Urodzinowy dylemat moralny – DŁUGIE!, bo ważne…

Mam koleżankę, która ciągle próbuje robić
konkurs pomiędzy naszymi córeczkami, które dzielli tylko jeden dzień (chodzi mi o wiek). Ze dwa dni temu wyszedł kolejny problem (tzn. problem mojej koleżanki,bo nie mój). Otóż wysłała mi ona smsa z zapytaniem, kiedy orgaznizuję
Kasi urodziny. To jej odpisałam, że w sobotę i podałam datę. No to ona wysłała mi kolejną wiadomość, że ona też zaplanowała urodziny swojej małej na ten sam dzień. A jako że laskę generalnie lubię, to odpisałam, że ja mogę przełożyć np. na niedzielę, bo mi zależy, żeby oni byli na urodzinach Kasi, no i że my też chcemy przyjechać do jej córeczki z prezentem. Spodziewałam się, w swojej naiwności, że laska mi podziękuje. I czego się doczekałam?! Kolejnego smsa z wiadmością, że chyba rozumiem/zdaję
sobie sprawę z tego, że sobota jest znaczenie lepszym dniem na organizmowanie tego typu uroczystości, że ludzie są wtedy bardziej wolni itd. No i że ona orgaznizuje “POWAŻNY KINDERBAL”, na którym będzie mnóstwo dzieci, no i że ja powinnam zdawać sobie sprawę z tego, że to właśnie oni powinni urodziny zorganizować w sobotę. Czytałam tego smsa wiele razy łudząc się, że czegoś nie zrozumiałam, że coś musiałam przegapić, że – najzwyczajniej w świecie – tak napisać nie można, jeśli się ma odrobinę wrażliwości na drugiego człowieka. No w końcu jej zaproponowałam, że urodziny Kasi przełożę właśnie ze względu na nich… I czego się dowiedziałam? Że moje dziecko się nie liczy, że jej urodziny mogą się odbyć kiedykolwiek albo wcale, że nie są ważne, bo nie będą “poważnym kinderbalem”. Nienawidzę tego durnego
słowa! Wk…wiają mnie te głupie “nowotwory językowe”! Czy to nie mogą być po prostu urodziny? Fakt, nie robię imprezy zbiorowej na siłę, bo akturat nie mam mnóstwa rodziny/znajomych z małymi dziećmi. Zresztą
nie mam takich ambicji. Ma to być święto Kasi, z rodzicami, dziadkami, chrzestnymi i bardzo bliskimi znajomymi. Zresztą uważam, że dziecko będzie miało jeszcze czas na zapraszanie swoich gości, a taki dwulatek i tak niewiele rozumie, a już na pewno nic nie będzie z tego potem pamiętać.
I tak planowałam rozłożyć to na dwa dni ze względu na nasze małe mieszkanko. A teraz tak mi przykro… Naprawdę. I nie wiem, co mam robić. Wierzyć, że
dziewczyna po prostu się nie zastanowiła nad tym, co pisze, że znam od dawna jej chore (moim i nie tylko moim zdaniem) ambicje wobec swojego dziecka, realizowanie własnych marzeń, aspiracji kosztem małej? Jechać
i udawać, że nic się nie stało? A urodziny Kasi zrobić w niedzielę? W ten sposób nie popsują się między nami kontakty, które (poza konkursem na to, które dziecko lepsze- który zresztą za każdym razem staram się szybko neutralizować) są całkiem fajne. A może nasze zrobić
spokojnie w sobotę, ich zaprosić na inny dzień lub też do nich pojechać w innym terminie z prezentem? Tylko wtedy narażę się na to,że olewam ich długo przygotowywaną imprezę,a co za tym idzie ich najlepsze na świecie dziecko. Albo że wstydzimy się wystawić Kasię do porównania z cudną, mądrą itd., itp. Olą? No i Kasia nie będzie miała okazji pobawić się z dziećmi, być na takim balu. Chociaż akurat kontaktu z dziećmi jej nie brakuje, bo jest dzieckiem żłobkowym. Sama nie wiem. Boję się też, że jak pojedziemy do nich, to ich znajomi, wiedząc o przewrażlwieniu mojej koleżanki na punkcie jej
dziecka, nie odezwą się słowem do mojej Kasi. Tak było rok temu. A szanowna zazdrosna jubilatka będzie wciąż właziła do mnie na kolana, bo nikt na świecie nie może przecież bawić się z innym dzieckiem poza nią! Tak
było miesiąc temu podczas wizyty u nich. Nie przesadzam, niestety. Dziecko jest oczkiem w głowie swoich rodziców i swojej babci, która zajmuje się jej wychowaniem. No i dziewczynka nie ma kontaktu z innymi dziećmi, przez co nie jest przyzwyczajona do tego, że ktoś może siedzieć i się nią nie interesować. A jeszcze gorzej – bawić się z własnym dzieckiem, a nie z nią. Generalnie dziecko lubię, bo i co ono winne, że mama realizuje jej kosztem swoje niespełnione ambicje, że wkłada w usta dwulatki (ledwie zresztą mówiącej) marzenia o… GLOBUSIE!!! Na które to zresztą marzenia mama zareagowała kupnem tegoż.
Nie mam pojęcia, co robić. Naprawdę. Na smsa koleżanki nie odpowiedziałam, bo mnie zatkało. Nie chciałam być tak przykra jak ona, więc wcale nie odpisałam. Co radzicie?

