Forum: Pamiętniki

CZY TO JUŻ TEN CZAS…

Witajcie Kochaniutkei!!
Nie mam zupełnego pojęcia jak dołączyć do pamiętniko -pisaczek, ale spróbuję. Dzisiaj dotarlam na Waszą stronkę i bardzo sie ucieszyłam. To jest właśnie to czego szukałam choć przez dłuższy czas nie zdawałam sobie z tego sprawy. Po przeczytaniu paru pamiętników zdecydowałam się napisać. Swojego Szczypiorka poznałam ponad 7 lat temu, ale pobraliśmy się dopiro rok tem (w sierpniu). O dzieciach zawsze myśleliśmy bardzo ciepło i zawsze chcieliśmy je mnieć. Ale jak to w życiu bywa nie zawsze jest ten dogodny czas. A to trzeba najpierw skończyć studia, potem znaleźć pracę. Potem się okazuje, że jeszcze nas nie stać na własne dziecko i tak ten czas leci. Ostatnio jednak po licznych rozmowach z mężem zdecydowaliśmy się, że na jesieni zaczniemy się starać o dzidziusia. Od maja odstawiłam pigółki, staram się dobrze odżywiać i odliczam czas do października. Przyznam się jednak szczerze,że bardzo się boję a jednocześnie chcę tej małej kruszynki. Mąż trochę bagatelizuje te moje obawy i cały czas mnie pociesza, że wszystko będzie dobrze, że poradzimy sobie finansowo,że nawet z moimi rodzicami jakoś damy sobie radę albo w ostateczności coś wynajmiemy. A ja im dłużej odwlekam tą decyzją tym więcej widzę przeszkód i czuję strach. Mam prawie 27 lat i czuję jak mój zegar biologiczny tyka, wszystkie koleżanki i znajome mają już Szkraby, niekóre nawet po dwa, a ja nadal się waham. Odstawienie pigółek to i tak wielki dla mnie krok. Teraz muszę przeczekać te pół rok aby moje hormonki wróciły do normy tak by wszystko było w pożądku. Chcę się dobrze przygotować. Narazie uważaliśmy aby za wcześnie to się nie stało bo nie chcę aby coś złego się stało maleństwu przez to,że mamusia sie pospieszyła a pigółki zrobiły przez te lata brania swoje. Tak więc czekam. Czekam i boję się,że czegoś nie dopilnuję, że zachoruję i później przez moją niedokładność, moje maleństwo będzie cierpieć. Obydwoje z Mężem marzymy o bliźniakach. Po części dlatego,że nie wiemy co byśmy chcieli najpierw, a po części dlatego że to dwa razy szczęścia na raz. Pocieszam się w tym względzie bo moja babcia urodziła kiedyś bliźniaki dwujajowe więc i ja mam jakieś szanse. I wiecie co, tak w głębi duszy to chciałabym już je czuć pod moim sercem. Jak o tym myślę robi mi sie tak cieplutko. Wiem że byłabym bardzo szczęśliwa. Mąż też już się nie może doczekać, aż zaczniemy się starać. Ale On jest taki kochany i cirpliwy. Pisząc tu mam nadzieję,że przekonacie mnie że nie ma się czego bać. Bo jak patrzę na moją starszą siostrę i jej dzieci (3,5 roku i 1, 1 roku – chłopaki) to jestem przerażona. Kiedyś dzieci kochałam ubustwiałam, sama zresztą jestem nauczycielką choć nie pracuję w zawodzie, a teraz mam poważne obawy czy ja dam sobie radę. Sistra już od czterech lat siedzi w domu i wychowuje dzieci, ja tak napewno bym nie wytrzymała. Czy to znaczy że nie nadaję się na matkę,że chcę po pół roku wrócić do pracy nie ze względu na karierę (jaką karierę hi hi…) ale po to by mieć odskocznię??? Czy będę wobec tego dobrą matką?

