Utraciłam Aniołka wieczorem…….

tak, stało się to wieczorem, pędziłam do pielęgniarki, lekarza nie było, wezwano go po 2 godzinach…..
przeraziło mnie wszystko, pościel zalana krwią, ja cała w drgawkach i pielęgniarka podawająca mi zastrzyk na uspokojenie
Najgorsze to, że wydarzyło się w szpitalu, ja miałam tam iśc nie po to by utacić mojego Aniołka, ale po to aby dać mu szansę na życie….
ciężko, bardzo cięzko…..
ale muszę być silna, mam 6 letnią córeczkę, dla niej muszę być silna…..

24 odpowiedzi na pytanie: Utraciłam Aniołka wieczorem…….

  1. Re: Utraciłam Aniołka wieczorem….

    Bardzo bardzo Ci współczuję i przytulam.

    Dorota i ANtoś(24.03.2005)

    • Re: Utraciłam Aniołka wieczorem….

      Przykro mi
      [*]
      [*]
      [*]

      i Dorotkę 08.08.04

      • Re: Utraciłam Aniołka wieczorem….

        Bardzo współczuję

        ika

        Edited by ikkunia on 2006/11/23 14:11.

        • Re: Utraciłam Aniołka wieczorem….

          Bardzo mi przykro

          Edited by Olinja on 2006/12/14 22:21.

          • Re: Utraciłam Aniołka wieczorem….

            jestem z Toba myslami!
            Magda,Natalka

            • Re: Utraciłam Aniołka wieczorem….

              witam was !!!ja tez poronilam w szpitalu pierw mialam plamienie,potem pojechalam do szpitala…lekarz zbadal, zrobil usg,okazalo sie ze ciaza prawdopodobnie jest martwa….szok,strach,placz…cos strasznego ale zawsze jest malenka nadzieja ze to moze pomylka…ok 24 dostalam krwotoku… Nastepnego dnia zabieg,a potem pustka…mina miesiac a mi nadal zdaza sie plakac!!!

              • Re: Utraciłam Aniołka wieczorem….

                bardzo mi przykro… [*]

                Edited by anney on 2007/01/01 04:18.

                • Re: Utraciłam Aniołka wieczorem….

