Z Olkiem w górach – krótki reportaż

Witam wszystkie Mamy i Taty po krótkiej nieobecności 🙂 Spełniło się moje marzenie… Zabrałem wreszcie rodzinkę w góry i połaziliśmy trochę. No, właściwie, kto połaził, to połaził. Olek większość czasu spędził w nosidle, ale… Był z nami wszędzie…
Ku pamięci potomnych pozwolę sobie zatem na krótki reportaż z wyprawy 🙂
– Sobota. Wyjazd z domciu. Nawet bez poślizgów, Olek grzecznie spał akurat tak długo, byśmy mogli spokojnie się zebrać, zjeść i załadować. O dziewiątej jesteśmy w drodze. Mały śpi 5 z 6-ciu godzin jazdy, więc można rzec, że jest cudowny. Mieszkamy koło Szaflar u znajomej góralki, mamy ze znajomymi pokoje naprzeciw siebie w starej góralskiej chacie. Fajnie, bo maluchy (Olek lat 355/365 i Maciek, lat 1 i 1/12) mogą się odwiedzać poprzez pełną skarbów i tajemnic sień (kołowrotek, stara ława itp.).
– Niedziela. Zaliczamy nieśmiertelne Krupówki, na których testujemy nosidła. Kolega ma miejskie Chico, ja turystyczne JAP. Maluszki czują się świetnie mogąc patrzeć na tłum z innej perspektywy. Przywilej kopania taty w zadek też bardzo im odpowiada :). Po spożyciu przeróżnych „zakopiańskich” specjałów, jak kiełbacha z grilla, piwko oraz lody wracamy do domku, gdzie maluchy poznają uroki wiejskiego gospodarstwa.
– Poniedziałek. Ambitnie (ciut za bardzo) ruszamy z Najlepszą z Żon na Trzy Korony. Pogoda świetna, pakuję do nosidełka Olka oraz cztery flaszki (mleczko plus picie) tudzież kilka Danonków i ruszamy w góry. Mozolnie pniemy się pod górę, Na plecach czuję ciężar Olka i ekwipunku (17kg…). Mały grzeczny rozgląda się po cudownym świecie. Po trzech godzinach włazimy wreszcie na taras widokowy na szczycie, słysząc czasem komentarze typy „O mój Boże, takie maleństwo, jak można tak męczyć…” A że same w pantofelkach na obcasie lezą i za chwilę pomoc ortodonty się przyda, tego nie dostrzegają… Cóż, wiele jeszcze takich spotkamy na szlakach :(( Zejście bez stresowe, ino Olek zasnął smacznie w nosidle. Błogi sen przerywa burza, na szczęście zaledwie kilometr od samochodu, pokonany w związku z tym w tempie kozicy. Olek mokry, my takoż. Ale w samochodzie zakładamy wszyscy ciepłe ciuszki i jest pięknie 🙂
– Wtorek. Wraz z przyjaciółmi zaliczamy zamek w Nidzicy i Czorsztynie oraz zaporę. W drodze powrotnej łapie nas burza, która zalał Szaflary. Drogami płyną rzeczki.
– Środa. Spacer dolina Strążyską. Bez ekscesów. Olek pod bacówką zwiedza glebę i dolne partie stolików, w związku z czym wygląda jak jego czeski kolega Krecik. Celem uatrakcyjnienia naszej wycieczki wali kupę w przedostatnią pieluchę, a w związku z brakiem kolejnych na wymianę „w razie powtórki”, wracamy tą samą drogą na dół. Olek zasypia, Maciek takoż.
– Czwartek. Przez Chochołów jedziemy na Słowację. Olek po raz pierwszy korzysta ze swego nowego paszportu. Korzysta, powiedzmy, wirtualnie, bo całą drogę przesypia… Zwiedzamy zamek Orawski Hrad. Coś pięknego. Przy moim wzroście muszę uważać, aby nie stuknąć Olkiem o framugi drzwi. Zamek jest ogromny i pięknie zachowany. Największe wrażenie na Olku robi sala z wypchanymi setkami zwierzaków, na widok których dostaje bleblocji :)). Z powrotem jedziemy przez Liptowski Mikulasz i Zuberec, cudownymi serpentynami. Olek, jak zwykle, śpi…
