Poród ku pokrzepieniu:)

Nie spodziewałam się, że poród tak wyglada; oczywiście czytałam wszystko na ten temat, a jednak był on dla mnie sporym zaskoczeniem. A było tak…..
Termin na 1.08.04 odszedł do lamusa, a moja ginka zwodziła mnie z tym terminem i rozwarciem dobre 2 tygodnie. Miało być na 1,5 po czym tydzień póżniej okazało się, że jescze nie ma rozwarcia, maiłam dosyc. 9 sierpnia powiedziała mi “idż dziecinko do szpitala, tam coś powiedzą, bo ja już sama nie wiem”. No więc z miłą chęcią podreptałam do szpitala, który mam zresztą 5 minut drogi piechotą od domu. Rozpisałam domownikom o co i jak należy dbać (uważając, że beze mnie dom się zawali 😉 ) i poszłam. W szpitalu czekało mnie rutynowe przyjęcie, wywiad i badanie lekarza,ocenił, że jescze nie czas, ale nie moge iść do domu (dodam, że wszystkie kobitki bez względu na stan zatrzymywali… tak, tak… wyrobienie kontraktu). Mój szpital im Rydygiera w Katowicach-Bogucicach to istny hotel, naprawde:)
Od razu przypadłyśmy sobie do gusty z dziewczynami z pokoju, które zresztą były dopiero w 26 tyg. (przedwczesne skurcze). Śmiechów i chichów nie było końca, położne śmiały się, że półkolonie sobie urządzamy, kablówka za free, codzienne spacerki po parku szpitalnym, nabijanie się z wszystkiego i oczywiście radio Wolna Europa (mój pokoj byl pierwszy, więc wszystko wiedziałam, kogo i z czym przyjmują, etc:) Codzienne rutynowe badania tętna co 2h, temperatura,KTG od czasu do czasu, które u mnie niczego nie wskazywało. W kolejnych dniach przychodziły nowe przeterminowane, było nas już 3!!! 3 słonice codziennie na spacerku i wymyślaniu sposobów, żeby wreszcie coś ruszyło, był sok z malin, chodzenie po schodach (dzięki temu mam łydki jak Korzeniowski) żałowałyśmy, ze sex z mężem nie wchodził w rachube, nawet myśłamyśmy o ordynatorze, ale chyba głupio;).
i tak zeszło nam aż do 17. Rano owego 17 miałam wyznaczoną oksytocyne, więc ja prysznic, pazury, a co myśle, trza przywitać małą odpowiednio. Siedze pod tą kroplówką do 14 i nic wrrrrrr, a obok za parawanem (sala przedporodowa) jęczy i stęka dziewczyna, strasznie się męczy, wymiotuje, mdleje, nie powiem, poszło mi na nerwy, odpiełam się i poszłam po gazete i walkmana.
Dalej nic…. no więc powiedziałam położnej, niech mnie odłączy, bo nic się nie dzieje, wtedy ona, że spoko tylko jescze ostatnie badanie. Tak mnie kobita zbadała, że mi wody odeszły i stwierdziła rozwarcie na 9!!! “teraz to Ty kotku urodzisz”. Ja w szoku jak urodze, jak mnie nic nie boli?, a przecież poród=ból. No, ale nic, siedze dalej z tą kroplówą (oxytocyna), czytam gazete i nagle aaaaaaaała moje plecy, kurde żle leże, ouuuu , nic nie daje, aaaaaaaa mój brzuch ha!, teraz to już wiedziałąm, ze się zaczyna, znowu mnie zbadałą i dawaj na porodówke, byłam szcześliwa jak nigdy, dodam, ze obok 3 kobiety się męczyły od rana, wrzaski straszne:(
Co do mnie to trafiłam na tą porodówke, leże sobie, skurcze już bolesne i nagle przychodzi sąsiadka, która okazało się jest salową w ów szpitalu. Pyta czy pomóc, ja że masaż prosze, ona oki i miasuje, lepiej, naprawde pomaga, skurcze już boleśniejsze, jest 16:)
Wpada mój mąż wrzeszczy “o Boże”, jest zielony, ja dysze jak lokomotywa On “tylko nie umieraj”, położne, prawie sikały. Mówie, wyjdż Rafciu, te klocki nie dla Ciebie. Posłusznie wyszedł, to się nazywa poród rodzinny.
Zaczęly się skurcze parte, oooo w morde, zaraz mi flaki wypadną, sąsiadka wrzeszczy, że widzi czarniutką główke, no więc wszystkie połozne trza i mi patrzą w tyłek “ooo jaka śliczna”, szybko kurde nie śliczna, pytam ile jescze?
Przyszedł lekarz, powiedział, że ” raz pociśniesz i będzie”. No to dobra, co umowa, to umowa. UUUUUUU i myślałam, że mi głowa na poduszce tylko zostanie a ręce, nogi i wszystkie flaki rozbryzgną się po sali. Nic, jescze raz UUUUUUUUUUUUUU jeeeeeeeeest, mała istota chlupneła lekarzowi na ręce. Położyli mi cieplutką kruszynke na piersiach. Jeszcze łóżysko, to już nie miało znaczenia, rozcinanie, szycie, to jescze bolało, ale co tam, miałam Weronike, miałam swoje ukochane maleństwo, ależ byłam dumna, dziękowałam personelowi i byłam najszczęśliwsza na świecie. Było i łożysko, którym lekarz nieomieszkał podyndać mi nad brzuchem, błeeeeee nieładne flaki. Już było po wszystkim, polezałam z małą 2h i przewieżli mnie na sale położnic, aaaaaaaa rana boli łeeeee, ooo i jest mój mąż i mama, ryczą obydwoje, a ja marze tylko o prysznicu, który wieczorem zrealizowałam:)
Póżniej ten okorpny ból krocza, który towarzyszy mi do dzisiaj, raczej dyskonfort niż ból. Pierwsza noc cieżka, maleństwo płacze, ja nie umiem karmić, pomagają położne, po 2 dniach nauczyłam się i mała spała i jadła, kochane dziecko:)
20 już w domku, połamana, ale szczęsliwa, już wszystko pomału opanowuje, nie ma problemu z karmieniem, mała budzi się 2 razy w nocy dostaje jeść, jest przebierana i śpi jak suseł:).
Poród, niesamowite przeżycie, fakt boli jak sakramencko, ale da się wytrzymać. WARTO