DziuniaP+Kasia14.02.03

Edited by DziuniaP on 2005/01/30 23:22.

8 odpowiedzi na pytanie: Urodzinowy dylemat moralny – DŁUGIE!, bo ważne…

cszynka Dodane ponad rok temu,

Re: Urodzinowy dylemat moralny – DŁUGIE! – ostrzeg

Ja radzę – kup małej Oli atlas świata – ale jej mama byłaby dumna
Wiesz co myśle – na Twoim miejscu nie poszłabym.
A i szkoda Kasi. Jeszcze podłapie jakieś choróbsko – skoro ma być tyle dzieci to i sporo nowych bakterii

Ola (06.01.2003)

gosia Dodane ponad rok temu,

Re: Urodzinowy dylemat moralny – DŁUGIE!, bo ważne…

Ja już skończyłam znajomość z TAKĄ koleżanką.
A na Twoim miejscu powiedziałabym, że robię urodzinki w sobotę, bo większości gości Twojej córeczki bardzie odpowiada ten dzień i nie poszłabym na urodziny jej córki, bo i po co?

Gosia i Artek

magdzik22 Dodane ponad rok temu,

Re: Urodzinowy dylemat moralny – DŁUGIE!, bo ważne…

W odpowiedzi na:


Czytałam tego smsa wiele razy łudząc się, że czegoś nie zrozumiałam, że coś musiałam przegapić, że – najzwyczajniej w świecie – tak napisać nie można, jeśli się ma odrobinę wrażliwości na drugiego człowieka. No w końcu jej zaproponowałam, że urodziny Kasi przełożę właśnie ze względu na nich… I czego się dowiedziałam? Że moje dziecko się nie liczy, że jej urodziny mogą się odbyć kiedykolwiek albo wcale, że nie są ważne, bo nie będą “poważnym kinderbalem”.


Naprawde lubisz te dziewczyne????