– Piątek. Znowu Słowacja. Celem jest Demianowska Jaskinia Swobody, jedna z największych jaskiń w Europie. Po drodze zmiana planów i jedziemy 10 km dalej, do podnóża Chopoka. Zabieramy ciepłe ciuchy i kurtki nieprzemakalne, Olka w dresik a w plecak polarek i pelerynka. Mleczko, deserki, zupka i picie to już standard… Kolejką gondolową jedziemy na górę. Olka mam tym razem z przodu, a uprząż zapiętą na plecach. Jedzie się bez problemu, nawet wygodnie, tylko Olek ściąga mi wciąż okulary… W połowie drogi przesiadka na zwykły wyciąg krzesełkowy. Też nie najgorzej się jedzie. Na górze pogoda się psuje, zaczyna kropić. Ubieramy się szybko i zgodnie z planem zbiegamy do stacji pośredniej, by na sam dół zjechać gondolami. 5 minut od szczytu łapie nas oberwanie chmury z gradobiciem. Mokrzy wpadamy do schroniska, gdzie Oleczek zalicza gorące mleczko, placka ziemniaczanego i garść frytek. Jest po tym najszczęśliwszym dzieckiem na świecie, co oczywiście oznajmia miłym smrodkiem i wielką kupą… Pan ze schroniska robi mu z worka na śmieci śliczną pelerynkę i tak wystrojeni złazimy do stacji pośredniej, zjeżdżamy na dół i gnamy do jaskini, karmiąc i przebierając po drodze Olka. Mały szaleje z radości, mimo wielu przeżyć. Jaskinia, mimo niewątpliwego uroku okazuje się nader głośnym miejscem, a to za sprawą naszego dziecko, który początkowo każdy stalaktyt komentuje głośnym piskiem, a potem wpada w histerię, która towarzyszy nam do końca trasy. Spotkani rodzice ze starszymi dziećmi utwierdzają nas w opinii, że jaskinie to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej… Drogę do Polski Oluś jak zwykle przesypia.
– Sobota. Idziemy na Halę Gąsienicową, przez Boczań. Troszkę mozolnie, wciąż w górę, ale jakoś w miarę lekko się idzie. Pogoda piękna, słoneczko i wiaterek. Dochodzimy bez problemów, Olek pod Murowańcem zwiedza okolicę i podczas zawierania przyjaźni z Panem Kranem wpada do wody… Na szczęście płyciutko, butki mokre, ale skarpety suche. Ruszamy dalej i po pół godzinie rozkoszujemy się widokami Czarnego Stawu. Ślicznie. W drodze powrotnej, tym razem doliną Jaworzynki, Olek jak zwykle śpi a nas, jak zwykle, łapie burza. Mały budzi się już w dolinie, przesypiając próbę skręcenia nogi przez Tatę (ratują mnie kijki), oraz dość strome wyślizgane zejście. Poluje na padające krople i jest bardzo zadowolony 🙂 W sumie udana wycieczka.
– Niedziela. Krupówki. Przyjaciele wyjeżdżają, więc łazimy po knajpkach i sklepach. Nuda.
– Poniedziałek. Żona musi służbowo zaliczyć spotkanie w Brzesku, ja zostawiam autko i zwiedzam z Olkiem miasto. Nuda :)) Wracam do samochodu i brykamy nad zaporę w Rożnowie, a w drodze powrotnej zaliczam śliczny zamek w Torpsztynie (albo jakoś tak). Do Warszawy docieramy już we trójkę wczesnym wieczorem zaliczając po drodze, a jakże, kilka burz…
Podsumowując, wyjazd z maluchem w wieku Olka, (czyli niespełna rocznym) w góry, nie musi oznaczać rezygnacji z wycieczek. Dzieciak był zachwycony, nie sprawiał najmniejszych problemów (z wyjątkiem jaskini). Trochę mnie bolały potem plecy, ale to wina pożyczonego nosidła, niezbyt dopasowanego do mojej postury, a bez możliwości regulacji… Polecam kijki turystyczne, dają pewniejsze oparcie w trudniejszym terenie i jednak bardzo ułatwiają podejścia i odciążają kolana przy zejściach. Na przyszły raz kupię też poncho, co by w razie deszczu można było zakryć Olka wraz z nosidłem.
Poniżej fotki z wycieczki.

