Zostałyśmy same…

Trzy dni temu zostawił nas mój mąż, mnie i moją córeczkę. Jestem załamana, muszę się komuś wyżalić, nie wiem jak dać sobie z tym radę. Jeszcze tydzień temu planowaliśmy nasze wspólne pierwsze wakacje we trójkę a teraz zostałyśmy same. Cały czas mam nadzieję, że ten koszmar się skończy, że to jedno wielkie nieporozumienie. Ostatnimi czasy kłóciliśmy się o błahostki, każde z nas miało inne podejście do wielu spraw. Jednak zawsze szybko nastawała zgoda. Wiem, że obydwoje mamy wybuchowe charaktery, każde z nas chce postawić na swoim, wiem, że mogłam częściej ustępować, wyluzować, ale jak można zawsze winę brać na siebie. On od jakiegoś czasu miał o wszystko do mnie pretensje, ciągłe wyrzuty, narzekania. Nie pamiętam kiedy mnie przytulił, powiedział cos miłego. Trzy dni temu doszło do kolejnej kłótni znowu o jakąś głupotę, ja wściekła, że po raz kolejny jedzie po mnie w zasadzie za nic powiedziałam, że jak ma zamiar dalej tak postępować to ma się wynieść bo nie mam już siły. Wiem, że nie powinnam, wcale tak nie myślałam, 1000-ce razy słyszałam od niego gorsze słowa w moim kierunku. Powiedział, że się wyprowadza, że już dawno chciał to zrobić, że zmarnowałam jego 6 lat życia (tyle się znamy od 3 lat jesteśmy małżeństwem), że mnie nienawidzi…………słuchałam z niedowierzaniem i ze łzami spływającymi po policzkach. Przecież ja go kocham, w końcu miało nam się ułożyć, skończyliśmy nareszcie studia, obydwoje znaleźliśmy pracę, miało być tak różowo. Jak ja sobie poradzę, najgorsze jest to, że moja teściowa opiekuje się moją Martusią, a po tej całej awanturze po tym jak P. uciekł do mamusi powiedziała żebym na nią więcej nie liczyła, że teraz mam sobie radzić sama. Mieszkaliśmy z moją babcią, przez te dwa ostatnie dni Marta zostawała z nią, ja zaczynam pracę o 6 rano, na szczęście o 14.30 jestem już w domu. Boję się, że babcia nie da rady z takim mały dzieckiem, że nie ma już tyle siły, boję się że jej nie nakarmi, że o czymś zapomni…. Co będzie dalej, nie mam siły podnieść się rano z łóżka, czy wróci,???Tęsknię…
P. jest bardzo za Martą, świata poza nią nie widzi jako ojcu nigdy niczego nie mogłabym mu zarzucić. Jest mi tak strasznie smutno, ciągle płaczę po kątach muszę się pozbierać dla Marty, ona jest najważniejsza, kocham ją nad życie, nie wyobrażam sobie życia bez niej, za 17 dni kończy roczek nasz pierwszy rok razem. Co mam robić, czy to moja wina??? Przecież starałam się być dobrą żoną i mamą. Chce się gdzieś zaszyć i płakać.

Ania i Martula (27.06.2004)

15 odpowiedzi na pytanie: Zostałyśmy same…

Dodane ponad rok temu,

Re: Zostałyśmy same…

machnij na niego ręką! Zadziałal pod wpływem emocji i najprawdopodobniej – gdy ocknie się i dojdzie do niego co zrobił i co stracił – wróci z podkulonym ogonkiem!
A jeśli nie – to głowa do góry! Można poradzić sobie z dzieckiem samemu. Ja jestem tego dowodem! Gdybyś potrzebowała pokrzepienia i dawki optymizmu – pisz na priva 🙂

