Kobieta po 12 latach starań – bardzo bardzo długie

bardzo długi post
Postanowiłam wstawić ten post z [Zobacz stronę] pewnej kobiety tak bardzo mnie poruszył

“oje drugie in vitro udało się. Oglądam moich 6 testów i nie wierzę we własne szczęście. Jakie piękne niebieskie i różowe kreseczki. Mam 37 lat i po dwunastu latach walki o dziecko w końcu ciąża.

Może pomogę komuś moją historią?

1. POCZĄTKI

Zaczęliśmy chodzić po lekarzach w wieku 25 lat, dwa lata po ślubie. Zaliczyliśmy wielu lekarzy. Najczęściej słyszane słowa to: Proszę się nie denerwować, jest pani jeszcze młoda, ma pani czas, będziemy się wkrótce bawić na chrzcinach. Rok 1991 był to jeszcze czas kryzysu, apteki były państwowe, zero leków sprowadzanych z zagranicy, gabinet z USG był rzadkością, USG tylko przez powloki brzuszne, słaba rozdzielczość. Lekarze postępowali w prosty sposób, coś znaleźli i tego jednego się trzymali. Miałam zdiagnozowane już wtedy stan zapalny w pochwie z wspaniałym pH 7, różne grzybki, lekko podwyższoną prolaktynę (27 norma 25), lekką niedoczyność tarczycy (TSH 2,5 norma ok. 0,3-5, brałam przez pewien czas Jodid 100 mg). Mąż spermiogram powyżej 110 milionów/ml ale tylko 35 % ruchliwych.

Był jeden lekarz, który próbował coś robić. Dał mi Clostilbegyt i zastrzyki z progesteronu, zrobił HSG macicy (jajowody drożne, macica ok.) w państwowym szpitalu. Z wyników odczytał, że nie mam owulacji. Teraz, gdy oczywiście moja wiedza jest już ogromna, widzę, że owulacja jak najbardziej była. Nieważne. Ale skrytykował spermiogram: Wprawdzie widziałem już ojców z gorszym spermiogramem, ale….”. To mi dało do myślenia.
Miałam wielokrotnie cytologiczne badanie hormonalne cyklu, zawsze wychodziło : przedłużona faza estrogenna, skrócona lutelna. Okres był około 26 dni. Owulacja w 13 dniu.

Kolejni lekarze uczepili się prolaktyny. Miałam test obciążeniowy z Metaclo… (wzrost 6 razy a więc hiperprolaktynemia czynnościowa), dostawałam Bromergon i Duphaston. Właściwie ok., Bromergon na lepsze owulacje (wysoka prolaktyna powoduje złe dojrzewanie pęcherzyka i w efekcie niedomogę lutealną) i Duphaston (cholernie drogi, na początku kto pamięta chyba 50 zł) na fazę lutealną. Robiłam sama różne badania krwi, wychodziło, że z samym Bromergonem progesteron w drugiej fazie jest ok. 3,5 (norma powyżej 10), bez bromergonu 1,5. Możliwość zagnieżdżenia się zarodka 0.
Potem już nikt nie komentował tarczycy, to było wszystko. Porady dostawałam najróżniejsze: od zażywania Neospasminki do trzymania nóżek na krzyż.
Bardzo ważna rzecz: miałam w wieku 22 lat usuwanie nadżerki jakimś lekiem na watce, nie wypalanie, chyba przyżeganie. Do dziś mam ślad na szyjce.

Strategia lekarzy była prosta: Każdy ginekolog śmiało zabierał się za leczenie niepłodności. Żaden nie powiedział, nie daję rady, musi pani myślec o innej drodze. Nie wiem, kiedy powstała w Polsce pierwsza klinika in vitro, ale chyba po 1995. Gdybym była 20 lat starsza, to nie miałabym żadnych szans. Często myślę o niepłodnych kobietach w wieku > 50 lat, które być może czytają nasze forum i żałują, że za ich czasów nie było in vitro i innych wynalazków. Jest mi bardzo smutno. Cieszmy się, jakie możliwości daje nam medycyna.

2.KOSZTY
Co chwila wizyty, badania oczywiście pełnopłatne, tu leki, tam leki. Zaczęliśmy odczuwać skutki finansowe (HSG kosztowało mnie dwie pensje). Więc odłożyliśmy starania na później, tu rok przerwy, tam rok przerwy, może uda się naturalnie? Nic. Usamodzielniliśmy się, praca, niewiele zarabiamy, ja teraz 1100 netto, mąż nieco więcej. Słyszałam o in vitro i tak naprawdę teraz w głębi duszy mogę przyznać, że zawsze miałam przeczucie: będę mieć dziecko z próbówki. Kilka lat rozważaliśmy leczenie w klinice ale forsa, forsa.
Ukradziono nam samochód, mąż poszedł do słynnej wróżki (już nie żyje), czy samochód się znajdzie. Kazałam mu na odchodne zapytać, ile będzie miał dzieci. Obejrzała moje zdjęcie i jego rękę, i powiedziała: będziecie mieć dziecko ale jakieś inne. Całkowicie zdrowe ale inne /czy miała na myśli po in vitro?, bo to jest inność/. Często o tym myślałam i przyznam się, że to dało mi impuls. Zacznij działać. Wróżka się nie myli (auto się znalazło, ale daliśmy ogłoszenie do gazety, że szukamy takiego a takiego auta). Czyli trzeba zacząć działać.

3. POZYTYWY BYCIA NIEPŁODNYM
Znam parę, która od czasu ślubu kocha się wyłącznie w prezerwatywach, bo się pilnują. Na każdej imprezie on zaznacza, jaki jest biedny i że nie dawno nie widział naturalnej kobiety. Tak czasem myślę, że niemożność zajścia w ciążę przez tyle lat też ma pewne strony pozytywne. Nigdy nie zapobiegaliśmy ciąży, nie było więc stresów i konfliktów. Być może, gdyby dziecko pojawiło się świeżo po studiach, nie dalibyśmy rady i bylibyśmy już po rozwodzie? Teraz jesteśmy dorośli i świat wydaje się nam piękniejszy niż dawniej. Cieszymy się z drobnych rzeczy, że jest ciepło i ptaszęta śpiewają. Nigdy nie interesowała mnie adopcja, mam dwóch bratanków i mam się kim zajmować.