sat_anka i Weroniczka 1.08.04

14 odpowiedzi na pytanie: Poród ku pokrzepieniu:)

claudiac Dodane ponad rok temu,

Re: Poród ku pokrzepieniu:)

Ale się uśmiałam!!! Takie posty to ja lubię czytać! Niezła komedia! Gratulacje i dużo zdrówka dla dzidzi i Ciebie!

veraprima Dodane ponad rok temu,

Re: Poród ku pokrzepieniu:)

tez bym tak chciala ale wszystko przedemną

agness-7 Dodane ponad rok temu,

Re: Poród ku pokrzepieniu:)

POPLAKALAM sie ze smiechu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Gratuluje coreczki i tak ladnego rozwiazania

[Zobacz stronę]

Agness i VIKTORIA (28.08.2003)

magdzik Dodane ponad rok temu,

Re: Poród ku pokrzepieniu:)

Świetnie to opisałaś, nie raz musiałam się powstrzymywać by glośno nie ryknąć ze śmiechu, bo w pokoju obok synek śpi. Ucałuj swojego susełka od nas

,

ani-ani Dodane ponad rok temu,

Re: Poród ku pokrzepieniu:)

🙂
GRATULACJE

Ania i Izunia (23 m-ce)+lutowa PEREŁKA

mayorka Dodane ponad rok temu,

Re: Poród ku pokrzepieniu:)

