Żałuję, że wyszłam za niego za mąż

Zmieniłam nicka, ponieważ muszę się wygadać, a tak naprawdę nie mam komu.

Od jakiegoś roku nie potrafię sobie sama ze sobą poradzić.
Jest mi potwornie źle i nie widzę żadnego wyjścia z sytuacji, w której się znajduję.

Żałuję, że wyszłam za mąż za tego właśnie człowieka.
Po prawie 5 latach małżeństwa nie czuje do niego nic. Jest po prostu facetem, z którym mieszkam, sypiam od czasu do czasu. Nie pociąga mnie fizycznie, emocjonalnie. Seks traktuję jako rzecz zrobioną dla świętego spokoju.

A wiecie. Najgorsze jest to, że on mnie kocha, jest dobrym mężem, wspaniałym ojcem. To jest najgorsze, bo nie mam sumienia, siły rozstać się z nim, pozbawić masze dziecko taty, którego uwielbia. Chęć wyrwania się z domu wzięłam za wielką miłość i będę płacić za to przez całe życie.

Nie oczekuje od was porady, bo tu nie da się chyba nic poradzić.
Musiałam się wygadać, bo dzisiaj coś we mnie pękło.

37 odpowiedzi na pytanie: Żałuję, że wyszłam za niego za mąż

Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

powiem Ci tylko tyle, ze to Twoje przekonanie będzie się z biegiem czasu pogłębiać… Czy jest sens wychowywać dziecko w takiej atmosferze?
Musisz odpowiedzeć sobie na pytanie czy istnieje jeszcze jakaś „iskierka” którą czujesz do męża – jeśli tak – warto spróbować terapii. Jeśli nie – szkoda życia…

Kaśka z Natusią (4,5 roku 🙂

nucha Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Nie wiem co napisać, bo tak jak napisałaś, tu nie można nic poradzić.
A może po prostu wydaje Ci się, że nie kochasz, może brak czasu sposodował jakieś oddalenie, może musicie odnaleźć się na nowo. Przecież na pewno kochałaś…nie wierzę, że tylko z chęci wyrwania się z domu wyszłaś za mąż…
Jeśli to dobry człowiek, spróbuj jakoś znaleźć to co Was połączyło, coś musiało zostać, nie mogło „wyparować”…

Ania i

zuzanna30 Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Kasiu…lubię go jako człowieka, bo jest naprawde ok. Ale to nie jest miłość. Denerwują mnie jego przyzwyczajenia, nawyki , podejście do świata.

Bolą mnie jego plany…..remontu, drugiego dziecka. Nie podejmuje tematu bo nie chce z nim mieć dziecka !!!!

Kasiu, jak mam spróbować terapii? On nie wiem o moich odczuciach, myśli, że wszystko jest ok. On, nie wiem jak to napisać…trudno mu wyczuć uczucia innych. Wierzy w to co słyszy, wychodzi z założenia że jeśli nie narzekam to mi dobrze.

Gdy się kochamy, nie czuje nic, leże jak kłoda, czekając aż skończy. Jego to nie zastanawia, że kiedyś było inaczej…..

zuzanna30 Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Aniu ja nie wiem co nas połączyło……
Myślałam, że to miłośc, ale nigdy wcześniej nie kochałam…
Cieszyłam się, że nie bede musiała już mieszkać z despotycznym ojcem…..
Po slubie żyłam tą radością, własnym mieszkaniem, potem ciąża, dziecko……A teraz, wypaliłam się. Ten stan trwa rok. I próbowałam jakoś zmienić swoje uczucia względem niego. Ale nie potrafie 🙁

Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

drugie dziecko w tej sytuacji byłoby najgorszym „rozwiązaniem” (moze niezręczne sformułowanie, ale wiesz co co mi chodzi)
Jeśli nie widzisz wyjścia – może chwilowa separacja byłaby jakimś wyjście? Zobaczyłabyś jak jest Ci bez męża. Czasem pewne sprawy docierają do nas „z dystansu”. Doskonale Cię rozumiem, bo ja też czułam taką pustkę do mojego męża – z tym, ze on wcale nie był dobrym mężem. No i nie mieliśmy dzieci. Odeszłam.