4.KLINIKA
Wybór kliniki był prosty, według „znaności” i dojazdu PKP, gdzie bliżej.
W klinice jestem od 2 lat. To niewiele. Właściwie od początku chciałam robić in vitro, bo wyliczyłam, ze tak jest po prostu najtaniej. In vitro obchodzi mnóstwo problemów, jest w ogólnym rozrachunku najtańsze (to jest moje prywatne zdanie). Po co drogie leczenie, to-tamto-owamto, żeby i tak po latach wydanych pieniędzy wylądować i tak na in vitro albo icsi? Kto ma szybko zajść w ciążę, ten zajdzie. Komu przeznaczone długie leczenie musi czekać.
Być może po moim HSG dostałam zrostów w macicy? Kto wie? Badanie niby diagnostyczne a mogło spowodować jeszcze większe szkody.
Parę lat temu natychmiast po rozpoczęciu zażywania norethristeronu (ktoś mnie tym leczył, to odpowiednik progesteronu) porobiły mi się wakuolki w piersiach. Jeziorka z wodą. Myślałam, ze to rak i już po mnie. Niewyobrażalne uczucie. Od razu miałam mammografię, USG, niemal zawał serca, a potem ściąganie wody. Lekarz wbijał mi bez żadnego znieczulenie igły w piersi i strzykawką wyciągał wodę. Coś strasznego. Potem przez kilka tygodni miałam obandażowane piersi, żeby ścianki wakuolek się skleiły, wyglądałam jak mumia. Miałam zeszyte razem 20 metrów bandaża elastycznego. Akurat było lato, więc było mi bardzo ciepło.

Więc chciałam od razu in vitro. Gdybym trafiła na innego lekarza, być może bym to przeforsowała. Ale musiałam zacząć od 4 inseminacji. Najpierw stymulacja Costilbegytem, potem CLO z Menogonem. Źle reaguję na Clo (clo jest antyestrogenem, czyli hamuje produkcję estrogenu), miałam od razu małą śluzówkę. Badanie hormonalne tarczycy ok., prolaktyna oczywiście podwyższona, a więc bromergon.
Zaczęłam porównywać moje aktualne wyniki badań z tymi sprzed 10 lat (na szczęscie trzymam zawsze wszystkie wyniki albo ich kopie). Identyczne. Taka sama prolaktyna, taka sama tarczyca. Co do miejsca po przecinku.Zastanowiło mnie to. Minęło 10 lat o wyniki niezmienne. A więc dlaczego lekarz nie zauważył niedoczynności tarczycy, która była oficjalnie leczona 10 lat temu?

Poszłam prywatnie do zwykłego endokrynologa. Powiedziałam, co i jak. Zauważył, ze mam za duże TSH (teoretycznie absolutnie w normie powyżej 2,5 ale w połączeniu z za wysokim T3 wskazuje na brak jodu i utajoną niedoczynność tarczycy. TSH według leakrzy zagranicznych przy leczeniu niepłodności powinno być w okolicy 1). Mieszkam na południu, więc problem tarczycy niebagatelny. Dostałam ponownie Jodid 100 mg, tak, jak 10 lat temu. Zażywam go cały czas. Od razu TSH spadło na 0,8 a T3 unormowało się.

Lekarzowi w klinice nie powiedziałam o Jodid. Nie zauważył złych wyników tarczycy (złych przy leczeniu nieplodności) to jego sprawa.
W trakcie inseminacji za każdym razem były problemy z wprowadzaniem cewnika: cytuję: „ależ pani zarosła! Ha ha!” Strasznie śmieszne. Można umrzeć ze śmiechu. To wszystko. Bijąca w oczy wskazówka, że należy zrobić histeroskopię, skoro kanał jest zarośnięty, to macica pewnie też. Ale dla lekarza prowadzącego no problem. Myślałam, żeby zrobić histeroskopię, ale pomyslałam, ze przecież jestem w dobrych rękach i lekarz wie, co robi. W końcu jestem w dobrej klinice i u lekarzy, leczących niepłodność. Zaufałam mojemu lekarzowi.Jak się potem okazało, błąd.

Lekarz najpierw nie zauważył tarczycy, potem nie zwrócił uwagi na zarośnięcie kanału. Cena 4 inseminacji ok. 6000 zł /leki – najdroższy Menogon, dojazdy, urlopy bezpłatne, sam koszt usługi/. No to teraz in vitro.

Pierwsze in vitro (cena ponad 10 000 zł), cholerne obawy o punkcję, ilość pęcherzyków, zapłodnienie, współgranie w czasie. Ależ się bałam. Ale czułam w duchu, ze się nie uda. Miałam 13 pęcherzyków, z tego zapłodnione 10, 2 do transferu,8 do mrożenia. Wyniki jak na mój wiek świetne. Podczas transferu inny lekarz od razu zauważył,że jest fatalne wejście do kanału. Jeżeli się nie uda kazał koniecznie zrobić histeroskopię.

5.HISTEROSKOPIA
Zrobiłam po nieudanym transferze histeroskopię. Liczne zrosty wszędzie, gdzie możliwe! Macica w zrostach.
Straciłam 16 000 zł na 4 inseminacje i pierwsze in vitro. Jak widzę teraz mojego lekarza prowadzącego, to myślę ty pip,pip,pip,pip. Zrosty usunięto. Potem dwa razy transfer mrozaczków, nieudany. Ale już czułam, że powiedzie się ten drugi raz. W sumie ciąża z mrożonych embrionów ma mniejsze szanse, więc nie miałam pretensji do losu. Najlepsze embriony chyba zostały zmarnowane za pierwszym podejściem, jeszcze na zarośniętej macicy.

