogóle mogą… ot tak po prostu zadzwonił i mnie poinformował. Dodam, że małżeństwem jesteśmy od dwóch lat dopiero i oni nigdy nie uprzedzali nas o swoim przyjeździe… do nas. Co o tym sądzicie? Poradźcie mi, co zrobiłybyście w takiej sytuacji?

113 odpowiedzi na pytanie: TEŚCIE- TEMAT ZNANY

  1. ech:)
    temat rzeka.
    jak zwrócisz uwagę, będziesz miała w nich śmiertelnych wrogów,
    jak dasz sobie po głowie skakać też nie będzie lekko i za każdym razem będzie Ci
    to trudniej przerwać…

    Myślę, że powinnaś porozmawiać z mężem, powinniście ustalić wspólne stanowisko
    i to Twój mąż powinien je Rodzicom przedstawić.

    Jeśli chodzi o mnie, to poprosiłabym męża, żeby powiedział rodzicom, że są zawsze mile widzianymi gośćmi, ale chcielibyście wiedzieć kiedy zamierzają Was odwiedzić, żeby na darmo nie jechali 40km, bo Was może nie być w domu na przykład.
    Jeśli chodzi o kwestię ostatniego telefonu, powiedziałabym, że nie widzę przeszkód, jednak forma powinna być inna, nie oznajmująca, a pytająca…

    Pode mną mieszało młode małżeństwo, które się rozpadło, właśnie przez teściów, którzy wpadali jak do siebie, rządzili się jak u siebie.

    • Bruni- dziękuję za Twoją wypowiedź. Problem tkwi w tym, że mąż jest jedynakiem i nie potrafi zająć stanowiska w tej sprawie.. dla niego jest zrozumiałe, że jeśli jego Rodzice chcą- to zawsze mogą przyjechać. On nie widzi tutaj skrajności i wręcz jej nie rozumie. Obawiam się, że też boi się ich reakcji. W każdej krytyce odnośnie takiego zachowania bardzo niekulturalnego z resztą, odbiera to jako atak przeciwko jego Rodzicom. Więcej napiszę jutro, bo to rzeczywiście temat rzeka, a teraz uciekam.

      PS. Dzisiejszy wieczór mam zmarnowany… zamiast odpocząć po całym dniu pracy to wracam do domu jak do jakiegoś kieratu.

      • nawet nie wiecie, jak bardzo bym chciała, żeby moi teściowie tak powiedzieli i zrobili…
        mieszkają na wsi, tam opieka zdrowotna kiepska, u nas by mieli lepszą zdecydowanie
        i niechby tak znienacka w drzwiach stanęli nawet, bez uprzedzania, na miesiąc, dwa….

        jak to się różnie ludziom w życiu układa 😉

        • Zamieszczone przez majowamama
          nawet nie wiecie, jak bardzo bym chciała, żeby moi teściowie tak powiedzieli i zrobili…
          mieszkają na wsi, tam opieka zdrowotna kiepska, u nas by mieli lepszą zdecydowanie
          i niechby tak znienacka w drzwiach stanęli nawet, bez uprzedzania, na miesiąc, dwa….

          jak to się różnie ludziom w życiu układa 😉

          ja też :). naprawdę i cieszę się że nie jestem jedyna… raz szok przeżyłąm bo wracm z jakiegoś spotkania i widzę ich samochód… ale się ucieszyłam…

          • Zamieszczone przez awkaminska
            ja też :). naprawdę i cieszę się że nie jestem jedyna… raz szok przeżyłąm bo wracm z jakiegoś spotkania i widzę ich samochód… ale się ucieszyłam…

            Ja też.
            Namawiam i namawiam ich na wizyty u stołecznych specjalistów, ale nic z tego.
            Ani razu jeszcze u nas nie byli (za daleko na ich zdrowie).

            Ale ton oznajmujący by mi nie spasował mimo to.

            • Najpierw zastanowiłabym się, co mi nie odpowiada w zaistniałej sytuacji… forma, czy treśc, czyli to, w jaki sposób teściowie zapowiedzieli swoją wizytę, czy sam fakt dłuższego pobytu.

              Jeśli problemem jest tylko forma oznajmiajaca, to porozmawiałbym z mężem i próbowała wytłumaczyć facetowi, że to mój dom = mój azyl i tak dalej.

              Jeśli problemem jest sama wizyta, to głębiej zastanowiłabym się nad samą sobą.