                  nikomu nie zycze, zeby przezyl to co ja…o tym, ze jestem w ciazy dowiedzialam sie 10 sierpnia 2006 i to w sumie “przez przypadek”-trafilam do szpitala z podejrzeniem zapalenia wyrostka,po pierwszych badaniach okazalo sie jednak ze to nie wyrostek,a Malenstwo rozwijajace sie we mnie jest powodem strasznego bolu:(
                  po 2 dniach wypuscili mnie do domu…bylam zalamana,przezywalam ciezkie chwile i liczne wewnatrzne rozterki:
                  1)jak powiedziec o tym rodzicom-wiedzialam ze nie beda zadowoleni ta sytuacja:(
                  2)co zrobic z ojciec dziecka-powiedziec czy nie?wahalam sie tym bardziej, ze ostatnio nie ukladalo sie nam najlepiej-szczerze mowiac to wogole sie nie ukladalo…
                  No ale w koncu (po 2 tyg zastanawiania sie)zdecydowalam, ze powiem Mu o wszystkim!!z rodzicami tez poszło calkiem dobrze:)bylam wiec szczesliwa,tym bardziej, ze wszystko zaczeło sie ukladac,mialam dobre wyniki i swietnie cie czulam. Na przelomie 3 i 4 miesiaca zaczely pojawiac sie bole,ktore wraz z uplywem czasu stawaly sie coraz silniejsze:(a dodatkowo w czasie gdy normalnie powinnam miec miesiaczke wystepowalo u mnie krwawienie.przerazona cala ta sytuacja dosc czesto odwiedzalam lekarza. Na
                  pierwszym usg okazalo sie ze to byla ciaza blizniacza,ale niestety jedno z dzieci,jak to powiedzial lekarz “odkleilo sie”i zostalo juz tylko jedno.po kolejnym usg okazalo sie, ze Nasze Malenstwo mimo ze wewnetrznie rozwija sie prawidłowo,to jest stosunkowo male jak na swoj wiek,a na dodatek obok niego zaczal pojawiac sie jakis pecherzyk…poszlam wiec do innego lekarza-wysmial mnie,ale zrobil usg i zobaczyl 2 pecherzyki-powiedzial mi, ze moge nie donosic tej ciazy-kolejny szok i zalamanie… No
                  ale jakos dotrwalam do 19 tygodnia,kiedy to poczylam pierwsze ruchy dziecka i wtedy stwierdzilam, ze warto bylo pocierpiec…fakt raz bywalo lepiej raz gorzej,ale wszyscy dookola mowili ze to normalne w ciazy.
                  W 22 tyg bole znow sie nasilily-czulam ze cos niedobrego zaczyna sie dziac,ale dalej wyczuwalam ruchy dziecka-nie byly one za czeste i zbyt silne ale czulam je…i tak bylo do mniej wiecej 24 tyg.wtedy moje Malenstwo nie dawalo juz zadnych znakow,ale to byl okres przedswiateczny,wiec stwierdzilam, ze moze poprostu w zaganianiu nie czulam…minely swieta i sylwester…w Nowy Rok trafilam na pogotowie-mialam silne bole brzucha i wymiotowalam krwia.Zrobili mi wyniki i zostawili na noc na
                  obserwacji…rano dostalam wyniki-byly beznadziejne,ale wypuscili mnie do domu,bo ginekolog byl na wyjezdzie!!!wrocil wczoraj wieczorem-od razu umowilam sie z nim na wizyte.zrobil mi usg-okazalo sie ze moje Malenstwo nie zyje-zmarło 21 lub 22 grudnia…cala noc dostawalam kroplowke i zastrzyki na wywolanie porodu-kolejna nieprzespana noc(liczac razem z sylwestrowa to juz 4 z rzedu),bylam wykonczona… No ale ok.5:50 zaczeło sie…porod trwal prawie 3 godz,pozniej uspili mnie zeby wyjac
                  lozysko,ale wczesniej widzialam Naszego synka-malego Mateuszka…byl naprawde malenki,niemalze zniescil mi sie na dloniach…byl sliczny,choc jego cialko zaczelo sie juz po malu rozkladac:(trzymalam Go i plakalam…wogole caly dzien dzisiaj przeplakalam,nie chcialam z nikim rozmawiac,a raczej nie mialam sily…i znow pojawia sie to cholerne pytanieDLACZEGO AKURAT NAS TO SPOTKALO??

                  • Re: Utraciłam Aniołka wieczorem….

                    bardzo mi przykro, przytulam Cię mocno

                    • Re: Utraciłam Aniołka wieczorem….

                      WIEM CO CZUJESZ.JEST MI NAPRAWDE BARDZO PRZYKRO. BADZ SILNA,NASZE ANIOLKI NA ZAWSZE ZOSTANA W NASZYCH SERDUSZKACH,A MY MUSIMY BYC SILNE. POWODZENIA.GORACO POZDRAWIAM

                      agnes

                      • Re: Utraciłam Aniołka wieczorem….

                        [*][*][*]


                        “vivere militare est”

                        • Re: Utraciłam Aniołka wieczorem….

                          u mnie zaczęlo sie od malego plamienia zaraz na 2-gi dzień pobieglam do lekarza a on nic innego mi nie powiedzial tylko ze mam isc do szpitala jak chce!!!! no to poszlam i od razu mnie przyjęli myślalam ze wszystko będzie ok a tu po usg okazalo się że ciąża obumarla w 7-8 tyg a bylam w 9,no i na drugi dzień zaczęlo się a po kilku godzinach bylo po wszystkim!! barzo mi bylo ciężko nie chcialo mi się życ ale teraz myślę już tylko o tym żeby spróbować jeszcze raz!

                          • kolejna próba- nie udana

                            Zamieszczone przez xjustynkax
                            tak, stało się to wieczorem, pędziłam do pielęgniarki, lekarza nie było, wezwano go po 2 godzinach…..
                            przeraziło mnie wszystko, pościel zalana krwią, ja cała w drgawkach i pielęgniarka podawająca mi zastrzyk na uspokojenie
                            Najgorsze to, że wydarzyło się w szpitalu, ja miałam tam iśc nie po to by utacić mojego Aniołka, ale po to aby dać mu szansę na życie….
                            ciężko, bardzo cięzko…..
                            ale muszę być silna, mam 6 letnią córeczkę, dla niej muszę być silna…..