Spojrzywszy na zegarek uświadomiłam sobie że czas mojej pracy dobiega końca więc muszę się zbierać choć tak dobrze móc się wygadać. postaram się jak najszybciej tu powrócić, i jeśli niczego nie pokręciłam i dostanę się na forum to bardzo sie ucieszę.
Pozdrawiam
Agusia

15 odpowiedzi na pytanie: CZY TO JUŻ TEN CZAS…

Dodane ponad rok temu,

Re: CZY TO JUŻ TEN CZAS…

Cześ Wam wszystkim, moje Drogie. To ja -Anonim -jak zostałam określona. No bo jakże inaczej, dopiero dzisiaj się połapałam, ze trzeba było najpierw sę zarejestrować Zrobiłam więc to i nie wiem co się teraz stanie. Wpisałam się jako Yagularka. To tylę jeśli chodzi o technikę. Dzięki ogromne za wejście na forum. Obiecuję,że nie będę tak bardzo smucić.
Wracając do moich dylematów. Może nie jest aż tak źle jak ja to widzę, może nie tylko ja borykam się z takimi pytaniami. Jest w tym jakiś paradoks. Bardzo bym już chciała być mamusią i wiedzieć że sobie poradziłam. Że nie mam dwóch lewych rąk i potrafię zaopiekować się taką mała Kruszynką, której strach się dotknąć bo jest taka krucha, maleńka i wątła. Zdana całkowicie na mnie i bezgranicznie mi ufająca. Czy ja boję się takiej odpowiedzialności??? Chyba nie. To raczej obawy o codzienne sprawy, o to czy będę umiała Kruszynkę przeinąć, wykąpać… Nie mogę powiedzieć, że tego nie robiłam. Wiele razy opiekowałam się siostrzeńcami ale zawsze z tą świadomością, że ktoś czuwa przy mnie i patrzy czy wszystko dobrze robię i jakby coś było nie tak to mi pomoże. A teraz to ja będę musiała wiedzieć wszystko najlepiej. I jak sobie tak myślę o nas wszystkich – kobietach, to wiem że każda sobie jakoś radzi i uczy się tego. Jak to się mówi ” ja sobie poradziłam – to i ty sobie poradzisz”. Faktycznie, rozsądek mi podpowiada że musi być dobrze. Z drugiej strony mając wykształcenie pedagogiczne, wiem jak waże zadanie na mnie i na moim mężu spoczywa. Bo nie wystarczy urodzić i jakoś będzie. Trzeba też dobrze wychować, okazać wiele zrozumienia,cierpliwości i przede wszystkim kochać z całych sił. Tak mi się przynajmniej zdaje. Staram się myśleć pozytywnie i choć po tych słłowach tego nie widać, to często mi się to udaje. Z Wami Kochane mogę się podzielić moimi rozterkami bo wiem, że któraś z Was choć trochę mnie zrozumie. Mój Szczypiork często mnie słucha i stara się zrozumieć ale nie zawsze jest Mu to dane. Czasem jak kończę pracę coś koło tej godziny nachodzą mnie takie różne myśli. Siedzę sobie sama w pokoju dlatego mogę w miarę swobodnie sobie pisać. Zastanawiam się co będzie za sześć miesięcy. Czy będę tu siedziała tak jak teraz tylko już nie sama, tylko z maleństwem w środeczku i będę myślała jak mogłam mieć jakiekolwiek obawy??? Czy też nadal będziemy się ze Szczypiorkim starali. Jak sobie tak sięgnę wstecz pamięcią to miałam (tak mi się zdawało wtedy) zawsze farta. Studia, brak zabezpieczenia i tak przez dwa lata i pomimo, że z regóły uważaliśmy, jakoś nic się nie stało. Teraz jak o tym myślę i planuję że wtedy i wtedy zajdę w ciążę a potem to odchowam itd. mam obawy, że nie będzie tak łatwo zajść w ciąże jak o tym najpierw myślałam. Więc mam następny dylemat. Jedna myśl mnie pociesza. Będzie co ma być, to co mi przeznaczone. I choć ucieszę się straszliwie jeśli los pozwoli mi zaznać tego szczęścia teraz, przyjmę to co ma być. Jeszcze miesiąc i zaczniemy się starać. Choć powiem Wam, że ostatnio miałam lekką nadzieję że może uda się tym razem, bo nie pamiętałam jaki to dzień cyklu a poszliśmy na całość. Swietnie się potem czułam. Ta świadomość, że może właśnie teraz dzieje się we mnie cud nowego życia jest po prostu…. nawet nie mam słów by to wyrazić. Potem w poniedziałek jak przyszłam do pracy i wyjęłam z biurka swój kalendarzyk poczułam taki straszny smutek. Policzyłam i nijak nie da rady. To był początek trzeciego tygodnia. Zmartwiłam się bardzo ale zaraz sobie uświadomiłłam, że to jeszcze cztery tygodnie i znowu jest szansa. Obiecuję, nie pozwolę by się zmarnowała. Tak bardzo bym chciała poczuć maleńką istotkę pod moim sercem. Z zazdrością lekką patrzę na sistrę mojego męża która jest teraz w 22 tygodniu ciąży. Oddałam jej nawet teraz ubrania ciążowe, które przywiozła już dla mnie moja starsza siostra. I czuję taką dziwną pustkę gdy chodzę po sklepach z ubiorami dla przyszłych mam. Jak bym nie była pełnowartościowa, jakbym nie należała do kobiet bo nie mam jeszcze dziecka. Zawsze chcieliśmy z mężem,żeby nasza kruszynka była oczekiwana.i odkładaliśmy ten czas bo nie mogliśmy zapewnić jej najlepszych warunków. A teraz choć nadal ich nie mamy. ja już nie chcę czekać, ja boję się dalej czekać. Co będzie jak później nie będę mogła mieć dzieci. Moja mama miała menopauzę w wieku 42 lat. A ja nie chcę mieć tylko jednego dziecka. Więc kiedy urodzę następne??? Można powiedzieć, że jeszcze mam czas. Ale czy napewno. Nie chcę przegapić tego momentu, i mam nadzieję że jeszcze nie przeszedł.
Znowu dochodzi 16 i będę musiała się zbierać do domku. Dzisiaj zrobię trochę jabłuszek na zimę a jutro jeszcze parę dżemów aby zdrowo się odżywiać w zimie i mam nadzieję,że będzie już wtedy ze mną maleństwo. Do zobaczenia wkrótce.
Agusia – Yagularka