Kaśka z Natusią (4,5 roku 🙂

zuzanna30 Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Separacja byłaby rozwiązaniem ale….
Mieszkam na wsi, z teściami, gdybym na jakiś czas odeszła, byłabym skreślona w tej społeczności. Pracuję w tej samej miejscowości, powiedzmy na publicznym stanowisku.

Nie mam za bardzo dokąd odejść, do rodziców nie wrócę, gdzie indziej nie mam….

Albo musze odejść…..radykalnie odejśc i budować zycie od nowa, albo zostać i nadal dusić się w tej klatce 🙁

zuzanna30 Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Dostałam na priva radę, aby znaleźć sobie kochanka…..

Nie żartujcie sobie ze mnie, głupiej….proszę 🙁

Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Zuziu – właśnie sobie odpowiedziałaś..

Kaśka z Natusią (4,5 roku 🙂

Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

w małej społeczności nie polecam 🙂

Kaśka z Natusią (4,5 roku 🙂

zuzanna30 Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Szukać kochanka?

nucha Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Świetna rada, nie powiem, to pewnie załatwiłoby wszystko.
Głupszej rady w tej sytuacji nie słyszałam…a raczej nie czytałam.

Ania i

Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

zaraz rozniosłoby się po całej miejscowości 🙂
Ale fakt – ze zakochanie się powoduje, ze człowiek całkiem inaczej patrzy na codzienność (czego teraz doświadczam – jednak jako niezamężna kobieta 😉

Kaśka z Natusią (4,5 roku 🙂

zuzanna30 Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Gratuluje zakochania 🙂

Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

:))

Kaśka z Natusią (4,5 roku 🙂

nucha Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

🙁 Jeśli rzeczywiście próbowałaś, jeśli nic wg Ciebie nie da rady zmienić, to być może taka drastyczna decyzja byłaby najlepsza….sama nie wiem, ale lepeij odejść póki się kogoś jeszcze lubi, aniżeli tkwić w związku, meczyć się, być nieszczęślwą i w konsekwencji znienawidzić tego człowieka, z którym się jest…Bo w którymś momencie obwini się za wszystko właśnie Jego i zacznie się męczarnia, która wywoła tą nienawiść. Ty juz się męczysz, więc co będzie dalej? Dziecko może być szczęsliwe nawet wtedy gdy rodzice są osobno. Tylko sztuka polega na kulturalnym rozstaniu…wtedy nikt na tym nie straci, pozostaną jakieś miłe uczucia – nie miłość, ale „lubienie” to też jedno z milszych, więc dziecko też na tym nie straci…
Jejku, trudno doradzać, ale próbuję się jakoś wczuć w tą sytuację, na szczęście tylko myślowo, ale przecież nikt nie może przewidzieć jutra…

Ania i

nucha Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Tylko Ty jesteś zakochana, a nie masz kochanka…a w opisywanym przypadku byłaby to zupełnie inna sytuacja. Co z tego, że zakochana, jak oszukująca drugiego człowieka…nie czułaby się z tym dobrze, tak sądzę

Ania i

justonka Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

raczej nie…. do dołu psychnego dojdzie jeszcze kłamstwo ucieczka itd…. ech… bardzo trudna sytuacja… nie zazdroszcze i najgorsze niewiem co poradzic… wiem tylko ze oszukiwanie siebie i całego otoczenia jes bez sesnu – pózniej bedzie coraz gorzej… Przykro mi …

Justonka i groszek 😀

natinka Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Współczuję ….. 🙁 głupio męcząca sytuacja 🙁 Kasia dobrze pisze ….

