Zasypia na rękach, budzi się w łóżeczku

Witajcie!

Mam problem z moją 2 tygodniową córeczką. Po wieczornej kąpieli Wiktoria trafia na ręce mamy gdzie zostaje nakarmiona i zasypia. Staramy się by małej się odbiło i kładziemy ją do łóżka. Po ok 10-15 minutach dziecko zaczyna krzyczeć, kręcić głową i spinać się. Gdy weźmiemy ją na ręce uspokaja się i zasypia. Po odłożeniu do łóżeczka sytuacja się powtarza.

Sytuacja jest o tyle dziwna, że jeszcze w zeszłym tygodniu dziecko po zaśnięciu na rękach i odłożeniu do łóżka spało jak zabite i nie było problemu.

Ma ktoś jakiś pomysł w czym jest problem?

Strona 2 odpowiedzi na pytanie: Zasypia na rękach, budzi się w łóżeczku

  1. Obserwując swoje dziecko mam bardzo podobne odczucia jak Fasolada.

    • tysiace razy pisalam na forum o moim niespiacym dziecku
      prawie pozabijalismy sie z mezem nawzajem, bo przed urodzinami adacha naczytalismy sie o attachment parenting, chustowaniu, spaniu z dzieckiem, niedopuszczaniu do placzu, ciaglej bliskosci itd.

      i tak mielismy trzymiesiecznego okrutnego dyktatora, ktory nie spal inaczej jak tylko z biustem w ustach, ja koniecznie na siedzaco w fotelu bujanym, ktory musial sie lekko ruszac, nie daj boze przysnelam na moment – natychmiast ze snu wyrywal mnie wrzask niezadowolonego adacha

      ciesze sie, ze wowczas na mojej drodze stanely dwie madre osoby, ktore pomogly mi wyjsc z tego impasu i zaczac sie wreszcie cieszyc macierzynstwem – moja siostra i lokalna polozna

      nauczylam moje dziecko zasypiania we wlasnym lozku, kiedy mial mniej wiecej trzy miesiace

      zgadzam sie, ze placz jest jedynym kodem jaki zna dziecko, zeby komunikowac sie ze swiatem – tak samo bedzie plakalo, kiedy je cos boli, kiedy jest mu za cieplo, kiedy swedzi je nos

      na placz nalezy reagowac, ale istnieje pewna cienka granica, przekroczenie ktorej moze doprowadzic do wypaczenia relacji rodzic-dziecko – czego przykladem moge byc ja. dla mojego dziecka (za moim przyzwoleniem, ba! za moja zacheta!) zostalam zredukowana do pozycji biustu-smoczka, nosidla i bujaka
      odebralam sama sobie zwykla ludzka godnosc, bo chodzilam do toalety z dzieckiem na reku, bralam prysznic w ciagu trzech minut, bo za zaslona stal moj maz z wyjacym adamem w ramionach, nie moglam polozyc sie jak czlowiek do lozka, bo adachowi nie podobala sie pozycja horyzontalna i brak ruchu

      dziecko jest wazne, nie jest przedmiotem, ale nie mozna tez zapominac, ze dziecko nalezy od pierwszego dnia zycia uczyc partnerstwa, bo dorosli tez sa wazni, tez maja potrzeby, ktore musza zaspokoic, inaczej nie beda w stanie zapewnic dziecku wlasciwej opieki

      trzeba sluchac siebie, ale warto tez czasami poczytac, co radza inni- nie u kazdego instynkt zaskakuje od pierwszego momentu, szczegolnie kiedy odzywa sie baby blues, kiedy inne zewnetrzne czynniki nie pozwalaja skupic sie na macierzynstwie

      czego nalezy unikac, to poddawanie sie opinion innych bez mrugniecia okiem, bez zastanowienia i bez chwili refleksji
      wszystkich, ktorzy uzywaja mocnych slow krytyki, nalezy najzwyczajniej unikac, bo sama pamietam horror, przez ktory przeszlam usilujac poukladac stosunki moje z moim dzieckiem, kiedy uslyszalam od kogos, ze jestem okrutna, bez serca, zimna suka, bo pozwalam dziecku plakac i odbieram mu prawo do bliskosci (plus historia o tym jak owa osoba przez pol roku nie spala, nie jadla, nie wychodzila z domu, bo nosila swoje dziecko, ale robila to DLA dziecka itp itd).

