wspieranie uzdolnień w szkole podstawowej?

gdzieś, coś, kiedyś czytałam, że w szkołach funkcjonuje 😉
ciekawa jestem czy to tylko teoria czy ma coś wspólnego z rzeczywistością.
m. jest dzieckiem sprawiającym pewne problemy wychowawcze, mającym duże problemy z koncentracją jeśli chodzi o rzeczy mniej go interesujące. jednocześnie przejawia pewne zdolności, które obawiam się, że bez szczególnego wsparcia mogą spowodować że moje dziecko na etapie na którym powinno, nie nauczy “się uczyć”.
może doradzicie jak na własną rękę można coś z tym zrobić?

14 odpowiedzi na pytanie: wspieranie uzdolnień w szkole podstawowej?

  1. Zamieszczone przez goooosia
    gdzieś, coś, kiedyś czytałam, że w szkołach funkcjonuje 😉
    ciekawa jestem czy to tylko teoria czy ma coś wspólnego z rzeczywistością.
    m. jest dzieckiem sprawiającym pewne problemy wychowawcze, mającym duże problemy z koncentracją jeśli chodzi o rzeczy mniej go interesujące. jednocześnie przejawia pewne zdolności, które obawiam się, że bez szczególnego wsparcia mogą spowodować że moje dziecko na etapie na którym powinno, nie nauczy “się uczyć”.
    może doradzicie jak na własną rękę można coś z tym zrobić?

    U nas funkcjonuje tylko stwierdzenie, że taki program 😉 a to, że kumaci się nudzą jak mopsy to nikogo nie obchodzi 🙁
    Jest ponoć jakaś stronka z zadaniami/łamigłówkami, które pozwalają na prace w domu z dzieckiem… Ja nie robię nic – bo by mi klasę rozniósł z nudów…

    • Zamieszczone przez Bep
      U nas funkcjonuje tylko stwierdzenie, że taki program 😉 a to, że kumaci się nudzą jak mopsy to nikogo nie obchodzi 🙁
      Jest ponoć jakaś stronka z zadaniami/łamigłówkami, które pozwalają na prace w domu z dzieckiem… Ja nie robię nic – bo by mi klasę rozniósł z nudów…

      be ja nie robię NIC (wiem, że babcia w ramach zabaw z wnukiem coś mu tłumaczy jak on spyta), ja go czasem kontrolnie spytam np ile to 35,70 plus 22,50 i on mi odpowiada… Najczęściej bezbłędnie…
      dodaje w pamięci, kuma procenty, mnożenie i inne takie…
      wiem, że matematyczny program dwóch-trzech pierwszych klas ma opanowany i jedyne o co mi chodzi to, to że nie chcę by osiadł na laurach.
      moim marzeniem jest 😉 że ktoś indywidualnie do niego podejdzie i da mu zadania, które będą dla niego wyzwaniem, bo w szkole w końcu skończą się proste rzeczy, które przychodzą mu łatwo, ale jak mi się dziecko przyzwyczai że niczego się uczyć się nie musi bo wszystko jest dla niego proste to w końcu obudzi się z ręką w nocniku…

      • u syna w klasie jest chłopiec bardzo uzdolniony matematycznie
        w klasach I-III dostawał na lekcjach do rozwiązywania zadania wykraczające ponad poziom (przygotowujące do konkursów matematycznych), więc się nie nudził; zwolniony był z uzupełniania ćwiczeń, miał zadawane inne prace domowe;

        • Zamieszczone przez goooosia
          be ja nie robię NIC (wiem, że babcia w ramach zabaw z wnukiem coś mu tłumaczy jak on spyta), ja go czasem kontrolnie spytam np ile to 35,70 plus 22,50 i on mi odpowiada… Najczęściej bezbłędnie…
          dodaje w pamięci, kuma procenty, mnożenie i inne takie…
          wiem, że matematyczny program dwóch-trzech pierwszych klas ma opanowany i jedyne o co mi chodzi to, to że nie chcę by osiadł na laurach.
          moim marzeniem jest 😉 że ktoś indywidualnie do niego podejdzie i da mu zadania, które będą dla niego wyzwaniem, bo w szkole w końcu skończą się proste rzeczy, które przychodzą mu łatwo, ale jak mi się dziecko przyzwyczai że niczego się uczyć się nie musi bo wszystko jest dla niego proste to w końcu obudzi się z ręką w nocniku…