6.LEKI BEZ WIEDZY KLINIKI
Tu przyznaję się bez bicia, co zażywałam bez wiedzy kliniki.
Po pierwsze wspomniany Jodid 100.
Potem Aspirynę 100 mg w trakcie całego in vitro i wszystkich trzech transferów (i tak klinika przepisywała mi accard po transferze, więc brałam nielegalnie tylko w pierwszej fazie, z przerwą dwudniową na okres punkcji).
Dawkę bromergonu zwiększyłam na polecenie tego innego prywatnego endokrynologa o 100 % (cytuję: prolaktyna musi być niska) (lekarz w klinice o tym nie wie, mam zalecaną przez niego dawkę niższą, wg endokrynologa niewystarczjącą!).I najważniejszy wg mnie lek to Castagnus ziołowy na prolaktynę.
We wakacje 2002 zaczęłam zauważać tu i tam informacje o Castagnusie, który zastępuje bromergon. Robiłam we własnym zakresie takie badania krwi.
Normalny cykl na Bromergonie (1 tabletka)- progesteron 3,5 w drugiej fazie (jak 10 lat temu).
Cykl na bromergonie i Castagnusie (0,5 bromerg. i 1 tabletka Castagnusa) progesteron w drugiej fazie 14. Do tego cholernie dużo śluzu, ale to cholernie dużo w okresie owulacji. Czyli idealne dojrzewanie pęcherzyków,idealny estrogen, pęcherzyk jest piękny, piękna śluzówka, piękny śluz a potem piękne ciałko zółte z wysokim progestreonem.

Zaczęłam to analizować. Moim problemem może być złe dojrzewanie pęcherzyków! A może nawet Gonal f nie pomaga? Powtórzę – wszystkie badania hormonalne były takie same jak 10 –12 lat temu, na początku starań o dziecko. Czyli organizm jest ciągle taki sam.
Przy pierwszym in vitro nie brałam Castagnusa (brałam nieco przed ale potem przestałam). Zaczęłam ponownie w listopadzie i postanowiłam, ze biorę cały czas, bez przerwy.
Pęcherzyki do danego cyklu dojrzewają już w cyklu wcześniejszym, być może w tym wczesniejszym cyklu z jakiegoś powodu, pomimo breomergonu, pęcherzyki są niedojrzałe i przez to 30 dni później nawet Gonal im nie pomoże. muszą być lepsze już dużo wcześniej. Zaufałam Castagnusowi. Brałam go kilka miesięcy do środka długiego protokołu, czyli przez całe 21 dni brania tabletki antykoncepcyjnej. Skonczyłam brać Castagnus przy pierwszej Dipherelinie.
Nie zachęcam innych do brania leków na własną rękę, opowiadam tylko swoją historię. Nie twierdzę na 1000%, że to mi akurat pomogło, ani Jodid, ani Aspiryna ani Castagnus, być może i tak bym zaszła w ciążę przy pierwszym transferze na niezarośniętej macicy? Ale w tej chwili to tylko gdybanie, co by było gdyby. Wierzę w ten Castagnus, jest to środek używany od stuleci.

7. PRZYCZYNY MOJEJ NIEPŁODNOŚCI
We wszystkich listach tu na forum brakuje mi dokładnej analizy, co spowodowało, ze ktoś zaszedł w ciążę. Wszyscy piszą szczęsliwi, że już są dwie kreski, a inni nie mogą skorzystać z ważnych informacji.Dlatego napiszę, jak ja to widzę.
Chyba problem był bardzo złożony i podejrzewam, że u większości z nas tak właśnie jest. Że leczenie jednej rzeczy to za mało.
Pierwszym podejrzanym w kompleksie przyczyn jest brak wystarczającej ilości płodnego śluzu spowodowany starym leczeniem nadżerki (po latach doszłam do wniosku, że tak naprawdę nigdy nie miałam porządnego śluzu, dużo pisze się o zniszczeniu gruczołow podczas leczenia nadżerek).

Nastepnie problem z estrogenami spowodowany lekką hiperprolaktynemią. Było złe dojrzewanie pechęrzyków, brak progesteronu, który powoduje zmiany w śluzówce, przygotowuje macicę na zapłodnienie. Na to wskazywały wymazy hormonalne z skróconą fazą lutealną.

Następnie utajona niedoczynność tarczycy i zakłócenia hormonów tarczycy wpływające na cały układ hormonalny.
To było już przed HSG! Potem HSG, niby drożne jajowody, ale skoro te przyczyny powyżej już istniały, to znaczy, ze one mogły być główną przyczyną.

Potem, być może po HSG nastąpiło stopniowe zarośnięcie macicy i kanału, być może z powodu grzybic i zapaleń. Skoro tu są zrosty, podejrzewam, że są również niedrożne jajowody/jeden jajowód.W 1998 jedna z lekarek stwierdziła w badaniu wziernikiem, ze mi wychodzi polip z szyjki macicy. Polip zniknął po paru miesiącach. Czyli zmiany w śluzówce macicy, spowodowane zbyt dużą iloscią estrogenu a za małą progesteronu. Przerosty macicy są właśnie tego skutkiem.
Kolejnym problemem mogą być plemniki, w sumie niby ogromna ilość, ale nie wiadomo, jak poruszały się w macicy, skoro ruchliwość tylko 35 %. Może w ogóle są marne!

