Tak byliśmy wychowywani…

Jak nas wychowywano w PRL

Tekst: Justyna Dąbrowska, red. nacz. miesięcznika “Dziecko” 24-07-2004, ostatnia aktualizacja 21-07-2004 12:48

Noszenie i kołysanie zaleca się minimalizować, bo dziecko rozpuści się i rozleniwi. Branie do łóżka rodziców jest niehigieniczne. Kiedy dziecko płacze, a jest przewinięte i najedzone, należy je zostawić w spokoju

Matkę z dzieckiem wypisywano ze szpitala do domu po czterech-sześciu dniach. Tam czekała już wyprawka (w latach 60. i na początku 70. można ją było dostać za darmo w aptece na podstawie karty ciążowej): kocyk z bai, dziesięć pieluch tetrowych, pięć pieluch flanelowych, trzy-cztery kaftaniki z płótna wiązane na troki, dwie-trzy pary śpiochów zapinanych na guziki. Wanienki były z blachy cynkowej, podobnie jak obowiązkowe wagi do ważenia dziecka przed karmieniem i po karmieniu. W aptece kupowało się również tzw. niebieskie mleko w proszku.

“Ponieważ nie było wtedy mleka w proszku, córka wychowała się na krowim mleku rozwodnionym w stosownych proporcjach. Przywozili to mleko do jedynego sklepu, o różnych porach i w różnych ilościach. Wychodziłam skoro świt z bańką i czekałam posłusznie w kolejce. Dziecko zostawało w domu samo, a ja umierałam z niepokoju. Czy nie płacze? Czy się nie rozkopało? Dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Karmiłam Hanię nie z butelki, tylko łyżeczką. Zupki przecierałam przez sitko, warzywa i owoce na szklanej tarce. Codziennie – wszystko musiało być świeże. Nie było lodówek, więc niczego nie mogłam przygotować na zapas. Pieluchy najpierw zapierałam na metalowej falistej tarze, a potem gotowałam w wielkim garze. Pierwszą pralkę Franię dostałam w 1957 r. W prezencie od męża. Talon na nią otrzymał w nagrodę od szefa sztabu”.

Wspomina Maria Chylińska, lat 69, rodziła w roku 1955 (“Poradnik Domowy” 7/04).

Rączki pod becik

Ubierano nas w kaftanik, śpiochy, potem w sweterek anilanowy lub wełniany, owijano razem z rączkami we flanelową pieluchę i ładowano w becik puchowy. Na głowę zakładano dwie czapeczki – bawełnianą i grubszą, cieplejszą. W wielu rodzinach panował pogląd, że przy małym dziecku nie wolno otwierać okien – nic dziwnego, że przegrzewane małe dzieci znacznie częściej się przeziębiały.

W książce “Małe dziecko” (PZWL, 1969) zaleca się: “Gdy dysponujemy chociaż dwoma pokojami, jeden z nich urządzamy dla dziecka. W pokoiku tym powinna panować idealna czystość. Podłogę pokrywamy linoleum, gumolitem lub innym sztucznym tworzywem, łatwo dającym się utrzymać w czystości. Do pokoiku dziecięcego wchodzimy wyłącznie w obuwiu domowym, aby nie wnosić na podeszwach brudu z ulicy”.

Przy piersi dziecko się męczy

Zalecano karmić niemowlę piersią tylko do trzeciego miesiąca życia. “Od urodzenia należy przyzwyczajać niemowlę do regularnego przyjmowania pokarmów w stałych odstępach czasu oraz do zachowania przerwy nocnej. W związku z tym w pierwszym miesiącu życia niemowlę karmimy w godzinach: 6, 9, 12, 15, 18, 21, 24, i zachowujemy 6-godzinną przerwę nocną”. Pierwsze miesiące z małym dzieckiem w domu to było pasmo łez – płakały obie strony. Kiedy już nadeszła właściwa godzina, dziecko nie mogło nacieszyć się piersią do woli. “Czas trwania karmienia niemowlęcia waha się przeciętnie od 10 do 20 minut. Dłuższe trzymanie dziecka przy piersi jest szkodliwe zarówno dla dziecka, jak i dla matki, gdyż dziecko niepotrzebnie się męczy”. Zalecano również, by przed karmieniem i po karmieniu ważyć dziecko, by przekonać się, ile naprawdę zjada. Wyobraźcie sobie głodnego noworodka, który zanosi się od płaczu i żąda piersi – a matka, zanim go przystawi, waży na zimnej metalowej wadze. Dlatego jednym z postulatów nowoczesnego położnictwa było hasło: “Wyrzućcie wagę”.