          Imo wszystko BARDZO zależy od tego, na jakiego trafisz człowieka/nauczyciela.
          Niestety moja opinia jest taka, że w znakomitej większości przypadków o dobre rozwiązania trzeba zadbać samemu
          (choćby poprzez wyszukanie klasy posiadającej nauczyciela, któremu się chce),
          tzw. system trawi tylko standardowe sytuacje i przypadki,
          na tym co jest pozastandardowe – raczej się potyka.
          U P. podobno (tak opowiadają dzieci) pani każe tym szybszym dzieciakom wolniej rozwiązywać zadania,
          bo za szybko rozwiązują, a potem się nudzą i przeszkadzają.

          • Zamieszczone przez Figa
            Imo wszystko BARDZO zależy od tego, na jakiego trafisz człowieka/nauczyciela.
            Niestety moja opinia jest taka, że w znakomitej większości przypadków o dobre rozwiązania trzeba zadbać samemu
            (choćby poprzez wyszukanie klasy posiadającej nauczyciela, któremu się chce),
            tzw. system trawi tylko standardowe sytuacje i przypadki,
            na tym co jest pozastandardowe – raczej się potyka.
            U P. podobno (tak opowiadają dzieci) pani każe tym szybszym dzieciakom wolniej rozwiązywać zadania,
            bo za szybko rozwiązują, a potem się nudzą i przeszkadzają.

            No a dlaczego mojemu kończy się 16 kartkowy zeszyt na uwagi? A dodam, że dziecko normalne ;), bywa grzeczne tylko strasznie gadatliwe i niecierpliwe….

            • Zamieszczone przez crazy
              u syna w klasie jest chłopiec bardzo uzdolniony matematycznie
              w klasach I-III dostawał na lekcjach do rozwiązywania zadania wykraczające ponad poziom (przygotowujące do konkursów matematycznych), więc się nie nudził; zwolniony był z uzupełniania ćwiczeń, miał zadawane inne prace domowe;

              super 🙂
              to by było idealne, tylko niestety pewnie jak figa pisze trzeba trafić na dobrego, zaangażowanego nauczyciela, a z tym już pewnie gorzej….

              Zamieszczone przez Figa
              Imo wszystko BARDZO zależy od tego, na jakiego trafisz człowieka/nauczyciela.
              Niestety moja opinia jest taka, że w znakomitej większości przypadków o dobre rozwiązania trzeba zadbać samemu
              (choćby poprzez wyszukanie klasy posiadającej nauczyciela, któremu się chce),
              tzw. system trawi tylko standardowe sytuacje i przypadki,
              na tym co jest pozastandardowe – raczej się potyka.
              U P. podobno (tak opowiadają dzieci) pani każe tym szybszym dzieciakom wolniej rozwiązywać zadania,
              bo za szybko rozwiązują, a potem się nudzą i przeszkadzają.

              tak sobie myślę, że to w sumie smutne.
              bo tylko zabija chęć i pęd do nauki, ucząc tylko tyle tych trochę lepszych, że nie muszą się starać, nie muszą się wysilać, a wręcz powinni równać w dół 🙁
              pamiętam jak sama byłam w podstawówce i też matematyka jakoś tak naturalnie i łatwo wchodziła mi do głowy. bardzo szybko (wczesna podstawówka) przestałam się uczyć, rozwiązywać zadania domowe, które
              robiłam (jak mi się zachciało lub nie miałam nic innego do roboty) na 5 minut przed lekcją. zeszytu w zasadzie od 4 klasy nie prowadziłam.
              miałam mnóstwo pał za brak zadań czy nieprzygotowania, ale na koniec zawsze 4 lub piątkę, bo sprawdziany zawsze dobrze napisałam i łapałam piątki za “aktywność” tj najszybsze prawidłowe rozwiązanie zadania. nie miałam więc żadnej motywacji do nauki….
              nie chcę żeby tak było w przypadku maćka…
              będę więc szukać i pytać jak przyjdzie pora 🙂

