Mężczyzna przy porodzie

pomimo trzeciej ciąży mojej żony będę pierwszy raz uczestniczył w porodzie napiszcze jak przeżyli to wasi partnerzy(może oni się wypowiedzą jak było)?

Benek

19 odpowiedzi na pytanie: Mężczyzna przy porodzie

zielony Dodane ponad rok temu,

Re: Mężczyzna przy porodzie

Nie ma problemu – bardzo chętnie przeżyję to jeszcze raz 🙂
Wklejam zatem część mojej relacji z porodu… całość opisałem jakiś czas temu na forum…

*

15 marca termin porodu… cisza, jesteśmy już porządnie zmęczeni tym całym oczekiwaniem, powoli zaczynają żonie puszczać nerwy, kiedy to nastąpi?

No i zaczeło się… dwa dni po terminie, 17 marca. O 3:00 w nocy żona obudziła mnie zaniepokojona swoją wkładką. Było tam trochę wydzieliny o czerwonym kolorze. Pierwsza reakcja żony to przerażenie, że coś jest nie tak. Ja w pierwszej chwili też się poddenerwowałem ale rozsądek nakazywał działać spokojnie i logicznie. Torba była już dawno spakowana więc pozostało umyć się, ubrać i gazu do szpitala. Mieszkamy w Ożarowie Maz a szpital do porodu wybraliśmy w Warszawie na ul. Żelanej. Byliśmy tam około godziny 4:00. Na izbie przyjęć siostra zbadała wkładkę. Wynik = nasączona lekko wodami płodowymi. Lekko, gdyż
były to dosłownie śladowe ilości – jako takiego odpłynięcia wód nie było. Zaczęło się spisywanie papierków (20 minut), w międzyczasie przyszła pani położna i zaprosiła żonę na badanie ginekologiczne. Po badaniu stwierdziła, że nie było odpłynięcia wód więc tak na prawdę nie widzi potrzeby pozostania w szpitalu. Zadzwoniła jednak po lekarza a żonę podłączono do KTG. Tętno OK, skurczy brak. Przytuptał lekarz (lekko niewyspany) i zaczął wypytywać żonę o różne rzeczy (tzw. wywiad). Na koniec stwierdził, że skoro już jesteśmy w szpitalu to nie ma co wracać do domu, zwłaszcza, że jest już po terminie. Powiedział, że poczekamy kilka godzin, jak nic się nie będzie działo to zaczniemy wywoływać. Zaproszono nas na oddział porodowy. Poród rodzinny więc, mieliśmy do wyboru jedną z sal. Po rozpakowaniu się przyszła położna i stwierdziła, że czekamy do 8:00, jak nic się nie będzie działo to podajemy kroplówkę. Na KTG tętno OIK, skórcze słabe i nieregularne. Po 8:00 podłączono kroplówkę. Do godziny 14:00, kiedy kroplówka podawana była w bardzo małych ilościach skórcze lekko się wzmocniły (nie były bolesne) ale o regularności nie było mowy. Potem dawka kroplówki została zwiększona co poskutkowało zwiększeniem bolesności skurczy, ich większą długością oraz pewną regularnością. Położna powiedziała, że w zasadzie przy takich skurczach powinniśmy dopiero przyjechać do szpitala, tak więc 14:00 to dla nas dopiero początek porodu… (a my już tam
siedzieliśmy od 4:00 hi hi). Muszę wspomnieć o jednej ważnej rzeczy. Przy ostatnim badaniu usg (32 tydzień) lekarz stwierdził, że mały może mieć coś około 5 kg w dniu porodu. Dało się to zauważyć zresztą bo brzusiu mamusi – był OGROMNIASTY ! Wzbudził on pewne zainteresowanie innych położnych oraz na tyle zaniepokoił
przypisaną nam położną, że ta co chwilę przyprowadzała jakiegoś lekarza na konsultację. Mierzyli, dotykali, myśleli i stwierdzali, że trzeba poczekać… zobaczymy…