To Misiak nad Czarnym Stawem

A to ja z Misiakiem pod schroniskiem Murowaniec w trakcie zawierania znajomości z Panem Kranem (pierwszy z prawej, Olek go właśnie głaszcze), chwilkę przed zapadnięciem się kratki i wpadnięciem Olka do wody 🙂

26 sierpnia 2003

10 odpowiedzi na pytanie: Z Olkiem w górach – krótki reportaż

  1. Re: Z Olkiem w górach – krótki reportaż

    Jestem Twoja wierna czytelniczka Czym sa tajemnicze bleblocje??? No i nareszcie fotka!!!

    • Re: Z Olkiem w górach – krótki reportaż

      Super. Zazdroszczę bardzo. Gdyby nie ciąża, we wrześniu pojechalibyśmy z Łukaszem do Zakopca. W zeszłym roku siedzieliśmy z mężem tydzień w Murowańcu (dziecko w W-wie) i wspominam nasze wycieczki z nostalgią. Pozdrawiam serdecznie.

      Kasia, Łukasz i?[~03.03.05]

      • Re: Z Olkiem w górach – krótki reportaż

        Asia? 🙂 Postawna z Ciebie kobieta 🙂
        Bleblocjami nazywam intensywne gaworzenie, prukanie (wydawanie odgłosu paszczą), piski, okrzyki plus machanie łapkami oraz charakterystyczne ble, ble, ble. Kiedy wszystkie te czynności zachodzą w z grubsza jednej chwili, jest to zjawisko bleblocji, jako wyraz bezgranicznego zachwytu Olka tym co widzi 🙂

        26 sierpnia 2003

        • Re: Z Olkiem w górach – krótki reportaż

          Obiecuję, że następne zdjęcie w podpisie będzie już ze mną a nie tylko moich chłopaków, no ale malutka to ja też nie jestem.

          • Re: Z Olkiem w górach – krótki reportaż

            Brawoo!!!
            Też taki wyjazd 7 lat temu z roczniaczką zaliczyliśmy…
            Było super, szczególnie, że córcia ciężka nie była i nie ja dźwigałam.
            Panie zadziwione biednym dzieciątkiem też były. A obcasikom przydałby się ortopeda a nie ortodonta
            Oj, jakbym chciała jeszcze w góry…

            • Re: Z Olkiem w górach – krótki reportaż

              Ortodonta przydałby się zębom wybitym na skutek poślizgu obcasików. Jakowaś protezka albo implancik…

              26 sierpnia 2003

              • Re: Z Olkiem w górach – krótki reportaż

                A,to zwracam honor i dzięki za objaśnienie

                • Re: Z Olkiem w górach – krótki reportaż

                  Witam. Wybiaramy sie rodzinnie w ten sam rejon gor i w zwiazku z tym chce sie zapytac czy wspomniane nosidlo to bylo pozyczone od kogos znajomego czy tam na miejscu mozna takowe wypozyczyc. Nasze nosidelko nie jest za wygodne i boje sie ze Adas moze nie chciec w nim siedziec 🙁

                  Monika i Adamek 18.09.2003r.

                  • Re: Z Olkiem w górach – krótki reportaż

                    Fajnie opisujesz 🙂
                    Nasza Ulka jest mniejsza, więc mężowi było lżej ją nosić 🙂 (też w nosidle JPA) – my byliśmy tylko po Słowackiej stronie, i w jaskini i w zamku spała i jak chodziliśmy po górach to większość czsu też – klimat górski jednak dobrze wpływa na dzieci 🙂

                    Ola i Ula (24.03.2004)

                    • Re: Z Olkiem w górach – krótki reportaż

                      Hej! Fajnie czytało się twój tekst. Ja i mój mąż już mamy za sobą wypady górskie z dziećmi. Byliśmy w Tatrach jak nasze dziewczyny miały 5 i 7 miesięcy. Wtedy jeszcze słodko spały na wycieczkach. Miesiąc temu byliśmy na wczasach w Chorwacji i we Włoszech. W Chorwacji wiadomo głównie plaża, ale we Włoszech pochodziliśmy troszkę po górach i dziewczyny były bardzo dzielne. Gorzej z mamą bo jednak 12 kilko trochę daje w kość. Mamy nosidła Vaude – są super, polecam.
                      Pozdrowionka.

                      Agam + Martusia i Marysia (05.09.2003)

                      Znasz odpowiedź na pytanie: Z Olkiem w górach – krótki reportaż

                      Dodaj komentarz

                      Czy mechacenie podlega reklamacji?

                      Zmechacony płaszcz Pod koniec października kupiłam płaszcz. Kosztował 350zł. Dla mnie był to spory wydatek. Panie w sklepie zapewniały, że płaszcz jest od dobrego producenta i jest świetnej jakości. Przyznam,...

                      Czytaj dalej →

                      W majtkach czy bez?

                      Problem z tych mniej poważnych: czy pod piżamę zakładacie majtki? Ja rozumiem, że w pewnych sytuacjach to gatek się nie zakłada, ale wtedy piżamy też nie. Ale tak na codzień...

                      Czytaj dalej →

                      Imię Nataniel – zbyt dziwne?

                      Bardzo podoba mi się imię Nataniel. Zastanawiam się tylko, czy dziecko nie byłoby “pokrzywdzone”. Dużo się teraz mówi, żeby nie dawać zbyt “oryginalnych” imion, bo dziecko w dorosłym życiu będzie...

                      Czytaj dalej →

                      Gdzie zrobić obdukcję?

                      Przepraszam, jeśli w złym dziale. Szukam jednak szybkiej odpowiedzi, bo nigdzie nic konkretnego nie umiem znaleźć. Chodzi mi o to gdzie można i za ile można zrobić obdukcję lekarską w...

                      Czytaj dalej →

                      Niepokoje w rozwoju rocznego dziecka

                      Witam wszystkie mamy, moje dziecko za tydzień kończy roczek. Mała jest ruchliwa, zaczyna samodzielnie chodzić, często się uśmiecha, ma wiele energii. Niby wszystko jest ok, jednak od pewnego czasu zaczynają...

                      Czytaj dalej →
                      Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                      Logo
                      Enable registration in settings - general