Kaśka z Natusią (3 lata 🙂

nena75 Dodane ponad rok temu,

Re: Zostałyśmy same…

Ja powiem tak…może takie “chwilowe” rozstanie wyjdzie Wam na dobre. Na własne problemy będziecie mogli spojrzeć z pewnej perspektywy. Nie pozwól tylko żeby ucierpiało na tym Wasze dziecko. Skoro wiesz, że mąż troszczy się o małą i nie masz do niego pod tym względem zastrzeżeń nie zmarnuj tego. Piszesz, że Marta niedługo kończy roczek to spróbuj może coś zorganizować. Wybierzcie się wspólnie na spacer albo zaproś męża do domu (kurcze dziwnie to brzmi) na małą uroczystość. Zorganizuj coś (nawet jeśli później on wróci do mamy). Nie nastawiaj się na chuczne balowanie w gronie bać, cioć etc. tylko ratuj to co jeszcze jest do uratowania. Jeśli Ci na tym zależy…
Ja osobiście uważam, że nawet w najgorszej kłótni nigdy nie wolno powiedzieć tej drugiej osobie, że się jej nie kocha, że ma się jej dość czy że ma się wynosić. Jestem z tych osób, które nie kłócą się o drobiazgi (mąż zresztą też). Uważam, że takie dyskusje są bezproduktywne, ale rozumiem, że nie wszyscy mają jednakowe charaktery. I uważam, że czasami lepiej ugryźć się w język i strawić gniew w sobie (nawet jeśli później wypomniesz coś mężowi, zrobisz to na spokojnie, bez krzyków itd.).

Pozdrawiam i trzymam kciuki za szczęśliwy finał.

Wioletta i Tomek 1,5 roczku

Dodane ponad rok temu,

Re: Zostałyśmy same…

Aniu, nie wiem jak Cie pocieszyć…

Twój mąż nie jest wiele wart, skoro potrafi tak krzywdzić słowami; rety, można nie być z kimś szczęśliwym, ale żeby obwiniać żonę o zmarnowanie życia? mówić, że się jej nienawidzi? tak się nie zachowuje normalny mężczyzna, tylko szczeniak ! też w swoim życiu już dużo przeszłam, ale uwierz mi, że jeśli facet naprawdę szanuje kobietę, to nie będzie jej celowo ranił; Twój mąż nie jest wart tych łez;

zachowanie szanownej teściowej różnież wymaga wiele do życzenia- przecież Wasze kłótnie nie zmieniają faktu, że Martusia jest jej wnuczką; widać i mamusia i synuś są bardzo niedojrzali stawiając tak sprawy;

przykro mi bardzo

mam nadzieję, że jakoś Ci się życie ułoży…

[i]Ewa i Krzyś (2 lata i 5 mies.)

wasia Dodane ponad rok temu,

Re: Zostałyśmy same…

W gniewie mówi się różne rzeczy – nie zawsze zgodne z prawdą a wypowiedziane pod wpływem bardzo silnych emocji.
Daj mu czas na ochłonięcie, niech mamusia go pociesza. Jeśli nie wróci skruszony to będziesz wiedziała,że po prostu bardzo tego chciał. I krzyżyk na drogę – lepszy tatuś na odległość ale bez awantur w domu. Takie jest moje skromne zdanie.

Aga i Ania 2 latka

kotus Dodane ponad rok temu,

Re: Zostałyśmy same…

Podpisuję się pod Neną błachostki nie są warte kłótni,Kiedy byłam mała kłóciłam się z siostrą mówiłam głupiemu zawsze trzeba ustąpić.Kiedy mamy z mężem różnicę zdań zawsze obracamy to w żart i jedo drugiemu ustępuję,nie lubię udawadniać swojej racji nie mam na to siły,a żeby była zgoda często mówiłam przepraszam choć to nie była moja wina.Dzięki temu i mąż się tego nauczył,teraz on bardzo często mnie przepraszaDzięki takim postawom jesteśmy szczęśliwym małżeństwem.A nic gorszego nie ma kiedy jedno i drugie jest wybuchowe nie kryje swoich emocji.Ja w takiej sytuacji już bym zrobiła rachunek sumienia.A czegóż się nie robi dla miłości?Tym bardziej że poszło o błachostki.
Ściskam Cię mocno i współczuję bo wiem co przeżywasz.
Zyczę jak najszybszegp powrotu do szczęśliwych relacji z mężem

asta Dodane ponad rok temu,

Re: Zostałyśmy same…

Podpisuje sie pod postem EwkaM. I tesciowa i jej syn to niedojrzali ludzie.
Mam nadzieje, ze wszystko sie ulozy po Twojej mysli. Moim zdaniem powinnas poczekac az on sobie wszystko przemysli i sam zrobi pierwszy krok. A jesli nie to nic nie poradzisz.