Żona cały czas spacerowała z kroplówką. Przerwy były jedynie gdy wpadała położna podłączyć na chwilę KTG. Około 15:00 2 cm rozwarcia. Skurcze stają bolesne. Żona wskakuje (a raczej wchodzi przy mojej i położnej pomocy) do wanny. Woda łagodzi ból, było to widać, jednak starczyła na około 40 minut. Ból stawał się na tyle silny, że żona zdecydowała się na znieczulenie zo (było coś lekko ponad 3 cm rozwarcia). Przyleciał anestezjolog. Miłe facet spytał się mnie czy nie boję się widoku krwi i igieł, po czym porposił o przytrzymanie żony w pozycji koci grzbiet, na leżąco (oj nie było to łatwie, zwłaszcza, że co chwile przychodził skurcz) a on sam zajął się swoją igiełką. Wbił się w plecy, wprowadził rurkę, wstrzyknął znieczulenie, uśmiechnął się i po paru minutach było OK. Skurcze w/g żony były wogóle niebolesne, choć czuła je. Dodatkowo mieliśmy wgląd na KTG więc mówiłem jej kiedy ma oddychać “skurczowo”. Nieubłaganie zbliżał się finał, czułem to… przyszła położna badać rozwarcie… odpłynęły wody… niestety nie ma jeszcze 10 cm ale rozwarcie bardzo szybko postępuje więc jest OK. Około 17:00 ( ! ) przybył ordynator i na skurczu
zaczął badać żonę. Pokiwał głową i od razu stwierdził, 10 cm, główka jest niestety tak duża, że nie może się przecisnąć tylko się kręci na wszystkie strony. Szkoda mamy i dzidziusia, jedziemy na cesarskie cięcie… to był punkt przełomowy. Żona w ogromnym stresie, ja również. Czułem się jak w jakimś filmie. Wiedziałem, że nie można tego przerwać, akcja trwa, trzeba grać swoją rolę do końca. Wykonywałem polecenia położnej pomagając przy przekładaniu żony na drugie łóżko. Wyjechaliśmy na korytarz. Przy windzie okazało się, że ktoś się w niej zaciął, już miałem w oczach scenę jak wnoszę po schodach żonę piętro wyżej na salę poperacyjną 🙂 Na szczęście usterka była bardzo krótka… Pietro wyżej żona pojechała na salę a mi kazano zrzucić ciuchy i założyć Zielony kombinezon, korki na nogi, maskę na twarz i czapeczkę na głowę. Po chwili byłem już przy żonie na sali. Leżała na stole, ręce miała przywiązane, wyglądała jak ukrzyżowana. Od brzusia oddzielał nas mały Zielony parawanik. Żona była przytomna więc mogłem z nią rozmawiać. Była cholernie przestraszona, ręcę i szczęka jej latały jakby ktoś wrzucił ją do wody o temp. 5 stopni… anestezjolog był przy nas, pocieszał żonę i poprosił o nie walczenie z drgawkami. Podobno jest to normalny objaw i jeszcze nikomu nie udało się tego opanować… Trzymałem żonę za rękę i tylko słyszałem zza parawaniku jak lekarze i pielęgniarki rozmawiają ze sobą. Zaczęła się operacja, mówiłem żonie, że jeszcze tylko kilka minut i nasz synek będzie już z nami. Czekaliśmy z niecierpliwością na ten pierwszy krzyk. Co chwilę było tylko słychać jak odsysają wody i krew. W pewnej chwili podeszła pielęgniarka i powiedziała do żony aby skierowała głowę na lewą stroną bo tamtędy będzie “szedł” nasz syn. I stało się, o 17:45 został wyciągnięty z brzusia nas kochany Dawidek. Wszystko działo się tak szybko. Przenieśli go do pokoiku przy sali porodowej. Poleciałem tam zobaczyć jak się prezentuje nasza kruszynka no i porobić kilka fotek. Waga 4,8 kg, długość 60 cm, 10 pkt, chłop jak dąb. Na powitanie obsikał dwie pielęgniarki i prawie swego ojca :-). Po chwili zawinięty w ręczniczek został przyłożony do mamusi, dał jej pierwszego buziaka i pojechał na oddział noworodków. Ja zostałem przy żonie. Nie można było patrzeć na rozcięty brzuch ale niechcący zobaczyłem jak w misce leżało wyciągnięte łożysko. Powiem Wam, że byłem w szoku, nie sądziłem, że ono jest takie duże ( ! ). Po około 20 minutach było już po sprawie. Operacja zakończona pomyślnie. :-)))))

*

Benek – szczerze Ci polecam poród rodzinny – niezapomniane przeżycie !

serdecznie pozdrawiam
Krzysiek
mąż Agnieszki
tatuś Dawidka (17-03-2003)

Dodane ponad rok temu,

Re: Mężczyzna przy porodzie

z wielką przyjemnością jeszcze raz przeczytałam Twoją relację z porodu

mój mąż po porodzie powiedział, że bał się jak diabli, ale warto było 🙂 i że niesamowite wrażenie zrobiło na nim rozwijanie małego kłębuszka… naszego synka; to mąż pierwszy go zobaczył, przytulił… ale mu tego zazdroszczę ;)))