I dlatego mogło udać się in vitro, dużo pęcherzyków po stymulacji, ominięcie jajowodów przez transfer do macicy, dobre pęcherzyki spowodowane Gonalem i tym moim Castagnusem, który upiększył je przez kilka cykli przed in vitro.
Leczenie jednej rzeczy by chyba nie dało pozytywnego skutku, dlatego cieszę się z in vitro, że jest taka możliwość, za jednym zamachem. Bawiłam się latami w leczenie, szkoda czasu, pieniędzy i organizmu. Wydałam około 30 000 zł w przeciągu 10 lat, potem drugie tyle w dwa lata w klinice. Razem 60 000.

8.INNA KLINIKA
Na forum często trwają dyskusje, ta czy inna klinika. Gdzie lepiej leczą?Czy zaszłabym w ciążę w innej klinice? Pewnie tak. Skoro tu mi się udało, to gdzie indziej pewnie też. Mój organizm byłby wszędzie taki sam. A może jednak inaczej? Może ktoś wcześniej zrobiłby mi histeroskopię i zaszłabym od razu w pierwszym ivf? Może w ogóle nie miałabym histeroskopii i skończyła próby po 4 nieudanych ivf? Może miałabym inny protokół? Może byłyby gorzej/lepiej hodowane embrionki w cieplarce i byłaby inna ilość?
Cieszę się, ze jest taka techniczna możliwość leczenia i ze ktoś kiedyś wpadł na pomysł zapłodnienia in vitro. Czy ten ktoś dostał nagrodę Nobla?
Czy odczuwam wdzięczność do kliniki za pomoc? Nie. Płaciłam za wszystko zgodnie z cennikiem. Za każde badanie, wizytę zapłacilam. Za ogromne pieniądze kupiłam wiedzę lekarzy na temat in vitro, doświadczenie, umiejętności biologów w hodowaniu embrionów, sprzęt wysokiej jakości (komputerowe zamrażanie embrionów wymaga bardzo drogiego sprzętu, komuter steruje usuwaniem wody z komórki jajowej, byle klinika takiego nie ma), uśmiechy pielęgniarek i dobre traktowanie mnie (włącznie z głaskaniem po nodze po transferze), czyste toalety, możliwość wysyłania recept pocztą itd. Wdzięczności do kliniki nie odczuwam, tak jak nie jestem wdzięczna dentyście, któremu płacę za leczenie zębów. Każdy ma swój zawód i go wykonuje. Jestem wdzięczna medycynie za możliwość in vitro/icsi.

9. PIERWSZY PROMYK NADZIEI
W cyklu po in vitro miałam mieć histeroskopię.Zaczęłam zażywać Castagnus. 3 dni przed histero miałam cudowny płodny śluz. Była owulacja i sex. Potem za trzy dni histeroskopia. W 32 dniu cyklu /normalnie 28/ zrobiłam bardziej dla hecy niż z wiary test ciązowy, dodatni, za chwilę drugi, innej firmy, ujemny. Na drugi dzień, czyli 33, okres. Długo to analizowałam, początkowo myślałam, ze mam omamy.
Ale doszłam do wniosku, ze w tym właśnie cyklu zaszłam naturalnie w ciąże, która trwała króciutko, bo macica była po świeżo po zabiegu. No bo skąd nagle u niepłodnej kobiety dodatni test ciążowy? Skąd HCG? Pierwszy raz w życiu dwie kreseczki? Tylko z ciąży. To mi dało dużo do myslenia o Castagnusie. Bo jeżeli w tym cyklu był sliczny śluz i plemniczki mogły przejść (stosunek był przed histeroskopią, czyli jeszcze przy zarośniętym kanale i macicy), to pewnie był śliczny pęcherzyk, który w końcu po 12 latach dojrzał, jak należy (miesiąc wczesniej było ivf, czyli w cyklu wcześniejszym pęcherzyki miały dobrą stymulację a potem Castagnus).I potem śliczny progesteron powyżej 10. I to by znaczyło, że prawy jajowód jest drożny (zawsze czuję owulację). Nie wiem, czy dobrze tłumaczę o co mi chodzi z tym Castagnusem, ale wtedy postanowiłam, że biorę go non stop.

10. PROLAKTYNA
Polecam ksiązkę „Endokrynologia kliniczna” Stanisława Skałby. Przepiszę troche informacji o prolaktynie, może komuś się przydadzą.
Str 102
Prawidłowe wartosci stężeń prolaktyny w surowicy krwi 5-25 mikrogram/l. Przeliczając stężenia hormonu ze stężeń wagowych na jednostki nae=leży zastosować przelicznik
PRL mikrogram/l lub ng/l x 20 = PRL m U/l