Myślałam że sie posikam ze śmiechu!
Takiego opisu porodu to jeszcze nie czytałam…
Gratulacje dla dzielnej mamusi i Weroniki!

asia i grudniowy szymuś

P. S. Życzę, aby córcia odziedziczyła po Tobie poczucie humoru!

sat-anka Dodane ponad rok temu,

Re: Poród ku pokrzepieniu:)

dziękuje kobietki za komenatrze i życzenia.
Ja Wam również z całego serducha tego samego:)
sat_akna i Weronka:) 17.08.04

agula24 Dodane ponad rok temu,

Re: Poród ku pokrzepieniu:)

Ty jesteś aparatka ja też nie wiedziałam czy płakać czy się śmiać choć chętnie usłyszę tę opowieść osobiście 🙂
Jeszcze raz GRATULACJE!!!

amber Dodane ponad rok temu,

Re: Poród ku pokrzepieniu:)

Bardzo optymistyczny opis
Ja porod miałam bardzo podobny…tez na wywołaniu, w szpitalu spotkałam dziewczynę z tym samym terminem…i urodziłysmy w tym samym dniu (9 dni po terminie). Gdyby nie późnijesze choroby synka wsponienia miałabym super… Ale i tak nie było najgorzej.

Beata i

gietat Dodane ponad rok temu,

Re: Poród ku pokrzepieniu:)

Re-we-la-cja!!!
Powinnaś zając się pisaniem zawodowo!

monikachorzow Dodane ponad rok temu,

Re: Poród ku pokrzepieniu:)

gratuluje…..witam katowiczankę…urodziłam w tym samym szpitalu mojego szkraba i po przeczytaniu twojej opowieści przypomniało mi się wszystko.przebieg mojego porodu był też błyskawiczny – 10 minut i bobas na świecie. buziaki dla maleństwa.

Monika i Marcinek (15.01.04)

monikaapj Dodane ponad rok temu,

Re: Poród ku pokrzepieniu:)

Boski opis, gratulacje!!!!!!!

Monika i Basia (22.09)

sat-anka Dodane ponad rok temu,

Re: Poród ku pokrzepieniu:)

dziekuje:) Tobie ślicznego Marcinka gratuluje.
Ale wiesz, mam taką teorie, że jak krótki poród, to waga mało spada (nie namęczysz się), a potem przez pierwsze tygodnie nikt chyba na siłowni nie siedzi.
Ja się czuje cieża niż w ciąży hehe, dalej chodze w sukience noszonej “za brzuszka”, aż mnie znajoma przyprawiła o stan przeddepresyjny pytając kiedy poród!!! (w niespełna 2 tyg. po porodzie).
No więc jak? pseudoteoria??
pozdrawiamy sat_anka i Weronka

monikachorzow Dodane ponad rok temu,

Re: Poród ku pokrzepieniu:)

ja tego az tak nie odczułam bo zimą i tak chodzi się w grubszych ciuchach,nikt mnie tak nie zdołował chociaż do dzisiaj mi 6 kg zalega i jakos spaść nie może. No ale trudno,może się jeszcze zmobilizuje i jakąs diete zacznę.ciesze sie że nie męczyłam się za bardzo,szczególnie jak poczytam opowieści o wielogodzinnych porodach.pozdrawiam ciebie i twoje maleństwo.

Monika i Marcinek (15.01.04)

Znasz odpowiedź na pytanie: Poród ku pokrzepieniu:)

Dodaj komentarz

Noworodek, niemowlę
Tęsknie
Dziewczyny, wcześniej pisałam o tym jak straciłam pracę a później jak szybko znalazłam nową. Pracowałam od połowy lipca po 3-4 godzinki a teraz od 1 sierpnia po 8 czyli nie widze
Czytaj dalej
Książka kucharska
co z kalarepki?
Może macie jakieś pomysły na danie obiadowe z kalarepki?Poratujcie :)
Czytaj dalej