Pozdrawiam,
asta i wystrzalowy 31.12.2005

Dodane ponad rok temu,

Re: Zostałyśmy same…

Postaraj sie teraz przede wszystkim zeby odwiedzal coreczke. To bardzo wazne.

My z mezem w zeszlym roku mielismy duza klotnie, po ktorej wywalilam meza z domu. Powiedzilam ze musimy odpoczac od siebie, przemyslec wszystko. Maz odwiedzal synka co kilka dni. I wiesz wtedy dopiero poczulismy ze nie mozemy bez siebie zyc i ze zawsze bedziemy razem. Nasze spotkania byly coraz milsze, bylismy za soba coraz bardziej stesknieni 🙂 I po miesiacu maz wprowadzil sie spowrotem do nas. Teraz nawet jak sie klocimy, to wiemy ze i tak zawsze bedziemy razem bo nie potrafimy zyc osobno.
Moze u was tez sie tak stanie? Teraz macie czas zeby wszystko przemyslec, poczuc tesknote, smutek…
Jesli maz bedzie odwiedzal malenka i w tym czasie bedzie w domu mila atmosfera, a nie np. wylewanie zali to jest szansa ze wroci do was. Moze tak jak u nas bedzie lepiej niz przed wyprowadzka. Tego wam z calego serca zycze.

————————————————————————

Zeby poczuc jak mocno cos sie kocha, to trzeba to stracic.

————————————————————————

Pozdrawiam


Jola i Adrian (30.10.2000)

nerwusek Dodane ponad rok temu,

Re: Zostałyśmy same…

Boże…czytałam Twój post i…jakbym widziała mnie i mojego męża…tylko on jeszcze nie odszedł…twierdzi,że jest zbyt mało odważny, żeby odejść..On też mnie nienawidzi, ja też zmarnowałam mu całe życie…
Brak mi słów..jedyne co mogę powiedziec..jestem z Tobą.
Trzymaj się kochana.

kate i Majka 28.12.2003

natinka Dodane ponad rok temu,

Re: Zostałyśmy same…

Współczuję 🙁

aniek22 Dodane ponad rok temu,

Re: Zostałyśmy same…

Dziękuję Wam serdecznie za tyle miłych słów. Wiem, że w tym co się stało jest także moja wina, wiele żeczy bym chętnie zmieniła…, wiele razy wypowiadałam słowa, których potem bardzo żałowałam. Nie mam zamiaru zabraniać ani utrudniać P. kontaktów z Martą, wręcz chcę żeby robił to jak naszczęściej, serce mi pęka jak ona przez ostatnie dni mówi tata, tata papa, ona jak na niespełna roczek bardzo dużo mówi. Gdy to słyszę mam odrazu łzy w oczach. Najbardziej czego się boję to, że ucierpi na tym moje dziecko, a tego bym sobie nie wybaczyła. Mam nadzięję, że wszystko się jakoś ułoży, że ten czas spędzony osobno pozwoli nam zatęsknić za sobą, poczuć, że straciliśmy coś bardzo cennego.
Dziękuję Wam jeszcze raz…

Ania i Marta (27.06.2005)

pipi1234 Dodane ponad rok temu,

Re: Zostałyśmy same…

I ja myślę że tak będzie. Chyba nie ma nic bardziej gorszego, niż podejmowanie ważnych decyzji pod wpływem silnych emocji, impulsu. W nerwach czasem mówi się rózne rzeczy, choc z czasem trzeba sie uczyc i nad tym panować. Lepiej ugryźć sie w język, i zwykle po ostygnięciu emocji, wiemy że wcale tak na prawde takl nie myślimy. A słowa potrafia mocno zranić i zapaśc głeboko i na długo w sercu.
Trzeba zaakceptowac fakt że nasza miłośc ma tez ciemną stronę, a wtedy będzie łątwiej nam z nia żyć i wyciągac z niej konstruktywne i pozytywne wnioski.