Utrzymywanie się stężeń w granicach 20-50 mikrog/l występuje w części przypadków PCOS. W makrogruczolakach przysadki stężenie PRL w e krwi przekracza wartości 100-200 mikrog/l, chociaż w 15-20% przypadków może być niskie.
Str. 54
Działanie biologiczne. Wpływ PRL na układ rozrodczy można ująć w następujacych punktach:
1/ działanie na gruczoł sutkowy
2/ działanie na jajniki –/…/ stwierdzono że nadmiar hormonu powoduje niewydolność ciałak żółtego, wykazano ponadto obecność receptorów prolaktynowych w jajniku
3/nadmiar prolaktyny hamuje uwalnianie GnRH
Leki wpływające na czynność podwzgórzowo-przysadkowego układu regulacji wydzielania prolaktyny.
Substancje zwiększające stężenie prolaktyny:
1. Neuroleptyki i leki przyciwdepresyjne
2/ Leki przeciwwymiotne i pobudzające perystaltykę /stąd własnie test obciążeniowy prolaktyny z metoklopramidem/
2/ leki obniżające cisnienie krwi
4/ Leki przeciwhistaminowe
5/ Estrogeny !!!! /czyli w trakcie stymyulacji hormonalnej każdej z nas rośnie prolaktyna/
6. Opiaty
Hiperprolaktynemia niekiedy obserwowana jest w niedoczynności tarczycy, możliwe, że powoduje ją wzrost uwalniania TRH przez podwzgórze.
Str. 145
Głównymi przyczynami hiperprolaktynemii są: mikro i makrogruczolaki przysadki mózgowej.Wskazaniami do leczenia farmalogicznego są:
1/mlekotok
2/zaburzenia seksualne
3/nieplodność
4/hipogonadyzm /zaburzenia miesiączkowania i hipererstrogenizm/
str. 269
Niezależnie od wpływu na gruczoł sutkowy hiperprolaktynemia zaburza czynność jajników, prowadząc najczęściej do niepłodności. Wynika jej działania objawia się zarówno na poziomie układu podwzgórzowo-przysadkowego, jak i jajnika. Nadmiar prolaktyny na zasadzie krótkiej pętli sprzężenia zwrotnego aktywuje układ dopaminergiczny podwzgórza, co poza zahamowaniemwłasnego wydzielania, zaburza pulsacyjny rytm uwalniania GnRH i dodatnie sprzężęnie z estrogenami. Bezpośrednim skutkiem jest brak jajeczkowania związany z zanikiem cyklicznego wydzielania LH i zaburzeniem równowagi między gonadotropinami.Oprócz wpływu na układ podwzgórzowo-przysadkowy hiperprolaktynemia osłabia działanie gonadotropin na poziomie receptorów w jajniku: przede wszystkim upośledza działanie luteotropowe LH, prowadząc do niewydolności ciałka żółtego.
Str. 109
Test pobudzenia wydzielania prolaktyny z uzyciem metoklopramidu
Podaje sięe doousstnie jednorazowo 10 mg metoklopramidu i ocenia stężenie prolaktynyw próbkach krwi pobranych w 0, 60 i 120 minucie testu.
W warunkach prawidlowych po 60 min. Obserwuje się 2-5 krotne zwiększenie stężenia prolaktyny, utrzymujące się przez ok. 1 godz.
W przypadkach ograniczonego uszkodzenia podwzgorza lub braku endogennej dopaminy, a także w nadczynności gruczołu tarczowego brak jest reakcji na metoklopramid.
Zwykle w przypadku autonomicznych gruczolaków przysadki również wystepuje brak odpowiedzi.
Jest ona natomiast zachowana w przypadku gruczolaków z przerostem pozostałych komórek laktotropowych oraz w samym rozroście laktotropów bez wyraźnego guza przysadki.
W przypadku czynnościowej hiperprolaktynemii reakcja na metoklopramid jest wybitnie wzmożona.

W informacji o lekach w klinice było podane, że przy pozytywnym teście ciążowym bromergon należy zaprzestać 14 dni po transferze. Sprrawdzałam wszędzie, gdzie mogłam, czy to jest prawda. Większość odpowiedzi była, że leki na obniżenie prolaktyny należy brać przez 3 miesiące ciąży. Inaczej powodują osłabienie czynności ciałka żółtego i możliwe poronienie. Pierwszą taką informację miałam już 5 lat temu, kiedy zaczynałam leczenie prolaktyny. Ówczesna ginekolog-endokrynolog powiedziala: Tylko niech pani pamięta, proszę się nie wystarszyć ulotki i brać bromergon nadal. Widziałam zbyt dużo poronień po odstawieniu leków.
Pytałam się również dwóch lekarzy zagranicznych na forach internetowych poswięęconych nieploności, tak jak u nas eksperci z Białegostoku. Kazali brać.
Więc będę brać bromergon nadal, nie zaryzykuję, ze akurat u mnie brak bromergonu zadziała. Zresztą brałam teraz po transferze estrogeny /progynova/ a z informacji z książki wynika, ze strogeny powodują wzrost prolaktyny. Więc będę ją obniżać.

11. HORMONY TARCZYCY
Polecam książkę pod redakcją prof. dr hab.med. Stefana Zgliczyńskiego „Choroby tarczycy”. Na stronie 99 jest supertabelka, w formie piramidy ze strzałkami analizująca różne wyniki badań tarczycy, gdy TSH jest w normie, powyżej lub powyżej i do tego dochodzą inne warianty hormonów T3 i T4. Może się komuś przyda, więc przepiszę ją. Skróty moje nn-poniżej normy, n – w normie, wn – powyżej normy
I. TSH nn poniżej normy + jednocześnie
a FT4 nn => wtórna lub trzeciorzędowa niedoczynność tarczycy
b FT 4 n + T3 pn => zespół niskiej T3 (sick euthyroid s.)
c FT 4 n + T3 n => podejrzenie subklinicznej nadczynnośći tarczycy
d FT 4 n + T3 wn => T3 – toksykoza
e FT4 wn => nadczynność tarczycy

II. TSH pn powyżej normy + jednocześnie
a FT4 nn => pierwotna niedoczynność tarczycy
b FT 4 n /w dolnym przedziale normy/=> subkliniczna niedoczynność tarczycy
c FT 4 pn /w razie klinicznej eutyreozy lub hipotyreozy/=> uogólniona odporność na HT
d FT 4 pn /w razie klinicznej hipertyreozy/=> odporność przysadki na HT lub gruczolak przysadki
III. TSH pn w normie + jednocześnie
a FT4 nn /w razie klinicznej hipotyreozy/=> wtórna lub trzeciorzędowa niedoczynność tarczycy
b FT 4 nn /w razie klinicznej eutyreozy / + T3 pn => zespół niskiej T3 i T 4 (sick euthyroid s.)
c FT 4 nn /w razie klinicznej eutyreozy / + T3n lub T3 wn => niedobór jodu
d FT 4 n /w razie klinicznej eutyreozy / => funkcja tarczycy prawidłowa
e FT 4 wn /w razie klinicznej eutyreozy lub hipotyreozy/=> uogólniona odporność na HT lub rodzinna dysalbuminemia z hipertyroksynemią
f FT4 wn /w razie klinicznej hipertyreozy/ => gruczolak przysadki lub odporność przysadki na HT
hipotyreoza niedoczynność
hipertyreoza nadczynność
eutyreoza normalna czynność
FT3, FT4 albo można badać T3,T4
Kliniczne – można obserwować objawy