              • Teściowa też człowiek – trzeba po prostu pomóc 😉
                Mieszkam z teściową na stałe więc w Twojej sytuacji byłabym szczęśliwa, że to tylko dwa tygodnie 😉

                • Hej dziewczyny. Udało mi się na moment uciec Bardzo się cieszę, że niektóre z Was mają super relacje z teściami, to wręcz niespotykane. Też chciałabym się cieszyć z ich wizyty, ale ile można… co chwila, non stop ONI. W gruncie rzeczy, to nie są źli ludzie- ale dali mi się we znaki parę razy a teściowa to mi takie słowa powiedziała że zapamiętam je do końca życia…

                  PS: Wróciłam do domu i zgadnijcie co zastałam? Rodzice zaprosili gości:) a mój mąż był w siódmym niebie.

                  • Zamieszczone przez Monika2011
                    Hej dziewczyny. Udało mi się na moment uciec Bardzo się cieszę, że niektóre z Was mają super relacje z teściami, to wręcz niespotykane. Też chciałabym się cieszyć z ich wizyty, ale ile można… co chwila, non stop ONI. W gruncie rzeczy, to nie są źli ludzie- ale dali mi się we znaki parę razy a teściowa to mi takie słowa powiedziała że zapamiętam je do końca życia…

                    PS: Wróciłam do domu i zgadnijcie co zastałam? Rodzice zaprosili gości:) a mój mąż był w siódmym niebie.

                    Zaprosili gości do waszego domu?

                    • Ty nic raczej nie możesz zrobić, bo jak ty coś powiesz to zostaniesz wrogiem nr.1.
                      Musisz wytłumaczyć mężowi że tak być nie może, tylko on może to powiedzieć rodzicom mu wybaczą i zrozumieją.
                      Wiem coś o tym, że trudno będzie. Mojemu mężowi tłumaczyłam to jakieś trzy lata zanim zrozumiał że jego rodzice źle robią.

                      • Cześć dziewczyny. Mam swój azyl- jestem w pracy:) Jeśli chce Wam się czytać, to tak jak obiecałam wczoraj, opiszę szerzej swoją sytuację. Odpowiadając jeszcze na posta jednej z Was- to tak, zaprosili sobie gości i mało tego, dzisiaj będą gościć również Babcię- mamę teściowej o czym też nikt mnie nie poinformował- dowiedziałam się w drodze do pracy od męża. Nieźle.

                        Ale.. wracając do tematu.. Od początku to było tak:

                        Rodzice mojego męża mieszkali w tym mieszkaniu (w którym my teraz mieszkamy) ponad 25 lat, potem zbudowali swój dom za Warszawą. Będąc narzeczoną P zamieszkałam u niego, z resztą też na prośbę jego Rodziców. Jako narzeczona uznałam, że nie będę niczego krytykować, choć parę razy zdarzyło mi się to zrobić, bo już wiedziałam, że nie dzieje się najlepiej, ale słowa krytyki kierowałam wyłącznie do P, nie chcąc urazić przede wszystkim najmądrzejszej teściowej. P nie przeszkadzał fakt, że jego Mama przychodziła do domu piorąc mu rzeczy, prasować koszule, gotować obiadki podczas mojego pobytu w pracy. Na moje pytanie, dlaczego to robi, odpowiedziała, że P jest jej synem i dopóki ona żyje to zawsze będzie to robić… WTF ! Ok, zacisnęłam zęby. Przyjeżdżała również na parę dni raz w miesiącu na jakieś służbowe szkolenie przy czym skutecznie zawsze wsadzała mi szpile typu: mieszkanie jest zapuszczone (śmieszne to, ponieważ ja, wprowadzając się tam, dosłownie szorowałam okna kilka razy bo takie były brudne, że dramat, poza tym wszystko tam zrobiłam, zawsze było posprzątane), że jestem uwaga: BRUDASEM bo podłogę myję dwa razy w tygodniu a ona codziennie (wystarczy mi fakt, że moja Matka była pedantką, że wszystko u niej musiało błyszczeć i być codziennie generalne sprzątanie) więc ja postanowiłam nie robić z tego domu muzeum, choć zawsze było i jest czystko- dla Teściowej to za mało i doszło do tego, że napisała mi kiedyś na regale JESTEŚ BRUDASEM fakt, było trochę kurzu, bo pracowałam wtedy od rana do wieczora i nie miałam kiedy tego zrobić. Do czego zmierzam- pewnego wieczoru szukając swoich butów, zapytałam grzecznie, “Mama, gdzie schowałaś moje buty, bo w szafce ich nie ma” to wpadła w furie, całkiem niezrozumiałą, wywaliła dosłownie wszystko z szafy i wykrzyczała mi że jak na razie to wszystko jest jej (choć nigdy i pod żadnym pozorem nie podważałam tego faktu) i że jak będę żoną to wtedy może mi pozwoli się porządzić… po prostu, zrobiło mi się przykro… szukałam tylko swoich butów, które ona gdzieś upchnęła… pamiętam, że uciekłam wtedy z tego domu i do drugiej w nocy błąkałam się po ulicach… P zrobił jej wtedy awanturę, choć ja daleka byłam od tego wiedząc, że będę wrogiem.