Ale postawy teściowej nie jestem w stanie w żaden sposób zrozumieć…

Monika, Julka 7 lat i Antoś 18 m-cy

pipi1234 Dodane ponad rok temu,

Re: Zostałyśmy same…

I ja myślę że tak będzie. Chyba nie ma nic bardziej gorszego, niż podejmowanie ważnych decyzji pod wpływem silnych emocji, impulsu. W nerwach czasem mówi się rózne rzeczy, choc z czasem trzeba sie uczyc i nad tym panować. Lepiej ugryźć s ie w język, i zwykle po ostygnięciu emocji, wiemy że wcale tak na prade takl nie myślimy. A słowa potrafia mocno zranić i zapaśc głeboko i na długo w sercu.
Trzeba zaakceptowac fakt że nasza miłośc ma tez ciemną stronę, a wtedy będzie łątwiej nam z nia żyć i wyciągac z niej konstruktywne i pozytywne wnioski.

Ale postawy teściowej nie jestem w stanie w żaden sposób zrozumieć…

Monika, Julka 7 lat i Antoś 18 m-cy

pipi1234 Dodane ponad rok temu,

Re: Zostałyśmy same…

I ja myślę że tak będzie. Chyba nie ma nic bardziej gorszego, niż podejmowanie ważnych decyzji pod wpływem silnych emocji, impulsu. W nerwach czasem mówi się rózne rzeczy, choc z czasem trzeba sie uczyc i nad tym panować. Lepiej ugryźć s ie w język, i zwykle po ostygnięciu emocji, wiemy że wcale tak na prade takl nie myślimy. A słowa potrafia mocno zranić i zapaśc głeboko i na długo w sercu.
Trzeba zaakceptowac fakt że nasza miłośc ma tez ciemną stronę, a wtedy będzie łątwiej nam z nia żyć i wyciągac z niej konstruktywne i pozytywne wnioski.

Ale postawy teściowej nie jestem w stanie w żaden sposób zrozumieć…

Monika, Julka 7 lat i Antoś 18 m-cy

annika Dodane ponad rok temu,

Re: Zostałyśmy same…

o matko… nie wiem, jak bardzo trzeba być wściekłym albo niedojrzałym albo już nie wiem co, żeby powiedzieć takie słowa – że nienawidzi, że życie zmarnowane..
moja rada – dajcie sobie czas… ja wiem, że pewnie Ci bardzo trudno z małą, musisz to jednak jakoś zorganizować – może chociaż na jakieś trzy godziny dziennie opiekunkę do dziecka – babcia może wtedy da radę, proś mężą o dofinansowanie. I poczekaj – miesiąc, możę dwa, trzy. Zobaczysz, w którym kierunku to idzie, to w końcu odszedł twój mąż – on musi coś dalej postanowić. Jeżeli nie – to bądź twarda – alimenty, opieka nad dzieckiem – te sprawy. Widziałam już przypadek, jak mężuś tak dwa lata się zastanawiał co dalej, a żona (moja przyjaciółka) nie pamietała, że jej i dzieciom się też coś należy.
Dbaj o siebie i córeczke i głowa do góry. Przed Tobą pewnie trudne chwile…. życze jak najlepiej

Ania i Michałek (16.04.04)

ahimsa Dodane ponad rok temu,

Re: Zostałyśmy same…

Kurcze, bardzo smutne, to co napisałaś…i właściwe nie ma najlepszych słów pociechy w takiej sytuacji! Nie znam wszystkich aspektów, ale bardzo zabolała mnie reakcja Twej teściowej! Co winne dziecko! Nie fair!!!
A z mężem może pogadaj szczerze…. Nie żal mu dziecka?Może da się jeszcze uratować to małżeństwo?
Z całego serca życzę powodzenia!!!!

Znasz odpowiedź na pytanie: Zostałyśmy same…

Dodaj komentarz

Jedno- i dwulatki
sprzątają po sobie?
Napiszcie mi czy dwulatki już sprzatają po sobie np. papierki wyrzucają do kosza a nie na dywan? Iza doskonale wie ze ma wyrzucic papierek po lizaku do kosza ale wali
Czytaj dalej
Noworodek, niemowlę
Zapraszam do udziału w konkursie rysunkowym!
Czekamy na prace o szeroko pojętej tematyce rycerskiej - np. rysunki zamków, rycerzy, królewien w wieży, bitew, ilustracji do ulubionych bajek o smokach i ich pogromcach itp. Do wygrania -
Czytaj dalej