Nati, Kamilka 05.04.04 i Kacper 25.05.06

anek Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

a ja mysle sobie, że ty doskonale wiesz co powinnaś zrobic, ale się boisz

współczuje ci 🙁

Ania i Oleńka 3,5

zuzanna30 Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Wiem, że odejście będzie najlepsze dla mnie. Ale odchodząc wyrządzę ogromną krzywdę mężowi i dziecku.
A to przecież nie ich wina…..

Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

krzywdę wyrządzisz całej Waszej trójce zostając w związku, w którym nic nie czujesz… To bardzo trudne decyzje..

Kaśka z Natusią (4,5 roku 🙂

fresz Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

No cóż, musisz zrobić to co uważasz za słuszne, pomyśl nie tylko o dziecku, męzu ale również o sobie. Musisz odpowiedzieć sobie na pytanie :” Czego JA chce” i czy będzie to dobre. Najgorsze jest to ze w niektórych sytuacjach, to wlasnie dzieci cierpia najbardziej, ale nieraz przez udawanie czegoś, czego nie ma, dzieci też też cierpią.

Ty przecież wiesz co mas zrobić !!!

Ania & Kuba & Marcel

krzemianka Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

A potrafilabys od niego odejsc?
Taka decyzja wymaga duzo odwagi i nie kazda z nas potrafilaby sie zdecydowac na ten krok.

kas Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

No proszę 🙂 Oby codzienność Ci się jak najdłużej inaczej patrzyła na

Kas
[Zobacz stronę]