riiba Dodane ponad rok temu,

Re: CZY TO JUŻ TEN CZAS…

Hej hej Koleżanko ! Zapraszamy do nas na starające się:))
A a propos Twoich refleksji, Ty przynajmniej ćwiczyłaś wszystkie te czynności przy dzieciach a ja nawet nie miałam takiej okazji, ja będę wrzucona na głęboką wodę:)
Pozdrawiam!

riiba

Edited by smoki on 2003/09/23 14:46.

dobrodziejka Dodane ponad rok temu,

Re: CZY TO JUŻ TEN CZAS…

Czesc:) Mam nadzieje, ze przeczytasz te wiadomosc. Agusiu, doskonale Cie rozumiem, mysle, ze Twoje obawy sa uzasadnione. 27 lat to z punktu widzenia biologii w sam raz, ale najwazniejsze jest to co czujesz Ty sama. Jesli bardzo chcesz tego dziecka, to postaraj sie o nie. Zawsze istnieja jakies obawy, jesli jednak sa one zwiazane przewaznie z opieka nad malenstwem, to uszy do gory! Sadze, ze kazda mama debiutantka sie tego boi, ale na pewno sobie poradzisz, zdaj sie na instynkt – na pewno wiez jaka laczyc Cie bedzie do konca zycia z dzieckiem bedzie najwazniejsza i dzieki niej podolasz wszystkim obowiazkom. Zycze szczescia i wspanialego, zdrowego malenstwa ! 🙂