                        I same widzicie… o co mam teraz żal, pretensje, że oni u nas są… Wiem, że tak jak to moja Matka powiedziała “weszłaś we wszystko to siedź cicho” tak… weszłam, weszłam, uciekając ze swojego własnego domu przed ojczymem który od lat mnie szykanował (nigdy nie zaakceptował) ale dobrze się złożyło, bo miałam P, którego bardzo kocham. Podejrzewałam, że będą kłopoty, dlatego zapytałam męża, po tym całym zajściu, czy nie byłoby lepiej abyśmy coś sobie wynajęli i żyli normalnie, bez nachodzenia i takich awantur. Nie zgodził się.. tego samego wieczoru już pogodził się z Mamą. Powiem Wam, że wolałabym zdecydowanie jeść na plastikowych talerzach i spać na materacu- ale w sowim rzeczywistym mieszkaniu, może być nawet wynajęte. Ale… było minęło.

                        Przepraszam, rozpisałam się strasznie, mam nadzieje, że Was dziewczyny nie zanudziłam.

                        Pozdrawiam ciepło.

                        • Monika poczytałam i tak mi się wydaje, że to jest mieszkanie teściowej, zawsze będzie jej (bo mieszkała tyle lat tu) i zawsze będzie się w nim czuła jak u siebie. Z jej perspektywy wygląda to pewnie tak, że łaskawie pozwoliła Wam tam mieszkać a Wy pod jej nieobecność nie zajmujecie się mieszkaniem należycie. Ona nie czuje że przyjeżdża do Was, tylko do siebie, ona nie zaprasza gości do Was, tylko do siebie.

                          Ja widzę tylko rozwiązanie, które zresztą sama napisałaś: pójście “na swoje” = obojętnie czy kupione czy wynajęte. Jak wynajmuję, to płacę za wynajem, a właściciel mi się do domu z butami częściej niż raz na miesiąc w celu sprawdzenia stanu technicznego lokalu nie pakuje.
                          Wydaje mi się że dopiero wtedy Ty będziesz “u siebie”, a teściowie “w gościach”.

                          • doczytałam…
                            czyli to mieszkanie Twoje / Wasze nie jest?
                            jak nie, to lipa. Rozumiem czemu tak tańcujecie delikatnie z Mamusią, żeby
                            jej na odcisk nie nadepnąć.

                            Ja rozumiem, że Mąż jest jedynakiem, że Mama i On chyba też nie mogą się rozdzielić, że wciąż są związani niewidzialną pępowiną.
                            Jednak dla zdrowia wszystkich powinno się tą pępowinę przeciąć.
                            Nie walczyć z teściami, ale ustanowić zasady.
                            Zachowanie teściów to jest brak szacunku dla Was i tego co wspólnie starcie się stworzyć.
                            Porozmawiać na spokojnie z mężem i nie kończyć rozmowy dokąd nie będzie wniosków
                            i podjętych decyzji, ustalonego stanowiska.
                            Będziecie mieć dzieci, będzie jeszcze gorzej. Będziesz je sobie z teściową z rąk wyrywać,
                            a ja Ci się nie będzie podobało, to co? Będzie Ci pokazywała drzwi, a mąż co na to?
                            Z dzieckiem trudniej wyjść, będziesz znosić coraz więcej, będzie coraz ciężej.

                            Jeśli teściowie nie zrozumieją, to moim zdaniem pozostaje Wam albo odkupić to mieszkanie albo znaleźć sobie mniejsze, ale własne i być u siebie.
                            Pytanie – czy Twój mąż ma jaja?
                            Bo jak nie ma, to……. miłość miłością, ale jeśli większe jest jego przywiązanie do matki i jej interesy, a nie Wasze wspólne są dla Niego najważniejsze, jesli on się godzi, żeby uprzykrzała Ci życie, to….
                            wiej:(

                            • ja tak miałam, podobnie, bo jednak mój maz za mną murem, zawsze…
                              2 lata mieszkaliśmy w mieszkaniu, które należalo do teściów, na działce firmowej… ciągle były niezapowiedziane wizyty (z pracy wystarczyło wejśc po schodach) obojętnie, czy ja goła pod prysznicem, czy bałagan, czy coś… barykadowaliśmy się dwa lata. A juz jak do nich znajomi przyjechali i teście bez pytania zaprowadzili ich do nas, żeby zobaczyli “jak mieszkamy”
                              tam nigdy nie byliśmy u siebie, tylko u nich. Rozwiazaniem byla wyprowadzka. 🙂 nigdy wiecej, nigdy. Jakiś czas temu, jeszcze jak w bloku mieszkaliśmy u siebie, przed kupnem domu, zaproponowali, żebyśmy u nich mieszkali- dom trzypietrowy, w połowie pusty…. nawet przez myśl nam nie przeszlo się zgodzić.