kasiejka Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Zuziu- to naprawdę trudny dylemat i problem, o którym piszesz. Nie chcę go trywializować swoimi przemądrzalskimi radami bo po prostu współczuję Ci szczerze takiej sytuacji i nawet nie chcę myśleć jak bym żyła z takim samym problemem jak Twój. Jeśli mogę jednak coś brzmiącego może mądralińsko- ale uwierz nie jest to mim zamiarem napisać z tego co pojawiło się w mojej głowie po przeczytaniu Twojego postu to to, że najzwyczajniej i nie ma to brzmieć umiejszająco- przechodzisz właśnie po prostu bardzo poważny kryzys małżeński jaki dotyka na pewnym etapie wspólnego życia zdecydowanie większą część małżeństw. Podobno a mogę o tym trochę napisać bo jestem bliska zawodowo również psychologii i pracy terapeutycznej oraz mam trochę innych doświadczeń z podobną tematyką byłam kiedyś tak profilaktycznie z moim świeżutkim mężem notabene żeby było zabawniejw 3 miesiącu po naszym ślubie) na katolickim meetingu dla małżeństw w większosci zdecydowanej były to pary po przejściach lub w trakcie wielkich kryzysów-z planem rozstania lub rozwodu a wszystkich par tam było ze z 40 więc też sporo świadectw kryzysów i załamań. Meeting ten czy weekend małżeński bo tak się to zwalo polegało na spojrzeniu na swoją obecną relację z małżonkiem i taką jaką była kiedyś, rozmowę w oparci o specjalne metody o wzajemnych uczuciach, żalach, pretensjach i wszystko to pod okiem prowadzących – szukanie do siebie nawzajem nowej drogi, nowej jakości miłości wcale nie gorszej a za to trwalszej i głębszej. Ja tam obserwowałam niebywale ciekawe rzeczy-czasem wręcz niewyobrażalne przemiany zwłaszcza mężów, prawdziwe łzy i wzajemne powroty, pojednania, jakąś iskrę powracających uczuć.Liderzy 3 małżeństwa- w różnym wieku-prowadzący ten kurs- udawadniający nam wiele zjawisk nie byli gołoslowni- oni wszyscy w trakcie trwania swojego kryzysu małżeńskiego byli kiedys o krok od rozstania, rozwodu teraz świadczyli o tym jak bardzo ich związek odżył dzięki przełomowi i pracy nad emocjami. Widać było i mówię to bez ściemniania głębokie uczucie jakim się przy tym wszystkim , w przypadku przynajmniej dwóch z tych par widac było kompletne przeciwieństwa charakterów.
Przez to Zuzia da się przejść ale w odbustronnej świadomości tego kryzysu i można wtedy , wierzę w to odnaleźć za jakiś czas niekoniecznie długi wspólną, nową jakość bliskości I pogłębienie miłości. Natomiast co pewne jak słońce gdy się nic z tym nie zrobi będzie się tylko w samotności konać i umierać i frustrować i być głęboko, dotkliwie pobitym nieszczęściem i wtedy rzeczywiście ten czas będzie jedynie etapem zbliżającym Was jedynie i w nieunikniony sposób do smutnego końca Waszego związku a myślę, że szkoda, wielka szkoda. Taki kryzys jak Twój w rzeczywistości jest końcem wielu związków, w których nie podejmuje się wspólnej trudnej rozmowy o swoich uczuciach i niedoświadczaniu miłości oraz w dalszym etapie nie podejmuje się trudnej walki o siebie. Jeśli mu nie mówisz co czujesz i czego już nie umiesz czuć to jak ma się facet zmienić, jak ma popracować nad sobą by stać się dla Ciebie atrakcyjnym partnerem, oparciem, kimś kogo o dziwo jednak pragniesz. W tej chwili pewnie odrzuca Cię na myśl o tym, że możesz go jeszcze zapragnąć ale to może się zmienić. Potrzeba jednak pracy nad tym- wspolnej pracy. A tak na koniec moim zdaniem nie powinnaś się z nim kochać jeśli jest to dla Ciebie przykre- to strasznie nieuczciwe wobec niego. Okłamujesz go ciałem.Powiedz mu, że nie jesteś już w stanie z chęcią się z nim kochać bo od długiego czasu walczysz z potworną oziębłością i czujesz, że już tak dalej nie możesz, że umierasz i że to nieuczciwe udawać uczucia, których nie masz w tej chwili w sobie i że prosisz go (jeśli chcesz oczywiście tego) o rozmowę o wzajemnych uczuciach i ich braku- czy to w ogóle zauważa co sę w Waszym związku dzieje i zaproponuj mu by walczył o Ciebie jeśli mu na Tobie zależy ale też powiedz czego cI brakuje w kwestii potrzeb emocjonalnych bo to od tego że się jest zaniedbywanym najpierw emocjonalnie pojawia się później rozdrażnienie na widok małżonka, obrzydzenie do niego obejmujące jego nawyki, postępowanie, zachowania, jego wygląd, czuje się awersję seksualną wobec niego.
Jeszcze raz wybacz mi moralizatorstwo i trzymaj się umęczona kobieto- życzę Ci byś była jeszcze szczęśliwą i spełnioną kobietą. KASIA

aneci Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Oj coś mi się wydaje, że potrzebujesz powiewu świeżości w Waszym związku….
Może warto zacząć od szczerej rozmowy?
Może warto podrzucić dziecko/dzieci babci, cioci, siostrze ( niepotrzebne skreślić) i wyjechać gdzieś razem na weekend? Wspólne kino, teatr, koncert, restauracja, kolacja przy świecach…
Może to tylko kryzys, a może warto skorzystać z pomocy specjalisty ( terapia małżeńska)?
Warto nad tym się zastanowić, coś działać.
Jeżeli nic z tego nie wyjdzie, to…ja uważam, że warto żyć bez siebie niż obok siebie…

Kinga lat 11 i Igor – 1,5 roku

gabrycha Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Spróbuj powalczyć! Napewno jak wychodziłaś za niego za mąż darzyłaś go miłością.Może jeszcze nie za późno ratować Wasz związek.Jeśli jednak uważasz,ze zrobiłaś wszystko i nie jesteś ani nie będziesz z nim szczęśliwa to choć napewno nie łatwa to decyzja,ale bycie razem w takiej sytuacji nie ma sensu.
Pozdrawiam cieplutko i życzę powodzenia!