Ewa i Krzyś (5 i 1/4 mies.)

melanie Dodane ponad rok temu,

Re: Mężczyzna przy porodzie

Ja rowniez goraco polecam rodzinny porod. Moj maz do dzis dnia wspomina chwile gdy przecinal pepowinke, jak sam powedzial ” to tak jakbym otwieral naszemu synkowi nowe drzwi zycia “… Badz pewien ze to wspolne przezycie da Ci nowe spojrzenie na wiele rzeczy…
Powodzenia 🙂

Melanie

sihaja Dodane ponad rok temu,

Re: Mężczyzna przy porodzie

Mój mąż chwali sie wszystkim że to on pierwszy zobaczył córeczkę i że to jemu Martunia jako pierwszemu spojrzała w oczy i oczywiście nawet nie bierze pod uwagę że przy następnym porodzie mogłoby go nie być
Monika

cat Dodane ponad rok temu,

Re: Mężczyzna przy porodzie

Rewelacja. Nie wyobrażam sobie, żeby go nie było przy mnie.
A co do tego jak to przeżył… Z wielką radością, ale i iestety, albo stety, ze stoickim spokojem. Jest lekarzem.

Kasia, mama Łukasza (20.12.2002)

Dodane ponad rok temu,

Re: Mężczyzna przy porodzie

ja nie chciaam, żeby mó mężczyzna był przy porodzie. Towarzyszyła mi siostra, a on – czekał za drzwiami porodówki

Kaśka z Natunią (prawie 14 miesięcy 🙂

mar7 Dodane ponad rok temu,

Re: Mężczyzna przy porodzie

Trochę zazdroszę ci, że nie wygonili cię z sali operacyjnej przed cc. Ja chciałem być przy Jagodzie, lekarze chwile się nawet wahali ale jednak wyrzucili mnie. Na szczęście anestezjolog była bardzo miła, trzymała żonę za ręce, mówiła, co jej aktualnie robią… Ja w tym czasie czekałem jak na szpilkach. Od rozpoczęcia operacji do chwili, gdy wziąłem Zosię na ręce minęło może 10 minut ale dłużyło się strasznie.
Gdybym miał możliwość towarzyszenia żonie przy porodzie nie zastanawiał bym się ani chwili.
Marek i Zosia (30.03.03).

koyaga Dodane ponad rok temu,

Re: Mężczyzna przy porodzie

Chyba mnie przekonaliście do porodu rodzinnego. Od początku ciąży waham się z decyzją. Wiem, że to niesamowite przeżycie dla obojga rodziców. Troszkę obawiam się o mężą jak to zniesie, ale na codzień jest dzielny, więc może i przy porodzie zostanie sobą.

,
Aga i Niunia – 15.08.’03.

beatap Dodane ponad rok temu,

Re: Mężczyzna przy porodzie

Mój mąż bardzo mi pomógł, miałam straszne bóle krzyzowe, znieczulenie nic nie pomagało a on przez 0siem godzin masował mi plecy – ręka go chyba bolała równie mocno jak mnie krzyże. Do dzisiaj opowiada wszystkim,że poród rodzinny jest niesamowitym przeżyciem to on pierwszy krzyczał do mnie widzę, widzę włoski naszego synka a ja mu na to gdzie ja nie widzę. Byliśmy bardzo szczęśliwi i na pewno kolejne dziecko będziemy rodzić wspólnie. Co do samopoczucia – dwa razy wyszedł na chwilkę na korytarz zebrać siły – było mu duszno

Beata z Patryczkiem (ur.17.02.2002)

justyna76 Dodane ponad rok temu,

Re: Mężczyzna przy porodzie

Mój mąż stanął na wysokości zadania!
Pewnie wiesz jakie to ważne dla kobiety, żeby mąż był z nią. Ja sama czułam się dużo pewniej i spokojniej. Po porstu bezpieczniej. Mój poród trwał 24 godziny i Adam prawie cały czas był przy mnie, nieprzytomny i zmęczony, ale BYŁ!:) Najbardziej pomógł mi nie radami jakie pamiętał ze szkoły rodzenia ale trzymaniem za rękę. Bo tak naprawdę liczy się obecność.
Wiadomo, nie weźmiesz bólu swojej żony na siebie, nie będziesz czuł tego co Ona…
Mój mąż mówi, że było to jedno z ważniejszych przeżyć w Jego życiu. Kiedy zobaczył narodziny i mój trud bardzo to przeżył, a kiedy wziął na ręce naszego synka płakał z dumy i szczęścia.
A najbardziej sprawdził się w ostatniej fazie porodu, kiedy pprzy każdym skurczu trzymał moją nogę w górze, bo ja nie miałam na to siły.