      duzo czasu zajelo mi dojscie do tego, ze ja po prostu tak nie potrafie, ze kiedy sytuacja odbiera mi mozliwosc spania przez trzy godziny bez zaklocen, w lozku, pod koldra, staje sie klebkiem nerwow i nie umiem dbac o innych. chwala bohaterskim matkom-nosicielkom przez szesc miesiecy, ale nigdy przenigdy nie mozna dac sobie wmowic, ze tak trzeba dla dobra dziecka, a jesli nie postapily wedle tego samego bohaterskiego schematu, jestesmy zimnymi matkami bez serca

      poza tym mozna dziecku pozwolic plakac i pozwolic plakac.
      czym innym jest zostawienie dziecka samemu sobie z premedytacja
      czym innym jest stopniowe przyzwyczajanie dziecka do wlasnego lozeczka – sama zebralam w sobie wszytskie mozliwe sily i staralam sie ze wszytskich sil mowic do placzacego adacha spokojnie, cichym glosem, bez nerwow i tlumaczyc mu, ze lozko jest bezpieczne, ze nic zlego mu sie tam nie stanie – to bylo arcytrudne zadanie, bo emocje podpowiadaja, zeby natychmiast dziecko podniesc, zaczac nosic na rekach, zrobic cokolwiek, zeby tylko przestalo plakac (wowczas dla mnie nie uspokojenie dziecka bylo celem, ale potrzeba chwily ciszy); bedac klebkiem nerwow trudno to zrobic, trudno tak sie skupic, zeby dziecku pokazac: “zobacz, mama cie tu kladzie, zaufaj mi, wszystko jest w porzadku, jestes bezpieczne” i zrobic to bez zawahania w glosie czy w gescie. ja jednak wiedzialam, ze od tego zaleza stosunki w rodzinie, ze musze ten bajzel uporzadkowac zanim wszyscy zwariujemy – na szczescie nam sie udalo

      z drugim dzieckiem nie mialam juz zadnych problemow, bo od poczatku konsekwentnie i bez zadnego zawahania uczylam go zasad naszego swiata – nigdy nie bylam i nie bede “chustowa matka” (ale uzywam tej nazwy dla okreslenia bardziej calego zjawiska, stylu zycia, niz tylko faktu noszenia dziecka w chuscie – dla jasnosci), nie podoba mi sie pomysl sypiania z dzieckiem w jednym lozku. przy pierwszym dziecku probowalam bardzo pojsc z nowoczesnym trendem – niestety, nie wyszlo mi.

      nie ma jednego przepisu na macierzynstwo, bo dzieci bywaja rozne, ale rozne potrzeby maja tez rodzice. sztuka jest pogodzic potrzeby wszystkich, szczegolnie kiedy bywaja drastycznie rozne. ale najwazniejsze chyba to pamietac, ze niczyich potrzeb nie wolno w rodzinie zaniedbywac

      • Zamieszczone przez kantalupa
        tysiace razy pisalam na forum o moim niespiacym dziecku
        prawie pozabijalismy sie z mezem nawzajem, bo przed urodzinami adacha naczytalismy sie o attachment parenting, chustowaniu, spaniu z dzieckiem, niedopuszczaniu do placzu, ciaglej bliskosci itd.