Dorota i Antoś(24.03.2005)

zuzanna30 Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Bardzo ci dziękuję, za to co napisałaś.
Mam nad czym mysleć 🙁

ahimsa Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Mój mąż po przeczytaniu tego postu stwierdził, że jesteś jak bohaterka środkowej nowelki z ” Godzin”.


14.10.2004 Mati

abcdefg Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Wydaje mi sie, ze to nie czas na rozstanie. Jesli utwierdzasz meza w przekonaniu, ze wszystko gra, a tu nagle go zostawisz, to wtedy dopiero zrobisz mu wielka krzywde. On chyba nie zasluguje na takie cos.
Inaczej jesli w koncu zdobedziesz sie na odwage z nim porozmawiac (zgadzam sie z wieloma punktami z postu Kasiejki) i sprobujecie (byc moze) znalezc wspolnie jakies wyjscie. Nawet jesli ostatecznie sie nie uda, to przynajmniej przestaniesz wreszcie udawac. I wtedy bedzie mozna juz pomyslec o rozstaniu.
Mam nadzieje, ze sie Wam jednak uda jeszcze skleic to wszystko – chocby dlatego, ze nie ma zbyt duzo dobrych ojcow i mezow zarazem. Trzymaj sie!

mama majowego synka ’05

Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

masz rację Majówko

Kaśka z Natusią (4,5 roku 🙂

jutajazz Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Jakie tematy zostają poruszane na tych rekolekcjach?

Główny temat to Dialog Małżeński. Często małżonkowie wykorzystując autorytet osoby prowadzącej nauki, na siłę chcą zmieniać druga stronę. A przecież, gdy prowadzi się dialog to zmienia się samego siebie… i dlatego z tych rekolekcji nie robimy klubu dyskusyjnego. Jest to raczej czysta wymiana doświadczenia i nasze odpowiedzi z reguły wyprzedzają pytania uczestników… Osoby wyjeżdżające uświadamiają sobie, że otrzymały pakiet odpowiedzi na pytania, które rodzą się w małżeństwie. Pracujemy nad tym, by ludzie, którzy ze sobą przebywają już wiele lat i przyzwyczaili się do siebie i wkładając siebie w pewne stereotypy, w „szuflady”, żeby nagle zobaczyli współmałżonka zupełnie inaczej, żeby uwierzyli, że jest możliwy dialog, tam gdzie nawet toczy się otwarta wojna. Jeśli nie ma dialogu trzeba się zbroić: wyostrzać słowa, atakować, trzeba pamiętać, co osoba powiedziała, żeby w odpowiednim momencie to przeciw niej wykorzystać i pokonać ją… I jak wiemy niejednokrotnie dochodzi w naszych rodzinach do przemocy psychicznej i fizycznej…

W wielu małżeństwach istnieje problem braku umiejętności rozmowy…

Tak! Bardzo często dwoje małżonków nie potrafią rozwiązywać swoich problemów w sposób cywilizowany… Dać szansę drugiej stronie, żeby mogła się wypowiedzieć. Nie potrafią działać poza schematami, jakie sobie przez lata stworzyli i dochodzi do złej oceny. Najpierw muszę poznać siebie samego, swoje uczucia. Muszę potrafić nazwać te uczucia, określić co się we mnie dzieje, jeśli dochodzi do sytuacji konfliktowej, kiedy ta druga strona mnie rani… Następnie – w tym momencie przychodzi moment na psychologię w obrębie małżeństwa – muszę poznać odczucia także tej drugiej strony, jak ona rozumie problem naszego konfliktu. Dlatego potrzebne jest zastosowaniem kilku zasad, oczywiście same zasady nie są cudownym wynalazkiem, żeby wprowadzić miłość, zgodę i pokój w małżeństwach, ale są bardzo dobrą pomocą do budowania jedności, czasem bardzo trudnej, czasami niemal zerwanej zupełnie, ale budowania jej po to, by stworzyć oazę miłości, trudnej miłości dla wzrastających dzieci…

Jakie to są zasady?