Teraz czekamy na następne Maleństwo i wiem, że mogę na Niego liczyć! Sam wiesz, jak to zbliża:)

Justyna i Mareczek(chyba) 11.09

gwiazda Dodane ponad rok temu,

Re: Mężczyzna przy porodzie

Mój mąż zawsze bał się widoku porodów (np. gdy oglądał w telewizji), ale to on podjął decyzję, że chce być przy porodzie. Jestem mu bardzo wdzięczna za to, bo gdy trzymał mnie za rękę dodawało mi to dużo sił, no i muszę powiedzieć, że spisał się na piątkę.

Marta i Anastazja (04.01.03)

kadilak Dodane ponad rok temu,

Re: Mężczyzna przy porodzie

Mój mąż boi się dentysty, szpitali, krwi i innych tego typu obrazków.
Poród to nie to samo, i nie musi sie kojarzyć z krwią ani bólem, to wydarzenie, które nie powinno ominąć żadnego tatusia.
Urodziliśmy Maćka i Kaje razem i razem wspominamy to do dziś, a minęło już 10 lat hi hi 🙂

Aga, Kajka i Maciek

shiva Dodane ponad rok temu,

Re: Mężczyzna przy porodzie

28 grudnia 2002 roku 23.45
telefon: „Podążaj za białym królikiem”. Dwie mocne kawy i nagła dawka adrenaliny dają niezłego kopa. W biegu chwytam spakowaną wcześniej torbę i wybiegam w ciemność. Muszę uważać. Przede mną 20 minut drogi na piechotę, a oblodzony chodnik tylko czeka, żeby się spotkać z moimi zębami. Dziwne. 20 stopni mrozu, a plecy mam zlane potem. Ale to tylko nerwy. Północ. Dziwna godzina. Zarazem koniec i początek nowego dnia. Co mi przyniesie?
W końcu docieram na miejsce. Każą mi czekać. Jak długo? 10, 20, 40 minut dreptania w kółko po korytarzu. Za drzwiami słychać stłumiony krzyk. Ile jeszcze? 01.00 w nocy. Wreszcie mogę wejść. Biała dama sunie przede mną i wskazuje mi drzwi. Dziwnie się czuję. Co mnie czeka za drzwiami? Niespodzianka. Żona podchodzi do mnie zmęczona, ale uśmiechnięta. Na razie spokój. Skurcze niewielkie, a rozwarcia zero. Trzeba czekać. Następne cztery godziny to tylko KTG, skurcz, oddychanie i wizyty białej damy. 05.00 rano. Rozwarcie się powiększyło. Biała dama kazała wskakiwać na łóżko. Obok za przegrodą druga kobieta zaczyna rodzić. Biała dama musi więc obsłużyć dwie kobiety. Jest sama, a salowa nie na wiele się przydaje. Dobrze, że jestem na miejscu. Przynajmniej wiem co się dzieje. Co kilka minut zwilżam żonie usta wodą i wycieram czoło. Skurcze się nasilają, ale rozwarcie nadal jest za małe. W przerwach między skurczami żona przysypia, więc muszę ją budzić. W okiennej szybie widzę zmarniałego faceta w przykrótkich szpitalnych portkach. Komiczny widok, jednak nie mam siły się śmiać. Zmęczenie daje znać o sobie, ale adrenalina sprawia, że oczy mam szeroko otwarte. Kobieta za przegrodą krzyczy coraz głośniej. Jest sama. Biedactwo. Zamiast ręki męża, ściska tylko zimą poręcz łóżka. Mijają minuty. Za przegrodą już cisza. Wszystko poszło gładko i biała dama może zająć się moją żoną. Ja sam, choć do tej pory radziłem sobie nieźle, to jednak nie bardzo wiem co mam robić. 06.00 rano. Biała dama każe mi przytrzymać żonie jedną ręką nogę, a drugą ręką głowę. Coś zaczyna się dziać. Biała dama zdaje się mówić: „To nie łyżka się wygina..” i rozciąga skórę krocza napiętą do granic możliwości o dodatkowe 20 cm w każdą stronę. Nie wierzę własnym oczom, ale nie mam czasu się uszczypnąć. Nagle pokazuje się czubek głowy opleciony wianuszkiem czarnych włosów posklejanych różowym żelem. Teraz to już tylko chwila. Biała dama wzywa szefa. Szef każe mi się odsunąć i robi hokus pokus. Słyszę przeciągłe AAAAAAAAAA i nagle widzę maleńką istotkę. To dziewczynka. Opleciona pępowiną, ale przecudownie piękna. Biała dama wciska jej do nosa i gardła rurkę z tlenem. Miałem przeciąć pępowinę, ale wszystko potoczyło się zbyt szybko i jakoś mi to umknęło. Całuję żonę w czoło. Jest wyczerpana, ale szczęśliwa. Ja też. W końcu to prawie tak jakbym przyjął córkę na świat. Biała dama też wydaje się zadowolona, ale każe mi wyjść. Teraz jest już po wszystkim.
A za kilka lat powiem córce: „To tata Cię za włosy prawie na świat wyciągał, a Ty mi teraz język pokazujesz?”
Ale przecież o to właśnie w tym wszystkim chodzi. Możesz czekać w domu kiedy żona kupuje psa, ale nie wtedy kiedy daje Ci nowy cel w życiu.
Krzysiek mąż Dominiki, szczęśliwy tatuś Martynki (29.12.2002)