Rozpuści się i rozleniwi

Niemowlę powinno mieć osobny pokój, w nim własne łóżeczko. Noszenie i kołysanie zaleca się minimalizować, bo dziecko rozpuści się i rozleniwi. Branie do łóżka rodziców jest niehigieniczne. Kiedy dziecko płacze, a jest przewinięte i najedzone, należy je zostawić w spokoju. W książce “Zdrowie kobiety” (PZWL, 1966) czytamy: “Bardzo często zdarza się, że matka, nie mogąc uspokoić dziecka częstym karmieniem, zaczyna je nosić, bujać lub wozić, co wprawdzie na parę minut uspokaja dziecko, ale po pierwsze, powoduje przyzwyczajenie dziecka do noszenia i bujania, co staje się wkrótce męczarnią dla całej rodziny (…) a po drugie, jest szkodliwe dla dziecka, któremu w tym czasie potrzebny jest właśnie spokój”.

Trening i nocnik

O małym dziecku pisze się tak, jakby było nierozumnym zwierzątkiem, któremu należy się od nas tylko staranna pielęgnacja i dobre odżywianie. Wiele stron poświęca się zabiegom pielęgnacyjnym – kąpanie, ubieranie, spacery, ustawienie kojca, dostarczanie zabawek, witaminy, żywienie, szczepienia, tępienie pcheł, pluskiew i much. Ani słowa o mówieniu do dziecka.

Autorom podręcznika nie przychodzi do głowy, że warto zaczekać, kiedy siadanie na nocniku jest własną decyzją dziecka – nauka trwa wtedy krótko, efekt jest trwały, a dziecko dumne. Z “Małego dziecka” dowiadujemy się, że najodpowiedniejszy czas na trening czystości to dziewiąty miesiąc życia dziecka. Wysadzać malucha trzeba przed każdym posiłkiem. Należy robić to bardzo systematycznie, a ponadto wyczulić swoje zmysły i nauczyć się, kiedy dziecko daje sygnały, że ma ochotę “zaspokoić fizjologiczną potrzebę”. “Moment oddawania stolca będzie nam łatwiej uchwycić niż moment oddawania moczu. Przed oddaniem stolca dziecko wyraźnie zmienia wyraz twarzy. Jedno nadyma się i czerwienieje, inne pomrukuje, jeszcze inne milknie. Trzeba umieć tylko sprytnie podpatrzyć malca, a na pewno w odpowiedniej chwili posadzimy go na nocniczku. Pamiętajmy jednak, by nie przetrzymywać go na nim zbyt długo…”

Żłobki na zmiany

W latach 60. posyłanie maleńkiego dziecka do żłobka było powszechne. W jednym z pamiętników wydanych przez Książkę i Wiedzę (“Moje małżeństwo i rodzina”, 1974) czytam: “Lipiec, rok 1960. Na świat przychodzi duża, zdrowa dziewczynka. Przez dwa miesiące podchowuję ją na tyle, że w październiku zostaje przyjęta do żłobka. Wstaję o szóstej, karmię małą, biegnę do biblioteki, a po południu ją odbieram”.

Uchwała z roku 1952 “W sprawie zwiększenia stanu zatrudnienia kobiet” zapewniała matkom pracującym możliwość umieszczenia dzieci do trzech lat w żłobku na koszt zakładu pracy. Aby umożliwić kobietom pracę na różne zmiany, organizowano żłobki dwuzmianowe, tygodniowe, a nawet sezonowe żłobki wiejskie – w czasie żniw oddawało się dziecko na kilka tygodni.