Pierwszeństwo słuchania przed mówieniem. Często tylko informujemy się, ale nie słuchamy, nie potrafimy usłyszeć tego, czego ta druga strona nie potrafi zwerbalizować… Człowiek dialogu powinien czytać słowa, te które się kryją w głębi serca. Na rekolekcjach często mówimy, ze Pan Bóg dał człowiekowi dwoje uszu do słuchania i tylko jedne usta do mówienia, po to tylko żebyśmy dwa razy więcej słuchali, zwłaszcza współmałżonka.

Następna zasada: Pierwszeństwo dzielenia się przed dyskutowaniem. W dyskusji często używamy argumentów obiektywnie już sprawdzonych, używając słów: moim zdaniem, tak powinno być. Powołujemy się na autorytety, oczywiście, że one mogą mówić prawdę, ale nie zawsze musi ona pasować do danej sytuacji konfliktowej. Nie możemy twierdzić ze moje osobiste doświadczenie, to co się dzieje w moim sercu jest znane mojemu współmałżonkowi… Często w czasie dyskusji druga strona zaczyna nas pouczać, mówić co i jak mam robić, nie znając mojego wnętrza. Dlatego ta zasada jest bardzo ważna. Jeśli jest jakiś problem należy go „położyć na stół” i nie oceniając siebie wzajemnie porozmawiać jak każda ze stron go przeżywa. Wtedy jest możliwość spotkania się gdzieś w środku nawet przyznania drugiej stronie racji.

Zasada trzecia: Pierwszeństwo rozumienia przed ocenianiem. Staram się zrozumieć najbardziej pierwotne intencje działania osoby, jeśli tylko oceniam efekt działania, mogę posądzić druga stronę o to ze miała złą wole i nie zobaczę prawdy danego wydarzenia. Nie tak dawno jedna para opowiadała mi, ze jedno z nich jest bardzo punktualne, drugie natomiast wręcz odwrotnie spóźnia się i bardzo często na tym tle dochodzi do konfliktów. Pewnego razu były urodziny teściowej, małżonek wiedział, że nie może się spóźnić… Wyszedł z pracy wcześniej, kupił kwiaty, wsiadł do samochodu i… spóźnił się. Był korek na ulicy i nie mógł dojechać, a nie miał komórki, żeby powiadomić żonę. Od samego progu został przez żonę zbesztany, wyzywany, że nie szanuje teściowej, nie szanuje jej rodziny, znów znajduje wymówkę: „Taki właśnie jesteś”… Małżonek został oceniony nie zrozumiany w swych pierwotnych intencjach, a w swojej złości wypowiedział tez parę nie miłych słów… Poszli na te uroczystość humorach nie najlepszych, potem trzy dni ze sobą nie rozmawiali… Pokłócili się o głupotę praktycznie…

Czwarta zasada najważniejsza: Zasada przebaczenia. W momencie, kiedy nie przebaczymy nie jesteśmy w stanie przyjąć Pana Boga do naszego życia, nie jesteśmy w stanie zrozumieć ogromu miłości, która wybaczyła nam wszystkie grzechy. Kiedy przebaczam (nawet, jeśli to jest jednostronne rozbrojenie), jeżeli przebaczam tej osobie, która mnie krzywdzi, która mnie nie rozumie, nie słucha ani nie wczytuje się w pierwotne intencje w podejmowaniu decyzji, jeżeli przebaczam to uwalniam samego siebie, żeby iść w przyszłość, nie jestem już człowiekiem, który na nowo rozdrapuje rany, przywołuje chwile dramatyczne ze swojego życia.
Kontakt:
Centrum Duchowości Świętorodzinnej
ul. Stawowa 6
87-720 Ciechocinek
tel.: 0-54/ 283-46-15
e-mail: [email]formacja@msf.opoka.org.pl[/email]
Z jakim stażem małżeńskim przyjeżdżają pary na rekolekcje?