                            wróciłam. Po listopadzie 2006 roku szybko chciałam zajść w ciąże. Niestety nie było mi to dane.
                            Odczekałam swoje. Gdy 1 maja na teście zobaczyłam dwie różowe kreseczki moja radośc nie miała końca. Tak się cieszylismy wspólnie z mężem. Mąż przyniósł mi bukiet z 30 róż, zabrał na miła kolacyjkę.
                            Niestety moja radośc nie trwała długo 17 maja miałam wizyte u lekarza. Dał mi 50% szans, że to jest zdrowa ciąża. Za tydzien poszłam do innego lekarza, ten już nie był taki miły i odrazu powiedział, że ciąża jest obumarła. Nie dawałam za wygrana, czułam się dobrze, nie krwawiłam, wszystko było ok. Wróciłam do tego pierwszego lekarza, który jeszcze dawał szansę, nadzieję. Tym razem juz nie usłyszałam miłych słów tylko dostałam skierowanie na zabieg do szpitala.
                            Ten lekarz tam pracował, bardzo ładnie, szybko się mna zajął i po dwóch dniach wróciłam do domu.
                            Czy po tych przejściach mam jeszcze szansę? mam szansę, że jeszcze kiedyś będę miała w objęciach cudownego małego bobasa?

                            Justyna (29lat)
                            córka Sara ( ur.05.10.2000)
                            Aniołki *11.2006 i *05.2008

                            • Współczuję…
                              Ja zrobiłam po wszystkim szereg badań. Żaden lekarz nie wpadł żeby zrobić posiew moczu, zrobiłam więc sama. Okazało się że mam bakterie e.coli, która mogła wpłynąć na to że moje dziecko umarło:(

                              • Misiu, ja tez po pierwszej stracie zrobiłam szereg badań, bylam pod stała opieka profesora ginekologii z Akademi Medycznej. Moje wyniki były dobre, męza również.
                                Miałam tylko lekka anemie, którą leczyłam, a w kwietniu byłam juz calkiem zdrowa. Przez cały czas brałam kwas foliowy 0,5. Miało być tak dobrze.
                                Niestety ta kolejna strata, zdołowała mnie zupełnie. Dziś jest kilka dni po zabiegu, a ja prawie nie jem. Wzięłam dłuższe zwolnienie. Ciagle szukam odpowiedzi “dlaczego??”
                                Czytając wszelkie artykuły medyczne sama się nakręcam, ale inaczej nie potrafię.
                                Myślę, że jak poznam odpowiedź, będzie mi łatwiej się z tym pogodzić. Tak czuje.

                                Justyna( 29 lat)
                                Córka Sara ( 7, 5 lat)
                                Aniołki *11.2006 i *05.2008

                                • Właśnie tego strasznie się boję 🙁 Boję się że moje nadzieje są złudne, że nie jest mi dane zostać matką. Wszyscy radzą żeby o tym nie myśleć, a to nie jest proste. Robię badania żeby nie mieć do siebie pretensji, że coś zaniedbałam, przeoczyłam. Sądzę, że to ta bakteria coli, ale żaden lekarz nie potwierdził tego (w końcu posiew zrobiłam sama i to po pół roku).
                                  Tak jak Ty siedzę w internecie i szukam przyczyny nieszczęścia. W jednym artykule było o tym że e.cola może być przyczyną obumarcia, a w listopadzie mialam złe wyniki moczu i lekarz nie skierował mnie na posiew. Mam nadzieję, że to było to i że jak ją wyleczę to będzie wszystko ok. Wiem, że nie daje mi to gwarancji, ale mimo strachu chce żyć nadzieją, że tym razem się uda.
                                  Pozdrawiam serdecznie