              • Zamieszczone przez goooosia
                super 🙂
                to by było idealne, tylko niestety pewnie jak figa pisze trzeba trafić na dobrego, zaangażowanego nauczyciela, a z tym już pewnie gorzej….

                niekoniecznie
                tylko czasem pewne rzeczy trzeba sobie “wychodzić”, samemu zaproponować takie, a nie inne postępowanie;

                • Zamieszczone przez crazy
                  niekoniecznie
                  tylko czasem pewne rzeczy trzeba sobie “wychodzić”, samemu zaproponować takie, a nie inne postępowanie;

                  Nie da rady.
                  Byłam, proponowałam rozwiązanie, pani przyznała rację, że się nudzi. Reszta po staremu.
                  W sumie to nawet się Jej nie dziwię.

                  • Zamieszczone przez crazy
                    niekoniecznie
                    tylko czasem pewne rzeczy trzeba sobie “wychodzić”, samemu zaproponować takie, a nie inne postępowanie;

                    Znów – wszystko zależy od człowieka.
                    Jeden podejmie współpracę,
                    inny uzna, że chcesz dołożyć mu roboty, na która nie ma ochoty,
                    a następnie przyklei etykietę “roszczeniowy rodzic”, “nieposłuszne dziecko”
                    i kłopot z głowy.

                    • W przypadkach szczególnie uzasadnionych (a Twój synuś, Gosiu na pewno do takich należy) można prosić o indywidualny tok nauczania.
                      Przyznam jednak rację poprzedniczkom, że szkoła w takim systemie, w jakim teraz funkcjonuje, “uśrednia” wszystkie dzieciaki.
                      Moja starsza latorośl uzdolniona chyba humanistycznie. W zeszłym roku przyniosła 1. miejsce z miejskiego konkursu czytania ze zrozumieniem, w tym roku 8. miejsce w ogólnopolskim konkursie ortograficznym. I… z przykrością stwierdzę, że oba sukcesy zawdzięcza tylko i wyłącznie naszej zabawie/pracy z nią w wieku przedszkolnym i teraz. Pani, choć w sumie fajna baba i z pasją, poza wysłaniem Kasi na oba konkursy, nie poświęciła jej dodatkowo nawet pięciu minut 🙁
                      Teraz to samo jest z kangurkiem. Pani powiedziała, że Kasia jest najlepsza z klasy, że ma na konkurs iść, ale nawet zadań jej nie wydrukowała. 🙁 Zrobiłam to ja, to ją z nią rozwiązuję lub sprawdzam to, co ona sama rozwiązała.
                      Ot, taka piękna polska rzeczywistość.
                      I wygląda na to, że będzie gorzej, bo mimo niżu demograficznego w klasach jest coraz więcej dzieci (w moim mieście do 34 osób), bo w ten sposób oszczędza się na nauczycielskich pensjach.

                      • Dane było mi być nauczycielem, wiem jak to jest z tymi konkursami – dzieciaki trzeba przygotować, to fakt, ale nie zawsze jest na to czas. Ja uczyłam przyrody i przed konkursami międzyszkolnymi siedziałam z dzieciakami po lekcjach, przygotowując ich do nich. KOnkursy były kilka razy w roku, zatem zawsze w tygodniu trzeba było organizować taką godzinę, czy dwie dla konkursowiczów. Oprócz tego godzina na zajęcia wyrównanwcze, godzina dla tych, którzy chcą poprawić sprawdziany (na lekcjach nie pozwalałam), godzina na kółko przyrodnicze – dla chętnych. To juz jest 5 dodatkowych godzin, za które szkoła niestety nie płaci….., ale przecież powołanie.

                        Do kangurka, w który uczestniczyl mój syn sama go przygotowuję, sama szukam i drukuję zadania.
                        Nie mam pretensji, ze nauczyciel nie zostaje po godzinach i nie przygotowuje go do konkursu.

                        • Zamieszczone przez Wenuska

                          Do kangurka, w który uczestniczyl mój syn sama go przygotowuję, sama szukam i drukuję zadania.
                          Nie mam pretensji, ze nauczyciel nie zostaje po godzinach i nie przygotowuje go do konkursu.