        i tak mielismy trzymiesiecznego okrutnego dyktatora, ktory nie spal inaczej jak tylko z biustem w ustach, ja koniecznie na siedzaco w fotelu bujanym, ktory musial sie lekko ruszac, nie daj boze przysnelam na moment – natychmiast ze snu wyrywal mnie wrzask niezadowolonego adacha

        ciesze sie, ze wowczas na mojej drodze stanely dwie madre osoby, ktore pomogly mi wyjsc z tego impasu i zaczac sie wreszcie cieszyc macierzynstwem – moja siostra i lokalna polozna

        nauczylam moje dziecko zasypiania we wlasnym lozku, kiedy mial mniej wiecej trzy miesiace

        zgadzam sie, ze placz jest jedynym kodem jaki zna dziecko, zeby komunikowac sie ze swiatem – tak samo bedzie plakalo, kiedy je cos boli, kiedy jest mu za cieplo, kiedy swedzi je nos

        na placz nalezy reagowac, ale istnieje pewna cienka granica, przekroczenie ktorej moze doprowadzic do wypaczenia relacji rodzic-dziecko – czego przykladem moge byc ja. dla mojego dziecka (za moim przyzwoleniem, ba! za moja zacheta!) zostalam zredukowana do pozycji biustu-smoczka, nosidla i bujaka
        odebralam sama sobie zwykla ludzka godnosc, bo chodzilam do toalety z dzieckiem na reku, bralam prysznic w ciagu trzech minut, bo za zaslona stal moj maz z wyjacym adamem w ramionach, nie moglam polozyc sie jak czlowiek do lozka, bo adachowi nie podobala sie pozycja horyzontalna i brak ruchu

        dziecko jest wazne, nie jest przedmiotem, ale nie mozna tez zapominac, ze dziecko nalezy od pierwszego dnia zycia uczyc partnerstwa, bo dorosli tez sa wazni, tez maja potrzeby, ktore musza zaspokoic, inaczej nie beda w stanie zapewnic dziecku wlasciwej opieki

        trzeba sluchac siebie, ale warto tez czasami poczytac, co radza inni- nie u kazdego instynkt zaskakuje od pierwszego momentu, szczegolnie kiedy odzywa sie baby blues, kiedy inne zewnetrzne czynniki nie pozwalaja skupic sie na macierzynstwie

        czego nalezy unikac, to poddawanie sie opinion innych bez mrugniecia okiem, bez zastanowienia i bez chwili refleksji
        wszystkich, ktorzy uzywaja mocnych slow krytyki, nalezy najzwyczajniej unikac, bo sama pamietam horror, przez ktory przeszlam usilujac poukladac stosunki moje z moim dzieckiem, kiedy uslyszalam od kogos, ze jestem okrutna, bez serca, zimna suka, bo pozwalam dziecku plakac i odbieram mu prawo do bliskosci (plus historia o tym jak owa osoba przez pol roku nie spala, nie jadla, nie wychodzila z domu, bo nosila swoje dziecko, ale robila to DLA dziecka itp itd).

        duzo czasu zajelo mi dojscie do tego, ze ja po prostu tak nie potrafie, ze kiedy sytuacja odbiera mi mozliwosc spania przez trzy godziny bez zaklocen, w lozku, pod koldra, staje sie klebkiem nerwow i nie umiem dbac o innych. chwala bohaterskim matkom-nosicielkom przez szesc miesiecy, ale nigdy przenigdy nie mozna dac sobie wmowic, ze tak trzeba dla dobra dziecka, a jesli nie postapily wedle tego samego bohaterskiego schematu, jestesmy zimnymi matkami bez serca

        poza tym mozna dziecku pozwolic plakac i pozwolic plakac.
        czym innym jest zostawienie dziecka samemu sobie z premedytacja
        czym innym jest stopniowe przyzwyczajanie dziecka do wlasnego lozeczka
        - sama zebralam w sobie wszytskie mozliwe sily i staralam sie ze wszytskich sil mowic do placzacego adacha spokojnie, cichym glosem, bez nerwow i tlumaczyc mu, ze lozko jest bezpieczne, ze nic zlego mu sie tam nie stanie – to bylo arcytrudne zadanie, bo emocje podpowiadaja, zeby natychmiast dziecko podniesc, zaczac nosic na rekach, zrobic cokolwiek, zeby tylko przestalo plakac (wowczas dla mnie nie uspokojenie dziecka bylo celem, ale potrzeba chwily ciszy); bedac klebkiem nerwow trudno to zrobic, trudno tak sie skupic, zeby dziecku pokazac: “zobacz, mama cie tu kladzie, zaufaj mi, wszystko jest w porzadku, jestes bezpieczne” i zrobic to bez zawahania w glosie czy w gescie. ja jednak wiedzialam, ze od tego zaleza stosunki w rodzinie, ze musze ten bajzel uporzadkowac zanim wszyscy zwariujemy – na szczescie nam sie udalo