ewa250 Dodane ponad rok temu,

Re: CZY TO JUŻ TEN CZAS…

Witaj,
tez balam sie macierzynstwa i myslalam ze szybko chce wrocic do pracy i jak ja wytrzymam w domu bedac na zwolnieniu (ciaza zagrozona) a potem jeszcze tyle na macierzynskim…. i tak ciezko bylo mi w grudniu wrocic do pracy… zostawic malego z moja mama… i tesknie, tesknie ogromnie i najchetniej bym posiedziala z Jasiem jeszcze w domu… wszystko inne spadlo na dalszy plan (ale nie az tak daleki zeby zapomniec), ale niedlugo jak troszke jeszcze Jasia podchowam, zabiore sie za siebie… skoncze studia podyplomowe ktore zaczelam w czasie ciazy i zostalo mi napisanie pracy i obrona… moze za rok w koncu dostane sie na aplikacje… i juz sie nie boje ze nie dam rady… mam malo czasu ale wiecej sily… i motywacji….
Powodzenia

akacja Dodane ponad rok temu,

Re: CZY TO JUŻ TEN CZAS…

Był taki okres w moim życiu, że mylałam, że nigdy nie zostanę mamą… Byłam wtedy z kims, kto nie chciał miec dzieci a ja, hmmm… dużo by gadac.
Teraz jestem z kim innym, On ma już syna z poprzedniego małżenstwa, a ja przez to juz stałam się mamusią:) no i w moim brzuszku też mieszka taka mała istotka, ktorą poczelimy wspolnie. Rozmawiałam z nim na ten temat i wiedziałam, że chce miec ze mną dzidziusia a ja poczułam, że bardzo chciałabym miec z nim dziecko. najważniejsze jest wiedziec, ze chce sie tak samo mocno tej istotki i zadziałac w odpowiednim momencie;) a dziecko w brzuszku to cos, czego nie mozna porownac z nizym, to wspanialy okres w zyciu kazdej kobiety i jestem bardzo szczesliwa, ze moge to własnie teraz przezywac. pozdrawiam i do dzieła:)

Dodane ponad rok temu,

Re: CZY TO JUŻ TEN CZAS…

Witaj. Muszę Ci powiedziec że jak czytałam Twój pamiętnik to tak jakbym ja sama to napisała. Mam bardzo podobne odczucia jak Ty i mętlik w głowie.Od pewnego czasu sledzę losy “starających się” i przeglądam pamiętniki. Podziwiam Was wszystkie że jesteście takie pewne i nie macie wątpliwości. Coprawda jestem trochę młodsza od Ciebie i może jeszcze musze dojrzec do macierzyństwa ale nie umiem sobie wyobrazic siebie z maluszkiem w wózku i siedzącą z nim w domu, piorącą pieluszki itp. Jak patrzę na te rozbrykane Rozrabiaki to myślę że to chyba nie dla mnie chociaż mój narzeczony bardzo by już chciał miec dzidzię.
Mam tylko nadzieję ze nie będzie to dla nas sprawa sporna i jakoś sie dogadamy. Pewnie z czasem wszysko się ułoży. Najważniejsze to postępowac zgodnie ze sobą i z własnym sumieniem. Pozdrawiam.