zielony Dodane ponad rok temu,

Re: Mężczyzna przy porodzie

Fajnie się czytało – masz talent 😉
Krzysiek, czy Ty udzielasz się na forum pod jakimś swoim loginem?

serdecznie pozdrawiam
Krzysiek
mąż Agnieszki
tatuś Dawidka (17-03-2003)

iwonatrinity Dodane ponad rok temu,

Re: Mężczyzna przy porodzie

Rewelacyjny opis, jestem pod głębokim wrażeniem… Tym bardziej że autorem jest mężczyzna

Ivo i brykające maleństwo (21.08.2003r.)

chris Dodane ponad rok temu,

Re: Mężczyzna przy porodzie

Dziękuję za słowa uznania. Prawdę powiedziawszy był to mój debiut, ale postaram się teraz częściej udzielać. Od chwili obecnej będę się logował jako “Chris”.

Chris

rds Dodane ponad rok temu,

Re: Mężczyzna przy porodzie

Po prostu nie rozumiem dziewczyn ktore mowia ze chlop przy porodzie nie jest w ogole potrzebny. Bzdura. Chyba ze facet do niczego, a to sie zdarza. Jezeli sam tego nie chce to tez zrozumiem, Moj chcial od poczatku. Sprawdzil sie w 100%. Tego i tobie zycze
Pozdrowienia i powodzenia
pozdrowienia i powidzenia

monika

anet Dodane ponad rok temu,

Re: Mężczyzna przy porodzie

nie wyobrazam sobie porodu bez meza – bardzo duzo mi pomogl, dzieki niemu dostalam znieczulenie – sama nie dalabym rady “przekonac” lekarza!!! A jego reakcja? – poplakal sie jak zobaczyl nasze szczescie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Aneta (17.01.04)+Agniesia (ur 7.07.02)

awkaminska Dodane ponad rok temu,

Re: Mężczyzna przy porodzie

nie zdecydowala bym sie na drugie dziecko, gdybym miala rodzic bez meza!!!!! Byl prz obu porodach, masowal mi plecki przy skurczach i przecinal pempowine przy Kamilce. (Nie ostudzilo to wcale jego ochoty na mnie.)

Po pierwszym, dlugim porodzie Piotrek skomentowal ze nie jest to przyjemna przezycie dla faceta, ale wiedzial ze byl mi potrzebny.

Gratuluje, ze choc za trzecim razem sie zdecydowales (czy tez zdecydowaliscie). Powodzenia (jesli jestescie z Warszawy to w 100% polecam Zelazna: salki 500zl ale naprawde warto – mozna zobaczyc na stronach tego szpitala- muj maz byl zachwycony).

Mysia-Agnieszka mama Jagody(09-10-97) i Kamili(03-04-03)

Znasz odpowiedź na pytanie: Mężczyzna przy porodzie

Dodaj komentarz

Mam z dzieckiem taki problem
wymioty - mam sie martwic?
.. i tak się martwię:( Michał dziś zwymiotował całą kolację - kaszkę kukurydziną aż zalał cały fotelik ... tydzień temu tak rzygnął kaszką ryżową... a 2 tygodnie temu zupką.. co mam o tym myśleć?
Czytaj dalej
Mam z dzieckiem taki problem
kiedy efekty diety?
dziewczyny mojej Zuli na twarzy wyskoczyły krostki i troche na klatce piersiowej boje sie ze moze to byw objaw alergi na mleko i jego przetwory, zreszta takie przypuszczenie potwierdzila moja pediatra poradzila wiec
Czytaj dalej