Magda & Marcia

dora Dodane ponad rok temu,

Re: Urodzinowy dylemat moralny – DŁUGIE!, bo ważne…

A to mi zabiłaś ćwieka. Czy ją lubię? Nie wiem. Często nie lubię jej głupich “konkursów” (tak to sobie nazwałam) między naszymi córeczkami. Poznałyśmy się w szpitalu, kiedy każda z nas trafiła tam z zagrożoną ciążą. Przez pozostałą część ciąży wspierałyśmy się nawzajem, radziłyśmy sobie w sprawach “dzieciowych” zakupów. A kiedy urodziły się dziewczynki, radziłyśmy sobie, jak je wychować najlepiej, jakie podawać leki, szczepionki, jak i czym się z nimi bawić itp. Potem nawet wymieniałyśmy się kilkakrotnie zabawkami, żeby dzieciaczki miały odmianę, no i żeby siebie jednocześnie nie doprowadzić do bankructwa. Więc mam do niej sentyment, lubię tę małą, mój mąż dobrze się dogaduje z jej mężem. Mieszkamy w innych miastach, więc dość rzadko się widujemy. I z tych wszystkich powodów nie wiem, jak się zachować… Już wiele razy myślałam nad tym, czy nie zrezygnować z tej znajomości. I dalej nie wiem. To nie takie proste. Bo zarówno ona, jak i jej mąż do tej pory byli wobec nas raczej OK, a poza tym rzadko się spotykamy, więc nie jest to jakoś strasznie uciążliwe. No poza tą licytacją między dziewczynkami. Jednostronną licytacją. Bo ja nie chcę mojego dziecka wepchnąć w tym, ani w żadnym innym wieku w “wyścig szczurów”. Chcę wychować dobrego, mądrego człowieka, dla którego będzie się liczył inny człowiek, to, kim jest, a nie co ma… Chociaż to będzie trudne, bo ja najlepszą matką na świecie nie jestem.

DziuniaP+Kasia14.02.03

kika210 Dodane ponad rok temu,

Re: Urodzinowy dylemat moralny – DŁUGIE!, bo ważne…

Ja bym niestety lub stety olała tą koleżankę, wydaje mi się że posunęła się trochę za daleko… Ma jakiś przerost ambicji względem swojej rodziny;) A przy okazji obraża innych…Zrób urodziny w sobotę dla naprawdę prawdziwych przyjaciół i bawcie się dobrze.
Przynajmniej ja bym tak zrobiła, pozdrówki!

Ada 20m!
[Zobacz stronę]

-edyta Dodane ponad rok temu,

Re: Urodzinowy dylemat moralny – DŁUGIE!, bo ważne…

Dlatego wlasnie bym nie poszla. A jesli to wartosciowi i “normalni” ludzie, to zrozumieja. A jesli nie……… sprawa znajomosci rozwiaze sie sama
pozdrawiamy

Edyta i Maja (14.05.2004)

kulki Dodane ponad rok temu,

Re: Urodzinowy dylemat moralny – DŁUGIE!, bo ważne…

Delikatnie mówiąc, jakaś dziwna ta Twoja koleżanka.
Ja bym zakończyła znajomość z kimś takim.

A to, że rywalizacja jest “jednostronna” nie znaczy, że Twoje dziecko jej nie odczuje. Później oczywiście, jak już będzie starsza i więcej będzie rozumieć z rozmów dorosłych.
Znam z właśnego doświadczenia taką sytuację – nie szkodzi, że mama mówi, że ma w nosie co opowiada ta druga “ciocia”. Pamietam, że mi było przykro i myślałam, że mama tylko tak mówi, bo tak naprawdę sama nie ma się czym pochwalić.

Kinga i Łucyjka (11,5 m-cy)

fr-ania Dodane ponad rok temu,

Re: Urodzinowy dylemat moralny – DŁUGIE!, bo ważne

To zależy, czy chcesz kontynuować tą znajomość. Jak spojrzysz z tego punktu widzenia, będziesz wiedziała, jak postąpić.

Szkoda mi tej dziewczynki. Strasznie drażnią mnie ludzie, którzy przelewają swoje niespełnione ambicje na dzieci i nie zauważają, jaką krzywdę mi robią :/

Ania + Szymek (6 miesięcy)

Znasz odpowiedź na pytanie: Urodzinowy dylemat moralny – DŁUGIE!, bo ważne…

Dodaj komentarz

STRATA DZIECKA
czekam...
Hej!!! Jakiegoś doła dzisiaj mam. Może jak popiszę to mi ulży. Czekam na @. Czekam i nic. Myślałam, że będzie wczoraj, a już na pewno dziś, a tu nic.
Czytaj dalej
Noworodek, niemowlę
o co chodzi z tymi faldkami?
Chodzi o faldki na nozkach dzieciatka. Moja corcia ma miesiac i nareszcie sie troszke zaokraglila (chudzinka byla jak sie urodzila). Moja mama zwrocila uwage, ze mala nie ma jednakowych faldek
Czytaj dalej