Aga 🙂

wiktorynka Dodane ponad rok temu,

Re: CZY TO JUŻ TEN CZAS…

Witajcie Mamy i Przyszłe Mamy!
Dziś trafiłam na Waszą stronę. Od jakiegoś czasu przechodzi mi myśl przez głowę “Czy to już ten czas”?. Może od początku. Niedawno skończyłam 26 lat. Od pół roku jestem ze wspaniałym mężczyzną…mężczyzną mojego życia. Mieszkamy ze sobą. jest nam cudownie. Dogadujemy się, odpowiada nam wspólne życie. Moim zdaniem nic tak nie pokazuje jak mieszkanie ze sobą. Każdy ma swoje przyzwyczajenia, nawyki. My siebie uwielbiamy, przy czym dostrzegamy swoje “malusie wady” i z nimi możemy zyć razem. Bardzo dobrze się rozumiemy… Aż czasem zastanawiam się jakie to ja mam szczęscie, że na siebie “wpadliśmy” :). Odczucia mojej drugiej Połówki są identyczne. Od ładnych paru lat (ok.6) biorę tabletki antykoncepcyjne. Bez większych przerw. Od tego miesiąca przestałam brać. Wybieram się do ginekologa na badania co tam w środeczku mi się dzieje. Mój partner bardzo chce mieć dzidziusia. Jest człowiekiem bardzo odpowiedzialnym i wiem, że to nie jest jego pochopna decyzja. Jednak razem chce żebyśmy podjęli tę decyzję. A ja… No właśnie…ja niby chcę teraz, niby nie. Mam mentlik w głowie. Z jednej strony bardzo chcę mieć dziecko, to będzie CUDO, owoc naszej głębokiej milości. Chcę być w ciąży, chcę mieć ten brzuszek, mogę mieć wymioty i inne objawy, chcę przytulić maleństwo i wychowywać je wspólnie. Z tym nie mam obaw żadnych. Obawami są m. in. brak ślubu (oczywiście chcemy ale konkretnych dat nie ma, zawsze wyobrażałam sobie wszystko po kolei), niedawno zaczęłam pracować w swoim wymarzonym zawodzie i obawiam się, że to będzie mała przeszkoda; wiem, że świat nie kończy się w momencie urodzenia dziecka ale myślę o tym, że nie będzie już beztroski (wycieczki, lubimy podróżować). Mamy kotkę w domu a słyszałam coś o chorobach odzwierzęcych-nie chciałabym się pozbawiać Kici. Chyba piszę chaotycznie. Podsumowując: Chcę ale się boję.
Przeczytałam parę postów Mam i Przyszłych Mam. Gęba mi się cieszy i zazdroszczę jakie jesteście szczęśliwe.
Pozdrawiam cieplutko.
Co najważniejsze. Rozmawiamy o wszystkim wspólnie, także moja Połowa wie o moich obawach.

Czekając na….

abcdefg Dodane ponad rok temu,

Re: CZY TO JUŻ TEN CZAS…

hej, Yagularka, jesli faktycznie sie zarejestrowalas, to musisz jeszcze sie zalogowac kiedy wchodzisz na strone, jesli nie chcesz pisac jako “anonim”
to tyle w kwestiach technicznych. 😉

powodzenia w staraniach o dzidziusia!

mama majowego synka ’05

abcdefg Dodane ponad rok temu,

Re: CZY TO JUŻ TEN CZAS…

W odpowiedzi na:


27 lat to z punktu widzenia biologii w sam raz


jestes pewna? bo mnie sie zdaje, ze z punktu widzenia biologii, to najlepszy czas jest znacznie wczesniej…
moze raczej biorac pod uwage ewent. dojrzalosc, stabilizacje itd…
ale popraw mnie, jesli sie myle

PS: sama urodzilam majac prawie 29 lat.

mama majowego synka ’05

abcdefg Dodane ponad rok temu,

Re: CZY TO JUŻ TEN CZAS…

tak na marginesie – dopiero teraz zobaczylam kiedy zaczal sie ten watek… 😉

W odpowiedzi na:


nie umiem sobie wyobrazic siebie z maluszkiem w wózku i siedzącą z nim w domu, piorącą pieluszki itp.


