nasze drugie połowy…

Dziewczyny,
Strata upragnionego i wyczekiwanego dziecka jest wielkim i bardzo trudnym przeżyciem dla każdej kobiety, dla każdej z nas. Nasze ciała zmieniają się pod wpływem homonów, powiększone piersi, uporczywe mdłości, rozwijająca się w nas kruszynka…wszystko takie niezwykłe i emocjonujące i kiedy wszystko to tracimy nagle zostaje pustka….i nie umiemy się z nią pogodzić a trzeba nauczyć się z nią żyć. Skupiamy się na sobie i swoim wielkim bólu i żalu…. Ale są przecież tez nasi faceci, chłopacy, narzeczeni, mężowie…jak oni to znoszą? Jak oni sobie radza ze stratą dziecka? Jak przeżywają?
Napiszcie

Milena
+aniołek 17.09.2003

7 odpowiedzi na pytanie: nasze drugie połowy…

moniunia Dodane ponad rok temu,

Re: nasze drugie połowy…

Mój mąż był i jet w dalszym ciągu wielką podporą dla mnie. Jak poroniłam pierwszy raz przytulił mnie mocno i opwedział że napewno wszystko będzie ok. Gdy płakałam wycierał mi łzy i jeszcze mocniej mnie przytulał. To mi bardzo pomogło. Natomist gdy urodziłam Norbusia i jego stan był ciężki cały cas mnie pocieszał. Usłyszałam wtedy od niego że niezalężnie co się stanie to kocha mnie najmocniej na świecie i dziękuje mi za synka. Choć nie było go wtedy przy mnie to jednak jego słowa dodawały mi otuchy.Ja z synkiem leżałam w szpitalu w Poznaniu, natomiast mieszkam w Gorzowie. Nasz synek zmarł w nocy i gdy zadzwoniłam do męża on w ciągu godzinki był na miejscu, choć samemu było mu cięzko to jednak nie dał tego po sobie poznać. Myślę iż ogromną rolę w powrocie do jako takiej normalości odgrywa to w jaki sposób masi mężczyżni umieją nam w tym pomódz. Życzę wszystkim takiego faceta jak mój. Pozdrawiam Monika

asia7 Dodane ponad rok temu,

Re: nasze drugie połowy…

Mój mąż naprawdę zachował się cudownie, był przez cały czas przy mnie, starał się mnie wspierać i podnosić na duchu, ale najbardziej dziękuję mu za to że umiał ze mną milczeć bo co można powiedzieć po takiej tragedii, żadne słowa nie odzwierciedlają bólu po stracie dziecka.
Przez cały czas starał się nieokazywać swojego smutku żeby mnie jeszcze bardziej nie dołować, ale tydzień po zabiegu chyba coś w nim puściło, widziałam że się załamał chociaż dzielnie twierdził że wszystko jest ok.
Dzisiaj miesiąc po zabiegu jakoś oboje wracamy do normalności, znowu cieszą nas drobnostki i mamy mnóstwo planów. Jedno czego nam brakuje to kruszynka, którą moglibyśmy kochać……

Asia
aniołek 07.10.2003

aroszka Dodane ponad rok temu,

Re: nasze drugie połowy…

Mój mąż…..
Ogromny twardziel, dzięki któremu jakoś funkcjonuję po tym co nam się przytrafiło. Był ze mną przec cały czas w szpitalu, jak wróciłam załatwił wszystkie formalności-łącznie z wizytą u lekarza po L-4 dla mnie.
Nie umiem opisać tego jak mi pomógł, chociaż wiem że dla niego to było równie ciężkie przeżycie-on jest bardzo praktykującym i wierzącym katolikiem.
Dzięki niemu chce mi się żyć i wierzę że wszystko będzie dobrze…
i najważniejsze – to co napisała Asia7-to że umie milczeć-wtedy kiedy nie potrzeba żadnych słów
bardzo kocham mojego męża od 7 lat!

Agnieszka

sasanka Dodane ponad rok temu,

Re: nasze drugie połowy…

Jak to dobrze, że są… Nie zostajemy same ze swoim bólem i żalem. Ja też mam wspaniałego męża. Sprawdził się w tych trudnych chwilach na 6. Był ze mną przez ten cały czas, w szpitalu dbał, żeby mnie nie bolało a potem starał się wytłumaczyć, że tak miało być i ze następnym razem się nam uda. Małżeństwem jesteśmy od niedawna, 4.11 minął miesiąc 🙂 znamy się jednak bardzo dobrze, już 9 lat jesteśmy razem. Nie wiem, co zrobiłabym bez niego. Zgadzam się z Wami, czasem nie potrzeba słów, ważne że ON jest blisko. Wiele razy, gdy w nocy budziłam się z płaczem wystarczyło, że mocno przytulił…
Jak to dobrze, że są…

Milena
+aniołek 17.09.2003

elwira123 Dodane ponad rok temu,

Re: nasze drugie połowy…

Mój mąż jest dla mnie wielka podpora w tym trudnym dla mnie okresie. Cały czas był przy mnie i starał się mnie pocieszać. Zabieg miałam wykonywany w nocy o godz 23, a mimo to był przy mnie. Po powrocie do domu przejął wszystkie obowiązki. Jestem mu naprawdę wielce wdzięczna. Nie wiem, co bym bez niego zrobiła. Jesteśmy razem 3 lata i 3 miesiące

inka36 Dodane ponad rok temu,

Re: nasze drugie połowy…

Sluchajcie ja nie mialam pojecia ze strata dziecka to takze ogromny cios dla faceta. To chyba jest dobra strona tego wszystkiego ze poznamy prawdziwych naszych mezow. Moj maz powiedzial mi ze to kawalek jego umarl tak samo jak kawalek mnie, szukal mi innych lekazy I jezdzil do nich pytac czy aby na pewno nie mozna by czegos jeszcze zrobic. .Ja mysle ze jeszcze nigdy nie bylismy tak blisko siebie jak teraz I gdyby nie to co sie stalo to napewno bylibysmy szczesliwymi rodzicami ale nieco bardziej sobie odleglymi. Moze taki wlasnie sens w tym tkwi?

marti1 Dodane ponad rok temu,

Re: nasze drugie połowy…

to i ja się dołączę pochwalić mojego mężusia….baaardzo to przeżył…pierwszy raz w życiu płakał za naszą dzidzią i z powodu mojego ogromnego cierpienia!
Chodzi teraz do lekarzy chociaż wcześniej był tylko 2 razy w życiu bo ma do nich awersję…robi dla mnie wiele i dzięki niemu wciąż mam nadzieję….

Marti z aniołkiem i wielką nadzieją

Znasz odpowiedź na pytanie: nasze drugie połowy…

Dodaj komentarz

Oczekując na dziecko
czy to czopek czy nie czopek ?
.... no wlasnie, nie mam doswiadczenia w tej sprawie bo to moje pierwsze Dziecko. od wczoraj zauwazylam ze wydobywa sie ze mnie cos w rodzaju " bialego budyniu " tylko
Czytaj dalej
Karmienie
Mamy karmiące czy jecie cebulę?
No właśnie. Można czy nie można jeść cebulę surową lub duszoną (gotowaną) w potrawach? A szczypiorek? Po porodzie połozna środowiskowa uczulała mnie, zebym nie jadła szczypiorku i lęk przed nim
Czytaj dalej