Rewolucja w matkowaniu

Minęło zaledwie kilkadziesiąt lat, a matkowanie zmieniło się diametralnie. Nasze matki nie miały nie tylko pigułek antykoncepcyjnych i testów ciążowych, ale nawet nikogo bliskiego przy porodzie, nie wspominając o znieczuleniu. W “Małym dziecku” czytamy: “Ojcowie powinni przyzwyczajać dziecko już od pierwszych dni jego życia do swego widoku, by później reagowało ono na ich pieszczoty i zabawy nie lękiem i strachem – jak to się nieraz zdarza – ale radosnym ożywieniem i zadowoleniem. Piszę o tym ze specjalnym naciskiem, gdyż wśród moich małych podopiecznych spotykam takie dzieci, które przeżyły bardzo silnie i bardzo negatywnie zarazem swój pierwszy, późny – bo np. dopiero w piątym miesiącu życia – bliższy kontakt z ojcem”.

Matki nie miały też pralek automatycznych, pieluch jednorazowych, śpiochów na zatrzaski, zupek i przecierów w słoiczkach, nosideł, fotelików samochodowych i internetu, który pomaga błyskawicznie znaleźć wsparcie w innej matce, nawet na drugiej półkuli. W kwestii pielęgnowania i wychowywania małych dzieci wydarzyła się rewolucja. Być może dlatego dziś tak trudno wielu młodym matkom dogadać się z własnymi matkami. Dzieci się nie zmieniły, ale sposób myślenia o nich – bardzo.

ewka i Weronika 06.10.02

10 odpowiedzi na pytanie: Tak byliśmy wychowywani…

  1. Re: Tak byliśmy wychowywani…

    ło matko…
    jestem very zdziwiona jedną rzeczą – bliższy kontakt dziecka z ojcem po 5 miesiącach… szok, szok, szok !!!

    Ola i Dominika ur. 8.12.2002 r.

    • Re: Tak byliśmy wychowywani…

      Ktos to juz podawal kilka dni temu na Kiedy dziecko, ale przyznam, ze dopiero teraz przeczytalam dokladnie 🙂

      Uogolnienia i przejaskrawienia… to tak, jak by powiedziec, ze teraz wszyscy rodza z mezem…
      choc oczywiscie – generalnie bylo inaczej..

      • Re: Tak byliśmy wychowywani…

        Oj tak było, niestety. Urodziłam się w 1974 roku, więc załąpałam się jeszcze na te genialne metody wychowywania niemowlęcia. Mama opowiadała mi o tych koszmarnych przerwach nocnych, chociaż się darłam nie dawali mi jeść ( bo żołądek musi odpocząć) i od początku spałam sama w łóżeczku, w ciemności ( bo tak trzeba było).
        Dla mnie to koszmar i autorów tych metod powinni zamkąć w odosobnieniu. Dobrze, że zyjemy w naszych czasach!!!

        Aga i Ania 17 miesięcy

        • Re: Tak byliśmy wychowywani…

          Co niektóre dziwności nadal jeszcze można spotkać, np. zamykanie szczelnie okien w całym domu, bo dziecko zawieje (tak było u teściów, jak Olo był mały). I też słyszałam, że dziecko trzeba grubo ubierać, nawet jak jest ciepło, bo dziecku i tak pewnie jest zimno! I słyszałam rady, żeby wkładać watkę do uszu, żeby nie przewiało (był wtedy niemalże upał!!!). Na szczęście żyjemy w “dzisiejszych” czasach i wychowujemy dziecko po swojemu i ODPUKAĆ jest zdrowe! 🙂
          PS. A te żłobki na koszt zakładu pracy to rewelacyjny pomysł!!!


          [Zobacz stronę]

          • Re: Tak byliśmy wychowywani…

            Tylko, że większa część dotyczy w ogóle zasad wychowywania i pielęgnacji dzieci w tamtych czasach. Z PRLem wiążą się tylko sprawy “żlobkowe” i niedobór wszystkiego.

            I jeszcze jedna rzecz: tak samo jak wtedy teraz też roi się od porad jak wychowywać dziecko i też nie wszystkie są sensowne.
            Ważne jest, żeby zasad nie trzymać się sztywno tylko mieć wyczucie co dziecku dobrze służy. I tak wtedy jak i teraz było mnóstwo mam, które bezsensownych zasad nie stosowały.