przynajmniej dwie Twoje obawy sa nieuzasadnione:
1) w zyciu nie upralam zadnej pieluszki, ktora nosilo na pupie moje dziecko
2) nigdy nie bylo tez potrzeby, zeby siedziec z nim w wozku (technicznie tez niewykonalne zreszta)
😉

mama majowego synka ’05

abcdefg Dodane ponad rok temu,

Re: CZY TO JUŻ TEN CZAS…

wszystko, co napisze, to tylko moje osobiste zdanie, nie musisz go brac pod uwage 😉
piszesz, ze jestes z “mężczyzną Twojego życia” od pol roku i jest Wam cudownie – wierze, aczkolwiek pol roku to bardzo krotko… wiem, ze nawet tu na forum sa dziewczyny, ktore po krotkiej znaomosci wychodzily za maz i rodzily dzieci i wszystko dobrze sie uklada, ale jednak… pierwszy rok – 2 lata, to stan zakochania, klapki na oczach (“malusie wady” sie dostrzega – no wlasnie 😉 ), a kiedy to mija, to moze byc swietnie, ale nie musi.
pisze to nie po to, zeby Ci wmawiac, ze teraz powinnas czekac i poznawac go przez kolejne 5 lat, ale dlatego, ze w Twoim poscie nie gra mi kilka rzeczy.
piszesz, ze chcecie miec dziecko i tu sie zgadzacie
piszesz tez, ze chcecie slubu – oboje
ale z drugiej strony piszesz, ze “konkretnych dat nie ma” (co to znaczy? one same sie nie robia, jak facet chce slubu, prosi o reke, ustala date i juz) i ze masz obawy zw. z brakiem slubu, bo chcialabys, zeby bylo wszystko po kolei.
moze sie myle, ale dla mnie miedzy wierszami wyglada na to, ze jednak Twoj narzeczony nie dazy specjalnie do tego, to Tobie zalezy? i skoro rozmawiacie o wszystkim, to chyba i o tym tez? wiec czemu nic sie nie zmienia, skoro oboje tego chcecie, a dodatkowo Ty masz takie a nie inne podejscie?
troche to dla mnie nielogiczne…

co do innych obaw – dziecko ogranicza pewne przyjemnosci, ale jest niezliczonym zrodlem innych
wycieczki, – sa podroznicy, ktorzy jezdza z dziecmi nawet po najbardziej dzikich zakatkach swiata – nie namawiam do ryzykownych eskapad z maluszkiem, ale jesli jest zdrowe, to nie ma przeszkod, zeby towarzyszylo Wam tu i owdzie

na koniec zycze Ci, zeby wszystko bylo jak najlepiej, zebys poczela maluszka w najbardziej dogodnym dla Ciebie momencie i zebyscie stworzyli szczesliwa rodzine. 🙂

mama majowego synka ’05

beamama Dodane ponad rok temu,

Re: CZY TO JUŻ TEN CZAS…

mamamaksa Dodane ponad rok temu,

Re: CZY TO JUŻ TEN CZAS…

hihihi jestes niemozliwa:) 😉

abcdefg Dodane ponad rok temu,

Re: CZY TO JUŻ TEN CZAS…

😉

mama majowego synka ’05

dorcas Dodane ponad rok temu,

Re: CZY TO JUŻ TEN CZAS…

witam! nie chcę ci podcinać skrzydeł, ale udowodniono naukowo, ze na blizniaki mają szanse bardzo młode dziewczyny i te po 40, oczywiście nie wspominając tu o “genetycznych predyspozycjach w rodzinie”
Pozdrawiam!

dorcas

Znasz odpowiedź na pytanie: CZY TO JUŻ TEN CZAS…

Dodaj komentarz

Dla starających się
a co myślicie o tym?
Przede wszsytkim to wychyliłam się już z tym postem na oczekujących (chciałoby się...) pomyslicie że jestem jakaś durna, aż mi głupio pytać, opowiem w skrócie: 6 sierpnia zaczęłam pierwszy cykl
Czytaj dalej
Noworodek, niemowlę
jest tu jakiś lekarz?????
W badaniach wyszła mi bilirubina dwukrotnie powyżej górnej normy, naczyniak w wątrobie itp....dodatkowo bóle brzucha i gorączka......oczywiście wysokie CRP.......kurcze....wszystko wskazuje albo na jakiś stan zapalny.... Albo na raka wątroby!!!!!!! Boję
Czytaj dalej