                              Szkoda, ze ten Twój mąż tak z mamusią związany 🙁 rozmowa i to jak naszybciej, bo imo będzie tylko gorzej.
                              A dlaczego on tak się upiera, żeby na swoje nie pójść? Nie wyobrażam sobie być całe życie na czyjejś łasce i ciągle wysłuchiwać, że mam być komuś za coś wdzieczna, że mieszkam u nich, że oni dyktują warunki….

                              • chłopa pod mur postawić i ustalić jasne zasady panujące w domu WASZYM ( nawet jeśli to teściów, Wy tam mieszkacie i tworzycie swoją niezależną komórke społeczną )
                                i nie tłumaczyc go, że jest jedynakiem, bo to żadne tłumaczenie – ja zawsze wychodziłam z założenia, że jako jedynak jestem sobie własną i absolutnie za siebie odpowiedzialną orbita – jak coś mam to moje, jak coś sperd.. to nie będzie na kogo zrzucic itd

                                moja teściowa jest pedantka, ja nie.mam często nie posprzatane tak jak ona, ale tak jak dla nas jest ok, ale nie wyobrażam sobie, żeby coś powiedziała na ten temat, jakby mi machnęła napis na kurzu, że jestem brudasem to bym jej napisała, że jest bezczelna i tak byśmy sobie pokonwersowały na kurzu 🙂
                                twardo określcie swoją rolę, bo będzie tylko gorzej.

                                • Dziewczyny- zgadzam się.. Jednak jest tu jeden malutki problemik (nie uważajcie mnie za despotyczną synową czy jeszcze gorzej)… Moja teściowa od zawsze zgrywała bohaterkę, jaka to ona nie jest twarda ohohoho… z temperaturą czterdziestostopniową chodziła do roboty (była pielęgniarką środowiskową) bo ona taka twarda i co z tego, skoro pozarażała większość pacjentów? Zawsze ale to ZAWSZE na każdym kroku podkreśla, że to ona ewidentnie ma rację, a to, że akurat jest w błędzie w danym temacie i wszyscy o tym wiedzą (myślę, że ona również:)) i tak upierała się na swoim. Zna się na wszystkim: giełdzie, handlu, na elektronice, prawie, na tym jak dobrze położyć terakotę (pouczała nawet fachowca) i co…? a ostatnio wiecie co dała mi w prezencie? Swoje majtki. Tak, jej własne przepierdziane i przenoszone majty!!! W tej sytuacji w jakiej jest obecnie to koszmar. Przez swoją mądrość dostała wylewu.. okazało się, że pękł jej naczyniak. Przeżyłam to, bo to w końcu rodzicielka mojego P i razem z nim cierpiałam. Myślałam sobie: dobra, to co było, to było i nie warto wracać do tego- wybaczyłam jej. Zależało mi na tym, aby wyzdrowiała. Jeździłam do niej do szpitala, myłam ją, balsamowałam, ponieważ po operacji miała niedowład prawej części ciała, karmiłam… zapomniałam o tym wszystkim co kiedyś mi powiedziała i zrobiła. Mamciu to, Mamciu tamto,a Mamcia co mi powiedziała? Jej słowa: DLACZEGO ONA ZACHOROWAŁA A NIE JA???…..

                                  Ja wszystko rozumiem, jej chorobę i to co przeszła. Teraz kolej na litość dla niej, bo przecież jest chora. Wszystko odbywa się moim kosztem. Współczuje jej bardzo, bo to była bardzo żywotna kobieta ale dlaczego mnie się ciągle to odbija? Mój P, stwierdził, na moją prośbę o to, żeby następnym razem chociaż uprzedzili o swoim przyjeździe tak z dupy powiedział że nie mam serca dla chorej kobiety i chętnie wy*iła bym ją pod most. Co on bredzi…

                                  Dziewczyny, zrozumcie mnie chociaż odrobinę.