            Kaśka

            • Re: Tak byliśmy wychowywani…

              Tylko, że większa część dotyczy w ogóle zasad wychowywania i pielęgnacji dzieci w tamtych czasach. Z PRLem wiążą się tylko sprawy “żlobkowe” i niedobór wszystkiego.

              I jeszcze jedna rzecz: tak samo jak wtedy teraz też roi się od porad jak wychowywać dziecko i też nie wszystkie są sensowne.
              Ważne jest, żeby zasad nie trzymać się sztywno tylko mieć wyczucie co dziecku dobrze służy. I tak wtedy jak i teraz było mnóstwo mam, które bezsensownych zasad nie stosowały.

              Pomądrzyłam się, od razu mi lepiej…
              Jestem w podłym nastroju

              Kaśka

              • Re: Tak byliśmy wychowywani…

                Hihi, z ta watka w uszach to tez sie spotkalam:)
                tesciowa mojej siostry miala taki pomysl,bo wial wiatr i sama welniana czapa nie wystarczy Hubiemu —jak lezal w wozku i mial 2 miesiace:))

                Nelly i Hubert16 miesiecy!!

                • Re: Tak byliśmy wychowywani…

                  o wacie w uszach też słyszałam od mojem mamy – nie dałam się jednak w to wrobić…
                  natomiast nie dało się wyperswadowac mojej tesciowej że dziecko “przeżyje” bez becika z pierza…efekt był taki że jak wyciągałam Weronikę z wózka to musiałam ję przebierać bo taka była mokra… A ja się dziwiłam czemu ona tak ryczy w tym wózku…yesu ale ja głupia byłam, wystarczyłby jakiś kombinezon z polaru.

                  ewka i Weronika 06.10.02

                  • Re: Tak byliśmy wychowywani…

                    ja byłam noszona i przytulana az za bardzo
                    by usnąc potrzebowałam ponoć godzinnego noszenia na rekach, a osoba noszaca musiała chodzić i bujać (nie siedzieć!!)
                    :))

                    Anies i Wojtuś (23.07.2003)

                    • Re: Tak byliśmy wychowywani…

                      chmmm a właśnie niedawno wygrzebałam na strychu książkę MAŁE DZIECKO,
                      az zagłębię się w lekturę….
                      ciekawe co za 20-30 lat wymyślą “nowego”…
                      pozdrawiam

                      Ola z Natalią- 2.06.2003

                      Znasz odpowiedź na pytanie: Tak byliśmy wychowywani…

                      Dodaj komentarz

                      Mozarella w ciąży

                      Dzisiaj naszła mnie ochota na mozarellę. I tu mam wątpliwości – czy w ciąży można jeść mozzarellę?? Na opakowaniu nie ma ani słowa na temat pasteryzacji.

                      Czytaj dalej →

                      Ile kosztuje żłobek?

                      Dziewczyny! Ile płacicie miesięcznie za żłobek? Ponoć ma być dofinansowany z gminy, a nam przyszło zapłacić 292 zł bodajże. Nie wiem tylko czy to z rytmiką i innymi. Czy tylko...

                      Czytaj dalej →

                      Dziewczyny po cc – dreny

                      Dziewczyny, czy któraś z Was miała zakładany dren w czasie cesarki? Zazwyczaj dreny zdejmują na drugi dzień i ma on na celu oczyszczenie rany. Proszę dajcie znać, jeśli któraś miała...

                      Czytaj dalej →

                      Meskie imie miedzynarodowe.

                      Kochane mamuśki lub oczekujące. Poszukuję imienia dla chłopca zdecydowanie męskiego. Sama zastanawiam się nad Wiktorem albo Stefanem, ale mój mąż jest jeszcze niezdecydowany. Może coś poradzicie? Dodam, ze musi to...

                      Czytaj dalej →

                      Wielotorbielowatość nerek

                      W 28 tygodniu ciąży zdiagnozowano u mojej córeczki wielotorbielowatość nerek – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać...

                      Czytaj dalej →

                      Ruchome kolano

                      Zgłaszam się do was z zapytaniem o tytułowe ruchome kolano. Brzmi groźnie i tak też wygląda. dzieciak ma 11 miesięcy i czasami jego kolano wyskakuje z orbity wygląda to troche...

                      Czytaj dalej →
                      Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                      Logo
                      Enable registration in settings - general