Gościliśmy pięćdziesięcioletnie małżeństwo i także trzytygodniowe… Ci młodzi powiedzieli, że przyjechali, bo nie chcą powtarzać błędów swoich rodziców, a pięćdziesięciolatkowie: „Żona spakowała mnie do walizki i tu przywiozła – powiedział jubilat – ale dziękuje Bogu, że przyjechałem, bo zobaczyłem moja żonę w zupełnie innym świetle i potrafię jej znów powiedzieć, że ja tak bardzo kocham”.
Mnie owe rekolekcje bardzo zainteresowały i na pewno pojedziemy z mężem,żeby mocniej siebie kochać.
Pozdrawiam – Ula

magdawroc Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Weszłam, by tylko doczytać wątek, bo wczoraj musialam wyjść z domu a dziś jestem w pracy. Jednak nie powstrzymam się i podzielę się póki co luźną refleksją jedynie. Przypomniala mi się moja ulubiona bohaterka filmowa, Barbara Niechcic. Ona żyła całe życie mitem romantycznej miłości. A zdała sobie sprawę, że kocha swojego Bogumiła tak naprawdę dopiero wtedy, gdy go już przy niej zabrakło. Ten film mi towarzyszy ponad pół życia. I wciąż odkrywan w nim nowe wątki. Kiedyś wzruszalam się sceną w nenufarach a teraz myślę o tym jak trudno jest utrzymać uczucie w trudnej codzienności. Namiętność pojawia się, wybucha, przygasa i tak sie toczą kolejne dni i lata. To jest prawdziwe życie. A szukanie nieustającego pasma wielkich namiętnych przeżyć romantycznej miłości to mit, który zaszkodził już bardzo wielu związkom, które miały szanse trwać i się we własnym tempie rozwijać. Resztę napisały Kasiejka i Juttajazz

Magda, Iga(10) i Filip(7)

wasia Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Mój Boże, nawet nie wiesz jak doskonale Cię rozumiem… Prawie sie poryczałam czytając Twoje słowa, bo wszystko wróciło do mnie…
Starając się ratować moje małżeństwo rozmawiałam z mężem, mówiłam o tym co mnie boli, czego chcę, pytałam jak mogę „usprawnić” moje małżeństwo. Rozmowy bez echa. Bo wg niego wszystko było ok. Nie chcę pisać o tym bardziej szczegółowo.
Chodziliśmy do psychologa ale już wtedy podjęłam decyzję o odejściu. Nie potrafiłam żyć z człowiekiem,ktorego nie kochałam.
Z perspektywy 1,5 roku czasem zastanawiam się czy na moją decyzję wpłynęła niedojrzalość któregos z nas i brak chęci naprawy wszystkiego czy też nasz związek od poczatku był skazany na niepowodzenie a ja tego nie widziałam…
Życzę Ci dużo siły i podjecia słusznej decyzji.

Aga i Ania 3,5

domi Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Kasiejka ma sporo racji.
Zuziu, przeszłam przez to samo, co Ty. Doskonale Cię rozumiem. Nam udało się odbudować nasz związek i miłość.
Jeżeli chcesz pogadać i poznać moje doświadczenia, pisz na priv.

Dominikka + Zuziaczek (23.08.04)