                          w sumie nie bardzo wiem, na czym to przygotowanie z nauczycielem miałoby się różnić od przygotowania z rodzicem (brak czasu lub niechęć rodzica do poświęcenia swojego wolnego czasu?)
                          również sama drukuję zadania czy konkursy z angielskiego; z matematyki rozwiązujemy je wspólnie (tzn. jestem obecna i sprawdzam, jak dziecko sobie radzi, na bieżąco wyjaśniam, jeśli coś jest niezrozumiałe), z angielskiego jest już na takim etapie, że tylko razem sprawdzamy i utrwalamy rzeczy trudniejsze (zapisujemy je w kajecie);

                          • Znam ludzi, którzy wynajmują korepetytora córce,
                            żeby pomagał jej rozwiązywać zadania z kangura,
                            bo rodzice nie są w stanie rozwiązać tych zadań,
                            a ona chce ćwiczyć do konkursu.
                            Czy taki powód choćby minimalnego zainteresowania nauczyciela
                            – np. pytanie czy dziecko ma z kim sie przygotować – jest wystarczaąco akceptowalny?

                            Mnie fascynuje w zjawisku konkursów coś innego:
                            kiedy dziecko ma przygotować się do konkursu, to jest to zadanie tylko dla rodzica (ok, skoro nie ma innej opcji),
                            natomiast za sukces dziecka chwalony jest i nauczyciel i dziecko.
                            Nigdy nie spotkałam się z sytuacją, żeby pedagog odpowiedział,
                            że to sukces tylko dziecka a nie jego, nauczyciela
                            i że nie przyłożył do tego ręki bardziej niż do umiejętności pozostałych swoich uczniów…

                            Czy przypadkiem w papierach nie zapisuje się na korzyść nauczyciela fakt,
                            że ma np. wychowanka laureata kangura, innych konkursów lub olimpiad?

                            • Zamieszczone przez Figa
                              Znam ludzi, którzy wynajmują korepetytora córce,
                              żeby pomagał jej rozwiązywać zadania z kangura,
                              bo rodzice nie są w stanie rozwiązać tych zadań,
                              a ona chce ćwiczyć do konkursu.
                              Czy taki powód choćby minimalnego zainteresowania nauczyciela
                              – np. pytanie czy dziecko ma z kim sie przygotować – jest wystarczaąco akceptowalny?

                              Mnie fascynuje w zjawisku konkursów coś innego:
                              kiedy dziecko ma przygotować się do konkursu, to jest to zadanie tylko dla rodzica (ok, skoro nie ma innej opcji),
                              natomiast za sukces dziecka chwalony jest i nauczyciel i dziecko.
                              Nigdy nie spotkałam się z sytuacją, żeby pedagog odpowiedział,
                              że to sukces tylko dziecka a nie jego, nauczyciela
                              i że nie przyłożył do tego ręki bardziej niż do umiejętności pozostałych swoich uczniów…

                              Czy przypadkiem w papierach nie zapisuje się na korzyść nauczyciela fakt,
                              że ma np. wychowanka laureata kangura, innych konkursów lub olimpiad?

                              Dzięki, Figa!
                              O to właśnie mi chodziło. Bo widzę, że koleżanki uznały mnie za leniwą matkę, której się nie chce z dzieckiem siedzieć. 😀
                              Otóż bardzo dużo czasu poświęcam swoim dzieciom. Pomagam córce od początku jej kariery przedszkolnej z bardzo dobrym skutkiem. Chodziło mi tylko i wyłącznie o to, że chciałabym, by pani zainteresowała się, na jakim dziecko jest etapie, wskazało materiały, zapytało, czy radzi sobie ze wszystkimi zadaniami, czy nie trzeba wytłumaczyć jej czegoś.
                              Żeby było jasne – znam sytuację z drugiej strony.
                              Od 18 lat jestem nauczycielem języka polskiego w liceum ogólnokształcącym. Przygotowuję dzieci do różnych konkursów. Poświęcam im swój czas. Zostaję po godzinach, pracuję w tzw. “okienkach”, drukuję młodzieży materiały, sprawdzam prace i wysyłam maile. Nie podpisuję się pod sukcesami, do których nie przyłożyłam ręki. I tylko (a może aż tego?) oczekuję od nauczycieli moich dzieci.

                              Znasz odpowiedź na pytanie: wspieranie uzdolnień w szkole podstawowej?

                              Dodaj komentarz

                              Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                              Logo