                                  • Justynka, Misia – strasznie mi przykro:( Jak wiecie pewnie, sama też właśnie przechodzę kolejne poronienie (już czwarte).
                                    Ciężko jest – rozumiem, ale uwierzcie – po burzy zawsze wychodzi słońce. Ja po pierwszych dwóch ciążach martwych urodziłam synka i jest tu wiele dziewczyn, którym się udało po poronieniach (w zasadzie każdej się udało, myślę o koleżankach niedoli sprzed lat jak gościłam na tym wątku bardzo często, szukając odpowiedzi na wiele pytań, przyczyn poronienia itp.).
                                    Niestety rzadko kiedy znajduje się powody strat:( Sama w sierpniu będę miała po raz kolejny robione badania. I też zrobię je dlatego by potem sobie w brodę nie pluć, że coś przeoczyłam. Ale nie sądzę, że znajdę przyczyny…
                                    Kochane – wierzyć trzeba, i próbować trzeba. W końcu się uda – zobaczycie! Jestem tego pewna. I życzę wam aby wasz (nasz) ból szybko minął i abyśmy szybko cieszyły się wygraną w postaci dzieci.
                                    Trzymajcie się dzielnie kochane.

                                    • Strasznie mi przykro, niedawno tez to przezywalam, trzeba miec nadzieje.

                                      • Dzięki za wparcie. Dzięki Wam mam nadzieję że się doczekam. Jak dobrze pójdzie to za miesiąc będę już na forum dla starających się, a potem może dla oczekujących. Nadzieję trzeba mieć.
                                        Pozdrawiam i trzymam kciuki za Was.

                                        • Zamieszczone przez Misia27
                                          Dzięki za wparcie. Dzięki Wam mam nadzieję że się doczekam. Jak dobrze pójdzie to za miesiąc będę już na forum dla starających się, a potem może dla oczekujących. Nadzieję trzeba mieć.
                                          Pozdrawiam i trzymam kciuki za Was.

                                          na wątek dla starających się zapraszam już dziś:) Fajne kobitki tam są, super się wzajemnie wspierają, służą radą no i można pomyśleć o czymś innym niż o swoim smutku. Są tam też dziewczyny (jak ja i parę innych), które wstrzymały starania fizycznie ale psychicznie przecież dalej planują kolejną ciążę więc to miejsce jest również jak najbardziej dla nich (dla nas):)

                                          Znasz odpowiedź na pytanie: Utraciłam Aniołka wieczorem…….

                                          Dodaj komentarz

                                          Mozarella w ciąży

                                          Dzisiaj naszła mnie ochota na mozarellę. I tu mam wątpliwości – czy w ciąży można jeść mozzarellę?? Na opakowaniu nie ma ani słowa na temat pasteryzacji.

                                          Czytaj dalej →

                                          Ile kosztuje żłobek?

                                          Dziewczyny! Ile płacicie miesięcznie za żłobek? Ponoć ma być dofinansowany z gminy, a nam przyszło zapłacić 292 zł bodajże. Nie wiem tylko czy to z rytmiką i innymi. Czy tylko...

                                          Czytaj dalej →

                                          Dziewczyny po cc – dreny

                                          Dziewczyny, czy któraś z Was miała zakładany dren w czasie cesarki? Zazwyczaj dreny zdejmują na drugi dzień i ma on na celu oczyszczenie rany. Proszę dajcie znać, jeśli któraś miała...

                                          Czytaj dalej →

                                          Meskie imie miedzynarodowe.

                                          Kochane mamuśki lub oczekujące. Poszukuję imienia dla chłopca zdecydowanie męskiego. Sama zastanawiam się nad Wiktorem albo Stefanem, ale mój mąż jest jeszcze niezdecydowany. Może coś poradzicie? Dodam, ze musi to...

                                          Czytaj dalej →

                                          Wielotorbielowatość nerek

                                          W 28 tygodniu ciąży zdiagnozowano u mojej córeczki wielotorbielowatość nerek – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać...

                                          Czytaj dalej →

                                          Ruchome kolano

                                          Zgłaszam się do was z zapytaniem o tytułowe ruchome kolano. Brzmi groźnie i tak też wygląda. dzieciak ma 11 miesięcy i czasami jego kolano wyskakuje z orbity wygląda to troche...

                                          Czytaj dalej →
                                          Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
                                          Logo
                                          Enable registration in settings - general