kasiejka Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Jestem pod wrażeniem profesjonalnego w swoim przekazie i dotykającego sedna tego co dzieje się na takich weekendach małżeńskich postu Juty.
Ja mieszkanka Trójmiasta polecam takie weekendy organizowane przez IGNACJAńSKIE CENTRUM FORMACJI DUCHOWEJ- DOM REKOLEKCYJNY KS. Jezuitów w Gdyni
Ignacjańskie Centrum Formacji Duchowej
ul. Tatrzańska 35
81-313 Gdynia
wklejam link do tej strony:
[Zobacz stronę]
Uspokajam też osoby nie będące blisko wiary i Kościoła, że weekend ten jest dla wszystkich niekoniecznie wierzących-prowadzą osoby świeckie- małżeństwa z przeróżnym stażem, ksiądz jeśli jest obecny na spotkaniach to raczej jako osoba z boku czasem dopowie jakieś podsumowanie i (przynam, że mądrze mówił u nas ksiądz i z ogromną pokorą wobec stanu życia, którego z doświadczenia własnego nie zna) ale zasadniczo ks. nie prowadzi tych spotkań. W weekendzie uczestniczy bardzo wiele par u nas było ze 40- z absolutnie przeróżnym stażem i z rozmaitymi powodami uczestnictwa. jest tak skonstruowany, że jest bardzo dużo czasu poświęconego na pracę w parach i spotkania z całą grupą wprowadzajace do późniejszej już pracy jeden na jeden- mąż- żona.Prowadzący na przykładzie zwykłych codziennych sytuacji wyjaśniają częste mechanizmy naszych wzajemnych reakcji- najczęstsze przyczyny problemów, jak kobiety zwykle reagują a jak mężczyźni,podają konkretne psychologiczne metody pokonywania takich problemów,wskazują na często niedostrzegane wzajemnie inne potrzeby- jest też na końcu czas wymiany doświadczeń poszczególnych małżeństw, czas na dzielenie się watpliwościami, pytaniami,odkryciami zmianami. Najbardziej zaskoczyło mnie na tych rekolekcjach to, że pary czasem ze stażem ponad 30 letnim podczas trwania tego weekendu zaskakiwali się sami takimi odkryciami na temat siebie, przyczyn tego, że tak się popsuło,że my świeżynki wtedy z mężem- 3 miesiące po ślubie bez bagażu zniszczeń byliśmy osłupieni gdyż z dystansu patrząc nie będąc uwikłanymi w emocje danej pary pewne ich odkrycia były dla nas zdumiewająco oczywiste. Emocje są potrzbne w relacji bardzo ale te same emocje mogą tak wiele przysłaniać i do tego warto dojść a własnie takie akcje jak te weekendy mogą w tym sporo pomóc. Dla wielu par ten czas okazał się weekendem miodowym i mam nadzieję, że dobre owoce pozostały na trwałe.

lauidz Dodane ponad rok temu,

Re: Załuję………

Bardzo Ci Zuzanna wspolczuje….
Bylam kiedys w takim zwiazku… ztych samych powodow… na szczescie bez slubu i dziecka…. 7 lat….dllllugie 7 lat…
Teraz jest inaczej i jestem szczesliwa, ale to nie znaczy ze Ty nie bedziesz szczesliwa nawet w swoim malzenstwie. Chyba duzo zalezy od nastawienia… Skoro wiesz ze go nie zostawisz, moze poprostu wmow sobie ze go kochasz… Ja wiem ze to brzmi naiwnie, ale to chyba jedyne rozwiazanie, zeby nie dostac na glowe…

Znasz odpowiedź na pytanie: Żałuję, że wyszłam za niego za mąż?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tematy, których nie znalazłam w forum
Na zreczyny brata- PREZENT?
za półtorej godziny wielka tajemnica - moj brat poprosi swoją Dziewczyne o reke, ale ... my jestesmy zaprosZeni i nie wiem- kupujemy jakiś prezent, kwiaty? pojecia nie mam:) [img]http://plfoto.com/mini/588769.jpg[/img] [b]bruni[/b] [syn Filip 24/04/03]
Czytaj dalej
Noworodek, niemowlę
DO MAM PRZEDSZKOLAKÓW!!
Mam zamiar w przyszłym roku zapisać córcie do przedszkola,tylko nie za bzrdzo wiem jak sie do tego zabrać,o co pytać,jakie zajęcia dodatkowe mają wasze 3 latki w przedszkolu,ile dzieci
Czytaj dalej