Objawy u pacjentów: str. 13
1. Pobudliwość nerwowa
Hipertyreoza:nadpobudliwość, zwiększona drażliwość, skłonność do wygórowanych reakcji, do płaczu, gonitwa myśli, zwiększona ruchliwość.
Hipotyreoza:Narastające spowolnienie, ociężałośc,depresje, często ochrypły głos.
2. Tolerancja temperatury otoczenia:
Hipertyreoza:złe znoszenie wysokich temepratur, stałe uczucie ciepła.
Hipotyreoza:duża wrażlwiość na chłód i nietolerancja zimna.
3. Masa ciała
Hipertyreoza:zmniejszanie masy ciała lub brak przybierania na wadze.
Hipotyreoza:na ogół zwiększanie masy ciała
4. Skóra i potliwość
Hipertyreoza:skóra ciepła, różowa, aksamitna, wilgotna, zwiększona potliwość. Niekiedy łzawienie powiek.
Hipotyreoza:Skóra sucha, blada, zimna, często szorstka na kolanach i łokciach, zmniejszona potliwość, łamliwość paznokci, wypadanie wlosów.
5. Czynność serca
Hipertyreoza:przyspieszona czynność serca często z uczuciem stałego kołatania
Hipotyreoza:skłonność do bradykardii,wzrost ciśnienia tętniczego
6. Wypróżnienia
Hipertyreoza:częste
Hipotyreoza:skłonność do zaparć
7. Napięcie mięśniowe
Hipertyreoza:miastenia, dotycząca głównie mięśni prostowników (np. wchodzenie po schodach, do autobusu)
Hipotyreoza:zwiększone napięcie mięśniowe, zesztywnienie mięśni
8. Drżenia
Hipertyreoza:często uczcuie wewnętrznego rozedrgania, drżenie rąk, czasem całego ciała.
Hipotyreoza:brak informacji
8. Miesiączkowanie
Hipertyreoza:skąpe
Hipotyreoza:obfite
Symptomatologia str. 130
Niedoczynność tarczycy: W układzie endokrynnym na skutek zaburzeń przetwarzania prekursorów estrogenów do estrogenów zmniejsza się wydzielanie FSH i LH, co prowadzi do cyklów bezowulacyjnych i bezpłodności (poronień i porodów przedwczesnych). U mężczyzn spada stężenie testosteronu. Popęd płciowy zostaje osłabiony.
Nadczynność tarczycy str. 208: Nadczynność tarczycy nie upośledza w sposób istotny płodności kobiet.
Ja miałam wyniki III c, a więc niedobór jodu. I kupę objawów niedoczynności, szczególnie ciągłe marznięcie (po domu zawsze chodziłam w skarpetkach, nawet w lecie) i nie tycie, pomimo, że dużo jem, a szczególnie objadam się słodyczami.

12. JESTEM
bardzo szczęśliwa. Uczyniłam ważny krok naprzód – jest ciąża. Boję się poronienia, ale teraz już będę zawsze walczyć. Zawsze zazdrościłam innym choćby poronień – przynajmniej była ciąża. Oprócz radości z ciąży odczuwam wielką radość, że w końcu skończą się moje problemy finansowe. Zacznę sobie coś kupować a nie tylko składać pieniądze na leczenie. Do tej pory wszystkie właściwiwie pieniądze odkładaliśmy na leczenie, nic nie kupowaliśmy, nie jezdziliśmy na urlop.
Na razie boję się, czy to są na pewno moje embrionki, czy nie zostały omyłkowo zamienione, czy na pewno zmieszano je ze spermą mojego męża. Jestem już na zapas mocno wystraszona.
Mam nadzieję, że ta opowieść będzie dla kogoś impulsem i podtrzyma go na duchu.
Jestem stara a udalo mi się po tylu latach. Mąż jest starszy. Nie poddałam się pomimo trudności finansowych. Jesteśmy zadłużeni.

Drugie in vitro kosztowało nas razem ok. 12000, było zupełnie inne, więcej Gonalu (ponieważ jestem rok starsza niż w ubiegłym roku, więc od razu na wejściu dostałam 3 ampułki dziennie,3800 zł). Ewentulne następne ivf będę robić tylko na menogonie pomieszanym z Gonalem, bo jest tańszy /pytałam już, można /a prognozy dosyć podobne i zrobię icsi, bo część komórek zaplodniła się podwójnie, czyli straciłam je. Podwójne zapłodnienie jest winą komórki, bo nie zamyka błony po pierwszym plemniku. W sumie wyniki miałam gorsze niż przy pierwszym invitro, ale co z tego, skoro była ta jedna kochana komóreczka, co trzeba.

13. DWA TYGODNIE POCZEKALNI
Czy miałam jakieś wczesne objawy ciąży? Piersi w ogóle mi nie rosły, były luźne jak zwykle. Natomiast miałam mocne bóle jajników, jak na owulację. Codziennie wrażenie, że mam owulację z obu jajników.
Pierwszy test Clear view zrobiłam 7 dni po Profasi a 5 dni po transferze i był bardzo słabo pozytywny, ja widziałam jakąś zamgloną niebieską kreseczkę, mój mąż nie (otworzyłam test nozem, żeby zobaczyć dokładnie wnętrze). Wtedy po raz pierwszy poczułam zapach utrogestu, że pachnie masłem kakowym. Do tej pory utrogest nie miał dla mnie żadnego zapachu.
Drugi test tydzień po transferze i był również ledwo ledwo pozytywny (mąż dalej nic nie widział). Trzeci test 8 dni po transferze i już widać było porządną kreseczkę. W 11 dniu hcg było 70 i test Quick view mocno czerwony. W 15 dniu 280 i bordowa krecha.
W 14 dniu miałam brązowe plamienie dokładnie w terminie miesiączki, organizm sobie przypomnial, że miał być okres. Gdybym nie zrobiła wcześniej testów, nic bym nie podejrzewała.
Na razie umieram ze strachu przed pierwszym USG.
To tyle mojej pogmatwanej historii.”