                                  • rozumiemy
                                    znaczy staramy się
                                    a powiedziałas o tych gaciach chlopu?
                                    jak zareagowal?
                                    bo jak dalej był za mamusią to sorki, ale łatwo Ci nie bedzie

                                    • Monika, ja Cię rozumiem
                                      jak do tych majtek przeczytałam, to pomyślałam “Dżizas, to nie jej teściowa, tylko mój teściu!!!”

                                      Stary Twój jest ewidentnie między młotem a kowadłem: znam dwa małżeństwa z podobnymi problemami. Za każdym razem maż jest jedynakiem, mamusia despotką, wszystkowiedzącą, zatruwającą mniej lub bardziej życie synowej….

                                      w jednym przypadku- zwiali kilka lat temu za granicę, pępowina nie przecięta do tej pory, ale chyba wychodzą powoli na prostą (żona na parę miesięcy przyjechała do plski z synem, ona ze zdiagnozowaną depresją, na silnych lekach…. siedziała kilka miesięcy u swoich rodziców, aż się chlop obudził :D, są znowu razem, zmienili mieszkanie na większe i w grudniu powiększa się im rodzina 🙂 ) Jeszcze tylko żeby on za jej plecami matki nie zapraszał to juz by wogle super było 🙁

                                      W Twoim przypadku to choroba ma usprawiedliwiać wszystko, co teściowa zrobi, bo taka biedna. Tutaj teściowa rozwódka, została bez rodziny.

                                      Drugi przypadek- teściowa owdowiała kilka lat temu, więc syn z zoną zamieszkali z nią, bo biedna sama. Rozumiem. Dzieci się pojawiły już kilka lat temu, a stosunki z teściową z roku na rok coraz gorsze- i mąż tez nie może zdecydowanego stanowiska zająć, bo jest mu matki zwyczajnie żal. Myślą o przeprowadzce.

                                      Widzisz, na dłuższą mete nikt tego nie wytrzyma 🙁 obawiam się, że samo to się raczej nie ułoży, teściowej nie zmienisz. Ja swoim juz odpuściłam, dawno, ale jakbym miała takie jazdy jak Ty awantura by była na 102

                                      • Wiesz, przy nim dała mi ten prezent. Mąż stwierdził, że ona chce dobrze, że powinnam się cieszyć… mam brać to co ona daje, bo jest chora i nie mogę robić jej przykrości.

                                        • Zamieszczone przez Monika2011
                                          Wiesz, przy nim dała mi ten prezent. Mąż stwierdził, że ona chce dobrze, że powinnam się cieszyć… mam brać to co ona daje, bo jest chora i nie mogę robić jej przykrości.

                                          no to dla mnie po temacie
                                          sorki

                                          Znasz odpowiedź na pytanie: TEŚCIE- TEMAT ZNANY

                                          Dodaj komentarz

                                          Mozarella w ciąży

                                          Dzisiaj naszła mnie ochota na mozarellę. I tu mam wątpliwości – czy w ciąży można jeść mozzarellę?? Na opakowaniu nie ma ani słowa na temat pasteryzacji.

                                          Czytaj dalej →

                                          Ile kosztuje żłobek?

                                          Dziewczyny! Ile płacicie miesięcznie za żłobek? Ponoć ma być dofinansowany z gminy, a nam przyszło zapłacić 292 zł bodajże. Nie wiem tylko czy to z rytmiką i innymi. Czy tylko...

                                          Czytaj dalej →

                                          Dziewczyny po cc – dreny

                                          Dziewczyny, czy któraś z Was miała zakładany dren w czasie cesarki? Zazwyczaj dreny zdejmują na drugi dzień i ma on na celu oczyszczenie rany. Proszę dajcie znać, jeśli któraś miała...

                                          Czytaj dalej →

                                          Meskie imie miedzynarodowe.

                                          Kochane mamuśki lub oczekujące. Poszukuję imienia dla chłopca zdecydowanie męskiego. Sama zastanawiam się nad Wiktorem albo Stefanem, ale mój mąż jest jeszcze niezdecydowany. Może coś poradzicie? Dodam, ze musi to...

                                          Czytaj dalej →

                                          Wielotorbielowatość nerek

                                          W 28 tygodniu ciąży zdiagnozowano u mojej córeczki wielotorbielowatość nerek – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać...

                                          Czytaj dalej →

                                          Ruchome kolano

                                          Zgłaszam się do was z zapytaniem o tytułowe ruchome kolano. Brzmi groźnie i tak też wygląda. dzieciak ma 11 miesięcy i czasami jego kolano wyskakuje z orbity wygląda to troche...

                                          Czytaj dalej →
                                          Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                                          Logo
                                          Enable registration in settings - general