        z drugim dzieckiem nie mialam juz zadnych problemow, bo od poczatku konsekwentnie i bez zadnego zawahania uczylam go zasad naszego swiata – nigdy nie bylam i nie bede “chustowa matka” (ale uzywam tej nazwy dla okreslenia bardziej calego zjawiska, stylu zycia, niz tylko faktu noszenia dziecka w chuscie – dla jasnosci), nie podoba mi sie pomysl sypiania z dzieckiem w jednym lozku. przy pierwszym dziecku probowalam bardzo pojsc z nowoczesnym trendem – niestety, nie wyszlo mi.

        nie ma jednego przepisu na macierzynstwo, bo dzieci bywaja rozne, ale rozne potrzeby maja tez rodzice. sztuka jest pogodzic potrzeby wszystkich, szczegolnie kiedy bywaja drastycznie rozne. ale najwazniejsze chyba to pamietac, ze niczyich potrzeb nie wolno w rodzinie zaniedbywac

        bardzo dobrze napisane!
        i jakbym czytała o sobie.
        pierwsze dziecko tyran,a ja wiecznie zmęczona,płacząca i etc…
        z drugim juz niebo lepiej.
        wypisz wymaluj.

        Znasz odpowiedź na pytanie: Zasypia na rękach, budzi się w łóżeczku

        Dodaj komentarz

        Angina u dwulatka

        Mój Synek ma 2 lata i 2 miesiące. Od miesiąca kaszlał i smarkał a od środy dostał gorączki (w okolicach +/- 39) W tym samym dniu zaczął gorączkować mąż –...

        Czytaj dalej →

        Mozarella w ciąży

        Dzisiaj naszła mnie ochota na mozarellę. I tu mam wątpliwości – czy w ciąży można jeść mozzarellę?? Na opakowaniu nie ma ani słowa na temat pasteryzacji.

        Czytaj dalej →

        Ile kosztuje żłobek?

        Dziewczyny! Ile płacicie miesięcznie za żłobek? Ponoć ma być dofinansowany z gminy, a nam przyszło zapłacić 292 zł bodajże. Nie wiem tylko czy to z rytmiką i innymi. Czy tylko...

        Czytaj dalej →

        Dziewczyny po cc – dreny

        Dziewczyny, czy któraś z Was miała zakładany dren w czasie cesarki? Zazwyczaj dreny zdejmują na drugi dzień i ma on na celu oczyszczenie rany. Proszę dajcie znać, jeśli któraś miała...

        Czytaj dalej →

        Meskie imie miedzynarodowe.

        Kochane mamuśki lub oczekujące. Poszukuję imienia dla chłopca zdecydowanie męskiego. Sama zastanawiam się nad Wiktorem albo Stefanem, ale mój mąż jest jeszcze niezdecydowany. Może coś poradzicie? Dodam, ze musi to...

        Czytaj dalej →

        Wielotorbielowatość nerek

        W 28 tygodniu ciąży zdiagnozowano u mojej córeczki wielotorbielowatość nerek – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać...

        Czytaj dalej →

        Ruchome kolano

        Zgłaszam się do was z zapytaniem o tytułowe ruchome kolano. Brzmi groźnie i tak też wygląda. dzieciak ma 11 miesięcy i czasami jego kolano wyskakuje z orbity wygląda to troche...

        Czytaj dalej →
        Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
        Logo
        Enable registration in settings - general