16 odpowiedzi na pytanie: Kobieta po 12 latach starań – bardzo bardzo długie

  1. Re: Kobieta po 12 latach starań – bardzo bardzo długie

    Mam tylko jedno do powiedzenia: O Boze ilez ta kobieta przeszla!!!

    Ania

    • Re: Kobieta po 12 latach starań – bardzo bardzo długie

      Matko Boska…
      My kobiety to jednak wiele potrafimy…..

      Podziwiam naprawde.

      Gosia

      • Re: Kobieta po 12 latach starań – bardzo bardzo długie

        ja chciałabym powiedzieć dwie rzeczy: mam nadzieję, że wszystko potoczy się dobrze i spełni się tej kobiecie jej największe marzenie. Drugi mój komeztarz: cały ten list bardzo dokładnie powinny przeczytać wszystkie te panie, które ostatnio na kongresie kobiet SLD podniosły temat aborcji. Chcą za wszelką cenę znowelizować ustawę, ale niech zobaczą i zastanowią się przez moment nad tym, ile czasami trzeba włożyć trudu, cierpienia, niezaspokojonych nadziei i nerwów w to, żeby dziecko przyszło na świat, a jak im łatwo przychodzi decydować o tym, czy ten mały człowieczek, który jest już poczęty ma żyć czy nie!!! Ania

        • Re: Kobieta po 12 latach starań – bardzo bardzo długie

          Wiecie co tak sobie myślę, moja chrzestna nie może mieć dzieci przez głupote lekarzy, tak też bywa.
          Starali się z mężem już przed ślubem, było to ponad 20 lat temu i nic. W miarę swoich możliwości /nie mieli dużo pieniążków/ i możliwości medycyny jezdzili do róznych lekarzy robili badania i starali się dalej. lekarze wyssali wszystkie pieniądze, a ciąży jak nie było tak nie doczekali się do dnia dzisiejszego. Później okazało się że żywotność plemników nie taka, mala ruchliwość itd… Co najgorsze to okazalo się że wcześniej ciocia trafiła do jakiegoś kretyna i tak leczył jej nadżerkę, że więcej narobił problemów niż pomógł. Usunął jej praktycznie wszystko co potrzebne kobiecie do zajścia w ciążę, dlaczego, tego nikt nie wie. Nie mogła sobie dać rady z tym wszystkim i zamiast dzieckiem, które jednak kiedyś mogła mieć popadła w alkoholizm. Niestety.
          Opisalam wam to wszystko w skrócie, można byłoby to długo opisywać co się wtedy działo. Ale sądzę, że nadal jest dużo kobiet mimo że med. tak poszła do przodu, które padły ofiarą lekarzy “specjalistów”.
          Mam nadzieję, że my wszystkie będziemy ich unikać z daleka.

          Betsi

          • Re: Kobieta po 12 latach starań – bardzo bardzo długie

            Wystraszył mnie ten post. Może zresztą tylko pogłębił strach… Przed lekarzami, przed tym, że jestem niewłaściwie leczona… Staram się od 3 lat. Niedoczynność tarczycy ale “zaleczona”, przyjmuję hormony, nienajlepszy śluz, ale ze stymulacją całkiem dobry, inne wyniki i badania (było tego sporo) i moje i męża nic nie wykazały. Lekarze z którymi się stykam, mówią “już dawno powinna być pani w ciąży”. A ja jestem już po 3 inseminacji i nic… I szukam ciągle informacji jakie badania tu jeszcze zrobić, bo przecież musi być jakaś przyczyna!! Choć sama już nie wiem…. Nie mam już sił na zmienianie klinik i lekarzy (teraz jestem w klinice poznańskiej na Polnej), bo za każdym razem lekarz chce zaczynać od początku, wszystkie badania po kolei… a mi szkoda czasu… choć mówią że jestem młoda, mam 27 lat…
            Teraz jeszcze parę dni i okaże się jaki jest efekt tej ostatniej inseminacji… Na całe szczęście na Polnej zabiegi są darmowe, no oczywiście trzeba samemu kupować leki do stymulacji. Więc mogę sobie pozwalać na kolejne próby. Ale jak już mówiłam żal mi mijającego czasu, myślę dużo o in vitro, ale z lekarzem umówiliśmy się jeszcze na laparoskopię (ponowną) i histero- przed. To chyba rozsądne….
            Dzięki za tego posta. Mimo wszystko daje nadzieję…

            • Re: Kobieta po 12 latach starań – bardzo bardzo długie

              cześć, na pewno się uda, wierzę w Ciebie, w Was:)
              Ja też mam 27 lat, być może też czeka ns inseminacja, raczej na pewno, jeśli chcesz, to możemy na priv o tym porozmawiać. Jestem pełna obaw i lęków, aczkolwiek również nadziei… Ale jak czytam, że to już 3 wasza próba, to się też martwię…
              pozdrawiam.

              Marysia zwana riibą

              • Re: Kobieta po 12 latach starań – bardzo bardzo długie

                Z tą wiarą to już u mnie kiepsko, 3 lata rozczarowń chyba jednak robi swoje 😉 jak również duża, duża ilość spotkanych (między innymi na Polnej, na różnych forach) kobiet, które już długo, długo walczą…
                Jak rozumiem inseminacja jest u Was jeszcze w dość odległych planach, ale gdzie ją planujesz? Ja Poznań naprawdę polecam.

                • Re: Kobieta po 12 latach starań – bardzo bardzo długie

                  Mocno trzymam kciuki za tę kobietę aby jej się udało !!!
                  Aby urodziła piękne zdrowe dziecko które jej wynagrodzi te lata walki.
                  Szczerze podziwiam za wytrwałość !!!
                  Na Bocianie jest naprawde wiele takich kobiet, z mniejszymi
                  i większymi przejściami…..
                  to straszne ile muszą przejść zanim doczekają się na swoje wymarzone szczęście.

                  I tu apel do wszystkich które nie mogą patrzeć na kobiety w ciąży !!
                  A może im się udało właśnie po takich przejściach???
                  Nie trzeba zazdrościć tylko cieszyć się razem z nimi !!!!
                  My się też doczekamy na nasze maleństwa!!!

                  Kasia

                  • Re: Kobieta po 12 latach starań – bardzo bardzo długie

                    wstrzącające. przypomina mi artykuł z jednego z ostatnich Twoich Stylów.
                    i mam jedno pytanie – co to jest Castagnus? czy to ma coś wspólnego z wiesiołkiem? część problemów mam podobnych jak ta kobieta… co dołuje mocno. ech.

                    • Re: Kobieta po 12 latach starań – bardzo bardzo dł

                      Artykul faktycznie poruszjacy, a co do Castangusa, to z tego co wiem jest to ziolowa wersja Bromergonu, leku na obnizenie prolaktyny.

                      [Zobacz stronę]

                      • Re: Kobieta po 12 latach starań – bardzo bardzo długie

                        Czy wiesz, co sie dzieje z nia teraz?

                        • Re: Kobieta po 12 latach starań – bardzo bardzo długie

                          jeszze nie urodziła ale na dniach zostanie mamą

                          Wera
                          gg 2997901

                          Edited by veraprima on 2003/12/26 13:31.

                          • Re: Kobieta po 12 latach starań – bardzo bardzo długie

                            To wspaniale! Serdecznie zyczenia dla niej od forumowiczek
                            piekna wiadomosc!

                            • Re: Kobieta po 12 latach starań – bardzo bardzo długie

                              Do Ani
                              Napisałaś: “cały ten list bardzo dokładnie powinny przeczytać wszystkie te panie, które ostatnio na kongresie kobiet SLD podniosły temat aborcji.”
                              Co za bzdura! Przecież i niepłodność i aborcja to dwa bardzo poważne ale różne problemy. Nie można tak tego traktować: “jedne kobiety tyle cierpią, żeby mieć dzieci a inne zwyczajnie je zabijają” To straszliwe uproszczenie. Wystarczy tylko trochę wyobraźni, żeby to zrozumieć. Ale wyraźnie czasem jej brakuje. Staram się o dziecko od wielu lat i nigdy do głowy mi nie przeszło, że skoro ja nie mogę mieć dzieci, to inne muszą rodzić, jeżeli bardzo tego nie chcą. Poza tym według przeciwników aborcji zakaz ma dotyczyć wszystkich kobiet. Można sobie wyobrazić tragedię kobiety, która zaszła w ciążę po wielu latach starań i płód ma ciężką wadę genetyczną kwalifikującą do aborcji. Ale jej dołóżmy i niech rodzi! Jakie to proste.
                              Życzę wszystkim, aby nigdy nie zetknęły się z problemem zarówno aborcji jak i niepłodności, bo obydwa są straszne. Basia

                              • Re: Kobieta po 12 latach starań – bardzo bardzo długie

                                po pierwsze post jest z czerwca a po drugie to chyba źle zrozumiałaś treśc i intencje jakie chciałam przekazać umieszczając tego posta tutaj a w czerwcu faktycznie był kongres SLD

                                Wera
                                gg 2997901

                                • Re: Kobieta po 12 latach starań – bardzo bardzo długie

                                  Mój Boże, a tyle bab zaciąża przez przypadek albo wyrzuca noworodka na śmietnik….

                                  .
                                  Agnieszka i Ewunia (25.06.2003)

                                  Znasz odpowiedź na pytanie: Kobieta po 12 latach starań – bardzo bardzo długie

                                  Dodaj komentarz

                                  Mozarella w ciąży

                                  Dzisiaj naszła mnie ochota na mozarellę. I tu mam wątpliwości – czy w ciąży można jeść mozzarellę?? Na opakowaniu nie ma ani słowa na temat pasteryzacji.

                                  Czytaj dalej →

                                  Ile kosztuje żłobek?

                                  Dziewczyny! Ile płacicie miesięcznie za żłobek? Ponoć ma być dofinansowany z gminy, a nam przyszło zapłacić 292 zł bodajże. Nie wiem tylko czy to z rytmiką i innymi. Czy tylko...

                                  Czytaj dalej →

                                  Dziewczyny po cc – dreny

                                  Dziewczyny, czy któraś z Was miała zakładany dren w czasie cesarki? Zazwyczaj dreny zdejmują na drugi dzień i ma on na celu oczyszczenie rany. Proszę dajcie znać, jeśli któraś miała...

                                  Czytaj dalej →

                                  Meskie imie miedzynarodowe.

                                  Kochane mamuśki lub oczekujące. Poszukuję imienia dla chłopca zdecydowanie męskiego. Sama zastanawiam się nad Wiktorem albo Stefanem, ale mój mąż jest jeszcze niezdecydowany. Może coś poradzicie? Dodam, ze musi to...

                                  Czytaj dalej →

                                  Wielotorbielowatość nerek

                                  W 28 tygodniu ciąży zdiagnozowano u mojej córeczki wielotorbielowatość nerek – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać...

                                  Czytaj dalej →

                                  Ruchome kolano

                                  Zgłaszam się do was z zapytaniem o tytułowe ruchome kolano. Brzmi groźnie i tak też wygląda. dzieciak ma 11 miesięcy i czasami jego kolano wyskakuje z orbity wygląda to troche...

                                  Czytaj dalej →
                                  Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                                  Logo
                                  Enable registration in settings - general